Logo Artemidy
Barwna Łąka
Szły, a Klacz zaczęła w międzyczasie faktycznie opowiadać. - Rozmawiałam z Truflowym Nosem, Dzikim Czartem i Ciernikową Łapą. Doszliśmy do paru wniosków, rozmawialiśmy o... o tym jaki jest Klan Wichru, o tym, że samotnicy, którzy do nas dochodzą go napędzają, starają się i tu tworzą rodziny i o ile nie przychodzą tu tylko po to, by stanowić problem, to ich miejsce może tu być, jeśli tak wybiorą. Niektóre koty, które urodziły się w klanie, jak widać, od początku nie miały tu swojego miejsca. Zamiast nich przyszły te, które go tutaj szukają i go potrzebują. - Rzuciła spojrzenie w bok, nie odwracając głowy. Potem skierowała go znów przed siebie. Chciała tylko dojrzeć jej minę. W końcu uniosła głowę wyżej i zwróciła ją całą w stronę Mrówczego Szlaku. Jakoś z białym kocurem było łatwiej, a Mrówczy Szlak była tu od dawna, znała Klacz jeszcze za jej młodszych czasów i za czasów, gdy Wędrujące Światła tu był. To było coś innego. Patrzyła jej w oczy i poczuła gulę w gardle, jakąś blokadę. - Ja... M. Doceniam koty, które są lojalne klanowi, pracują dla niego i dbają o koty w klanie. Nie jestem już Kłusującą Łapą i nie mam żadnego powodu, dla którego miałabym z ciebie kpić. Do tego dobrze wytrenowałaś mojego syna, a jesteś na randze Matki. To wiele dobrego świadczy. - Westchnęła, a potem wzięła głębszy oddech. To nie drapieżnik, a jednak obecność Mrówki trochę tak działała, bo Klacz nie była przyzwyczajona do przepraszania kotów. To nie było coś, co robiła, umiała, miała w genach. - Przepraszam za wszystkie słowa, które mówiłam gdy byłam młodsza. Naprawdę na granicy jest coś, co chcę zidentyfikować - i tutaj poleciał trochę dziecięcy, lekki uśmiech i cichy, krótki, urwany chichot, bo na myśl, że właśnie przeprowadza taką rozmowę, a jednak za chwilę będą stały nad kolorowym, dziwnym czymś, nieco wybijała ją z rytmu i faktycznie bawiła, jednak jej wewnętrzna "dorosłość" i sztywność nie pozwalały jej pokazywać tego w całej okazałości na zewnątrz (podobnie było w rozmowie z Dzikim Czartem, notabene) - ale przy okazji spaceru chciałam ci to powiedzieć. - Mruknęła i bardzo chciała, żeby Mrówka odpowiedziała tylko "aha oki" i nie parła dalej w temat, bo jakoś tak z nią Klaczy było ciężej na psychice rozmawiać, ale... nie od niej zależy, co powie Matka.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Obieg pór roku w kociarni nauczył szylkretkę kontrolować swoje emocje, ale, powiedzmy sobie szczerze, z natury nigdy nie była w tym aż tak dobra. Jedna z brwi niemal od razu uniosła się do góry, kiedy wojowniczka postanowiła rozpocząć swój monolog od litanii imion, w dodatku bliskich szylkretce kotów. Brakowało jedynie, żeby wymieniła jeszcze Lisa i Nurt. I swojego brata, brońcie Gwiezdni. Szlak skorygowała swoją brew, każąc jej wrócić na miejsce, i skupiła się na tym, żeby się nie potknąć o swoje własne łapy.
  Słowa Klaczy wpadały jednym uchem, a szylkretka w międzyczasie zastanawiała się, czy na pewno idzie bark w bark z tą samą kotką, która prychała na Ciernika. Która patrzyła z tą wyższością na Kicającą Łapę. Która na ich własnej ceremonii mianowania na wojownika wyraźnie dała jej do zrozumienia, że nie powinna tu być. Patrzyła przed siebie, przed swoje łapy, pozwalając słowom płynąć i skupiając się na źdźbłach trawy kilka kroków przed sobą. Nie widziała, że wojowniczka na nią zerka, a jej mina nie wyrażała właściwie nic. Czart, Żbik i Mordka może wyczytałyby z niej zaskoczenie, ale dla Klaczy wyglądałaby raczej neutralnie.
  Co miała odpowiedzieć? Czy to był podstęp? Ale jaki zysk miałaby z tego mieć? To nie trzymało się kupy, nie. Nie, więcej sensu miało by uznanie, że mówi to szczerze. Bo kiedy ostatni raz widziała Klacz plującą na samotników? Czy nie na tej samej ceremonii, po której zniknął Zasadzka? Czy Ośmiornica spotkał się z jej spojrzeniami czy nie? A Węgiel? Żaba? Ślimaczek? Nie pamiętała. Albo nic nie zapadło jej w pamięć. Rzecz była w tym, że łatwiej zapamiętać obecność niż zauważyć nieobecność. A ona nie pamiętała.
  Poczuła na sobie wzrok i obróciła głowę. Jej spojrzenie zatrzymało się na niebieskich oczach kotki. Pomyślała sobie, że poniekąd są podobne do tych jej brata.
  Skinęła głową w geście zauważenia jej słów, tych o Kłusującej Łapie i wytrenowaniu Bójki. W innych warunkach zażartowałaby, jak zwykle, że matka też wojownik, ale teraz skupiała się na słowach płynących z czarnego pyszczka.
  — Bójka to dobry kot, treningi z nim były przyjemnością. — Zaczęła od bezpiecznego punktu zaczepienia. Czuła się trochę jakby stała na brzegu i miała zamiar wejść do wody, bez żadnej wiedzy na temat pływania. Zamilkła na moment, niepewna co powiedzieć dalej. W jej głowie było nienaturalnie cicho. — Nie wiem czy kiedykolwiek dam radę przejść nad tym co było, ale akceptuję twoje przeprosiny. — Najdrobniejszy z uśmiechów, kiedy akceptuję wyślizgnęło się z jej pyszczka i pomyślała o burym kocurze. — Wiele czasu minęło od kiedy byłaś Kłusującą Łapą, prawie obieg pór roku od naszej ceremonii, ale Ciernik dołączył do klanu później. I też spotkał się z szyderstwem z twojej strony. Tak samo Kicunia, Rekin, Trufla i inni. Część z nich zniknęła i nie wróciła. Ich już nie dasz rady przeprosić, nie jeśli nie wrócą, ale mam nadzieję, że następne znajdy dostaną trochę więcej wyrozumiałości z twojej strony. Szczególnie ci najmłodsi. Dorosły kot jeszcze sobie poradzi, ledwo odrośnięte od ziemi kocię nie, czy ma księżyców cztery czy czternaście, jeśli nie umie polować. — Spojrzała dobitnie w niebieskie oczy. Była matką, wiedziała, jak to wygląda. — Cieszy mnie że doszłaś do wniosku, że mogą być lojalnymi członkami klanu. I nie mówię tego z ironią. Jeszcze na początku Pory Nagich Drzew nie spodziewałabym się że kiedykolwiek zmienisz zdanie, jeszcze mniej że przyznasz się do błędu i przeprosisz. Wyśmiałabym każdego kto by to zasugerował. Widocznie ja też się pomyliłam.
  Kusiło ją zapytać skąd ta zmiana, ale domyślała się przynajmniej części. Niekoniecznie zależało jej na rozdrapywaniu sprawy od nowa.
  Na ostateczne przepraszam skinęła głową jeszcze raz i pozwoliła sobie na lekki uśmiech, szczególnie, że kotka teraz chichotała... dawno nie słyszała żeby ta się śmiała. O ile w ogóle. Ten dzień chyba postanowił, że jak już ma być dziwnie, to pójdzie na całość.
  — Co tam znalazłaś że ci tak zależy? — Miauknęła mniej poważnym tonem, wiedziona ciekawością. — Nie wiedziałam że ciebie interesują śmieci Dwunożnych?
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie było to "aha oki" i co więcej Mrówczy Szlak pamiętała te wszystkie szpilki wbijane nie tylko jej, ale i innym kotom. O Kicance to już w ogóle Klacz zapomniała, tak samo nie pamiętała jakoś super specjalnie nic o Cierniku. To wszystko chyba przychodziło naturalnie i zwyczajnie dla niej w tamtym czasie, co skutkowało tym, że te szpilki rozmywały się w pamięci i gdyby ktoś jej powiedział, że coś tam powiedziała, choć tego nie było, to może nawet przypadkiem przyznałaby rację. Tak na wszelki wypadek. - Cieszy mnie, że mm, dajesz mi szansę? Jeśli mogę tak to nazwać. - Odparła z łagodnym wyrazem pyska. I odwróciła go. Nie miała zamiaru wybielać niczego co powiedziała Mrówczy Szlak, bo wszystko było prawdą i Klacz w zasadzie nie czuła potrzeby stawiania się teraz na lepszym miejscu, wyjaśniania i tłumaczenia. Przeprosiny nie powinny być z "ale" i ona nie chciała psuć tego, co zaczęła. Tak więc przyjęła wszystkie te słowa, które ogólnie jej nie ubodły, bo nie ukrywajmy, mało co ją dotykało, to się nie zmieniło. Najbardziej bolały ją sprawy rodzinne i tylko jeśli od jej "ja" zależałoby, że ktoś z rodziny by ucierpiał, to by ją to ubodło. A tak? Koty mogły jej mówić rzeczy - ona je przyjmie na klatę, nie będzie słaba. Obiecała to Gołąb, ale Gołąb... zaczynała być przeszłością i to nie z winy i chęci Klaczy. Jednak brak słabości teraz obiecuje sobie samej, nie komuś innemu.

- Z Dzikim Czartem nurkowałyśmy ostatnio w kartonach. Przyniosłyśmy ci wtedy te srebrne krążki na źdźble trawy. - Wróciła wspomnieniami do dnia, w którym Czarcik "nakazała" Klaczy przeproszenie jej rodziny. I cyk, sprawa załatwiona. Teraz można się skupiać na rzeczach dwunogów pełną parą. - I może niespecjalnie interesuję się wszystkim co wyrzucą, ale takie rzeczy jak tamto mnie zaintrygowały. I to coś dziś też nie rozumiem czym jest, a jest za duże, żeby to zabrać do obozu. Chciałabym się tego pozbyć, ale też potrzebuję czyjejś pomocy, bo zostało wsadzone pod głaz i ciężko mi to wyjąć, a po drodze i tak nie spotkałam nikogo, kto by mi pomógł. - Tak więc miała dwa powody - dowie się przy okazji bycia tutaj co to takiego, ale i przeprosiła. Dwie pieczenie na jednym ogniu.
Minęła jeszcze chwila drogi, aż faktycznie dotarły do granicy. Tam oczom Klaczy, ale przede wszystkim Mrówki, ukazał się wielki tęczowy płat materiału, o prostych krawędziach i w kształcie jakby złamanego trójkątu, strzałki? leżał faktycznie pod kamieniem, jakby ktoś go tam wsadził, żeby nie odfrunął. Przyczepiony był do niego sznurek, który leżał w kompletnym nieładzie, z trzema pękami na swojej długości, na końcu była doczepiona rączka. Tak po prawdzie, to może nawet trochę przypominało to rybę? Ale rybą nie było. Kraśna Klacz stanęła nad tym, wpatrywała się w to, ale spoglądała też na znawczynię.

Spoiler: hehe
[Obrazek: LATAWIEC-DLA-DZIECI-DZIECIECY-TECZA-MALY...-106x88-CM]
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Skinęła głową, powoli, przymykając oczy. Tak, dawała jej szansę – nawet jeśli młodsza Szlak (a może nawet Mrówka?) krzyczała w jej głowie żeby tego nie robić. Jedną jedyną szansę, bo tyle uważała za sprawiedliwe, żeby pozwolić kotce się zmienić. Jeżeli mówiła prawdę to będzie mogła ją wykorzystać, jeżeli nie – przyzna rację młodszej Szlak. Ale musiała spróbować, nawet nie dla niej, a dla siebie. Ciągłe życie w stresie przed wyrzuceniem z klanu, ciągłe obserwowanie reakcji klanowiczy, razem z walącym się przed jej oczami życiem, to wszystko ją zmęczyło. Zmęczyło ją tak bardzo. Teraz, kiedy Kolec odeszła do Gwiezdnego Klanu – "Gwiezdni wybaczcie takie myślenie" pomyślała – jedynie Klacz stanowiła jakieś zagrożenie dla wszystkich klanowych znajd. Zakopanie toporu wojennego zdjęłoby z szylkretowych barków duży ciężar. Gwiezdni wiedzą, że tego potrzebowała. Potrzebowała odpocząć. Może nawet się ustatkować, jeśli będzie miała szczęście.

  — A, te! Mordka mi pokazywała. Są całkiem niegroźne i strasznie ładnie błyszczą na słońcu. Przydadzą się na Noc Cykady. — Przytaknęła z delikatnym uśmiechem. — Widzę, że kartony już opanowałaś. Teraz wiem po kim Bójka ma zamiłowanie do obserwacji Potworów! — Parsknęła. — Pewnie, pokaż co tam znalazłaś.
  Dopóki nie zabierze jej do tej części granicy, mogła iść oceniać ludzkie śmieci gdziekolwiek. Teraz sama była zainteresowana tajemniczym przedmiotem. Ukryty pod głazem? A właśnie– Bójka. Bójka i Wojna... Wojna.
  Szylkretka odchrząknęła.
  — Zanim tam dotrzemy... czy po swojej ceremonii Wojna dalej się martwi że zostanie oddana do innego klanu?
  Zawiesiła wzrok na ciemnej mordce kotki. Wokół młodej wojowniczki krążyło wiele szylkretowych myśli, ale najpierw chciała usłyszeć opinię jej matki.

  Na szczęście dla Szlak, kolorowy śmieć nie leżał przy tej granicy. Podeszła do niego ostrożnie, ale bardziej niż ze strachu przed samym przedmiotem starała się uważać na wszystkie potencjalne ostre krawędzie. Z bliska oceniła większość na materiałową, a więc najpewniej żadnych zacięć nie dało się tym sobie zrobić. Bardzo dobrze.
  — Ale dziwne. — Pacnęła łapą bez pazurów napięte płótno, ale nie wydarzyło się nic spektakularnego. — Szczerze mówiąc nigdy nie widziałam czegoś takiego. To może być coś co Dwunożni noszą na głowie... hm. Łatwiej będzie to sprawdzić jak wyjmiemy spod tego kamienia.
  Oparła przednie łapy o głaz i spojrzała na kotkę wyczekująco.
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chyba nie potrafiła cieszyć się z tak prostych rzeczy jak Mrówczy Szlak, ale nie posłała jej niemiłego wyrazu pyska, a wręcz przeciwnie, lekko skinęła głową na informację o płytach przekazanych Matce, a na informację o Bójce poruszyła wibrysem. Nie z rozbawienia, a ciekawości. - Ma? - Tego o nim nie wiedziała. Nie sprawdzała co syn robi w wolnym czasie, nie chodziła za nim. Ogólnie nie śledziła, a poza tym powinna była wziąć go na jakiś miły spacer.
Jednak informacje o córce były już dużo gorzej przyjęte przez pointkę. Obniżyła nieco brwi i zatrzymała się na moment. Chwilę pomyślała, nim odpowiedziała. - To sprawy rodzinne. Wiem, że jesteś Matką z rangi, ale Wojenny Okrzyk ma w swoim życiu mnie i nie musisz się martwić, ma moje wsparcie. Już od dawna mam z nią dobrą relację, jak i od dawna nie zadręcza się już taką myślą. Ale jest też dorosła - możesz pytać ją o jej samopoczucie sama. - Mówiła spokojnie oczywiście, choć fakt faktem sama rozmowa w tym temacie nie potoczyła się najmilej. Nie chciała jednak by koty spoza rodziny nadmiernie interesowały się takimi sprawami, a jeśli miały, to niech idą do źródła. Wojna nie była kociakiem. A Klacz nie byłą jej adwokatem.

Okazało się, że Mrówczy Szlak także nie zna tej dziwnej rzeczy. Czy mogliby to nosić na głowie? - Wydaje się za spore jak na noszenie... chyba, że jakoś to przytwierdzają. Jak my gałęzie i łodygi. - Powiedziała i przylgnęła do kamienia łapami, by go odsunąć. Przypominała jej się sytuacja z Dzikim Czartem i przesunięciem kartonu. Pchnęła. Kamień ruszył się trochę, ale jeszcze leżał na ustrojstwie. Chyba potrzebowały drugiej próby.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  — Aha. Już na treningu go interesowały. — Przytaknęła, zmieniając wyraz pyszczka na neutralny, ale wciąż obserwując reakcje kotki. — Ale mi obiecał, że pójdzie je oglądać dopiero jak zostanie wojownikiem. Nie wiem czy już był, nie miałam za bardzo okazji z nim porozmawiać. Mijamy się. — I bardzo tego żałowała. Miała go wyciągnąć na ryby, a co chwilę wypadało coś to jej, to jemu, i nie mogli dotrzeć nad rzekę.
  Zatrzymała się razem z dwukolorową kotką, bacznie ją obserwując. Nie wiedziała czego się spodziewać, bo nie znała Klaczy dobrze, a jedynie ze strzępków opowieści bliskich jej kotów. Których nie było znowu tak wiele, a jeszcze mniej takich, z którymi utrzymywałaby jakieś bliższe relacje. W każdym razie, ciekawość nad odpowiedzią walczyła z ciekawością o samą reakcję wojowniczki – koniec końców pytała o to, czy Wojna nie boi się jej. Nawet jeśli nie sformułowała tego wprost.
  Początkowo uniosła brew, ale słuchała do końca bez przerywania. W tym tkwiło sedno problemu te całe księżyce temu. Dzieciaki Klaczy miały tylko ją, a raczej to ona decydowała o ich losie. I było jeszcze widmo ojca w Gromie, którego w życiu nie widziały na oczy, zanim Atak został odstawiony do obcego klanu. Nie powiedziała jednak nic z tego na głos.
  — Rozumiem. — Odpowiedziała dyplomatycznie, nie odrywając wzroku od oczu Klaczy. Matka przejęła jej trening i wytrenowała ją na wojownika. Miało sens, że Wojna przestała się o to martwić. Gdyby chciała ją oddać, zrobiłaby to wcześniej. A teraz, jako wojownik, była mniej-więcej bezpieczna. W każdym razie bardziej niż klanowe znajdy. Szlak nabrała powietrza w płuca i powoli je wypuściła. — W porządku. Chciałam znać twoją opinię, to wszystko.

  — Może po to jest ten sznurek...? — Zasugerowała, ale sama nie była pewna. Brakowało tej kulistej części na głowę. Może to tylko fragment czapki? Rozejrzała się na boki, ale nie leżało tu nic co mogło by stanowić część tego dziwnego przedmiotu. Hmm...
  Popchnęła głaz razem z kotką, ale przesunął się jedynie odrobinę. Sapnęła ze zirytowania i naparła na niego drugi raz. Przesuwaj się, no! We dwie powinny dać radę.
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Zatem musicie się umówić na spacer. - Zdecydowanie, skoro razem ćwiczyli i mieli tak dobry kontakt i relację, to czemu by nie wybrać się razem na spacer? A może akurat wspólnie zapolują lub coś złowią, kto wie.

Próbowały dalej pchać kamień, aż w końcu puścił, a im oczom ukazał się pełny trójkąt, w barwach tęczy. Czy zabieranie go ze sobą do obozu to byłby dobry pomysł? Chyba jednak niespecjalnie, bowiem przedmiot był naprawdę spory, większy dużo niż one dwie. A jednocześnie na tyle zabawny, że kocięta faktycznie mogłyby z tego skorzystać. Coś jej jednak mówiło, że co za dużo (gratów dwunogów), to niezdrowo. - Może masz rację? Albo... noszą to na grzbiecie? Tylko też nie widzę powodu. - Trzepnęła ogonem. - Pozbywamy się? - Upewniła się, bo może Mrówczemu Szlakowi bardzo zależało na tym, żeby to zabrać.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  — Zdecydowanie. — Przytaknęła i uśmiechnęła się, zupełnie szczerze. Kiedyś wreszcie uda im się znaleźć wystarczająco wolnego czasu żeby razem pójść połowić, jak te pół obiegu pór temu. Może nawet zobaczą którąś z tych dziwnych ryb o których wspominały klanowe plotki? Rzecz była warta sprawdzenia.

  Spojrzała uważnie na przedmiot w całej swojej okazałości. Jeśli o szylkretkę chodziło, zebrala wystarczająco pamiątek w Skręconym Pniu żeby znosić staruszkom jeszcze coś takiego. W kociarni też mieli już sporo zabawek. Pacnęła tkaninę łapą jeszcze raz, myśląc, że może nada się do przykrycia wejścia do tunelu, ale była tak cienka, że wiatr i tak hulałby bez problemu w jamach Splątanych Korzeni. Nie, nie nada się to do niczego. Mogą bezpiecznie wynieść poza tereny.
  — Pozbywamy się. — Potwierdziła, nie widząc sensu zatrzymywać ten dziwny przedmiot na terenach Wichru, ani tym bardziej targać go ze sobą do obozu. Chwyciła jeden z rogów w pyszczek i poczekała aż kotka złapie drugi, żeby ruszyć z ludzkim śmieciem gdzieś daleko za granicę.
[zt]
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skoro sama nadrzędna matka Splątanych Korzeni stwierdziła, że się pozbywają, to się pozbywają. Chwyciła wraz z nią za koniec, a potem ruszyła, aby zanieść dziwną rzecz poza tereny ich klanu. Może kiedyś przyjdzie dzień, że zobaczą do czego to służy lub ktoś im opowie. Tymczasem mogły tylko spekulować, wyeliminować śmieć, a potem ruszyć w drogę powrotną.

//zt
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Od czasów spotkania z Cienistym kocurem Wojna bardzo uważnie przyglądała się samej sobie. Jadła tyle co zawsze, a mimo tego jej boki zaczynały coraz bardziej się zaokrąglać, na dodatek zaczynała czuć, że coś wewnątrz niej zaczyna się ruszać. To było... przerażające. Coś wewnątrz niej rosło i rozwijało się i były tylko dwie opcje co to mogło być: pasożyty bądź kocięta, nie wiadomo co gorsze, choć Wojna pragnęła tych drugich. Tyle że nie wiedziała, że to będzie tak wyglądało. Nawet najgłupszy patrol męczył ją o wiele bardziej niż powinien i wojowniczka musiała zrezygnować z tych aktywności.
Musiała czym prędzej porozmawiać z Lawendą i czuła z tego powodu dziwną nerwowość. Wyciągnęła ją z obozu niemalże siłą tłumacząc, że to bardzo ważne - nie mogła ryzykować, że jakiś wścibski terminator podsłucha ich rozmowę. Zabrała ją nad łąki, znacznie dalej niż chciała, ale wszędzie gdzieś się kręcił. Brzuch zaczynał jej ciążyć i z ulgą klapnęła na trawsko. Czy to na pewno normalne? Musiała zapytać jakiejs kocicy, która miała już na swoim koncie kocięta.
- Jak się trzymasz? - spytała ją po drodze, gdyż chociaż miała do ogłoszenia niezwykle ważną nowinę, to nie była ignorantką i chciała wiedzieć, jak kocica się ma po śmierci matki. Radziła sobie w ogóle?
[Obrazek: 7IIUSgN.png]
LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
16
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości