Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Dymna wypuszka nadal tak stała z łapą na klacie, dumnie chwaląca się... Własnym zapominalstwem. Ale! Przynajmniej nic nie powie, a o to tu chodziło! Jej nietoperze uszyska usłyszały, jak rudy kocur nagle zmienia swoje bojowe położenie. A raczej ogon rudego pręgusa, gdyż ten machnął w powietrzu jak to w że niemalże znajomy Brudnej Stopie sposób. Sama lekko zadrgała końcówką swego chudego ogona, gdy zauważyła, jak kocur patrzy się w jej złote ślepia.
Ta nie przerwała kontaktu, a zamiast tego była... Zaciekawiona. A nawet i lekko smutna. Czy kocur naprawdę jej tak ufał?
Czyżby coś źle powiedziała? Nie... To nie było to. Dopiero głos klasycznie pręgowanego wyrwał ją z pustego pytania, by rozwiać wszelkie wątpliwości orientalnej koteczki.
Nie było nudno na terenach niczyich. Oho. Powiedzieć, że początek ją zaskoczył byłoby... Niezbyt trafne, sama wiedziała, że nie wszystko jest takie jakie się zdaje na niczyich terenach, a zamiast tego po prostu słuchała się dalszych słów wojownika.
Nagle padło imię, a stara panna próbowała sobie przypomnieć imię wypowiedziane z mordki biało-rudego. Jej brewki skręciły się na siebie i ta zmarszczyła na chwilę czoło. Iskra. Słyszała coś kiedyś, lecz nigdy dokładniej, a teraz? Dowiedziała się paru nowych rzeczy. Klan Wichru nie mógł sobie z kimś takim poradzić? Co tam musiało zajść w takim razie, że cały klan nie mógł dopaść jednego kocura.
Kto go tam wie, co dalej robił, a ze słów Bursztynowego Wschodu wynikało, że mile sobie radził. Poniekąd... O ile takie życie można nazwać miłym - Zawsze mieć kogoś na ogonie. Zawsze mieć czyiś oddech na swych plecach, nie ważne gdzie się nie znajdziesz. A jednak będący dalej w kontakcie z klanowymi znajomymi. Tutaj znajomy nie brzmiał... Przyjaźnie. Nie ze słów rudego, przynajmniej.
Poniekąd, bo...
Bursztynowy Wschód odebrał mu życie.
Czekoladowe uszka uniosły się na chwilę, a sama stara panna tylko wpatrzyła się na złote ślepia kocura, a potem na własne, ciemne łapska. No gwiezdni, ciekawe jak sobie poradzicie z tym sekretem.
Kocur jej ufał, a to... Znaczyło, że nie mogła mu teraz nie wierzyć w tą historię, prawda? Po za tym... To by wyjaśniało, pare rzeczy. W szczególności to, czemu rudy teraz tu stoi. Czy bał się, że jakiś inny samotnik będzie chciał się zemścić za śmierć Iskry? Czy... Może jest to spowodowane czymś innym?
No kto by pomyślał, że czekoladowa zacznie myśleć! Okropność!
Rudy wbił pazury w ziemię, co szybko wycofał gdy zorientował się, że ziemia wbija mu się pomiędzy palce, a dymna kocica po chwili i to dłuższej, odezwała się, patrząc na wcześniej wbitą w podłoże łapę, kładąc swą patykowatą na białą kocura, nia chcąc by ten znów musiał czyścić łapy z ziemi.
-Może i nie ma tu powodu do dumy. Ale hej, Iskra był samotnikiem...Ściganym przez cały Klan! Zrobiłeś to, co słuszne i ten sekret... Może pomógł całemu Klanu Wichru. Kto wie? Wiedz, że ze mną ten sekret jest bezpieczny, a i tak nie masz co się obwiniać. - Wzruszyła lekko barkami i przysunęła się do kocura, by wskazać mu pyszczkiem na granice.
-Samotnicy potrafią dać kość. Chcesz wiedzieć, czemu mam Brudną Stope? Er... To, że sie tak nazywam?
Cóż powiedzieć. Wschód sam nawet nie wiedział, czy kogokolwiek w klanie może nazywać przyjacielem, ale w tej chwili to właśnie Stópka była kotem najbliższym temu zaszczytowi. A jakby komuś powiedziała to hej, rudzielec wie gdzie czekoladowa ma legowisko, także proszę pamiętać!
Stał i czekał na reakcję Brudnej. Tak naprawdę o tym, że Iskrę zabił Wschód we własnej, kociej osobie wie tylko Kukułka, ten głupi pieszczoch który wtedy pojawił się na miejscu i medyczka z klanu Wichru. No, teraz córka Gilowego Gardła też mogła zaliczyć siebie do tego małego, ale jakże zacnego grona.
Sapnął cicho, kiedy kocica opuściła wzrok. Co, przestraszył ją? Owszem, powinna się bać. Zabójstwo innego kota było czym innym niż zabijanie zwierzyny podczas polowania. Wschód przycisnął uszy bardziej do czaszki i odwrócił wzrok, nie kontrolując ogona, który trochę majtał w różne strony. Owszem, miał krew na łapach, ale nie chciał mieć jej nigdy jeszcze raz. Znał już to uczucie. Zerknął jednak w dół, na łapy, kiedy poczuł stopę Brudnej na swojej i zmarszczył brwi.
Nie odpowiedział od razu. Zacisnął jedynie szczękę. Czy sekret pomógł klanowi Wichru? Tak szczerze to Wschód średnio o to dbał. Tak naprawdę, choć sam akt był okropny i okrutny, a do tego odcisnął na nim pewne piętno, to Wschód gdzieś w głębi siebie cieszył się, że posłał do piachu kocura odpowiedzialnego za krzywdę Kukułki. Nawet, jak przez to wszystko ją stracił.
- Czemu? - zapytał, zerkając najpierw na Brudną, a potem na granicę, którą mu pokazywała.
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Czekoladowa bombonierka nie wiedziała, co dzieje się w głowie rudego, lecz szczerze? Tak trudno też było powiedzieć, co działo się i w jej łbie.
Morderca? Rzeczna bombonierka nie chciała tak tego nazywać. Czy mogła? Nie wiedziała. Kocur zrobił to, co Klanowi Wichru przyniosło być może spokój.
Brudna Stopa widziała, że w przypadku Bursztynowego Wschodu to nie było brane pod uwagę. Spokój... Czy kocur tego chciał? Czekoladowa dymna orientalka nie wiedziała, lecz wiedziała swoją historię z samotnymi kotami wędrującymi za granicą.
Oparła się o swój bark, przechylając łepek z zaciekawieniem na stronę granicy, a swym długim, szczurzo-krótkowłosym ogonem złapała za ogon przyjaciela i tylko zaczęła gadać. Od tak dawna czekoladka nie czuła takiego spokoju, wspominając ich, a raczej jego.
-Bo taki jeden samotnik myślał, że może sobie wejść do obozu i wyjść. Samotnik w obozie, wyobrażasz to sobie? Co za słaby żart!
Co z tego, że był to jeden z moich braci... Zostałam przyłapana na gadaniu z nim, on zaczął gadać jakieś bzdury na cały pysk, wyobrażasz to sobie? Potem w obozie przywitałam się z nowym imieniem i w sumie, lepiejmi z takim, a nie innym. Ba! Mogłabym podziękować Czerwonej Gwieździe. Nigdy więcej już nie widziałam tego durnia na granicach i nigdy nie słyszałam, by znów ten samotnik jakkolwiek próbował się dostać do klanu. Czerwona Gwiazda dała mi dzięki mojej Brudnej Stopie do zrozumienia, że samotnicy dadzą ci tylko w kość.
Czego Wschód chciał? A żeby to on sam wiedział. Z jednej strony spokój myśli by mu się przydał, jednak był obecnie na takim etapie, że był on fizycznie niemożliwy do osiągnięcia. Przemyśliwał wciąż pewne sprawy na nowo, spędzały mu one sen z powiek, za każdym razem uświadamiały mu, w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł. Błądził więc po granicach i szukał czegoś, by fizycznie się wyżyć, by chociaż to uspokoiło jego myśli, jednak, jak na złość, akurat nikomu nie chciało się łamać zasad.
Była jednak sobie taka pewna Brudna, i o dziwo, rozmowa z nią nieco poskramiała jego żądne krwi instynkty. Wyżalił się jej, wyrzucił z siebie to, co go bolało, a ona w zamian zaoferowała mu swoją dziwną, niekoniecznie dobrą moralnie opowieść, której kocur wysłuchał w milczeniu, ze zdziwieniem notując to, że kotka splotła swój ogon z jego. Był to jednak na tyle nonszalancki i luźny gest, że po prostu pozwolił jej na to i nie odczytywał tego za nic złego. Ot, przyjacielskie zachowanie, czy coś. Skupił się na przemowie, nie przerywając. Prychnął jedynie, słysząc określenie "dureń".
- To prawda. Z samotników nic dobrego nie przychodzi. - parsknął. No okej, co innego kot, który został porwany czy coś, ale co innego ktoś, kto należał do klanu i odszedł na własne życzenie, a potem wrócił z podkulonym ogonem. A już samotnik urodzony poza terenami klanu jest spalony od początku, bo jak ktoś nie nauczony zasad kodeksu może nauczyć się żyć z nim i w zgodzie z nim? Dla rudego było to nie do pojęcia. - Więc jesteś sobie Brudną bo rozmawiałaś z kimś brudnym? Szczerze, myślałem że to dlatego, że lubisz sobie łapy mazać w błocie. - ta poważna, niemal grobowa atmosfera musiała być rozładowana jakimś słabym żartem, więc proszę, oto i on.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Od wróżb Szkiełka minął jakiś czas. Wąż nieco ochłonął, ale myśli nadal miał przy jednym - musiał znaleźć koty, które będą odpowiednie i pomogą mu stworzyć wielką, silną armię. Oczywiście, nawet nie liczył na to, że takie są na każdym kroku. Ba! większość pewnie jeszcze nie wie, że są wybrani do bycia kimś wielkim, kto będzie pomagał całemu lasu. Niemniej, dobrze było chodzić i szukać tych, którzy faktycznie mogliby się nadać. A gdzie lepiej szukać niż na granicach?
Dziś nie próżnował. Od razu po zjedzeniu czegoś i załatwieniu paru Klanowych spraw wyszedł jak to miał w zwyczaju. Oriental był częściej poza obozem niż w nim, toteż pewnie nikogo jego brak nie zdziwi. Jako pierwsze miejsce, w którym miał znaleźć wybrańca, obrał Rzekę. Tu w końcu też chciał znaleźć kogoś z kim może porozmawiać o Czerwonej Gwieździe... Znalazł.
Wzrok skupił na białej sylwetce kręcącej się obok poniszczonych drzew. Dość nietypowe miejsce, ledwo parę wschodów słońca temu znaleziono tu martwe ciało Osik... Aż szok, że ktoś się kręcił przy Bobrowej Tamie i okolicach. Szczególnie, że biała postać zdawała się coś kombinować z drzewami...? Może się mu przewidziało. Przemęczenie i ogólny stres źle wpływały na jego charakter, więc i pewnie z oczami mogło się mu już coś podziać. - Dzień dobry - rzucił głośno, upewniając się że kotka go usłyszy. Nie chciał mówić do nikogo, monologi mógł prawić na swoich własnych terenach. Tu szukał prawdziwego towarzystwa. - Wybacz, że tak spytam... Co robisz? Ledwo kogoś tu zabili. Nie boisz się?
Nie chciał być wścibski, ale Wąż jakoś już tak miał. Pytał się każdego o wszystko, wolał wiedzieć o tym że ktoś ma jakiś problem i ewentualnie pomóc. Jeszcze jakiś czas temu twierdził, że będzie wielkim bohaterem i chociaż teraz w to wątpił, pewne wyuczone zachowania i nastawienia pozostały. Mogło się nic nie dziać, prawda - lepiej jednak widzieć teraz niż potem tracić kolejne koty. Nawet jak nie byli z tego samego Klanu, nic nie szkodzi. Życie tak samo cenne jak każde inne.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Obłok przybyła na to miejsce nieco wcześniej, niż gromiak. Wkrótce miała nastać wiosna, a ptaki powoli wracały do swojego zwyczaju - śpiewania całymi dniami. Śnieg topniał i miejscami pojawiają się zielona trawka.
Tym razem nie patrolowała granice, tylko po prostu odwiedziła jedno tych z miejsc. Podeszła do jednego z drzew i zastanowiła się na chwilkę. Trochę jej się nudziło, a na polowanie teraz nie trzeba było iść.
Teraz miała idealną okazję, aby obudzić w sobie swojego małego rozbrykanego kociaka. Może by tak zaznaczyć terytorium? Podeszła do jednego z powalonych drzew i zaczęła ostrzyć pazury o nie. Jednak tego było mało. A może by tak stworzyć jakiś swój nietypowy znak? Co odróżniało jej klan od innych? Woda, ryby... O tak, oczywiście, że rzeka! Przyłożyła prawą łapę do pnia tego drzewa i zaczęła ciągnąć tak, aby powstały lekkie fale równoległe do powalonego drzewa. Było ciężko, bo zazwyczaj koty nie zajmowały się takimi głupotami. Wychodziły jej jakieś krzywe ślady, a potem w pewnym momencie zaczepiła się pazurami o korę. No ładnie, teraz tutaj utknęła.
- Uh, niech to! - mruknęła do siebie, próbując ostrożnie odczepić się od drzewa.
Nagle usłyszała czyjś głos. Drgnęła z zaskoczenia, po czym obróciła się w stronę źródła dźwięku. Był to jakiś kocur, który pachniał klanem Gromu, co w sumie nie było niespodzianką. Oby tylko nic dziwnego o niej nie pomyślał.
- Um-m... Ja? N-nic takiego. - odparła zmartwiona, dalej próbując uporczywie odczepić się od kory.
- A? Cóż, niebezpieczeństwo zawsze gdzieś będzie i trzeba umieć sobie z tym radzić. - odpowiedziała na pytanie, o ile można było to tak nazwać.
Czuła się strasznie niezręcznie przed tym kocurem. Przecież klan Gromu się o tym dowie i ona - wojowniczka Rzeki - stanie się hańbą i pośmiewiskiem dla całego jej klanu. No cóż, za późno na jakiekolwiek wymówki.
- Emm... Słuchaj, a możesz mi proszę pomóc? - spytała. Może chociaż nieznajomy pomoże jej się stąd wydostać.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Przyglądał się jej uważnie. Chociaż podejrzewał, że coś mogło być nie tak - nie był w stanie jasno stwierdzić o co chodzi. Sama jej forma odpowiedzi sugerowała, że jest zakłopotana - bo kto jąka się w taki sposób bez powodu - oraz, że nic się nie dzieje. No, a jakby się działo to trzeba sobie umieć radzić. Dziwne podejście, nie ma co... miał już to zignorować i myślami zbierał się do odejścia, ale wtem do jego uszu dobiegły mu kolejne słowa. Pomóc. - W jaki sposób? - uniósł brew do góry. To nie były ziemie niczyje, więc nie mógł nawet się zbliżyć bez uprzedniej zgody. Wiernie stał za granicą, patrząc na nią z zaciekawieniem. Cóż, jeśli naprawdę potrzebowałaby pomocy, jego obowiązkiem było jej udzielić. A pal licho, kiedyś ta pomoc przyniesie jakieś korzyści, jak nie każdemu Gromiakowi, to chociaż samemu Wężowi. A jak nie, to też nic się nie stanie - przynajmniej będzie miał na sumieniu dobry uczynek. Po pytaniu zamilkł, nie mógł powiedzieć nic więcej skoro jeszcze nie wiedział o co jej chodzi.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Co, ten gość jeszcze nic nie rozumiał? Chociaż w sumie to sama niewiele wiedziała, co tu podziałać. Z drugiej strony, dobrze, że ten w ogóle się nią zainteresował i był chętny do pomocy. W końcu mógł przecież po prostu odejść, prawda?
- Czy możesz tutaj podejść i spróbować wyciągnąć te pazury z tego drzewa? - spytała, czując się bardzo niezręcznie. Trochę głupia sytuacja, ale cóż mogła teraz innego zrobić? - Nikomu nie powiem, tylko pomóż, proszę. - dodała.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Ah... Dobre, jasne! Teraz ogarniał. Niemniej, nawet ze zgodą moment się wahał nad zrobieniem nawet jednego kroku. Co jeśli jednak komuś powie? Wtedy... wtedy oboje będą mieć problemy, tak. W końcu kotka będzie mieć na sobie Gromowy zapach. Nabrał powietrza w płuca, przekraczając w końcu granicę. Minęło co prawda parę uderzeń serca odkąd mu to zaproponowała, do momentu aż to zrobił - ale czuł się jakby mijały godziny. Przekroczenie granicy przyprawiło go o drobny dreszcz. W końcu był tu, gdzie chciał być od dawna! - Uważaj. Spróbuję zrobić tak, by nie bolało, ale może i tak ciągnąć jak nie wiem. Gdyby było zbyt mocno, daj od razu znać, jasne? Nie chcę przypadkiem cię skrzywdzić! - chrapliwym pomrukiem wyjaśnił po krótce co i jak, kiedy to już był wystarczająco blisko kotki. Tuż po tych objaśnieniach, moment poświęcił na przyglądanie się jej łapie, starając się jakoś ocenić sytuację... no, ale nie był w stanie stwierdzić nic konkretnego. Ani jak grube jest drzewo, ani jak bardzo utknęła. Spróbował więc wsunąć pod jej łapę swoją własną, by w ten sposób podważyć jej... no, i może to zadziała? Oby! Oby zadziałało. Inaczej będzie przyczepiona do drzewa na zawsze. - I jak? Trzymasz się tam? Boli?
Dopytywał, ciągle starając się wypchać jej łapkę z pazurami. Chyba lepiej, że z nią gadał, a nie w milczeniu pracował w ogóle nie interesując się jej stanem, czy jej lepiej czy wręcz przeciwnie, krzywdzi ją jeszcze bardziej.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Śnieżnobiała kotka kiwnęła łbem na wyjaśnienia wojownika, wpatrując się w swoją łapę zmartwiona. Jak dobrze, że klan Gromu miał tak pomocnych kotów! Z drugiej strony, to był jedynie początek. Zobaczymy, jak mu pójdzie.
- Tylko proszę ostrożnie! - ostrzegła. - Oj! Ojoj! Mówię, że ostrożnie! - jęczała, czując lekki dyskomfort. Nie bardzo to ją bolało, ale uczucie też nie należało do najprzyjemniejszych.
Wkrótce łapa się odczepiła. Obłok odetchnęła z ulgą, spoglądając na łapę, która na szczęście była cała i zdrowa.
- Uh, dziękuję! Naprawdę nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła! - podziękowała z lekkim uśmiechem.
- A tak przy okazji, to jak masz na imię? - spytała po chwili zaciekawiona.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Próbuję! Na Gwiezdnych, staram się! - mruknął z niemałym przejęciem, robiąc przerwy, zmniejszając nacisk - aż w końcu udało się, była wolna. Odetchnął z ulgą, nie chciał jej uszkodzić! Jakby wyszło to przypadkiem, to chyba dla towarzystwa i wsparcia sam by sobie pazur wyrwał, byleby być z nią kwita.
Nie kazała mu odejść. Ba, podziękowała mu! Wąż moment stał bez ruchu, aż w końcu przyjemne ciepło rozeszło się po całym jego ciele. To drugi kot, któremu faktycznie pomógł, który był mu wdzięczny i... to nic wielkiego, naprawdę! Jednak takie małe, krótkie akcje pozwalały mu wrócić do przeszłości, kiedy był pewien, że będzie jeszcze bohaterem. Może i będzie. Kto wie jak się mu życie potoczy, póki co szło mu... tak, szło mu dobrze. Był wschodzącą gwiazdą, będzie bohaterem. Uśmiechnął się najszerzej jak umiał, puścił jej oczko. - Bez problemu! - odparł jedynie, nie miał co się na tym skupiać. Niemniej, pierwszy raz miał okazję po pomocy pochwalić się szeregiem kłów tak jak to chciał od kociaka. Ba, może go zapamięta z uśmiechu, który kot uśmiechał się tak wesoło bez specjalnych ku temu powodów? Większość po podziękach kończyła z drobnym uśmieszkiem na mordce, tak lekkim jak ten który pokazała mu kotka. On nie miał o co się spinać, lubił się uśmiechać - z uśmiechem został. Obecnie miał powód do cieszenia się. - Oh, tak! Mów mi Wąż. Nikt nie mówi mi inaczej tak szczerze. A ja mam przyjemność z...?
Przeciągnął, unosząc brew do góry. - Właściwie! Co tu robiłaś? W sensie, jak doszło do wypadku, tak brzmi to lepiej. Ostrzenie pazurów? - dopytał, ustając na tym wpierw. Nie miał zamiaru jej zganić, ni nic - była starsza od niego, jedynie ciekawość pożerała go... i poniekąd troska. Może była w szoku, może ją nadal bolało, chciał rozmawiać by odtrącić jej myśli od ewentualnych nieprzyjemności ciągle siedzących we łbie.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Zawsze pomoc, nawet ta drobna, jest czymś przyjemnym. W końcu to ona pokazuje, że koty są jedną ogromną rodziną, która zawsze jest gotowa podać pomocną łapę, jakby się jej członkowie od siebie nie różniły. To piękne, że są na świecie jeszcze koty z empatią. W sumie to nawet gdyby złamała pazur, nie przejęłaby się za bardzo. Przynajmniej się starał!
– ...Obłok! – dokończyła zdanie. – Miło mi cię poznać, Wężu! – dodała z lekkim uśmiechem na pyszczku. Ona też nie była wyjątkiem z reguły, jak ktoś po podziękowaniach się uśmiecha. Z natury była radosna, łagodna i optymistyczna.
Mruknęła, słysząc kolejne słowa od gromiastego, tym razem odnośnie celu jej tutejszego pobytu. Cóż, w sumie można było się tego spodziewać.
– Można tak powiedzieć. – odparła krótko, może nawet podejrzanie krótko. Jej łagodny uśmieszek stopniowo zmienił się w krzywy uśmiech.
– A ty? Samotnie patrolowałeś granice? – spytała po chwili, mierząc młodego kocura wścibskim spojrzeniem.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Ah, Obłok! Szczerze powiedziawszy, imię pasujące do białego kota. Może płytko na sprawę imienia spoglądał, ale faktycznie - jego zdaniem było bardzo dobre! Skinął delikatnie głową, w ramach bardziej oficjalnego przywitania. - Mi również bardzo miło! - w istocie, cieszył się z poznania kolejnego Rzecznego kota. Nie rozumiał czemu Grom za nimi nie przepadał. Póki co z żadnym nie miał nieprzyjemności. Ba, dogadywał się z nimi jak ze swoimi Klanowiczami! W jego uszy wpadła odpowiedź, potem pytanie. - Można... można tak powiedzieć. Chociaż to chyba był bardziej spacer. Korzystam, póki w obozie nikt nie potrzebuje mnie nonstop!
Wymruczał cicho, uśmiechając się lekko. Faktycznie, kiedyś może się skończyć to jego wychodzenie na spacery i spędzanie czasu jak się mu podoba, więc póki mógł - wykorzystywał to jak się dało. - Żubr przynajmniej póki co się nie czepia... Może nawet nie zauważyła, ha! A u was jak tam? Z Czerwoną Gwiazdą? Rozmawiałem o niej z Mętną Łapą jakiś czas temu. Nadal jest niezłomna jak zawsze, prawda? - musiał, MUSIAŁ o to spytać. Wiedział, że kotce liczone były już dni, a chciał się z nią widzieć i... cóż, zdecydowanie w jego głosie było słychać żal i współczucie, zupełne szczere. Martwił się o dobro sąsiadów. To chyba normalne. - I generalnie, jak Klan się trzyma! U nas po staremu, znowu jakiś pies zaczął biegać.
Pokręcił oczami. Mógł się dzielić takimi rzeczami, to nic poufnego. Przynajmniej jego osobistym zdaniem.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Po niedługiej rozmowie Wąż dał znać, że musi odejść. Jakby nie było, nawet długi patrol nie może trwać w nieskończoność, a biegać po całych terenach, żeby chociaż wyglądało to, że spełniał swoje obowiązki a nie latał za kotami z obcych Klanów... po prostu nie miał zamiaru. Mógł, na pewno byłoby to ekscytujące i ciekawe - bo nikt chyba tak przed nim nie patrolował - ale byłoby to podejrzane. Wtedy wyszłoby jeszcze na jaw, że po prostu udał się na piekielnie długi spacer.
Na odchodnym poprosił kotkę o to, by na siebie uważała bo następnym razem pomoc może nie przyjść tam szybko. W następstwie zaznaczył, że przy najbliższej okazji jak się uda, chętnie spotka się z nią znowu. Po pożegnaniu, wrócił na Gromowe strony.
//z/t, przepraszam ale już minęło bardzo dużo czasu ;;
Długowłosa kotka o potężnej budowie. Jej kręcone futro przybrało kolor czarny z białymi znaczeniami na brodzie, piersi, brzuchu i łapkach. Jeszcze szarawe oczy wybarwiają się już powoli na jadowitą żółć.
Młoda buntowniczka, nie ważne co mówi ktoś inny, ona musi mieć rację. Uwielbia się kłócić i bić. Kocha swoją rodzinę całym sercem, ale za to lekceważy Gwiezdnych.
Łosoś (KRZ)
Szła ciężkim krokiem przed siebie, była bardzo zła... Wściekła. Nic jej nie wychodziło. Minęło już parę... A może nawet paręnaście dni od ceremonii ale emocje dalej w niej wrzały. Dostała Dymiący Staw na mistrza, dość... nieudolnego - jak zasłyszała - brata. Dodatkowo Konik zabrał jakąś wronią strawę na randkę. Czuła się okropnie i potrzebowała się nieco zmęczyć... I tak też się stało. Dotarła do granicy z Klanem Rzeki lekko dysząc i będąc już o wiele spokojniejszą. Nie była w sumie pewna czy to ta granica... Jednak zapach jaki unosił się z drugiej strony przynosił kotce na myśl ryby. Usiadła po stronie gromu i po prostu siedziała. Bardzo możliwe, że czekała na kogoś nieznajomego, na którego będzie mogła bezkarnie pokrzyczeć i już całkowicie się wyżyć... Cóż czas pokaże czy ktoś ją znajdzie, a jeśli tak to co stanie się dalej.