krótkowłosy, kremowy, pręgowanie ticked, bardzo wysoki, pulchny, raczej taki okrągły w kształtach, standardowy pysk, dość krótkie uszy typu fold, małe oczy o kolorze żółtopomarańczowym
wesoły, towarzyski, przyjazny, energiczny, sympatyczny, pewny siebie, lubi pogawędki, pogaduchy i ploteczki (na które zwykle się nabiera), pomysłowy, chętnie zajmuje się młodszymi, uległy i pokorny wobec tych wyżej w hierarchii, nienawidzi wody i deszczu, ogólnie nie lubi być mokry, potrafi wpaść w panikę jeśli traci kontrolę nad sytuacją, potrafi być poważny, ale potem zwykle się tego wstydzi, bo woli być widziany jako sympatyczny i uśmiechnięty luzak
No oczywiście, że nikt go w Klanie Wichru nie kojarzył, przecież Ośmiornica nie był stąd, on dopiero Czterech Klanów szukał, żeby do nich dołączyć, więc niezbyt zrozumiał skąd to zdziwienie. Zwłaszcza, że chyba przecież kremowy ticked to mówił, nie? A może Wędrujące Światła po prostu lubił stwierdzać oczywistości? No cóż, jeśli lubił to Ośmiornica nie zamierzał mu zabierać ani psuć zabawy, więc po prostu nie skomentował i dopiero zaczął mówić jak przyszło co do czego, czyli do pytania o to co powie.
W sumie to nie miał zbytniego planu działania, po prostu w dużej mierze szedł na żywioł i zamierzał mówić to co się stało. Zgodnie z prawdą i w ogóle, mając nadzieję, że to będzie wystarczający powód na przyjęcie go. W końcu jego adoptowana mama pochodziła stąd to w ogóle powinno być prościej... a przynajmniej taką miał nadzieję.
-No chyba, żeby powiedzieć, że chciałbym dołączyć, bo mama Świt opowiadała mi o Czterech Klanach i o Klanie Wichru -zaczął- i że nas pogoniły drapieżniki i rozdzieliły jak tu szliśmy i umówiliśmy się, że znów spotkamy się w Klanie Wichru.
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Zjawienie się w lecznicy Czarnego Konia wraz z informacją o dwójce kotów proszących o medyka na granicy spowodowało na Ważkowej mordce uniesienie brwi. Pierwsza myśl, jaka pojawiła się w jej głowie to Barania Łapa. Prędko jednak przekonała się, że sprawa wygląda zgoła inaczej, gdy w końcu wydusiła od wojowniczki szczegóły, wraz z imieniem Wędrującego Światła. W wielkim sekrecie, rzecz jasna, na co medyczka łaskawie się zgodziła. Tu i teraz, bo co z tą informacją zrobi później było osobną kwestią. Poza tym... to, co kotka jej przekazała, nie dało jej żadnych klarownych informacji. Nie potrzebowali leczenia, wspaniale, że nie musiała marnować ziół, ale dlaczego zatem, u licha, potrzebny był im konkretnie medyk?
Wyruszywszy z obozu, konsekwentnie starała się znaleźć dziurę w całym jeszcze zanim miała możliwość zobaczyć delikwentów na żywo. W końcu jednak zauważyła dwójkę kocurów na granicy, zgodnie z tym, czego dowiedziała się od Czarnego Konia. Wędrujące Światła we własnej osobie (co nie obchodziłoby jej w żadnym stopniu, gdyby nie pamiętała, jak umizgiwał się na ceremoniach do Korzennej Woni; być może jej mistrz mimo wszystko byłby zainteresowany tą wiadomością) i drugi... kocur. Przypominał odrobinę z wyglądu Szarżę, poza tym zaś nie potrafiła przypisać jego mordki do żadnego kota. Skinęła głową, stając przy granicy z uniesioną wysoko głową. – Dzień dobry. Prosiliście o medyka, zatem jestem. W czym rzecz?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Szału nie było, ale niech będzie. Dobre i tyle.
– Powinno starczyć – zawyrokował i po chwili czekania dodał jeszcze. – Pozwól, że ja się odezwę pierwszy, gdy zjawi się szanowny medyk, dobrze?
Miał nadzieję, że – jak na wychowanka Świt przystało – Ośmiornica zgodzi się bez zbędnych pytań, chociaż w razie potrzeby był gotowy wyjaśnić w czym rzecz. Nie miał pojęcia kto do nich przyjdzie, gdy opuszczali Wicher całe Ziołowe Wzgórze opierało się na kruchych barkach córki Jodłowej Gałązki. Jeśli przez te wszystkie księżyce nie dorobili się wsparcia dla niej to wykazali się wyjątkowym idiotyzmem. Nie było mowy, że Niezapominajka nie posypała się w mgnieniu oka, gdy tylko przyszła pierwsza fala zachorowań w Porze Opadających Liści. Może nawet wcześniej, na samą myśl o tym co nadejdzie. To też całkowicie byłoby w jej stylu.
I o ile nie spodziewał się zobaczyć Niezapomnianej Łapy na granicy – prędzej ponownie Czarnego Konia z informacją, że niestety medyczka nie była w stanie się zjawić – zaskoczył go widok terminatorki Korzenia. Na tyle by uniósł nieco wyżej brwi, ale nie na tyle by wybiło go to z rytmu. Szylkretowa wojowniczka nie przysłałaby losowego podrostka by z nich zadrwić. Klany nie znały takiego poczucia humoru.
– Dzień dobry – odbił uprzejmość i w ślad za medyczką darował sobie przedstawianie się. Jeśli go kojarzyła to wiedziała jak się nazywał, jeśli nie to wyjdzie w trakcie rozmowy. – Potrzebowaliśmy medyka, bo jeśli mnie pamięć nie myli, również zajmują się przyjmowaniem zbłąkanych dusz z granic? Jak na część trójki klanowej przystało – może nieco od ogona strony, ale lepiej żeby nie dopatrywała się u nich ran i urazów w momencie, gdy nie o wiedzę medyczną chodziło, a o miejsce w zarządzie. – A tak się zdarzyło, że dziś rano trafiłem na zbłąkane kocię Świtającego Nieba. Szukał drogi do Wichru, więc go wam przyprowadziłem, żeby nie pobłądził jeszcze bardziej.
Ogonem szturchnął kremowego, żeby opowiedział swoją historię. Najlepiej zanim Jętka przeprocesuje co powiedział i znajdzie jakieś ale.
krótkowłosy, kremowy, pręgowanie ticked, bardzo wysoki, pulchny, raczej taki okrągły w kształtach, standardowy pysk, dość krótkie uszy typu fold, małe oczy o kolorze żółtopomarańczowym
wesoły, towarzyski, przyjazny, energiczny, sympatyczny, pewny siebie, lubi pogawędki, pogaduchy i ploteczki (na które zwykle się nabiera), pomysłowy, chętnie zajmuje się młodszymi, uległy i pokorny wobec tych wyżej w hierarchii, nienawidzi wody i deszczu, ogólnie nie lubi być mokry, potrafi wpaść w panikę jeśli traci kontrolę nad sytuacją, potrafi być poważny, ale potem zwykle się tego wstydzi, bo woli być widziany jako sympatyczny i uśmiechnięty luzak
-Okej -kremowy ticked pokiwał głową jeszcze dodatkowo na zgodę, robiąc to dość entuzjastycznie, tak przy okazji mówiąc. Ośmiornicy bardzo pasowała opcja pomocy, bo przecież Wędrujące Światła znał się na tym wszystkim lepiej i głupio było w ogóle odrzucać od niego pomoc jak ją zaproponował.
-Dzień dobry! -przywitał się wesoło i pomachał łapką na powitanie w stronę kotki, która pojawiła się z drugiej strony granicy. Po tym jednak, tak jak obiecał, pozwolił się wpierw odezwać cynamonowemu pointowi. Ledwo się powstrzymał od tego w ogóle, żeby się przedstawić, że jest Ośmiornica i jest od mamy Świt, ale skoro nikt nie wyjawiał swojego imienia jeszcze to może w takim razie jeszcze się nie powinno? Może w Klanach się przedstawiało dopiero potem albo kto wiedział ten wie? Chociaż to byłoby dziwne, bo skąd miałoby się wiedzieć?
No i się okazało, że chyba teraz powinien, bo poczuł jak Wędrujące Światła go tyrka ogonem, dając znak, że może mówić.
-Jestem Ośmiornica -zaczął- Chciałbym dołączyć do Klanu Wichru! Mama Świt mi dużo opowiadała o Czterech Klanach i w ogóle miała mnie przyprowadzić tutaj, ale po drodze pogoniły nas drapieżniki i się niestety rozdzieliliśmy. Zanim się rozdzieliliśmy tak całkowicie jednak to powiedziała mi, że się ze mną spotka w Klanie Wichru! Więc tym bardziej jeszcze niż wcześniej chciałbym dołączyć!
