Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Mimo prób i starań kocura, rudzik w dalszym ciągu leciał przed siebie głośno ćwierkając na alarm, a inne ptaki w okolicy zrywały się do lotu przepłoszone nie tylko jego alarmem, ale i biegiem Sroczego Ogona. Skoki czarno-białego na nic się nie zdały, tylko nieco musnął piórka na ogonie ptaszka, na co ten zaćwierkał z oburzeniem próbując mu zwiać. Cóż, Sroka miał najwyraźniej szczęście, bo rudzik dalej leciał na tyle nisko by ten mógł go złapać! Może tym razem się uda?
Los w końcu uśmiechnął się do Obłocznej Łapy zsyłając jej pod łapy...kopiec! Dosłowny kopiec, bo należał on do kreta, który uderzenie serca przed tym jak koteczka go dostrzegła, właśnie się do niego wciskał, więc...Może to był znak? Szansa dana z góry? Kto wie, czy jeżeli Obłok nie poczeka, to...kret nie wyjdzie ze swojego kopca? Im bliżej Obłok podeszła tym więcej kopców blisko obok siebie zobaczyła. Oh, do którego podejść?
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Do stu piorunów, czemu ten ptak nie chce dać się złapać! Droczy się z nim i pogrywa, życie mu niemiłe?! Sroczy Ogon wydał z siebie niezadowolony pomruk, raz po raz wyskakując w powietrze z wyciągniętymi łapami, by w końcu złapać przeklętego rudzika. Ile jeszcze będzie z nim tańczył, może zrobi mu psikusa jak inne ptaki na jego treningu i zostawi mu po sobie jedynie piórko? Skoczył za piszczkiem z wyciągniętymi pazurami, mając nadzieję, że w końcu uda mu się go strącić i ukatrupić. Inna zwierzyna w okolice pewnie już dawno zdążyła uciec, zatem był jego ostatnią szansą!
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
No i o to chodziło! Obłok uśmiechnęła się w głębi duszy, widząc kopce. A może to Kretowisko? W sumie to nie ważne, dla niej liczyło się to, że w końcu coś znalazła. Postanowiła podejść do jednego z najbliższych. Usiadła i cierpliwie czekała, od czasu do czasu zerkając na inne, aż któryś z nich może się pokaże.
A może to faktycznie znak? Albo to jej myśli Gwiezdni usłyszeli? Kto wie? Oby było tak dalej, bo śnieżnobiała wcale nie zamierzała wracać z pustymi łapami. Tym bardziej że widok kopców ponownie zapalił w niej iskrę nadziei.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
W końcu! Sroczy Ogon się naskakał i nabiegał przy okazji płosząc okoliczną zwierzynę, ale złapał! Rudzik najwyraźniej poczuł się zbyt pewnie widząc nieporadność swojego przeciwnika i nieco zwolnił i obniżył lot co było jego wielkim i ostatnim błędem. Wtedy też Sroka bez problemu doskoczył do niego, pochwycił i zagryzł. Ostatnia szansa została wykorzystana, jednak co...teraz?
Obłoczna Łapa czekała i czekała, jednak żaden kret nie wychylił się z kopca przy którym czyhała, jak i z tych na które od czasu do czasu zerkała. Najwyraźniej przy tego typu polowaniu potrzeba sporej dawki cierpliwości - i chyba biała terminatorka miała jej pod dostatkiem patrząc ile musiała się nachodzić by dostrzec taką szansę na zdobycz. Jednak czy aby na pewno?
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
I się udało! Rudzik balansował na linie, pogrywając sobie z poirytowanym Sroką, ale wreszcie przyszedł moment, w którym obniżył swój lot, tym samym skazując się na śmierć. Wojownik zamachnął się, pacnął ptaszka łapą, a po chwili przycisnął go do ziemi. Nie pozwolił mu długo cierpieć, natychmiast pozbawiając go życia. Przymknął oczy, wysyłając w stronę Srebrnej Skórki myśl modlitwy i wdzięczności, po czym wstał z piszczkiem w pysku i uważnym krokiem skierował się nieco bliżej Obłocznej Łapy. Tak na wszelki wypadek, gdyby coś się działo. "Tfutfu, nie kracz, Kapustka!", upomniał się łaciaty, zakopując zdobycz w charakterystycznym miejscu. Nie chciał, żeby któremukolwiek z nic stała się krzywda.
Oddalił się od poprzedniego miejsca łowów, w którym i tak zapewne nie było już ani trochę zwierzyny, wypłoszonej jego ciężkim biegiem. Mimo swojej wątłej budowy, ewidentnie nie był baletnicą. Ostrożnie ruszył do przodu, wytężając przy tym swoje wszystkie zmysły.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Ślimacza Muszla (NPC) Ojciec: Ostowy Kolec (NPC) Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
I znów martwa cisza. Obłok już powoli zaczynały puszczać nerwy, bo ilekroć się stara to i tak zostaje z pustymi łapami. Gdyby nie te kopce, to już by pewnie dawno ochrzaniła to i wróciłaby do obozu. Ale nie, chciała jeszcze się trzymać i nie poddawać się tak łatwo. Kto wie, może prędzej, czy później jej cierpliwości się opłaci, prawda? Tak czy siak, postanowiła dalej siedzieć obok kopca, wypatrując, choć jakichś kretów, chociaż koniuszek ogona powoli uderzał lekko o ziemię z powolnej utraty cierpliwości.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Gonitwa za ptakiem najwyraźniej przepłoszyła okoliczną zwierzynę ponieważ Sroczy Ogon za nic nie mógł nic ciekawego znaleźć. Cóż, nic w tym dziwnego; pewnie niedługo coś się pokaże, a dawny terminator Śliwkowej Pestki musi uzbroić się w cierpliwość, albo na przyszłość nauczyć się ganiać za piszczkami nieco ciszej!
Za to Obłocznej Łapie najwyraźniej Gwiezdni w końcu odpuścili, gdyś akurat jak powoli ulatywała z niej cierpliwość z kopca po jej prawej zaczął wysuwać się jakiś ciemny, nieco płaski kształt będący kretem! Stworzenie nie było świadome zagrożenia, ponieważ wysuwało się z własnego kopca....tyłem! Kotka miała wiec ciekawą możliwość upolowania tego nietypowego stworzenia.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
~#~
Przyszedł tutaj. Musząc przyznać, że wciąż darzył to miejsce jakimś rodzajem niesmaku. Wiązało się dla niego z gamą negatywnych uczuć, od których chciał uciec, gdyby tylko mógł, a, przede wszystkim, kojarzyło mu się z Zimnem, co było wręcz niewyobrażalnym i dotkliwym bólem. Musiał jednak stawić mu czoła, bo nie był w stanie tak w nieskończoność się przed nim chować.
Dlatego też, korzystając z tego, że było dosyć wcześnie, przyszedł wraz z Goryczą do Trawiastej Doliny. Siostra chciała poszukać ziół i potrzebowała towarzystwa w postaci ochroniarza, a Pożar sprawdzał się do tego idealnie. Wziął głęboki oddech, wciągając w płuca chłodne, nieco ostre powietrze, wyraźnie zwiastujące rychłe nadejście Pory Nagich Drzew. W tym miejscu nie pozostało już nic, co mogłoby wskazywać na wydarzenia, które się na nim działy. Nie było już Białej Burzy, nie było śladów po Wietrznym Wąsie, nie było lisa, który zabił Rudą Łapę. Pożar jednak, mimo woli, czuł unoszący się tutaj odór rudego wojownika, metaliczny smród krwi i słodki, wyraźny zapach Zimna. Nie był w stanie wyrzucić tych woni ani z nozdrzy ani z głowy, nie ważne, jak bardzo by nie chciał. xxx - Ja zacznę polować, w porządku? Jakby coś złego się działo, to mnie zawołaj i od razu przybiegnę. Albo pobiegnij w moją stronę. Będę cały czas gdzieś wokół ciebie - zapewnił Gorycz i puścił jej oczko, po czym odszedł kawałek dalej, by nie wchodzili sobie nawzajem w drogę.
Majtnął głową próbując pozbyć się tych myśli i skupić na swoim celu, czyli polowaniu. Ustawił się pod wiatr i ugiął łapy, przenosząc ciężar ciała na swoje tylne kończyny. Wyciszył oddech, by nie spłoszyć zwierzyny, oraz opuścił głowę i ogon tak, by stały się przedłużeniem grzbietu. W takiej to pozycji zaczął się ostrożnie skradać do przodu, delikatnie i uważanie stawiając łapy. Pamiętał, że nie może sobie pozwolić, by na cokolwiek nadepnąć albo o coś zahaczyć, bo mogło to wywołać niepożądane odgłosy. Wytężył wzrok, słuch i węch, mając nadzieję, że uda mu się zlokalizować jakąś zwierzynę.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Goryczka podpięła się pod Pożara tak, jak jakiś czas temu pod Skrę. Sama nie polowała, nie czuła się w tym do końca pewnie, ale niezmiennie zbierała ziółka dla Barwinka i wtedy zwykle przydawała się obstawa kogoś większego i silniejszego od niej samej. Tak na wszelki wypadek. To był jej pierwszy raz z buro-białym na polo-ziółkach, nie widziała go nigdy w akcji, nie wiedziała, czy będzie równie skutecznie usuwał jej przeciwników z drogi co Duży Brat, ale ufała, że tak. Pożar może się tak nie chełpił swoją sprawnością czy siłą, jednak sprawiał wrażenie dobrego, aż stereotypowo dobrego wojownika i nie było podstaw, by to kwestionować.
Pokiwała łebkiem na zgodę, spoglądając na niego raczej przyjaźnie, gdy mówił. Może to kwestia dobrego dnia, a może tego puszczonego oczka - w każdym razie Chochliczka nie uprawiała pod nosem żadnej szydery, zwłaszcza że z dala od obozowego gwaru czuła się o wiele bardziej zrelaksowana. Poczekała chwilę aż szeroki kocur trochę się oddali i wtedy sama przystąpiła do rzeczy; jaszczurze oczy wodziły po okolicy w poszukiwaniu roślinek, które widziała nie raz w Królikarni. Najlepiej byłoby znaleźć te zioła, których mieli ledwo po kilka sztuk, ale niestety bez właściwego prowadzenia Gorycz nie wiedziała do końca czego i gdzie szukać, więc wszystko robiła po omacku.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Między wysokimi trawami wojownik przemieszczał się sprawnie i zwinnie, nic więc dziwnego, że bardzo szybko zauważył, że wśród traw porusza się coś prócz niego. Drobne smukłe ciałko przemykało między trawami, aż w końcu Pożar mógł zauważyć z czym ma do czynienia - łasica. Mała, brązowa istotka zatrzymała się nagle na drobnym wzniesieniu utworzonym z uschłej trawy. Jej czarne oczy nagle spoczęły bezpośrednio na Pożarze, zupełnie jakby rzucała mu wyzwanie, by spróbował ją zaatakować.
Gorzka Łapa miała mniejsze szczęście - chociaż kto tam wie, łasice bywały groźne, więc może w tym wypadku jednak większe szczęście? - i idąc niewiele mogła wypatrzeć. Trawy, więcej traw, nic co by wyglądało jak zioło nadające się do leczenia. Być może były tam zioła, które nadawały się do leczenia, ale albo Gorycz ich nie rozpoznawała, albo były bardzo dobrze ukryte. Tak czy siak by coś znaleźć musiała szukać dalej.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Nie był zainteresowany walką z łasicą. Nie obchodziła go zupełnie. Bronienie terenów nie leżało w jego naturze, w dodatku wolał skupić się na polowaniu, gdyż niepotrzebne rany mogłyby utrudnić Goryczy szukanie ziół. Miał jej pomagać i służyć za jej ochroniarza, a do tego potrzebował być silny i sprawny oraz nieuszkodzony. Dlatego, jeśli łasica nie zaatakowała ani jego, ani Goryczy, to po prostu ostrożnie się wycofał, jednocześnie uważając na ewentualny atak z jej strony. Gdyby ta się na niego rzuciła, to spróbowałby złapać ją kłami i pazurami za gardło oraz przygnieść do ziemi, a gdyby odeszła, to Pożar wróciłby do polowania, i z powrotem ustawił się pod wiatr, ugiął łapy i przeniósł ciężar ciała na tylne, obniżył głowę i ogon do poziomu grzbietu a następnie zaczął się skradać. Miałby wyciszony oddech oraz uważałby na wszystko, co miałby pod łapami. Czy to gałązki, czy liście czy inne rzeczy, które mogłyby wywołać niepotrzebne odgłosy. Musiał być bardzo ostrożny i cichy, żeby nie spłoszyć ewentualnej zwierzyny.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Tak łatwo popadając w irytację w obecności głupich kotów, tutaj Goryczka sprawiała wrażenie spokojnej, a nawet żywo zainteresowanej otoczeniem i to mimo pierwszych niepowodzeń za pasem; chodziła już jakiś czas, a to niuchając noskiem przy ziemi, a to rozglądając się z góry po lokalnej florze, ale nic z tego co zobaczyła lub wyczuła nie przypominało medykamentów. Tak to już jest, jak się szuka ziół w wybitnie niesprzyjającej porze roku, ale co na to poradzić? Koty chorowały i to częściej, i ciężej niż wtedy, kiedy łąki uginały się od roślin. Zapotrzebowanie... Istniało. Kroczyła więc dalej ostrożnie przez trawiastą dolinkę, z postanowieniem, że znajdzie coś, co Barwinek będzie mógł wykorzystać... Albo ona i Barwinek, w końcu mogli się jako dobrzy znajomi podzielić.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Pożar nie był zainteresowany łasicą, i łasica też zdawała się nie być nim zainteresowana. Rozeszli się każde w swoją stronę, Pożar wrócił do polowania, łasica zniknęła gdzieś między trawami. Jednak wcale długo to nie trwało, a Pożar znowu trafił na tę nieszczęsną łasicę. Akurat oboje wyszli spomiędzy traw na niewielką przestrzeń, gdzie rosła tylko niska, zbrązowiała trawa, ale tym razem łasica cała się zjeżyła i zaczęła wydawać dźwięki, ewidentnie chcą odstraszyć Pożara.
Gorycz niuchała i wąchała, wysoko i nisko, aż w końcu do jej nosa dotarł zapach który mogła kojarzyć z lecznicy. Podążając tym tropem znalazła brązową, zeschniętą łodygę, na końcu której znajdowała się niewielka główka. Łodyga poruszała się delikatnie na wietrze, wydając szumiące dźwięki, trochę inne niż wszelkie trawy z okolicy.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
No i znowu na siebie wpadli. Co za niefart, bo Pożar definitywnie nie był zainteresowany włażeniem sobie w paradę z łasicą. Poruszył nosem z lekkim poirytowaniem i zrobił dokładnie to samo, co wcześniej, czyli zaczął się wycofywać, nie atakując zwierzęcia. Gdyby ona zaatakowała, był gotów rzucić się na nią i spróbować złapać ją za gardło, ale dopóki sama nie wykonała ruchu, to Pożar wolał kawałek odejść, by, po raz kolejny, ustawić się pod wiatr. Ugiąłby łapy i przeniósł ciężar na te tylne, obniżył głowę i ogon do poziomu grzbietu i wyciszyłby oddech, po czym zacząłby się skradać, uważając na wszystko, co miał pod łapami, by na nic nie nadepnąć i o nic nie zahaczyć. Nie chciał powodowa żadnych zbędnych odgłosów które mogłyby zdradzić jego pozycję.
Nie chciał po raz kolejny wpadać na łasicę. Jego celem była jakaś zwierzyna. Gryzonie, ptaki, cokolwiek, co możnaby upolować i zjeść, do bitki z nikim się nie spieszył. Nie miał ochoty marnować sił i zdrowia oraz ryzykować ewentualnych ran, gdy był tu nie tylko dla siebie samego ale także dla swojej siostry, która zbierała zioła niedaleko.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Goryczka nie interesowała się dziwnym tańcem godowym w wykonaniu Pożara i łasicy, chociaż pewnie gdyby widziała, a nie tylko słyszała kluczącego nieopodal brata, pewnie zachichotałaby z jego prób uniknięcia walki. Gwiezdny Klan chciał inaczej, Pożar, zaintonowałaby prześmiewczo głosem Skry. Dawniej. Ostatnio bowiem nawet czarne poczucie humoru kotki osłabło; obchodziły ją tylko otumaniacze - zioła, więc nic dziwnego, że na widok mizernej brązowej łodyżki, która w dziwny sposób przypominała ją samą, Gorycz uśmiechnęła się krzywo pod nosem i z marszu zatopiła ostre ząbki w łodyżce, celem jej ścięcia. Nie była pewna, ale tak na logikę mogła wyglądać zimowa edycja maku - wprawdzie ogołocona z czerwonych płatków, jednak nadal z cenną główką skrywającą ziarenka... Goryczka przepadała za makiem. Miał... Cudowne właściwości. Ostrożnie chwytając medykament, żeby go nie wykruszyć, pomyślała w chwilowym rozprężeniu, że musi zabrać kiedyś mak na granicę z klanem Wichru i podsunąć go pod pewien kolorowy, ładny pyszczek.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz