Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Prawdopodobnie była to dobra decyzja, bo wkrótce po wyruszeniu wiatr przywiał Zbożu woń rudzika. Drobny ptaszek szukał czegoś intensywnie pośród kęp traw. Podskakiwał co chwilę i dziobał grunt.
I koniec końców udało mu się wydusić z kuny całe życie. I to niskim kosztem paru kłaczków spod oka, które odruchowo zamknął, gdy tylko zbliżyła się do niego kończyna przeciwnika. Gdy zwierzątko przestało się szarpać, zaniósł je pod wiekszą kępę trawy i zakopał. Nie chciał by przypadkiem przyciągnęła jakiegoś większego drapieżnika. Nie nadawała się chyba jednak do dorzucenia na stos, więc bury point wciąż znajdował się w punkcie wyjścia. Otrzepał sierść i ruszył pod wiatr, wypatrując piszczek.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Szafirek ruszył, ale szamotanina którą przed chwilą odbył wciąż dzwoniła mu nieco w uszach. Nie znalazł żadnego tropu, co w sumie nie było zdziwieniem, bo być może cokolwiek było w okolicy zwyczajnie zdążyło się schować.
Ah, Zboże od razu się ucieszyło z widoku ptaka! Ptaki były całkiem spoko i Zboże zwyczajnie lubiło na nie polować, nawet jeśli wyciąganie później piórek bywało irytujące. Ale! Ale piórka były ładne, co też było zaletą.
Upewniło się, że idzie pod wiatr i że jej pozycja łowiecka na pewno jest odpowiednia i ruszyło na ptaszynę, zatrzymując się gdy tylko wydawało jej się, że ptak może na nią patrzeć, lub chowając się za kolejnymi kępami trawy. Jeszcze chwila, jeszcze jedna, jeszcze krok... I hops, by złapać ptaka.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Nie zrażał się brakiem piszczek na swojej drodze, ponieważ liczył na to, że prędzej czy później jednak natrafi na jakieś miłe zwierzątko, które będzie można dorzucić na stos. Nasłuchując dźwięków z otoczenia truchtał przed siebie i wypatrywał jakiś piór czy futerka.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Jedyne piórka jakie Szafirek zobaczył to takie, które nagle wylądowały na saaaamiuteńkim czubku drzewa tuż obok, ale nie dały mu nawet uderzenia serca by się zastanowić czy to tego warte zanim ptak poleciał dalej. Prócz tego okolica zdawała się być pełna życia... ale kawałek dalej.
Zadowolone z siebie Zboże odeszło kawałek i znalazło miejsce gdzie zakopało wcześniejsze zdobycze. Zakopując piszczka zadało sobie dość trudu by zastanowić się co tam z Szafirkiem i jak mu idzie, więc przerwało na chwilę kopanie i zaczęło nasłuchiwać. Nie słyszało jednak żadnych odgłosów walki ani niczego złego więc wzruszyło ramionami i dokończyło zakopywanie ptaszka.
Jak już zajęło się tym to wróciło do szukania tropów zwierzyny. W końcu im więcej tym lepiej.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Czy pech był zaraźliwy? W takim wypadku winą by można obarczyć Szafirkowy Pyłek. Ale dużo racjonalniej byłoby stwierdzić, że po prostu tak się złożyło, że Zboże nie było w stanie natrafić na żaden świeży trop w tej chwili.
Trochę słabo, musiał przyznać. Wciąż jednak liczył na to, że uda mu się natrafić na sensowny trop, więc póki co jeszcze odkładał w czasie decyzję o zawołaniu Zboża i oznajmieniu, że on jednak na dziś kończy i może spróbuje kolejnego podejścia w czasie wieczornego patrolu, bo... no nie chciał wracać do obozu z pustymi łapami, albo jedynie poszarpanym przeciwnikiem.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Ale w sumie to po chwili Zboże znudziło się faktem, że nie ma nic do znalezienia. Zrobiło w głowie szybką kalkulację, że w sumie to ma już trochę zwierzyny, i w sumie to mogłoby zrobić coś jeszcze, i w sumie to można by wrócić do obozu i może polenić się trochę w słońcu... Yea, już się Zbożu nie chciało polować.
- Ej, Szafirek, wracajmy! - zawołało, po czym szybko odnalazło swoje zwierzyny.
Jako że Szafirek nic nie upolował to Zboże kazało mu nieść trochę z tego co samo upolowało i wrócili wspólnie do obozu.
//zt x2
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Łęgi są blisko i są całkiem spoko. Przynajmniej tak mi się wydaje, więc prowadzę koleżkę z dumnie uniesionym ogonem.
– Zresztą sam zaraz zobaczysz jak tu jest klawo! – zapewniam, gdy mijamy pierwsze drzewa i wtedy nachodzi mnie myśl. – Ej a w sumie co będziemy robić oprócz spacerowania? O, może poszukamy czegoś superanckiego?? Widzisz te wszystkie liście, no na pewno coś fajnego musi się pod nimi ukrywać, inaczej by ich chyba tu tyle nie leżało, nie? Bo po co niby? – uważam swój tok rozumowania za całkiem logiczny, bo ewidentnie widać, że ziemi nie przykrywają jedynie liście z tego sezonu. No za dużo ich! I by udowodnić, że jak najbardziej mam rację to podbiegam do jednej z hałd i zaczynam się przez nią przekopywać by dostać do gruntu.
//Szpon!
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Dla Szpona ten spacer nie był pierwszym. Był już poza obozem raz, wtedy z Kozibrodem. No, i raz z Wiewiórką! Ale to, mimo wszystko, było jakoś dziwnie ekscytujące. Szedł nieco przed Minogiem, rozglądając się na boki i w pierś nabierając powietrze, aż zaraz usłyszał jego pytanie. Co oprócz spacerowania...? - O, o no! Można tam polecieć i zobaczyć! O, a co jakby tam był wilk? Mógłbym się z nim bić? W sensie, nie mój brat, ale taki wiesz! Wilk wilk! Mojego brata też bym mógł pobić, ale to chyba trochę byłoby niemiłe. Co Wilk w ogóle robiłby w liściach...? - chwilę się zastanowił, po czym szybko pomachał głową na boki. - Dobra, patrz!
Pisnął, zaraz po tym robiąc rozbieg iii - hyc! Z całej siły trafił w liście, rozrzucając je na boki, a samemu przesuwając się po gruncie nieco dalej. Normalnie, elegancko. - Jak tu był wilk to jest całkiem płaski już!
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Czy Skrzące Słowo był zdziwiony, gdy otrzymał informację, że kolejne jego kocię wyszło z obozu? Szczerze - nie. Czy był zdziwiony gdy okazało się, że KOLEJNY terminator wpadł na wspaniały pomysł żeby coś takie zrobić? Też nie. Podziękował naocznemu świadkowi za informację i docenił fakt, że pozwolono mu podjąć interwencję samodzielnie, skoro był w obozie. Nie spieszył się, bo wolał ich przyłapać na gorącym uczynku, a nie krzyczeć gdy ledwie przekroczą granice obozu. Dlatego więc szedł krokiem powolnym, podążając za zapachem, kto by się spodziewał, Szpona i Minogowej Łapy. Kiedy do nich dotarł, nie miał nawet siły być zły. Nie zmieniało to oczywiście faktu że był. Był wściekły. Nie miał jednak siły się wydzierać.
- Ty, widzę że tak jak Drzemlikowa Łapa, upadłaś na głowę i nie zdajesz sobie sprawy z tego że kociętom nie wolno wychodzić poza obóz, zwłaszcza z terminatorami którzy nie mają pojęcia jak obronić siebie, a co dopiero kogoś i osobiście dopilnuję, żeby spotkała cię za to kara. Do ciebie nie mam już słów i możesz być pewny, że z matką wymyślimy taką karę, że nieposłuszeństwo wyjdzie ci uszami. - powiedział krótko, zwracając się do każdego z zainteresowanych. Następnie pozwolił sobie złapać Szpona za skórę na karku i zaciągnąć w ten sposób do obozu. Nie był już takim małym kociakiem, którego można było bez problemu nieść w pysku, ale Skra był wysoki i silny, więc nie było aż tak źle. Nie zamierzał znosić sprzeciwu, nie zamierzał się kłócić. Z jego strony to było wszystko.
Zabawa i wesołość skończyły się szybko, bo zamiast wilka pojawiła się groźniejsza bestia - ojciec. Nie, żeby Szpon się go bał, tata nie dźwignie na niego łapy i do końca życia broniłby go przed złem, ale... ale to oznaczało karę. I kłopoty, dla Minoga. Bo do Szpona nawet się nie odezwał na początku, tylko okrzyczał jego nowego przyjaciela. - A-ale, to ja powiedziałem że wyjdę! On nic nie zrobił - zaczął szybko tłumaczyć, w tej chwili już zupełnie ignorując karę do siebie. Jeśli on czy mama myśleli, że Szpon zacznie być posłuszny to...! Niemniej, w wypadku gdy był brany za kark, większego wyboru nie miał. Spojrzał jedynie przepraszająco na Minoga. Ph, on zadba o to, żeby przyjaciel kary nie dostał.
Jest duża i puchata. Ma ciemnoróżowy nos, z trochę jaśniejszymi środkami uszu i poduszkami u łap. W uszu odstają białe kosmyki futra. Oczy są duże, w kształcie migdałów, a ich kolor stopniowo wybarwił się z szaroniebieskiego na delikatną pomarańcz.
Woda ma bardzo ładne futro. To tak na pierwszy rzut oka, bo na drugi... jest trochę trudniej je opisać. W sensie tak, jest ładne, ale pełne dziwnych kołtunów, brudków i innych trawek. Może kiedyś kociak doceni swoje umaszczenie, ale zdecydowanie jeszcze nie nadszedł ten dzień. Kolorystycznie wygląda to tak: jasna, wręcz srebrna, niebiesko-kremowa baza z trochę ciemniejszymi pręgami o wzorze przypominającym tygrysie pasy oraz spora ilość bieli, pojawiająca się od spodu. Woda ma białe palce przednich łap, u tylnych biel dosięga pięt, biały jest też brzuch i klatka piersiowa, a także kawałek pyska (tam jednak kończy się dość nisko, za wyjątkiem strzałki nad nosem).
Jest podobna do swojej matki, o ile nie liczyć jaśniejszych pręg u Wody i innego koloru oczu. Niezbyt przypomina Zboże, najbliżej czegoś podobnego między dwójką kotów jest kolor tęczówek i to tyle.
Większość czasu wygląda, jakby była obrażona na cały świat. I w sumie — może tak jest. Pokazuje swoją urazę dodatkowo podnosząc głos (osiągając dosyć nieprzyjemne w słuchaniu tonacje) i to często. Lamentuje, krzyczy, piszczy. Dopóki nie dostanie tego, czego chce, będzie zdzierać gardło.
Konflikty, o ile tak można nazwać kocięce przepychanki z chęcią rozwiązuje siłą. Jeśli nie uda się jej dostać tego, co próbowała osiągnąć, to najzwyczajniej w świecie się obrazi i przez następne parę dni będzie chodzić smutna i naburmuszona, z nadzieją, że ktoś się nad nią zlituje. To kociak wybuchowy, w negatywnym tego słowa znaczeniu. Uwielbia nieporządek i lubi siać chaos, czerpiąc z tego jakiś rodzaj radości (a może to tylko... jakaś dziwna satysfakcja). Są jednak jej dobre strony — jest bardzo staranna i nie odpuszcza detali, robiąc wszystko na sto procent. Nie daje sobie w kaszę dmuchać, dobrze wie, do czego jest zdolna i będzie stać przy swoim, gdy jest pewna, że ma rację. Woda jest jednak jeszcze kociakiem, dodatkowo o niezbyt obszernym móżdżku, dlatego kto wie, czy w ogóle rozumie, co sama robi.
Wydmowy Wiatr; Ćmi Pyłek; Aura
Powiedzenie, że Woda jest grzecznym i potulnym dzieciakiem byłoby równie mocno przekłamane co stwierdzenie, iż jeże latają. Co gorsze zaczynało jej się nudzić, chociaż tego dnia wyjątkowo grzecznie bawiła się kulką mchu, ale to było tylko chwilowe. Do momentu aż kociak zauważył szczelinę gdzieś z boku obozu. Nic dziwnego, że chwilę później byłą już po drugiej stronie.
Najpierw chwila spaceru i zachwycania się większym światem... aby w końcu dopaść niczemu winny patyk do którego skoczyła, zaczęła obryzać i warczeć przy tym jak to miała w zwyczaju gdy rozpoczynała każdą nową walkę.
Księżyce: 93 Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok Płeć: transpłciowy kocur Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
Gdybym miał wychodzić poza obóz tylko z wujkiem Szafirkiem, to bym chyba zaczął robić fikołki z nudów. Wychodziłem regularnie, na długo, a do tego bez planu, jak teraz - po prostu chciałem się przejść, żeby nie dostać kręćka. I nawet daleko nie poszedłem, bo od razu w obumarłej trawie zauważyłem sylwetkę, która może nie była mała, ale na pewno nie odpowiednio proporcjonalna, by być terminatorem. Zwłaszcza, że większość terminatorów znałem chociaż z widzenia, wniosek mógł być więc tylko jeden.
W pierwszej chwili chciałem reagować - kocię, poza obozem? No jak to tak. Ale wtedy poznałem, że to żadne z mojego wujostwa, bo wiedziałem już, jak wyglądają. Musiał być to więc wypluw zastępczyni, a to mi już wisiało i powiewało, naprawdę. Na moje to mógł się nawet tym badylem zadławić, nic mi do tego. Najważniejsze, że nie musiałbym wtedy przykładać łapy do jego och ach jakże tragicznego końca. Z prawie że teatralnie wbitym przed siebie wzrokiem przeszedłem spokojnie obok, raz tylko zerkając na kociaka, właściwie mimo sobie. Brzydkie, grube, nieforemne. Może lepiej dla wszystkich, jeśli sobie coś zrobi. Może dlatego właśnie Czereśniowa Gałązka nie pilnowała swoich bachorów.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Wybrał się na szybkie zioła z paru powodów. Po pierwsze: krucho było z wszystkim, miał wrażenie, że czego się nie chwyci to już się kończy. Pora absolutnie nie dopisywała, zbiory były tragiczne, a on nic nie mógł na to poradzić. Po drugie: potrzebował po prostu chwilę pobyć sam, może jedynie z nadzieją, że nic go tu nie zeżrę. Głównie rozglądał się za pajęczyną, może miodem. Oby tu były oba te medykamenty.
Miodu i pajęczyny w zasięgu wzroku nie było póki co. Za to rozglądając się, Cis mógł dostrzec swojego, można powiedzieć, krewnego. Iglasty krzew o czerwonych owocach rósł sobie w najlepsze. Jakiś drobny szpak usiadł na jego szczycie by ukraść jedną z jagódek.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Uniósł brwi gdy dostrzegł krzew cisu. Huh. Czy chciał to zbierać??? To byla trucizna, po co była mu trucizna w składziku? Ale... NO, TO BYŁ CIS. I ON TEŻ CIS. CIS-CIS, no jak bracia! Brata tak szkoda zostawiać na mrozie.
I wziął, ha! A co mu tam.