Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Skrzywiła się na uwagę brata, ale nie dlatego, że miała mu za złe korektę, a ponieważ podobnie jak on nie brakowało jej ambicji, pychy i chęci wypadania zawsze najlepiej. Momentalnie dołożyła kontrolne spoglądanie pod łapy i tyle najwyraźniej wystarczyło, żeby osiągnęła szczyt łowieckich umiejętności. Proste jak połknięcie płotki. Wyprostowała się, patrząc na rdzawego kocura z błyskiem samozadowolenia w oczach, a do tego majtając bezustannie długim ogonem.
Wkrótce po tym Duży Brat przytoczył jakąś śmieszną formułkę, która de facto nie stanowiła dla inteligentnej Goryczki zbyt wielkiego wyzwania, zwłaszcza że sama - do pewnego stopnia - utożsamiała się z tymi myszami, ptakami oraz królikami obdarzonymi przez naturę ponadprzeciętnie dobrymi zmysłami. Z jednej strony nic tak dobrze nie gwarantowało im przeżycia wśród drapieżników jak duże uszy bądź bystre oczy, a z drugiej... Z drugiej była Chochliczka i jej nerwica, która miała swe źródło właśnie w przebodźcowaniu.
- Przy króliku. Trzeba. Być... Cicho przy pta. Ku się. Schować - wydobyła z siebie dźwięki z trudem, przez co Skra mógł na własne uszy przekonać się, że werbalizacja w wykonaniu jego siostry poleciała ostatnio na łeb na szyję. Dawniej Gorycz była małomówna, ale względnie komunikatywna, a teraz? Ewidentnie zdziczała. Męczyła się z przekuwaniem zawiłych, szybkich myśli w kwadratowe słowa. I dlatego teraz trwała ze zmarszczonym noskiem w oczekiwaniu, aż Skra ją wyręczy w odpowiadaniu na pytania własnego autorstwa... Bo czemu nie.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Ucieszył się, gdy zobaczył jak dumna była z siebie Goryczka po zastosowaniu się do jego jedynej uwagi. On także był z niej dumny, bez dwóch zdań. Wiedział, że byli w tym samym wieku, ale w jego oczach, kotka była jego małą siostrzyczką i fakt, że nauka polowania przyszła jej z taką łatwością napawał ją dumą zdecydowanie bardziej niż powinien. Mając prawie trzydzieści księżyców na karku, terminatorka powinna to przecież mieć w małym paluszku.
Słysząc jak chochliczka duka, zbliżył się do niej i objął ją ogonem.
- Powoli, nie spiesz się - mruknął, nie mając pojęcia z czego wynikał aż taki problem z porozumiewaniem się. Gorzka Łapa od zawsze miała problem z komunikacją, ale jeszcze nigdy nie było to na takim poziomie, jak teraz. Martwiło go to.
- Tak. Skradając się do królików należy spłycić oddech. Skradając się do ptaków, należy chować się za elementami otoczenia, a kiedy nie jest to możliwe - zastygać w bezruchu, gdy na nas patrzą. Warto też celować w skrzydła podczas ataku. Skradając się zaś do małych gryzoni i gadów, należy przenieść ciężar ciała na tylne łapy, ponieważ wyczuwają one drgania podłoża - rozwinął swoją wypowiedź, po czym odsunął się od siostry, kończąc tym samym sesję przytulankową.
- To wszystko, co musisz wiedzieć, o ile nie masz żadnych pytań.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
W pierwszej chwili zesztywniała na pomysł sesji przytulankowej, ale puchaty ogon Skry nasuwający się na wątłe ciało szybko wypędził z niej negatywne emocje. Zdążyła jeszcze fuknąć na kocura w słabym, niewiążącym sprzeciwie, zanim spokój, ciepło i wsparcie Dużego Brata nie otoczyły jej tak samo, jak jego bujna kita. Przymknęła na dobre pysk i pozwoliła rdzawemu opowiedzieć jeszcze raz o regułce z ptakami, myszami oraz królikami - od początku, składnie i logicznie. Dokładnie tak samo brzmiało to w jej głowie, ale próbując o tym powiedzieć na głos było tak, jakby niewidzialna ość stawała w jej wąskim gardle, a kiedy usiłowała ją przełknąć, żeby nie wyjść na ułomną oraz przekazać rozmówcy wszystko co wie, stresowała się i tylko bardziej zacinała. Co innego Pan Skrzące Słowo, jak lubił go określać Jajo. On zawsze był tak do porzygu w roli: syna, terminatora, wojownika, że głównie irytował i bawił. Tym razem jednak Goryczka jak nigdy doceniła solidny, prosty charakter kocura. Dzięki niemu właśnie nieoficjalnie skończyła swój trening, podczas gdy ten oficjalny jeszcze się nie rozpoczął. Nie miało to dla niej żadnego znaczenia samo przez się, ale wiedziała, że naprawdę potrzebuje durnej podkładki pod swoje bycie Dobrą Rzeczniaczką, ponieważ ciągle była na wylocie i musiała udowadniać swoją wartość.
Skinęła głową, gdy brat poinformował, że to już wszystko, a następnie wspięła się na palce, spojrzała mu w oczy i znienacka wdzięcznie liznęła go po brodzie. Machnęła pyszczkiem w kierunku obozu. Mogli wracać.
/zt, dzięki
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Nie spodziewał się po siostrze niczego więcej. Raczej nie była skora do pytań, czy dyskusji, a wręcz przeciwnie - była bardzo konkretna i bezpośrednia. Oczywistym więc dla kocura było, że kocica po otrzymaniu wszystkich upragnionych informacji będzie chciała albo wrócić do obozu, albo poprosi go o asekurację przy sprawdzeniu swoich łowieckich umiejętności. Nie oczekiwał jednak podziękowań - przywyknął do tego, że Gorzka Łapa raczej stroni od magicznych słów, dlatego zdziwił się, gdy dostał całuska w brodę. Nie skomentował tego nijak, jedynie uśmiechnął się do chochliczki i odprowadził ją wzrokiem, dając znak, że on sam uda się teraz na polowanie. Przez te rozmowy o łowach sam nieco zgłodniał.
Pogoda była zmienna, a to ani trochę nie podobało się zielonookiej koteczce. Jeszcze rankiem tego dnia padało, może nie jakoś bardzo, ale wiele tych kropel zmoczyło jej futro i dało nadzieję, że może ominie część swoich obowiązków ze względu na pogodę. Była umówiona z Węgorzowym Gardłem przy Trzcinowym Brodzie, bo ten uparł się okropnie, że wspólnie muszą iść na jakieś polowanie w najbliższym czasie. Zgodziła się, bo wiedziała dobrze że ciemny wojownik jest okropnie uparty i dłuższa gadka czy groźby nie miałyby żadnego sensu. Postawiła jednak wyraźny warunek, że będą łowić, nie polować, bo nie dość, że wyjątkowo bardzo nie miała ochoty na jakieś dzikie pościgi za jednym, marnym mięsem, to jeszcze zwierzęta z wody lubiła o wiele bardziej, niż te które dreptają po ziemi. No, a może trafi jakąś płotkę czy węgorza, których zabije na oczach syna Wydmowego Wiatru? To by było całkiem zabawne i Bawełnie zależało, by zobaczyć wtedy jego minę.
Była pewna, że ich dzisiejszy wypad jest odwołany, ale jak na złość zaczęło świecić piękne słońce, akurat w okolicy pory, na którą byli umówieni. Strzepnęła zirytowana ogonem i stanęła na w miarę stabilnym, miękkim kawałku ziemi i piachu, tak, by nie zsunąć się do głębszej wody. Co prawda wokół była tylko taka... płytka, ale wojowniczka czuła lekki niepokój - nie potrafiła pływać i zanurzenie się w wodzie mogło być naprawdę niebezpiecznie. Zauważyła, że Węgorzowego Gardła nie było w pobliżu, więc przyszła pierwsza, mimo, że sama spóźniła się kilka dobrych minut.
— Wybacz, mam nadzieję, że nie czekałaś długo - do uszu Bawełnianej Nici mógł dobiec zdyszany głos Węgorzowego Gardła, który śpieszył na spotkanie z młodą wojowniczką. W sumie, nie spotkanie, a polowanie. Bawełna zgodziła się na wspólne polowanko! Kocur był wręcz w niebowzięty tym, bo dawno z kimś na polowanie nie wychodził. A to może być dobry pretekst by polepszyć się w oczach Bawełnianej Nici. Bez zbędnej paplaniny ruszyli razem do strumienia, a Węgorz postanowił wyjść przodem, jeśli chodzi o polowanie. Jak nalżej stawiając łapy, podszedł do tafli wody od tej strony tak, aby jego cień nie padał na wodę. Leciutko uniósł jedną łapę, aby w razie jak zauważy rybę szybko ją wybił, ale nie wystawiał jej poza taflę, lekko unosiła się nad ziemią.
Nie czekała długo. Sama była spóźniona, a gdy zobaczyła jak Węgorzowe Gardło pędzi w jej stronę na złamanie karku, parsknęła cicho pod nosem, ale nie skomentowała tego w żaden sposób. Przybrała też swój naturalny, chłodny wyraz pyska i zlustrowała wojownika wzrokiem, szukając jakiś wskazówek dlaczego się spóźnił. Była ciekawa co go zatrzymało, może również niepewność co do dzisiejszej pogody, bo sama niechęć na pewno nie. Wiedziała dobrze, że zależało ciemnemu wojownikowi na łowieniu w jej towarzystwie, zgodziła się jedynie dlatego, że miała szansę wykonać swoje obowiązki z kimś obok, a nie zupełnie samej. No, ciekawa też była czy Węgorz znowu zacznie gadać jakieś bzdury i zacznie działać jej na nerwy do takiego stopnia, by zirytowana wróciła do obozu już sama, zapamiętując, że nigdy więcej nie wychodzi na polowanie z tym synem Wydmowego Wiatru. Chciała przetestować jego wytrwałość w siedzeniu cicho, a że w łowieniu ryb właśnie to było potrzebne, sytuacja była idealna. - Nie czekałam. Ląd jest niestabilny, możesz zsunąć się do wody - powiedziała tylko, poniekąd ostrzegając go przed niebezpiecznym terenem. Woda nie była głęboka, ale mógł się zmoczyć, a może tego nie lubił, czy coś.
Obserwowała, jak towarzysz szykuje się do łowienia, a widząc jego technikę podniosła brwi do góry z niedowierzania. Naprawdę? Nawet nie włożył ogona do wody! I jak on chce złapać rybę, co, gapiąc się w wodę? A może to Płotkowy Potok podała ją fałszywą metodę, taką, by musiała podczas mrozu zmoczyć ogon i zamarznąć na śmierć. Ona by była do tego zdolna, a Bawełna dobrze o tym wiedziała. Strzepnęła uchem, odganiając od siebie podejrzenia, po czym włożyła ostrożnie końcówkę ogona do wody, uważając na to, by cień nie padał na wodę. Teraz tylko... czekać, aż coś skubnie jej ogon.
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Czarny kocur wydawał się mieć... co najmniej nietypową strategię podczas łowienia ryb. Wiadomo, że dosyć trudną. Na razie jednak żadna ryba nie raczyła mu się pokazać. Zamiast tego przed nosem kocura coś... przeleciało. Był to bardzo szybki ruch i mógł wystraszyć nieco wojownika. Jeśli ten jednak spojrzałby w bok to ujrzałby tam radosnego, żółtego motylka. A taki milutki przyjaciel.
Cóż kremowej kocicy siedzącej nie tak daleko Węgorza szło... na pewno nie lepiej. Bawełniana Nić w pewnym momencie usłyszała głośny plusk, który powinien być alarmem. To nie była ryba. To nawet nie był kot. Stał obok niej ogromny łabądź, który zdecydowanie ją zauważył. Mogła jednak już działać zanim to agresywne ptaszysko przejmie kontrolę nad sytuacją. Pytanie tylko brzmi czy będzie ryzykować i atakować, a może ucieknie razem z kocurem? W końcu zdecydowanie byli blisko siebie.
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Nic nie skubnęło jej ogona. Kto by się w ogóle łudził, że to zrobi? Czekała cierpliwie na rybę, która pojawi się w wodzie, gdy nagle usłyszała szelest. Głośny. Podniosła gwałtownie wzrok i przed mordą zobaczyła wielkie ptaszysko, szkaradne i zdecydowanie wściekłe. Najwyraźniej pojawili się w miejscu, gdzie sobie urzędował i bardzo mu się to nie spodobało. Bawełniana Nić wstała od razu, spięła się cała i spojrzała prosto w dziób tego zwyrodnialca, piorunując go groźnie wzrokiem. Chciała pokazać, że również jest do niego wrogo nastawiona, by sobie nie myślał, że cichutko uciekną z Węgorzem i koniec zabawy. Przyszłą tutaj łowić. I będzie łowić, choćby miała zabić całe stado tych przeklętych łabędzi! Spojrzała na ciemnego wojownika, a gdy zobaczyła, że ten sobie patrzy na motylka, myślała że wyjdzie z siebie. - Jak zginę, to twoja wina - warknęła w jego stronę. Była zestresowana. Oczywiście, że była, miała przed sobą ptaszysko, które mogło odebrać jej życie! Najeżyła się porządnie, ale nie zamierzała tracić czasu; to do niej należał pierwszy ruch. Ugięła łapy i zaczęła trzymać nisko głowę, by uniemożliwić dostęp do własnego gardła, po czym skoczyła na ptaszysko, starając się pazurami przejechać po oczach łabędzia. Im szybciej go oślepi, tym lepiej, nie będzie wiedział co robi i sam się pogubi. Taki był plan. - Atakuj! - krzyknęła do ciemnego wojownika, gdyby ten nie zauważył co się właśnie działo. I gdyby nie zrozumiał, że nie ma siedzieć jak debil i nic nie robić.
Węgorzowe Gardło nie spodziewał się jakichkolwiek niespodzianek. W końcu wyszli na polowanie, prawda? Co dziwnego mogło by ich spotkać. Oj wiele może. Na początku nie zobaczył niczego dziwnego. Przeleciał przed nim prędko ciemny, ogromy kształt, ale nic poza tym nie zauważył. Poza motylkiem. Ale kiedy rozjerzał się uważnie, dostrzegł Bawełnianą Nić, która stała oko w oko w łabędziem. No to jest ostatnia rzecz, po której spodziewał by się ataku. Nastroszył futro na całym ciele, ale nie syknął. Łabędź go nie widział, więc ma przewagę. Razem z krzyknięciem Bawełny, przeskoczył nad wodą i drugim susem wybił się w kierunku tułowiu ptaka w wysuniętymi łapami. Jeśli uszkodzi mu skrzydła, albo chociaż na nich wyląduje, uziemi go, i będą mieli chociaż w tym przewagę.
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Atak Bawełnianej Nici: Krytyczny!(150%) ⟶ (29 - 20)*1,5 ⟶ 14
Atak Węgorzowego Gardła: Krytyczny!(150%) ⟶ (25 - 23)*1,5 ⟶ 3
Atak łabędzia: Nieudany!(0%)
Atak łabędzia na ślepo: Słaby!(50%) ⟶ (31-10)*0,5 ⟶ 10
Kremowa wojowniczka nie obawiała się konfrontacji z łabędziem w najmniejszym stopniu. Fuknęła w stronę kocura dając mu jasno znać, że także ma się wmieszać w tą walkę. Bawełniana Nić skoczyła tak jak chciała w stronę łba ptaka. Jej pazury wbiły się mocno w policzek białego drapieżnika. Niestety nie trafiła w oczy. Węgorzowe Gardło chciał dokończyć do skrzydła łabędzia, lecz trafił bardzo słabo nie robiąc praktycznie nic i wylądował z pluskiem. Wielki ptak wziął sobie za cel w tej turze właśnie czarnego syna Wydmowego Wiatru. Chciał go zaatakować dziobem, lecz nie trafił bardzo widowiskowo. Za to w tym samym czasie zamachnął się swym wielkim skrzydłem chcąc odepchnąć od siebie Bawełnę. Ten nie wymierzony dobrze atak trafił jednak kocice. Oberwała w głowe zdzielona od góry skrzydłem.
Łabądź: S: 19 | Zr: 11 (13) | Sz: 7(9) | HP: 40-14-3-1 = 22/40 | W: 30-1-3 = 26/30
➛ statystyki zr i sz obniżone ze względu na walkę 2:1
➛ rana 1. stopnia: głębokie zadrapanie na policzku (krwawi -1 hp na turę)
➛ rana 0. stopnia: nacięte pazurem pióro
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Była wściekła. Zdecydowanie emocje zaczęły już kotłować się w jej głowie, a adrenalina skoczyła w jej żyłach na tyle, by nie czuć już nic więcej prócz chęci natychmiastowego mordu. To ptaszysko ma zginąć. Przerośnięta kaczka zaraz padnie z jej łap, choćby miała doprowadzić siebie do nieprzytomności i sprawić, że jej życie będzie zagrożone, a może nawet i zdechnie, nieważne. Ważne było to, by pozbyć się zagrożenia. Dobrze, że to ona z nim walczyła, a nie przypadkowi terminatorzy, którzy sobie postanowią wyjść na spokojny spacerek. Wiedziała co robić. Była wojownikiem musiała przecież wie... bonk!!!!!!!!!!!!!!!!!
Została dość mocno zdzielona po głowie, przez co przez chwilę widziała mroczki przed oczami. Była oszołomiona tylko przez chwilę, nie mogła odpływać na samym początku. Zarejestrowała, ze Węgorzowe Gardło przyłączył się do walki - no a co innego miał zrobić - ale łabędź nie zrobił mu absolutnie nic. No jasne, głupi ma zawsze szczęście, co? A był czarnym kotem, one chyba przynoszą pecha, nie? Nie zastanawiała się nad tym ani chwili dłużej, jej wcześniejszy atak się udał, więc kolejny także musi być porządny. Może ich przeciwnik się przestraszy i sam zwieje, zostawiając ich w świętym spokoju? Wykorzystała swój moment, po czym sięgnęła po mokry piach, który w połowie był zamoczony w wodzie, a w połowie leżał na lądzie, po czym cisnęła tym w oczy ptaszyska, mając nadzieję, że celnie. Zaraz po tym rzuciła się z łapami do niesamowicie długiej szyi popaprańca, mając nadzieję, że zarobi od niej głęboką ranę i wykrwawi się szybciej, niż oni sami pozbawią go życia.
Musiał się przyłożyć do tej walki. Nie mógł zostawić Bawełnianej Nici sam na sam z tym bydlęciem. W ogóle, od kiedy to i te ptaszyska są agresywne? Co ich ta rzeka obchodzi. Jest takich pełno, a te z lotu ptaka mogą wybrać sobie o wiele lepsze miejscówy niż ta. Zbierając się z wody otrzepał przemoczone futro, praktycznie w ostatniej chwili. Łabędź nie trafił go, a tym samym miał szansę na atak. Musiał dobrze przemyśleć kolejny ruch, bo nie wiedział jak może urządzić go ten ptak. Chociaż się domyślał: może właśnie taki łabędź zaatakował Sztormowego Pazura? Stąd ten brak oka? To wcale nie takie głupie. Ale, wracając do walki. Węgorz zebrał się do kupy w wodzie i będąc dawno na równych łapach, uskoczył na bok bliżej łabędzia, aby zaatakować go od przodu. Tak też i zrobił. Wyskoczył wprost na agresywne, białe bydle wysuwając pazury. Podobnie jak Bawełna, celował w szyję, jednak trochę niżej. Jest szansa, że przyciągnie go trochę do ziemi, a reszta pójdzie jak z płatka. Oby.
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Akcja Bawełnianej Nici: 8 ⟶ udana ⟶ celność łabędzia obniżona oo 2 na dwie tury
Atak Bawełnianej Nici: Krytyczny!(150%) ⟶ (28 - 20)*1,5 ⟶ 12
Atak Węgorzowego Gardła: Krytyczny!(150%) ⟶ (20 - 17)*1,5 ⟶ 5
Atak łabędzia: Udany!(100%) ⟶ (31 - 15) ⟶ 16
Atak łabędzia na ślepo: Nieudany!(0%)
Bawełniana Nić zamachnęła się łapą, by rzucić piaskiem w oczy drapieżnego ptaka. Udało jej się to zrobić w pełni celnie, przez co łabędź wydarł się niezadowolony. Teraz zdecydowanie łatwiej było im przystąpić do ataku. Kremowa wojowniczka wbiła swe pazury w chudą szyje ptaszyska, pozostawiając po sobie głębokie ślady. Węgorzowe Gardło także się starał, lecz nie wiele z tego wychodziło. Nie udało mu się nawet pozostawić krwawego śladu. Ot udało mu się pacnąć zwierze. Białe ptaszysko nie pozostawało bezczynne. Otwarło swój dziób wściekle z zamiarem zaatakowania kota przed nim - padło na Bawełnę. Odpłacił się jej za ranę na swej pięknej szyi. Złapał za jej ucho i pociągnął najmocniej jak potrafił, a oj potrafił. Oderwał mały czubek jej pięknego lewego ucha. Zdecydowanie mogło to zaboleć waleczną Bawełnianą Nić. Zamachnął się też skrzydłem chcąc odpędzić drugiego przeciwnika, lecz zdecydowanie mu się to nie udało.
Bawełniana Nić: lvl: 3 | S: 11 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 60 - 16 - 3= 41/70 | W: 47-4 = 43/50
➛przerzuty : 0/2
➛ rana 1. stopnia: spory siniak pomiędzy uszami
➛ rana 2. stopnia: oderwany mały kawałek lewego ucha (krwawi; w tej turze - 3hp, do końca walki -2hp na turę)
Łabądź: S: 19 | Zr: 11 (13) | Sz: 7(9) | HP: 23-12-5-1-1 = 4/40 | W: 26 -4 -1 = 21/30
➛ celność obniżona o dwa 1/2
➛ od następnej tury statystyki spadają o połowę z powodu spadku hp do 1/4
➛ statystyki zr i sz obniżone ze względu na walkę 2:1
➛ rana 1. stopnia: głębokie zadrapanie na policzku (krwawi -1 hp na turę)
➛ rana 0. stopnia: nacięte pazurem pióro
➛ rana 1. stopnia: głębokie zadrapanie na szyi (krwawi -1 hp na turę)
➛ rana 0. stopnia: malutki siniaczek na klatce piersiowej
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Starała się pracować z głową. Może i Płotkowy Potok była fatalnym mistrzem, ale czegoś ją jednak nauczyła. Nauczyła ją jak przetrwać, a teraz mogła się tym wykazać, by móc chociaż wrócić do obozu, cała i zdrowa. Nie patrzyła na Węgorzowe Gardło. Był jej wyjątkowo obojętny, jeśli zdechnie, to spoko; choć był dość masywny i przeniesienie go w pojedynkę może przerosnąć nawet kogoś takiego jak Bawełnianą Nić. No, niekoniecznie też pragnęła patrzeć, jak Płotka przychodzi i zaczyna ryczeć na cały obóz. Uśmiechnęła się zadziornie, widząc, jak mokra papka którą obrzuciła białe ptaszysko dostaje się do jego oczu. To daje jej gwarancję chwilowego oślepienia głupiego stworzenia, co mogła w bardzo łatwy sposób wykorzystać. Nim jednak zorientowała się, że wściekły ptak ponownie się na nią rzuca, odskoczyła zbyt późno i poczuła, jak łabędź targa za jej ucho, końcowo wyrywając jeden, mały element. Syknęła przeraźliwie, czując, jak ból przeszywa jej całe ciało. Zacisnęła mocno zęby i potrząsnęła głową, tak, by strumień krwi nie leciał prosto do jej oczu. Adrenalina podniosła się w niej jeszcze bardziej, cała złość przypłynęła z podwojoną siłą, czując przeraźliwy ból, a także patrząc na pieprzony cyrk, jaki w tym odprawiał Węgorzowe Gardło. Co on robił? W co on pogrywa? - Do cholery, dobrze się czujesz? - warknęła rozwścieczona w jego stronę. Właśnie została zaatakowana na taką skalę, że chyba straciła kawałek ucha - nie wiedziała, bo nie mogła spojrzeć na własne ucho. Była tez lekko oszołomiona i trzeźwe myślenie aktualnie nie istniało. - Zacznij w końcu walczyć, a nie zachowujesz się jak obrzydliwy pieszczoch, co potrafi jedynie srać pod siebie - syknęła, po czym skierowała wzrok na przeciwnika. Widziała, że był osłabiony. Musiała to zakończyć. Musiała zabić tego agresywnego szczura, a potem wyjaśnić sobie to, czy Węgorz w ogóle rozumiał skalę niebezpieczeństwa, czy myśli, że ta cała walka jest dla zabawy. Podniosła głowę i skoczyła w kierunku ptaszyska, wgryzając się w jego długaśną szyję. Chciała wgryźć się tak mocno, by ból jaki będzie odczuwał przez te ostatnie chwile swojego życia były nie do zniesienia. Chciała, by ten błagał o śmierć z bólu, jeśli potrafiłby mówić. Zasługiwał na najgorszą śmierć. Zasługiwał na okropne tortury, tak, by myślał, że śmierć będzie zbawieniem, a nie czymś, przed czym ucieka.