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
A więc chodziło o przyjęcie do klanu. Nie spodziewała się, by kiedykolwiek miano wołać w tym celu ją. Dziura, której dopatrywała się w całym jeszcze wychodząc z obozu dalej stopniowo się powiększała. Choć w to, że podlotek był dzieckiem Świtającego Nieba uwierzyła w przeciągu trzech uderzeń serca. Gdzieś pomiędzy drugim a trzecim machnięciem łapy, jakie zostało w jej stronę skierowane, gdy dopiero zbliżała się do dwójki kotów. – Mimo wszystko, rzadko kiedy prosi się w tym celu konkretnie o medyka, Wędrujące Światła – odparła, mierząc go wzrokiem. Mogła przyjąć do klanu Ośmiornicę, oczywiście, że tak - nie miała również żadnego powodu, by odgórnie tego odmawiać, jak na razie. Sprawa była jednak śmierdząca i ciężko było nie zwrócić na to uwagi. – Ważkowe Szuwary – odbiła pałeczkę, gdy młodszy z kocurów się przedstawił. – Świtającego Nieba nie ma w klanie od wielu księżyców, Ośmiornico – czym, na osty i ciernie, była ośmiornica? – i nie dobiegły mnie żadne informacje, by ktoś miał spotkać ją w okolicy. Nie wiem, na ile zdajesz sobie sprawę z realiów życia w klanie, jednak chęć spotkania się z nią nie może być jedynym powodem przyjęcia cię do klanu. Zatem? – rzuciła pytaniem otwartym, dającym... w istocie bardzo duże pole do manewru. Nie chciała jednak sugerować kocurowi, co chciała usłyszeć - a wiadomość, że matką była Świtające Niebo sugerowała konieczność zagłębienia się w Ośmiornicowe pobudki nieco bardziej. Pamiętała kotkę głównie z czasu spędzonego w Chruśniaku - główna obserwacja była taka, że Świt zakwalifikować nie można było ani do kotów stąpających jakkolwiek twardo po ziemi, ani w ogóle... wypełniających swoje obowiązki zgodnie z ich założeniem. Nie byłoby więc zaskoczeniem, gdyby obraz młodego kocura był solidnie zakrzywiony - a obecność byłego wojownika, o ironio, wcale nie była pomocna. Do niego, zresztą, przejdzie za chwilę.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Rzadko kiedy też wyrusza się w romantyczną podróż z bratem szanownej przywódczyni u boku. Może po prostu lubię kolekcjonować niecodzienne zdarzenia – odparł nieprzejęty oceniającym spojrzeniem na swoim smukłym pysku. Nie znał jednak dymnej medyczki, ani jej ilorazu inteligencji, więc uzupełnił, na wszelki wypadek. – Spodziewam się, że Roziskrzona Gwiazda nie ucieszyłaby się na mój widok. Ani nie zaakceptowała tłumaczenia, że jej brat był dorosły i zdolny do podjęcia samodzielnej decyzji – och, co dopiero by się stało, gdyby usłyszała, że to odejście było z inicjatywy rdzawego? Oriental spodziewał się rzezi niewiniątek. – Myślę, że proszenie o medyka w tej sytuacji jest zrozumiałe. I prostsze do wytłumaczenia niż wezwanie zastępcy, byle nie przywódcy.
Nie prowadził młodego za łapę przez rozmowę, ogólnie nie zamierzał się wtrącać bez wyraźnej potrzeby, ale jak się okazało – ta nadeszła dużo szybciej niż by przypuszczał. Jedna informacja Ważkowych Szuwarów odbijała mu się echem po głowie. Nie powiedziała nic czego się nie domyślał podchodząc do Wichrowych granic, a jednak konkretne potwierdzenie zbudziło niepokój cynamona.
– Od jak dawna nie ma Świt? – spytał bez owijania w ładne słówka, z lekko zmarszczonymi brwiami.
krótkowłosy, kremowy, pręgowanie ticked, bardzo wysoki, pulchny, raczej taki okrągły w kształtach, standardowy pysk, dość krótkie uszy typu fold, małe oczy o kolorze żółtopomarańczowym
wesoły, towarzyski, przyjazny, energiczny, sympatyczny, pewny siebie, lubi pogawędki, pogaduchy i ploteczki (na które zwykle się nabiera), pomysłowy, chętnie zajmuje się młodszymi, uległy i pokorny wobec tych wyżej w hierarchii, nienawidzi wody i deszczu, ogólnie nie lubi być mokry, potrafi wpaść w panikę jeśli traci kontrolę nad sytuacją, potrafi być poważny, ale potem zwykle się tego wstydzi, bo woli być widziany jako sympatyczny i uśmiechnięty luzak
-Ważkowe Szuwary? Ładnie -powiedział z przyjaznym uśmiechem. Ciekawe jakie on by dostał imię po uzyskaniu rangi matki, którą tak by chciał tak jak mama Świt- I wiem, że nie ma. Mama Świt była ze mną odkąd pamiętam! -bo gdzie indziej miała przecież być? W końcu go wychowywała i nie dałaby rady tego robić na odległość z Klanu- I nikt tego nie przekazał, bo w planach było, że wrócimy razem, ale plany się skomplikowały i mamy się tutaj spotkać -przecież on to wszystko już mówił, no ale nic. Może Ważkowe Szuwary gorzej słyszała i trzeba było jej cierpliwie powtórzyć kilka razy? Zdarzały się takie koty, ale to nic dla Ośmiornicy- A poza tym, że mam się z nią spotkać to chciałbym zostać Matką, tak jak mama! Chciałbym żyć w Klanie, w którym urodziła się mama i który mama tak kochała i robić dla niego tyle dobrego tak jak ona. Być jego częścią i móc nazywać koty z Wichru swoją rodziną -dodał jeszcze- Obiecuję, że nie będę przeszkadzał, wręcz przeciwnie!
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
– Cenię sobie... szczerość. Rozumiem w takim razie, że ty nie zamierzasz wracać – i oby odpowiedź była, jak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, twierdząca. Bo o ile Ośmiornica powinien być czystą kartą, tak przyjmowanie starego ex-wojownika, wobec którego Roziskrzona Gwiazda miał najwyraźniej co najmniej mieszane uczucia nie leżało na liście rzeczy, które zrobiłaby z przyjemnością. Abstrahując od tego, że poznanie tej bardzo skondensowanej historii musiało z całą pewnością kosztować ją w przyszłości księżyc z życia. Oby Korzenna Woń okazał się przynajmniej zainteresowany tematem... – Zniknięcie Świt zbiegło się w czasie razem z twoim. W klanie panuje dość powszechna opinia, że odeszliście razem... widzę jednak, że nie pokrywa się z rzeczywistością.
Nie dostała od Ośmiornicy szczególnie wiele konkretów. Chęć nazywania Wichrzaków rodziną brzmiała jak wyuczona, podkoloryzowana bujda - ponownie musiała mieć jednak na uwadze, że Ośmiornica był dzieckiem Świtającego Nieba we własnej osobie. To wystarczyło, by skłonić Ważkę do podwójnego przemyślenia sprawy i dojścia do wniosku, że może być to całkiem szczere. – Wiesz, z czym wiąże się ranga matki? Świtające Niebo opowiadała ci o ich obowiązkach? – pociągnęła temat, skoro była okazja by wyciągnąć nieco naokoło informację, do jakich kategorii należały opowiadane przez córkę Roziskrzonej Gwiazdy historie. Bo ilość dobra, które poczyniła ona dla ogółu Klanu Wichru była ciężka do oszacowania, acz raczej nie wybijająca się wśród reszty. Nie było przy tym co się oszukiwać, że większość normalnych kotów patrzyła na bycie w klanie głównie przez pryzmat własnych praw i korzyści, zatem... chyba nawet bardziej raził Ważkę całokształt jej charakteru, niż ilość włożonej w klan pracy. Nie oznaczało to, że nie oczekiwała, że jej syn będzie bardziej sumienny, jeśli naprawdę zależało mu na zagrzaniu tyłka w Klanie Wichru. – Musisz wiedzieć, że niezależnie od tego, jaką rangę miałbyś końcowo pełnić, będziesz musiał nauczyć się walczyć i polować. Obowiązki, aż do końca treningu, również będziesz miał te same, co koty trenujące na wojownika, niekoniecznie fajne i przyjemne - a praca w kociarni również często taka nie jest - więc chciałabym mieć pewność, że nie stwierdzisz po upływie księżyca, że taki tryb życia ci nie odpowiada.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Szczerość była zabawnym określeniem w kontekście wersji orientalnego kocura. Znaczy się – żeby nie było wątpliwości – ani jedno z wypowiedzianych przez niego słów nie było kłamstwem per se. Wyruszył w podróż bark w bark z rdzawym? Jak najbardziej. Czy była ona romantyczna? Z perspektywy przyzwyczajonego do okruszków Oriona – oczywiście. A jednak, mimo czystego sumienia w tym zakresie, w asymetrycznym uśmiechu pojawiła się nuta rozbawienia.
– Nawet siłą mnie nie zaciągniecie – zapewnił Ważkowe Szuwary. Raczej nie mógł zaszkodzić swoimi planami Ośmiornicy w przyjęciu do Klanu. – Jedynie chciałem upewnić się, że nowy chomiczek Śwituni dotrze na miejsce w jednym kawałku. Dla mnie Wicher to zamknięty rozdział, domknę kilka spraw i resztę okolicy też za takowy będę mógł uznać.
Mimo niezachwianej pewności w głosie, odczuł zaciskające gardło na myśl o powrocie. Ogniwa tworzące jego łańcuch zardzewiały i popękały, bycie znowu nazywanym wojownikiem Klanu Wichrem brzmiało jak obelga.
– Najwyraźniej trzeba było ją zabrać – prychnął z niezadowoleniem, przez które przebijało się coś prawdziwego. – Nikt jej nie znalazł po zniknięciu czy nikt nie szukał? – nie drgnęłaby mu nawet brew na informację, że za nim i Jaśniejącym nie wysłali nawet kulawej pchły. Ale Świt, oficjalnie dziecko przywódcy, zawsze była na innych prawach. A Roziskrzona Gwiazda, psia mać, powinna być świadoma ryzyka związanego z puszczaniem burej bez nadzoru. Jakaś powszechna opinia bez potwierdzenia miałaby starczyć do wzruszenia barkami na dalsze losy kotki??
Tyle dobrego, że stojący obok Ośmiornica był dowodem na to, że jakoś sobie radziła. Jak? Orion nie miał pojęcia. Za to był bardziej niż świadomy każdego czyhającego na nią niebezpieczeństwa. Tyle księżyców sama... musiał ją zobaczyć, upewnić się, że nie tylko jakoś sobie radziła, a że wszystko było w porządku.
Powinien bardziej skupiać na toczonej obok rozmowie, jednak żadna ze słyszanych informacji nie zahaczała się na dłużej o umysł cynamona.
krótkowłosy, kremowy, pręgowanie ticked, bardzo wysoki, pulchny, raczej taki okrągły w kształtach, standardowy pysk, dość krótkie uszy typu fold, małe oczy o kolorze żółtopomarańczowym
wesoły, towarzyski, przyjazny, energiczny, sympatyczny, pewny siebie, lubi pogawędki, pogaduchy i ploteczki (na które zwykle się nabiera), pomysłowy, chętnie zajmuje się młodszymi, uległy i pokorny wobec tych wyżej w hierarchii, nienawidzi wody i deszczu, ogólnie nie lubi być mokry, potrafi wpaść w panikę jeśli traci kontrolę nad sytuacją, potrafi być poważny, ale potem zwykle się tego wstydzi, bo woli być widziany jako sympatyczny i uśmiechnięty luzak
-Ano, wiem, opowiadała -Ośmiornica pokiwał głową entuzjastycznie- Rangę Matki może dostać każdy kot, który chce zajmować się kociętami w kociarni. Za zgodą przywódcy Klanu, oczywiście. I wtedy się opiekuje kociętami, karmi je, zajmuje ich edukacją i bezpieczeństwem, i w ogóle -przez chwilę aż zaczął mówić jakby faktycznie przebył już przez tę informację w treningu, a nie po prostu wywnioskował to z opowieści Świtającego Nieba, potem jednak wyszło z niego wychowanie, które otrzymał od kotki w czasie tych księżyców z nią spędzonych- Jestem pewien, że kociętom spodobają się różne historie, które mogę im opowiedzieć! A malować na ceremonie to będę je tak, że potem nie będą chciały tego zmywać! Tylko będę musiał pozbierać wszystko co potrzebne do tego, bo nie mam przy sobie nic, ale to nie przeszkadza! -kocur aż się bardziej rozentuzjazmował. Był tak ucieszony, że aż nie przeszkadzał mu poważny ton medyczki Klanu Wichru, która go ostrzegała o niefajnych obowiązkach czy czymś takim. Jedyne co go na chwilę zasmuciło to to jak Wędrujące Światła dobitnie przypomniał, że może sobie pójdzie z okolicy w siną dal i już się nigdy nie spotkają, co było dla kremowego naprawdę smutne, bo polubił cynamonowego pointa i chciał się z nim więcej widywać. Żółtopomarańczowe oczy tickeda poleciały na chwilę na starszego kocura, posyłając mu przygnębione spojrzenie, zanim znowu wróciły na Ważkowe Szuwary- Rozumiem i się tego nie boję.
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
– Och, nie mam najmniejszego interesu w zaciąganiu cię z powrotem. Choć być może Korzenna Woń byłby tematem bardziej zainteresowany – odpowiada orientalowi, ściągając jednocześnie brwi. Nie wie o kocurze wiele więcej niż to, że był dziwny, jednakże bycie w grupie kotów, które z klanu odeszły z własnej woli, najwyraźniej nie informując któregokolwiek z rzekomo bliskich kotów plasuje go nieszczególnie wysoko w jej oczach. – Być może trzeba było. Wiedziała w ogóle, że idziesz na wycieczkę, czy ją również zostawiłeś bez słowa? – obija pałeczkę w stronę cynamonowego pointa, gdyż irytuje ją pretensja jaką zdaje się wyczuwać w jego głosie. Teraz dopiero dowiaduje się - a przynajmniej tak wnioskuje - że Świtające Niebo musi być dla kocura w jakiś sposób istotna. I jeśli faktycznie niczego się nawet zawczasu nie dowiedziała, to stojący przed nią kocur należy do tego samo obrzydliwego grona hipokrytów, co Źdźbło, Pszczoła jak i najprawdopodobniej także i Śpiew. Ostatecznie odpowiada mu jednak, szczerze, co bowiem jej to zmienia. – Nic mi o tym nie wiadomo.
– W porządku, Ośmiornico, członku Klanu Wichru – odpowiada w końcu, tym samym podejmując decyzję. Nie ma o co dłużej wypytywać młodego; obowiązki, jakie wymienia są zaś zaskakująco pokrywające się ze stanem rzeczywistym. To jakie historie ma do opowiedzenia czy jak nie wymaluje najmłodszych Wichrowych pokoleń interesuje ją niewiele bardziej niż zeszłoroczny śnieg; zbywa te słowa krótkim skinięciem głowy. – W obozie przedstawię cię Nakrapianej Mordce - jednej z naszych matek - i jeśli nie będzie niczym zajęta, poproszę ją, by oprowadziła cię po obozie i w razie potrzeby wyjaśniła co i jak.
Przez uderzenie serca przechodzi jej myśl, by mianować Ośmiornicę tu i teraz - w końcu ma ku temu prawo, zdaje się - jednak kilka nakładających się na siebie kwestii odwodzi ją całkiem skutecznie od tego pomysłu. Pierwsza jest taka, że nie wie czym u licha może być ośmiornica, a pomysłów na alternatywne imię zza ucha teraz nie wyjmie, choć Chomicza Łapa sklejona ze słów Wędrujących Świateł brzmi już nie najgorzej. Drugą jest uświadomienie sobie, że w gruncie rzeczy nie wie, którzy wojownicy mają ile terminatorów; być może jest to znak, by się w tej kwestii bardziej zorientować. Tak na wypadek, gdyby zaraz miała nastąpić cała plaga kotów pragnących przyjęcia koniecznie przez medyka. Trzecia, ostatnia jak i zarazem najmniej istotna jest taka, że być może kocur sam chce zostać przed mianowaniem wymalowany; a Ważka nie planuje tworzyć mu teraz wzorów z błota.
I jeśli nie ma żadnego sprzeciwu tudzież rozmowa z Orionem się nie przeciąga robi krok w tył, ogonem dając znać młodszemu kotu, by poszedł za nią. Do obozu, gdzie indziej.
krótkowłosy, kremowy, pręgowanie ticked, bardzo wysoki, pulchny, raczej taki okrągły w kształtach, standardowy pysk, dość krótkie uszy typu fold, małe oczy o kolorze żółtopomarańczowym
wesoły, towarzyski, przyjazny, energiczny, sympatyczny, pewny siebie, lubi pogawędki, pogaduchy i ploteczki (na które zwykle się nabiera), pomysłowy, chętnie zajmuje się młodszymi, uległy i pokorny wobec tych wyżej w hierarchii, nienawidzi wody i deszczu, ogólnie nie lubi być mokry, potrafi wpaść w panikę jeśli traci kontrolę nad sytuacją, potrafi być poważny, ale potem zwykle się tego wstydzi, bo woli być widziany jako sympatyczny i uśmiechnięty luzak
Kremowy ticked nie mógł się powstrzymać przed lekkim podskokiem radości, że udało mu się dołączyć do Klanu Wichru. Poszło całkiem łatwo i aż się zaczął zastanawiać czy on z Wędrującymi Światłami byli tacy dobrzy w gadce, czy to Ważkowe Szuwary łatwo przystała na tę sytuację, czy może to sprawa tego, że mama Świt to była jego mama, a może jeszcze wszystkiego na raz. Nie wiedział, ale w sumie to raczej nie było co rozstrząsać za bardzo skoro przyjęty został.
-Dobrze! -odparł entuzjastycznie, ale potem spojrzał się na cynamonowego pointa. Niby kocur mówił, że nie chce do Wichru i w ogóle, i że załatwi tylko kilka spraw w okolicy i rusza w drogę, ale dalej szkoda było go tak opuszczać. Nawet jeśli nie spędzili dużo czasu ze sobą to Ośmiornica go polubił- Spotkajmy się jeszcze zanim sobie pójdziesz, okej? -zapytał, czekając na odpowiedź zanim ruszyłby za medyczką do wichrowego obozu.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Och, gdyby był nieco bardziej egoistyczny to być może. Ale to Korzeń. Wiedział od początku, że moja obecność w Wichrze jest ściśle uzależniona od obecności jego wujka. Nie wabiłby mnie z powrotem do tej klatki niepotrzebnie – trzepnął niedbale cynamonową kitą. Jeśli planowała wzbudzić w nim poczucie wstydu (winy?) przez wspomnienie pozostałego w klanie przyjaciela, to się przeliczyła. Nie wybrała odpowiedniego kota do wejścia mu na sumienie. Ale skoro już wspomniała... – Ale jak najbardziej możesz przekazać mu moje pozdrowienia. I jakby chciał nadrobić ostatnie księżyce to nie powinien mieć problemów ze znalezieniem mnie. To jest, o ile się w miarę sprawnie zdecyduje. Nie mogę przewidzieć, gdzie będę za księżyc albo dwa.
Może pod rozgwieżdżonym niebem na zapomnianym przez świat pomoście? Może w gęstym lesie, gdzie powietrze inaczej smakuje? A może już w ogóle nigdzie go nie będzie, podczas gdy jego ciało będzie się rozkładało gdzieś pośród mchu. Może w następnym sezonie wyrośnie grzybowy krąg wokół wspomnienia po orientalu. Tyle możliwości.
– Nie przelewaj swoich oczekiwań na Świt – wygiął wargi w uśmiechu, który nie sięgał błękitnych oczu. – Pożegnania nie stanowią żadnej wartości w jej świecie. Wie, że żadne drogi nie rozchodzą się na zawsze i dlatego też nie płacze na pogrzebach. Jeśli miałbym okazję zamienić z nią kilka słów przed odejściem, nie marnowałbym ich na pożegnania – wyjaśnił, choć nie spodziewał się zrozumienia. Głęboko zakorzenione konwenanse i przekonanie o swojej racji zwykle uniemożliwiały bezbolesną zmianę perspektywy. – Hm, chyba mam swoją odpowiedź. Nie ma żadnych odstępst od normy, klanowy organizm funkcjonuje bezbłędnie tak długo jak każdy spełnia w nim swoją rolę, prawda? A poszukiwania jednej, roztrzepanej kotki, córki przywódcy czy nie, to marnowanie cennych zasobów – myślał głośno. Nawet jeśli Ważkowe Szuwary w gruncie rzeczy nie wiedziała czy jakiś patrol ruszył tropem Świt, wciąż mogła mieć opinię na temat takich poglądów.
Ośmiornica dopiął swego – został przyjęty do klanu Wichru. Mógł się szkolić na matkę i czekać na ponowne spotkanie ze Świtającym Niebem. Dobrze dla niego, oriental cieszył się jego szczęściem i te sprawy. Przed odpowiedzią na postawione pytanie, zawahał się krótko. Ale młody ewidentnie nie zamierzał nigdzie ruszać bez potwierdzenia, dlatego też poklepał go łapą po kremowym czole.
– Jasna sprawa, jeśli tylko zdążysz doczekać się swoich praw do opuszczania obozu zanim pójdę – zgodził się poniekąd. Nie obiecywał, że poczeka na najnowszego chomiczka Świt, ale jeśli gwiazdy ułożą się odpowiednio... nic nie stało na przeszkodzie, by ponownie się spotkać.
Księżyce: 39 Mistrz: Uśpione Echo Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowa Łapa Ojciec: Bonawentura Rodzic: Wielka Słona Woda Trwałe urazy: Blizny po ataku borsuka i nieprawidłowo zrośnieta kość piszczelowa w prawej tylnej łapie. Łapa jest skrócona i lekko podkurczona, ma ograniczoną ruchomość. Mocniejsze stanięcie na niej powoduje promieniujący ból. Często zanika mu czucie poniżej złamanego miejsca. (-2zr, - 2sz)
Księżyce: 39 Mistrz: Uśpione Echo Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowa Łapa Ojciec: Bonawentura Rodzic: Wielka Słona Woda Trwałe urazy: Blizny po ataku borsuka i nieprawidłowo zrośnieta kość piszczelowa w prawej tylnej łapie. Łapa jest skrócona i lekko podkurczona, ma ograniczoną ruchomość. Mocniejsze stanięcie na niej powoduje promieniujący ból. Często zanika mu czucie poniżej złamanego miejsca. (-2zr, - 2sz)
drobny, średniego wzrostu, chudy, długie futro, niebieski point, pręgowany tygrysio, niebieskie oczy, białe znaczenia ( spód ciała, końcówka ogona, broda, szyja ("grzywa"), końcówka lewego ucha, fragment prawego ucha, plama wokół prawego oka, plamki pod oczami, po jednym palcu każdej łapy, dłuższe kępki futra na łokciach i kolanach)
nieśmiały, ma problemy w nawiązywaniu relacji, posłuszny, uległy, wrażliwy na głośne dźwięki, spokojny, wycofany
Nadszedł ten dzień. W końcu po, nawet nie wiedział ilu, księżycach nieobecności, wrócił do domu. Nie chciał tego robić, ale był winien to Kaktus. Żył na jej łasce, tak jak wcześniej żerował na klanie, a jedyne czego chciała od niego w zamian, to aby zadbał o siebie. Podejrzewała, że jeśli po prostu go zostawi, to kocur sobie nie poradzi, więc kazała mu iść do Wichru, miejsca w którym podobno powinny być koty, które w razie potrzeby o niego zadbają.
Na ziemi położył zawiniątko z ziołami pomagającymi na ból, starał się, aby nie rzucało się w oczy. Przed sobą położył trzy ryby, które udało mu się złowić w Topiołkach z samego rana, nie znał ich gatunków. Przez całe swoje życie nie robił nic dla klanu, więc ten raz mógł zapewnić im chociaż trochę jedzenia. Było to tyle co nic.
Usiadł za rybami, ranną nogę owinął ogonem, aby jak najdokładniej ukryć blizny, i czekał na patrol, a ucisk w głębi piersi był nie do zniesienia.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Byłam przy Słonecznym Zagajniku, obserwowałam z daleka przebiegający trening kiedy przybiegła do mnie zziajana Przybrzeżna Łapa, jakie było moje zdziwienie, że wiedziała gdzie jestem, ale najwyraźniej spotkała kogoś po drodze kto mnie widziała; zanim jednak zaśmiałam się z sytuacji to jej pierwsze słowa wybrzmiały mi w uszach i przez chwilę oddech zatrzymał mi się w piersi, myśli zaczęły gonić myśli, a ja patrzyłam tępo w oczy terminatorki; naprawdę wrócił? Śmiałek? Nie wiedziałam czy odczuwałam euforię, złość czy może ból, że nie było mnie przy nim kiedy został zaatakowany; zawsze chciałam chronić swoje dzieci niezależnie od wszystkiego. Miodowe oczy przeskoczyły po pyszczku Przybrzeżnej Łapy ostatni raz, a ja ruszyłam w stronę Wydeptanych Ścieżek szybciej, niż nie jeden zając; kątem oka widziałam nawet jak niektóre przeskakiwały mi z drogi myśląc, że biegnę prosto na nie.
Nie wiedziałam ile mi zajęło dobiegnięcie na granice, ale nie wydawało mi się, że długo, a zarazem czułam się jakbym biegła cały dzień, skinęłam głową Koziej Płetwie, która została przy Śmiałku, najwyraźniej Śliski Węgorz poszedł dalej; kotka ruszyła jego śladem, a przede mną siedział zmarnowany syn z trzema rybami i czymś jeszcze. Nie wiedziałam czy powinnam, przecież byłam zastępcą, nie mogłam dać się ponieść i od razu go przyjąć tylko dlatego, że przyszedł na granice, ale nie można było mi zabronić jednego - podeszłam do syna powolnym krokiem, jakby bojąc się go wystraszyć i delikatnie wzięłam go w objęcia, jeśli mi na to pozwolił.
– Tęskniłam – mruknęłam spokojnie.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins