Logo Artemidy
Bobrowa Tama
9+2=11

Na szczęście, Paprociowej Łapie dosyć sprawnie udało się wygrzebać z błota zanim się na dobre zapadł. Chwycił zębami za wystający z ziemi badyl który rósł niedaleko niego i ciągnął, próbując pomóc swoim łapom, które, po chwili, oswobodziły się z bagniska. Chociaż tyle. Ugrzęźnięcie w błocie mogło być naprawdę niebezpieczne. Mogło się zakończyć chorobą, raną albo i nawet śmiercią.

lvl: 3 | S: 9 | Zr: 7 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 75 | W: 45/39-4=35








Są takie >> DNI <<
[ są takie dni, takie dni ]
Kiedy wiatr, kiedy deszcz i tęsknię do ciebie
Są jeszcze ciągle takie dni

[Obrazek: zZLnUUK.png]








Są takie >> SNY <<
[ są takie sny, takie sny ]
Kiedy ja, kiedy z nią biegniemy do siebie
Są jeszcze
ciągle takie sny.



LVL 5 70 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dopisywało mu szczęście, Gwiezdni mieli go w opiece. Nie musiała się martwić - sprawnie złapał badyl, a już po chwili nie czuł, że się zapada ani że może umrzeć, poprzez zatopienie. Wiedział, że nie warto się poddawać... Ale był sfrustrowany tym wszystkim. Powinien umyć łapy, coś zjeść. Rodzice się nie obrażą, jeśli wróci zbyt wcześnie, prawda? Jutro też jest dzień, jutro też mogą zapolować. Koniec tego, w przyszłości będzie łowił tylko na stałym gruncie. Nie miał nic do zebrania, więc wrócił w swoją stronę. To ewidentnie nie jest jego dzień.
//jeśli wszystko dobrze zrozumiałam, to chyba może być już zt. (chybaże jakieś rzuty czy coś) uwu
Bóg ciężki żywot ma
Lecz gdy przez tłum się lubić da
Zbiera modły, tak jak się to zdarzyło nam (Zdarzyło nam!)
Jest on wzorem ideałów
✩ Jest legendą, zbiorem cnót ✩
Patrzy w dół i z piedestału
Widzi skarby u swych stóp
Skoro tak nas pragną traktować
Głupio tego nie skosztować (No jasne!)
Więc wejdźmy w końcu już do nieba bram

╔═════《✧》═════╗
Nieba bram!
╚══════════════╝
[Obrazek: ZzTe8Vc.png]
LVL 4 200 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wbrew własnej woli została ukryta w wilgotnej szczelinie, jednej z wielu pomiędzy kłodami tworzącymi śliską od wilgoci tamę. Wychyliła główkę na zewnątrz, donośnym piskiem obwieszczając mamie, że nie chce tu być, ale ciepły język Jabłoni natychmiast ją uspokoił. Nic nie równało się uczuciu przeczesywanego przez kochaną osobę futerka, dlatego posłusznie zamknęła pyszczek i schowała się na nowo. Rozumiała przecież, że musi zaczekać, tak jak zawsze, kiedy Jabłoń opuszczała królicze nory w celu poszukania pożywienia.
Coś jednak nie grało, ponieważ wszystko było jakieś takie szybkie i nerwowe. Kiwi nadstawiła małych uszu i słuchała, jak wartkie i odrobinę niezgrabne kroki jej mamy cichną, nim zaraz za nimi coś zagrzmiało - skrzydła wielkiego ptsszyska, uderzające o powietrze. Następnie była już tylko głucha cisza.
Czekała.
Od otaczającej ją wilgoci i pomału chylącego się ku zachodowi słońca zaczęło robić jej się zimno. Każdy cienki włosek na kremowym grzbiecie drżał, a nierówny oddech nie pozwalał usnąć, nawet jeśli już dawno zwinęła się w kłębek. Czuwała nieustannie, a z każdą mijającą chwilą sytuacja się pogarszała, aż w końcu nie sięgnęła apogeum, a Kiwi nie podniosła wychudzonego ciałka, by wyjrzeć na zewnątrz.
Mamuś...
Jabłoń, jak się okazało, cały czas tu była. Leżała tam, o, tuż nieopodal, na brzegu. Wiedziała już, co się stało - jej mama po prostu się zmęczyła i musiała odpocząć, a z braku sił usnęła. Musiało być jej tam naprawdę zimno na tym piachu, zwłaszcza że futerko miała tak dziwnie zmierzwione, trochę mokre od cieczy, ale przecież to nic czego wielki przytulas od najlepszej córeczki nie naprawi!
Niezgrabny Kroczek po niezgrabnym kroczku wygramoliła się spomiędzy kłód i ostrożnie zaczęła stawiać niesforne kroki. Od tego całego szumu wody kręciło jej się w głowie... albo to przez głód, a może wszystko razem targnęło się na nią, żeby nie miała za łatwo! Musiała uważać, by się nie poślizgnąć, ale wraz z zapadającym zmrokiem widziała coraz mniej. Ta tama nie mogła ciągnąć się w nieskończoność, a jak już tylko ją pokona to obudzi Jabłoń i razem ruszą dalej!

/Płotkowy Potok ^w^
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Patrol... Dość świeża zastępczyni, Kosowa Pieśń wyznaczyła dzisiaj trójkę kotów, by ta poprawiła znaczenia zapachowe przy granicach z ziemiami niczyimi. Płotka, Ruczaj, Rabarbar... Dość przyjemne trio i według Płotki, super towarzysze! Właśnie kończyli dzisiejszą wyprawę i nieubłaganie zbliżali się do bobrowej tamy, ostatniego przystanka ich wyprawy, po którym już tylko zostało wrócić do obozu i zdać raport zastępczyni. Zaczynało się ściemniać, więc zapewne cała trójka chciała to skończyć i wrócić do swojego legowiska, jednak... Gwiezdni chyba mieli inne plany.
Gdy ekipa zbliżała się coraz bliżej tamy, szylkretka dojrzała coś dziwnego leżącego w trawie. Pierw do jej głowy przypłynęła dość pozytywna myśl, że jakiś samotnik postanowił sobie uciąć sobie drzemkę w tak niefortunnym miejscu. Jednak... Coś tu nie grało. Widząc jakiś ruch jakiejś małej istoty na bobrowej tamie, wojowniczka skierowała tam wzrok i przymrużyła oczy, sama w sumie nie wiedząc czego się spodziewać. Rozpoznała szybko ten tajemniczy kształt i poczuła, jakby serce jej natychmiastowo stanęło w gardle. Kociak! Kociak przemierzający Bobrową tamę! Nie było czasu na zastanowienia, czy wahania, a tym bardziej że od ostatniego wypadku drewniany most stał się niesamowicie niebezpieczny. - STÓJ - Krzyknęła odruchowo na całe gardło i jako pierwsza z całej trójki wystrzeliła w stronę młodej. Biegła najszybciej jak mogła, ignorując ciało samotniczki, które w pewnym momencie minęła obok. Teraz priorytetem był kociak. Przecież w każdej chwili jakaś gałązka mogła się osunąć, młoda mogła się poślizgnąć i ugh! Gdy dotarła do zapory, ostrożnie i najdelikatniej jak mogła, weszła na złamane kłody. Zaczęła robić ostrożne kroki, powoli i bez pośpiechu... Jeden nieostrożny ruch i mogła się łatwiutko ześlizgnąć, a nieumiejący pływać kociak wraz z nią. Było to trudne, nogi jej się trzęsły, a oddech wariował, jednak... gdy była wystarczająco blisko chwyciła małą za kark, delikatnie, jak to czasem robiły mamy w kociarni. Następnie zaczęła się wycofywać, powoli, ostrożnie... Uderzenia serca wydłużały się, a każda z nich trwała wieczność. Nawet przy jednym z ostatnich kroków łapa wojowniczki nawet lekko się osunęła, wprawiając kotkę w jeszcze większe przerażenie, na co zacisnęła odrobinę mocniej kiełki na karku kociaka. Przełknęła ślinę, zrobiła jeszcze dwa małe kroczki iii... poczuła ląd. Miękka, lekko wilgotna, ale ukochana trawa. Dalej trzymając małą w pysku, odetchnęła z ulgą, a następnie pozwoliła sobie klapnąć na długość lisa od tamy. Ostrożnie odłożyła kotkę na trawę, mogąc w końcu zaczerpnąć porządny oddech. To był... Najbardziej męczący sprint w jej życiu! Ostrożnie schyliła się i dość niepewnie polizała dwa razy młodą po główce. Szylkretce o mało co serce nie wyskoczyło z piersi, a co dopiero ta młoda koteczka musiała czuć! - Już już, spokojnie... - dodała krótko, a następnie odwróciła pyszczek, przypominając sobie o tym... śpiącym samotniku. Miała nadzieje, że dwójka kocurów zajęła się resztą, gdy bura odwalała tę całą akcję ratunkową! Na nieszczęście wojowniczka jeszcze nie połączyła kropek i nie odgadła, że niedawno miała tu miejsce tak okropna sceneria...
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie takiego patrolu spodziewał się Rabarbar - w ogóle nie spodziewał się po patrolu niczego ciekawego, ponieważ zwykle, podczas jego warty nie działo się nic ciekawego. I w sumie to dobrze, spokój jest dobry - nic się nie dzieje, nic nie płonie jak Wicher...
Jednak docierając do Bobrowej Tamy wszystko się zmieniło - cały wesoły i luźny nastrój patrolu z Płotką i Ruczajem trafił grom, ponieważ sceneria, jaka malowała się przed ich oczyma była masakryczna. Pierwsza jednak z całego towarzystwa zareagowała Płotka - to ona dostrzegła ledwie widoczny ślad na Tamie i pierwsza popędziła w kierunku kociaka. Rabarbar początkowo miał ochotę zrobić to samo - pociec za nią, jednak... Z tego wynikła by katastrofa - z jego gracją skończyło by się śmiercią ich wszystkich trzech, a z jego szczęściem pociągnął by jeszcze Ruczaja za sobą. Nie nie nie, podczas gdy to Płotka bawiła się w Słoneczny Patrol, Rabarbar natychmiast zainteresował się nieruchomym ciałem leżącym w trawie. Podszedł ostrożnie, nie wykluczając możliwości, że cokolwiek to było, mogło żyć i zaatakować ich znienacka, jednak prawda była o wiele bardziej smutniejsza.
Stał nad ciałem kocicy - a właściwie tego, co z niej zostało. Wstrzymując oddech i próbując złagodzić odruch wymiotny, uspokajając oddech, przyjrzał się ciału - wyglądało na to, że drapieżne ptaki, o których słyszeli, dotarły tutaj i zapolowały na matkę tej niewinnej istoty, którą właśnie niosła Płotka. Przyjrzał się uważnie jej ranom - ślady pazurów nie zostawiały wątpliwości, że została rozszarpana i nie żyła już od dłuższej chwili. Gdyby dotarli tu wcześniej, kto wie - może zastaliby samotną matkę z kociakiem. I jej drapieżcę.
Kiwając na Ruczaja, aby mu pomógł, szybko wykopał prowizoryczny dół, gdzie wepchnął ciało nieznanej mu Jabłoni i przykrył warstwą ziemi. Później to poprawi.
Pospiesznie podbiegł do Płotki, której szczęśliwie udało się uratować kociaka i, oferując swój ogon na ogrzanie tej małej znajdy, która musiała dygotać od zimna i strachu, zaczął przyglądać się dziecku, sprawdzając, czy nie ma żadnych obrażeń.
- Matka rozszarpana, to prawdopodobnie drapieżne ptaki. - mruknął niezadowolony do Płotki, jednocześnie nie spuszczając z oczu dziecka - Ciało jest świeże, jeszcze ciepłe, więc lepiej, żebyśmy nie kręcili się tutaj dłużej - jeśli zdołał porwać dorosłą kocicę i urządzić ją w taki sposób, to cud, że ten kociak jeszcze żyje. A my sami... możemy zaraz tak skończyć. - powiedział, lustrując niebo w poszukiwaniu skrzydeł, które były odpowiedzialne za tę tragedię.
[Obrazek: t5Vta4E.png]
[Obrazek: q3f2DuU.png]

