Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Poczuła, jak przez serce wiercą ją wyrzuty sumienia. Nie chciała go zostawiać, nie chciała zostawiać dzieci ale czuła, że nie może zostawić sprawy babci tak po prostu - pewnie tak jak nadal nie pogodziła się z odejściem matki. Przytuliła go mocno. - Jestem tutaj. I już nie odejdę. Już jest dobrze. Dziękuję, że wszystkim się zająłeś. I... przepraszam. Przepraszam, że tak długo. Ja... dałam się złapać jak jakiś durny kociak. Ale już jestem, już tutaj jestem. Dopiero na uwięzi poczułam, jak bardzo was potrzebuję. Tak bardzo, bardzo tęskniłam. - ostatnie słowa wyszeptała z łzami w oczach, wtulając się w niego coraz mocniej. Splotła z nim ogon i chciała pozostać tak już zawsze, mogli tak pozostać, nawet na Granicy.
Była w domu.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- To nie twoja wina, najdroższa. Najważniejsze, że wróciłaś cała i zdrowa. - wymruczał. Również nie chciał jej puszczać. Mógł tak trwać całą wieczność, czując względny spokój. Przy niej czuł się jak w raju. - Ale nie płacz. Już wszystko dobrze. - wymruczał, liżąc ją po policzku. Spojrzał na niebo.
- Chodźmy już. Pora wracać. - mruknął, po czym ruszył z ukochaną w stronę obozu. Wróciła. I Łabędzia Gwiazda na pewno się zgodzi ją przyjąć.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wszechobecny skwar nie sprzyjał myśleniu w najmniejszym stopniu. Więc oriental skorzystał z okazji do zrobienia sobie przerwy od Ważnych Planów, bo nigdy też nie był typem skłonnym do stuprocentowego oddania się pracy przy jednoczesnym wyrzeczeniu wszelkich przyjemności. No to zwariować by szło przecież. A akurat pod tym względem Orion jest całkowicie normalny i nie zamierza tego zmieniać.
Bardzo dobrze znał jeziorko leżące niedaleko terenów Klanu Wichru oraz strumyk przylegający bezpośrednio do granic, jednak umyślnie zdecydował poszukać ochłody po przeciwnej stronie klanów. Przez przeciągającą się suszę rzeka, która przebiegała przez klan rybojadów, nie sprawiała już wrażenia tak nieprzystępnej. Cynamon zakończył marsz wzdłuż granicy w okolicach Bobrowej Tamy i zaczął szukać łagodniejszego zejścia, by wybadać mordercze zapędy tutejszego nurtu. Póki co zanurzył łapy jedynie po nadgarstki, chociaż kusiło go by się rzucić w chłodną toń tak żeby wystawały jedynie końcówki przydużych uszu.
//czil jak cos, nikt nie przekracza granic, po prostu deficyt tematow :'(
/Kwiatek =)
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
To co ostatnio działo się w Klanie Rzeki było -delikatnie mówiąc- przytłaczające. Przede wszystkim dwa ostatnie wydarzenia, prawie utopionego terminatora, którego Kwitnącemu Wzgórzu w ostatniej chwili udało się wyciągnąć z rzeki i to co się zadziało z odklejonym od rzeczywistości Paprociową Łapą. Srebrny kocur musiał chwilę odetchnąć, bo spędzanie czasu w obozie stawało się coraz bardziej dla niego uciążliwe jeśli nie miał co robić. Dlatego właśnie wybrał się na dodatkowy samotny patrol, żeby sprawdzić czy granice na pewno nie zostały oznaczone tak na ‘odwal się’. Tak nie mogło być na jego warcie, o nie.
W czasie tego pseudo-patrolu syn Ślimaczej Muszli kątem oka zauważył, że przy granicy coś się rusza i odwrócił głowę w tamtą stronę. Zmarszczył brwi kiedy zobaczył samotnika taplającego się w rzece, z której jeszcze nie tak dawno wyławiał Jaśminową Łapę. Niby wiedział, że teraz poziom wody zmalał kiedy jest tak gorąco, ale jeśli ktoś nie umie pływać to porywisty nurt dalej jest bardzo niebezpieczny. A czy ten kot umiał pływać to Kwiatek nie miał pojęcia.
-Nie polecam wchodzić do Grzmiącej Rzeki jeśli nie umiesz pływać -powiedział tak żeby samotnik na pewno go usłyszał- Nie bez powodu nazywana jest “Grzmiącą”.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Słońce przygrzewało jasny grzbiet i Orion mógł sobie tylko wyobrażać jak musiały się w taką pogodę czuć koty z czarną, krótką sierścią – jak w symulatorze piekarnika. Oriental, ze swoimi białymi, nieco dłuższymi kłaczkami, odczuwał co najwyżej dyskomfort w chwili obecnej, gdy łapy miał zanurzone w chłodnym nurcie. Zrobił jeszcze kilka ostrożnych kroków w przód, aż woda sięgnęła sierści na brzuchu i znowu się zatrzymał by przyzwyczaić do zmiany temperatury. Zmrużył oczy, wyobrażając sobie, że jest kwiatem lotosu na tafli spokojnego jeziora i inne takie. I tkwił tak przez moment nieokreślonej długości, nim do jego świata wdarł się jakiś obcy głos. Cynamon uchylił powieki (tylko trochę, zdążył już zapomnieć jak nieznośnie jasna była rzeczywistość przez to nachalne słońce), by spojrzeć kątem oka w stronę źródła dźwięku. Dostrzegł puchatą sylwetkę, ale nic poza tym, skubany stał pod słońce.
– Ta grzmiąca rzeka wygląda dziś wyjątkowo spokojnie. – zauważył. Czy był świadomy tego, że prawdziwe niebezpieczeństwo rzeki kryło się pod pozornie spokojną taflą wody? Oczywiście, właśnie dlatego starał się zachować ostrożność. Wbrew opinii pewnego burasa (a także prawdopodobnie opinii pewnego rudzielca) Orion posiadał legendarną umiejętność rozsądnej oceny sytuacji i unikania zbędnego narażania się. Problem w tym, że rzadko z niej korzystał.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
-Największe niebezpieczeństwo kryje się właśnie pod najmniej groźnym wyglądem -odparł dość filozoficznie i zbliżył się trochę do granicy i tym samym do pointa. Nie zdawał sobie nawet świadomości z tego, że stoi pod słońce, ale po zbliżeniu się raczej powinno dać się zauważyć więcej detali, które prezentowały się na srebrnym kocurze- Wystarczy mi, że raz musiałem kogoś wyławiać. Nie chcę robić tego po raz kolejny -powiedział, stając przy granicy i przyglądając się samotnikowi, który postanowił zabawić się w Grzmiącej Rzece- Umiesz chociaż pływać?
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion nie był fanem filozofii, tak samo jak nie był fanem poezji. A jednak, jak na złość, jedna i druga uparcie wracały do jego życia. Wzruszył tylko barkami, zbyt zmęczony pogodą, by łapać nieznajomego za słówka i wymieniać mu setki przykładów, gdzie ta zasada się nie sprawdzała.
– Hmm? Nie wiedziałem, że Rzeczniacy są tacy sympatyczni, by w wolnym czasie wyławiać obcych, którzy przecenili swoje umiejętności. – uniósł brwi w zdziwieniu, chociaż gest ten mógł pozostawać niezauważalny jeśli wojownik nie zdecydował się podejść do brzegu. Jakoś nie przyszło mu do głowy, że mogło chodzić o ratowanie klanowicza. Jakoś tak abstrakcyjnie to brzmiało. – Hm, nie mam pojęcia, nigdy nie próbowałem. – asymetryczny uśmiech zawitał na klinowatej mordce. Zaczął powoli brodzić w rzece, niby dla zabawy, w rzeczywistości po to by jakoś odwrócić się lepiej w stronę kocura. – Ale to chyba nie może być takie trudne, co? Machaj łapami, nie łykaj wody, coś w tym guście, nie?
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
-Nie jestem bez serca, nie pozwolę się komuś utopić, nawet jeśli jest to jakiś samotnik -odparł wywracając jedynym dostępnym mu jeszcze okiem a potem mrugnął nim kilka razy i uniósł brwi w zdziwieniu na jego następne słowa- Nigdy próbowałeś i wchodzisz do rzeki? -do rzeki z tak wartkim nurtem?- gdyby to było takie proste to koty by się nie topiły -powiedział z niedowierzaniem słyszalnym w jego głosie. Temu samotnikowi było życie niemiłe czy może po prostu był taki naiwny? Kwitnące Wzgórze nawet nie wiedział co dalej powinien powiedzieć. Słowa utknęły mu normalnie w gardle z tego wszystkiego.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
No to ci bohater. Chociaż nie żeby Orion mógł rzeczywiście dziwić się, że ten tutaj nie był obojętny na krzywdy innych skoro w gruncie rzeczy większość klanowych dzikusów cierpiała na syndrom głównego bohatera anime i lubiła pomagać nieznajomym w imię zasad. Wyjątki mógł zliczyć na palcach jednej łapy.
– A jak inaczej spróbować niż poprzez wejście do rzeki, w której można pływać, hm? – przechylił łeb, aż przyduże uszka ugięły się pod ciężarem grawitacji. Bawiło go udawanie głupiego, jak to zdążył zauważyć pewien rdzawy buras. Ale tylko do pewnego momentu. – poziom wody znacznie się obniżył przez te upały. I nie zamierzam wychodzić na sam środek rzeki, więc jakie są szanse, że nurt mnie porwie? Zresztą dziwię się tobie, że w taką pogodę smażysz się na brzegu skoro rzekomo umiesz pływać.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
-To już nawet w jakimś stawie jest bezpieczniej -westchnął, oczywiście, że coś co nie ma rwącego nurtu będzie bezpieczniejsze niż taka rzeka! Czy ten samotnik tego nie widział?- Szanse są takie, że jak się na przykład wywrócisz to może być nieciekawie. Ale ja nie jestem twoją matką, żeby się tobą zajmować i przekonywać -wywrócił okiem w geście zirytowania. Jak mu życie niemiłe to jego sprawa- A z moimi doświadczeniami to do pływania mi się za bardzo nie spieszy.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– W okolicy nie ma stawów. – zauważył sucho. Jasne, jeden znajdował się zaraz za terenami Klanu Wichru, jednak klanowe dzikusy rzadko kiedy zapuszczały się aż tak daleko. A po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki było wręcz całe jezioro, jednak jakie były szanse, że akurat ten osobnik przeszedł przez ulicę? Na tyle niewielkie, że Orion mógł zareagować tym argumentem. Szczególnie, że akurat stawów w pobliżu rzeczywiście nie było. – No to ci mówię, że tu gdzie stoję nie ma silnego nurtu, który mógłby mnie porwać w momencie przewrócenia się. – wyjaśnił cierpliwie, tak jakby właśnie tłumaczył dziecku sąsiadki dlaczego jedzenie piasku na placu zabaw jest złe. – Nie? Mówiłeś, że wyławiasz topiących się, to aż takie traumatyzujące, by unikać wody w pogodę grożącą udarem, czy jednak wątpisz w swoje umiejętności?
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
W okolicy nie było stawów… no tak. Niby nie było, ale dla Kwitnącego Wzgórza nie za wiele to znaczyło. Skoro jest samotnikiem to pewnie łazi w każdy możliwy kąt, więc jakiś stawik na pewno by się znalazł. Stawik, jeziorko, na Gwiezdny Klan, cokolwiek. Akurat dla tego kocura znalezienie czegoś bezpieczniejszego nie powinno być wielkim problemem.
-W swoje umiejętności nie wątpię -powiedział. Akurat pod względem swoich umiejętności był pewny siebie- ale nie chcę doświadczyć drugi raz tego uczucia, że przeżycie innego kota zależy ode mnie a jak mi się powinie noga to nie będę mógł sobie wybaczyć do końca życia.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Dramatycznie, skomentował w myślach. Nie potrafił jednak ocenić w tej chwili czy to był ten zabawny rodzaj dramatyzmu, czy może jednak ten frustrujący. Głosy jury były podzielone, na ostateczny werdykt trzeba było jeszcze poczekać.
– Czy to jakiś układ z Gwiezdnymi? Albo inną złotą rybką? Och, a może klątwa? Jeśli kiedykolwiek wejdziesz do wody, koty zaczną się topić? – wrócił do brodzenia po płyciźnie. – Bo nie widzę innego powodu, dla którego ten argument miałby mieć sens. Skoro nie wątpisz w swoje umiejętności to... czemu wybierasz smażenie się w pełnym słońcu? Nikt nie zyska na tym, że się padniesz na udar cieplny.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Te przepychanki z samotnikiem zaczęły go już irytować. Widać było, że typ uważał się za najmądrzejszego na świecie i nie słuchał nikogo innego oprócz samego siebie. Kwitnące Wzgórze zaczął się zastanawiać czy może po prostu nie byłoby lepiej sobie pójść i pozostawić go samemu sobie skoro jest dla siebie takim świetnym towarzystwem. Pewnie sam siebie mógłby nieźle pozabawiać.
Srebrny kocur przymknął oko i zastanowił się czy powinien dać się sprowokować do wskoczenia do wody, czy może jednak nie. Bo to co robił nieznajomy to na sto procent była w tym momencie prowokacja.
-Chcesz sprawdzić swoją teorię? -uniósł brew i machnął ogonem ze zirytowaniem. Jeszcze nie zdecydował czy wskoczy, czy nie. W dodatku żeby tam do niego wejść musiałby przekroczyć granicę, niby to nic złego, bo to tereny niczyje, ale Kwiatek nie był wielkim fanem przekraczania jakiejkolwiek granicy. Tego jednak nie zamierzał nikomu wyjawiać.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
I wreszcie padło ciekawsze pytanie. A przynajmniej takie, które było w stanie sprawić, że Orion uniósł swój smukły łeb i nastawił uszy w stronę Rzeczniaka, by przez moment rozważać propozycję.
– Ależ oczywiście, z największą przyjemnością. – uśmiechnął się szeroko, ale krótkotrwale. Sytuacja nie była warta jego przyszłych zmarszczek, mimo wszystko. – Zapraszam. Wręcz umieram z ciekawości, by się przekonać czy miałem rację z klątwą. – rzucił na zachętę, chociaż szczerze mówiąc jego relacja z klątwami była akurat dość chwiejna. Niby nie wierzył w nie, a jednak miał garść dość krwawych dowodów na istnienie takowych. Jedyne co mu pozwalało pozostać niewzruszonym w tej sytuacji, to fakt, że nieznajomy wyglądał co najwyżej na zirytowanego. Czyli standard. Gdyby rzeczywiście coś klątwopodobnego było zamieszanego w tę sprawę, emocje bliższe niepokojowi powinny się odbić na jasnym pysku, gdy Orion o tym wspomniał.
Więc po prostu prowokował dalej. Bo mógł.