Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Po wszystkich burzliwych wydarzeniach w Klanie, wliczając w to odejście ojca Skry oraz wielkie zamieszanie na ceremonii, o którym opowiedział jej później Skra, Jezioro uznała, że spacer na Kwiecistą Łąkę będzie dobrym pomysłem, by w końcu powiedzieć Skrze o decyzji, którą podjęła. On co prawda nie wiedział nawet, że chce mu coś powiedzieć, bo wspólne spacery we dwoje nie były niczym dziwnym w ich wykonaniu, jednak mógł możliwie zauważyć, że była dzisiaj bardziej pobudzona i energiczna, niż zazwyczaj. Dodatkową lekkość dodawała jej skończona sprawa z Rysiem, z którym miała okazję ostatnio porozmawiać i zakończyć relację na spokojnie i bez złych emocji. Nie mówiąc już, że dołożyła dzisiaj wszelkich starań, by wyglądać jak najlepiej, wliczając w to kwiatowy zapach, który unosił się za nią z każdym krokiem. Kilka dni wcześniej była dosyć niezadowolona, że ponownie nie udało jej się dorwać żadnego terminatora, jednak biorąc pod uwagę, że podczas ceremonii polowała sobie w najlepsze, mogła zrozumieć, że nie była wyborem, który Ćmia Gwiazda brała pod uwagę. Chociaż ostatnio wydawało jej się, że jej nie bierze pod uwagę w ogóle.
Ale może to i lepiej, jeśli myślała teraz o tym, o czym myślała.
Dotarli na Kwiecistą Łąkę, które o tej Porze była chyba jedną z jej ulubionych miejsc, zważając, że nawa pasowała idealnie do lokacji. Było popołudnie, jednak słońce grzało w najlepsze, odbijając promyki słońca na futrze Zioro, gdy szła u boku swojego partnera, raz po raz wysyłając do niego uśmiech. Chciała jednak najpierw upewnić się, że Skra czuje się już lepiej. - Jak... jak się czujesz? - spytała, opierając o niego ogon w geście wsparcia. Nie wiedziała do końca, jak to jest, nie straciła rodziców w [i]taki[/b] sposób. Jej matka zwyczajnie zniknęła bez słowa, a ojciec... można by powiedzieć że strawił go pożar.
/zapraszam Skrę my beloved
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Do swojej rutyny Skrzące Słowo dodał także odwiedzanie cmentarza z tyłu obozu. Chodził tam w miarę regularnie, co parę dni, już po śmierci Mysiego Kroku jednak teraz, kiedy i Bukowa Kora zagrzał tam miejsce, starał się znaleźć chociaż krótką chwilkę w ciągu dnia, żeby go odwiedzić z matka. Dziś dorwała go tam Księżycowe Jezioro i wyciągnęła na spacer. Starał się nie dawać tego po sobie poznać, ale strasznie cierpiał po odejściu ojca. Nie był taki skory do żartów, a co jakiś czas w jego oczach dostrzec można było smutek, ale to jedyne rzeczy, które jakkolwiek zdradzały jego przejęcie się tą sytuacją. A i tego było coraz mniej, bo lepiej mu szło ukrywanie. Nie chciał okazywać słabości przed nikim oraz nie chciał martwić ukochanej, która uchyliłaby mu nieba, gdyby tylko mogła.
Zauważył, że tego dnia była jakaś taka piękniejsza niż zawsze oraz taka, hm, wypachniona? Nie był jednak pewien, czy powinien to komentować, dlatego jedynie napawał się jej widokiem, póki co, i posyłał blade uśmiechy raz po raz.
- Jest w porządku, najdroższa. Nie musisz się o nic martwić - mruknął spokojnie. Oboje wiedzieli, że to nieuniknione, że musiało to stać. Po prostu... nie dało się przygotować na niektóre wydarzenia.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
To było oczywiste, że Jeziorko zauważyła wszystko to, co starał się ukryć - ale nie dziwiła się temu ani trochę ani nie zmuszała go do niczego. Pozwalała mu przejść przez żałobę w swój sposób, jedynie dając mu do zrozumienia, że jest przy nim, gdy tego potrzebuje. W każdej chwili mogli porozmawiać, ona była gotowa porzucić wszystko co obecnie robiła, by tylko zapewnić mu komfort. Przede wszystkim jednak musiała dać mu trochę czasu i przestrzeni, by mógł się z tym wszystkim pogodzić. Skinęła łebkiem na jego odpowiedź, nie drążąc dłużej tematu, jedynie pocieszająco dotykając go noskiem po boku i przeszła do kolejnych wieści: - Rozmawiałam z Rysim Pomrukiem. Wyjaśniłam mu wszystko po krótce i przeprosiłam za dawanie nadziei. Rozstaliśmy się w spokoju i odeszliśmy w swoją stronę. Szczerze... dawno nie czułam takiej ulgi. Od teraz patrol przy granicach Wichru nie będzie wywoływał u mnie takiego niepokoju! - westchnęła, jakby faktycznie teraz odetchnęła pełną piersią. Zerknęła na niego, czekając na jego reakcję.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Skra tak naprawdę pierwszy raz przechodził przez żałobę. Gdy Mysi Krok odeszła, kocur był zbyt młody by faktycznie to jakoś obchodzić. Po prostu było mu przykro i tęsknił za mamą, ale po czasie poczuł się lepiej. W końcu był tylko maluchem. Teraz było inaczej. Z ojcem nawiązał bardzo silną i mocną więź, którą pielęgnował przez całe życie. A teraz Bukowej Kory już nie było.
Uniósł brew na słowa partnerki. Nie było to to, czego się spodziewał, ale było to coś, co chciał usłyszeć i co przyjął z usmiechem na pysku.
— To dobrze. Pewnie nie było łatwo, prawda? — zapytał, domyślając się że było to dla pstrokatej wyzwanie. Na szczęście było to już za nią.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
- Jedyna trudność polegała na spotkaniu się z nim. Obawiałam się, że będzie na mnie zły i nie będzie chciał słuchać, jednak na szczęście odbyło się bez... takich. A potem poszło już z górki. - obdarzyła Skrę szerokim uśmiechem, spacerując u jego boku.
No i co? Jak miała mu teraz powiedzieć, że jest gotowa? Myślała, że wyjdzie to jakoś naturalnie, w rozmowie, jednak zaczęła się zastanawiać, czy to w ogóle odpowiedni moment - w końcu Skra ma teraz żałobę i pewnie nie myśli o... rozszerzaniu rodziny. Chyba?
Trzepnęła nerwowo uszkiem i zerknęła na niego, sprawdzając, w jakim jest humorze. Cóż, zawsze ciężko było odgadnąć, jaki miał humor po jego stoickiej mimice, jednak Zioro miała na to swoje sposoby.
Nagle szturchnęła go w bok i wykrzyknęła: - Wyścigi do najbliższego drzewa! - wykrzyknęła, po czym ruszyła z kopyta jak najszybciej - cel nie był tak blisko, a na dłuższych dystansach to Skra miał przewagę. Musi jakoś go rozruszać!
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Nie miał powodu, żeby się złościć. To on zakochał się błyskawicznie szybko, prawie cie nie znając. — prychnął. Rysi Pomruk, nawet jeśli pomogł mu w całej tej sytuacji z Księżycowym Jeziorem, w dalszym ciągu nie miał o co być na nią zły. Od początku traktowała go jako przyjaciela i nie obiecywała niczego, a on zaczął sobie wyobrażać nie wiadomo co. Pffff.
Nim jednak zdążył powiedzieć coś jeszcze, Jezioro rozpoczęła wyścig. Przewrócił oczami z usmiechem na pysku i ruszył za nią, biegnąc ile sił w łapach do wyznaczonej przez partnerkę mety. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, do czego to był wstęp. Ale może to lepiej?
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
- To prawda. Ale i tak nie chciałam pozostawiać żadnych negatywnych emocji za sobą! - zaświergotała, zgadzając się z partnerem.
Ze śmiechem biegła ile sił, jednak pod koniec trasy widziała, że jej szanse na zwycięstwo maleją. Mimo elementu zaskoczenia, który działał na jej korzyść, Skra był okrutnie wysportowany, a Jeziorko musiała poćwiczyć nad wytrzymałością. Do drzewka dotarli prawie jednocześnie, a na mecie kotka roześmiana i zasapana oparła się o drzewo, podnosząc łapę do czoła. - Ach, dawno się nie ścigaliśmy! Miałam nadzieję, że dogonię cię na dłuższych odległościach, ale nic z tego, wciąż jesteś szybszy! Jeszcze trochę i to zające będą gonić ciebie, a nie na odwrót! - zaśmiała się, rozpromieniona patrząc na Skrę. Chciała, by na chwilę zapomniał o tych złych i smutnych momentach i po prostu aby mogli cieszyć się swoim towarzystwem.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Biegł, ile sił w łapach, jak szybko tylko mógł. Nawet jeśli była to tylko zabawa, lubił dawać z siebie wszystko. Zreszta, Jezioro później wypominalaby mu do końca życia, ze przegrał!
Dotarli na metę, oczywiście zwycięzca był on, ale niewiele brakowało. Partnerka ćwiczyła, było to widać i lada moment, kto wie, może będzie w stanie go wyprzedzić i przegonić. Czas pokaże.
— Niedługo będziesz ode mnie szybsza, wtedy to dopiero zające będą miały zabawę — wysapał, ale pomimo zmęczenia na jego pysku widniał uśmiech. Chociaż na chwilę zapomniał o tym wszystkim i się pobawił. Bukowa Kora sam by tego pewnie chciał.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Zaśmiała się, po czym powiedziała: - Oboje będziemy przyczyną tego, że zające niebawem przeniosą się na inne tereny! Będą miały dość tych gonitw! - powiedziała wesoło, obserwując z ulga partnera. Wrócił na chwilę do swojego starego siebie, beztroskiego i wesołego, oczywiście tylko przy niej. Szczery uśmiech nie obciążony zmartwieniami sprawił, że jej serce wypełniło się tak bezgraniczną miłością do niego, że zwyczajnie wypowiedziała słowa, na które prawdopodobnie długo czekał. - Jestem gotowa.
Zamrugała zaskoczona, myśląc, że słowa zostały w jej myślach, a nie wydostały się z piersi. Natychmiast wpadła w zakłopotanie, błądząc wzrokiem po swoich łapkach, jąkając się: - O-o-oczywiście, tylko mówię t-t-ak o-o-gólnie, żeby-ś wiedział, że, no, oczy-ywiście nie musimy teraz, po-o prostu, wiesz... - gorączkowała się, nie chcąc, aby atmosfera była dziwna, jednak miała wrażenie, że z każdym słowem tylko pogarsza sytuację.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Albo klan będzie zajadał zające przez kilka księżyców — zaśmiał się, ocierając się swoim spoconym policzkiem o polik partnerki. Zające nie będą miały szans i będą kończyły na stosie zwierzyny, a co! A to wszystko dzięki szybkiej Księżycowe Jezioro!
Wpatrywał się w nią maślanymi oczami, z mimowolnie wymalowanym usmiechem, gdy przerwała ciszę i odezwała się. Zamrugał parokrotnie, nie rozumiejąc o co chodzi, gdy do niego dotarło. Momentalnie poczuł jak zasycha mu w gardle i krew napływa do głowy oraz paru innych miejsc.
— Ja… nie wiem, co powiedzieć, cieszę się, Jezioro, ale… zaskoczyłaś mnie. Chciałbym dać ci potomstwo już teraz, ale nie czuję się jeszcze na siłach. Jesli… jeżeli chcesz, możemy spróbować jutro, przygotuję się do tego — Wymruczał troszkę speszony. Cieszył sie, naprawdę ucieszyły go jego słowa, ale nie potrafił tego zrobić tu i teraz, nie po tym co się ostatnio stało. Musiał się do tego przygotować, być na to gotowy.
Polizał ją za uchem i mocno przytulił, szepcząc ciche: „kocham cię”. Nie chciał, żeby źle się teraz czuła. Naprawdę go to cieszyło, po prostu… miał w głowie inne rzeczy.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Patrzyła w jego oczy, zakochana po uszy, słuchając jego słów, po czym potrząsnęła łebkiem i powiedziała: - Spokojnie, nie musimy się spieszyć, wiem jaka jest sytuacja i to nie jest coś, co musimy zrobić natychmiast. Wiedziałam jednak, że muszę ci powiedzieć gdy tylko będę pewna, bo przecież to właśnie ci obiecałam. - mówiła, nie odrywając wzroku od jego ślepi. Chciała, żeby wiedział, jednak też żeby nie czuł żadnej presji. - Nie gorączkuj się, nie rozmyślę się w ciągu kilku dni. Możemy podejść do tego na spokojnie, gdy ty również będziesz gotowy. Wiem że bardzo tego chciałeś ale jeśli nie czujesz się na tyle dobrze, to poczekanie trochę nas nie zbawi. - dotknęła noskiem jego noska i przytuliła się.
Odpowiedziała na jego szept również cichutkie "kocham cię" i wtuliła się w jego futro, oddychając spokojnie i miarowo. Nie zranił jej w żaden sposób, bo wiedziała, że sytuacja, w jakiej się znaleźli, nie była zależna od nich - a poczekanie jeszcze trochę nie zrobi żadnej różnicy.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Nie, nie, ja chcę. Wiem, że… że on też by chciał. Tylko chciałbym się do tego przygotować. Upewnić się, że wszystko będzie idealnie — mruknął, opierając swoje czoło o jej. To nie tak, że chciał zwlekać, bo źle się czuł, chociaż troszkę tez tak było. Chciał po prostu… mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, żeby było idealnie, bo Księżycowe Jezioro zasłużyła na to, żeby jej pierwszy raz był magiczny i niezapomniany. Uśmiechnął się do niej spokojnie i polizał za uszkiem.
— Myślałaś może jak moglibyśmy je nazwać? Wiesz, nasze dzieci? — zapytał lekko rozmarzony. — Ja myślałem, żeby nazwać je po naszych przodkach. Rodzicach, dziadkach, rodzeństwie. Po Przywódcach, Zastepcach, Medykach… a ty? — zapytał niepewnie. Bal sie, że mógł jej się nie spodobać ten pomysł, a w jego głowie był przecież taki dobry! Wspaniały pomysł, żeby uhonorować pamięć tych, którzy dzielnie rządzili klanem i tych, którzy po prostu byli dla nich ważni.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Skinęła, zgadzając się ze Skrą, chociaż wspomnienie w tej konwersacji o jego zmarłym ojcu sprawiło, że Jeziorko poczuła się niezręcznie. No, mimo wszystko mówili tutaj, no...
Puściła to jednak mimo uszu i rozmarzyła się, gdy zaczął mówić o imionach. - Nazwanie dzieci po przodkach to wspaniały pomysł... Nie wiem jednak, czy chciałabym nazywać ich po moich rodzicach... To znaczy, myślałam nad Świetlik, ale jeszcze nie jestem pewna... Ale poza tym, tak, byłoby cudowne nazwać dzieci po kimś takim jak na przykład Porywistym Nurcie, o którym tyle słyszałam, albo Barwnym Słowie... Czy nawet po Świetlikowej Nocy albo Mroźnym Nosie! Jeju, jest tyle możliwości! Ach, nie mogę się doczekać! - powiedziała podekscytowana i tym bardziej wtuliła się w partnera, cała w skowronkach.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- Nie musimy ich nazywać po twoich rodzicach, jeśli nie chcesz. Moglibyśmy nazwać po moich, po twoim rodzeństwie, opcji jest naprawdę wiele. - odparł, przytulając się do niej mocniej. Cieszył się, że jego pomysł przypadł jej do gustu, nawet jeśli imiona po jej rodzicach, te dwa konkretne, niespecjalnie jej się widziały. Mieli ogromną pulę możliwości, przecież mają pełno przodków, klan istnieje od pokoleń, mieli wielu przywódców, zastępców, czy medyków!
Spojrzał na niebo, na przepiękne zachodzące słońce, a potem w prześliczne, oliwkowe oczy ukochanej. Zerwał stokrotkę, którą miał akurat obok i włożył jej w futro za uchem.
- Obiecujesz, że już na zawsze będziesz u mego boku? W zdrowiu i w chorobie? - zapytał, patrząc jej prosto w oczęta. Położył swoją łapę na jej. To było... trochę jak przysięga małżeńska. W końcu o dzieciach mogli myśleć dopiero po ślubie, czyż nie?
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Zamruczała błogo, będąc tulona mocno przez Skrę. Mogła tak siedzieć całą wieczność, gdyby tylko mogła. Imiona nie był problemem, a widząc, że Skrze zależy na mianowaniu swoich dzieci po rodzicach i przodkach, była gotowa zgodzić się na taką opcję. Po prostu... wciąż miała mieszane odczucia co do swoich rodziców.
Zamrugała, gdy wsunął jej stokrotkę w futerko, po czym z największą uwagą wysłuchała jego słów. Przysięga. - Obiecuję, na zawsze będę u twojego boku, nie ważne, co się wydarzy i co nas spotka. W zdrowiu i w chorobie. - powiedziała poważnie, patrząc mu prosto w oczy. Zerwała stokrotkę, która rosła tuż obok tej, którą jej podarował i przekazała mu. - A czy ty, Skrzące Słowo, obiecujesz zawsze być u mego boku, w zdrowiu i chorobie?
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »