Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Nie spodziewała się tutaj spotkać zastępczyni Klanu Rzeki. W końcu miała chyba ważniejsze obowiązki na głowie, niż chodzenie bez celu po terenach ich klanu. A może nadal wierzyła w to, iż Rudzik wróci? Że ich zaginione dzieci powrócą? Nie. Zachód nie miała nawet tej tak zwanej nadziei. Ona była tylko matką głupich a czekoladowa do tej grupy kotów nie należała do tej grupy kotów. Poszli, porwało ich coś. Byli słabi. A słabych ogniw trzeba się pozbywać. Sama mogłaby pozbyć się jednego, imieniem Ulewna Łapa ale RUDA LARWA jej przeszkodziła. Machnęła ogonem, po czym kiwnęła głową na powitanie rudej kocicy. Następnie sama usiadła, uderzając ogonem o ziemię, jak to czasem w zwyczaju miała robić. Wiedźma spojrzała w jej stronę, po czym przymrużyła oczy. Co tutaj robi. Otóż powiedzieć raczej nie mogła, że sobie chodzi na Wichrową granice, do Wichrowego partnera z Wichrowego klanu. Tak więc jedynie wypuściła powietrze z nozdrzy po czym spojrzała w jej oczy.
-Nic. - zakończyła równie szybko co zaczęła - A ty? Szukasz kogoś? Czegoś?
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Kotka ma krótką sierść w kolorze intensywnie rudym, pokrytą nieco ciemniejszymi pręgami (pręgowanie tygrysie). Charakterystycznego wyglądu dodaje jej biały pyszczek oraz ciemniejszy kolor końcówek uszu. Jest nieco większa i mocniej zbudowana niż przeciętne kotki w jej wieku. Oczy ma koloru bursztynowego. Od innych kotów łatwo można ją rozpoznać patrząc na jej puchaty ogon, który nienaturalnie przekrzywia się w lewo. Od urodzenia przeszkadzał on kotce w swobodnym poruszaniu się - został jednak naprawiony przez medyka i od tego czasu funkcjonuje prawidłowo, jednak wygląda nieco inaczej niż ogony innych kotów. W dodatku zdarza się jej być nieco niezdarną, ponieważ jej rozwój przebiegał inaczej niż u przeciętnego kociaka.
Z nieco wycofanej, nieśmiałej kotki przeistoczyła się w jedną z najodważniejszych kocic w Klanie Rzeki - o ile nie w całym lesie. Nie jest może zbyt wygadana czy charyzmatyczna, ale zdecydowanie nie boi się wyrażać swojej opinii, a jej wypowiedzi są zawsze przemyślane. Przez zdecydowaną większość swojego życia na pierwszym miejscu stawiała sprawy Klanu Rzeki i jest gotowa do poświęceń, co niejednokrotnie udowodniła ratując życia współklanowiczom. Po przejściu do Starszyzny jednak przestała być na bieżąco ze sprawami Klanu, skupiając się bardziej na swojej rodzinie.
Gradowy Podmuch (KW), Bagienna Trzcina (KC), Dymne Niebo (KC), Kamienny Potok (KG), Niski Krok (GK), Lady (P/Z), Kacza Łapa (KR)
- Zupełnie nic? Nie brzmi to zbyt wiarygodnie - odpowiedziała kotce, uśmiechając się lekko, chcąc wprowadzić luźny, nieco żartobliwy ton rozmowy. Przynajmniej wtedy, kiedy było to możliwe, bo w przypadku udzielania odpowiedzi na pytanie czekoladowej nie było to już takie łatwe.
- Szukam. Nieustannie - zaczęła i westchnęła głośno. - Cały czas mam nadzieję, że wrócą, wiesz? Że Rudzik po prostu pobiegł za którymś z kociaków i może wpadli w jakieś kłopoty, ale przecież niejednokrotnie Rzeczniacy wracali po wielu księżycach do Obozu, prawda? Minęło już trochę czasu, ale czuję się w obowiązku sprawdzania, czy gdzieś nie pojawił się ich zapach. Chociaż tyle mogę zrobić - bursztynowooka sama się dosyć zdziwiła, że tak szybko i dość bezproblemowo zwierzyła się czekoladowej. Może wpłynął na to fakt, że skoro Rudzik był i jej rodziną, to Ognik wydawało się, że Zachodząca Łapa podzieli w jakimś stopniu jej uczucia? Spojrzała na kotkę oczekując jej reakcji, a bursztynowe oczy nabrały nagle jakiegoś smutnego wyrazu.
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Mżyło. Nie nieustannie, ale z pewną upierdliwą częstotliwością kurtyna drobnych kropel spadała na ziemię mocząc przy okazji czarne futerko Kornika i rozmiękczając glebę pod łapami do nieprzyjemnej paćki. Jednak po fali tropikalnych upałów kocurek uznawał panujące warunki pogodowe za ożywcze i przyjemne. Momentami nawet przystawał i mrużąc oczy, wystawiał nos do nieba. Lekko wysuwając język spomiędzy warg, łapał na niego wodę prosto z chmur.
Oczywiście, nie był to główny cel jego spaceru, ale zajmował mu znaczną część czasu. Synowi Czerwonego Maku jak zwykle ciężko przychodziło skupienie się na pragmatycznych czynnościach. Na przykład ćwiczeniu polowania. Po co miał się bawić w to całe skradanie skoro picie deszczu dostarczało tyle rozrywki? Albo wspinanie się po drzewach? Obok nie było nikogo kto z grożną miną rozpocząłby połajankę, że "jak się nie weźmie do roboty to zje go drapieżnik" , albo "nigdy nie zostanie wojownikiem jak nie zacznie być poważny" i takie tam. Może by go to zmotywowało... na krótką chwilę. A tak mógł z premedytacją deptać w kałuże i nie myśleć o swojej niedojrzałości.
/ Żądląca
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Kremowa, niska kotka o długim, puszystym futrze w ledwo widoczne tygrysie pręgi. W świetle dnia końcówki sierści stają się niemalże białe, przez co odnosi się wrażenie, że sylwetka gotowa się ugiąć przy najdelikatniejszym choćby dotyku. Postura koteczki jest solidna, ale nie gruba czy przysadzista... szczupła właściwie też nie. Taka w sam raz. Dumny, podłużny pyszczek ozdabiają piękne, niemalże idealnie okrągłe ślepka koloru bladobłękitnego. Krok postaci jest śmiały, sprężysty, i rzadko kiedy spokojny czy pełen gracji, jak to się z reguły oczekuje od młodej damy.
Mała złośnica, choć z pewnym wdziękiem... powiedzmy. Samolubna i kapryśna: jej decyzje determinuje nieustanna chęć urozmaicenia swojego dnia jakąś rozrywką, co nierzadko dla jej rozmówcy może się skończyć w sposób przykry. Generalnie Żądełko to ten typ kociaka, którego się albo unika, albo uderza w pysk, żeby się uspokoiło.
Poranny Szron, Migocząca Łapa, Iskrzący Śnieg
Niedojrzałość? Dziecinada? W ogóle istniało coś takiego? Dla Żądełka nie. Ba, gdyby miała supermoce i była w stanie usłyszeć myśli hebanowego terminatora, to w życiu by nie potrafiła zrozumieć wątów, jakie mieli do niego starsi Rzeczniacy. Zresztą nic w tym dziwnego – wystarczy na nią spojrzeć: małą kudłę, po raz setny umorusaną w jakimś błocku i listkach, które przywarły do niej jeszcze bardziej ze względu na drobny deszczyk sączący się z nieba. Działał on na tego typu dodatki niemal równie skutecznie co klej. Dla koteczki nie był to absolutnie żaden problem, podobnie jak okazywanie jakiejkolwiek infantylności. To dorośli powinni wziąć głęboki wdech i wziąć przykład z młodszych, a nie na odwrót!
W taki sposób nastawiona do świata skakała z jednej skałki na drugą wzdłuż Grzmiącej Rzeki, ciesząc się przyjemnie chłodną pogodą, widokami i wolnym czasem, jako że jej lekcje z Wiewiórczym Skokiem szczęśliwie dobiegły końca. Wymachując kremową kitą, przymrużyła oczy, pozwalając na chwilę kropelkom całkowicie pokryć jej zadowolony pyszczek. Trochę zmęczyła ją bieganina, więc teraz jakiś przypadkowy klanowicz miał właśnie jedyną niepowtarzalną okazję zobaczyć Żądełko z postaci stałej, zamiast rozedrganej, latającej we wszystkie strony kulki. Ten majestatyczny niemalże widok trwał jednak bardzo krótko (ale i tak te kilka uderzeń serca stania w jednym miejscu były w przypadku tej terminatorki imponującym wyczynem), bowiem uszy, a następnie oczy wyłapały jakiegoś spacerowicza, migającego ledwo widocznie między drzewami Łęgów. Jego futro było tak ciemne, iż córka Perłowej Muszli chyba tylko cudem go mogła dostrzec!
– HEJ, hej ty! No gdzie ty idziesz? Łapy ci idą tak same z siebie czy jak? Stój! – pomknęła za nim, w ostatniej chwili decydując się zaczepić nieznajomego, by udzielić sobie odpowiedzi na wykiełkowaną dosłownie przed chwilą w jej łepetynie zagwozdkę. – No, nareszcie się zatrzymałeś. Gdzie ty szedłeś? Na polowanie? Bo jak tak to świetnie ci idzie. Masz tak niesamowicie czarną sierść, że cię nie widać nawet, jak się nie skradasz! – aż cofnęła się o pół kroku, rzucając pełne uznania spojrzenie na szatę swojego rozmówcy. – Powiedz mi, zawsze tak masz? Że cię tak trudno zobaczyć? To prawie jak bycie niewidzialnym, nie? To musi być niesamowite uczucie – przekręciła głowę, absolutnie nie przejmując się tym, iż właśnie prawdopodobnie się kocurowi wryła w grafik i miała wysoki procent prawdopodobieństwa zepsuć mu popołudnie. Ale cóż, przecież to nie jej wina, że ciekawość pociągnęła ją za konkretne sznurki w główce, karząc jej czym prędzej zaspokoić swoją żądzę wiedzy o kompletnie nieistotnych, nikomu potrzebnych rzeczach!
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
W jednym się na pewno z Żądełkiem zgadzali na starcie - starszym przydałoby się czasem poluzować gatki i wyciągnąć te sztywne kijki. Oczywiście, Kornik rozumiał tę całą gadkę o tym, że do przeżycia w lesie potrzebne było trochę ogłady, powagi i umiejętności, ale jak doświadczenie podpowiadało bez odrobiny szczęścia, cała reszta miała niewielkie znaczenie. Gdyby było inaczej, Świetlikowa Gwiazda nadal byłby przywódcą Klanu, a nie oddałby wszystkich swoich pozostałych żyć na walkę z drapieżnikiem. Biorąc to pod uwagę, kocurek nie widział bardzo dużego sensu w nadmiernym spalaniu się by osiągnąć niewyobrażalną formę fizyczną, czy mistrzowsko opanować łowy, skoro i tak w ostatecznym rozrachunku mógł trafić na silniejszego i groźniejszego od siebie, co całe starania zetrze na proch jednym ciosem łapy. Jednym słowem, nauka spoko, ale bez przesady.
Gdzieś tam kątem oka rejestrował obecność innego kota. Co jakąś chwilę migało mu pomiędzy drzewami rudawe futerko, za jasne na wiewiórcze czy lisie, hasające nad pobliskim brzegiem rzeczki. Jednak tak długo jak nie czuł zapachu obcego Klanu lub woni drapieżnika, niespecjalnie brał to siebie. To całkowicie normalne, że szlajając się po terenach Rzeki natykało się na patrole, polujących wojowników, terminatorów w czasie treningu, czy szukających trochę wytchnienia i spokoju. Kornik rzadko kogoś zaczepiał, chyba że widział jak robi coś potencjalnie interesującego, lub sam nie był w trakcie wystarczająco pasjonującego zajęcia i po prostu szukał lekarstwa na nudę. Tym razem czuł się całkiem dobrze sam w swoim towarzystwie, dlatego nie zareagował na obecność kocicy, przynajmniej dopóki nie zaczęła się do niego drzeć. Wtedy najpierw ściągnął do tyłu uszy, a zaraz potem grzecznie przystanął i odwracając łeb w kierunku donośnego głosu, oczekiwał kremowego pocisku. - Łapy mnie niosą, ale już czasem nad nimi panuję. - Zażartował, a jego wzrok mimowolnie zmierzył zaczepialską od stópek do uszu. Wyglądała jak po solidnej kąpiel błotno-listnej, co uniosło lekko Kornikowe brwi. Sam nie wyglądał wiele lepiej, bo chwile wcześniej radośnie wskoczył w głęboką kałużę, ale przynajmniej krótkie futro minimalizowało wplątywanie i przyklejanie śmieci. - Świetnie? Tak uważasz? Bo ja tam ciągle słyszę, że jestem w tym totalnie beznadziejny i też w sumie tak myślę! - Wypalił i nieco skrzywił przy tym wargi, chociaż ten grymas szybko przegrał z uśmiechem panoszącym się po czarnym pyszczku. W sumie zrobiło mu się miło na myśl, że komuś wydaje się, że dobrze mu idzie to całe łowiectwo. Nawet jak była to totalna nieprawda, to chociaż przez chwilę mógł sobie pomarzyć, że jest inaczej. - Wiesz kiedy mnie napawdę nie widać? W nocy! Wtedy jak zaczynam oddychać badzo cicho i zamykam oczy, by nie świeciły to staje się faktycznie niewidzialny. No powiedz, widziałaś mnie kiedyś legowisku teminato-ów? - Trochę się zgrywał, trochę podchwycił wątek i postanowił go pociągnąć dla sympatycznej konwersacji. Lubił żartować, za to unikał powagi. - A to twój kamuflaż? - Zapytał i wyciągnął łapkę wskazując wprost w jeden z liści uczepionych żądlącego futra.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Kremowa, niska kotka o długim, puszystym futrze w ledwo widoczne tygrysie pręgi. W świetle dnia końcówki sierści stają się niemalże białe, przez co odnosi się wrażenie, że sylwetka gotowa się ugiąć przy najdelikatniejszym choćby dotyku. Postura koteczki jest solidna, ale nie gruba czy przysadzista... szczupła właściwie też nie. Taka w sam raz. Dumny, podłużny pyszczek ozdabiają piękne, niemalże idealnie okrągłe ślepka koloru bladobłękitnego. Krok postaci jest śmiały, sprężysty, i rzadko kiedy spokojny czy pełen gracji, jak to się z reguły oczekuje od młodej damy.
Mała złośnica, choć z pewnym wdziękiem... powiedzmy. Samolubna i kapryśna: jej decyzje determinuje nieustanna chęć urozmaicenia swojego dnia jakąś rozrywką, co nierzadko dla jej rozmówcy może się skończyć w sposób przykry. Generalnie Żądełko to ten typ kociaka, którego się albo unika, albo uderza w pysk, żeby się uspokoiło.
Poranny Szron, Migocząca Łapa, Iskrzący Śnieg
Koteczka trzepnęła z zadowolenia ogonem, gdy drugi terminator w końcu zwrócił się w jej kierunku. Jeju, ale musiał być zajęty myśleniem o tym polowaniu przedtem! Ledwo była go w stanie zatrzymać. Ale jak już jej się to udało, to teraz przynajmniej mogła skupić całą jego uwagę na swojej osobie. No bo jakże to, nie chcieć porozmawiać z nią, najciekawszym kotem Klanu Rzeki? To znaczy, oczywiście w porównaniu z tymi wszystkimi nudziarzami, których spotkała do tej pory, bo przecież z taką niesamowitą przywódczynią to nie miała się co porównywać. Jak dorośnie, to absolutnie będzie chciała być taka jak ona – piękna, majestatyczna i Groźna, ale w taki sposób, że po prostu szczęka opada z zachwytu! Tak, absolutnie Czerwona Gwiazda była zasłużoną posiadaczką tytułu najciekawszego kota...
A zaraz po niej ona, Żądełko, rzecz jasna.
Ale hola, hola, coś strasznie daleko poleciały myśli naszego małego rozbójnika, a tu napotkany przez nią spacerowicz właśnie męczył się z udzielaniem jej odpowiedzi! Wyprostowała się czym prędzej, przełączając się ponownie do trybu słuchacza. Widać jednak było, iż ewidentnie nie nadawała się do tej roli: łapki pod korpusem cały czas kicały to w lewo, to w prawo, delikatnie odrywając się przy tym od ziemi, przez co umorusany łepek co rusz znajdował się w innym miejscu: raz bardziej z boku, raz niżej, raz wyżej... Doprawdy, jak normalne koty mogą wytrzymywać tak długo w tej samej pozycji, gdy ktoś drugi gada? – zastanawiała się. No właśnie, głuptasie: normalne koty zwykły cierpliwie wysłuchiwać tego, co ich rozmówca ma do powiedzenia, zwłaszcza jeżeli to one same zainicjowały tę rozmowę. Ale wiem, ty do nich nie należysz, to jasne że tego nie rozumiesz.
– PFFF, po tym co widziałam?! Bzdura! – odparowała, gdy tylko usłyszała jakie to skargi mają na kocura inni klanowicze. – Się dorosłych będziesz słuchał! Nie znają się – w tym momencie do jej główki wpadł pewien pomysł na to, jak koteczka sama może się przekonać o jego prawdziwych umiejętnościach łowieckich, lecz uprzedziła ją dalsza wypowiedź młodzieńca. – Nie, właściwie nigdy nie byłam w legowisku jakichś „teminatołów”... ale luzik, w tym normalnym, dla terminatorów, też rzadko bywam. Ale nawet gdybym tam weszła, to JAK NIC bym cię tam nie zobaczyła, gdybyś tam był! – wyszczerzyła się, w lot pojmując to, do czego dążył jej rozmówca tym zapytaniem. Gdy tylko zwrócił uwagę na jej leśną garderobę, postarała się zrobić zeza na listek sterczący jej zza ucha, ale troszkę jej nie wyszło. – To? A skąd! Ale może służyć do czegoś dużo lepszego! – niespodziewanie pokazała mu czubek języka i odskoczyła na kilka kroków. – Wiesz co? Jak taki jesteś dobry w byciu niewidzialnym na polowaniu, to mi pokaż! Zobaczymy, kto ma rację: my, czy te rybie móżdżki, co siebie nazywają wojownikami! Ja będę robiła za zwierzynę, a ty będziesz próbował mnie złapać! Tak, żebym się nie zorientowała, oczywiście! – nim jej nowy znajomy zdążył chociaż wyrazić jakieś swoje zdanie na ten temat, wskoczyła za najbliższy krzak za sobą i zaczęła wydawać dziwne odgłosy, które chyba uznała za charakterystyczne dla swojego przedziwnego gatunku, jaki prezentowała. – Uu! UuuuUu! Taki jestem groźny stwór! Łuuu!U!U!U! – i... już jej nie było. Jej brudny ogon sterczał już zza innej rośliny. To jak, bawimy się w łowcę czy zostajemy kolejnym nudziarzem Klanu Rzeki?
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Stwierdzenie, że Konik nieruchomo przypatrywał się rozmówcy byłoby sporym nadużyciem. Też z pewną częstotliwością przerzucał ciężar z jednej strony na drugą, majtał ogonem i przede wszystkim co chwilę odrywał spojrzenie od rudej mordki i wodził nim po łęgach. O, na przykład tam wysoko w koronie drzewa dzięcioł miał dziuple. Żaden kot, chyba, że obdarzony nadprzyrodzonym darem wspinania się nie miał szans się do niego dostać. - Sko-o tak sądzisz. - Miauknął kocurek ugodowo, bo jego myśli też błądziły trochę bocznymi torami. Mianowicie zastanawiał się całkiem poważnie czy udałoby mu się dopaść tego ptaka, gdyby tylko usiadł na niższej, bardziej dostępnej gałęzi. - No pzecież mówię. To jedno i to samo! - Miauknął z uśmiechem i gwałtownie uderzył łapami o pięty. Oj widać, że niewiele miała Żądełko wspólnego z Czerwoną Gwiazdą, skoro niechlujne seplenienie Kornika tak ją wprowadziło w błąd! Syn przywodczyni nie miał dotychczas zbyt wiele problemów z komunikacją, więc nie wysilał się, żeby mówić poprawnie. Jego matka została Gwiazdą nie wymawiając "r", to czemu on miał to robić? Widocznie było zbędną i problematyczną głoską. W sumie to nawet niepotrzebnie prostował sprawę, bo kotka beztrosko trajkotała dalej, nie dając się zepchnąć z obranego toru. Trzepnął czarnym uchem i powoli orientował się w jakim to wszystko kierunku biegnie. Zmarszczył brwi niekoniecznie przekonany do "rewelacyjnego" pomysłu jaki kiełkował w głowie młodszej terminatorki, ale nie miał zbyt wiele wpływu na tok wydarzeń. Najwyraźniej był zbyt opieszały w wyrażaniu swojego zdania, bo zanim dobrze otworzył mordkę, nowa koleżanka już wyprysnęła w krzaki i pozostawiła go z lekko uchylonymi wargami i ściągniętymi do tyłu uszami.
No ale dobra, show must go on.
Chwilę zajęło mu uspokojenie galopującego rozbawienia, które opanowało go z powodów dźwięków wydawanych przez przyszłą "ofiarę". Nie miał pojęcia jakiego gatunku zwierza udawała, ale na pewno nie zamieszkiwał on okolicznych terenów. W myślach zrobił przegląd wszystkich zasad polowania, co pozwoliło mu trochę opanować cisnący się na mordkę śmiech. Zachowując się głośno nie złowi nawet tej lekko stukniętej terminatorki! Uginając do ziemi łapy, czul jak stłumiony chichot jeszcze wibruje mu w okolicach żeber, ale nie wydostał się on poza jego ciało. Prawie szorując brzuchem po ściółce, usunął się w cień najbliższych krzaków, by uciec z pola widzenia - w końcu ona miała przewagę, wiedząc gdzie jest, prawda? Zastanawiał się przy tym, jaki rodzaj piszczka może reprezentować Rzeczniaczka, ale w końcu odepchnął te myśli jako absurdalne. Od samego odgrywania zwierzęcia nie wyostrzą się jej odpowiednie zmysły! Poza tym sama go wcześniej naprowadziła na odpowiedni trop, przyznając się, że miała problem by go zobaczyć. No to musiał na nowo stać się niewidzialny!
Pomarańczowe spojrzenie prześwietlało pobliskie szuwary w poszukiwaniu skrawka rudego futra. Musiał przyznać, że przybrany przez nią kamuflaż sprawdzał się należycie i nie od razu zauważył sterczący jak maszt ogon. Jednak już natrafił na niego spojrzeniem, uśmiechnął się pod nosem. Mam cię! - Cisnęło mu się na wargi, ale zdławił odgłos i cichutko prześlizgnął się wzdłuż zarośli. Najpierw chciał się upewnić, że ma ofiarę na celowniku, by triumfalnie nie napaść jakiegoś badyla, bo wstyd byłby...
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Kremowa, niska kotka o długim, puszystym futrze w ledwo widoczne tygrysie pręgi. W świetle dnia końcówki sierści stają się niemalże białe, przez co odnosi się wrażenie, że sylwetka gotowa się ugiąć przy najdelikatniejszym choćby dotyku. Postura koteczki jest solidna, ale nie gruba czy przysadzista... szczupła właściwie też nie. Taka w sam raz. Dumny, podłużny pyszczek ozdabiają piękne, niemalże idealnie okrągłe ślepka koloru bladobłękitnego. Krok postaci jest śmiały, sprężysty, i rzadko kiedy spokojny czy pełen gracji, jak to się z reguły oczekuje od młodej damy.
Mała złośnica, choć z pewnym wdziękiem... powiedzmy. Samolubna i kapryśna: jej decyzje determinuje nieustanna chęć urozmaicenia swojego dnia jakąś rozrywką, co nierzadko dla jej rozmówcy może się skończyć w sposób przykry. Generalnie Żądełko to ten typ kociaka, którego się albo unika, albo uderza w pysk, żeby się uspokoiło.
Poranny Szron, Migocząca Łapa, Iskrzący Śnieg
Na ostatnie zawołanie kocura Żądełko wytrzeszczyła oczy. Jak to, od kiedy normalni terminatorzy i ci na „ł” byli tym samym? Czyżby jej nowy znajomy nie rozróżniał, w jaki sposób wymawia pewne rangi? Szare, wątpliwej jakości komórki Żądełka zabuzowały w jej łepetynie, aż w końcu wysnuła wniosek, iż problem musi tkwić w samej wadzie wymowy czarnego kocura. Zupełnie jak Czerwona Gwiazda! Ona też gadała czasami zupełnie od rzeczy, w taki sposób że czasami koteczka przez to połykanie „r” kompletnie nie rozumiała, co chciała przekazać. Gratulacje Żądełko, poziom błyskotliwości jak widzę stabilny.
Zanim jednak zdołała pochwalić się młodzieńcowi swoim niezwykłym odkryciem, rozmowa poszła dalej, i co więcej – najwidoczniej przystał na propozycję przeprowadzenia z nim swego rodzaju testu jego umiejętności. Z tego więc powodu pomknęła od razu przez krzaki, kicając od jednego do drugiego, i wydając przy tym rozmaite odgłosy.
W pewnym momencie przycisnęła pierś do ziemi za kupą kamieni, jakby starając się w jakiś sposób stłumić łupanie swojego podnieconego serduszka. Kremowe uszy kotki kręciły się jak szalone w każdą możliwą stronę w poszukiwaniu szeleszczących kroków hebanowego terminatora, którego imienia jeszcze nie zdążyła poznać. Wydawało jej się, że dosłownie za chwilę łowca na nią wyskoczy, chwyci zębami i poszatkuje na stertę kremowych kołtunów, nim choćby piśnie. Od tego wrażenia siedzącego na jej barkach jej podniecenie powoli zaczęło aż mieszać się ze strachem. Doskonale odgrywała swoją rolę, przynajmniej w swojej głowie, nie ma co!
Jej radar w końcu wykrył kolejne szur szur. To szur szur jednak różniło się od poprzednich tym, iż nie znajdował się na samej granicy słuchu... a tuż obok!
Obróciła główkę i z chichotem odskoczyła ze swoją umorusaną w trawie kitą przed straszliwymi szponami swojej niechybnej zguby. Wystrzeliła przed siebie, bez zbędnego bawienia się w podchody WALCZĄC O SWOJE ŻYCIE... w akompaniamencie lekko chrząkającego śmiechu raz na jakiś czas, ale jednak. Obejrzała się ponownie, sprawdzając czy kocur za nią biegnie... co okazało się czynem tragicznym w skutkach, bo oto nagle przed jej stopą wyrósł zasłonięty mchem kamor, który wyjątkowo niehonorowo zaatakował Żądełko, fundując jej upadek przypominający kraksę samolotu: nim się zatrzymała, zostawiła za sobą sporo wyraźnie urażonych krzewów, zerwane płaty trawy, no i generalnie niezły bałagan. W tym czasie Kornik najprawdopodobniej zdążył już ją dogonić, pozostało jej więc tylko unieść łapy w obronnym geście, chichocząc.
- Nie jedz mnie! Jestem OKROPNIE trująca! - zaśmiała się, machając kończynami raz po raz, gotowa w razie czego odeprzeć ataki.
Zjawiła się punktualnie przed obozem, wypatrując jakiejś kocicy o białym futrze. Została poinformowana przez Ognistopręgę, że wraz ze Śnieżnym Sercem uda się na patrol łowiecki. Było to niespodziewane, a zwłaszcza, że Mknąca Łapa w ogóle nie kojarzyła kota o takim imieniu. Zastępczyni opisała jej pokrótce wygląd tej kocicy jako nieskazitelnie białą o jasnoniebieskich oczach. Nie wypadało, aby się sprzeciwiać prawej łapie Czerwonej Gwiazdy, choć Nurt nawet nie miała do tego powodów – stwierdziła bowiem, że będzie to ciekawy sposób na udoskonalenie swoich umiejętności. Z reguły chodziła na polowania z mistrzem lub z innymi terminatorami, a więc rzadko pojawiała się okazja, aby być ocenionym przez innego wojownika. Stała więc z pogodnym wyrazem mordki, rozglądając się za ową Śnieżne Serce. Niecierpliwie ugniatała łapami ziemię, ponieważ nie mogła powstrzymać swojego podekscytowania.
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
W ostatnim czasie zbyt wiele polowała. Zbyt wiele jak na Śnieżną. Tym razem musiała odbyć patrol łowiecki. Średnio jej się to podobało no ale cóż. Wiedziała, że ma polować z Mknącą Łapą. Spotkała ją w obozie i zaproponowała wspólne polowanie. To chyba córka Kosowej Pieśni. Kilka chwil później odnalazła kotkę. - Witaj Mknąca Łapo. Dzisiaj zapolujemy. - zabrzmiała trochę jak jakaś mistrzyni. Z czego nie była dość zadowolona. Wystarczyła jej Mewa i Fiołek. Nawet nie może naleźć czasu na gadanie z braciszkiem. - Więc tak, rozdzielamy się. W razie czego krzycz. Którą stronę wybierasz? - dała wybór dla młodej terminatorki. Ona również była podekscytowana. Chciała tym razem coś upolować. Coś lepszego niż wąż, o czym dowiedziała się od starszyzny klanu Rzeki.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Ironia losu? A może idealna próba dla córki Kosowej Pieśni? Nie będziemy teraz wnikać, a skupmy się na szansy, która znalazła się w pobliżu Mknącej Łapy. Pierw szum nad jej głową, a potem czarny ptak wylądował kilka długości ogona od niej, w połowie przysłonięty krzakiem – z perspektywy terminatorki oczywiście. Teraz tylko od Mknącej zależało czy zdecyduje się na konfrontacje z krukiem, czy raczej odpuści go sobie, szukając innej zwierzyny.
Wojowniczka natomiast nie natrafiła na nic wartego uwagi, no chyba, że liczą się ptaki co przeleciały nad jej głową, znikając następnie za koronami drzew, oddalając się dalej, aż za tereny Rzeki. Może należy zmienić kierunek wędrówki?
Obrzuciła kocicę o białym futrze wrogim spojrzeniem, oburzona tym, co przed chwilą wyszło z pyska Śnieżnego Serca.
– KRZYCZEĆ? Dobre sobie! Prędzej to MOJA OFIARA będzie krzyczeć, więc nie bój żaby! – zarechotała niczym wspomniane przez nią zwierzę. – Pójdę w TĘ! W razie czego KRZYYYCZ! – zarecytowała towarzysza jej polowania, po czym po raz kolejny wybuchnęła salwą śmiechu. Opanowała się jednak w miarę szybko, a następnie udała się w wybranym przez siebie kierunku. Nie minęła chwila od rozdzielenia się dwóch kocic, gdy przed Mknącą Łapą pojawił się jakiś czarny ptak. Ptaszysko było zdecydowanie większe od byle wróbla, jednak skoro na treningu uporała się z bażantem to i z tym powinna dać sobie radę! Zatrzymała się więc za krzewem, który oddzielał ją od kruka. Przybrała odpowiednią pozycję do łowów, by powoli okrążyć roślinę i zakraść się jak najbliżej do ptaka. Uważała, by ruszyć w tym momencie, w którym ten będzie zwrócony ogonem w jej stronę. Oblizała się, aby zaraz po tym wybić się z tylnych łap w kierunku potencjalnej zdobyczy. Pamiętała o radach swojego mistrza, to jest żeby najpierw celować w skrzydło. Starała się zahaczyć o nie pazurami, aby odciąć czarnemu ptakowi najszybszą drogę ucieczki.
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Cóż, biała jedynie przewróciła oczami na reakcję Mknącej. Jej zachowanie było ciut niegrzeczne. A to nie jest dobry sposób na poprawianie relacji. Już chciała otworzyć pysk, aby powiedzieć, że zaraz spłoszy zwierzynę lub zawoła drapieżnika. A tego biała by nie chciała. Wychodząc z granic terenów nie mogła nic znaleźć... Nic a nic. Postanowiła obrócić się w kierunku rodzinnych ziem i tam poszukać zwierzyny. Oby tym razem jej się poszczęściło. Ugięła prędko łapy, a na tylnych pozostały cały ciężar ciała. Głowę i Ogon zrównała z grzbietem. Brzuch na tyle nisko aby nie szurał i wzrok pod łapy. Chyba o wszystkim pamiętała. Liczyła na dobre łowy. Na lepsze niż ostatnim razem.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Atak Mknącej: w ogóle się nie udał[0%] Atak kruka: w ogóle się nie udał[0%]
Cóż się właściwie zadziało? Niby kruk odwrócił się ogonem do terminatorki, a jednak kiedy ta ruszyła w jego stronę, ten nagle zmienił zdanie i powrócił do swej poprzedniej pozycji. Jego głowa od razu odwróciła się, a ten prześwidrował swym jednym okiem postać Mknącej Łapy, by następnie zaskrzeczeć i zamachnąć się skrzydłami. Pewnie właśnie niespodziewany ruch ptaka sprawił, że atak terminatorki nie przebiegł tak jak planowała. Kruk również nie zranił kotki, a jedynie machnął nogą w jej stronę, by następnie odskoczyć od niej – zwiększając tym samym odległość. Mknąca jak miała zamiar dzisiaj wrócić z krukiem na stos, musiała się sprężyć, bo lada moment ptak może wznieść się w powietrze!
Och, no proszę, proszę! Na dla króliczków i wróbelków TA zwierzyna wydaje się być o wiele bardziej spektakularna i warta pochwał! Nie jest nowością, że koty raczej polują na zwierzęta futerkowe – albo te z piórami! - a wąż? Właśnie przedstawiciel zaskrońca przemykał wśród traw, gdzieś na prawo od wojowniczki. Samica zaskrońca była zaledwie długość lisiego ogona od Śnieżnego Serca, a z każdą chwilą oddalała się coraz to bardziej.
Prychnęła z powodu niezadowolenia, świdrując wpatrującego się w nią kruka swoim wrogim wzrokiem. Zdziwiła się, że ten jeszcze się nie wzbił w powietrze. Myślał, że da sobie z nią radę? Jego niedoczekanie! Nurt od razu postanowiła wykorzystać błąd popełniony przez czarnopiórego i ponownie wybić się z tylnych łap w jego stronę. Jej strategia była prosta, w sumie taka sama jak przed chwilą – zahaczyć o skrzydła ptaka pazurami i je zranić, aby ten nie mógł od niej uciec. Potem będzie mogła przejść do o wiele ciekawszych ataków. Teraz jednak liczyła na to, że upierzone zwierzę przyjmie wyzwanie i nie czmychnie tak prędko.