Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Pokiwał głową na otrzymane informacje. Faktycznie, ziarenko maku nie wystarczy. Ukoi na chwilę ból, ale wszystko wróci. Wskazał łapą na liść stokrotki.
– To liść stokrrotki. Łodyga rrośliny jest delikatnie owłosiona, kwiaty białe lub jasnorróżowe, zebrrane w rróżyczkę, a liście, którre mają działanie lecznicze, są skupione w rrozetę przy ziemi, o kształcie lancetowatym. Działają one zarrówno na obicia, jak i bóle stawów. Liść należy przemielić w pysku na maść i rrozsmarować w miejscu bólu. Pozwólcie, że zaprrezentuję – wyjaśnił i dodał, sięgając po liść stokrotki, który ze sobą przyniósł. Fakt, kocica powinna nabierać doświadczenia, ale w pierwszej kolejności powinna zobaczyć, jak to wszystko zrobić – jak prawidłowo przemielić i rozprowadzić. Może gdyby wziął ze sobą więcej liści, mogłaby spróbować, ale nie mogli teraz ryzykować, bo znalezienie teraz czegoś na bóle stawów mogłoby być ciężkie. Kocur więc ostrożnie przemielił w pysku listek, a następnie podszedł do burego kocura i wsmarował maść w obolałe stawy.
– Nie trzeba później siedzieć w lecznicy, ale biorrąc pod uwagę drrogę, jaką macie zapewne do przejścia, lepiej poczekać, aż maść się wchłonie – wytłumaczył kotce, a następnie, korzystając z okazji, że i tak musieli jeszcze chwilę tu posiedzieć, postanowił zagadać: – Hurraganowa Łapo, jeśli mogę spytać – jak wygląda sytuacja z trreningiem twoim i Pochmurrnej Łapy? Od Rrwącej Łapy wiem, że musiała sama się fatygować na grranicę, a wy wtedy nie miałyście mistrza. Minęły już dwa księżyce. Czy zostały podjęte w tym kierrunku jakieś działania? – spytał. Wiedział, że był przy tym niesamowicie bezpośredni i wręcz wścibski, ale jako medyk po prostu nie mógł nawet myśleć o tym, jak musiała wyglądać sytuacja w klanie Cienia. Po prostu w głowie mu się to nie mieściło. Zwłaszcza, że cienista terminatorka medyka przyszła z obolałymi stawami na granicę z klanem Wichru – co oznaczało zarówno, że nie potrafiły takich oczywistości, jak i to, że nie miały żadnego mistrza, skoro przychodziła na granicę z Wichrem, zamiast do innego klanu, gdzie miałby być ich mentor. I pomyśleć, że Lśniąca Sadzawka mówiła takie rzeczy na Lawendę na zgromadzeniu, gdy widocznie władza w innym klanie nie była taka święta.
Równie dobrze mógłby się nazywać Kamienny Pysk. Można go czasem zobaczyć uśmiechniętego - kiedy coś mu się uda, w rozmowach z bliskimi albo na tematy, które lubi, jednak znany jest z zamyślonego, poważnego wyrazu pyska. Osiągnął swój finalny wzrost i przerósł mistrza pod tym względem. Jego sylwetka jest dość szczupła, a futro jasnobure w czarne tygrysie pręgi. Rozjaśnia się ono wokół oczu i na pysku. Zazwyczaj starannie wyczyszczone, zdarza się jednak, że zaplącze się tam jakiś kawałek kory. Posiada niewielką białą plamę na piersi. Głowa ma okrągły kształt. Lekko zaokrąglone uszy łowią interesujące dźwięki, a zielone oczy o bladożółtej otoczce bacznie obserwują otoczenie. Nos przybrał ceglastorózowy kolor, a poduszki łap - szary.
Stara się przetrwać chować w sobie emocje i nosić maskę idealnego wojownika pod którą ukrywa swoje obawy, że nie jest wystarczający, jednak dalej ciężko mu pozwolić sobie na błędy. Dalej przybiera poważny i zamyślony, nieraz też zdezorientowany wyraz pyska i nieraz nie wiadomo co tak naprawdę myśli czy czuje jeśli tego nie powie. Nie jest jednak aż taki spięty i sztywny jak wcześniej, choć dalej nachodzą go różne wątpliwości i wspomina swoje błędy. Nie lubi nagłych zmian, ale okazuje się, że nie wszystkie z nich są złe. Lepiej rozumie przenośnie, chociaż niektóre dalej go dziwią. Chętnie oddaje się swoim pasjom - wspinaczce, polowaniu, przeglądaniu swojej kolekcji kamyków po raz kolejny tego dnia czy milczącym obserwowaniu kotów w obozie. Stara się nie izolować od reszty, co nie zawsze mu wychodzi i dalej zamyka się w swoim świecie, ale teraz bardziej zwierza się innym ze swoich myśli i odczuć. Ma tendencję do zbytniej ostrożności, szukania wszędzie zagrożeń i czucia się odpowiedzialnym za wszystko wokół. Może jego problemy nie zniknęły, jednak stał się nieco bardziej pewny siebie. Nie może jednak pozbyć się odczucia, że jest jakiś dziwny i nie pasuje do otoczenia.
Czaple Skrzydło [GK], Bobrowy Ogon [KG], Kozia Broda [Krz]
Nadstawił uszu na słowa Wichrzaka. Sam był ciekaw, jaki medykament zaraz otrzyma. Nie żeby było mu to konieczne do szczęścia, ale zawsze lepiej wiedzieć więcej i przyjrzeć się, kiedy ktoś coś pokazuje. Okazało się, że tym razem nie jest to opatrunek, a maść. Ciekawe. Większość chorób leczy się opatrunkiem czy maścią? Może nawet by o to spytał, ale... nie, nie jest to aż takie istotne. Najważniejsze, żeby otrzymał leczniczą papkę. Stał nieruchomo podczas jej rozsmarowywania. Trochę dziwne uczucie.
Dobrze przynajmniej, że nie musiał siedzieć w lecznicy. Zanim lek się wchłonie, trzeba jednak poczekać. Ach, świetnie. Chciałby już po prostu wrócić - nie miał nastroju na pogawędki i zamierzał zastanowić się w spokoju, dlaczego właściwie czuje się w ten sposób, w jaki się aktualnie czuje. Nie było to bowiem związane jedynie z bolącymi stawami i raną na wardze. Cóż, temat rozmowy okazał się nie aż taki nudny jaki mógłby być. Właśnie, co z treningami? Nie interesował się za bardzo lecznicą. Przyzwyczaił się, że kręcą się tam terminatorki medyka i choć nie potrafią wszystkiego, starają się. Miał nadzieję, że wszyscy robią co mogą w tej sytuacji - pomimo śmierci Bladej Łapy i braku pełnoprawnego medyka w Klanie Cienia. Wydawało mu się, że terminatorki wciąż są szkolone gdzieś na granicach. Gdy widział jak wychodziły z obozu, myślał, że idą właśnie w tym celu. Czyli jednak nie, skoro Wichrzak o to pyta? Może jednak są, tylko nikt go o tym nie poinformował. Lepiej, żeby były. Zaraz okaże się jak jest naprawdę. Przeniósł wzrok na Huraganową Łapę.
≤ It`s anew world - it`s anew start ≥ • It`s alivewith the beatingof yₒᵤₙg ₕₑₐᵣₜₛ • It`s a newd̴a̴y̴, it`s a new plan ~ I`vebeen waiting foryou ~ •° HereI am °•
•° Here weare °• we`ve justbegun • And afterall thistime- ourtime hascome • ~ ° Yaherewe are - still goin` strong ° ~ Right here in the place where webelong
Hura jest sporych rozmiarów. Srebrno czarne, długie, klasyczno pręgowane miękkie futro. Biel pokrywa policzki, brodę (nie zakrywając nosa), łącząc się z plamą zakrywającą całą pierś, brzuch i tworzy ala spodenki na tylnych nogach. Skarpetki na przednich łapach. Zielonożółte oczy.
Hura jest cichym obserwatorem. Nie wychyla się i nie wtrąca, nie jest jednak nieśmiałe. Skupione na zadaniu i swojej misji udowodnienia Klanowi Cienia że nadaje się na medyka. Uprzejme i grzeczne, czyli takie jak ich wychowali rodzice i jakiego oczekują. Ogromne pokłady cierpliwości. Wrażliwe na uczucia innych kotów, zawsze stara się pomóc jeśli może.
Przyglądała się uważnie pracy Krwawnikowego Liścia i słuchała opisu rośliny, instrukcji, wszystkich słów wypływających z jego ust. Wolała nie przychodzić kilka razy w tej samej sprawie, zapamiętywała wszystko od razu. Nie zamierzała marnować czasu Krwawnikowego Liścia. Ten miał swój klan który go potrzebował. Nawet jeżeli kodeks medyka zobowiązywał go do pomoc, to nie będzie tego nadużywać. Musiała się szybko uczyć, by nie maszerować z pacjentami po granicach. Nie mogła zawieść. Ten przypadek było dość prosty. Wystarczyło jedynie wetrzeć maść w obolałe miejsca. Oczywiste, wystarczyło więc tylko zapamiętać zioło. Kiwnęła głową, nie widząc niczego o co mogłaby zapytać. Zrozumiane i zapamiętane.
Jak do tej pory wszystko układało się korzystnie. Zjawił się Krwawnikowy Liść, musieli zostać dłużej, bo maść musiała się wchłonąć, a medyk sam poruszył temat treningu. Nie przeszkadzała jej obecność Kamienistego Brzegu, bo w Klanie Cienia, nie było żadną tajemnicą że nikt aktualnie nie szkolił terminatorek... terminatorów medyka. Teraz tylko musiała to ubrać w odpowiednie słowa.