Yeah I, I got to know your name
Well and I could trace your private number baby
All I know is that to me
You look like you're lots of fun

- ̗̀ OPEN UP YOUR LOVIN' ARMS ♡  ̖́-

Watch out, here I come
You spin me right 'round, baby
Right 'round like a record, baby right
......................................................................'round
................................................................................'round
...............................................................................................'round
LVL 3 100 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Spokojny patrol był ewidentnie ciszą przed burzą, bo jak wszystko szło pieknie a niebo zaczęło się pokrywać wielobarwną paletą - jak grom z jasnego nieba zrzucona została na nich niecodzienna sytuacja. A przynajmniej miał nadzieję że nie zostanie to powtórzone w ciagu paru najbliższych księżyców. Gdy długowłosa wojowniczka wyrwała do przodu, pierwszym odruchem było ruszenie za nią, dopiero po uderzeniu serca dochodząc do świadomości że jeszcze by zrobił więcej szkody niż pożytku. Zabrałby miejsce do ewentualnego skoku, który mógłby zadecydować o tym czy oba koty znalazły się w wodzie czy na pozornie bezpiecznym gruncie.
Nawet jeśli jakiś wewnętrzny instynkt mówił mu że powinien pomóc, choćby odebrać kociaka w połowie drogi by wszyscy mogli ostrożnie stanąć na stabilnych łapach, uciszył to spychając na trzeci plan idąc szybko za Rabarbarowym Korzeniem.
Widok nie był ani troche przyjemny i z pewnością wyryje się w jego pamięci na najbliższe wschody słońca. Gdy dogonił rudego, wpatrywał się dłuższą chwilę w pozostałość zwłok. Jak głodne były ptaki o których słyszel tylko plotki, żeby zaatakować kota? Czy wypuszczanie w teren małych, dużo mniejszych uczniów niż choćby ta matka było bezpieczne skoro ptaki potrafiły zapuścić się aż tutaj?
Nieco otępiały pomógł kopać dół, pozwalając myślom krążyć nad tym, czy młodzi też skończyliby w ten sposób (czy w ogóle byłoby co zakopywać), gdy brud mokrej gleby brudził i zlepiał białe futro. Potem najostrożniej jak tylko mógł, by oddać jakiekolwiek szacunek kotce, pomógł ułożyć jej ciało w dole. Krwią na sierści mógł zająć się później, tak samo innymi szczegółami wokół grobu. Mógł wykopać nawet jakiś wrzos, ale nie było na to teraz czasu. Nie wiadomo czy ptaszysko jest w okolicy i czy nie wróci w poszukiwaniu resztek jego "zdobyczy".
- Wygląda jak szkielecik... - Mruknął pochylony patrząc na małego kociaka, gdy Rabarbar skończył mówić. Czy matka nie miała mleka by ją wykarmić? Zerknął w górę, i po pobliskich roślinach w poszukiwaniu jakiegokolwiek zagrożenia zwabionego zapachem krwi, po czym wlepił oczy w jednego z wojowników - Mogłbym ją nieść z powrotem do obozu?
~*~*~*~*~*~*~
LVL 1 80 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bała się coraz bardziej. Usłyszała jakiś krzyk, który kazał jej stać, ale nie wiedziała skąd dobiegał i co najważniejsze od kogo. Nie znała brzmienia tego głosu, lecz już po chwili opadł na nią wielki cień długowłosej nieznajomej. Ciocia? Jabłoń mówiła, że wrócą najpóźniej jutro do rodziny. Do miejsca, gdzie ma wiele ciotek i wujków, tam gdzie mieszka jej tata. To na pewno musieli być oni, czyli podróż dobiegła końca... jakie szczęście i co za ulga! Stęknęła cicho, gdy została podniesiona, ale ani nie walczyła, ani się nie szarpała. Była tak bardzo zmęczona, taka zmarznięta. Jedyne czego teraz chciała to najeść się i wtulić w ciepły brzuszek mamy, żeby przespać bliską im już noc.
Ale mamy już nie było. Przed chwilą jeszcze leżała na brzegu i odpoczywała, a teraz znowu zniknęła. Nie rozumiała już niczego! A tym bardziej wszystkiego co mówił ten duży rudy pan. Kręciła tylko głową na boki, patrząc to na Płotkę, to na Rabarbara, to na Szumiącą i tak w kółko i w kółko, dopóki nie została polizania między uszami.
A razem z tym odeszły jej troski. Przez dobrze jej znane miłe ciepło zapomniała o wszystkim co właśnie się wydarzyło - skuliła się tylko bardziej między łapami ciotki, która w rzeczywistości nią nie była, walcząc z ciężko opadającymi na oczy powiekami, ale kiedy dostała jeszcze ten gruby i mięciutki ogonek to musiała się poddać! Nim opadła sennie w kitę Rabarbaru zerknęła jeszcze na Szumiącą Łapę. W życiu nie widziała aż tylu różnych kotów, ale zastanawiało ją dlaczego ciągle zerkają w niebo. Również na nie spojrzała. Poza pojawiającymi się między pojedynczymi chmurami gwiazdami nic nie widziała. Było cicho i spokojnie, jednakowoż coś wisiało w powietrzu, czuła to dziwne napięcie aż za dobrze.
- Mama tam posła? - zapytała - toś ją wołał z chmul, jak mnie ostawiła - wytłumaczyła tak jak tylko umiała. Pamiętała to trochę pokracznie. Została w tej szczelinie, Jabłoń odeszła, a potem był ten dziwny hałas, huk, grzmot, skrzek, sama nie wiedziała co, następnie już tylko cisza.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wszystko działo się tak szybko. Ledwie kilka uderzeń serca odpoczęła, a w jej kierunku zaczął iść Rabarbar wraz z Ruczajem. Widząc ich ubrudzone futra ziemią i krwią, prawda uderzyła ją po pysku. Kociak, nieruchome ciało samotnika... Szylkretka się przeraziła, wbijając pazury w ziemie. Drugi raz. Drugi raz zastała obce ciało na terenach, drugi raz w tym samym miejscu i drugi raz nic nie mogła z tym faktem zrobić. A jeszcze gorsze było to, że po drapieżniku nie został ani ślad. Nie wiadomo, w którą stronę odszedł ani jak szybko wróci, bo wróci, to pewne. Wojowniczka opuściła wzrok, wbijając go w drobne ciało młodej kotki. Chuda z matowym futerkiem i... kręconymi uszami? Była chora...? Czy z chorym kociakiem powinni wracać do obozu, nie wywoła to pandemii? Zacisnęła mocniej oczy, odganiając te głupią myśl. Kodeks mówi, by bronić kociąt, więc szylkretka obroni młodą, nawet drugi raz narażając życie dla niej, a na kręcone uszy zawsze można było znaleźć inne, rozsądniejsze rozwiązanie.
Dalej wpatrzona w młodą wysłuchała uważnie słów Rabarbara, kiwając w międzyczasie głową. Każde słowo rudego kocura tylko coraz mocniej potwierdzało jej negatywne myśli. Nie mają czasu na zastanawianie się, muszą wrócić do obozu natychmiastowo, jednak nim zdążyła cokolwiek polecić, do jej uszu dotarło pytanie młodej. W tym krótkim momencie w środku szylkretki coś pękło. Osierocona, bez żadnych znaków mówiących o jej przeszłości. Oczy kot się zaszkliły, ale by to ukryć przed młodą samotniczką, zamknęła oczy. Następnie ponownie, kilka razy polizała ją między uszami, czasem zahaczając również co chwila o policzki. Nie obchodziła się, czy może zarazić się tą chorobą wykręcającą uszy, musiała jej pomóc za wszelką cenę.
- Mamusia... odeszła polować na srebrną skórkę - spróbowała wytłumaczyć między liźnięciami, ale nie mogła... nie mogła powiedzieć wprost, że jej mama nie żyje. Po chwili również przestała, otwierając oczy i kierując je na terminatora, lecz przed odezwaniem się, pierw skinęła mu potwierdzająco głową - Jak będziesz delikatny... - dodała, wymuszając się na lekki uśmiech. Był najmłodszy z trójki, więc ten widok najpewniej najbardziej się na nim odbije, więc niech ma te drobną przyjemność. Teraz... trzeba się szybko uwinąć i wrócić do obozu, zanim ten ptaszor się znów zjawi.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Również Rabarbarowi zaszkliły się oczy słysząc pytanie małej. Owinął ją ciaśniej ogonkiem, widząc, że jest jej bardzo zimno, po czym z powrotem obserwował niebo, starając się jednocześnie sprawdzać, czy drapieżnik wrócił oraz ukryć napływające do oczu łzy. Nie było dyskusji o tym, żeby tu zostawić to maleństwo - sam Rabarbar by na to nie pozwolił, miał zbyt miękkie serce do kociaków. A ten potrzebował ich pomocy - to cud, że wciąż żyła, gdy tu dotarli.
Słysząc odpowiedź Płotki, końcówką ogona głaskał małą po główce - ot, próbując pocieszyć i upewnić, że wszystko będzie dobrze. Skinął głową, gdy Płotka pozwoliła Ruczajowi nieść dziecko - z ich trójki najbardziej się nadawał, a sam nie ubrudził się tak bardzo jak Ababa podczas tego całego pogrzebu. I nawet jeśli w środku trawiła go zazdrość, że poniesie te małe bobo, wiedział, że bardziej przyda się w przypadku zagrożenia - z kociakiem w pysku ciężej mu będzie patrolować i zadziałać, jeśli drapieżnik postanowi wrócić.
- Wracajmy. - powiedział zaniepokojony, starając się pospieszyć towarzystwo - nie tylko ze względu na to, że nie było tu bezpiecznie, ale też ze względu na stan małej Kiwi. Odsłonił ją niechętnie ogonem, pozwalając aby Ruczaj ją zabrał i podniósł się, lustrując okolice naokoło. Słońce już prawie zniknęło za horyzontem, lepiej żeby wyruszyli już z powrotem.
Ach, dawno nie był aż tak czujny i poważny. Chyba nawet nigdy.
[Obrazek: t5Vta4E.png]
[Obrazek: q3f2DuU.png]

Yeah I, I got to know your name
Well and I could trace your private number baby
All I know is that to me
You look like you're lots of fun

- ̗̀ OPEN UP YOUR LOVIN' ARMS ♡  ̖́-

Watch out, here I come
You spin me right 'round, baby
Right 'round like a record, baby right
......................................................................'round
................................................................................'round
...............................................................................................'round
LVL 3 100 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ruczaj nie był inny, jego reakcja na pytanie kociaka pozostała bardzo podobna do pozostałej dwójki. Czuł jak ogarnęło go zimno strzelające igłami aż do cebulek włosów gdy zastygł w bezruchu z szeroko otwartymi oczami. Oh.... Przez chwilę zapomniał o funkcji oddychania, gdy po paru uderzeniach serca poczuł kłujący ból w klatce piersiowej, wciągając nerwowy oddech. Jeśli zmasakrowane ciało kotki, najwidoczniej matki(wszelkie ciche nadzieje na to że była to inna, niezwiązana z maluchem postać, legły w gruzach), nie zepchnęło go na krawędź to małe, nie winne pytanie z pewnością to zrobiło. Nic tylko dziękować Gwiezdnym, za to że nie był sam i była tutaj także Płotka i Rabarbar, który przejeli pałeczkę mówienia.
Wziął głębszy oddech, starając się uspokoić nerwy, skinął głowa na płotkę. Maluch wyglądał potwornie, i z początku nawet miał obawy że może złapać nie tak jak powinien przez fakt że mała koteczka przed nimi była dosłownie skórą i kośćmi, ale gdy tylko Rabarbar odsunął ogon delikatnie sięgnął pyskiem na kark chwytając skórę by ją podnieść. Zmarszczył tylko czoło na widok zawiniętych uszu, oraz faktu że jej ogon był dziwnie mały i sztywny(urwany?) Choć nie widział krwi ). Będzie musiał powiedzieć o tym Barwinkowi, jak dotrą do obozu, chociaż pewnie w lecznicy znajdą się prędzej czy później.
A jak narazie - starał się szybko przebierać łapami tak by też maluchem nie rzucało na prawo i lewo, utrzymując się między Płotką a Rabarbarem, na wypadek gdyby jakiś drapieżny ptak zaatakował ich od przodu.

//Kiwi daj w swoim poście ztx4 i sorki za gniotka :
~*~*~*~*~*~*~
LVL 1 80 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Senne oczka Kiwi zwróciły uwagę na pazurki Płotki, które zacisnęły się na ziemi, a to z reguły oznaczało ból lub nieszczęście, czego nauczyła się od Jabłoni. Potrafiła też sobie z tym radzić na swój nawiny sposób, dlatego wyciągnęła szyję do stopy szylkretowej wojowniczki i zimnym nosem dotknęła jednego z jej paluszków. Nie rozumiała zbyt wiele, to oczywiste, ale potrafiła jak nikt inny wyczuć zmianę w powietrzu i nastroju, a ten bardzo się zagęścił i coś ciężko zalegało nad nimi... Hmm...
Gdyby usłyszała teraz, że jest poważnie chora na wykręcousznicę to na pewno prawą łapką zakryłaby prawe ucho, a lewą lewe, żeby nic się z nich nie wydostało i wszyscy byli w ten sposób bezpieczni. Nikt jednak nie traktował jej jak trędowatego ciężaru, dlatego z przyjemnością przyjęła kolejne liźnięcia przyszywanej ciotuni i uwagę nowej, acz zarazem dalekiej rodzinki.
- A-Aaa... No mamuś mówi-iła że jest baldzo gło-łodna. Ostatnio syniosła nam taką wieeeeelką kumkumę! A potem dwa-a simaki. - Nie jadła najlepiej. Obydwie nie jadły najlepiej, warto zaznaczyć, a Jabłoń miała wielkie problemy z mlekiem... Kiwi była skazana na wątpliwe rarytasy.
Nie lubiła ich.
Żaby, tudzież Kumkumy, miały ten mułowaty posmak i były gąbczaste, a ślimaki słone i lepkie. Pierwszy jej taki posiłek skończył się wartkim płaczem, drugi już mniejszym szlochem, a przy trzecim wmawiała sobie, że jeśli zje to Jabłoń będzie szczęśliwa... I jakoś tak to szło.
Mruknęła cichuteńko, wyrwana ze wspomnień przez gruby ogonek Rabarbaru, a potem nim się obejrzała została podniesiona przez Szumiącą Łapę.
- Uh... - Podciągnęła łapki i przytuliła chore uszy do czaszki. Chciała zapytać, czy wracają teraz do domu, do rodziny, ale zmęczone gardło wypuściło tylko niewyraźne stęknięcie. Wkrótce może się dowie, ponieważ musi też znaleźć tatę. Psia kość! Że też nie zapytała o to od razu! Za wolno jeszcze myślała, a teraz jakoś tak coraz ciężej. Jej powieki zaczęły się zamykać, kiedy ostrożne kroki terminatora kołysały ją do snu.
A w snach również była w chmurach, razem z Jabłonią.

/zt x4
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdy bura wojowniczka poszła odprowadzić Iglik, drobną kuleczkę która dzisiejszego dnia znaleźli, po tym jak po prostu Ćmia Gwiazda kazała im się rozejść Ruczaj dość szybko zauważył zniknięcie postaci rudego wojownika. Czuł się nieco otępiały przez całą tą sytuację, jakby coś biło mu z tyłu umysłu. Może to było zmęczenie emocjonalne całą tą gamą która postanowiła wbić się w jego ciało szorując uporczywie, niczym upierdliwy kleszcz na dupie.
Czuł ciężar każdego mięśnia w łapach, który spowodował że gdy wydostali się z legowiska czarnej liderki pozwalając jej wrócić do snu, skutkował tym że stał dobrą chwilę po prostu wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt. I nawet jeśli chciał odpocząć, zwinąć się w kulkę widział posklejaną, zabarwioną na brunatno czerwoną barwę, sierść łap. Błoto powoli schło, tworząc grudki, choć cały obraz wyciągnął go z umysłu przypominając o trupie porzuconym w glebie obok Bobrowej Tamy. Odpoczynek mógł poczekać, bo jeśli zasnął teraz, ciało kotki mogłoby być w niezbyt ciekawym stanie gdy się obudził.
Tak więc ruszył powoli w stronę owego terenu, sunąc po prostu przed siebie ścieżką którą wracali do obozu. Zajęło mu to chwilę, a gdy przedzierał się przez ostatnie skrawki traw i krzewów jego oczy wychwyciły rudą smugę wciągnął gniewnie powietrze, uznając to po prostu za znanego rudego drapieżnika, który wychwycił smród śmierci i krwi w tym miejscu.. i szukał łatwego posiłku.
Jednak gdy zarejestrował fakt że to co prawda nie był lis, a wręcz przeciwnie był to Rabarbarowy Korzeń, wypuścił drżąco powietrze... Po prostu stąpając łapami po mokrej glebie, udał się wprost do prowizorycznego grobu przy którym kocur majstrował. Najwidoczniej mieli jeden i ten sam cel, a przynajmniej miał taką nadzieje, więc zaczął wbijać łapy pazury w ziemię wyrzucając ją na boki odkopując z każdą chwilą więcej trupka zmarłej matki w ciszy.
Mogli ją przenieść gdzieś bliżej. Dla Iglik, by ta mogła odwiedzać ją kiedy miała tylko ochotę... Bo tutaj, według niego, nie chodziło o nich - tylko o małą by mogła w miare bezpiecznie wspominać. Może nie pochowaliby jej bezpośrednio tam gdzie wszystkich innych z Klanu Rzeki, w końcu ta nie była jedną z nich, ale gdzieś w pobliżu.
~*~*~*~*~*~*~
LVL 1 80 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pojedyncze krople spadały z nieba, jakby resztki deszczu, który niedawno spowodował tyle szkód. Tak, zaraz po ustaleniu losu Iglik Ababa wiedział, że nie zaśnie, dopóki nie dokończy dzieła. Wiedział, że dla spokoju umysłu i chociaż ukojenia wyrzutów sumienia, że nie zjawił się wcześniej, musiał zrobić to, co do niego należało. Iglik należała teraz do Klanu Rzeki - i miała prawo odwiedzić swoją matkę. Wyleciał jak proca z Obozu, udając się na miejsce masakry, z trudem przełykając ślinę i starając się nie odtwarzać w myślach scenariusza, który rozegrał się tuż przed ich pojawieniem się. Zacisnął zęby, a gdy pojawił się na miejscu, bezmyślnie zaczął rozkopywać prowizoryczny grób, by wyciągnąć ciało kotki. Nie miała najmniejszych szans przeciwko przeciwnikowi - widać było, że była wychudzona i słaba, sama Iglik mówiła o ich żałosnych posiłkach. Odłożył ją na bok, chcąc zakopać dziurę, ale coś przykuło jego uwagę.
Podniósł łebek i zobaczył Szumiącą Łapę, który najwyraźniej wiedziony podobnymi odczuciami wrócił na miejsce zdarzenia. Ababa westchnął ciężko i powiedział:
- Zakopmy ją na terenie obok Obozu. Nie może leżeć z tyłu Obozu, ale Iglik wciąż będzie miała niedaleko, żeby odwiedzić matkę. - mruknął ponuro. Mógł zrobić mu wykład, że jego samotne przyjście było niebezpieczne i wciąż mogły kręcić się tutaj drapieżniki, ale w sumie - było już za późno. Nic to nie zmieniło.
Skinął mu łebkiem i powiedział:
- Pomóż mi z tą dziurą. Lepiej, żebyśmy się szybko stąd zwinęli, kto wie, co jeszcze tutaj się czai. - powiedział, wracając do pracy, a po jego pyszczku wciąż płynęły pojedyncze krople deszczu. Wspólnie szybko skończyli i Rabarbar, patrząc smutno na ciało, ujął je delikatnie i z szacunkiem, po czym zerknął na terminatora i dał mu znak do wyruszenia. Nie czuł się tutaj bezpiecznie, nie po tym, czego był świadkiem jeszcze tego samego dnia. Nie chciał też narażać cudzego ucznia na takie wieczorne wycieczki, dlatego, mimo ciężaru kotki, wyruszyli pospiesznie, w stronę Obozu.
[Obrazek: t5Vta4E.png]
[Obrazek: q3f2DuU.png]

Yeah I, I got to know your name
Well and I could trace your private number baby
All I know is that to me
You look like you're lots of fun

- ̗̀ OPEN UP YOUR LOVIN' ARMS ♡  ̖́-

Watch out, here I come
You spin me right 'round, baby
Right 'round like a record, baby right
......................................................................'round
................................................................................'round
...............................................................................................'round
LVL 3 100 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skoro przyjście tutaj było aktem lekkomyślności, to czy Rabarbarowy Korzeń sam go nie uczynił? Czy to może dlatego nie wytknął Szumiącej Łapie tego czynu, bo po prostu jedno drugiemu mogło wytknąć że zrobił to samo co pierwszy? Cóż ci u góry jedni wiedzą, a nie ma co gdybać nad wylaną rzeką, bo stało się i nie ma co nad tym płakać.
Gdy jego towarzysz niedoli skończył mówić, mruknął z aprobatą nie ufając swojemu głosowi, choć ta była pozbawiona choćby krzty entuzjazmu. Teren dookoła obozu był dużo bliżej samego obozu, niż brzeg strumienia, był to obszar dużo mnie odsłonięty niż choćby sama Bobrowa Tama, więc szansa za nalot z gory przez drapieżnego ptaka była po prostu mniejsza. Po prostu względnie bezpieczniejsze miejsce pod każdym względem.
A skoro mowa o niebie, przerwał na sekundę wsypywanie zpowrotem gleby do dołu gdy poczuł jak krople spadły na jego pysk tworząc mokre szlaki na futrze. Uniósł monotonne spojrzenie na chmury, pozwalając by cicha myśl przepłynęła powoli przez tył jego głowy.... Bo czy ktoś kto obserwował los tej dwójki, żałował tego jak zakończyło się to zdarzenie? A może matka Iglik była ofiarą konieczną by mała mogła żyć? Na drugą myśl przeszedł go dreszcz, przez który szybko wrócił do babrania się z ziemią. I wkrótce to że dół istniał w tym miejscu, było tylko potwierdzane przez przekopaną glebę i luźno leżące grudki, które zastaną pewnie zmyte przy pierwszym mocniejszym deszczu. Westchnął lekko, gdy tak omijany moment nadszedł. Musieli przenieść ciało, ktorego gęstość obrażeń można było porównać do białej mozaiki z chmur kłębisto-pierzastych w ładniejsze dni wywołując gorzki posmak w gardle. Szkoda że w tym dniu nie było nic ładnego, zwłaszcza gdy znów chwycił ciało by pomóc wciągnąć je na grzbiet starszego wojownika, z obrzydzeniem obserwując jak siła fizyki sprawia że luźna skóra w pewnym stopniu po prostu uniosła się z jednej z ran. W tym momencie dziękował sam sobie, że jego ostatni posiłek odbył się rano, bo wątpił że utrzymałby zawartość żołądka poza światłem dziennym... Nie mówiąc już że najbliższe posiłki pewnie po prostu się nie odbędą w normalnej ilości z powodu obrzydzenia.
Gdy matka Iglik leżała już stabilnie na barkach Rabarbarowego Korzenia, ruszyli przyśpieszonym krokiem w ustalone miejsce, a sam Ruczaj po prostu asekurował ciało by to nie spadło. Zasługiwała na tyle szacunku ile mogli jej dać, więc gdy tylko widział że bezwładnie zsuwała się w którąś ze stron ostrożnie przywracał ją na swoje miejsce.
Zas gdy dotarli w obszar, który na spokojnie można było określić "Teren Obok Obozu", dymny kocur rozejrzał się dookoła, wyprzedając rudego na chwilę szukając szybko ładnego miejsca mimo wszystko starając się pozostać w zasięgu wzroku. W jego wyborze padło na skromne miejsce pod brzózką, i drobniejszymi krzewami, które najwidoczniej dopiero w ciągu następnych obiegów pór roku osiągną swój maksymalny rozmiary.
- Tutaj powinno być dobre miejsce - Wyprostował się po prostu patrząc na Ababe, po prostu czekając aż podejdzie i pomógł mu ściągnąć ostrożnie ciało.
~*~*~*~*~*~*~
LVL 1 80 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdy dotarli na miejsce, skinął, zgadzając się z Ruczajem. Nie miał ochoty nawet więcej się wypowiadać - to, co dzisiaj zobaczył było jedną z gorszych rzeczy nie wie, co mógłby w tej sytuacji powiedzieć. Chciał tylko jak najszybciej pochować ciało i zmyć z siebie brud dzisiejszego dnia, który był upiorny, koszmarny i zwyczajnie miał go dosyć. Najdelikatniej jak mógł położył ciało do grobu, po czym przykrył je warstwą ziemi i westchnął cicho.
- Wracajmy. Nic więcej nie możemy zrobić. - powiedział smutno, po czym odszedł w stronę w Obozu, oglądając się jeszcze co jakiś czas, sprawdzając, czy terminator za nim idzie.

/zt x2 anyway
[Obrazek: t5Vta4E.png]
[Obrazek: q3f2DuU.png]

Yeah I, I got to know your name
Well and I could trace your private number baby
All I know is that to me
You look like you're lots of fun

- ̗̀ OPEN UP YOUR LOVIN' ARMS ♡  ̖́-

Watch out, here I come
You spin me right 'round, baby
Right 'round like a record, baby right
......................................................................'round
................................................................................'round
...............................................................................................'round
LVL 3 100 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości