Słuchał, słuchał i....? Wpierw zmarszczył brwi, potem skrzywił się pod nosem, a potem to nawet ogonem machnął niezadowolony. Co to za brednie i chamskie oszczerstwa? Dobrze dla Łabędzia, że decyzji nie zmienił, ale... ale! - Mają szczęście, że miałem złamaną łapę i się wsunąłem do lecznicy. Może już był ten upał i im łby przegrzało? Przecież to głupota! Równie dobrze można powiedzieć, że... że... um... ktoś umarł przez nie, nie wymyślę teraz kto, ale ktoś z nimi gadał i bam! Nie ma go! Przecież to ABSURD I IDIOTYZM!! Łabędź to wie, na szczęście, ale... kurde, stary, jak jedno słowo ci powiedzą, to mi szepnij na ucho nie? I się skończy głupie gadanie. Cykuta to raz się biła z Kością na ceremonii w ogóle, więc ona to może serio jakaś świrnięta jest. Normalnie to jej nie ma nigdzie, no bo widujesz ją?! A potem wraca i takie... ugh! Wariatka warta matki - chociaż Tojad nie znał. Wiedział, że uczyła Kozibroda i to wszystko, co o niej słyszał - plus dzisiejsze nowinki. Ale to chyba wystarczyło, żeby wziął ją sobie jako jedno wielkie "ale", bo taki pokaz głupoty?! Nie, żeby Szpon go nie robił nigdy, bo robił, ale żeby Skałę obwiniać o coś?! Bezczelność!!! Rozumiałby siebie, Noc, no choćby nawet Kozibroda faktycznie, ale SKAŁA?! Przecież to jedyny z rodzeństwa, który zdawał się faktycznie myśleć! - Problem jest taki - zauważył po chwili, biorąc krótki oddech. - Że ja nie wiem ile nam to zajmie. Może jeden wieczór, a może całe dwa dni! I... uhm, mówiłem Siniak, że będę szukał Szczerbatka. No, czaisz, to jej brat i mój ziomek i... jakbyśmy szli, to jej dam znać. I powiem, że chcesz iść ze mną, bo się martwisz o mnie i... ona też nie chciała, żeby coś mi się stało, chyba. No to chyba dobre wyjaśnienie będzie, nie?
Raczej? Jeśliby mieli zniknąć na dłużej niż jedna noc, na pewno dobrze, żeby ktoś wiedział. - Jak wyruszymy i coś pójdzie nie tak, nie chcę, żeby się martwiła... Tak ogólnie. To w końcu moja przyjaciółka, no i zamartwiać ją? Trochę wrednie tak!!!
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
- Ta… Mam nadzieję, że chociaż Senna Łapa nie stanie się taki jak one. – Nie zdążył jeszcze poznać swojego terminatora szczególnie dobrze, ale przynajmniej na pierwszy rzut oka wydawał się bardziej normalny od swojej matki i babki. Może dało się go poprowadzić w dobrą stronę, do zastania porządnym wojownikiem Rzeki, bo jeśli nie, nie byłaby to teraz jedynie konieczność egzystowania w klanie z kolejnym okropnym kotem, ale i jego osobista porażka jako mistrza.
O Siniak wiedział przede wszystkim tyle, że istniała. Prawdopodobnie była lepsza od większości swojej rodziny, bo przynajmniej nie sprawiała żadnych widocznych kłopotów, ale miał wrażenie, że i tak go nie lubiła. Przecież spędzała całkiem dużo czasu ze Szponem i Nocą, a jemu, ich bratu, nigdy nawet nie powiedziała „cześć”. Jednocześnie nie wyglądała na kogoś, kto miałby rozpowiadać całemu klanowi o tym, gdzie poszli, więc jeśli Szpon uznawał poinformowanie jej za dobry pomysł, - Dobrze. – zgodził się. Nawet jeśli wyprawa miała zająć nieco dłużej (chociaż miał nadzieję, że nie będzie to konieczne) będzie próbował zorganizować wszystko tak, by nikt nie odczuł zbytnio jego nieobecności. Pójdą tam, być może zyskają naprawdę istotne odpowiedzi (oby takie, według których o Szczerbatej Łapie i większości pozostałych zaginionych należało zapomnieć i zaakceptować lepsze, pozbawione ich życie) i wrócą. Oczywiście, brzmiało to zbyt pięknie by było prawdziwe. Ale nie miał pojęcia, która część miała się nie udać i naprawdę nie chciał puszczać Szpona samego.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
- Ma szansę na bycie normalnym, skoro ty go uczysz. Zawsze możesz go podsunąć też mi, to ja mu wbiję do łba jak być normalnym... to jest, takim, nie głupim jak one! Czaisz! - zaśmiał się cicho. Oczywiście, poznanie Szpona z kimkolwiek po to, żeby go "wynormalnił" było... no, może nie tyle co złe, ale na boga, mini-kopie zachowania Szpona w Klanie? Połowa obozu chyba by sobie uszy odgryzła i je zeżarła, żeby tylko mniej hałasu, pisków, wrzasków, jęków i wszystkiego innego słyszeć.
Na zgodę uśmiechnął się lekko. Czyli co, byli umówieni? - Daj znać, kiedy będziesz chciał iść. Ja mam aż... nadmiar czasu! - bo mimo że roboty brał za trzech, jak nie czterech, tak ciągle umiał znaleźć w tym luki. - Jeszcze chcemy o czymś pogadać? Bo mógłbym ci opowiedzieć, że ostatnio to poznałem dwóch Gromowych medyków!
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Może przebywanie ze Szponem nie byłoby dla niego aż takie złe. Poza tym, na pewno powinien poznać więcej kotów niż tylko dziwna część swojej rodziny. Czyli inną dziwną część swojej rodziny, ale tym razem w pozytywnym znaczeniu. - Na pewno mu dam kiedyś za zadanie się z tobą spotkać. – uznał. Oczywiście, najważniejszym, co należało przekazać na treningu były konieczne do przeżycia umiejętności, Kodeks i tak dalej… Ale samo funkcjonowanie w klanie również było całkiem istotną wiedzą, a porozmawianie z jego bratem mogło przynieść doświadczenia, których nie można było doświadczyć w żaden inny sposób.
Skinął głową, ostatecznie potwierdzając ich plan udania się do Szepczącej Sadzawki. Czy naprawdę to zrobią? Te wiele księżyców temu byłby zachwycony, że pozna wszystkie odpowiedzi. Teraz jednak naprawdę nie był pewny, czy one gdziekolwiek istniały.
Gromowych medyków? To było całkiem interesujące, co on takiego robił, żeby musiał rozmawiać akurat z nimi? Chyba, że nie musiał i trafił na Truskawkowy Gąszcz i Gwiezdny Nurt zupełnym przypadkiem, ale wtedy również brzmiało to jak ciekawa historia. - Tak? Chętnie o tym posłucham. – odpowiedział z uśmiechem. Dobrze było móc w końcu znów rozmawiać ze Szponem całkowicie normalnie.
// zt?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
- Za zadanie!!! “No, Sen, słuchaj. Dzisiejszy trening - wytrzymać ze Szponem. Nie chcę cię straszyć, ale… powodzenia”! - zaśmiał się cicho. Oczywiście, to nawet nie musiało być żartem. Ze Snem gadał chyba raz. Młody łapał… motyla czy inną muchę, nie pamiętał. I to w sumie, cała ich wspólna rozmowa. Ale chętnie go pozna i pokaże, że wytrzymać ze Szponem to nie zawsze takie o, byle co. Szczególnie jak się rozluźni i poczuje, że może wszystko! - Tak? To słuchaj!! Jest Nurt i Płomyk… - zaczął. Bo szczerze powiedziawszy, to Truskawki nie znał poza tym, co wymienieni wyżej mu już zdążyli powiedzieć. Ale o nich, o nich to mógł mówić!!!
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Bo tylu księżycach medykowania już rozumiał, dlaczego Barwna Woda lubił zbierać zioła właśnie tutaj. Błyszczące Głazy nie dość, że były blisko obozu, więc nie trzeba było targać ziół z powrotem przez całe tereny, to jeszcze było ich tu tak dużo, czy na skałach, czy pod nimi, że Cis mógłby przesiedzieć tu całe dnie i dalej nie byłoby mu mało. Miał nadzieję, że zdoła szybko znaleźć jak najwięcej... czegokolwiek. Ale zanim to, to wypatrywał swoimi ślepiami pajęczyny. Ostatnio rzeczniaki stały się jakieś agresywne i codziennie był w lecznicy ktoś, kto potrzebował żeby kto zlepić łopianem i pajęczyną. Szkoda, że te nie są nieskończone.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Miał szczęście. Czy Błyszczące Głazy były dobrym miejscem do poszukiwania pajęczyny? Gwiezdny Klan wie, ale Cis miał o tyle dużo szczęścia, że wpadł na świeżą, lśniącą srebrną sieć utkaną pomiędzy pojedynczym, zwiędłym krzaczkiem wyrastającym spomiędzy kamieni.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Głupi to zawsze ma szczęście, więc wiadomym było, że znajdzie pajęczynę od razu. Nie no, nie było wiadomo. Właściwie, to Cis w ciężkim szoku wyłapał ją na jednym z krzaczków. Szczęśliwy bardzo uważnie zaczął nawijać ją na malutką gałązkę, starając się wziąć jej jak najwięcej tylko będzie w stanie.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Stał tam dłuższą chwilę, bardzo ostrożnie nawijając srebrną nić na gałązkę. Sieć była świeża, w najlepszym stanie w jakim mogła się znaleźć - pająk, który spędził nad nią pewną część swojego życia niestety właśnie stracił dom, ale Klan Rzeki został zaopatrzony w całe trzynaście motków pajęczyny. Brawo dla Cisa.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Aha! Sory pajączku, ale w łańcuchu pokarmowym to rzeka wygrywa z twoją ciężką pracą. Życie jest niesprawiedliwe. Zadowolony schował swoje znalezisko i podreptał dalej. Wciąż poszukiwał pajęczyny, ona była dla niego najważniejsza, ale pewnie i tak zbierze wszystko co rzuci się w oczy.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
I to by było, przynajmniej na razie, tyle ze szczęścia w szukaniu pajęczyny. Natknął się jednak na kolejny medykament, z tym, że taki, na który trzeba sobie mocno zapracować. Pomiędzy skałami, w tej mniej mokrej części Błyszczących Głazów dostrzegł mysz. Pytanie brzmi: czy mysia żółć była mu potrzebna?
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Wyczuł myszkę już z większej odległości, a zaraz później dojrzał ją między skałami. Medyk myślał inaczej niż wojownik. Nie widział w gryzoniu jedzenia, a widział mysią żółć, czyli jego najbardziej znienawidzony medykament. Ostatnio kleszczy dużo nie było, ale powoli zaczynało znów być cieplej... więc szkodniki pewnie ponownie zaczną atakować jego pobratymców. Po krótkim zastanowieniu się przybrał pozę łowiecką, wyrównując wysokość grzbietu, pyska i ogona, uginając łapy i ustawiając się pod wiatr. Powolutku zaczął dreptać w stronę myszki, a w dobrym momencie skoczył, by wbić kły w jej szare cielsko.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Mysz nawet nie miała czasu zorientować się, co ją uderzyło. Medyk podkradł się do niej bez problemu i równie bez problemu ją uśmiercił. Nie cierpiała, zmarła natychmiast. Teraz czas przejść do mniej przyjemnej operacji ekstrakcji żółci.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Cieszył się, że długo nie cierpiała. Nie lubił patrzeć na cierpienie innych, a musiał zdecydowanie częściej niż by tego pragnął. Teraz jeszcze gorsze część, czyli wydobycie śmierdzącej żółci z wnętrzności martwej istotki. Pazurem rozerwał jej ciałko, tak, by mieć dostęp do żołądka. Następnie wyrwał kępkę mchu i starał się nasączyć go jak największą ilością żółci.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Kępka mchu przesiąknęła mysią żółcią do tego stopnia, że gdyby była mniejsza, pewnie aż by kapała. Kropla za kroplą sączyła się z rozerwanego pęcherzyka gryzonia. Dziesięć kropli nie było złym wynikiem. I na szczęście dla Cisowej Gałązki niedaleko była woda, gdzie mógł obmyć łapy z żółci.