- Pochmurna Łapa podzieliła się ze mną wiedzą, którą nabyła podczas księżyców służby w lecznicy i treningów pod okiem różnych medyków. Niestety to nam nie wystarcza, jak sam widzisz. Zastanawiamy się nad udaniem do samotnika Alojzego, o którym mogłeś już wcześniej słyszeć. Uczy o zastosowaniach różnych medykamentów w zamian za przysługi. Gdybyś jednak zechciał podjąć się trenowania mnie albo Pochmurnej Łapy to Klan Cienia byłby ci wdzięczny. Oczywiście oddam ci liść stokrotki przy naszym następnym spotkaniu, niezależnie od tego czy podejmiesz się kolejnego treningu czy też nie. Zrozumiem jeżeli masz już za dużo na głowie i nie chcesz dokładać sobie kolejnego obowiązku - odpowiedziała po krótkiej chwili ciszy. Starała się zabrzmieć jak najbardziej zachęcająco, jakby zupełnie nie wymuszała na nim podjęcia żadnej decyzji. Specjalnie wspomniała o niezbyt pomyślnej sytuacji cienistych medyków, próbując go jednocześnie przekonać o swojej uczciwości i dobrej woli.
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Z uwagą wysłuchał słów terminatorki, czując po prostu narastającą bezsilność. Jak do tego mogło dojść? W klanie Cienia były trzy terminatorki medyka, których edukacją widocznie nikt się nie interesował. To po prostu mu się nie mieściło w głowie. Dlaczego to tak wyglądało? Dlaczego? Niestety, nie miał wglądu do spraw ich klanu, nie miał pojęcia, jak to wszystko funkcjonowało, ale ze słów zarówno Huraganowej, jak i Rwącej Łapy, można było wywnioskować, że zwyczajnie… kiepsko. Nie wiedział jak mogło dojść do tego, żeby zastępca albo przywódca nawet nie kiwnęli pazurem, żeby tę sytuację zmienić. No chyba że w klanie cienia koty były odporne na choroby, a z walk wracały bez ran, ale takie rzeczy tylko w bajkach dla kociąt, więc nawet nie pomyślał o tym poważnie.
– Dobrze, podejmę się twojego trreningu. Jednak, jak wiesz, mam dużo obowiązków i nie mogę obiecać, że będziemy się widywać codziennie. Co dwa dni już prrędzej. – Ale to i tak lepsze niż brak treningu. – Powiedz mi jeszcze tylko, czego się dotychczas nauczyłaś i nauka czego najpierrw barrdziej ci się przyda – poprosił, zerkając najpierw na nią, a później na burego wojownika. Zdawał sobie sprawę, że cienisty kocur mógł czuć się teraz trochę znudzony i wykluczony, ale niestety, tę sprawę akurat trzeba było przegadać. Nie wspominając już o tym, że już dawno.
Równie dobrze mógłby się nazywać Kamienny Pysk. Można go czasem zobaczyć uśmiechniętego - kiedy coś mu się uda, w rozmowach z bliskimi albo na tematy, które lubi, jednak znany jest z zamyślonego, poważnego wyrazu pyska. Osiągnął swój finalny wzrost i przerósł mistrza pod tym względem. Jego sylwetka jest dość szczupła, a futro jasnobure w czarne tygrysie pręgi. Rozjaśnia się ono wokół oczu i na pysku. Zazwyczaj starannie wyczyszczone, zdarza się jednak, że zaplącze się tam jakiś kawałek kory. Posiada niewielką białą plamę na piersi. Głowa ma okrągły kształt. Lekko zaokrąglone uszy łowią interesujące dźwięki, a zielone oczy o bladożółtej otoczce bacznie obserwują otoczenie. Nos przybrał ceglastorózowy kolor, a poduszki łap - szary.
Stara się przetrwać chować w sobie emocje i nosić maskę idealnego wojownika pod którą ukrywa swoje obawy, że nie jest wystarczający, jednak dalej ciężko mu pozwolić sobie na błędy. Dalej przybiera poważny i zamyślony, nieraz też zdezorientowany wyraz pyska i nieraz nie wiadomo co tak naprawdę myśli czy czuje jeśli tego nie powie. Nie jest jednak aż taki spięty i sztywny jak wcześniej, choć dalej nachodzą go różne wątpliwości i wspomina swoje błędy. Nie lubi nagłych zmian, ale okazuje się, że nie wszystkie z nich są złe. Lepiej rozumie przenośnie, chociaż niektóre dalej go dziwią. Chętnie oddaje się swoim pasjom - wspinaczce, polowaniu, przeglądaniu swojej kolekcji kamyków po raz kolejny tego dnia czy milczącym obserwowaniu kotów w obozie. Stara się nie izolować od reszty, co nie zawsze mu wychodzi i dalej zamyka się w swoim świecie, ale teraz bardziej zwierza się innym ze swoich myśli i odczuć. Ma tendencję do zbytniej ostrożności, szukania wszędzie zagrożeń i czucia się odpowiedzialnym za wszystko wokół. Może jego problemy nie zniknęły, jednak stał się nieco bardziej pewny siebie. Nie może jednak pozbyć się odczucia, że jest jakiś dziwny i nie pasuje do otoczenia.
Czaple Skrzydło [GK], Bobrowy Ogon [KG], Kozia Broda [Krz]
Czyli było gorzej niż myślał. Dużo gorzej, sądząc po irytacji medyka. Ach... Jednak trzeba było się bardziej zainteresować lecznicą. Nie byłby wtedy niedoinformowany. Nie żeby mógł coś zrobić w kwestii mistrzów dla terminatorek medyka - to już nie jego kompetencje. Jednak zawsze lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć, prawda? Ostatnio oddalił się od swojego klanu. Czy coś jeszcze mu umknęło? Coś ważnego, co powinien był wiedzieć albo zrobić? Miał nadzieję, że nie.
Nie miał nic do dodania, więc po prostu stał i przysłuchiwał się konwersacji w oczekiwaniu na to, aż maść wyschnie. Ile to zajmie? Chyba już trochę wsiąkła mu w futro, ale nie całkiem. Jeszcze trochę. Da radę, nie jest już kociakiem. Mógł czekać.
Cóż, nie spodziewał się, że będzie spędzał czas ucząc o ziołach, jednak nadstawił uszu. W sumie mógłby zrobić użytek z tej wiedzy. Gdyby przypadkiem znalazł na polowaniu czy patrolu coś, co można przynieść do lecznicy, zerwałby to i zaniósł. Chciał być użyteczny, a więcej medykamentów na pewno się przyda, zwłaszcza że nadchodziła pora nagich drzew. Starał się więc zapamiętać to, czego za chwilę się dowie. Nie lubił być wykluczony, jednak skoro medycy teraz załatwiają to, co powinni załatwić, to dobrze. Nie powinien narzekać. Nie narzekał więc. Przenosił wzrok z krajobrazu wokół na pochłonięte rozmową koty i z powrotem. Ciekawe, kim jest ten Alojzy. Chyba już kiedyś słyszał jakąś wzmiankę o nim, jednak nie był pewien, bo nie miał dobrej pamięci do imion.
≤ It`s anew world - it`s anew start ≥ • It`s alivewith the beatingof yₒᵤₙg ₕₑₐᵣₜₛ • It`s a newd̴a̴y̴, it`s a new plan ~ I`vebeen waiting foryou ~ •° HereI am °•
•° Here weare °• we`ve justbegun • And afterall thistime- ourtime hascome • ~ ° Yaherewe are - still goin` strong ° ~ Right here in the place where webelong
Hura jest sporych rozmiarów. Srebrno czarne, długie, klasyczno pręgowane miękkie futro. Biel pokrywa policzki, brodę (nie zakrywając nosa), łącząc się z plamą zakrywającą całą pierś, brzuch i tworzy ala spodenki na tylnych nogach. Skarpetki na przednich łapach. Zielonożółte oczy.
Hura jest cichym obserwatorem. Nie wychyla się i nie wtrąca, nie jest jednak nieśmiałe. Skupione na zadaniu i swojej misji udowodnienia Klanowi Cienia że nadaje się na medyka. Uprzejme i grzeczne, czyli takie jak ich wychowali rodzice i jakiego oczekują. Ogromne pokłady cierpliwości. Wrażliwe na uczucia innych kotów, zawsze stara się pomóc jeśli może.
Na razie wszystko układało się idealnie. Nie musiała się prosić o trening. Krwawnikowy Liść sam to zaproponował. Nie przeszkadzał jej brak codziennych treningów, miała na głowie również inne obowiązki. Pacjenci, drugi, wojowniczy trening. Zbliżała się Pora Nagich Drzew, trzeba uzupełnić zapasy ziół. Jedyni problem tkwił w tym że będzie musiała układać grafik pod ich spotkana, zapewne jednak uda jej się z tym uporać.
- Jak najbardziej rozumiem - odpowiedział po chwili zawieszenia i kontynuowała po kolejnej. - Myśle że na tą chwile, najlepiej zacząć, od groźniejszych chorób. Tych których nie umiem wyleczyć, a mogą spowodować wiele niepotrzebnych zgonów. Nie znam zbyt wielu ziół, tylko tyle ile przekazała mi Pochmurna Łapa. cis to truczną, a krwawnik jest odtrutką. Liść ogórecznika podaje się przy gorączce. Liście gwiazdnicy, kocimiętka, podbiał i jagody jałowica kaszle. W czym maść z podbiału pomaga na popękane łapy, a jagody jałowiec na ból brzucha, ale równie dobrze nada się mięta. Maść z korzenia łopianu lub liścia pokrzywy wspomaga gojenie ran, a na koniec owija się je pajęczyną. Mak łagodzi ból, maść z liści jeżyn pomaga na użądlenia owadów, a wężymord przeżuty i nałożony na rany niweluje działanie jadu. Jest też dobry na kleszcze -
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Wysłuchał uważnie słów kocicy, co jakiś czas kiwając głową by potwierdzić informacje. Co do wspomnianych medykamentów terminatorka miała drobne braki, ale mógł je już uzupełnić.
– Liść ogórrecznika działa też uspokajająco i, co istotne, moczopędnie. Liść gwiazdnicy najlepszy jest na zielony kaszel, ale sprrawdzi się też przy białym; kot wtedy przez parrę dni może być osłabiony. Kocimiętka działa na zielony i czarrny kaszel, ma też działanie uspokajające i polepsza nastrrój, ale jest barrdzo uzależniająca, dlatego lepiej po nią nie sięgać, gdy są alterrnatywy. Podbiał działa tylko na kocięcy kaszel, a ponadto ułatwia oddychanie. Jagoda jałowca na biały i zielony kaszel. Poza leczeniem bólu brzucha, dodaje sił i wykazuje niewielkie działanie uspokajające. Starrta na maść pomaga też na obicia w połączeniu z pewnym medykamentem, którry ci pokażę na trreningu. Maść z liścia pokrzywy wspomaga też gojenie złamań. W przypadku łopianu oprócz korzenia, maść z liścia też zda egzamin i oprrócz tego pomagają na infekcje. Spożyty liść jeżyny jest moczopędny i ma działanie przeciwbiegunkowe. W przypadku wężymorrdu, działanie jadu niweluje sok z uszkodzonego korzenia, nie maść. Maść z korzenia pomaga na drrobne rany, a aplikowana na miejsce ugryzienia kleszcza, przy jednoczesnym podaniu medykamentów przeciwgorrączkowych, zwalcza objawy kleszczówki, o którrej powiem ci więcej na trreningu. Natomiast na kleszcze same w sobie pomaga mysia żółć, o którrej też porrozmawiamy na trreningu – wytłumaczył wszystko spokojnie, powoli, co jakiś czas robiąc przerwy, żeby kotka nie miała problemów z nadążeniem i przyswojeniem wiedzy. Dał jej chwilę czasu na ewentualne pytania, a następnie dodał:
– Jeśli to wszystko, spotkajmy się jutrro w porze górrowania słońca w tym miejscu. Przynieś ze sobą dwie myszy – oznajmił, a później, jeśli nikt nie miał nic do dodania, pożegnał się z dwójka kotów i ruszył w swoją stronę.
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Nieco przydługie łapy, krótkie i przylegające, błyszczące czarne futro z białymi znaczeniami na piersi i palcach u przednich łap, błękitne oczy, których intensywność zmienia się wraz z humorem kocicy. Wiecznie widoczne pazury. Długi, biczowaty ogon. || kp
Nie straciła na intensywności, wręcz przeciwnie. Jej obecność wciąż jest mocno odczuwalna, mimo że Trzask nie jest już aż tak głośna, jednak nie można powiedzieć by jej charakter poszedł w tą lepsza stronę. Stała się bardziej porywcza, dość nietaktowna i bezpośrednia, bywa niemiła i oschła, pyskata. Zdecydowanie brak jej cierpliwości, łatwo się denerwuje. Posiada problemy z wyrażaniem uczuć i emocji we właściwy, cywilizowany sposób chociaż się stara. Bardzo ambitna i zawzięta w dążeniu do obranego sobie celu. Postanowiła zostać najlepszą wojowniczką Klanu Cienia i uparcie się tego trzyma. Mimo swoich licznych wad chce bronić współklanowiczów za wszelką cenę, nie ważne czy im się to podoba czy nie. Potrafi się jednak otworzyć przed innymi w odpowiednich dla niej warunkach pokazując też że nie taki wilk straszny jak go malują.
Rana na jej głowie nie goiła się poprawnie i nawet Trzask o tym wiedziała. Mimo wszelakich starań Huraganowej Łapy wciąż paprała się i zwyczajnie nie chciała doprowadzić się do porządku. Stąd ta wyprawa na granice z klanem Wichru - Huragan postanowiła poprosić swojego mistrza o pomoc w wyleczeniu czarnej córy Agrest po tym nieszczęsnym puchaczu. Przynajmniej zostaną jej cool blizny jeśli uda się ogarnąć tą ranę, ale hej, Krwawnikowy Lisc to przecież pełnoprawny medyk, jak on jej nie wyleczy to kto niby inny miał to zrobić.
- No to chypcha jestesmy - rzuciła kocica dość niewyraźnie, mając coś w pysku, spoglądając na Huraganową Łapę, stając też przy samej granicy z Klanem Wichru. Pozostało im czekać na mistrze Cienistej terminatorki, zakładając, że zjawi się względnie punktualnie. Trzask miała ze sobą nornicę w ramach potencjalnego podziękowania, miała nadzieję, że wszystko pójdzie jak trzeba.
Hura jest sporych rozmiarów. Srebrno czarne, długie, klasyczno pręgowane miękkie futro. Biel pokrywa policzki, brodę (nie zakrywając nosa), łącząc się z plamą zakrywającą całą pierś, brzuch i tworzy ala spodenki na tylnych nogach. Skarpetki na przednich łapach. Zielonożółte oczy.
Hura jest cichym obserwatorem. Nie wychyla się i nie wtrąca, nie jest jednak nieśmiałe. Skupione na zadaniu i swojej misji udowodnienia Klanowi Cienia że nadaje się na medyka. Uprzejme i grzeczne, czyli takie jak ich wychowali rodzice i jakiego oczekują. Ogromne pokłady cierpliwości. Wrażliwe na uczucia innych kotów, zawsze stara się pomóc jeśli może.
Hura była strasznie zawiedzona. Ostatnio zupełnie nic jej nie szło, pacjęci wracali, bo ich rany źle się goiły, a kleszcze ciągle wracały. Jak do tej pory udało jej się pomóc mniej niż więcej kotom, a frustracja mieszała się z poczuciem winy. Brakowało jej umiejętności i kogoś bardziej doświadczonego, kto doglądał by jej starań. Lepszy mistrz na granicy niż zupełny jego brak, ale to nie to samo co mieć kogoś na miejscu. Frustracja mieszała się z poczuciem winy i innymi negatywnymi uczuciami nie związanym z pracą, którymi nie miała czasu się zająć.
W akcie desperacji, zabrała Trzaskającą Łapę na granice, na jedną z ich sesji treningowych. Jej rany na pysku wyglądały coraz gorzej i mogli obawiać się najgorszego jeżeli nie zerknie na to medyk z prawdziwego zdarzenia. Nie powiedziała jednak Trzaskającej Łapie, w jak bardzo fatalnym stanie są teraz jej rany, nie chcąc jej niepotrzebnie stresować. Nie miała pojęcia, co robiła nie tak. Nikt wcześniej jej nie pokazywał jak się zakłada poprawnie opatrunek, więc może w tym tkwił cierń? Może powinna skupić się bardziej na elementach, którym poświęcała wcześniej mniej uwagi? Zaraz miała się przekonać. Zabrała że sobą własne medykamenty o czym uprzedziła Krwawnikowego Liścia. Nie chciał ciągle korzystać z wichrowego składzika i nadużywać życzliwości swojego mistrza.
Nie odpowiedziała, jedynie kiwneła głową zachowując pozory spokoju. Nie było potrzeby by się odzywała, więc zachowywała ciszę. Czekając co jakiś czas zerkała mimochodem na Trzask, a tak poprawdzie bacznie ją obserwując.
Trzaskającą Łapa
rana 3. stopnia: głębokie ślady po ptasich szponach przecinające pysk od czoła do nosa, pionowo
rana 1. stopnia: ślady po ptasich szponach na grzbiecie
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Całe szczęście, że był akurat w obozie, bo jak się okazało po słowach Bławatkowej Łapy i Zajęczego Ucha, na granicy czekała dwójka cienistych kotów specjalnie na niego. Och, kolejne problemy z leczeniem… Powoli zaczął się czuć, jakby klan Cienia był jego drugim domem, gdy ciągle przychodziły do niego na leczenie koty stamtąd. Było to nieco męczące na dłuższą metę, ale co mógł poradzić? Odmówić pomocy? I to własnej terminatorce? Dobrze, że przynajmniej Huraganowa Łapa wzięła ze sobą medykamenty. Chociaż dla świętego spokoju postanowił wziąć ze sobą liść łopianu, tak na wszelki wypadek. Pajęczyny niestety nie miał w składziku, więc musiał zaufać, że terminatorka o to zadbała. Medyk podziękował dwójce kotów i od razu skierował się na granicę, co trochę mu zajęło biorąc pod uwagę jej odległość od wichrowego obozu.
Ale wreszcie dotarł, już z oddali dostrzegając dwie kocice. Od razu było widać, że z czarną kotką było źle, pomimo widocznych prób opatrzenia rany. Bez słowa podszedł, kiwnął do nich głową na przywitanie i ostrożnie zdjął opatrunek z pyska najmłodszej kotki, w środku dziwiąc się, jakim cudem tak młoda kotka dorobiła się tak poważnej szramy. To, co zobaczył po zdjęciu opatrunku, wyglądało naprawdę źle i żeby tego było mało, wdała się infekcja. Zaczął delikatnie oczyszczać językiem miejsce rany, starając się zrobić to tak, żeby sprawić jej jak najmniej bólu. Następnie sięgnął po liść łopianu, który przyniosła ze sobą terminatorka medyka i szybko, ale dokładnie zaczął przeżuwać go na maść, którą następnie rozprowadził od czoła do nosa pacjentki. Na koniec wziął pajęczynę i szczelnie owinął wokół rany, żeby wszystko się utrzymało. Zauważył też ranę na grzbiecie, znacznie mniej poważną, ale skoro miał przy sobie jeszcze jeden liść, to postanowił już się tym zająć. Zdjął opatrunek, oczyścił ranę i wsmarował uprzednio przygotowaną maść z drugiego liścia łopianu w grzbiet poszkodowanej.
– Głowa będzie się goić... półtorra księżyca. Jeśli w tym czasie nie będzie widać żadnych rrezultatów, wrróćcie – wytłumaczył i posłał swojej uczennicy poważne spojrzenie. Nie chciał mówić tego wprost, ale chciał, żeby terminatorka medyka wiedziała, że ze stanem pacjentki może być różnie. Jej stan był na tyle ciężki, że nie mógł obiecać, że wszystko pójdzie gładko, a srebrna kotka powinna być tego świadoma. – Życzę szybkiego powrrotu do zdrrowia. Zatrzymaj tę norrnicę, przy procesie leczenia ważne jest odpowiednie odżywienie – zwrócił się jeszcze do pacjentki, zerkając na gryzonia, którego kotka ze sobą przyniosła i który, jak się spodziewał, miał być podziękowaniem. Cóż, z innego powodu raczej nie tachałaby go aż tutaj. Ale nie potrzebował tego, wykonywał swoją pracę, medykamentów też mu nie ubyło, no, poza jednym listkiem łopianu, których w składziku miał akurat po brzegi. Nie potrzebował zapłaty. Nawet nie pomyślał w tym momencie, że mógł w ten sposób sprawić jej przykrość. Miał po prostu tylko nadzieję, że ranna kotka z tego wyjdzie. Pożegnał się z kotkami i wrócił do siebie, zmęczony tym wszystkim. Odpowiedzialnością za Wicher, jako że większość nie ufała Lśniącej, odpowiedzialnością za Cień, problemami z Miętą i brakiem kontaktu ze Lśniącą. Wszystkim.
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Nieco przydługie łapy, krótkie i przylegające, błyszczące czarne futro z białymi znaczeniami na piersi i palcach u przednich łap, błękitne oczy, których intensywność zmienia się wraz z humorem kocicy. Wiecznie widoczne pazury. Długi, biczowaty ogon. || kp
Nie straciła na intensywności, wręcz przeciwnie. Jej obecność wciąż jest mocno odczuwalna, mimo że Trzask nie jest już aż tak głośna, jednak nie można powiedzieć by jej charakter poszedł w tą lepsza stronę. Stała się bardziej porywcza, dość nietaktowna i bezpośrednia, bywa niemiła i oschła, pyskata. Zdecydowanie brak jej cierpliwości, łatwo się denerwuje. Posiada problemy z wyrażaniem uczuć i emocji we właściwy, cywilizowany sposób chociaż się stara. Bardzo ambitna i zawzięta w dążeniu do obranego sobie celu. Postanowiła zostać najlepszą wojowniczką Klanu Cienia i uparcie się tego trzyma. Mimo swoich licznych wad chce bronić współklanowiczów za wszelką cenę, nie ważne czy im się to podoba czy nie. Potrafi się jednak otworzyć przed innymi w odpowiednich dla niej warunkach pokazując też że nie taki wilk straszny jak go malują.
Dobrze się stało że Huraganowa Łapa postanowiła zabrać Trzask do kogoś bardziej doświadczonego - konkretnie do jej mistrza z Klanu Wichru, Krwawnikowego Liścia. Czarna nie miała okazji jeszcze go poznać, ale to się szybko zmieniło. Kocur pojawił sie punktualnie, a sama Huragan wzięła własne medykamenty by nie marnować tych Wichrowych - mądrze jakby nie patrzeć. Trzaskająca Łapa nie zdawała sobie rzecz jasna sprawy jak poważna jest jej rana na głowie, wiedziała tylko, że piecze i chyba się jakoś koślawo się goi. Ale Krwawnikowy Liść od razu przeszedł do działania, beż żadnych formalności czy czegokolwiek - hyc i lecimy z tym koksem. Trzask syknęła parę razy gdy ten oczyszczał jej rany. Szczypało, ot co, ale wiedziała, że tak trzeba. Potem jakaś dziwna maść, która chwilowo przyniosła ulgę, dobra rzecz. No i pajęczyna jako bandaż i chyba wszystko było gotowe.
Kocur też nie chciał przyjąć "podziękowania" od czarnej córy Agrest, ale ta nie odebrała tego w żaden negatywny sposób czy coś, nie chciał to nie i w sumie miał racje - jej teraz chyba bardziej się przyda taka nornica.
- Yyy... Dziękuję - powiedziała tylko do odchodzącego powoli Medyka Wichru. Miała nadzieję, że nie będą musieli już wracać na kolejne "leczenie", opatrunek zdawał się być solidny, a samo doświadczenie Krwawnika powinno wystarczyć by jej rany się dobrze zagoiły. Nie ukrywając - Trzask nie mogła się doczekać aż Huraganowa Łapa skończy swój medyczny trening i będzie w stanie najskuteczniej jak się da pomagać innym kotom, należy jej się. Zwłaszcza, że ostatnio wygląda na podminowaną. Kocica widziała, że ta się stara jak tylko może, ale brak jej było doświadczenia na taka skale jak miał jej mistrz, ale wszystko w swoim czasie, nie?
- Wracamy? - rzuciła do terminatorki medyka i podniosła z powrotem nornicę. To było raczej pytanie retoryczne, bo co tu jeszcze miały do roboty? Absolutnie nic.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Wybrał się na wolny, acz przyjemny patrol... Było to - kłamstwo. Tonął w zaspach śniegu, gdy szedł w stronę granicy z Rzeką i zastanawiał się jakim cudem udaje się to innym kotom bez problemu. Z jego łapą na pewno nie było to takie proste, bo im więcej się męczył tym większe prawdopodobieństwo, że będzie doskwierać, a nie brzmiało to ani trochę zachęcająco. Spacerek to jednak spacerek, a im bliżej granicy tym śnieg bardziej wychodzony i poskromiony przez dziesiątki łap jakie tu przechodzą, dlatego też szedł powolnie do granicy z Cieniem. Nie pamiętał nawet czy kiedykolwiek poznał kogoś z Cienia... jego życie w ogóle jakieś mało ciekawe było, gdy cały czas siedział w klanie. Znał pewnie koty tylko stamtąd... brzmiało dość przygnębiająco.
– Hej! – krzyknął wesoło, gdy będą już w połowie granicy dostrzegł jakiś nieznajomy pyszczek. Może dzisiaj? Dzisiaj będzie ten dzień, gdy w końcu zacznie żyć też swoim życiem, a nie tylko dla klanu?
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Frustracja.
To uczucie towarzyszyło mi już od dłuższej chwili, gdy nadal w moje oczy nie rzuciło się żadne z ziół. Nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się przy wichrowej granicy - nie przekraczałam jej, ale również niezbyt zwracałam na nią uwagę. Byłam zajęta poszukiwaniem medykamentów - których nigdzie nie widziałam ani nie czułam. Pora Nagich Drzew zdecydowanie nie pomagała mi w tym zadaniu.
Podniosłam zaskoczona głowę, gdy do moich uszu dotarło wesołe i głośne "hej!". Rozejrzałam się po zaśnieżonej scenerii, już po chwili lokalizując kota, do który to musiał do mnie krzyknąć przez połowę granicy. Kocur był wysoki, ogromny - może jednak nie aż tak ogromny, ale masywny. Jego futro było długie, wydawało się właściwie puszyste. W oczy szybko rzuciła mi się kryza, niczym u legendarnych lwów. Raczej nie wyglądał na typowy obraz wichrzaka, jaki miałam w głowie - smukły, niemalże wychudły jak patyk, z długimi, smukłymi łapami do ścigania królików.
Uśmiechnęłam się delikatnie, rezygnując z szukania ziół i pozwalając sobie na odrobinę rozrywki. Być może ta rozmowa mogła okazać się ciekawa - jeśli nie to szybko się zmyję, tłumacząc się pacjentem w lecznicy czy czymkolwiek innym. Potrzebowałam odrobiny zabawy w moim życiu, czegoś bardziej interesującego od medykamentów - to mogła być miła odmiana.
- Cześć, nieznajomy! - przybrałam równie wesoły ton, rozluźniając mięśnie, aby wyglądać na zrelaksowaną. Podeszłam sprawnie bliżej granicy, aby spotkać się z niebieskim wojownikiem, jak przypuszczałam, patrząc po jego gabarytach. - Co Cię tutaj sprowadziło?
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
O! Pierwszy kot z cieniowej granicy, do którego zagadał i na pierwszy rzut oka wydawał się przyjazny, a w sumie to przyjazna. Czuł lekkie podekscytowanie samym początkiem rozmowy, ale nie było tego aż tak widać, chociaż... czy to było to? Poruszał przednimi łapami w miejscu jakby podłoże było zimne, nieprzyjemne, ale to było to jego kocięce podekscytowanie, które kiedyś zniknęło. Kiedy on ostatni raz stąpał w miejscu?
– Akurat sprawdzałem granice od Rzeki i zaszedłem tutaj – wyjaśnił z uśmiechem i rozejrzał się jakby w poszukiwaniu reszty kotów, z którymi kocica by się kręciła. Nie odnalazł jednak żadnego, więc zgadywał, że czarno-biała była Wojownikiem albo kończyła trening? No mogła być też opcja, że po prostu sobie wyszła sama, bo to różnie bywa. – A Ciebie co tutaj sprowadza? I tak w ogóle jestem Korzenna Woń, a Ty? – dodał już spokojniej, ale nadal z tym swoim delikatnym brzmieniem i uśmiechem.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Kolejną rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy było to, iż kocur zachowywał się... jak kociak. Być może w Klanie Wichru wywiało niektórym mózgi, przez to bieganie za zającami. Nie zamierzałam jednak wychodzić ze swojej roli, a nieco zniżyć się do poziomu napotkanego wojownika. Znajomości wymagały poświęceń, władza wymagała poświęceń - największego już dokonałam. Rzuciłam ścieżkę przyszłej Gwiazdy, aby zostać Medykiem i być lepszą, niż moja siostra.
Uśmiechnęłam się radośnie - tak, aby wyglądało to na szczęście i zadowolenie, z powodu spotkania nieznajomego. Niebieski kocur szybko mi się przedstawił, robiąc jeden krok do przodu, ale dalej pozostając na mojej stronie granicy.
- Rwąca Łapa. Miło mi Cię poznać! - czy miło to się jeszcze przekonamy. - Zioła. Postanowiłam nieco uzupełnić składzik. - wyjaśniłam szybko, decydując się nie kłamać na ten temat. Moje imię zostało już przekazane przez patrole jakiś czas temu, więc łgarstwo nie wchodziło w grę. - Wybacz mi tak odważne stwierdzenie, ale Twoje futro wydaje się niezwykle puchate! Jak chmura albo chociażby ten śnieg - miauknęłam, jedną z łap delikatnie trącając biały puch.