Mistrz: Węglowe Gardło Płeć: kotka Matka: kto Ojciec: nie znam
Spora, jednolicie czarna, złotooka kotka. Przeważnie ma obojętny lub niezadowolony wyraz pyska, niemal zawsze jest w ruchu - jeżeli się nie przemieszcza, to na pewno będzie tłukła ogonem o podłoże albo przebierała łapami.
Kim ona właściwie jest? Czy tą pewną siebie kotką, żądną przygód i beztroską, nieprzyjemną w obyciu i gniewną, którą eksponuje na codzień... czy może raczej tym niekochanym kociakiem, który siedzi gdzieś w środku? Jedno jest pewne. Szerszeń jest spragniona uwagi innych, chce podziwu i akceptacji, życzy sobie, by ktoś ją doceniał i w nią wierzył, bowiem tego wszystkiego nie dostała nigdy od rodziców. Bywa w tym roszczeniowa. Nigdy nie miała żadnego autorytetu, jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną, więc łatwo wytrącić ją z równowagi, a okazywane przez nią emocje sprowadzają się do gniewu i frustracji. Nie jest zbyt bystra, zawsze szybciej zrobi, niż pomyśli, jest skora do bójek, co widać było już od pierwszych księżyców jej życia. Nieco burkliwa i szorstka. Powoli uświadamia sobie, jak ważny jest Klan i bycie dobrym wojownikiem, a jednocześnie oddala się od rodziny - więzy krwi to za mało, by uznać kogoś za godnego jej uwagi. Najczęściej myśli o sobie, tylko za Trzmiela gotowa by była oddać życie. Już teraz niechęcią darzy inne klany, mimo iż jej własny nie ma wiele do zaoferowania.
Kocice znajdowały się dość blisko siebie i mogłoby się wydawać, że Ćmi Zmierzch zaraz trzaśnie starszą prosto w pysk, ale… ta po prostu sobie odskoczyła, niemalże z gracją, żeby znaleźć się poza jej zasięgiem.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Kos zaśmiała się słysząc słowa kuzynki.
- Cieszę się, że udało mi się sprostać twoim oczekiwaniom - oznajmiła lekkim tonem i otrzepała futro z piasku i ziemi, po czym popatrzyła z zadowoleniem na dawną podopieczną. Cieszyło ją, że ta treningowa walka wypadła tak dobrze. Nie, żeby sama uważała się za boginię mordobicia, oj nie, po prostu zobaczyła na co stać Ciemkę i wiedziała, że gdyby nie łut szczęścia, być może byłaby teraz przybita do ziemi i z pewnością pokonana.
Poczuła się dziwnie, gdy Ćma nazwała ją po imieniu. Oczywiście, były równe rangą i były rodziną, jednak taka bezpośrednia forma zwrotu trochę rozwiała jej podświadomy instynkt opiekuńczy. Uśmiechnęła się jednak i trzepnęła lekko uchem.
- Nie ma za co, robaczku. Jakby co wiesz, gdzie mnie szukać. A teraz chodź, należy nam się trochę odpoczynku. A przynajmniej mi. Nie wróciłam jeszcze do pełnej formy - odpowiedziała i przejechała ogonem po boku żółtookiej, po czym powolnym krokiem ruszyła w stronę obozu, mając nadzieję, że Cmi Zmierzch idzie razem z nią.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Potrzebowała maku, potrzebowała czegoś na biały kaszel, przydałoby się również znaleźć zioła, których nie posiadała w składziku... Byłoby dobrze zebrać również te medykamenty, które zaczynały się kończyć. Jednak samotne eskapady nie były tak efektywne, na dodatek zawsze istniało ryzyko, że zostanie zaatakowana, a patrolu nie będzie w pobliżu. Teraz, gdy od śmierci Łososiowej Łuski dzieliło ją parę księżyców, zaczęła bardziej przejmował się własnym życiem. Nie z egoistycznych pobudek - po prostu nie chciała, by Klan Rzeki pozostał bez medyka i był zmuszony wytypować do tej rangi pierwszego lepszego kota, który się zgłosił i wydawał się odpowiedni. Wolała, by to była decyzja podjęta z namysłem i po wielu rozmowach z potencjalnymi kandydatami(jej kandydatami, czyli kotami, które widziała w tej roli), a nie pod presją czasu.
Jako że samotne wyprawy nie przynosiły takich efektów, jakie oczekiwała, zdecydowała się tym razem zabrać ze sobą swoją siostrę, Wydmowy Wiatr. Znalazła się w zasięgu jej wzroku szybciej niż Ćmi Pył. Poza tym, już od jakiegoś czasu zastanawiała się nad znalezieniem kolejnego wojownika, z którym mogłaby wychodzić po medykamenty, w razie gdyby pierwszy nie miał akurat czasu. Po uzgodnieniu pory oraz miejsca, a także gdy obie miały czas, skierowały się we dwie ku Trawiastej Dolinie. Księżycowy Pył planowała znaleźć mak, stąd wybór taki, a nie inny.
- Jeśli znajdziesz jakąś nietypowo wyglądającą roślinę... zawołaj mnie. - poinformowała po drodze. - I nie oddalaj się za bardzo - dodała po chwili namysłu.
Nie chciała, by wojowniczka zbierała wszystko na ślepo, bo przy niektórych roślinach trzeba było uważać, a niektórymi wolałaby sama się zająć, żeby wycisnąć z nich jak najwięcej. To była wyprawa stricte po zioła, dlatego upewniła się wcześniej, że Wiatr nie miała żadnego polowania, które musiała odbębnić. Jednak nie zabraniała jej polować, jeśli miała ku temu okazję. Po prostu chciała mieć dodatkową parę oczu, w razie gdyby coś przeoczyła. Ruda wojowniczka była zdecydowanie wyższa od Księżyc, co oznaczało, że mogła dostrzec trochę więcej. To był kolejny powód, dla którego zdecydowała się ją ze sobą zgarnąć. O ile lubiła i doceniała towarzystwo Ćmiego Zmierzchu, obie były strasznie małe. Może nawet jedne z najmniejszych w Klanie Rzeki. To było dość... kłopotliwe.
Po znalezieniu się w Trawiastej Dolinie medyczka zaczęła rozglądać się za roślinami, które przydałyby się w Rzecznym składziku.
//Wiatr, MG, zapraszam. :>
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Ucieszyła się na myśl, że może pomóc swojej siostrze. Nie zbierała wcześniej medykamentów, jednak może chociaż raz spróbować, a dodatkowo pomóc Księżyc w trudnej sytuacji. Oprócz tego, że zostały same, to również Łososiowa Łuska zginął, przez co to kremowa kotka z pomocnicy medyka stała się pełnoprawnym medykiem.
Trawiasta Dolina była chyba dobrym miejscem - gdy czasem nie skupiała się na polowaniu, to widziała różne rośliny, jednak nie umiała ich rozpoznać a tym bardziej zebrać. Ale dzięki dzisiejszemu wypadowi z siostrą się dowie czegoś nowego.
- Mam szukać czegoś konkretnego? - zapytała jeszcze, po czym odeszła pięć, może sześć lisie ogony i zrobiła dokładnie to samo co Księżyc - zaczęła szukać roślin, pajęczyn i innych medykamentów. Nie powinno to być trudne, bo w końcu rodzajów roślin jest dużo.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Ziółka czas zacząć, choć czy aby na pewno? Medyczka może i była wprawiona w szukaniu ich, ale jak na razie okolica wokoło niej była pusta. Czasami tak jest, że medykamenty mogły ukryć się nawet przed najlepszym wzrokiem czy węchem. Zapewne trzeba po prostu jeszcze pochodzić i poszukać - nie zawsze wszystko co chcemy od razu znajdujemy.
Trzeba przyznać, że Wydma jednak miała więcej szczęścia niż jej siostra. Nigdy nie była na ziółkach, a tu ta da! Od razu praktycznie natrafia na jakiś medykament. Jakiś lisi ogon przed kocicą rosła sobie pewne roślinka. Pierwsze co zapewne mogło przykuć uwagę Wojowniczki to jej aromatyczny zapach. Łodyga tego medykamentu była naga i silnie rozgałęziona, kwiaty natomiast były zebrane w koszyczek i posiadały białe, wąskie płatki. Cóż to za ziółko było?
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
- Czerwone kwiaty. Maki. Jak znajdziesz - odparła krótko na pytanie siostry.
Mak był priorytetem, choć zamierzała znaleźć jak najwięcej różnych ziół. Czuła się strasznie niepewnie z tym, że niektórych medykamentów było mniej. Westchnęła cicho, ruszając w swoją stronę, jednak po jakimś czasie zmarszczyła brwi, nie mogąc dostrzec żadnego medykamentu. Spojrzała na Wiatr... która najwyraźniej miała więcej szczęścia, bo wyglądało na to, że coś znalazła. Księżyc podeszła bliżej, natychmiast rozpoznając medykament.
- Rumianek. Uspokaja. Delikatnie oderwij przy samej ziemi - powiedziała, zerkając na wojowniczkę.
Posiadała to zioło w składziku, na dodatek nie mogło w żaden sposób zaszkodzić Wiatr, dlatego oddaliła się, pozwalając jej nabrać wprawy w zbieraniu roślin. Sama zaczęła rozglądać się za jakimiś medykamentami, przy okazji nasłuchując, żeby nic jej nie mogło zaskoczyć.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Co ciekawe - praktycznie momentalnie Wydma znalazła medykament. Był to rumianek, uspokaja, jak powiedziała siostra Wiatr. Zdziwiła się lekko, że to ona miała zebrać roślinę, ale czemu nie? Księżyc w nią uwierzyła, więc i wojowniczka też powinna to zrobić. Zebrała rumianek według polecenia kremowej medyczki - oderwała powoli i delikatnie roślinę przy samej ziemi. Oby zrobiła to dobrze. Starała się, ale czy to jej wyjdzie? Trzeba uwierzyć w to, że da radę!
- Co mam potem zrobić z tym rumiankiem, Księżyc? - zapytała, jeśli dała radę zebrać cokolwiek. Bo jak nie, to jaki byłby tego sens. A wolała się spytać niż coś zepsuć.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Tym razem Księżyc miała trochę więcej szczęścia, choć i tak nie znalazła dokładnie tego co chciała. Za to natrafiła na coś...nietypowego. Gdzieś w oddali, tak zapewne kilka lisich ogonów od niej, rosło sobie samotne drzewko. Było dość małe, lecz zawierało w sobie trochę większy skarb. A to dlatego, że na jednej z jego gałęzi był zawieszony ul. Z pewnością już medyczka mogła usłyszeć to charakterystyczne brzęczenie pszczółek.
Dobrze, że Wydma zachowywała dużą ostrożność - potrzebnych medykamentów na tej roślince było dość sporo, a nikt by nie chciał by większość została uszkodzona przez przypadek, nie? No ale zmierzając do rzeczy - Wojownicze udało się bezpiecznie wyrwać rumianek, co prawda kosztem paru listków, ale i tak na roślinie zostało ich jeszcze trochę. A dokładniej mówiąc to 8 liści rumianku nie ucierpiało przy tym. Jak na sam początek to bardzo dobrze.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Zmarszczyła lekko brwi, jednak po chwili uświadomiła sobie, że ruda kotka była wojowniczką i mogła nie wiedzieć co się robiło z ziołami. W końcu zwierzynę się zakopywało w ziemi.
- Na razie nieś ze sobą - mruknęła, po czym ruszyła dalej.
Tym razem nie musiała iść długo, bo jej oczom ukazało się drzewko z interesującym obiektem. Ul był dobrym znaleziskiem, bo potrzebowała miodu. Problem polegał na tym, że nie potrafiła się wspinać na drzewa. Zacisnęła zęby, przyglądając się pszczelemu lokalowi tak intensywnie, jakby chciała w nim wypalić dziury. W końcu zwróciła się ku siostrze, która właśnie skończyła zbierać rumianek.
- Wiatr - zawołała, a gdy kotka znalazła się przy niej, wskazała na pszczeli ul. - W środku jest miód. Potrzebuję... byś wspięła się na drzewo i wyciągnęła plastry z miodem. Szybko i zdecydowanie. Ile możesz. - Zacisnęła na moment zęby. - Zrzuć je na ziemię. Jak pszczoły zaczną cię żądlić... uciekaj - dodała.
Nie była do końca pewna czy tak powinno się postępować z plastrami z miodem, ale nie wyobrażała sobie kazać siostrze wystawiać się na atak rozjuszonych pszczół tylko dlatego, że próba utrzymania plastrów utrudniała jej działanie. Sama zamierzała złapać medykamenty jak tylko spadną na ziemię, jeśli Wiatr oczywiście uda się coś zebrać, po czym wziąć nogi za pas. Gorzej jeśli Wiatr nie umiała się wspinać.
Nie pomyślała o tym. Zmarszczyła lekko brwi, przyglądając się siostrze tak intensywnie, jakby próbowała z jej umysłu wyciągnąć tę informację.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Byłaby w kropce gdyby nie Księżyc. I teraz ponownie - jednak otrzymała dokładne polecenia od siostry, co z pewnością jej pomagało.
Zaraz potem już zaczęła wspinać się po drzewie. Wspinała się dość szybko, ale dość dokładnie. Stanęła na gałęzi z której wisiał ul. Usiadła i szybkim ruchem łapą wyrzucała łapą plaster po plastrze na ziemię, gdzie wierzyła, że Księżyc da radę je złapać. Po każdym plastrze uważała, by żadna pszczoła jej nie użądliła - jeśli jakaś się do tego mierzyła, szybko odsuwała łapę. Jeśli było już tak okropnie, to szybko zaczęłaby schodzić po drzewie a potem uciekać gdzie pieprz rośnie, bo nie ma zbytnio jak atakować wściekłe pszczoły. Ale miejmy nadzieję, że zebrała jak najwięcej plastrów miodu.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Wydmie dość sprawnie udało się wejść na to drzewo, trochę to było męczące, ale najgorsze jeszcze przed nią. Zbieranie tego medykamentów nigdy nie należało do przyjemnych i bezpiecznych. Cóż, ul trzeba przyznać, że wbrew pozorom był dość. Sporawy. Na pewno pojemny co do plastrów miodu i...pszczół również. Wojowniczka wsadziła łapę w gniazdo i udało jej się sięgnąć dość sporo bo aż 7 plastrów miodu. Niestety owady jakoś nie były zadowolone z tego iż kocica postanowiła ich okraść. Najpierw w samym już ulu jedna zdążyła ją dziabnąć w lewą łapę, a zaraz po niej kolejna. Lecz. Na tym nie koniec, gdy tylko wyjęła z ula swoją łapę to...nadleciało tak zwane wsparcie. Pierwsza pszczółka szybko wbiła swoje żądło prosto w jej prawy policzek, trochę bliżej pyska, co zapewne utrudni bardzo Wydmie wymowę. Kolejna postanowiła zaatakować zad rudej kotki, a ostatnia z nich zostawiła swój ślad na prawej stronie szyi. I tyle by było z użądleń. W między czasie kotce udało się szybko zejść, choć to nie pomogło w tym by ogólnie zaatakowało ją mniej owadów. Ale jak już wystarczająco daleko odeszła to na szczęście więcej pszczół za nią nie poleciało, nie były to osy które mogły w nieskończoność żądlić, dlatego też szybko odpuściły.
+ 63 MedExp dla Wydmy Księżyc: MedLvl: 5 | lvl: 4 | S: 7 | Zr: 12 | Sz: 11 | Zm: 13 | HP: 75 | W: 55 [Prz: 0/3] [MedPrz: 0/3] Wydma: MedLvl: 0 | lvl: 4 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 7 | HP: 75 - 7 - 7 - 7 - 7 - 7 = 40/70| W: 52 - 5 = 47/55 [Prz: 0/3] [MedPrz: 0/2]
■ Rana 1. stopnia ▷ Użądlenie na lewej przedniej łapie; opuchlizna
■ Rana 1. stopnia ▷ Użądlenie na lewej przedniej łapie; opuchlizna v2
■ Rana 1. stopnia ▷ Użądlenie na prawym policzku; opuchlizna
■ Rana 1. stopnia ▷ Użądlenie na zadzie; opuchlizna
■ Rana 1. stopnia ▷ Użądlenie na prawej stronie szyi; opuchlizna
♢xx ♦xx ♢ butthiswasmydeathbed Ixxd i e dxxt h e r exxa l o n e whenIclosedmyeyestonight
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Plastrów było całkiem dużo, dlatego szybko rzuciła Wydmie, by chwyciła kilka z nich obok rumianku, który miała. Jednak jak się okazało, pszczoły nie były na tyle samobójcze, by je ścigać przez całe tereny. Dość szybko zauważyła, że ich nie ścigały, dlatego odpuściła. Gestem nakazała siostrze podążyć za sobą, zatrzymując się pod pierwszym lepszym krzakiem. Ugniotła trawę przy jego pniu, robiąc lekkie głębienie w korzeniach. Wyścieliła je pierwszymi lepszymi liśćmi mleczu, które znalazła, po czym położyła na nie miód i kazała siostrze zrobić to samo z medykamentami, które trzymała. Wtedy przyjrzała się uważnie Wiatr, marszcząc lekko brwi. Użądlenia z całą pewnością nie były przyjemne, jeśli jakieś złapała. Nie chciała rezygnować z dalszych poszukiwań ziół... ale ważne też było zdrowie rudej kotki.
- Dobrze się czujesz? Jesteś w stanie kontynuować? - zapytała.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Dała radę wyrzucić z ula pszczół siedem miodowych plastrów. Jednak wraz z tym dostała różnież parę prezentów od okradzionych owadów. Najbardziej chyba zdenerwował ją atak na policzek - który dość szybko spóchł, co z pewnością pogorszy możliwość mówienia wojowniczki. Zeszła szybko i podążyła za Księżyc, po czym zrobiła to samo co kotka - ułożyła swoje plastry miodu na mleczach, po czym spojrzała na kotkę i kiwnęła głową.
- DaM rabę - powiedziała, trochę nierywaźnie - ale z pewnością kotka mogła się domyśleć, o co rudej chodzi. Ich wyprawa po ziółka z pewnością była bardzo zabawna, zwłaszcza ta część z pszczołami!
Skoro kontynuują - to zaraz po tym zaczęła dalej szukać medykamentów potrzebnych Księżyc. Może coś znajdzie i tym razem?
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Policzek Wiatr spuchł wyraźnie, ale przez grube futro trudno było Rzecznej medyczce określić ile miała użądleń poza tym. Nie było to jednak nic śmiertelnego, dlatego kiwnęła sztywno głową. Skoro ruda wojowniczka czuła się na siłach, to nie było po co przerywać zbierania ziół. Położyła parę liści na medykamenty i docisnęła kamykiem na tyle ciężkim, by to wszystko nie odleciało. Po tym otrzepała się ze wszystkich drobinek, oczyściła pysk ze słodkiej substancji, ulizała w paru miejscach futro oraz umyła łapy i ruszyła dalej, okazjonalnie zerkając na swoją siostrę. Postanowiła trzymać się trochę bliżej, w razie jakby stwierdziła, że chce wracać do obozu. Poza tym jednak kontynuowała rozglądanie się za medykamentami, w końcu to był dopiero początek. Dodatkowo nasłuchiwała i węszyła, uważnie badając otoczenie.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Chcesz ziółko? Proszę bardzo. Szkoda tylko, że to nadal nie był to mak. Ale od początku. Księżyc krocząc po polanie przez dłuższą chwilę nie mogła nic znaleźć, cóż czasami tak się zdarza. Lecz na tym nie koniec! Po kilku uderzeniach serca w końcu na coś natrafiła. Roślinka ta rosła niedaleko pewnego krzaczka, który to był oddalony o lisi ogon od Księżyc, może nawet bliżej trochę się znajdował. Pierwsze co zapewne mogło przykuć uwagę medyczki to jej charakterystyczny zapach. Posiadała również średniej wielkości łodygę, pokrytą miękkimi włoskami, łatwo łamliwą. Warto też dodać, że posiadała szypułki. Cóż to było?
Teraz jak widać role nieco odwróciły się. Wcześniej Wydma ciągle coś miała, a teraz cóż, cisza. W najbliższej swojej okolicy nie mogła wyczuć czy zauważyć jakiś roślinek, pech? Pewnie tak. Też trzeba pamiętać, że nie wszystko od razu znajdziemy, do ziółek czy polowań trzeba mieć zawsze cierpliwość.
Wydma: MedLvl: 0 | lvl: 4 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 7 | HP: 40/70| W: 47/55 [Prz: 0/3] [MedPrz: 0/2]
■ Rana 1. stopnia ▷ Użądlenie na lewej przedniej łapie; opuchlizna
■ Rana 1. stopnia ▷ Użądlenie na lewej przedniej łapie; opuchlizna v2
■ Rana 1. stopnia ▷ Użądlenie na prawym policzku; opuchlizna
■ Rana 1. stopnia ▷ Użądlenie na zadzie; opuchlizna
■ Rana 1. stopnia ▷ Użądlenie na prawej stronie szyi; opuchlizna
♢xx ♦xx ♢ butthiswasmydeathbed Ixxd i e dxxt h e r exxa l o n e whenIclosedmyeyestonight