Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Pies ostrożnie zbliżył się do tchórza i chwycił go za gardło, rozszarpując je. Tchórz nie miał jak zareagować, od razu padł na ziemię, oddychając ciężko. Stracił przytomność.
Pies: S: 33 | Zr: 27 | Sz: 14 | Zm: 13 | HP: 116/120 | W: 39-3=36/90
Spadek W do 2/3, zmniejszenie celności o 1
» 0 stopień: obity nos
Simba (tchórz): S: 7 | Zr: 8 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 35-30=5/35 UTRATA PRZYTOMNOŚCI | W: 40
Spadek HP do 1/4, zmniejszenie statystyk o połowę w następnej turze
» 3 stopień: rozszarpane gardło; krwawi, -8HP w pierwszej turze, -5HP do końca walki
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Buras pochwycił tchórza w swoje szczęki, kończąc jego żywot. Brawa dla Psiej Gwiazdy! Niestety... Zaczynał czuć się gorzej. Trucizna w ciele tchórza? Nie to nie to. Czas nieubłaganie dawał o sobie znać. Słońce powoli zaczęło zachodzić. Niedługo minie kres jego dni.
+25exp
Pies: S: 33 | Zr: 27 | Sz: 14 | Zm: 13 | HP: 116/120 | W: 36-4=32/90
Spadek W do 2/3, zmniejszenie celności o 1
» 0 stopień: obity nos
Simba (tchórz): S: 3 (7) | Zr: 4 (8) | Sz: 3 (6) | Zm: 2 (5) | HP: 5-53-8=0/35ŚMIERĆ| W: 40
Spadek HP do 1/4, zmniejszenie statystyk o połowę
» 3 stopień: rozszarpane gardło; krwawi, -8HP w pierwszej turze, -5HP do końca walki
» 3 stopień: rozerwana skóra na barku; krwawi, -5HP w pierwszej turze, -3HP do końca walki
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Rojst się urodził dość niepoporconajnym kociakiem, bo długie to takie, długi ogon, długie łapy, za duże jak na jego łeb uszy. Krótkie futerko, w kilku miejscach zwichrowane. Futerko koloru czekoladowego, z delikatnymi rozjaśnieniami na mordce i pod oczami. Czekoladowe futerko posiada na mordce ciemniejsze pręgowanie, na grzbiecie pojedynczą pręgę i wzdłuż boków cętki. Obecnie oczy koloru jasnoniebieskiego za niedługi czas zmienią się w zielony.
W tej rodzinie to raczej on jest odludkiem. Rojst jest bardzo przykładny, bardzo ciężko będzie pracował na siebie i na swoje pochodzenie - owszem. Ale tylko jak go poproszą. Jest to trochę leniuch, nigdy sam z siebie z inicjatywą nie wyjdzie. Jako kociak spokojny, leniwy. Wesolutki kociak, uśmiechnięty. Od małego wykazuje się wielką miłością i lojalnością wobec rodzinki oraz Klanu Cienia. Podatny na wpływy.
Szukał Storczyk. Po tym co się stało na ceremonii... potrzebował porozmawiać z nią. Omówić... wszystko.
Storczyk czuła się coraz lepiej, więc wyrwał ją z obozu i przeszli się razem. Niedaleko obozu, ale żeby byli... sami. Szedł w ciszy i dopiero kiedy był pewien, że nikogo wokół nie było...
- Co sądzisz... teraz? O Polanie.
Musiał wiedzieć. Chciał być przy niej i... nie wiedział co robić.
And the world is ending
And we keep pretending
That none of this will matter in an hour
None of this will matter in an hour
Nie poszła w ojca, to z pewnością. Przeciętna, niewyróżniająca się ani wzrostem, ani sylwetką. Jest jeszcze troszkę grubiutka od kocięcego tłuszczu, który wraz z księżycami prędko zniknie. Pokryta krótkim, puchatym futerkiem w kolorach kremu, szarości i bieli rozlewającej się od pyszczka po brzuch z łapami i koniuszek ogona. To, co dostała w spadku po Wielkiej Stopie to tygrysie pręgowanie i często niechlujny wygląd. Po mamie odziedziczyła ciemny nos! Oczy kotki są w typowej dla kociąt w jej wieku chmurnej barwie.
Storczyk ma wyjątkowo bombowy charakter - i mowa tu nie o tym, jaki jest super i obfity w zalety, a raczej... porywczy. Przede wszystkim, nie lubi być zaczepiana i trudno znosi bycie irytowaną. Nie wybucha natychmiast, wcześniej wysyła jeden, czy dwa znaki ostrzegawcze do wycofania!, później już tylko atakuje lub pęka jak balonik, w zależności od nastroju. Łatwo rozpalić ją do czerwoności i kompletnie nie widzi w swoim zachowaniu winy.
Trochę trudno jej przełamać pierwsze lody, krępuje ją poznawanie nowych kotów. Przy starszych mogłaby być ogromną gadułą, gdyby nie to, jak bardzo się wstydzi... Gdy już jej się uda? Nie ma sekretu, którego by nie wypaplała. Łatwo zdobyć jej zaufanie.
Na ogół jest typowym grzecznym dzieckiem, które uprzejmie mówi dzień dobry, jest skore do pomocy i sprawiania przyjemności wszystkim dookoła.
pląsająca łapa [c], sroczy ogon [gk]
Storczyk cmoknęła językiem na pytanie partnera. No… Co sądziła? Może najpierw zacznijmy od tego, jak wyglądał teraz Klan Cienia. Od kiedy Polana przejęła władzę, a można to było liczyć we wschodach słońca, nawet nie księżycach, Cień nadal stał na swoim miejscu. Nic nie wybuchło, doprawdy godne pogratulowania, patrząc na to, że gdy tylko pozbyli się jakiejkolwiek władzy nastąpiło masowe, hm… wymieranie. Nasuwało to kotce tylko jeden wniosek, mianowicie: koty stąd były niezdolne do funkcjonowania na własną łapę i prawdopodobnie żaden z nich nie przeżyłby ani jednego dnia bez prowadzenia za łapkę. Ponura i gorzka wizja, przytakująca dyktatorskim zapędom Psiej Gwiazdy, jednak sądziła, ze miała do niej prawo, jako pośrednio poszkodowana przez śmierć wyklętego Wielkiej Stopy.
Co sądziła o Spopielonej Polanie u szczytu hierarchii? Bardzo nie podobało jej się, że to właśnie ona wyszła z tego wszystkiego zwycięsko, bez nawet najmniejszego pacnięcia w lapy. No i jeszcze śmierć Ośmiookiego, który tak naprawdę jako jedyny poza czarna kocicą wiedział co zaszło na Srebrnej Skórce - jakże wygodne, prawda? Cmoknęła językiem jeszcze raz, tym razem marszcząc pyszczek w niezadowoleniu.
- Nie podoba mi się to. Nie ufam twojej siostrze, bez urazy, ale Kudłaty ma racje. Uważam, że to całe przekazanie władzy przez waszego dziada, jeśli prawdziwe, było zupełnie nieobiektywne. Najpierw dał ją Psu, a teraz Polanie? Nie wierze, że kot, który cale życie uczył się metod Psiej Gwiazdy poradzi sobie jako normalny przywódca. Gdyby to był inny kot, drobne przewinięcia tego pokroju byłyby dla mnie tylko tym - przewinieniami. U Polany zawsze będę miała wrażenie, że to spuścizna po nim, że cały czas muszę być na baczności, żeby nie wychwycić tego momentu, w którym się stoczy. Tyrania rzadko kiedy zaczyna w pełni sil, jeśli wiesz o co mi chodzi. Najpierw raczkuje, dopiero potem idzie - powiedziała, nie odpuszczając zmarszczonego czoła.
Rojst się urodził dość niepoporconajnym kociakiem, bo długie to takie, długi ogon, długie łapy, za duże jak na jego łeb uszy. Krótkie futerko, w kilku miejscach zwichrowane. Futerko koloru czekoladowego, z delikatnymi rozjaśnieniami na mordce i pod oczami. Czekoladowe futerko posiada na mordce ciemniejsze pręgowanie, na grzbiecie pojedynczą pręgę i wzdłuż boków cętki. Obecnie oczy koloru jasnoniebieskiego za niedługi czas zmienią się w zielony.
W tej rodzinie to raczej on jest odludkiem. Rojst jest bardzo przykładny, bardzo ciężko będzie pracował na siebie i na swoje pochodzenie - owszem. Ale tylko jak go poproszą. Jest to trochę leniuch, nigdy sam z siebie z inicjatywą nie wyjdzie. Jako kociak spokojny, leniwy. Wesolutki kociak, uśmiechnięty. Od małego wykazuje się wielką miłością i lojalnością wobec rodzinki oraz Klanu Cienia. Podatny na wpływy.
Zmrużył delikatnie oczy, patrząc się na kotkę. Jego partnerka była bardzo mądra. Był szczęśliwcem.
- Też jej nie ufam - powiedział, wzdychając. Schował nos w jej futrze, myśląc. - Chciałbym wierzyć, że się zmieniła. Chcę wierzyć, że Gwiezdni dobrze wybrali i jak tylko Polana zrobi coś nie tak to ją strzelą piorunem... Rozumiem, dlaczego to Gwiezdni wybrali, tak naprawdę. Klan długi czas bez przywódcy to Klan stracony. I nie zgadzam się, że nagrodzili Polanę, bo... bo bycie przywódcą to nie nagroda, tak jak Kudłaty powiedział. Ale jej nie ufam - mówił powoli, kładąc po sobie uszy.
Śmierć Ośmiookiego go... nie obchodziła, tak naprawdę. Nigdy nie czuł nic wielkiego do kocura, czy pozytywnego, czy negatywnego. Był. Nic nie robił większość czasu.
- Co robimy?
And the world is ending
And we keep pretending
That none of this will matter in an hour
None of this will matter in an hour
Nie poszła w ojca, to z pewnością. Przeciętna, niewyróżniająca się ani wzrostem, ani sylwetką. Jest jeszcze troszkę grubiutka od kocięcego tłuszczu, który wraz z księżycami prędko zniknie. Pokryta krótkim, puchatym futerkiem w kolorach kremu, szarości i bieli rozlewającej się od pyszczka po brzuch z łapami i koniuszek ogona. To, co dostała w spadku po Wielkiej Stopie to tygrysie pręgowanie i często niechlujny wygląd. Po mamie odziedziczyła ciemny nos! Oczy kotki są w typowej dla kociąt w jej wieku chmurnej barwie.
Storczyk ma wyjątkowo bombowy charakter - i mowa tu nie o tym, jaki jest super i obfity w zalety, a raczej... porywczy. Przede wszystkim, nie lubi być zaczepiana i trudno znosi bycie irytowaną. Nie wybucha natychmiast, wcześniej wysyła jeden, czy dwa znaki ostrzegawcze do wycofania!, później już tylko atakuje lub pęka jak balonik, w zależności od nastroju. Łatwo rozpalić ją do czerwoności i kompletnie nie widzi w swoim zachowaniu winy.
Trochę trudno jej przełamać pierwsze lody, krępuje ją poznawanie nowych kotów. Przy starszych mogłaby być ogromną gadułą, gdyby nie to, jak bardzo się wstydzi... Gdy już jej się uda? Nie ma sekretu, którego by nie wypaplała. Łatwo zdobyć jej zaufanie.
Na ogół jest typowym grzecznym dzieckiem, które uprzejmie mówi dzień dobry, jest skore do pomocy i sprawiania przyjemności wszystkim dookoła.
pląsająca łapa [c], sroczy ogon [gk]
- Tak samo, gdy strzelili Psa dopiero pod koniec jego rządów. - Ciężko było uwierzyć Storczykowej Rabatce w prędką reakcję przodków. Być może informacje przychodziły do nich z opóźnieniem przez to, jak wysoko byli, jednak wojowniczka nie czuła się zbytnio objęta ich opieką. Nawet na nią nie liczyła. Chciałaby powiedzieć, że być może rozpoczęła się epoka, w której to żywi wezmą sprawy w swoje łapy, jednak do tej pory nie zobaczyła na to żadnych dowodów. Wszystko rozwiązywało się samo. - Wiesz, nie mówię, że ją wynagrodzili. Masz rację, władza w tym Klanie to żadna przyjemność, ale nie sądzę, żeby to była kara. Jeśli jest, to Gwiezdni tak po drodze pokaraliby również nas złym liderem. Rządów nie oddaje się za karę - wymiauczała powoli, tłumacząc swoją perspektywę. Przygryzła delikatnie policzek, wzdychając w futerko Rojstowego Rozlewiska. Nie mogła go winić za delikatniejsze podejście względem Polany, w końcu byli rodziną. Storczyk miała wiele ostrych opinii na wiele tematów, jednak od kocur od zawsze ją balansował.
- Ja… myślę, że to jeszcze nie czas na odejście. Jeszcze nie teraz. Nie chcę zostawiać mamy i Szrona - zaczęła po długiej przerwie. Pytanie partnera było tak ciężkie… Przed zmianą władzy odpowiedziałaby szybko i wprost, rozważała na ten temat juz wiele razy, debatując samą siebie o zaletach i wadach tego rozwiązania. Teraz nieco się zmieniło, nie miała czasu na nowe, wspaniałe rozwiązanie. - Ostatecznie mamy Kozę jako zastępcę. Może nie być aż tak źle. Ale jeśli coś się stanie, coś poważnego. Jeśli któreś z nas poczuje się zagrożone… - Nie dokończyła, odrywając się od wojownika, żeby spojrzeć mu w oczy.
Tym razem było w miejscu trochę innym niż zazwyczaj. A może raczej po prostu w takich miejscach rzadziej natrafiało na inne koty, bo przecież wychodziło w ostatnim czasie z obozu całkiem sporo. Nie było przecież już jednym z kociąt, którym zabraniała tego Spopielona Gwiazda podczas ostatniej ceremonii. Nie było zresztą kimś, kto by uważał, że jakiekolwiek klanowe zasady go dotyczą. Żyło gdzieś obok tamtych wszystkich wydarzeń, chodząc wokół jak jeden z duchów, które podobno miały zamieszkiwać tutejsze mokradła.
W tym momencie jednak żadnych zjaw nie było widać, jeśli nie liczyć samych Groszek, rzeczywiście przemierzających torfowisko. Ostrożnie, krok za krokiem, starając się nie wpaść przypadkiem łapą w te miękkie nawet podczas mrozów części, które mogłyby wciągnąć ich do środka. A może należało postąpić inaczej, zacząć igrać z tym niebezpieczeństwem i zaryzykować? Może gdyby wpadło tu pod powierzchnię, obudziłoby się znów w krainie calkiem innej, może lepszej od klanu Cienia?
xxxxxxxxxdroga, którą idę, jest jak pierwszy własny wiersz
uczę się dopiero widzieć świat jaki jest, uczę się dopiero świata jaki jest, droga, którą idę, biegnie śladem ludzkich spraw
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxszukam swego czasu, jasnych słów, prostych prawd
Choroba odbiła na nim zdecydowane piętno, niby to mróz z premedytacją naciskając na kości, aby je osłabić i złamać; pozwolić im zrosnąć się w zupełnie inny, krzywy wyraz. Nowy alfabet ciała wyszedł na wierzch wraz z kręgami przebijającymi się przez delikatną skórę; nawet długa szata spływająca zbyt ciężko po przeorganizowanych konturach nie potrafi zakryć towarzyszącej Jaskółce mizerności. Można i wytknąć, że nawet w pewien karykaturalny sposób ją wyolbrzymia, zaostrzając mocne krawędzie barków i miednicy, uwypuklając je.
Wysoki, szkapowaty dryblas, pod tym względem zajmujący jedno z czołowych miejsc w klanie. Cała jego postać złożona jest z ostrych kształtów. Twarde, niestarannie stawiane linie jego ram jednak tracą na wyrazistości, im niżej opada wzrok. Długa sierść stopniowo zagęszcza się i ciągnie wzdłuż poziomu jego ciała, w okolicach brzucha rozrastając się na tyle, że ukrywa wszelki zarys wychudzonego korpusu, wyróżniając jedynie cztery, szczudłowate kończyny.
Pysk ma trójkątny z mocno wyróżniającymi się kośćmi jarzmowymi. Klinowaty do tego stopnia, że trudno z profilu wyróżnić gdzie kończy się łuk brwiowy, a zaczyna grzbiet nosa, wizualnie scalając się w długą, pochyłą oś. Całość zwieńczona jest dużymi, zwykle nieco spuszczonymi uszami.
Oczy w kształcie podłużnych migdałów, zwykle przymrużone, w kolorze głębokiego błękitu, wpadającego w purpurę.
Większość jego futra pokrywa chłodny, beżowy kolor; wyjątkiem pozostaje pysk, uszy, łapy oraz ogon wraz z tylną częścią grzbietu, które to zaplamione są czernią.
Zmienił się diametralnie. Gdzieś po drodze, między jednym oddechem a drugim, zdołał odnaleźć w głębi siebie nieistniejącą roztropność. Zaczął ważyć na języku wcześniej bezmyślnie rzucane słowa. I choć wciąż myśli wyjątkowo dużo, nie bojąc się w tym nazbyt pochopnie oceniać innych, czy też elastycznie zmieniać o nich swojej opinii wraz z biegiem znajomości - dużą część swoich rozważań zostawia dla siebie, często nawet przygryzając przy tym własny język.
Wiecznie spokojny, stateczny, uprzejmy; trochę szarmancki i szelmowski. Trudno wytrącić go z równowagi - tak, jakby ta stała się fundamentem jego osobowości. W rzeczywistości jest to jedynie ignorancja ubrana w ładne gesty. Jaskółka zdaje się zbyt zapatrzony w siebie, zbyt mocno pilnujący własnego interesu, aby cokolwiek niezwiązanego z nim zaprzątało mu głowę na dłuższy czas. Wszelkie zdarzenia, słowa rzucone w jego stronę przelewają się przez niego jak przez sito, stąd też z zasady nie żywi do nikogo urazy, pozostając z każdym na neutralnej płaszczyźnie.
Mimo to we wszelkich interakcjach pozostaje charyzmatyczny, ciepły i serdeczny - niemal matczyny, nad każdym z samodzielnie wykształconego pojęcia grzeczności, rozkładając parasol pełen wyrozumiałości. Dając złudne wrażenie, że z jego strony nie spadnie na nich ani jedna kropla osądu. Przez to można odnieść wrażenie, iż jest kotem niesamowicie zgodnym, miękkim w słowie, niezdolnym do konkretyzowania. Ma tendencje do zbytniego rozgadywania się o rzeczach nieistotnych, rozmowę o pogodzie potrafiąc ciągnąć godzinami. Mimo to lubi słuchać - w głównej mierze o sobie, ale nie wzgardzi poświęceniem w imię zdobycia nowych informacji. Skrycie odnajduje niemałą satysfakcję w cichym podburzaniu innych, czy to przez przeklepywanie bezsensownych plotek, które akurat obiją się mu o uszy, czy też czyste zwodzenie ich nietrafionymi poradami, niby to płynącymi z dobroci serca; a gdy jego niewinna "zabawa" zrodzi jednak realne konsekwencje... Sprytnie umywa łapy, przypominając, kto jest tutaj osobą decyzyjną.
Lekkoduch, żyjący bardziej chwilą, niżeli gdybaniami o przyszłości. Bardziej liczy się dla niego tu i teraz, niżeli snucie domysłów o tym, co będzie i co było. Zbywa to z taką obojętnością, z jaką odgania się muchę z latającą gdzieś w okolicach ucha. Stąd też często zapomina o niektórych rzeczach… Albo zwyczajnie udaje, że ich nie pamięta, gdy te są dla niego niewygodne.
Niknące Tchnienie, Kwitnąca Łapa [NKT]
Z obozu wychodził często; niemal zachłannie, niczym świeżo upieczony terminator ciesząc się swoją nowo zdobytą wolnością. Z chęcią dołączał się do wszelkich patroli, czy też podejmował się zwykłych wycieczek - najczęściej w towarzystwie, chcianym czy niechciany, - niby mimochodem, niby z czystej nudy, niby z troski o bezpieczeństwo klanowych terenów. I tak stopniowo na nowo komponował mapę swojego "domu"; zszywał rozprute wspomnienia znajomo-nieznajomym krajobrazem.
Tym razem jednak w swojej bezcelowej włóczędze… Był zupełnie sam. Bez rozmów, bez cudzego kroku, wyznaczającego tempo; niby to stukot ponaglającego zegarka. Czuł się już wystarczająco pewnie, aby to zrobić… Albo na tyle przekonany, że jego pewność była na tyle dobrze odgrywaną rolą, że zdołała wejść mu już pod skórę.
Łapy przywiodły go na Zroszone Torfowisko. Warstwa śniegu grubo przykrywała niestabilny grunt, niemal łapiąc go w swoje kłamstwo; prędko jednak je odkrył, zachwiewając się w półkroku, gdy o mały włos się w niej nie zapadł.
Teraz szedł ostrożniej, staranniej, zważając na oddychającą, niepewną mieszaninę mrozu i gleby, chrzęszczącą i chlupoczącą mu pod stopami. Zwolnił jednak nagle, gdy błękitne oczy utkwiły w współklanowiczu, przemierzającym zimowe mokradła z tą samą ostrożnością, co on. Nie tracąc czasu, podszedł bliżej. I tak nie miał nic lepszego do roboty, więc postanowił zagadać do nieznajomych. Miał być samotny spacer, a skończyło się… No cóż, jak zawsze.
— Prawie cię nie zauważyłem! — zaczął beztrosko. Szeroki, przyjazny uśmiech rozciągnął mu pysk, gdy przez krótką chwilę zawiesił głos, zbierając myśli.
— Mogę się przyłączyć? Razem zawsze raźniej… Zwłaszcza tutaj — dodał, płynnym kiwnięciem głowy wskazując na niestabilny grunt pod nimi — Jakby któreś z nas się - odpukać - zapadło, to przynajmniej drugie może mu posłużyć pomocą i wytargać je za ogon, co nie? Lepsze to niż czekanie na cud - czy tam patrol, szczędząc sobie tych nieścisłości - w zupełnej samotności!
Zmierzył kota przed sobą wzrokiem, badając ich dokładniej. Pokręcone, zmierzwione, małe, chude… Czy na pewno należało do Klanu Cienia? Mniejsza, darował sobie tego gdybania, bo nie było mu do niczego potrzebne.
x x x offthepillowandintothe air i'mreadycauseit'smyday situation:xit's,all.possible everything.isgoingmyway
I znów nie było całkiem samo. Kojarzyło tego kota głównie dzięki temu, że zostawał wojownikiem na ostatniej ceremonii, więc widziało ze swojej dość ukrytej pozycji, jak wychodzi na środek. I imię, nawet dzięki temu pamiętało jak się nazywa - ze swojego dość schowanego punktu do obserwowania tamtego wydarzenia dobrze słyszało jak wszyscy wokół wołają Jaskółczy Świergot. Chociaż pewnie gdyby minęło więcej czasu, jego miano wypadło by z Groszkowej pamięci - tak się zwykle działo, jeśli nie przywiązywało do czegoś zbyt dużej wagi. - Myślisz, że ktoś tak kiedyś wpadł i wyszedł w całkiem innym miejscu? - Spytało, jakby ignorując wszystko, co kocur powiedział wcześniej. Ich pyszczek pozostawał pozbawiony jakichś wyraźnych emocji, a wzrok dość szybko przeniósł się z Jaskółki niżej, na to wszystko, co znajdowało się pod ich łapami. Ile tajemnic mogło się tam skrywać? Czy którekolwiek z nich w ogóle dało się jeszcze odkryć, samemu nie kończąc w tej otchłani? Tak, chodzenie w dwójkę, jak się nad tym zastanowić, rzeczywiście brzmiało bezpieczniej - ale nie była to dla Groszka myśl, którą trzeba było wyrażać na głos. Już byli tu razem, więc to było chyba wystarczające potwierdzenie, że tak miało pozostać.
xxxxxxxxxdroga, którą idę, jest jak pierwszy własny wiersz
uczę się dopiero widzieć świat jaki jest, uczę się dopiero świata jaki jest, droga, którą idę, biegnie śladem ludzkich spraw
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxszukam swego czasu, jasnych słów, prostych prawd
Księżyce: 51 Płeć: kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: blizna przy lewym oku, ból, męty i zaburzona głębia widzenia w lewym oku Urazy mechaniczne: -1Zm na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 51 Płeć: kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: blizna przy lewym oku, ból, męty i zaburzona głębia widzenia w lewym oku Urazy mechaniczne: -1Zm na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Pod względem wielkości i budowy, Mszar nie wyróżnia się w żaden sposób od przeciętnego kocięcia. Nic nie wskazuje także na to, by miało się to zmienić w przyszłości – wyrośnie prawdopodobnie na kota średniej wielkości i takiej również budowy. Całe jego ciało pokrywa krótkie, miękkie futerko, co również nie należy do cech szczególnych – jednak jego umaszczenia zaczyna się już nieco wyróżniać. Jego podstawę stanowi całkiem klasyczny dla klanu Cienia bury odcień poprzecinany dość grubymi, czarnymi tygrysimi pręgami, w sporej części przykrytych bielą. I to te właśnie białe znaczenia układają się w sposób dość rzadko spotykany. Pokrywają szczególnie oba boki kociaka, gdzie zajmują ich większą część, tworząc nieregularne łaty spod których gdzieniegdzie widać fragmentu prawdziwego umaszczenia. Biały jest także w zdecydowanej większości brzuch Moczara, a mniejsze plamy tej samej barwy można zauważyć również na jego czole, pod oczami oraz na prawym policzku, gdzie tworzy się dłuższa, jasna smuga. Poza tym, na reszcie głowy, ogonie oraz łapach można oglądać już niezakryte niczym burą sierść, potwierdzającą czyim dzieckiem jest. Dość istotnym elementem są także oczy kociaka, póki co jeszcze szaroniebieskie, dziecięce, ale całkiem niedługo zaczną wybarwiać się na złotobrązowe.
Podczas gdy całkiem spora część jego rodzeństwa domaga się uwagi rodziców oraz całego świata, Mszar woli trzymać się gdzieś z tyłu, próbując nie zwrócić na siebie zbyt dłużej uwagi. Należy do kociaków dość cichych i spokojnych, starających się zwykle unikać konfliktów, jeśli jest to tylko możliwe. Jak na syna kotów tak potężnych jak Psia Gwiazda i Grząskie Bagno, nie ma także zbyt ambitnych planów na przyszłość – myślenie o tym, że w przyszłości miałby zostać jednym z najpotężniejszych wojowników, napełnia go raczej niepokojem niż radością. Dlatego ucieka od świata w zastanawianie się nad sprawami zupełnie innymi, marzeniami odległymi i zwykle niemożliwymi do spełnienia. Często skupia się na tych wyobrażeniach na tyle mocno, że sprawia wrażenie nieobecnego, ignorującego rzeczywisty świat wokół niego. Mimo wszystko, stara się być posłusznym synem swoich rodziców, bo absolutnie nie chciałby ich zawieść i nawet, jeśli uznaje, że najlepszy nigdy nie będzie, wolałby nie stać się tym najgorszym. W kontaktach z innymi kotami, lubi przede wszystkim słuchanie opowieści – o dawnych czasach, o Gwiezdnych, dalekich miejscach, właściwie o wszystkim, co nie jest aktualnym życiem Mszara.
Chodzenie po tych terenach, kiedyś tak dobrze znanych, wciąż w jakiś sposób wydawało się być nierealne. Czy naprawdę byłem tu z powrotem? A może stałem się jedynie kolejnym duchem przemierzającym te mokradła w poszukiwaniu wiecznego spoczynku?
Jakaś część mnie czuła, że z każdą chwilą staje się to coraz bardziej prawdą. Jednak inna, przeważająca raczej strefa umysłu zdawała sobie sprawę z tego, że wciąż byłem wojownikiem, który musiał spełniać obowiązki dla klanu (chociaż czy mogłem być pewny, że i każdy z duchów tak nie myślał?), dlatego postarałem się zapolować. Zacząłem zwracać uwagę na to, czy w pobliżu nie było żadnego żywego stworzenia, które mogłoby dołączyć na stos zwierzyny.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Polowanie na bagnach... A czemu by nie! Mogłoby się zdawać, że ciężko będzie znaleźć jakąkolwiek zwierzynę wśród tych mokradeł, ale nie. Szepczące Topielisko miał szczęście, bowiem dopiero co tutaj przyszedł, a już w oczy rzuciła mu się wrona. Ptak wylądował na grząskim gruncie i od razu zabrał się za grzebanie w ziemi. Prawdopodobnie sprowadził go tutaj głód, bo w końcu jeśli szukać robaków to właśnie tutaj! No to co, próbujemy?