Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Miał, oh i to ważną sprawę do wyjaśnienia, tylko że wcześniej nie miał co do tego okazji. Teraz kiedy ją miał, pragnął ją wykorzystać jak najlepiej i nieco...mimo iż dawno nie widział Owocówki utrzymać ją na dystans do czasu wyjaśnienia nurtujących go pytań. A jej przepraszanie za wtulanie się na ceremonii komentował jedynie cichymi mruknięciami i machaniem lejącą się kitą. Był ciekaw, jak zareaguje na słowa, które zaraz miały paść z jego pyska...czy spodziewała się tego, o co mogło mu chodzić? Czy miała już jakieś przypuszczenia? Cóż...miał zamiar się za kilka uderzeń serca o tym dowiedzieć. Na razie jednak co jakiś czas spoglądał na nią, aby wzrokiem doszukać się emocji, które w niej drzemały. Śliwka nie miała tak dobrej "maski" jak on i łatwo można było zdrapać z niej uczucia. Widział na jej pyszczku niepokój...a więc jednak stresowała ją rozmowa, która jeszcze dobrze się nie zaczęła? Widocznie tak. Strzepnął uchem, leniwie przenosząc wzrok przed siebie i na ładny malujący się przed nimi widok, któremu uroku dodawały delikatnie przeciskające się przez gęste listowia promienie.
Wtedy nagle Śliwkowa Pestka wydarła do przodu, nie jakoś szczególnie mocno jednak zaskoczyła tym ptaszora, który uniósł jedną z kocich brwi w górę zatrzymując się w miejscu. Jej uśmiech wymalowany na jej uroczym pyszczku i cichy chichot sprawiły, że przez moment miał wątpliwości czy chce poruszać ten temat teraz i sprawić, że te jej delikatnie uniesione w górę kąciki nagle opadną. "Sokół, weź się w garść, przyszedłeś tu by doprowadzić sprawę do końca, wyjasnić to co trzeba, a nie by cię rozmiękczyła." - burknął w głowie sam do siebie, karcąc się, że taka myśl mignęła mu przez łeb. Zmrużył więc na moment ślepia, które utkwił w jej postaci.
— Możemy zossstać, jednak nie zmieniaj tematu Śliwko. — zaczął na początek postępując krok do przodu, do niej. Następnie majtnął puchatym ogonem i kontynuował, wciąż mrożąc Śliweczke swym wzrokiem. — Czy powiedziałaś komuś o...nasss? — zapytał. Był ciekaw jak zachowa się córka Kosowej Pieśni, jaka ekspresja wymaluje się na jej czarno-białym licu, co pokażą mu jej zielono-zółte oczy, co będzie starała się zatuszować, a co zdradzi mu jaka była faktycznie prawda i czy przypadkiem Owocówka nie chciałaby go oszukać.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Możemy zossstać, jednak nie zmieniaj tematu Śliwko.
I w tym momencie jej lekki i naiwny uśmiech połączony ze wcześniejszym chichotem zniknął, a jej czarne, trójkątne uszy cofnęły się, a sama Owocówka jakby skuliła się na stojąco. Nie odwróciła jednak spojrzenia od partnera. Dopiero kiery ten uraczył ją lodowatym spojrzeniem i zrobił krok w jej stronę, ta spuściła zestresowana spojrzenie oliwkowych ślepi i cofnęła się, kuląc jeszcze bardziej. Nie lubiła kiedy tak na nią patrzył, kiedy zwracał się do niej tak...ozięble. Zawsze wtedy czuła się okropnie, a obecna sytuacja nie była odstępstwem od normy. Bała się co zaraz padnie z mordki Sokolego Skrzydła, bała się, że jej przypuszczenia się potwierdzą, że kocur był na nią zły! Bardzo zły. Czy to, że przywiała się z nim nieco bardziej czule niż powinna tak okropnie zdenerwowało kocura, że się tak zachowywał? Że był na nią zły? Było to czuć i widać, ale i tak naiwnie mydliła sobie oczy, że...To nie tak. Stęskniła się, łaknęła kontaktu z nim po dłuższej chwili jego nieobecności w obozie i u jej boku. To było raczej naturalne, że dwójka partnerów tak robiła! Kosowa Pieśń pewnie też tak witała Głogowy Cień kiedy w końcu mogli przysiąść obok siebie i poczuć swoje futerka. Dlaczego więc zamiast przyjemnego ciepła i słodkiego uczucia akceptacji Śliwkowa Pestka czuła się winna? Cisza jaka była między pierwszymi a następnymi słowami niebieskiego wojownika w odczuciu Głogówny trwała na tyle długo, aby jej gardziel zacisnęła się ze stresu a jej żołądek zaciskał się w mały supełek przyprawiając o mdłości. Później nie było lepiej, kiedy twardy ton Sokoła znów przedarł powietrze między nimi tak jak wcześniej jego puchaty ogon... Śliwka zastygła otwierając szerzej zielono-żółte ślepia w zdezorientowaniu i przerażeniu.. N-nie, nie...On nie mógł o to pytać! Mógł o wszystko, ale nie o to. Przecież, oh, jak! Poczuła się zagrożona, otoczona i zdecydowanie jej się to nie podobało. Podniosła spojrzenie, wbijając je nie w swoje łapy czy trawę a w pysk kocura, jakby chcąc się upewnić czy aby na pewno zadał to pytanie które dotarło do jej uszu. Jego spojrzenie żądało wyjaśnień, więc nie mogła się przesłyszeć, a gdy prawda w nią uderzyła - skuliła się jeszcze mocniej, uginając przy tym łapy. xx— S-s-sokole Skrzydło...j-ja..ja... — wyszeptała cichutko, łamiącym się głosem uciekając od niego spojrzeniem. Co miała powiedzieć? Skłamać? Nie, byłoby tylko gorzej! Kto mógł się wygadać, przecież...Mówiła tylko Kosowej Pieśni, a ona nigdy by tego nie zrobiła. Prawda? Chciało jej się płakać, jednak przełknęła ciężko ślinę i zmusiła się do podniesienia spojrzenia, jednak nie miała odwagi spojrzeć partnerowi w pysk. Znowu zrobiła głupi błąd! Znowu ona... — Ja tylko...p-p-powiedzieć mamie, tylko! — zapewniła cichutko, a w jej oczach pojawiły się łzy. Zamrugała pośpiesznie i podniosła się, a jej ogon nastroszył się, podwijając się pod nią a końcówka nerwowo uderzała o kostki. Głupia, głupia Śliwka. Pochyliła łebek ulegle, nadal z położonymi uszami. xx— Przepraszam, p-p-przepraszam, przepraszam... Nie chciałam, j-j-ja...proszę, nie złość s-s-się na mnie. Ty-tylko chciałam...Dostać radę jak być lepszą partnerką, a-abyś się przekonał, że dobrze zrobiłeś zgadzając się i...i...przepraszam — była przerażona i nie kontrolowała tego. Wystarczyło spojrzenie, ton i poruszony temat, a Śliwkowa Pestka wpadła w panikę. Wbiła spojrzenie we własne łapy i w ciszy oczekiwała reakcji partnera.
Coś narobiła! Było trzymać język za zębami, głupia!
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Śliczny, delikatny i pogodny uśmiech w mgnieniu oka zniknął z jej czarno-białego lica, a Sokole Skrzydło zaczął zastanawiać się, czy to wynik zaskoczenia, czy...przerażenia. Niepatrzyła na jego pysk widocznie nie zdołała utrzymać ciężaru, presji którą na niej wywierał, a on? On czekał w milczeniu. Chciał usłyszeć całą prawdę calutką i nie obchodziło go to, czyzrani dążąc do tego Śliweczkę,czy też nie. Obiecała mu coś i chciał dowiedzieć się, czy dotrzymała tej obietnicy, czy po raz drugi się na niej zawiódł i udowodniła mu, że nie może na niej polegać. Jakby wyparowały z niego wszystkie emocje a w szczególności to uczucie co było dla niego bardzo niezrozumiałe. Przyćmione zostały niepohamowaną ciekawością i tylko i wyłącznie nią. Nie wzruszony tym, co przechodziła teraz jego"partnerka", emocjami, które odczuwała w środku i nieprzyjemnymi bodźcami, które teraz doświadczała, usiadł na ziemi wciąż mając zatrzymany wzrok na jej postaci. Co jeszcze Śliweczko pokażesz? Zmrużył delikatnie ślepia, gdy jej rozwarły się szeroko i przerzuciły się na jego pysk w taki sposób, że mogli teraz utrzymać kontakt wzrokowy. On nie miał z tym najmniejszego problemu, gorzej miała Owocówka, która nie mogła z siebie wydusić odpowiedzi. Wiedział, że kłamanie w żywe oczy było ciężkie, a poza tym córa Kosowej Pieśni przyznajmy szczerze...nie potrafiła kłamać, prędzej rozpłakałaby się przed nim. Nagle zastrzygł uche słysząc wyszeptane swoje imię. A więc jednak nie zabrakło jej języka w pysku? To dobrze, gdyż już miał zamiar ponaglić wojowniczkę o jakąkolwiek odpowiedź. Po tym zniosła z niego wzrok. Nie wiedział jak ma go określić lecz na pewno nie wpatrywał się w jego postać...a więc coś było na rzeczy? Mógł to przewidzieć! Nim jeszcze Śliwkowa Pestka zaczęła kontynuować jego mięśnie napięły się z lekka,a grzbiet nosa zmarszczył się delikanie. Ja tylko...p-p-powiedziećmamie, tylko!
A więc jego przypuszczenia się potwierdziły...złamała dane mu słowo. Powstał na równe łapy kładąc na kilka uderzeń serca uszy po sobie. Obiecała... Obiecała, że nic nikomu nie powie! Zmarszczył brwi cofając się o krok, tworząc między nimi większą przestrzeń niż wcześniej, a ogon cóż, niebezpiecznie zafalował w powietrzu. Złość...to teraz właśnie odczuwał. Miał ochotę odejść, zostawić ją bez słowa, bez niczego, z tą niewiedzą co dalej począć. Już miał zamiar odwrócić się na pięcie, gdy do jego szpiczastych uszu doszedł po raz kolejny jej cichutki i delikatny głosik. Spojrzał na nią spod byka. Gołym okiem widział jej przerażenie i...panikę jednak w tym momencie nie zważał na to było to dla niego...przykro mówiąc niczym. Właściwie nawet nie wiedział, dlaczego jeszcze tu stoi i chce ją wysłuchać do końca. Liczył żepowie coś co by ją w jakiś sposób usprawiedliwiło?"Ty-tylko chciałam...Dostać radę jak być lepszą partnerką,"burknął coś niezrozumiałego pod nosem na chwile patrząc w trawę pod łapami.
— W takim razie jak wytłumaczysz mi, że Bratkowa Łąka i Niedziwedzi Kieł również o tym wiedzą, a przynajmniej jedna z nich? —mruknął oschłe w jej kierunku. Doskonale pamiętał jak obie kocice jak nigdy wcześniej podeszły do niego a jedynym tematem, który się wokół nich kręcił to był JEJ temat. Jeszcze to pytanie, które zadała mu niebieska kocica...tłumacz się Śliwko, tłumacz! Albo...nie marnuj już jego czasu, którego i tak widocznie zmarnował za dużo.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Nie powstrzymała łez. Kilka słonych kropel wpłynęło jej po policzkach co szybko starała się zamaskować wycierając je przednią łapą. Nie miała 10 księżyców, nie mogła tak po prostu się rozpłakać! Pewnie nawet nie miała dobrego powodu, a...Jej emocje i tak wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem, który był przyćmiony przez strach, stres i ból. Nie był to pierwszy raz - Śliwkowa Pestka od zawsze była nadwrażliwa i brała zbyt wiele bodźców do siebie. Czy to zwykłe słowa, czy też puste gesty, które dla innych kotów nie miały wiele znaczenia; a Owocówkę przyprawiały o palpitacje serca i tysiące myśli "co zrobiłam nie tak". Pisnęła kiedy kocur nagle poderwał się na równe łapy po tym jak powiedziała mu prawdę. Nawet przez myśl jej przeszło, czy nie lepiej było skłamać, chociaż...Nie była do tego zdolna. Nie w momencie w którym miała przed sobą niebieskiego kocura i jego ponaglające spojrzenie. Docisnęła uszy jeszcze bardziej do czaszki, otwierając szerzej zaszklone, oliwkowe oczy. Dygotała, a powietrze uciekało z jej płuc ze stresu, przez co czuła jak coraz gorzej jej się oddycha. Wysunęła delikatnie pazury, wbijając je w ziemie kontrolnie. Bała się, że zaraz ta ucieknie spod niej i straci kompletnie grunt. Skuliła się jeszcze bardziej kiedy Sokole Skrzydło ostro falował ogonem w powietrzu, a po chwili wbił w nią mordercze spojrzenie, przez co sama spuściła własne, wbijając je w swoje dygoczące, białe łapy. Dlaczego nie może wziąć się w garść? Zacisnęła zęby i podciągnęła nosem. Wiele ją kosztowało, aby się kompletnie nie rozkleić. Nie mogła, po prostu nie mogła. Wystarczyło, że się jąkała i znów zaczynała mylić słowa czy gubić literki. A to zdecydowanie nie przemawiało na jej korzyść. Bała się, tak okropnie się bała! Wszystko popsuła przez swój niewyparzony język, złamała dane słowo! Zawiodła Sokoła...Żołądek ścisnął się jej jeszcze mocniej powodując większe mdłości i dyskomfort. Chłodne i wściekłe spojrzenie wojownika wcale jej nie pomagało. Czuła się przez nie jeszcze bardziej winna. Dlaczego wszystko psuje? Znowu przez nią się kłócą a syn Jastrzębiego Szponu jest zły, tak strasznie zły... Przecież ona tylko chciała być lepsza partnerką, udowodnić, że Sokole Skrzydło dobrze zrobił zgadzając się na zostanie jej partnerem. Teraz z każdym prychnięciem i burknięciem, ostre igiełki były wbijane w serduszko Głogówny, której coraz trudniej było powstrzymać łzy. xx— P-pr-prosze, nie m-m-mów tak d-do mnie... — miauknęła błagalnie, unosząc spojrzenie na partnera, podnosząc się delikatnie, aby zrobić krok w jego stronę, a później kolejny...I kolejny. Chciała wtulić się w jego pachnące futro, poczuć jego ciepło, a nie skupiać się na oschłym tonie. Tego przecież chciała, za tym tęskniła po długiej nieobecności Sokoła. Ledwo mogła zamienić z nim parę słów, a co dopiero przytulić! Wiedziała, że takie były zasady ich tajemniczego partnerstwa, jednak im dłużej wmawiała sobie, że jej to wystarczy - tym bardziej czuła, że to kłamstwo. Potrzebowała jego wsparcia, jego ciepła i jego uczucia. Może Kosowej Pieśni pasował podobny układ z Głogowym Cieniem, ale...Śliwkowej Pestce zdecydowanie tego wszystkiego brakowało i naprawdę zabolał ją kolejny błąd jaki popełniła. Obawa, że wszystko się posypie pchnęła ją prosto na popękany lód. Nie mogła go przecież stracić! xx— N-nic im nie mówiłam, przysięgam! — odparła, robiąc jeszcze jeden krok w jej stronę. Dawno z nimi nie rozmawiała, ba! z Bratkową Łąką to już w ogóle. Odnosiła wrażenie, że siostra jej zwyczajnie...nie lubi. — P-p-proszę, nie złość się, przepraszam, p-prze-przepraszam, Sokole Skrzydło. J-już nie będę, tylko n-nie patrz tak na mnie, b-boje się. — wymamrotała i dotknęła swoim czołem jego piersi, po chwili się o nią ocierając w poszukiwaniu zrozumienia i ciepła. Czuła gorzką żółć we własny pyszczku. Zacisnęła powieki w oczekiwaniu na reakcje. Ona naprawdę chciała...dobrze. Cicho liczyła, że partner ją zrozumie i przestanie się złościć. Naprawdę cicho...
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Te wszystkie księżyce, które spędził w smutku z powodu straty swych najbliższych, ta maska, w którą zawsze przyodziewał swoje lico..to wszystko sprawiło że wyprał się z wszelakich bodźców, głównie płaczu, który mógł u kogoś wywołać. Nie reagował na to, a już w szczególności, gdy złość wezbrana w nim była tak wysoka, że mało brakowało, aby zaczął ryć pazurami w trawie wyrywając jej szczątki i dokopując się do ziemi, tak jak uczynił to w dzień odebrania mu Skrzącego Słowa. Jego ogon szaleńczo falował za nim w powietrzu co jakiś czas przecinając je. Był zły, lecz czy Śliwkowa Pestka nie powinna się tego spodziewać? Znała go, zdążyła poznać jego gorszą stronę, w której kontrolę zabierał gniew, jedyne swoją drogą uczucie, które nie dało się poskromić ptaszorowi. Powinna była go teraz zostawić.
Napiął mięśnie a futro na jego karku, uniosło się podobnie zresztą jak na kudłatej kicie. Jego pazury nagle wyskoczyły z opuszek palcy a chłodne ślepia lustrowały zbliżającą się w jego kierunku śliwkę. Jej cichutki, łamiący się głosik, który prosił, aby nie mówił do niej w taki sposób, jej słone łezki spływające po policzkach, szklane oczka w tym momencie nie robiły na nim żadnego wrażenia ani żadnych wyrzutów sumienia. W jego ślepiach było widać wściekłość i Śliwkowa Pestka zapewne prędko pożałowała spojrzenia na jego przepełnione gniewem niebieskie lico. Znała zasadę, znała ją doskonale, a i tak postanowiła ją złamać, głupia. Czego ona się spodziewała? Że to się nie wyda? A jeżeli się wyda to syn Jastrzębicy przyjemnie to ze spokojem? Musiała w takim razie pomylić go z inną osobą. Kiedy stawiała kroki w jego stronę, on stał w miejscu, nie ruszając się nigdzie. Właściwie nie miał do końca pewności, dlaczego to robił, chciał jej zrobić nadzieję, że wszystko będzie w porządku? Nie, nic nie było w porządku i ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Złamała słowo, które było dla niego ważne, bardzo ważne. Wypuścił ciężko powietrze przez nozdrza, gdy poczuł jak czarno-biała wojowniczka ociera się o jego pierś. Zmarszczył na to grzbiet nosa i tylko jeszcze bardziej wiercił w niej dziurę swymi ślepiami. Miał jej teraz uwierzyć? Niedoczekanie.
— I sssądzisz, że ci teraz uwierzę? — rzekł i nagle się od niej odsunął zabierajac jej to czego tak bardzo łaknęła i coś, co potrzebowała - bliskości. — Przed chwilą powiedziałaś mi, że złamałaś dane mi sssłowo i ja mam ci teraz uwierzyć? Mylisz się. Dałem ci jeszcze jedną szansssę, którą postanowiłaś zmarnować...znowuż dałaś mi powód abym się na tobie zawiódł, ssskoro nie mogę cię poprosić nawet o dochowanie tajemnicy... Pamiętasz tamten dzień? Mówiłaś wtedy coś w ssstylu...czy nie przypadkiem, że umiesz dossskonale dochowywać tajemnic? Właśnie widzę. Chciałem ssspędzić z tobą miło czasss, ale wiesz co, odechciało mi się. Nie wiem co dalej z nami będzie ssskoro nie potrafię tobie zaufać, bo nie dajesz mi powodów abym mógł. — fuknął i prostując się dumnie z uniesioną jedną wagrą, spod której widoczny był jeden biały kieł, odwrócił się na pięcie. Zrezygnowany poruszył łbem na boki i ostatni raz przeciął powietrze tuż przed Śliwką. — Zossstaw mnie...nawet nie próbuj za mną iść. — syknął w jej stronę, gdyby naszla ją głupia myśl aby za nim podążyć. Wypuścił ciężko powietrze i przepełniony zrezygnowaniem, zawodem i gniewem odszedł.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Była naiwna. Tak boleśnie naiwna! Przez moment, krótkie uderzenie serca, może dwa - czuła ciepło i bliskość od Sokoła próbując zignorować jego wzrok, który czuła na sobie aż za dobrze. Wywiercał w niej bolesne dziury, mroził, odpychał. Mimo to myślała, że jej słowa coś znaczą, że jej gesty coś dla niego znaczą i odepchnie chociaż na moment złość jaka mąciła w jego umyśle. Nie chciała powtarzać tego co było kilka księżyców temu kiedy był na nią tak okropnie zły... Jednak zamiast odepchnąć złości, odepchnął ją. Krótka chwila ciepła została gwałtownie i brutalnie przerwana w momencie jak Sokole Skrzydło odsunął się od Śliwkowej Pestki, na co ta zadrżała zdezorientowana, otwierając z powrotem oczy - szeroko, w niedowierzaniu i strachu. To nie tak miało być, nie! Miał się uspokoić, mieli spokojnie o tym porozmawiać, wrócić do normalności, cieszyć się spacerem. Dlaczego tak to nie wygląda... Dlaczego zamiast poczucia bezpieczeństwa odczuwała teraz tylko lęk, niepewność i ten przytłaczający strach? Strach, że znów wszystko popsuła i zaraz wszystko co próbowała budować jak najlepiej runie i zniknie pozostawiając ją z gruzami i poczuciem winy. Już teraz patrząc na wykrzywiony w dezaprobacie pysk partnera czuła jak poczucie winy i sumienie zaczynają ją pożerać jak wściekłe borsuki. Czuła, jak pazurami rozszarpują jej wnętrze, jak ich ostre kły zaciskają się na jej gardle nie pozwalając wydać z siebie żadnego dźwięku. Stała, lekko kuląc się pod naporem spojrzenia syna Jastrzębiego Szponu i tego wszechogarniającego chłodu. Nastroszyła ogon, który dalej niespokojnie podkulała pod siebie obijając jego końcówką własne kostki. Każde jego słowo odczuwała boleśniej i dosadniej niż poprzednie. Tak jakby Sokół wbijał jej grube szpikulce lodu prosto w młode, zauroczone nim serduszko a zaślepienie dalej nie chciało z niego spaść. Bolało, to wszystko co mówił bolało! Czuła jak powoli traci dech z paniki i jak jej łapy drżą, jednak...Dopiero po chwili przyszedł najgorszy cios. Cios, na który czarno-biała Owocówka nie była przygotowana.
Odechciało mi się
xx— O-o-odechciało...odechciało ci się? — wymamrotała pod nosem, wpatrując się w niego wręcz oniemiała. To był najboleśniejszy cios jaki teraz i kiedykolwiek jej zadał. Końcówka jego wypowiedzi umknęła jej już kompletnie, kiedy umysłem skupiła się na powtórzonej przez siebie części. "Odechciało mi się"...Czy ona dobrze usłyszała? On...on naprawdę to powiedział? Oh! Dopiero syk i trzepnięcie ogonem blisko jej nosa, które miały zniechęcić ją do ruszenia za nim obudziły ją z transu w jaki wpadła. Zamrugała szybko chcąc pozbyć się grubych łez zalegających w jej oczach i zmuszając łapy do współpracy. xx— S-sokół...Sokół proszę! — pisnęła. Zrobiła kilka chwiejnych kroków nim wystrzeliła by zatrzymać odchodzącego kocura. W końcu wyprzedziła go i ustawiła się przed nim, a jej ogon nastroszył się jeszcze bardziej. Chciała go zatrzymać, cokolwiek! Uniosła głowę i wbiła w niego zrozpaczone spojrzenie, jednak on...on dalej był tak samo chłodny i obojętny. — J-jak...jak to odechciało? P-przecież z-zależy c-ci na mnie, p-prawda? Kochasz m-mnie, t-tak...tak jak ja ciebie, p-powiedz mi, że to prawda... proszę... Poprawie się, już n-nikomu niczego nie powiem, tylko...tylko nie złość się na mnie
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Ognistopręga Płeć: kocur Matka: Jastrzębi Szpon Ojciec: Deszczowa Łapa [*] [Liściasta Łapa] Partner: Czy to jeszcze istnieje?
Wysoki jak na swój wiek, niebieski kocurek. W przyszłości jego kocięcy tłuszyk przerodzi się w mięśnie. Budową zdecydowanie bardziej przypomina nastoletnią matkę, natomiast chodem...zdecydowanie ojca. Porusza się z gracją, z lekko uniesioną wyżej głową. Wypina lekko do przodu swoją pierś. Jego futerko jest długie, puszyste, odrobinę dłuższe na kołnierzyku. Posiada białe plamy ciągnące się od pyszczka w postaci cienkiej kreseczki, po bródkę, kończąc się na kołnierzyku, który następnie zostaje rozbity na brzuchu na dwie mniejsze łatki, gdzie pomiędzy nimi znajduje się jeszcze znacznie mniejsza, plamka. Tak samo w przypadku pyska, na którym na samym jego środku widnieje malutka kropeczka. Jego uszka są rozstawione po obu stronach jego dużej okrągłej głowy. Nosek jest ciemnoszarej barwy. To wszystko dopełniają śliczne jasnożółte niczym słońce znajdujące się w zenicie ślepia, których barwa pod względem padania słońca, może się przerodzić w jasnozielone niczym jesienna trawa.
Sokół...kocurek, który skrywa wewnątrz siebie ogromnego patriotę. Klan Rzeki stawia na pierwsze miejsce, reszta klanów jest dla niego nikim. Nie liczy się. To samo tyczy się z samotnikami/pieszczoszkami, a także dodatkowo kotów pół krwi, których rodzice nie mogli powstrzymać swoich emocji i pomieszali dwie krwi różnych klanów. Na ceremoniach czy zebraniach na pewno zabierze swój głos, bo przecież musi dorzucić te swoje trzy grosze w formie sprzeciwu. Jeśli jakiś samotnik raczy pojawić się na terenie klanu, NAJWSPANIELSZEGO klanu, może się liczyć, że dostanie porządnego kopa. Oczywiście to samo tyczy się tych wszystkich innych kotów, które śmią nazywać się klanem. Jego pysk nie wyraża żadnych emocji. Rzadko, ale to bardzo rzadko się zdarza, aby uraczył cię swoim uśmiechem. To tylko jak mu się spodobasz i cię polubi. To wtedy możesz na to liczyć. Częściej jego rodzina może zastać go z lekko uniesionymi kącikami ust, szczególnie podczas wspólnej zabawy. Jeśli chodzi zaś o rodzinę. Kocha ja najmocniej jak potrafi, mimo wszystko rodzina jest dla niego bardzo ważna i nie chciałby jej stracić.
Oh, Śliwko, Śliwko...Śliwko. Dlaczego ty to sobie robisz?
Może to durne, lecz wciąż z tyłu głowy miał cichą nadzieję, że jednak Owocówka nikomu tego nie wygadała, aż do teraz. Pomylił się i jego przypuszczenia sprawdziły się. Chciał, aby zostawiła go w spokoju, gdyż już dość popsuła mu dzień. I pomyśleć, że chciał z nią milo spędzić czas, porozmawiać pierwszy raz od tak dawna, a ona...ona to wszystko popsuła! Już odchodził, nawet nie patrząc na jej zszokowany jego nagłym zerwaniem pysk, gdy nagle na jego drodze stanęła Głogówna. Zmrużył ślepia, w których przez moment było widać zaskoczenie, lecz dosłownie na moment. Przyćmione zostało bowiem jeszcze większym gniewem. Jego lejący się ogon uderzył o ziemię, a on mierzył ją od stóp do głów zlodowaciałymi oczami. I na co ona liczyła, że go zatrzyma? Wolne mi żarty. Zastanawiał się tylko dlaczego jeszcze bardziej podkładała się mu i jeszcze bardziej go wnerwiała. Dlaczego sobie to robiła? Czyżby zapomniała o jego bezmyślności podczas złości? Że syn jastrzębicy mógł powiedzieć o słowo za dużo niż zwykle? Na początku miał zamiar jej nie odpowiadać. Szturchnąć ją i odejść i po raz kolejny trzepnąć jej ogonem przed pyskiem, by się opamiętała i przestała za nim leźć, jednak nie, wypuścił ciężko powietrze przez nozdrza widząc jej zrozpaczone oczka błądzące po jego pysku. Kochasz m-mnie, t-tak...tak jak ja ciebie, p-powiedz mi, że to prawda...
Zmrużył jeszcze bardziej ślepia, a jego źrenice zmniejszyły się do niewielkich szparek
— Nie ufam ci. — syknął cicho na dobry początek, robiąc krok w bok w celu wyminięcie czarno-białej wojowniczki. — Daruj sssobie. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać, rozumiesz? Czy mam ci jeszcze raz powtórzyć, że masz mi dać ssspokój? — parsknął nie oszczędzając się w słowach. Mało obchodziło go, ba nie obchodziło go wcale, że jego słowa mogą być dla deliaktnego serduszka córki Kosowej Pieśni bardzo raniące, lecz powinna się tego spodziewać stając tuż przed nim, teraz. — Zejdź mi z oczu i przessstań za mną podążać. — fuknął i zniżył nieco łeb przybliżając się do niej, aby zakodowała sobie wreszcie w tym pustym łbie, że ma sobie ODPUŚCIĆ. Nie wspomniał jednak o słowach, które dotyczyły ich związku, pozostawiając tę sprawę jeszcze do końca niewyjaśnioną. Musiał to...przemyśleć, jak tylko drzemiące w nim emocje opadną. Śmiesznie to teraz brzmi. Jednak czuł, że sprawa była już częściowo jasna. Skoro nie potrafił jej zaufać...to na czym ich partnerstwo miało się niby opierać? Machnął jej tuż przed nosem ogonem i wyprostowując się odszedł, a przynajmniej chciał odejść o ile znowuż Śliwkowa Pestka nie próbowała go zatrzymać, co stanowczo jej odradzał.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Nie odpowiedział. Przemilczał jej chęć upewnienia się co do odwzajemnionych względem niej uczuć i było to o wiele boleśniejsze niż gdyby kocur im faktycznie zaprzeczył. Czy sądziła, że gdyby zamiast milczenia i ominięcia tematu, kocur rzucił w jej kierunku chłodnym "nie, nie kocham", lepiej by na to zareagowała? Zdecydowanie nie. Jednak teraz...poczuła się okropnie. Zastygła wpatrując się w chłodny pysk Sokolego Skrzydła chcąc wyłapać na nim coś więcej niż złość. Przecież kocur na pewno teraz odczuwał coś innego niż to co pokazywał. Musiał! Naiwnie myślała, że niebiesko-biały tylko się zgrywa, że naprawdę zaraz się uspokoi i wszystko wróci do normy. Jednak tak się nie stało. Sokół dalej wbijał w jej serce ostre, lodowe igły swoim głosem, spojrzeniem i zachowaniem. Ból, jaki przez to wcześniej odczuwała pozostał - ba! Zwiększał się z każdym uderzeniem serca, a Śliwkowa Pestka miała coraz większe problemy z oddychaniem. Stres i strach zaciskały jej gardło coraz boleśniej, a żołądek skręcał się w tak małe supełki, że nawet gdyby chciała; nie mogłaby teraz ani nic przełknąć, ani zwymiotować z nadmiaru negatywnych odczuć. Nie mogła się ruszyć, czując, że za moment jej łapy kompletnie odmówią jej posłuszeństwa. Drgała, a jej sierść stała nastroszona, ogon podkulił się pod nią i szalenie obijał jej kostki w oczekiwaniu. Była zdezorientowana, jednak przez to, że wojownik ominął najważniejsze na ten moment pytanie, pomiędzy smutkiem i przerażeniem zaczęła tlić się inna, gorsza emocja - złość.
"Nie ufam ci"
Kolejne syknięcie. Jedno z wielu, które Sokole Skrzydło posłał w jej stronę. Dzielnie to znosiła, aż do teraz kiedy kompletnie nie potrafiła myśleć logicznie. Jej partnerstwo sypało się od jakiegoś czasu jak Sokół w ogóle nie okazywał zainteresowania ani ją jako swoją partnerką, ani ogólnemu pojęciu związku. Można powiedzieć, że było gorzej niż przed zaproponowaniem kocurowi zostania partnerami. Układ w jaki się wplątała czarno-biała wojowniczka od początku jej nie odpowiadał, chociaż sama mydliła sobie oczy, że tak będzie lepiej. Nie było. Zdawało się, że jedynie ona się tu starała, a otrzymywała jedynie ochłapy czułości i ciągłą krytykę. W momencie w którym chciała jakoś to naprawić i zasięgnęła rady - wszystko zepsuła, a naprawdę chciała dobrze! Ufała Kosowej Pieśni, była przecież jej matka, a że Sokoła traktowała poważnie...Prędzej czy później by się o tym dowiedziała! Najwyraźniej jednak kocur nie postrzegał jej tak, jak ona jego. I to właśnie ją zabolało. Spuściła spojrzenie po pierwszych słowach wojownika, wbijając je w ziemię przed swoimi łapami. Bolało, tak okropnie ją to bolało! Nie ufał jej, nie chciał z nią rozmawiać, nie chciał jej nawet widzieć! Milczała, kładąc uszy po sobie nie mogąc tego słuchać. Złość, uraza i zawód - zaczęły wybijać się ponad lęk i przerażenie. Westchnęła łamiącym się głosem, a kiedy kocur pochylił się aby fuknąć jej prosto do ucha swoje ostatnie słowa, cichutko załkała robiąc parę kroków w tył, kręcąc przy tym krągłym łebkiem. Ranił ją niejednokrotnie swoja oziębłością, krzykiem i agresją. Teraz jednak nie wytrzymała, czuła jak grunt ucieka je spod łap, a naiwne serce rozpada się na tysiące kawałków. W jego głosie była tylko złość i jad, nic więcej. Tak zdecydowanie nie rozmawiają kochające się koty. Nie... Uniosła spojrzenie na pysk kocura, aby po chwili wbić go w ziemię przy jego łapach. xx— Nie k-kochasz mnie — wyszeptała z niedowierzaniem, a jej głos zdawał się być pusty. — I..n-n-nigdy mnie nie k-kochałeś...— Nie ruszyła za nim, nie odwróciła nawet łebka w jego stronę. Kiedy ją wyminął i odszedł, łapy kotki zadrżały a ta powoli skuliła się w miejscu w którym niegdyś stała chowając pysk w łapach, po czym zaczęła płakać. Tłumiła to jakkolwiek, jednak dalej był to żałosny i bolesny płacz. Jej ciało dygotało w spazmach rozpaczy, a cała sierść w dalszym ciągu była nastroszona. Płakała tak długo, aż poczuła niemoc. Wokół zaczęło robić się szarawo, przez co podniosła się i szybko łapą wytarła policzki, podciągając nosem. Próbowała się doprowadzić do porządku co trochę jej zajęło, po czym wróciła do obozu przywołując maskę uśmiechu. Jednak kiedy tylko weszła do swojego legowiska; rozkleiła się na nowo, szlochając rozpaczliwie w mech.
Co zrobiła nie tak?
[zt]
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Znajdując czas dla Muszelkowej Łapy, w taki sam sposób znalazł go także i dla brata, któremu zaproponował spacer na zacieśnienie więzi. Nie podobało mu się to, że oddalał się od swoich braci i choć było to nieuniknione, skoro stawali się dorośli i szli w swoją drogą. Mimo tego wszystkiego chciał, by byli ze sobą blisko i mogli na siebie liczyć, by spędzali ze sobą czas chociaż raz na jakiś czas, by więź która ich łączy się nie przerwała.
Tego dnia miał wyznaczony patrol, a zaraz po nim umówiony był z Płonącym Niebem przy zachodniej części łęg. Obszedł wiec granice w taki sposób, by skończyć w okolicach Trawiastej Doliny lub Kretowiska i stamtąd udać się umówione z bratem miejsce. Cieszył się, że będą mieli chwilę dla siebie i liczył na to, że i z Gęsiopiórym uda mu się spędzić troszkę czasu w niedalekiej przyszłości.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
//sry że to tyle trwało XD
Nie spodziewał się tego, że akurat Skra zechce wybrać się z nim na spacer. Oboje mieli swoje własne grupki znajomych z którymi to zwykli spędzać czas, więc było to wydarzeniem dosyć niecodziennym. Nie przeszkadzało mu to ani odrobinę, nie był jednak pewien o czym w zasadzie brat chce z nim rozmawiać. Zawsze mu się wydawało, ze Skra chyba nieco lepiej dogaduje się z Jajem niż z nim, może przez ugodowy charakter Jaja oraz to, że sam Pożar miał twardą osobowość i nie ustępował Skrze pod względem siły psychicznej i pewności siebie. No i dochodziło jeszcze do ich różnicy poglądów. Nawet, jeśli Pożar ukrywał swój światopogląd, to jednak nie można było nie zauważyć różnicy w ich podejściu do różnych spraw.
Z zainteresowaniem zatem przyjął zaproszenie na spacer i poszedł za Skrą na Łęgi. xxx - Chciałeś porozmawiać o czymś konkretnym czy zaczęło ci się wydawać, że się od siebie oddalamy i postanowiłeś coś z tym zrobić? - zagadnął go wesołym tonem, rozglądając się niewinnie po okolicy i podziwiając zielony, tętniący życiem las.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Raczej to drugie — odparł niemalże od razu, siląc się na delikatny uśmiech w stronę brata. Nie było za bardzo żadnej konkretnej kwestii do poruszenia między nimi, więc kocur chciał po prostu spędzić z Pożarem trochę czasu, bo, cóż, ostatnimi czasy nie rozmawiali prawie wcale, a Skrze bardzo zależało na utrzymaniu dobrych relacji z rodzeństwem, nawet teraz, kiedy byli już w zasadzie dorośli i powoli się od siebie oddalali. — Choć, jakby się nad tym zastanowić, to myślę że chciałbym się czegoś dowiedzieć o Białej Burzy. Nie chcę źle zabrzmieć, ale... jest już częścią rodziny? — zapytał. Zobaczenie tej dwójki osobno niemalże graniczyło z cudem i, choć wojownicy wyglądali jak para, Skrzące Słowo wolał się upewnić, przed wyciągnięciem pochopnych wniosków. Poza tym, kocica była także mistrzynią Jeziornej Łapy i od kogo, jeśli nie od Pożara, mógłby się dowiedzieć o niej czegoś więcej? Wiedział, że jest dobrą wojowniczką i Jezioro nie narzekała na nią jako na mistrzynię, ale buro-biały na pewno znał ją od nieco innej strony. Dobrze było znać koty w swoim klanie, zwłaszcza gdy wszystko wskazywało na to, że lada dzień mogły zostać częścią rodziny.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Zmrużył lekko ślepia spoglądając na brata. Nie mógł powiedzieć, że po części nie spodziewał się takie pytania. Nawet jeśli nie ze strony Skry, to ze strony jakiegokolwiek innego kota, czy to członka rodziny, czy też nie. xxx - Nie - odpowiedział stanowczo, ale jego głos nie brzmiał na poirytowany. - Nie chciałbym sprawiać jej jakichkolwiek problemów i o ile wiem, jak to wygląda, to w obecnej sytuacji jesteśmy przyjaciółmi i wolałbym uniknąć jakichkolwiek nieprzyjemności czy też plotek skierowanych w jej stronę. Nie mam pojęcia jak to się w przyszłości rozwinie, ale obecnie to wygląda właśnie tak - wytłumaczył pokrótce długowłosemu, spoglądając na niego. Biała Burza była nieco... nieprzewidywalna, tak by rzekł. Wręcz momentami nieobliczalna i chyba nie lubiła za bardzo mówienia na jej temat za swoimi plecami a Pożar wolał to uszanować. Mimo wszystko zależało mu i nie chciał, by czuła się źle czy też niekomfortowo. Jemu samemu zupełnie nie przeszkadzało, że mogą być brani za oficjalną parę. Nie obchodziło go za bardzo, co myślą inni, a już na pewno nie na tej płaszczyźnie. No ale Zimno chyba myślała co innego.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Wysłuchał uważnie brata. Rozumiał i szanował jego postawę. Na jego miejscu prawdopodobnie zachowałby się podobnie, jeśli nie tak samo. Skoro Biała Burza nie życzyła sobie, by o niej rozmawiano, by rozmawiano o niej i Płonącym Niebie, Skrzące Słowo to szanował i zamierzał tego przestrzegać.
— Oczywiście, rozumiem — pokiwał głową. — Mam jednak nadzieję, że wszystko skończy się tak, byście oboje byli szczęśliwi — dodał jedynie. Oczywiście, że życzył bratu jak najlepiej, nawet jeśli sam nie chciałby być z kotką od siebie starszą. Gustował raczej w młodszych, w oczach których mógł być postrzegany jako silniejszy, niż był w rzeczywistości, dla których mógł być tym rycerzem na białym koniu. Ponadto, młodsza partnerka byłaby w stanie dać mu więcej kociąt, choć to tylko jeden z wielu powodów jego preferencji.
— A jak ci idzie trening Migoczącej Łapy? Zastanawia mnie, czy wszystkie córki Świetlikowego Zagajnika cechuje ambicja — zagadał, zmieniając też temat, a że Płonące Niebo trenował siostrę Jeziornej Łapy, wybór wydawał się być oczywisty.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Całe szczęście, Skra uszanował jego "prośbę". Nie chciał sprowadzać jakichkolwiek nieprzyjemności na Zimno czy też doprowadzać do niewygodnych sytuacji. Zwłaszcza, że, no... nie miał pojęcia w jakim kierunku to się tak naprawdę rozwinie i nie chciał niczego zapeszać.To była delikatna sprawa i miał tego świadomość. Pokiwał zatem głową w kierunku brata i uznał to za zgrabne zakończenie tematu i przeskoczenie do następnego. xxx - Czy ja wiem, czy jest ambitna. Nie wydaje mi się, by miała jakiekolwiek szczególne parcie na rangę, chociaż, oczywiście - oczywiście - chce zostać wojowniczką. Tafla to roztropna kotka. Jest spokojna, uważnie słucha wszystkiego, o czym jej opowiadam. Nie jestem w stanie na nią narzekać i jestem pewien, że Świetlikowy Zagajnik będzie z niej w przyszłości dumna - powiedział ciepło. O ile jemu mało zależało na byciu wojownikiem i treningu jako takim, to chciał wychować powierzoną mu kotkę na dobrego kota. Chciał ją nauczyć, jak sobie poradzić, jak przeżyć, jak walczyć, jak być bystrą i jak nie pakować się niepotrzebnie w kłopoty.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
— Dobrze to słyszeć. Wzburzona Łapa także wydawał się ambitny, aczkolwiek nie było nam dane współpracować zbyt długo — przyznał, niespecjalnie zdziwiony odpowiedzią brata. Cały drugi miot Świetlikowego Zagajnika wydawał się mieć tę wspólną cechę, mniej lub bardziej widoczną. Tafla najwidoczniej nie była aż tak ambitna jak jej siostra, ale nie odpowiadało jej także bycie wiecznym terminatorem i trening chciała ukończyć, a nie wszyscy mogli się poszczycić czymś podobnym.
— Słyszałeś o Gorzkiej Łapie? — zagaił, ciekaw, czy brat słyszał o tym, co spotkało ich siostrę. Goryczka raczej nie chwaliła się tym na prawo i lewo, a wieść o jej wybryku chyba nie rozeszła się po klanie, ale kto wie. Może Płonące Niebo już wie?