xxTak jak się umówili, tak jakiś czas po ceremonii wybrali się na wspólne polowanie. Cichy Krok ukończył już trening i był wojownikiem, a więc jego wiara w siebie i swoje umiejętności łowieckie nieco wzrosła. Pozwolił swojej siostrze wybrać miejsce, w którym będą opisać i jak się okazało, była to Kwiecista Łąka. Śnieg całkiem stopniał i rzeczywiście zaczęły kwitnąć na niej przeróżne krokusy i inne wczesne kwiatki. Było to całkiem daleko od obozu, więc liliowy miał nadzieję, że nic im się tu nie stanie. Również życzył Wiatr powodzenia, po czym oddalił się kawałek i ustawił się pod wiatr. Pogoda nie była zła, nie padało w każdym razie, więc powinien zdołał coś upolować. Ugiął się więc na łapach, po czym zrównał głowę z linią grzbietu, podobnie też długi, cienki ogon, po czym ruszył przed siebie, stąpając powoli i ostrożnie. Delikatny krok miał w naturze, stąd zapewne jego imię (albo po prostu przypadkiem takowe otrzymał). Mimo to starał się nie narobić żadnego hałasu i nie nadepnąć na żadną kruchą gałązkę czy listek. Wiatr wiał mu cały czas w pyszczek, a wojownik próbował wyczuć jakiekolwiek zapachy, które ze sobą niósł.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Wyruszyli. Wydmowa zaczęła poszukiwać zwierzyny, podczas gdy delikatny wiatr wiał jej prosto w mordkę. Śnieg całkowicie zniknął z ziemi, pozostawiając po sobie jedynie jakieś pojedyncze kałuże. Zwierzyna zaczęła już wychodzić z norek i innych kryjówek, budząc się z zimowego snu. Mimo to, wojowniczka nie znalazła w okolicy niczego i interesującego.
lvl: 3 | S: 9 | Zr: 8 | Sz: 10 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 50
Wojownik również zaczął swojego polowanie. Nad jego głową, przeleciały dwie jaskółki, które wesoło latały po niebieskim, niemal bezchmurnym niebie. Pora Nowych Liści dawała już o sobie znać. Śnieg już nie przeszkadzał w polowaniu a zwierzyny było coraz więcej. Jednak tym razem Cichy nie miał tyle szczęścia i nic nie znalazł.
lvl: 3 | S: 6 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Cóż, na pierwszy ogień nie często spotyka zwierzynę - z tego powodu nie poddawała się i szła dalej, zachowując pozycję łowiecką, czyli zgięte łapy, ciężar ciała na tylnych łapach, brzuch ułożony tak, aby nie dotykał ziemi, ani aby nie był za wysoko, głowa i ogon na linii z grzbietem oraz to, że była pod wiatr. W końcu coś wyniucha.
Z tyłu jej głowy słyszała głosy, które cicho i niezrozumiale szeptały. Nie wiedziała o czym. Strzepnęła głową. Teraz jest na polowaniu, a nie na pogaduszkach w swojej głowie.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
xxSzedł i szedł po cichu dłuższą chwilę, jednak żaden zapach ani dźwięk nie dotarł do niego. Czyżby w okolicy nie było żadnej zwierzyny? W pewnym momencie jego uszy gwałtownie skierowały się wpierw do tyłu, potem do przodu, gdy liliowy wojownik usłyszał nad swoją głową przelatujące jaskółki i zaraz podniósł głowę, patrząc, jak lecą dalej. Niestety ich nie miał szans upolować. Te czarno-białe ptaszki były za to niepodważalnych dowodem nadejścia Pory Młodych Liści, z czego Cichy niezaprzeczalnie się cieszył. Ciepła pora oznacza więcej pożywienia, lepszą pogodę, lepszy nastrój... Choć ostatnimi czasy cętkowany kocur miał lepszy humor niż to niegdyś bywało. No ale teraz nie czas na przemyślenia, trzeba było skupić się na polowaniu. Kontynuował swoją wędrówkę w poszukiwaniu potencjalnych ofiar, idąc na ugiętych łapach z głową w jednej linii z grzbietem oraz ogonem zawieszonym nieruchomo nad ziemią. Oddychał cicho, uważał również, aby nie nadepnąć na nic hałasującego. Miał nadzieję, że wkrótce coś wytropi.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Wydmowy Wiatr szła przed siebie. Wiatr muskał jej futerko, podczas gdy kocica starała się usilnie znaleźć zwierzynę. Przez chmury co jakiś czas przebijały się promienie słońca, które przyjemnie potrafiło nagrzać futro kotów. Podczas gdy rzeczna kocica, starała się coś znaleźć... No to w sumie znalazła. Jej uwagę mogła zwrócić szara, jakby mysz, czy też szczur. Nie pachniał jednak jak one i miał okrągłe łapy, niczym potwory na Grzmiącej Ścieżce. Nawet jej ogon był jakoś dziwnie sztywny. Czy córka Ubłoconej Mordki zdecyduje się sprawdzić, co to jest?
lvl: 3 | S: 9 | Zr: 8 | Sz: 10 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 50
Cichy Krok, również jak na razie nie mógł znaleźć nic zdatnego do jedzenia. Za to wychodzące co jakiś czas spod chmurkowej kołderki, słońce, przyjemnie ogrzewało jego liliowe futro. Gdzieś tam z boku, zaćwierkał jakiś ptak. Wojownik mógł chwilę obserwować wróbelka, który po chwili zdecydował się jednak odlecieć. Więc gdy syn Ciernistego Grzbietu szedł dalej, gdy nie usłyszał cichego szlochu. Gdyby zdecydował się podejść bliżej, mógłby spostrzec, że za jednym z drzew, siedzi dosyć młoda samotniczka. Miała ona bure, długie futro. Jej uszy były szpiczaste a na ich końcach znajdowały się pędzelki. Jak na razie jednak nie zwracała uwagi na wojownika.
lvl: 3 | S: 6 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Coś, co zauważyła w pobliżu wyglądało dziwnie. To wyglądało jak jakiś ich przedmiot, miało okrągłe łapy i nie wyglądało jak coś, co można byłoby zjeść. Wolała jednak to sprawdzić. Mogło być... niebezpieczne. Albo mogło być w pobliżu coś ciekawego, co musiałaby przekazać Czerwonej Gwieździe. Tak więc na ugiętych łapach zbliżyła się do szarej myszy dwunogów. Obserwowała otoczenie. To mogła być pułapka, a jednak podeszła bliżej. Będąc blisko, skoczyła jak na prawdziwą mysz i starała się ją trzymać między łapami. O co chodziło?
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
xxSłońce bardzo przyjemnie grzało jego grzbiet i Cichy mógł przenieść się pamięcią do Pory Zielonych Liści, gdzie niemal codziennie panuje ciepło, czasem nawet upał i liliowy docenia wtedy swoje krótkie futerko, dzięki któremu upał aż tak bardzo nie daje się we znaki. Teraz jednak dopiero zaczynała się Pora Młodych Liści i właśnie wysoki wojownik usłyszał ćwierkanie. Szybko obejrzał się na bok, gdzie zobaczył wróbelka i zastygł w bezruchu, myśląc, czy uda mu się podejść ptaszka, ten jednak zaraz odleciał a wraz z nim nadzieja na pierwszą zdobycz. No cóż, mówi się trudno i płynie się dalej. Tak właśnie zrobił cętkowany kocur, jednak po chwili usłyszał... szloch? Czy na pewno to był płacz jakiegoś kota? W pierwszej chwili pomyślał, że to Wiatr coś się stało, jednak to nie był jej głos i dochodził z innego kierunku, niż poszła ruda kotka. Zdecydował się sprawdzić, o co chodzi i dostrzegł siedzącą za drzewem burą kotkę. Nie znał jej, a przynajmniej tak mu się wydawało. Czyżby nie należała do klanu Rzeki? Czy to... samotniczka? Zawahał się przez moment, nie wiedząc, co zrobić, w końcu jednak postanowił podejść bliżej. Wtedy też poczuł dokładnie zapach kotki z pewnością nie należący do klanu rybojadów. Stanął w odległości lisa od samotniczki, przyglądając się jej nieco niepewnie. Jego postawa również mówiła, że odwagą nie grzeszył, za to jego mięśnie były napięte o gotowe to ruchu, gdyby coś się zadziało. Młoda kotka płakała, ale dlaczego? xx– H-hej – miauknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę, jeśli nie zrobił tego do tej pory. – Coś... coś ci się stało? – spytał ostrożnie, nie mając pojęcia, o co chodziło. Może mógłby jakoś pomóc młodej kotce? Z tylu głowy miał jednak myśl, że każdego intruza powinien przegonić z ich terytorium, jednak... zrobi to później. Ta samotniczka przecież płakała i nie mógł jej źle potraktować w tej sytuacji.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Kocica zakradła się powoli do myszy, która nie wydawała z siebie żadnego odgłosu. Zdawała się jakby martwa, ale jej oczy były otwarte. Jej sztywny ogon nawet się nie poruszał, a futerko... futerko również. Mimo lekkiego wiatru, który to wiał właśnie w stronę myszy, ta nawet nie przymknęła oczu. Kiedy Wydmowy Wiatr, złapała ofiarę w swoje objęcia, od razu mogła poczuć różnice, między sierścią tej myszy, niż takiej zwykłej. Ponadto nawet nie starała się wyrwać, a jedynie te kołowate łapy, zaczęły się kręcić. Przy jednym z boków myszy, poczuła jakby... jakby patyk, który kręcił się równie z łapkami zabawki.
lvl: 3 | S: 9 | Zr: 8 | Sz: 10 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 50
Wojownik zdecydował się podejść do samotniczki, która dalej zdawała się nie zwracać uwagi na kocura. Lekki wiatr przyjemnie grał ze słońcem, które ogrzewało futro liliowego syna Ubłoconej Mordki. Bura zareagowała dopiero wtedy, kiedy to rzeczniak zdecydował się odezwać. Z jej oczu dalej leciały łzy, kiedy wlepiła złote tęczówki w byłego terminatora Świetlikowej Gwiazdy.
- C-cześć - odpowiedziała po chwili, nim nie podniosła łapy, aby przetrzeć sobie oczy. Zaraz potem machnęła delikatnie ogonem, owijając swoje łapy ogonem.
- On...On... - wydukała cicho, spuszczając głowę na dół - Nie wiem... gdzie... gdzie on jest... - wykrztusiła z siebie wreszcie, a z jej ślepi wyleciała kolejna fala łez.
lvl: 3 | S: 6 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Mysz dwunogów była bardzo dziwnym stworzeniem. Wyglądała dziwnie, nie ruszyła się nawet na mysi ogon, nie uciekała, a jej futerko było dziwnie twarde. Puściła mysz, fukając. Nabrała się. Znaczy, wiedziała, że to nie prawdziwa mysz, ale miała nadzieję na coś ciekawszego z nią związane. Napotkanie czegoś innego, może jakieś zwierzyny, a nie... niczego. Westchnęła, po czym znowu przyjęła pozycję łowiecką, odrzucając zepsutą mysz tylną łapą. Szła więc pod wiatr, ugięła łapy, a cały swój ciężar utrzymywała na swoich tylnych łapach, ogon oraz jej głowa leżały w linii prostej z grzbietem, a brzuch ani nie szurał po powoli wychodzącej trawie, ani nie był za wysoko. Uszy miała blisko czaszki, aby nie wystawały i nie stawały się jej zmową. Idąc, uważała, aby nie trafić na gałązkę czy kamień. Szła najciszej jak mogła, oddychając najpłyciej jak była w stanie. Wypatrywała czegoś, co nie było jakąś zabawką dwunogów.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
xxWewnętrzny głos mówił mu, że bardzo ryzykował, zadając się z zupełnie nieznanym i potencjalnie niebezpiecznym kotem. Z drugiej jednak strony nie mógł nie zareagować na smutek samotniczki, której ewidentnie coś się przytrafilo i być może potrzebowała pomocy. Gdy podniosła na niego wzrok złotych, zapłakanych oczu, ta świadomość dotknęła go jeszcze bardziej, a dodatkowo poczuł ukłucie żalu i smutku, przez co jemu samemu zachciało się płakać. Postanowił być jednak twardy i nie okazywał po sobie głębszych emocji. Gdy bura kotka zaczęła coś mówić, Cichy słuchał jej uważnie, licząc na to, że dowie się czegoś, co pozwoli mu pomóc nieznajomej. Nie otrzymał jednak zbyt wiele informacji, ale to nie szkodzi. Widział, w jakim stanie była buraska i bardzo dobrze wiedział, jak musiała się czuć. xx– On? A... kto to jest? Tfój tata albo brat? Albo... pszyjaciel? – spytał, podchodząc o krok bliżej złotookiej i choć miał ochotę usiąść tuż obok niej i ją pocieszyć, wiedział, że musi być gotowy na wszystko, jeśli chodzi o nieznajomych. Niestety.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Ruda kocica szła przed siebie, zostawiając popsutą mysz, jak to uznała, po czym ponownie zaczęła szukać zwierzyny. Córka Ubłoconej Mordki szła przez Kwiecistą Łąkę, szukając czegoś, co nadawało się do jedzenia. W pewnym momencie, mogła usłyszeć nad sobą krakanie stadka wron, które chyba nie zauważyły jej jeszcze, a wylądowały kilka długości lisa dalej. Wszystkie zaczęły dziobać w ziemi, od czasu do czasu kracząc. To był idealny moment dla Wydmowego Wiatru.
lvl: 3 | S: 9 | Zr: 8 | Sz: 10 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 50
Bura samotniczka chwilę jeszcze spoglądała w ziemię, tracąc coraz więcej łez. Złote oczy były całe zaszklone, kiedy ponownie podniosła wzrok na liliowego kocura. Jego bladobłękitne oczy, przypominały te, które należały do niego. Jej ciało przeszedł dreszcz, a kotka ponownie weszła w fazę płaczu. Dopiero po dobrych paru chwilach płaczu, zdecydowała się odpowiedzieć na zadane przez niego pytanie.
- M...mój partner - powiedziała drżącym głosem - O...on i ja właśnie... właśnie wracaliśmy do m...miasta, kiedy to... to złapała nas burza... i... i kiedy już ustała... t...to on powiedział, że sprawdzi, co to... i nie wracał od trzech wschodów słońca, więc postanowiłam go...go poszukać i nic! - po czym ponownie wybuchnęła płaczem.
lvl: 3 | S: 6 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Zostawiła za sobą popsutą zwierzynę dwunogów i szła dalej. Szczęśliwie, zaraz potem wojowniczka usłyszała Skrzek wron. Była to idealna okazja - chociaż trochę niepewna była ilości zwierząt. Jeśli byłoby ich za dużo... Wycofałaby się. Za dużo kotów w ostatnim czasie umiera i Wydmowy Wiatr nie chciałaby być jedną z nich. Więc zamiast od razu atakować, zdecydowała się pierwsze zobaczyć,il ile tych wron jest.
Pozostając w pozycji łowieckiej zaczęła skradać się w stronę zapachu i dźwięków, świadczących o obecności ptaków. Chcąc pozostać niezauważoną, chciała się za czymś schować, tak, aby móc naj najlepiej ocenić ich liczebność - oraz żeby one jej samej nie odkryły.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Wojowniczka niezauważona, podeszłą na tyle blisko by dostrzec ile liczy w sobie stado wron. Okazało się, że składa się ono z pięciu osobników. Wrony dziobały w ziemię, a następnie odchodziły kawałek dalej, niektórzy pozostawali w grupie, choć pojawili się śmiałkowie co oddalili się ciut od pozostałych, jednak wciąż pozostawali w ruchu i nie wiadomo ile zajmie zanim wrócą do reszty.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Wojowniczka, widząc ilość wron uśmiechnęła się pod nosem. Jeśli będzie cicho, może złapie więcej niż jedną. Wybrała sobie wronę najbliżej jej. Chciała podejść ją od boku lub tyłu. Najlepiej tyłu, ale jeśli akurat za nią jest reszta wron, to jednak trochę bardziej z boku... Będzie lepiej.
Tak więc, skradając się najciszej jak mogła, zachowując pozycję łowiecką, zaczęła zachodzić za wronę. Gdy była już blisko, wyskoczyła lekko w powietrze, i rzuciła się na skrzydła ptaka, tak, aby ptak nie miał możliwości uciec. Chwilę przed skokiem, wymierzyła odległość, tak, aby skoczyć dokładnie tam, gdzie chce. Była przygotowana na bieg za ptakiem, oraz za zakończeniem jej życia szybko, gdyby miała jej się wyrwać z łap.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Ptaki to zdecydowanie zwierzyna, która ma spostrzegawcze oko. Wrony nie są wyjątkiem, o czym przekonała się Wydma, bo wrona, którą planowała złapać, odleciała tak prędko jak tylko mogła. Co dziwne, nie wydała z siebie żadnego odgłosu, informując innych o zagrożeniu... Czy to szansa dla wojowniczki?