Logo Artemidy
Trzcinowy Bród
#1
Dotarcie na Błotnistą Wysepkę nie jest trudne za sprawą brodu, który do niej prowadzi. Woda jest tu płytka, a pod łapami poczuć można głównie miękki piasek i znajdujące się gdzieniegdzie otoczaki oszlifowane przez wodę. Niestety, przeprawę znacznie utrudnia gęsto rosnąca trzcina, której szum podczas wietrznych dni można usłyszeć z daleka.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
Następny przystanek do obejrzenia: Trzcinowy Bród.
Skrzypiąca Łapa, łagodnie rzecz ujmując, ubrudził sobie całe dotychczas śnieżnobiałe, długie futerko na łapach i teraz ciągnął się za nim błotnisty ślad. Kocurek co prawda nie miał potrzeby być najczystszym w klanie, lecz... no, tak nie wypadło rozmawiać z damami. Uznawszy zatem, że dobrą ideą będzie szybkie przemycie się, wyruszył na szybkie poszukiwania jakiegoś zbiornika wodnego, by ukradkiem wyczyścić się. O wiele bardziej wolał to, niż zlizywać obrzydliwe błoto językiem. Zresztą, kto wie jakie samotnicze chuchra szlajały się tędy przed przeprowadzką? Lepiej było nie ryzykować i wyczyścić się w, przynajmniej pozornie, czystej wodzie. Kiedy więc nieopodal ujrzał brodzik, czym prędzej zaczął się w niej chlapać. Zanurzał się po sam brzuch, co zresztą przy jego wzroście nie było trudne. Po wykonanej pracy oglądał swoje kończyny z każdej strony, chcąc się upewnić, że nie przyniesie ze sobą do obozu połowy pobliskich bagien, wciąż stojąc po kolana w wodzie.

//Ksieszyc
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Woda nie zawsze była czysta, o czym już niejednokrotnie przekonała się Księżycowa Łapa na starych terenach, kiedy to śnieg co rusz zamieniał się w błoto, które później trudno było wygrzebywać spomiędzy palców i pazurów. Jak na ironię, by przejść na drugą stronę Grzmiącej Rzeki w miarę suchą stopą, trzeba było przedrzeć się właśnie przez błoto. Wilgotne Skałki były niewiele lepsze, bo mało brakowało, i kremowa terminatorka wylądowałaby przez nie w zimnej wodzie. Jedynym w miarę dobrym miejscem była Bobrowa Tama, o ile było się bardzo ostrożnym i lekkim - a Księżyc nie brakowało obu cech. Jednak dziś wybrała wystające skałki, by przejść na drugą stronę. Może i były zdradliwe, ale nie trzeba było tak długo iść. Ostatecznie kotce udało je się przebyć bez większych zgrzytów. Ruszyła wzdłuż wody, aż wreszcie znalazła się w okolicy Trzcinowego Brodu. Choć nie była w stanie sobie jeszcze zobrazować nowych Rzecznych terenów, była całkiem pewna, że wciąż się na nich znajdowała. W ciągu tego czasu granice już raczej były całkiem dobrze oznaczone. Terminatorka westchnęła ciężko i kontynuowała swój spacer. Mimo wszystko nie chciała, by jej mięśnie się zastały, gdy próbowała się pogodzić i oswoić z nową sytuacją. Działała zupełnie po omacku, ale jeśli na dłuższą metę mogło to przynieść efekty... zamierzała się starać, chociaż po trochu. I tłumić wewnętrzny bunt i niechęć, ilekroć widziała coś, co jej się nie podobało. Nie było to dobre, ale było jedynym wyjściem, jakie znała. Zmarszczyła nos, starając się nie patrzeć w stronę błotnej wyspy, która znajdowała się zaraz za brodem.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
Hm, hm. Względnie czyste, stwierdzi optymistycznie w myślach, wiedząc, że jak jeszcze trochę sobie posiedzi w wodzie, to wyczyści te pojedyncze plamki błota na wyższych partiach ciała, które nie zeszły. Nie spodziewał się nikogo, przechadzając się spokojnie dookoła. Księżycową Łapę dojrzał przypadkiem, akurat podnosząc wzrok znad tafli. Lustrował swojego brata przez dobrych parę długich uderzeń serca, nim, już więcej nie myśląc o byciu czystym, wystartował, susami doskakując do terminatorki. Nie powstrzymywała go ani woda, ani rosnące powszechnie trzciny. Chlapał niemiłosiernie, pod koniec biegu jakby trochę przystopowując, co jednak niewiele ostatecznie dało, bowiem i tak Księżyc spodziewać się mógł po części mokrego futerka... o ile ówcześnie nie domyślił się, że biała, brudna chmura lecąca w jego kierunku niosła ze sobą deszcz, przygotowany do zrobienia uniku.
- Słoneczna... albo Księżycowa Łapo... cześć - powiedział w przerwach między głębszymi oddechami. Wbił w niego wzrok, ściągając brwi. Nie widział jeszcze, żeby któreś z bliźniaków przechadzało się tak daleko od obozu. A może tylko nigdy nie przechodzili akurat w tym samym czasie obok? Albo nie dostrzegł któregoś z nich? Zastanawiało go. Miał nawet przez moment ochotę od razu o to zapytać! Powstrzymał się jednak, tak naprawdę nie znając ani Księżyca, ani Słońca. Dotarło to do niego z pewnym bólem w serduszku, bo jakoś nigdy nie widział sposobności, by do któregoś z kremowych krótkofuterkowców zagadać.
- Ja... - zaczął niepewien, zagryzając wargę. Co miał powiedzieć? Jak zacząć? Chciałem w końcu, po tylu księżycach, po prostu z tobą pogadać? Pamiętał dwójkę kocurków jako złośliwych, nieprzyjemnych w obyciu. Zawsze wałęsali się razem, lecz czemu teraz było inaczej? Czy naprawdę aż tak długo nie interesował się nimi, że nie dostrzegł nawet różnic? Tego, że się zmieniali, jak zresztą reszta otoczenia? - Gdzie twój brat? - zadał, według niego, bezpieczne pytanie. Jego głos przycichł, kiedy przygotował się już na usłyszenie o jakiejś kłótni. Był gotów pocieszyć, jedynie zgadując, czemu rozmówca spacerował sam.
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Księżycowa Łapa niekoniecznie spodziewała się, że ktokolwiek chciałby się chlapać w wodzie o tej porze. Ona sama nie lubiła przebywać zbyt blisko przezroczystej cieczy, mając do nie uraz już od dzieciństwa. Na szczęście słuch miała na tyle dobry, by usłyszeć, jak ktoś zaczyna przez wodę biec w jej kierunku. Zjeżyła się jak szczotka, uskakując w bok, jednak na jej twarzy ledwo zadrgała powieka, kiedy ciężkie krople wody mimo uniku opadły na jej futro. Zacisnęła zęby, kładąc uszy po sobie i wpatrując się intensywnie w białego kocura. Stała tak dobrą chwilę, nim futro na jej grzbiecie i ogonie zaczęło wracać do poprzedniego stanu. Zmarszczyła lekko brwi, próbując przyporządkować pyszczek długowłosego do jakiegoś konkretnego imienia, jednak dopiero słaby zapach, który doleciał do jej nosa, naprowadził ją na właściwy trop. Chociaż w tej sytuacji to nie miało wielkiego znaczenia.
- Co robisz - wycedziła powoli, kołysząc niebezpiecznie ogonem pomiędzy jasnymi piętami.
Nie czuła szczególnej złości, raczej irytację spowodowaną zachowaniem kocura. Zignorowała jego pytanie o Słoneczną Łapę, bo to był w tej chwili drażliwy temat, i nie miała najmniejszej ochoty ciągnąć go... wraz ze swoim innym bratem. Ta silna niechęć wobec reszty miotu, która siedziała w niej już od czasów, kiedy byli dużo młodsi i mniejsi, zdała się z czasem wyparować, choć wciąż tliły się jej resztki gdzieś na dnie duszy Księżycowej Łapy. Jednak kremowa terminatorka zwyczajnie nie miała ochoty próbować naprawiać relacji z resztą rodzeństwa. Miała już koty, na których jej zależało, nie potrzebowała ich więcej. Niepotrzebne przemęczanie już i tak zmęczonego umysłu. Poza tym, przez długowłosego kocura będzie musiała wyczyścić swoją sierść... znowu. Od kiedy zaczęła mieć nałóg przesadnego wylizywania futra, nawet ta czynność przestała sprawiać jej taką przyjemność jak kiedyś. Szczególnie, gdy wpadała w jakiś dziwny trans, po którym drobne kępki sierści leżały wokół niej.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Pff, jakby Księżyc miał choćby w połowie tak długie futro jak Skrzypiąca Łapa, to woda wcale by mu nie przeszkadzała. Może i trudniej było wysuszyć mokre, zwisające strąki, ale za to zimą było nieocenione. Zdawało się nieco lepiej izolować ciepło od tych krótkich, nawet, jeśli były bardzo gęste i również ocieplały na swój sposób. Pyszczek białego kocurka wyglądał na nieprzyjemnie zaskoczony. Patrzył chwilę, jak brat znów przybiera jedną z tysiąca tych swoich masek. Zadrżał, słysząc jego tonację głosu. Czy naprawdę aż tak bardzo nie chciał gadać? Mimo tego, że rozbudziły się w nim negatywne emocje, wymusił w sobie uśmiech. Słaby, nieco cierpki uśmiech.
- Tak smutno szedłeś - odparł jedynie ściszonym głosem, mając wrażenie, że w tej rozmowie krzyki tylko bardziej wzburzyłyby rozmówcę. Skrzypiąca Łapa mimo wszystko chciał pogadać, skoro nadarzyła się taka niepowtarzalna okazja. Chciał spróbować, raz jeszcze, nawet, jeśli tylko on miał być tym wykazującym inicjatywę. Do czasu! Bowiem był pewien, że potrzebują jedynie czasu, by rozmowa na dobre się rozwinęła. Nie zawsze początki są łatwe.
- Och... i wybacz za futro - mówiąc to, uśmiechnął się, tym razem zgoła inaczej, przepraszająco. Omal chcąc machnąć ogonem nie wsadził go w wodę. Nie był pewien jak się zachować. Kojarzył bliźniaków jako tych niezbyt łatwych w obejściu, którzy stronili od reszty z reguły zgranego rodzeństwa. Smutno było patrzeć, jak i tak już według Skrzypka osamotnieni kremowi terminatorzy w dodatku nawet nie przebywają ze sobą. Lecz nie narzucał, najwyraźniej niechcianego, tematu. Zostawił go, licząc, że doczeka się kiedyś choć po części uzewnętrznienia się Księżyca.
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Długie futro było trudne do wyczyszczenia, i w gruncie rzeczy Księżycowa Łapa z czasem zaczęła doceniać swoje krótkie, nawet jeśli w dzieciństwie chciała, by było inaczej, i nawet zazdrościła sierści takiemu Głogowi. Poza tym, na krótkim łatwiej było dostrzec brud... i parę łysych placków na ogonie, co akurat niekoniecznie było dobre, ale kotka nie mogła nic na to poradzić.
Księżycowa Łapa położyła uszy po sobie, gdy kocur jej odpowiedział. Nie dość, że całkowicie wymijająco, to jeszcze do jej uszu dotarło coś, czego wolałaby już nigdy nie słyszeć, nawet jeśli nie mogła nic na to poradzić. Miała ochotę prychnąć, ale stłumiła w sobie ów gest, starając się oddychać miarowo i przywrócić siebie do porządku. Nie mogła tak tracić kontroli nad swoimi emocjami, nie nad tym pracowała tyle czasu, i nie zamierzała pozwolić, by zmęczenie i stres cokolwiek zmieniły, nawet jeśli tłumienie pewnych rzeczy wywoływało lekką frustrację. Całe szczęście emocje kotki i tak nie były z reguły specjalnie wyraźne ani gwałtowne. Kiedyś - może, ale nie teraz. Chociaż od każdej reguły zdarzały się wyjątki.
- Nie - odcięła się krótko.
Jeśli czegoś Księżycowa Łapa zupełnie nie potrzebowała, to kotów łażących za nią, bo "smutno wygląda". Zmarszczyła lekko nos, nie spuszczając spojrzenia z białego kocura. Na wzmiankę o futrze jej pysk się wygładził, a uszy nieznacznie uniosły, jednak wciąż milczała uparcie. Nie rozumiała, że za uśmiechem Skrzypiącej Łapy mogły się kryć jakieś głębsze emocje. Owszem, różnił się od tego, który zaprezentował chwilę wcześniej, ale w głowie dość upośledzonej społecznie terminatorki Karasiowego Kła wciąż był tylko uśmiechem. Uznając, że nie mieli sobie nic więcej do powiedzenia, Księżyc ruszyła dalej, nawet nie oglądając się za bratem o przemoczonym futrze.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Nagietek zamrugał zaniepokojony. Coś zrobił nie tak? Czemu Księżycowa Łapa był taki nieprzyjemny? Wyczuwał, że wcale nie poprawił sytuacji, która wydawała mu się ciężka. Jak w końcu zacząć wesoło rozmawiać z kimś, kto najwyraźniej wcale nie ma na to ochoty? Słysząc szybkie zaprzeczenie westchnął cichutko, spuszczając na chwilę wzrok. I przez to, że chwilę był rozproszony, nie spostrzegł kiedy brat zdążył ruszyć dalej. Czym prędzej dogonił go więc, znów na niego patrząc, tym razem uważniej.
- Słuchaj - zaczął znów, już znacznie poważniejszym tonem. Skoro przyjacielskość nic nie dała, to może trzeba zacząć być nieco bardziej poważnym? Czy to będzie jego klucz do rozwiązania? Gotów był chwilowo spróbować upodobnić się do kremowego, by złapać z nim jakąkolwiek nić porozumienia i dowiedzieć się, czemu tak bardzo stronili od reszty miotu Ubłoconej Mordki. - Wiem, praktycznie się ze sobą nie widujemy od dzieciństwa, ale może by tak to zmienić? Umiem być bardzo dobrym towarzyszem, naprawdę - zapewnił, kiwając głową na dodatkowe podkreślenie swojej domniemanej prawdomówności. Może i mógł dla niektórych sprawiać wrażenie szczerego, ale tak nie do końca taki był. Szedł tuż obok Księżyca, zostawiając wyjątkowo małą odległość między nimi i patrzył złoto-piwnymi ślepkami z pewnym błaganiem. Hej, przestań wreszcie tak się stroszyć. Bądźmy wreszcie jak rodzina, nie samym Słońcem się żyje.
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
Księżycowa Łapa sama nie potrafiłaby powiedzieć, co nie tak zrobił Nagietek. Jego obecność zwyczajnie ją irytowała. Na dodatek wspomniał o Słońcu i określił ją jako kocura. Choć miała świadomość, że co do tego drugiego najpewniej zupełnie nic nie wiedział i nie przeczuwał, i tak powodowało to nieprzyjemne uczucie w klatce piersiowej terminatorki Karasiowego Kła. Brzmiało jak przytyk. Powodowało, że czuła się niczym kocię, które zaledwie bawiło się w kotkę, choć biologicznie było kocurem. W takich chwilach zaciskała zęby, przypominając sobie słowa Łososiowej Łuski, który powiedział, że ona sama wiedziała najlepiej, co czuła, chociaż inni mogli mówić inaczej. Bo to była prawda. Księżyc była kotką. Opuściła ogon jeszcze niżej niż dotąd, zaledwie pozwalając jego końcówce nerwowo poruszać się na boki i znów położyła uszy po sobie, słysząc, jak długowłosy brat ruszył za nią i zaczął mówić. Miała wrażenie, jakby jego głos nieznośnie wwiercał jej się w czaszkę, przez co słowa traciły sens, a gdy kocur znalazł się tuż obok, przyspieszyła kroku, starając się zostawić go w tyle.
- Zostaw - syknęła, ledwo odwracając pyszczek w jego stronę.
Nie wiedziała, co jeszcze musiała zrobić, by Skrzypiąca Łapa zrozumiał aluzję i zwyczajnie odpuścił sobie. Nie miała najmniejszej ochoty teraz z nim rozmawiać. Nie widziała sensu w jego towarzystwie, było jej zupełnie zbędne. Gdyby go potrzebowała, to odnalazłaby go sama. Albo i nie, bo miała inne koty, na których jej zależało, i których towarzystwo faktycznie lubiła. Biały kocur do nich nie należał. Był niczym obcy, i jedyne co z nim dzieliła to więzy krwi, które dla kotki tak naprawdę nie miały żadnego znaczenia.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Skrzypiąca Łapa nawet nie musiał czytać w myślach Księżyca, by samemu dojść do tego, że ewidentnie z jakiegoś powodu nie potrafili się dogadać. Nie cierpiał tego momentu, tej niepewności, kiedy ktoś się na niego boczył z jakiegoś nieznanego mu powodu. Nie chciał problemów. Nie chciał wrogów. I nawet nie przyszło mu do głowy, by robić Księżycowi na złość - nic o jego zmianie płci nie wiedział i gotów dalej był używać i do końca życia tej samej błędnej formy, póki ktoś mu wreszcie tego nie uświadomi przy odrobinie szczęścia. Póki co jednak jak mantrę miał powielać, w tym przypadku błąd i ciągle krzywdzić, choć nieświadomie.
Zatrzymał się gwałtownie w miejscu, a jego ogon bezwiednie opadł, nurzając się w wodzie. Jego barki opadły z bezsilności. Nie chciał robić nic na siłę, nawet, jeśli w środeczku bardzo mu zależało. Co zrobiłem nie tak?, wciąż zadawał sobie pytanie, jednak jasna odpowiedź nie spadła jak grom, nie olśniło go, czuł jedynie brak satysfakcji i poczucie porażki.
- Ale czemu? - zapytał ściszając nieświadomie głos. Chciał starać się bardziej, ba, nawet zmusić terminatora Karasiowego Kła do mówienia. Ale nie potrafił, za żadne skarby. Pozostawało mu więc siedzieć po kostki w wodzie i zadawać sobie pytania w myślach. Nie miał w planach jednakże ruszać się z miejsca, więc o ile rozmówca nie zamierzał kontynuować rozmowy, to... chyba by było na tyle?
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
Terminatorka Karasiowego Kła wiedziała, że nikt jej nie chciał robić na złość. Ot, nie wiedzieli. Co nie zmieniało faktu, że nie mówiło jej się o tym łatwo, a każde przypomnienie o jej biologicznej płci sprawiało, że w jej sercu narastała irytacja. To nie było coś, nad czym tak łatwo była w stanie zapanować. Strzeliła ogonem na boki, gdy długowłosy kocur szedł za nią, i dłuższą chwilę nie zwracała uwagi na fakt, że nagle się zatrzymał. Dopiero słysząc jego pytanie przystanęła, odwracając głowę i wwiercając pozornie neutralne spojrzenie w brata. Stała tak, przez moment faktycznie zastanawiając się nad odpowiedzią. Dlaczego tak? Czy był jakiś inny powód? Nawet jeśli był, w tej chwili nie była w stanie go dostrzec poprzez wypełniającą ją irytację. Może faktycznie nie potrzebowała dużo kotów w swoim życiu. Najprostsze wytłumaczenie. Starczali jej ci, których miała, a już od dłuższego czasu nie był to tylko Słoneczna Łapa. Choć kiedyś zachowywała się niczym jego cień, dziś była w stanie stać o własnych łapach, podążać własną ścieżką. A jeśli trzeba, stworzyć ją od nowa własnymi łapami.
Ostatecznie wzruszyła barkami, nie wiedząc, jakich słów użyć. Wątpiła, by którekolwiek z nich zadowoliły długowłosego kocura, czy też rozjaśniły wszelkie jego wątpliwości. Głównie dlatego, że kremowa kotka nigdy nie mówiła dużo. Jeśli coś już padało z jej pyszczka, to były to pojedyncze wyrazy. Nie mając nic więcej do powiedzenia ruszyła dalej, pozostawiając brata za sobą. Naprawdę nie miała dziś ochoty na towarzystwo.

zt. jeśli skrzypek nie zatrzyma księżyc. uwu
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
Jedno już Omszałej się udało - miała powrócić do Klanu, powróciła. Jednak tutaj nie było już tak samo, wiele twarzy odeszło, wiele twarzy się narodziło, obóz jest inny, obcy. To wprawiało wojowniczkę w pewne dziwne zakłopotanie, oczywiście nie ukazywała go! Nie mogła być na tyle słaba, by ukazywać swoje różne, burzliwe emocje. A miała wrażenie, że wszyscy się na nią dziwnie patrzą, że jej futerko pachnie inaczej. Cóż nic dziwnego, zniknęła przecież na ponad dwadzieścia księżyców, myśleli, że ta najzwyczajniej zginęła, a to bum, niespodzianka! Ni stąd ni zowąd ta nagle się pojawiła, nikomu nie mówiąc o powodzie swojej nieobecności. A jeśli już to opowiadała o tej "fałszywej" wersji. Całe szczęście Szczur nikomu nie wygadał o ich spotkaniu, wojowniczka postanowiła go jednak...unikać. Wolała nie spoglądać byłemu nauczycielowi w oczy, przecież nie jest już małym kociakiem, tylko dorosłą kotką o własnym rozumie i własnych zasadach. Po udanym polowaniu znów wyruszyła na "spacerek" próbowała zapamiętać wszystkie miejscówki tak szybko, jak to możliwe, nie marnowała więc żadnego uderzenia serca. Westchnęła w duchu, kiedy płytka woda zetknęła się z jej brązowymi łapami do których od razu przyczepił się miękki piasek. Po tylu księżycach braku styczności z wodą ta wydaje się być niezwykle nieprzyjemna, możliwe, że kotka nawet zapomniała jak się pływa! Co za hańba... Wciąż nie była perfekcyjna, cóż chyba jeszcze musi popracować nad samą sobą. Niskie, chude ciałko bez większego problemu przeciskało się przez bujne w tej porze roku trzciny, a już po chwili znalazła się na małej wysepce. Tak jak się tego spodziewała. Kotka wypełzła na brzeg i zaczęła się rozglądać.

//Biały

NAT҉U͘RA̡L

A beating ♥heart♥ of stone
You gotta be so cold
To make it in this world
Yeah, you're a natural
LVL 3 115 / 200
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
11
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
Po porannym patrolu zdecydował się poodwiedzać miejsca w Klanie, gdzie mógłby znaleźć chociaż nieduże ilości wody. I chociaż udawał przed samym sobą, że powoli odnajduje się na nowych ziemiach, każdorazowo, gdy jego łapy stykały się z wodą, jego serce krzyczało, rozdzierane milionem małych ostrzy.
Kłamstwa.
Może sam nim był, może był głupcem, jeśli oczekiwał, że wszystko wróci do normy.
A przecież powinno.
Teraz jednak jego umysł zaprzątały zdecydowanie mniej przyjazne myśli. Słuchał pogłosek, a w ostatnich dniach nawet trawy szumiały tylko jedno hasło. Omszały Kamyk powróciła.
Prychnął. Czy potrzebowali w Klanie kota, który opuścił ich na tyle księżyców? Czy on potrzebował rodziny, kogoś poza matką? Czy mając te wszystkie myśli przeczył sam sobie, głosząc jak ważną wartością była rodzina?
A może ogarniał go żal i zazdrość względem siostry, która żyła na własną łapę, była do tego zdolna i... przeżyła. Która zostawiła ich Klan, porzuciła ich wartości, nie strzegła ich, gdy była potrzebna. Dlaczego porzuciła swoich najbliższych już po tym, gdy została Wojownikiem? Tak wiele pytań, tak wiele niewypowiedzianych słów. Udawał, że jej nie poszukuje, ale to było zwykłe kłamstwo. Chciał przed nią stanąć, spojrzeć jeszcze raz w jej ciemny pysk i oczy równie niebieskie co jego własne i zapytać, co takiego się zmieniło, co przeżyła, sprawdzić, czy dalej była tym samym kotem.
Złapał jej zapach i powoli za nim podążył, z zadowoleniem, a zarazem z lekkim lękiem odnotowując fakt, że coraz bardziej się do niego zbliżał.
W końcu ją ujrzał. Była chudsza, niż to zapamiętał, może nieco większa.
Przez moment pragnął zawołać ją jej kocięcym imieniem, ale nie mógł sobie go przypomnieć. Zamarł i uniósł oczy ku niebu. Czy naprawdę do tego już doszło, by wspomnienia o rodzeństwie zatarły się w jego umyśle? Musiał pamiętać, imię po prostu musiało być gdzieś w jego głowie. Róża. Słowik. Irys. Pióro. Kto jeszcze? Kto.
Wysunął pazury i wbił je w ziemię, patrząc w dal niewidzącym wzrokiem.
Róża. Słowik. Irys. Pióro, kto jeszcze, kto? Przypomniał sobie ciepło, spokój, miękkość. Przypomniał sobie mech i zabawę. Przypomniał sobie czas, gdy wszyscy byli niewinni, nieskalani, nienaznaczeni życiem. Była jeszcze Wrzos. Była Szafirek.
Szafirek.
- Szafirek? - Imię opuściło jego pysk, rzucone na wiatr zbyt cicho, by mogło dolecieć do kotki. - Szafirku, to ty? - Ganił się w myślach za to, jak żałośnie to zabrzmiało. Jakby mówił do małego kociaka. Jakby pragnął na powrót wrócić do tamtych dni.
Wszedł w wodę, z każdym krokiem zbliżając się do dawno zapomnianej siostry.


Wybacz, że dopiero teraz
Może znałeś człowieka
może słyszałeś jak gra
jak mnie zapamiętasz
czy zostanie po mnie ślad?

[Obrazek: R4XLtDs.png]

kiedy skończy się MÓJ czas
właśnie kończy się NASZ czas
LVL 3 55 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
Chcąc nie chcąc stała się głównym tematem plotek, które niczym pożar rozchodziły się po całym obozie. Koty szeptały mniej lub bardziej przyjaźnie, koty patrzyły się na nią to z obojętnością to z wesołością to z rozdrażnieniem. Dla niektórych była wojowniczką, dla innych zdrajczynią, a jeszcze inni w życiu jej nie widzieli. Musiała to przetrwać, ba była pewna, że da radę. Nie została przecież całkiem odrzucona, Świetlikowa Gwiazda dał jej kredyt zaufania, a ta nie zamierzała go zawieść. Nie zamierzała również mówić nikomu o prawdzie dotyczącej jej zniknięcia, wolała, by ci myśleli, że psy zagoniły ją na Osiedle Dwunogów, a nie, że córka Dzwonek poszła szukać swego ojca, kogoś, przez kogo kotka często czuła się tak źle. Fakt, była zazdrosna, że inne kocięta wychowują się w pełnej, normalnej rodzinie a ona miała tylko matkę i zgraję gorszego sortu, czyli jej rodzeństwo. Pragnęła udowodnić sobie, innym, że ona jest lepsza, że jest wspaniała. Ambicja okazała się być jednak chorobą przez którą ta gniła w swym środku, przez którą doprowadziła się do stanu krytycznego. Teraz jednak zmądrzała, teraz już wydoroślała. Wie, że nie jest idealna, że nie jest perfekcyjna tak jakby tego chciała, nadal próbuje się naprawić, nadal próbuje być lepsza, piękniejsza, mądrzejsza. Ambicje jednak nie zagrażają jej zdrowiu i życiu, nie, już nie. Od dłuższej chwili miała przeczucie, że ktoś się zbliża, że ktoś idzie po jej śladach. Usilnie ignorowała to uczucie, przecież zawsze, gdy jest samotna ma wrażenie, że jakiś pies lub inne licho wyskoczy na nią i zatopi swoje wielkie kły w jej kruchym karku. Duchy psów, miastowych kotów nawiedzają ją podczas snu. Snu w którym ciągle umiera, ciągle przegrywa. A następnego dnia wszystko zaczyna się od nowa. Potrafi maskować nie tylko swoje słabe emocje ale i również zmęczenie.
Czy się zmieniła? Prawdopodobnie. Zmienia się każdego dnia, nie wiadomo czy na dobre czy na złe. Staje się chłodniejsza, bardziej obojętna, nie wzruszają ją żadne narodziny, żadna śmierć. Nawet wiadomość, że Słowik zniknęła nie poruszyła Omszałego Kamyka. Jej siostra była słaba, nic dziwnego że w końcu zginęła... Niestety dla wojowniczki, nie miała już swego "podnóżka". Swojej... przyjaciółki? Kogoś, do kogo kotka otwierała swój kanciasty pyszczek. Oczekiwała posłuszeństwa, posłuszeństwo dostawała i to właśnie jej się podobało. Podmuch wiatru przyniósł nowe informacje. Ktoś był blisko. Ten zapach kojarzyła z żłobka. Rodzina. Czym dla niej była? Wstydem, obojętnością? Oni wszyscy wydawali się być tacy słabi i bezwartościowi. Słaba matka, siostra płaczka, siostra która odebrała jej pierwszeństwo, siostra która zniknęła, brat, który zginął już przy porodzie (chyba) i ojciec, którego szukała przez tak długi czas. No był jeszcze ten niemy. Ten, za którym niezbyt przepadała od samego początku. Wyczuła go, jednak się nie poruszyła, nie odwróciła swego dwu kolorowego łebka. Czekała na jego pierwszy krok. A może ten nie odezwie się, może odejdzie bo będzie się za bardzo.. bał? Aż w końcu. Szafirku, czy to ty? Nie. To nie ona. Szafirek umarła jakieś 30 księżyców temu. Jej miejsce zajęła Omszała Łapa, która również odeszła w zapomnienie. Została Omszały Kamyk. Która różniła się od Szafirek prawie wszystkim. Ujmą na honorze było zwrócenie się do niej właśnie w taki sposób. Tak zwrócił się do niej Szczurowąsy, gdy kotka po raz pierwszy chciała wrócić do klanu. W jego oczach była już tylko kociakiem. Przypominając sobie tą chwilę wbiła w miękkie podłoże ostre pazury. Nie miała mu już nic do powiedzenia, już nic nigdy. Wracając jednak do Białego Pióra. W końcu odwróciła się, a niebieskie oczy zatrzymały się na tych brata.
- Witaj Pióro - odparła spokojnie, prostując swą chudą sylwetkę. Obserwowała go uważnie, jednak nie poruszyła się do przodu. Ona nie potrzebowała rodziny, świetnie radzi sobie bez niej, świetnie radzi sobie bez nikogo, a ostatnie księżyce tylko ją o tym przekonały.

NAT҉U͘RA̡L

A beating ♥heart♥ of stone
You gotta be so cold
To make it in this world
Yeah, you're a natural
LVL 3 115 / 200
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
11
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
Najwyraźniej ich stosunek co do bliskich był dość podobny; żadne z nich nie odczuwało ich braku, może za wyjątkiem Dzwonkowej łąki. Pióro nigdy nie związał się ze swoimi siostrami, momentami zastanawiał się, czy śmierć którejś z nich w ogóle by go obeszła. Było to dość przykre, tak naprawdę Klanie nie było zbyt wiele kotów, którymi się przejmował. Być może było to niewłaściwe, ale życie doświadczyło go pod tym względem. Wybrał swoją stronę, wybrał Świetlikową Gwiazdę, przez co odwrócił się do niego chociażby Toń. Wybory, życie było ich pełne.
Teraz patrzył na swoją siostrę, zastanawiając się, co czuje pod względem jej powrotu. gdzie była, co widziała, co uczyniła, nie będąc pod wpływem Kodeksu. Czy przez te księżyce stała się kimś innym, kimś gorszym, a może lepszym? Jak samotne życie ją doświadczyło?
W głowie kłębiło mu się pełno myśli, ale nie potrafił wypowiedzieć ich na głos. Czyż nie znaczyło to, że jednak kotka go obchodziła? Czy może była po prostu ciekawostką, rozrywką w jego dość przewidywalnym życiu.
- Minęło wiele księżyców, Szafirku. - Tak, na starcie dobrze jest zarzucić jakąś oczywistością, coby obie strony poczuły się nieco pewniejsze. - Iak ci się żyło bez swoiego klanu? - zapytał. Był niezmiernie ciekaw, co sprowadziło ją z powrotem. - Czasami zastanawiam się, co myśli o was matka, was, którzy ją opuściliście - wyszeptał pełne żalu słowa. Nie swojego, nie, go to w ogóle nie obchodziło, nie personalnie, ale jeżeli chodziło o matkę, jej uczucia, nie rozumiał, dlaczego ktoś śmiałby się z nimi nie liczyć. A może w pewnym momencie uczucia najbliższych po prostu schodziły na dalszy plan i to było właściwe? Czy nie można jednak było minimalizować strat i bólu?
On sam nie wyobrażał sobie sytuacji, w której matka żąda od niego, by odwrócił się od Świetlikowej Gwiazdy. To nie byłoby możliwe. Co jednak, gdyby pojawiła się sytuacja, w której musiałby wybrać stronę z zupełnie innego powodu?
Serce czy krew?
Co miałoby mocniejszy głos?


//Baardzo przepraszam za zwłokę!
Może znałeś człowieka
może słyszałeś jak gra
jak mnie zapamiętasz
czy zostanie po mnie ślad?

[Obrazek: R4XLtDs.png]

kiedy skończy się MÓJ czas
właśnie kończy się NASZ czas
LVL 3 55 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości