Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Kukułcza Łapa była na siebie zła. Poruszyła niechcący temat który najwidoczniej jest dla Imbira trudny. Skuliła uszy i schowała ogon. - Przepraszam że poruszyłam temat rodziny.. Jestem okropna.. - ostatnie zdanie powiedziała cicho do siebie.
Nie chciała nigdy komuś sprawić przykrości. Chyba że swoim wrogą których na ten czas nie ma.
Otrzepała się i przybrała normalny wyraz twarzy. - Tak mam rodzinę. Moi rodzice mnie bardzo kochają. Z rodzeństwem gorzej bo prawie w ogóle się nie widzimy i straciliśmy ze sobą.. więzi.
Kukułcza Łapa mówiła prosto z mostu.
Nie warto czasem ukrywać czegoś co nie jest godne jakiejkolwiek uwagi.
Miała wrażenie że Imbir nie jest nie godny jej zaufania.
Uśmiechnęła się lekko do kocurka. - Zawsze chce komuś dać jakąś pamiątkę która mu pomoże w przyszłości. Ja na przykład mam kwiaty, niezapominajki. Zawsze mi poprawiają humor kiedy jestem smutna. Mam nadzieję że też się kiedyś tobie przyda
Kukułcza Łapa była wyjątkowa. W każdym widzała dobro i chciała się z nim zaprzyjaźnić. Była.. Kochana.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Zajęczy Sus nie miał wielu wymagań wobec swoich terminatorów. Nie oczekiwał, że mają jakąś wiedzę przed rozpoczęciem treningu, że będą ćwiczyć poza treningami, że na treningach będą wręcz wypruwać sobie żyły… nic takiego. Wymagał jedynie tego, że najmłodsi i nie potrafiący jeszcze za dobrze walczyć terminatorzy będą się trzymać obozu, a przynajmniej nie będą go opuszczać w samotności. To… naprawdę nie było wiele, prawda? A jednak z jakiegoś powodu już kolejny jego terminator nie potrafił się powstrzymać. Potok łamał zakazy nadane przez przywódcę, Krokus wyszła z niewiedzy… a Imbir?
Kocur szukał swojego terminatora, by przekazać mu, że następnego dnia spotkają się wieczorem, jednak nie mógł go znaleźć w obozie, co od razu wzbudziło jego niepokój. Zaczął wypytywać koty w obozie i szukać śladów, aż w końcu natknął się na jego zapach. Podążając za nim, zorientował się, że bury kocurek opuścił obóz… samotnie. Serce podeszło mu do gardła, gdy zaczął myśleć o tym, co mu się mogło stać. Drapieżników niby było na tych ziemiach mniej, jednak… nie znaczyło to, że nie ma ich wcale. Chociażby Niedźwiedzia Łapa stracił życie w starciu z psem, prawda? Pospieszył w stronę granicy z Klanem Rzeki w okolicach Szarych Topoli, zmartwiony i zaniepokojony. Kamień spadł mu z serca, gdy ujrzał burego kocurka, całego i zdrowego, rozmawiającego sobie beztrosko z kocicą z innego klanu. Podszedł bliżej i zatrzymał się w odległości kilku kroków od terminatorów.
– Imbirowa Łapo? – odezwał się pytająco, a w jego głosie bardziej dało się słyszeć niepokój, niż złość, jednak nie ma co kryć, że to drugie także odczuwał. Skinął lekko głową kocicy z Klanu Rzeki, jednak to na Imbirze się skupiała jego uwaga.
Mistrz: Zajęczy Sus Płeć: kocur Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
- Nie nic się nie stało. Nie wiedziałaś...zresztą każdy, kto mnie zawsze pyta na ten temat, nigdy nie wie nic o mojej trudnej przeszłości, więc można powiedzieć, że tak jakby się już do tego przyzwyczaiłem, ale nadal to boli. - odparł i uśmiechnął się niemrawo. Nie mógł jej oczywiście za nic winić, nikogo nie mógł o to winić. Nie mógł ich winić za to, że matka go porzuciła, nie mógł. Takie było zrządzenie losu. Po prostu...
- Och...to, to szkoda, a jeśli mogę zapytać to...to, jakie jest twoje rodzeństwo? Nie musisz odpowiadać, zrozumiem jeśli nie chcesz mówić, rozumiem także, że może akurat ten temat być dla ciebie trudny, tak jak dla mnie temat ogólnie całej rodziny. - humor już mu się trochę poprawił, ale to teraz Kukułcza była nie w sosie, przez co była dosyć niefajna atmosfera. Taka smutna i jakby trochę przytłaczająca. Zaczeli od złego tematu, jak to było w wiekszości jego rozmwów.
- O nie... - urwał, gdy nagle usłyszał swoje imię. A niech to, ktoś go zobaczył, jak się wymykał i to jeszcze kto! Nie kto inny jak jego mentor ZAJĘCZY SUS! O nie, o nie, o nie. Tylko nie to... Serce przyspieszyło mu, a łapy zaczęły lekko drżeć. Miało być to tylko jedno, JEDNO nielegalne wyjście. Miał być grzeczny, miało wszystko być okej. Po co tu przyszedł?! Czy nie mógł po prostu słuchać swojego mentora?! Po co mu to było?! A co jeśli Lniane Futerko się o tym dowie, a dowie się na pewno od burego wojownika. Przecież nie chciał ich zawieść, tak bardzo nie chciał. Przełknął głosno ślinę. - Z-Za-Zajęczy Sus. - wydusił z siebie. - c-co t-ty tu r-ro-robisz? J-ja b-bradzo przepraszam ż-że c-cię nie po-posłuchałem. Na-na prawdę. - popatrzył się na chwilę na Kukułczą Łapę w szoku, a potem przerzucił już na stałe wzrok na mentora.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Popatrzyła się na to całe widowisko. Musiała coś zrobić. - Dzień dobry prze Pana. - przywitała się grzecznie
Uśmiechnęła się miło i pocieszająco popatrzyła się na Imbira. - Miło mi Pana poznać. Mam na imię Kukułcza Łapa i nie chciałam robić kłopotu. Po prostu spacerowałam i niechcący wpadłam na Imbirową Łapę który był bardzo miły wobec mnie i dobrze się z nim rozmawiało.
Powiedziała prawdę i to co myślała. - Mam nadzieję że wyszkoli go Pan na wspaniałego wojownika bo ma predyspozycje do tego. - chciała choć trochę rozjaśnić sytuacje by Imbir nie miał aż tak źle. Sugerowała po jego minie że było źle. - Będę musiała już się zbierać. Może kiedyś jeszcze się spotkamy. Dowodzenia Imbir i Zajeczy Susie! - pożegnała się i na koniec posłała przyjacielowi zwrok pełen wsparcia. Miała nadzieję że sobie poradzi. Nie chciała jeszcze bardziej pogorszyć sytuacji.
/z. t
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Westchnął ciężko, ukradkowo obserwując reakcję burego terminatora. Nie chodziło mu o to, by wzbudzić jego strach, ani by go ukarać. Jednak o coś prosił i było to na ten moment praktycznie jedyne wymaganie, jakie miał wobec niego… dlatego, skoro już tu był, nie miał zamiaru też całkowicie mu ten spacerek odpuścić tylko ze względu na reakcję, jakie wywołało w nim pojawienie się jego mistrza.
– Szukałem cię, ale nie mogłem cię znaleźć w obozie, co mnie zmartwiło, więc poszedłem cię szukać – pospieszył z wytłumaczeniem, nad którym przecież nie musiał się wcale zastanawiać. Nie wziął się tu z powietrza: Imbirowa Łapa zostawił za sobą ślady i wątły zapach, zdradzający, którędy się udał. Zastanawiało go tylko, czemu to zrobił, ale wolałby o tym porozmawiać ze swoim terminatorem sam na sam. Na szczęście kotka z Klanu Rzeki nie robiła problemu, była przyjaźnie nastawiona i zdecydowała się ulotnić szybciej, niż on by o tym pomyślał.
– A, nie ma potrzeby, byś mi się tłumaczyła, Kukułcza Łapo – odparł spokojnie buro-białej terminatorce. Bo nie było. Nie musiała mówić, co tu robiła i w jaki sposób nawiązała rozmowę z Imbirem. To… nie było jego zmartwienie, chociaż w środku miał nadzieję, że kotka nie robi tego samego, co Imbir: nie spaceruje samotnie po granicach bez najmniejszej choćby wiedzy na temat walki. – Z pewnością się postaram – odparł z lekkim uśmiechem na pysku, po czym skinięciem głowy pożegnał się z kocicą. Odprowadził ją wzrokiem, by spojrzeć ponownie na burego terminatora. Przegryzł wnętrze pyska, zastanawiając się nad swoimi następnymi słowami.
– Chodźmy do obozu, dobrze? – powiedział więc najpierw. W jego głosie nie było irytacji, ta bowiem praktycznie wyparowała, gdy zobaczył reakcję kocurka. – Huh… pamiętasz, że prosiłem cię, byś nie opuszczał obozu sam, dopóki się nie nauczysz walki, prawda? – zagadał.
Mistrz: Zajęczy Sus Płeć: kocur Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
W pierwszej chwili uśmiechnął się niemrawo do Kukułczej Łapy. Miło z jej strony, że chciała go pocieszyć, ale chyba nie był to dosyć dobry moment, a w szczególności, że nie znała do końca całej sytuacji. Nie wiedziała, że przyrzekał Zajęczemu Susowi, że nie będzie wychodził sam, nie znając podstawowych technik walk, a właśnie to zrobił.
Zmieszał się, bo wiedział, że źle postąpił, więc przystępował z łapy na łapę. Było mu bardzo wstyd, tak wstyd, że aż nie miał odwagi spojrzeć się prosto w oczy burego mentora. Dlatego jedynie co to wysłuchiwał historii o tym, jak się tutaj znalazł ów wojownik.
Pożegnał jedynie skinieniem łebka Kukułczą Łapę, mając jednocześnie nadzieje, że jeszcze kiedyś się z nią spotka. Na pewno nie w najbliższym czasie, ale kiedyś tam kiedyś. Może nawet już oboje staną się wojownikami. Kto wie... Zapewne nie uniknie kary wymyślonej przez mentora. Nawet nie spodziewał się, że jej uniknie. Zasłużył na nią. Załamał dane słowo.
- D-dobrze Zajęczy Susie. Chod-dźmy. - odparł cicho, przybliżając się do mentora z opuszczonym łebkiem. I nastąpiło pytanie, na które doskonale znał odpowiedź, nawet aż za dobrze. Westchnął głęboko. - Tak wiem... Jeszcze raz najmocniej - z wielkim akcentem nad "najmocniej" - cię przepraszam Zajęczy Susie. Nie-nie wiem, co mnie podkusiłobym, złamał dane słowo...
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Westchnął cicho, zastanawiając się, co właściwie powinien zrobić. Imbirowa łapa był młodym kotem, który dopiero niedawno został terminatorem i rozpoczął trening, na dodatek wyraźnie się zmieszał, speszył i teraz okazywał skruchę. Zajęczy Sus jednak nie wiedział, czy powinien tylko z tej okazji mu odpuścić. Niby nie było to poważne wykroczenie, jakaś zbrodnia, ale… jednak obiecał, tak? I mogło dojść do jakiejś tragedii, gdyby zamiast terminatorki z Klanu Rzeki bury kocurek natknął się na borsuka, lisa czy grupę szczurów. I o ile nic takiego się nie stało, to jednak powinien z nim o tym pogadać… i potencjalnie wyciągnąć jakieś konsekwencje. Może nie duże, nie poważne, ale takie, żeby chociaż się nad tym zastanowił.
– Gdyby nie było powodów, to bym się o to nie prosił, Imbirowa Łapo – powiedział w końcu, decydując się na lepsze wyjaśnienie powodów swojej prośby. Może zrobił to za słabo i Imbirowi wydawało się, że to nie jest coś ważnego. Czy cokolwiek. – I o ile doświadczony wojownik często wystarczająco szybko zorientuje się o niebezpieczeństwie i się oddali lub uda mu się uciec… tak koty świeżo mianowane na terminatora naturalnie mają mniej doświadczenia, są mniej wyczulone na pewne sygnały, nie mówiąc o tym, że w czasie kilku księżyców spędzonych w obozie nie są w stanie wykształcić sobie odpowiedniej siły, szybkości, mięśni, by sobie w razie czego poradzić. Po to trenuje się walkę, by nie tylko umieć się obronić, ale też po to, by stawać się silniejszym, bardziej zwinnym, i tak dalej. Nieraz samodzielne wyjścia młodych kotów kończą się zaginięciem… czy też, niestety, śmiercią. – Dobrze o tym wiedział, w końcu Cierń zaginęła jako kociak, Borsuk też się zgubił, nie wspominając już o Twardym, chociaż tu prawdopodobnie nigdy nie będzie miał pewności, czy kocurek po prostu odszedł, czy został porwany, czy coś mu się stało, i tak dalej. – Także mam nadzieję, że się trochę wstrzymasz z samodzielnymi wyjściami. Będziesz miał na to jeszcze całe życie, jeżeli teraz będziesz bardziej uważał – dokończył, po czym na chwilę zamilkł. W tym czasie zbliżali się powoli do obozu. – Jeżeli będziesz gdzieś chciał pójść poza treningiem, to zawsze możesz mnie poprosić. Na razie chciałbym, żebyś przez księżyc codziennie pomagał matkom w kociarni – oznajmił. To nie była żadna straszna kara, ani nawet długa, a w sumie mogła sporo nauczyć… chociaż takiego Potoka nie nauczyła. Ale na przykład Niedźwiedzia Łapa, brat Fiołka, koniec końców nawet to polubił i dobrze się w tym czuł. Jeżeli Imbirowa Łapa nie miał pytań lub jakichś dodatkowych kwestii do przedyskutowania, po dotarciu do obozu buro-biały wojownik poinformował go, że widzą się następnego dnia wieczorem przy wyjściu z obozu, po czym się pożegnał i ruszył do wykonywania swoich obowiązków.
Mistrz: Zajęczy Sus Płeć: kocur Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Wysłuchiwał swojego mentora w ciszy i ze skupieniem. Dobrze wiedział, że gdyby nie fakt o czającym się zagrożeniu mentor nie prosiłby go o nie samotne wędrówki na granice. Niestety popełnił głupotę i chęci na wędrówkę się nie przeciwstawił, a powinien. Dobrze o tym wiedział. Jednak jego rozsądek przewyższyła głupota. A co jeśli napotkałby borsuka? Co wtedy by zrobił. Nie umiał walczyć, nawet samych podstaw nie potrafił. Zginąłby na miejscu. Sama ta myśl powodowała, że przez kark Imbirowej Łapy przechodził nieprzyjemny dreszcz.
I tak przysłuchiwał się i przysłuchiwał prawionemu przez burego kocura mologu, aż doszli do obozu. - Powstrzymam się Zajęczy Susie...obiecuję... - odparł, i choć gdzieś w głębi siebie czuł, że wojownik może nie ufać mu tak jak na samym początku, że te słowo "obiecuję" może już dla niego mniej znaczyć to, to miał nadzieje, że da mu jeszcze jedną szansę. - dobrze... - skinął leciutko łebkiem na znak, że przyjął do wiadomości swoją karę, na którą w pełni zasłużył. Następnie po otrzymanej informacji o treningu, powoli udał się w stronę kociarni, ale za nim to - Zajęczy Susie...jeszcze laz cię...bardzo przepraszam. - spojrzał ostatni raz na burego i odszedł.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Przyszedł zgodnie z obietnicą, jaką złożył Lśniącej kilka wschodów słońca wcześniej, gdy spotkali się blisko granicy. Toń wracał akurat z miejsca nieco na zachód od Siedliska Koni i jego głowa była pełna niesamowitych wręcz przygód i radości, jakich opisać nie potrafił, ale z wielką przyjemnością i tak porozmawiał z terminatorką medyka, chyba o niczym tak naprawdę, jednak umówili się, że pojawi się wkrótce przy granicach Klanu Wichru, przy Topolach, by mogli wybrać się na poszukiwanie ziół. Kocur był, nie ma co ukrywać, wielce podekscytowany i miał nadzieję, że pozna nowe medykamenty, a także, że będzie miał okazję dowiedzieć się czegoś o chorobach, ranach i sposobach pomagania sobie oraz innym w najtrudniejszych czasach i chwilach. Poza tym cieszył się również na myśl o tym, że spędzi trochę czasu w towarzystwie innego kota, na dokładkę takiego, którego lubił. Dostrzegał oczywiście swoiste wady Lśniącej, ale z drugiej strony - kto ich nie miał? Jej zachowanie względem Toni i nieznanej im z imienia kotki pokazało mu, że może jej w pełni zaufać i zamierzał również jej dać powody do zaufania.
- Dzień dobry! - rzucił ciepło, gdy dostrzegł sylwetkę Lśniącej i wiatr naniósł mu jej zapach.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- Witaj - mruknęłam, widząc Tonia na horyzoncie. Nie spodziewałam się spotkania w tak krótkim czasie od poprzedniego, chociaż nie przeszkadzało mi to. Zwłaszcza, że teraz okoliczności są zupełnie bardziej sprzyjające przyjemnej rozmowie. Już jakiś czas temu umawialiśmy się na wspólny wypad na zioła, więc najwyższa pora, żeby się z tej umowy wywiązać!
- Ruszamy? - zapytałam, choć było to pytanie retoryczne. Zaraz potem ruszyłam wzdłuż granic w poszukiwaniu jakiegoś medykamentu. Wyostrzyłam zmysły, starając się cokolwiek zobaczyć lub wyczuć.
- Co z tą kocicą? - zapytałam w międzyczasie z czystej ciekawości. Dwunodzy ją przyjęli? Dowiedział się od niej czegoś o Chmielograbie?
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Czas płynął, a ich wyprawa po zioła zeszła jakoś na dalszy plan, teraz jednak mieli okazję zobaczyć czy razem nie są w stanie zdobyć czegoś ciekawego i pomocnego w działalności leczniczej młodej terminatorki, ale także w nauce Toni, który szukał odpowiedzi na wiele zagadnień związanych z możliwościami ich niezbyt rozwiniętej medycyny. Opierała się w końcu jedynie na ziołolecznictwie, ale to i tak znaczyło naprawdę wiele, ostatecznie przecież nie byli pozostawienie na całkowitą pastwę losu i mieli szansę na ozdrowienie. Niemniej jednak kocur zdawał sobie sprawę z tego, że ludzie musieli mieć nieco lepsze metody. Ich nie mógł poznać, ale zioła już tak.
- Jak najbardziej. A jeśli chodzi o tę kocicę, to Dwunogi ją zabrał, znalazłem jej trop i wkrótce spróbuję z nią porozmawiać. Wygląda na to, że przeżyła - stwierdził całkiem spokojnie rozglądając się również za jakimiś roślinami, które mógłby zebrać i podzielić się nimi z kocicą.
Tym razem na drodze kocicy nie pojawiło się nic, co można uznać za użyteczne. Pełno było dookoła umierających traw i gnijących liści, ale ziół niestety żadnych. Widać kocica musiała szukać dalej.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- To dobrze. Jeśli ją spotkasz i dowiesz się od niej czegokolwiek o Chmielograbie to koniecznie mnie o tym poinformuj. To dla mnie bardzo ważne - poprosiłam ładnie. W końcu ten obrzydliwiec mógł skrzywdzić nie tylko moją matkę. Po wygnaniu mógł próbować działać dalej, tylko pod innym imieniem, tak jak to zrobił w moim przypadku. Musiałam zebrać informacje tam, gdzie tylko miałam taką możliwość.
W międzyczasie szukałam jakichś ziół, ale oprócz żółtych liści wokół nie widziałam nic. Rozglądałam się zatem dalej. Próbowałam też przy okazji coś wyczuć. Może teraz się uda.
Tonącemu Słońcu poszło równie dobrze co Lśniącej Sadzawce. Również nic nie widział, nic nie czuł. Tylko oni i zżółknięte liście.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Oczywiście, to żaden problem - powiedział na to kiwając lekko łbem. Nie wiedział dokładnie, jakie relacje łączyły kocicę z synem Chaber, mógł się tego jedynie domyślać. Ponieważ nie chciał jednak jakoś szczególnie mocno się w to zagłębiać, nie dopytywał wychodząc z założenia, że to nie są sprawy dla Lśniącej przyjemne. Zresztą, nie mógł spodziewać się niczego innego, przynajmniej po tym, jak dowiedzieli się, co właściwie siedzi w Chmielograbie i czego jest zdolny dokonać. Skoro więc przyszła medyczka Klanu Wichru miała z nim jakieś problemy, to z całą pewnością były one poważne, w końcu Toń nie sądził, by w kocurze obudziły się jakieś ciepłe uczucia. Nie wiedział, o jego innych przewinieniach i obawach, jakie żywili inni w Klanach, ale i tak mógł się domyślać, że coś jest nie w porządku...
Poruszył nieznacznie nosem zastanawiając się, czy może tym razem wypatrzy coś innego niż liście, miał nadzieję, że trafi na mak albo gwiazdnicę, a może na coś innego, co znał. Albo na coś, co kojarzyła Lśniąca i ta mu podpowie, z czym ma do czynienia!
Widać jakoś nie szło jej najlepiej. Dookoła znajdowały się na razie tylko liście i jakieś umierające trawy, nie było tutaj wciąż nic, na czym mogłaby zawiesić spojrzenie, a jej nos nie wyłapał żadnego typowego dla medykamentów zapachu. Może musieli przejść jeszcze nieco dalej, by na coś trafili? Nie było jednak sensu się zniechęcać!
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- Dziękuję bardzo - odparłam. Dobrze, że Toń nie dopytywał o nic więcej. Chyba nie chciałabym mówić o tym, że Chmielograb jest moim ojcem. Mama mogłaby nie chcieć, żebym rozpowiadała takie rzecz. Mogła sobie nie życzyć, żeby wszystkim rozpowiadać, że została zgwałcona.
- Strasznie ciężko coś znaleźć, nie uważasz? - zapytałam, zmieniając temat. Nadal rozglądałam się w poszukiwaniu czegokolwiek. Coś przecież powinno tu być, prawda?
Jak widać nieszczęścia chodzą pasami. Ani Lśniąca, ani Toń nie mogli niczego zlokalizować. Najwidoczniej muszą odejść kawałek dalej. Może teraz się uda.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń jedynie skinął łbem na znak, że przyjmuje to wszystko do wiadomości, ale faktycznie nie drążył tematu, nie uważał bowiem, by było to potrzebne. Poruszył nieznacznie swymi śmiesznymi uszami, gdy zadała pytanie i wzdychając nieznacznie skinął łbem. Nie spodziewał się, że mogą mieć aż takie trudności, ale w gruncie rzeczy Pora Opadających Liści zbliżała się już do końca.
- Może to początek Pory Nagich Drzew? Mam nadzieję, że jeszcze na coś trafimy - powiedział rozglądając się uważnie i starając się wypatrzeć coś innego niż liście i opadłe patyki. Chciał jakoś pomóc Lśniącej, a jednocześnie pomóc sobie, w końcu dzięki temu mógł również zdobyć doświadczenie i zioła dla siebie.
Tym razem Lśniąca w końcu coś dostrzegła. Roślina wychylała się spod opadłych liści i chociaż nie była już tak wielka i solidna jak jeszcze kilka księżyców temu, to istniała szansa, że przyszła medyczka ją rozpozna. Roślina miała wełniście owłosioną łodygę i w tym przypadku nie posiadała liści. W jednym miejscu zachowały się resztki długich i wąskich płatków, które dawniej miały chyba żółtą barwę.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight