Kocur dorósł. Nie jest już beczkowaty, ciągły trening odznaczył wyraźnie mięśnie na pod jego futrem, nadając mu masywności. Nie jest już beczkowaty, ale coraz bardziej wygląda na kota, którego głównym przymiotem jest siła, przeznaczonego do taranowania przeciwników bardziej niż używania skomplikowanych taktyk czy też skoczności. Bure futro, pobliźniony bok (jedna podłużna blizna na lewym boku po spotkaniu z kującym badylem), niebieskie ślepia, pręgi i białe podbrzusze siłą rzeczy pozostały takie same. Pysk kocura też nieco się zmienił, teraz wygląda... doroślej? Na szyi kocura widnieją niewielkie ślady po szczurzych ugryzieniach. Gdyby ktoś naprawdę uważnie się przypatrzył, to ujrzałby również, że warga kocura niegdyś była rozcięta.
Od późnego okresu bycia terminatorem do mianowania go na wojownika charakter Buropręgiego przechodził gruntowną przemianę, a na wierzch wyszły jego nowe cechy - zarówno te pozytywne, jak i wręcz przeciwnie, bo nie wszystkie nabyte doświadczenia zostały przez niego wykorzystane w dobry sposób. Od kiedy został mentorem dwóch terminatorów, zdążył poczuć, jak wspaniała jest możliwość dawania poleceń i stania w hierarchii wyżej niż drugi kot. To samo tyczy się jego rodzeństwa, do którego większości Buropręgi się nie przyznaje, więc trudno mówić o jakichkolwiek pozytywnych uczuciach wobec nich, bo tych negatywnych jestem w stanie trochę wymienić. Wciąż uważa, że Krecia Łapa był jego jedynym i prawdziwym bratem, ale zdążył już otrząsnąć się z jego utraty. Jest nieustępliwy, dumny i trochę samolubny, uważając się za dużo lepszego od większości otaczających go kotów - w szczególności od rodzeństwa. Na granicy wad i zalet stoi również duża ambicja kocura.
Wierzba, Krzak, Strzępiec, Przepiórka
//ehhh
Mimo wszystko postanowił iść dalej, co jakiś czas rozglądając się na boki. Bezustannie węszył w powietrzu, szukając jakiegokolwiek śladu potencjalnej zwierzyny. Nie zamierzał poddawać się tak szybko.
d r w i z blizn, kto nigdy nie doświadczył r a n y ~WILLIAMSHAKESPEARE
Poprzez ciężką pracę, zbudowała potężne mięśnie. Szeroka w barkach, jednocześnie jest dość niska jak na członka Klanu Gromu - jej głowa wchodzi kotu o przeciętnym wzroście pod szyję. Krótka, zadbana i błyszcząca sierść przylega do ciała, eksponując wszystko, co Malina ma do zaoferowania, jednak w jednym miejscu na szyi sierść się kończy, ustępując miejsca bladej, krótkiej bliźnie z dzieciństwa. Złote oczy patrzą ze spokojem, który ukrywa zmęczenie, a krok jest pewny i energiczny. Przy wargach, zaczęły się pojawiać pojedyncze, widoczne dopiero z bliskiej odległości, siwe włoski.
Zagłusza swoje problemy i rozterki skupianiem się na swoich obowiązkach. Obecnie zrezygnowała z części patroli, ograniczając się jedynie do tych niezbędnych, by móc opiekować się lecznicą oraz kotami w niej się znajdującymi. Stara się, aby dodatkowe obowiązki nie odbiły się na jej terminatorach, co się jej udaje. Obecnie stara się wzbudzić część utraconej wrażliwości, aby móc lepiej pomagać członkom klanu po sytuacji z Ognistym Żarem, a także uczy się dobierać odpowiednie słowa i rozwiązywać problemy innymi sposobami, niż zazwyczaj.
I w końcu cierpliwość Buropręgiego się opłaciła. Czujny wzrok burego wojownika wykrył lecący, niezidentyfikowany obiekt, który wylądował sobie spokojnie na kretowisku. Jego złociste pióra cudownie odbijały się w słońcu, zaś granatowa głowa z czerwoną maską wokół oczu poruszała się, skanując uważnie teren dookoła.
Kocur dorósł. Nie jest już beczkowaty, ciągły trening odznaczył wyraźnie mięśnie na pod jego futrem, nadając mu masywności. Nie jest już beczkowaty, ale coraz bardziej wygląda na kota, którego głównym przymiotem jest siła, przeznaczonego do taranowania przeciwników bardziej niż używania skomplikowanych taktyk czy też skoczności. Bure futro, pobliźniony bok (jedna podłużna blizna na lewym boku po spotkaniu z kującym badylem), niebieskie ślepia, pręgi i białe podbrzusze siłą rzeczy pozostały takie same. Pysk kocura też nieco się zmienił, teraz wygląda... doroślej? Na szyi kocura widnieją niewielkie ślady po szczurzych ugryzieniach. Gdyby ktoś naprawdę uważnie się przypatrzył, to ujrzałby również, że warga kocura niegdyś była rozcięta.
Od późnego okresu bycia terminatorem do mianowania go na wojownika charakter Buropręgiego przechodził gruntowną przemianę, a na wierzch wyszły jego nowe cechy - zarówno te pozytywne, jak i wręcz przeciwnie, bo nie wszystkie nabyte doświadczenia zostały przez niego wykorzystane w dobry sposób. Od kiedy został mentorem dwóch terminatorów, zdążył poczuć, jak wspaniała jest możliwość dawania poleceń i stania w hierarchii wyżej niż drugi kot. To samo tyczy się jego rodzeństwa, do którego większości Buropręgi się nie przyznaje, więc trudno mówić o jakichkolwiek pozytywnych uczuciach wobec nich, bo tych negatywnych jestem w stanie trochę wymienić. Wciąż uważa, że Krecia Łapa był jego jedynym i prawdziwym bratem, ale zdążył już otrząsnąć się z jego utraty. Jest nieustępliwy, dumny i trochę samolubny, uważając się za dużo lepszego od większości otaczających go kotów - w szczególności od rodzeństwa. Na granicy wad i zalet stoi również duża ambicja kocura.
Wierzba, Krzak, Strzępiec, Przepiórka
Buropręgi zatrzymał się na widok bażanta (?), mimo że miał pokusę, by rzucić się na niego od razu, nie zawracając sobie głowy techniką. W porę powstrzymał się jednak i zniżywszy się ostrożnie na łapach, zaczął zbliżać się w stronę zwierzęcia, ściszając oddech i zniżając ogon. Uważając, by nie czynić dodatkowego hałasu, zbliżył się na sensowną odległość i rzucił w kierunku potencjalnej zdobyczy, chcąc szybkim ugryzieniem, pozbawić ją życia
d r w i z blizn, kto nigdy nie doświadczył r a n y ~WILLIAMSHAKESPEARE
Poprzez ciężką pracę, zbudowała potężne mięśnie. Szeroka w barkach, jednocześnie jest dość niska jak na członka Klanu Gromu - jej głowa wchodzi kotu o przeciętnym wzroście pod szyję. Krótka, zadbana i błyszcząca sierść przylega do ciała, eksponując wszystko, co Malina ma do zaoferowania, jednak w jednym miejscu na szyi sierść się kończy, ustępując miejsca bladej, krótkiej bliźnie z dzieciństwa. Złote oczy patrzą ze spokojem, który ukrywa zmęczenie, a krok jest pewny i energiczny. Przy wargach, zaczęły się pojawiać pojedyncze, widoczne dopiero z bliskiej odległości, siwe włoski.
Zagłusza swoje problemy i rozterki skupianiem się na swoich obowiązkach. Obecnie zrezygnowała z części patroli, ograniczając się jedynie do tych niezbędnych, by móc opiekować się lecznicą oraz kotami w niej się znajdującymi. Stara się, aby dodatkowe obowiązki nie odbiły się na jej terminatorach, co się jej udaje. Obecnie stara się wzbudzić część utraconej wrażliwości, aby móc lepiej pomagać członkom klanu po sytuacji z Ognistym Żarem, a także uczy się dobierać odpowiednie słowa i rozwiązywać problemy innymi sposobami, niż zazwyczaj.
Bażant jednak w porę zorientował się o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Wyłapał ciemnymi oczami ruchy w jego stronę, przez co szybko wzniósł się w powietrze i tyle go widzieli. Zdecydowanie Buropregi miał dzisiaj pecha i to nie tylko do znajdowania zwierzyny, ale także do polowania na nią.
Jest dokładnym, niemalże idealnym pomieszaniem swych rodziców. Po ojcu odziedziczyła długie, puszyste futro i delikatne prążki, które można bez problemu wypatrzeć na jej sierści. Po matce z kolei wzięła najpiękniejszą na świecie barwę - płomienną niczym zachodzące słońce - rudą. Nie jest to rzecz jasna jedyna rzecz, jaką ukradła Lisiemu Futerku, bowiem oto wokół ciemno różowego nosa rozchodzi się delikatna plama bieli, która miejscami zlewa się na jej gardło i resztę ciała, prawie niewidoczna. Można dostrzec ją również przy dłuższych pasmach jej futra nieco śmiesznie wystających poza jej uszy - dość duże i szpiczaste zresztą. Jednakże okazuje się, że Chaber jest jeszcze większym złodziejaszkiem niż można by przypuszczać, bowiem jej oczy z całą pewnością należą do Omszonego Pazura. Mają ten sam kształt i niezapomnianą, turkusową barwę wpadającą w błękit lśniący pomiędzy rudym futrem młodej marzycielki.
Trudno powiedzieć, na kogo tak właściwie wyrosła Chaber i co kryje się w jej sercu. Może się zdawać, że nie ma serca wojownika, że nie jest zdolna do walki, do bronienia własnej rodziny, taka bowiem jest delikatna i łagodna. Gdyby mogła, przychyliłaby nieba każdemu na swej drodze, nie bałaby się podejść do porzuconego kocięcia, nie miałaby oporów przed niesieniem pomocy choremu i rannemu przeciwnikowi, urodziła się bowiem z myślą o tym, iż otaczający ją świat pełen jest dobra, jakie trzeba tylko wydobyć na światło dzienne. To niestety często ją rani, dobiera się jej do skóry i powoduje, że koteczka rozdając dookoła szczęście, otrzymuje w zamian mało przyjemne razy, spojrzenia i niechęć. Nie do końca zrozumiana przez otoczenie, powoli pozwala sobie na chwile radości, na to, by zza jej nieco melancholijnych oczu zaczęły wyzierać spojrzenia ojca, a także matki - te figlarne, zaczepne i pełne marzeń o przygodzie. To trochę kłóci się z czerpaną przez nią przyjemnością z otaczającego ją spokoju i ciszy, ale któż z nas nie jest pełen sprzeczności?
Powiedziała Lilii i Ubłoconej, że potrzebuje chwili dla siebie i wybierze się poza obóz rozprostować łapy. Nie było to nic dziwnego, więc obie kocie matki skinęły lekko głowami, życzyły jej, by złapała oddech, a później wróciła pełna zapału do dalszego działania. Chaber niespiesznie opuściła więc bezpieczne schronienie, po czym ruszyła w stronę Kretowiska mając nadzieję, że gdzieś w pobliżu granicy zdoła złapać zapach należący do jej syna. Nie widziała Osiki już od dłuższego czasu i niepokoiła się, jednocześnie zastanawiając się, czy na pewno znalazł miejsce dla siebie, czy ma gdzie spać, gdzie wypoczywać, czy na pewno jest cały i zdrowy. Zastanawiała się również, co dzieje się z Chmielograbem, ponieważ ten jednak zachował się jak się zachował, nie umiała zmusić się do poszukiwania syna. Domyślała się również, że on tego by nie chciał, Osika zaś wyraźnie troszczył się o matkę, na ile tylko mógł. Albo przynajmniej tak wydawało się właśnie kocicy, która pragnęła wierzyć jednak w to, że chociaż dla swoich dzieci jest czymś więcej niż całkowicie bezużyteczną jednostką.
- Dzień dobry, Gilu - odezwała się, gdy spostrzegła wojownika na patrolu, uśmiechnęła się do niego i rzuciła, że nieco pospaceruje po okolicy, a potem wróci do obozu. Nie chciała go niepokoić, a już na pewno nie potrzebowała jego obecności, skoro zamierzała znaleźć ślad zapachu pozostawionego przez syna. Być może znowu kręcił się po Szarych Brzozach. Może. Oby faktycznie tak było.
How doesa momentlast forever? Howcan a storynever die?
It islove wemusthold onto Nevereasy,butwetry Sometimesour happiness iscaptured
Somehow,a time andplacestand still Lovelives oninsideour heartsandalways will
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Dzień był ładny i ciepły. Letni wiaterek subtelnie poruszał jej długim, rudym futerkiem, a sama kocica wpatrywała się teraz w przestrzeń porośniętą przez Szare Brzozy, zaś za nimi jawiła jej się nieczęsto uczęszcza szosa, której daleko było do dawnej Grzmiącej Ścieżki okalającej terytorium Klanu Cienia, choć ta również nosiła taką nazwę. Te ziemie były zdecydowanie bezpieczniejsze dla kotów i nic dziwnego, że Słona Woda stała się dla nich jedynie przeszłością.
Klan Rzeki zostawiła już za plecami, a Gilowe Gardło wrócił do patrolowania granic. Był to zwykły, niewinny patrol, ale okazało się, że wcale nie był sam, choć Chabrowemu Pąkowi to z początku umknęło. Dopiero teraz, gdy zaczęła szukać tropu swojego syna, Osiki, albo, jak on siebie teraz nazywał, Echa, zorientowała się, że Okoniowy Ogon była gdzieś w pobliżu, choć skryła się przed jej wzrokiem. Kto wie? Może specjalnie? Niektórzy potrzebowali czasem chwili prywatności.
A w szczególności Chabrowy Pąk wyruszająca na wyprawę poszukiwawczą! Echo najwyraźniej nie bywał w pobliżu terenów Klanu Rzeki po swoim odejściu, albo po prostu nie zaglądał tutaj ostatnio. Wszystkie koty z klanów słyszały o starej samotniczej medyczce po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki, Krzywusze. Jeśli Echo w trakcie swojego życia poza klanem był napotkał na drodze drapieżnika i przeżył, to musiał się u niej leczyć. Poza tym, kto miałby być bardziej poinformowany niż spróchniała jędza lecząca wszystkie koty, które do klanów nie należały? Nie bez powodu przeżyła tak długo. Szkoda tylko, że udanie się do niej wymagałoby przejścia przez Grzmiącą Ścieżkę. Czy Chabrowy Pąk odważyłaby się to zrobić?
Jest dokładnym, niemalże idealnym pomieszaniem swych rodziców. Po ojcu odziedziczyła długie, puszyste futro i delikatne prążki, które można bez problemu wypatrzeć na jej sierści. Po matce z kolei wzięła najpiękniejszą na świecie barwę - płomienną niczym zachodzące słońce - rudą. Nie jest to rzecz jasna jedyna rzecz, jaką ukradła Lisiemu Futerku, bowiem oto wokół ciemno różowego nosa rozchodzi się delikatna plama bieli, która miejscami zlewa się na jej gardło i resztę ciała, prawie niewidoczna. Można dostrzec ją również przy dłuższych pasmach jej futra nieco śmiesznie wystających poza jej uszy - dość duże i szpiczaste zresztą. Jednakże okazuje się, że Chaber jest jeszcze większym złodziejaszkiem niż można by przypuszczać, bowiem jej oczy z całą pewnością należą do Omszonego Pazura. Mają ten sam kształt i niezapomnianą, turkusową barwę wpadającą w błękit lśniący pomiędzy rudym futrem młodej marzycielki.
Trudno powiedzieć, na kogo tak właściwie wyrosła Chaber i co kryje się w jej sercu. Może się zdawać, że nie ma serca wojownika, że nie jest zdolna do walki, do bronienia własnej rodziny, taka bowiem jest delikatna i łagodna. Gdyby mogła, przychyliłaby nieba każdemu na swej drodze, nie bałaby się podejść do porzuconego kocięcia, nie miałaby oporów przed niesieniem pomocy choremu i rannemu przeciwnikowi, urodziła się bowiem z myślą o tym, iż otaczający ją świat pełen jest dobra, jakie trzeba tylko wydobyć na światło dzienne. To niestety często ją rani, dobiera się jej do skóry i powoduje, że koteczka rozdając dookoła szczęście, otrzymuje w zamian mało przyjemne razy, spojrzenia i niechęć. Nie do końca zrozumiana przez otoczenie, powoli pozwala sobie na chwile radości, na to, by zza jej nieco melancholijnych oczu zaczęły wyzierać spojrzenia ojca, a także matki - te figlarne, zaczepne i pełne marzeń o przygodzie. To trochę kłóci się z czerpaną przez nią przyjemnością z otaczającego ją spokoju i ciszy, ale któż z nas nie jest pełen sprzeczności?
To prawda, że w pierwszej chwili nie zorientowała się, że jest tu również Okoń. Nie zdziwiło jej to jakoś bardzo, w końcu granice muszą być sprawdzane i patrolowane codziennie, doskonale zdawała sobie z tego sprawę, poza tym lepiej było wędrować nie w pojedynkę, a większą grupą. Chyba, że było się nią. Nie miała zamiaru sprowadzać na syna nieszczęścia, nie chciała, żeby przez nią cierpiał, nie chciała, żeby go znaleźli, ale jednocześnie rozpaczliwie mocno pragnęła go odszukać. Straciła już Chmielograba, straciła Osikę, Głóg zdawał się wyrastać na równie oburzonego światem jegomościa, Jaśmin nie pokazywała się w obozie… Kto jeszcze jej pozostał? Czy była skazana na to, żeby po kolei tracić całą swoją rodzinę?
Wciągnęła znowu głęboko zapach spacerując pośród Szarych Brzóz i licząc na to, że jednak gdzieś trafi na ślad Osiki. Teoretycznie wiedziała, w którą powinna iść stronę, ale wiedziała również, że jest to daleka droga. Słyszała o kocicy zza Grzmiącej Ścieżki, która mogłaby jej pomóc , ale wewnętrznie wzbraniała się przed tym, by do niej podejść. Chyba się jej bała. Zdecydowała zatem ostatecznie, że zanim wyruszy w dalszą drogę podejdzie jeszcze do drogi Potworów i zobaczy, czy przypadkiem tam, przy Rowie, nie ma śladów jej syna. Może akurat? Może gdzieś tam się krył?
How doesa momentlast forever? Howcan a storynever die?
It islove wemusthold onto Nevereasy,butwetry Sometimesour happiness iscaptured
Somehow,a time andplacestand still Lovelives oninsideour heartsandalways will
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Rzeczywiście mogłaby sprowadzić na syna nieszczęście, gdyby tylko jakieś niezaufane koty z Klanu Rzeki za nią poszły i zaatakowały Echa, uznając go za zdrajcę, który porzucił klan. Dobrze, że żadne koty nie zwracały na nią uwagi, ani wcale nie było powiedziane, że odnajdzie chociaż strzępek Osikowego futra. Chociaż w sumie chyba by nawet nie chciała. Jaka matka wolałaby znaleźć kępkę futra swojego dziecka, która mogłaby oznaczać jakąś bójkę, czy walkę, niż zwykły trop w postaci odcisku łapy, czy zapachu pozostawionego na krzewie, drzewie czy pośród traw, gdzie akurat mógł spać.
Chabrowy Pąk spacerowała pomiędzy Szarymi Brzozami i szukała śladu syna, ale niczego znaleźć nie mogła. Wydawało się, że Osiki dawno tutaj nie było, o ile w ogóle kiedykolwiek. Ruda rzeczniaczka postanowiła zajrzeć do rowu przy Grzmiącej Ścieżce, która tego dnia była spokojna i cicha. Chwilę zajęło jej podeście do dole w ziemi ciągnącego się przy drodze, a gdy w końcu do niego zajrzała zobaczyła... zwykły rów porośnięty roślinami i zdecydowanie pozbawiony zapachu, a tym bardziej ciała jej szaro-białego syna. Chyba jednak pozostało jej zapytać starej samotniczki o Osikę.
Jest dokładnym, niemalże idealnym pomieszaniem swych rodziców. Po ojcu odziedziczyła długie, puszyste futro i delikatne prążki, które można bez problemu wypatrzeć na jej sierści. Po matce z kolei wzięła najpiękniejszą na świecie barwę - płomienną niczym zachodzące słońce - rudą. Nie jest to rzecz jasna jedyna rzecz, jaką ukradła Lisiemu Futerku, bowiem oto wokół ciemno różowego nosa rozchodzi się delikatna plama bieli, która miejscami zlewa się na jej gardło i resztę ciała, prawie niewidoczna. Można dostrzec ją również przy dłuższych pasmach jej futra nieco śmiesznie wystających poza jej uszy - dość duże i szpiczaste zresztą. Jednakże okazuje się, że Chaber jest jeszcze większym złodziejaszkiem niż można by przypuszczać, bowiem jej oczy z całą pewnością należą do Omszonego Pazura. Mają ten sam kształt i niezapomnianą, turkusową barwę wpadającą w błękit lśniący pomiędzy rudym futrem młodej marzycielki.
Trudno powiedzieć, na kogo tak właściwie wyrosła Chaber i co kryje się w jej sercu. Może się zdawać, że nie ma serca wojownika, że nie jest zdolna do walki, do bronienia własnej rodziny, taka bowiem jest delikatna i łagodna. Gdyby mogła, przychyliłaby nieba każdemu na swej drodze, nie bałaby się podejść do porzuconego kocięcia, nie miałaby oporów przed niesieniem pomocy choremu i rannemu przeciwnikowi, urodziła się bowiem z myślą o tym, iż otaczający ją świat pełen jest dobra, jakie trzeba tylko wydobyć na światło dzienne. To niestety często ją rani, dobiera się jej do skóry i powoduje, że koteczka rozdając dookoła szczęście, otrzymuje w zamian mało przyjemne razy, spojrzenia i niechęć. Nie do końca zrozumiana przez otoczenie, powoli pozwala sobie na chwile radości, na to, by zza jej nieco melancholijnych oczu zaczęły wyzierać spojrzenia ojca, a także matki - te figlarne, zaczepne i pełne marzeń o przygodzie. To trochę kłóci się z czerpaną przez nią przyjemnością z otaczającego ją spokoju i ciszy, ale któż z nas nie jest pełen sprzeczności?
To, że nikt nie zwracał na nią uwagi było właściwie normalne. Właściwie, bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jest przecież na cenzurowanym w całym Klanie, najwyraźniej jednak Gil i Okoń nie mieli nic przeciwko jej spacerom. Może wojownicy rozumieli, że każdy, nawet matka musi czasem rozprostować łapy? A może rozumieli, że mimo wszystko pragnie odszukać ślad swojego dziecka? Trudno stwierdzić, w każdym razie dali jej spokój, a ona przemierzyła Szare Brzozy, gdzie spotkała się kiedyś z synem i stanęła nad rowem wciąż czując zapach Rzeki gnany do niej przez wiatr zza pleców. Okolica była pusta, wyludniona i niesamowicie spokojna, a ona gryzła się sama ze sobą. Dokąd mógł udać się jej syn? Czy był daleko? Czy powinna byłaby go szukać?
Przedostała się przez rów, na tyle ostrożnie, na ile się dało i przysiadła przy Grzmiącej Ścieżce spoglądając na jej drugą stronę. Czy Osika poszedł właśnie tam? A może powinna szukać go raczej w okolicach Łanów Rzepaku? Nad Topiołkami? Na Gwiezdny Klan, gdzie byłeś? Zacisnęła dość mocno szczęki czując, że chyba zaczyna zbierać się jej na płacz i spróbowała złapać głęboki oddech. A gdzie był Chmielograb? Czy jej nienawidził…?
How doesa momentlast forever? Howcan a storynever die?
It islove wemusthold onto Nevereasy,butwetry Sometimesour happiness iscaptured
Somehow,a time andplacestand still Lovelives oninsideour heartsandalways will
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Grzmiąca Ścieżka już wcześniej wykazywała się ogromnym spokojem i do tej pory nic się nie zmieniło. Za to w uszach rzeczniaczki zagrały ptasie śpiewy, żeby okolica nie była aż taka pusta. Stado gawronów przeleciało nad jej głową, rzucając cień zarówno na rów, jak i asfalt mknący przed kocicą. Słońce od samego rana go nagrzewało i teraz musiał być już przyjemnie rozgrzany, choć jeszcze nie unosiło się nad nim falujące, rozgrzane powietrze. Nie było aż tak upalnie.
Kocica siedząc przy brzegu Grzmiącej Ścieżki patrzyła przed siebie, czyli na drugą stronę, po której również biegł podobny rów do tego, przez który dopiero przeszła, a dalej wyrastały całkiem pokaźne drzewa i jezioro, chociaż wody akurat widzieć stąd nie mogła. Cóż, może właśnie po drugiej stronie czaiły się odpowiedzi na pytania, które sobie zadawała? Pytanie tylko, czy będzie na tyle odważna, aby przejść. Mimo wszystko droga Potworów wydawała się być tego dnia bardzo bezpieczna.
Jest dokładnym, niemalże idealnym pomieszaniem swych rodziców. Po ojcu odziedziczyła długie, puszyste futro i delikatne prążki, które można bez problemu wypatrzeć na jej sierści. Po matce z kolei wzięła najpiękniejszą na świecie barwę - płomienną niczym zachodzące słońce - rudą. Nie jest to rzecz jasna jedyna rzecz, jaką ukradła Lisiemu Futerku, bowiem oto wokół ciemno różowego nosa rozchodzi się delikatna plama bieli, która miejscami zlewa się na jej gardło i resztę ciała, prawie niewidoczna. Można dostrzec ją również przy dłuższych pasmach jej futra nieco śmiesznie wystających poza jej uszy - dość duże i szpiczaste zresztą. Jednakże okazuje się, że Chaber jest jeszcze większym złodziejaszkiem niż można by przypuszczać, bowiem jej oczy z całą pewnością należą do Omszonego Pazura. Mają ten sam kształt i niezapomnianą, turkusową barwę wpadającą w błękit lśniący pomiędzy rudym futrem młodej marzycielki.
Trudno powiedzieć, na kogo tak właściwie wyrosła Chaber i co kryje się w jej sercu. Może się zdawać, że nie ma serca wojownika, że nie jest zdolna do walki, do bronienia własnej rodziny, taka bowiem jest delikatna i łagodna. Gdyby mogła, przychyliłaby nieba każdemu na swej drodze, nie bałaby się podejść do porzuconego kocięcia, nie miałaby oporów przed niesieniem pomocy choremu i rannemu przeciwnikowi, urodziła się bowiem z myślą o tym, iż otaczający ją świat pełen jest dobra, jakie trzeba tylko wydobyć na światło dzienne. To niestety często ją rani, dobiera się jej do skóry i powoduje, że koteczka rozdając dookoła szczęście, otrzymuje w zamian mało przyjemne razy, spojrzenia i niechęć. Nie do końca zrozumiana przez otoczenie, powoli pozwala sobie na chwile radości, na to, by zza jej nieco melancholijnych oczu zaczęły wyzierać spojrzenia ojca, a także matki - te figlarne, zaczepne i pełne marzeń o przygodzie. To trochę kłóci się z czerpaną przez nią przyjemnością z otaczającego ją spokoju i ciszy, ale któż z nas nie jest pełen sprzeczności?
Obejrzała się za siebie, bo obawiała się, że może nie powinna tutaj siedzieć. Chciała dostać odpowiedzi na swoje pytania, ale mimo wszystko nie należała do najodważniejszych na świecie kotów, zaś Grzmiąca Ścieżka nie kojarzyła się jej najlepiej. Nie ma co się oszukiwać, już i tak wykazywała się sporą odwagą znajdując się tak blisko niej, siedząc niemalże na asfalcie, pokazując, że nic nie jest w stanie jej przerazić. Spojrzała w górę na przelatujące ptaki jakoś tak dziwnie myśląc o tym, że one są naprawdę wolne, że mogą wszystko, że na pewno dolecą tam, gdzie chcą. Zginą pewnego dnia, ale to przecież czekało każdego, prawda? Czekało ją, czekało Osikę, resztę jej dzieci, tak jak każdego członka jej rodziny, który odchodził niespiesznie, który znikał z jej oczu i już nie powracał, raczej rzadko w sposób gwałtowny i bolesny, częściej po prostu koty opuszczały obóz, zaszywały się gdzieś i ślad po nich przepadał, zanim ktoś ostatecznie się zorientował. Tak jak po Osice, którego zapach nie dolatywał do niej z żadnego miejsca w okolicy i zaczynała czuć, że to wcale nie jest nic dobrego. A może było? Nie kręcił się blisko granicy Klanu, więc wiedział, jak o siebie dbać.
Chaber pogrążyła się właściwie całkowicie w rozmyślaniach siedząc nadal nad cichą Grzmiącą Ścieżką, analizując to, co mogłaby zrobić, czy było to dobre, czy nie. Nie miała odwagi swoich rodziców, nie była również Szemrzącym, który umiał zniknąć. W Klanie były kocięta, którymi powinna się zająć, byli inni, którzy jej nienawidzili… Chwilowo kocica odpłynęła do własnej krainy, do swoich myśli, jakby zapominając, gdzie jest i patrząc na drugą stronę rozważając to, czy biec, czy jednak nie.
How doesa momentlast forever? Howcan a storynever die?
It islove wemusthold onto Nevereasy,butwetry Sometimesour happiness iscaptured
Somehow,a time andplacestand still Lovelives oninsideour heartsandalways will
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
W przemyśleniach Chaber było trochę racji. Ptaki zdawały się być takie wolne i niczym nieograniczane; szybowały po niebie gdzie tylko chciały i jak tylko chciały. Miały kiedyś zginąć? Tak, ale czy właśnie w ten sposób nie kończyła każda żywa istota? W gruncie rzeczy koty, psy czy ptaki, a nawet i dwunogi - oni wszyscy po śmierci stawali się tym samym, czyli trawą oraz pożywką dla roślin, które otaczały ich zewsząd.
Rudej brakowało odwagi by tak po prostu podjąć decyzję o przejściu i zadaniu tych kilku męczących ją pytań Krzywusze, która z jakiegoś powodu ją przerażała. Z drugiej strony, kogo nie przerażałaby stara, zrzędząca medyczka? Właściwie patrząc na medyka Klanu Rzeki można by odnieść wrażenie, że wraz z wiekiem zacznie zachowywać się bardzo podobnie.
W pewnym momencie do nosa rzecznej matki dotarł samotniczy zapach, a gdyby się rozejrzała, to mogłaby dostrzec samotnika o bardzo krótkiej sierści i biczowatym ogonie, który przemknął właśnie przez drogę Potworów i najwyraźniej nic mu się nie stało, ponieważ cały i zdrowy znalazł się po drugiej stronie. Zachowywał się tak, jakby robił to już wiele razy. Może Osika teraz też tak się zachowywał? A może wygnany z klanu Chmielograb?
Jest dokładnym, niemalże idealnym pomieszaniem swych rodziców. Po ojcu odziedziczyła długie, puszyste futro i delikatne prążki, które można bez problemu wypatrzeć na jej sierści. Po matce z kolei wzięła najpiękniejszą na świecie barwę - płomienną niczym zachodzące słońce - rudą. Nie jest to rzecz jasna jedyna rzecz, jaką ukradła Lisiemu Futerku, bowiem oto wokół ciemno różowego nosa rozchodzi się delikatna plama bieli, która miejscami zlewa się na jej gardło i resztę ciała, prawie niewidoczna. Można dostrzec ją również przy dłuższych pasmach jej futra nieco śmiesznie wystających poza jej uszy - dość duże i szpiczaste zresztą. Jednakże okazuje się, że Chaber jest jeszcze większym złodziejaszkiem niż można by przypuszczać, bowiem jej oczy z całą pewnością należą do Omszonego Pazura. Mają ten sam kształt i niezapomnianą, turkusową barwę wpadającą w błękit lśniący pomiędzy rudym futrem młodej marzycielki.
Trudno powiedzieć, na kogo tak właściwie wyrosła Chaber i co kryje się w jej sercu. Może się zdawać, że nie ma serca wojownika, że nie jest zdolna do walki, do bronienia własnej rodziny, taka bowiem jest delikatna i łagodna. Gdyby mogła, przychyliłaby nieba każdemu na swej drodze, nie bałaby się podejść do porzuconego kocięcia, nie miałaby oporów przed niesieniem pomocy choremu i rannemu przeciwnikowi, urodziła się bowiem z myślą o tym, iż otaczający ją świat pełen jest dobra, jakie trzeba tylko wydobyć na światło dzienne. To niestety często ją rani, dobiera się jej do skóry i powoduje, że koteczka rozdając dookoła szczęście, otrzymuje w zamian mało przyjemne razy, spojrzenia i niechęć. Nie do końca zrozumiana przez otoczenie, powoli pozwala sobie na chwile radości, na to, by zza jej nieco melancholijnych oczu zaczęły wyzierać spojrzenia ojca, a także matki - te figlarne, zaczepne i pełne marzeń o przygodzie. To trochę kłóci się z czerpaną przez nią przyjemnością z otaczającego ją spokoju i ciszy, ale któż z nas nie jest pełen sprzeczności?
Przełknęła śliną, gdy tylko do jej nosa doleciał zapach samotnika. Była pewna, że nie jest to żadne z jej dzieci, co boleśnie ścisnęło jej gardło, a potem złapała głęboki oddech. Wiedziała, że koty przechodzą przez Grzmiącą Ścieżkę, słyszała o tym, wiedziała również od wojowników, którzy byli ciekawi tego, co się tam kryje. Poza tym Osika opowiadał jej co nieco o tym, gdzie zamierza się udać, ale gdy do niej przybył wydawało się, że przechodził właśnie przez tę ścieżkę. Skoro tak, musiała podjąć ryzyko pamiętając, że przekazał jej, by przychodziła do niego zawsze, gdy będzie tego chciała. Obecnie zaś bardzo mocno tego potrzebowała i zdaje się, że niewiele rzeczy w tej kwestii było w stanie ją powstrzymać. Poza, rzecz jasna, tą potworną drogą, jaka piętrzyła się przed jej nosem.
Odetchnęła jeszcze raz, głęboko, rozejrzała się na boki, nastawiła uszu, by upewnić się, że nadal jest cicho i spokojnie i ruszyła przed siebie biegiem z zamiarem dotarcia na drugi skraj Grzmiącej Ścieżki, gdzie byłaby bezpieczna w takim samym rowie, jak po tej stronie drogi. Czy może tam znajdzie jakiś ślad własnych dzieci, czy to tylko jej pobożne życzenia, na które Gwiezdni nie zamierzali w żaden sposób odpowiadać?
How doesa momentlast forever? Howcan a storynever die?
It islove wemusthold onto Nevereasy,butwetry Sometimesour happiness iscaptured
Somehow,a time andplacestand still Lovelives oninsideour heartsandalways will
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Czy Chaber spodziewała się śmierci w okropnych męczarniach, jak tylko wejdzie na ciepły, rozgrzany asfalt, który w śmieszny sposób mógł grzać poduszki jej łap? Z początku tak to właśnie wyglądało i generalnie nie sprawiała wrażenia kogoś, kto jednak podejmie się takiego ryzykownego przedsięwzięcia.
A jednak!
Osika mówił jej by zawsze do niego przychodziła, gdy miała taką potrzebę i zdawać by się mogło, że jej obecna potrzeba odnalezienia syna była zdecydowanie silniejsza, niż strach, który targał jej sercem. Może i nie była, jak Szemrzący Potok, czy jej synowie, ale gdzieś głęboko miała ukryte pokłady jakiejś odwagi, jeśli chodziło o jej kocięta, a przynajmniej właśnie tak to wyglądało.
W każdym razie bez żadnego problemu kocica znalazła się po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki i... była tam równie bezpieczna, co po stronie klanów. Sęk w tym, że teraz docierała do niej lekka woń samotniczej medyczki, która żyła w okolicy topiołków. Chabrowy Pąk nie miała stąd do niej daleko. Odpowiedzi na jej pytania były prawie na wyciągnięcie łapy, o ile Krzywucha faktycznie spotkała na swojej drodze syna, czy synów rudej. Bo właściwie na kim jej tak naprawdę zależało? Można by pomyśleć, że od kociaka faworyzowała jedno ze swoich dzieci.
Jest dokładnym, niemalże idealnym pomieszaniem swych rodziców. Po ojcu odziedziczyła długie, puszyste futro i delikatne prążki, które można bez problemu wypatrzeć na jej sierści. Po matce z kolei wzięła najpiękniejszą na świecie barwę - płomienną niczym zachodzące słońce - rudą. Nie jest to rzecz jasna jedyna rzecz, jaką ukradła Lisiemu Futerku, bowiem oto wokół ciemno różowego nosa rozchodzi się delikatna plama bieli, która miejscami zlewa się na jej gardło i resztę ciała, prawie niewidoczna. Można dostrzec ją również przy dłuższych pasmach jej futra nieco śmiesznie wystających poza jej uszy - dość duże i szpiczaste zresztą. Jednakże okazuje się, że Chaber jest jeszcze większym złodziejaszkiem niż można by przypuszczać, bowiem jej oczy z całą pewnością należą do Omszonego Pazura. Mają ten sam kształt i niezapomnianą, turkusową barwę wpadającą w błękit lśniący pomiędzy rudym futrem młodej marzycielki.
Trudno powiedzieć, na kogo tak właściwie wyrosła Chaber i co kryje się w jej sercu. Może się zdawać, że nie ma serca wojownika, że nie jest zdolna do walki, do bronienia własnej rodziny, taka bowiem jest delikatna i łagodna. Gdyby mogła, przychyliłaby nieba każdemu na swej drodze, nie bałaby się podejść do porzuconego kocięcia, nie miałaby oporów przed niesieniem pomocy choremu i rannemu przeciwnikowi, urodziła się bowiem z myślą o tym, iż otaczający ją świat pełen jest dobra, jakie trzeba tylko wydobyć na światło dzienne. To niestety często ją rani, dobiera się jej do skóry i powoduje, że koteczka rozdając dookoła szczęście, otrzymuje w zamian mało przyjemne razy, spojrzenia i niechęć. Nie do końca zrozumiana przez otoczenie, powoli pozwala sobie na chwile radości, na to, by zza jej nieco melancholijnych oczu zaczęły wyzierać spojrzenia ojca, a także matki - te figlarne, zaczepne i pełne marzeń o przygodzie. To trochę kłóci się z czerpaną przez nią przyjemnością z otaczającego ją spokoju i ciszy, ale któż z nas nie jest pełen sprzeczności?
Tak, bała się, że może spotkać na swojej drodze potwora. I nie było w tym zapewne nic dziwnego, w końcu dobrze wiedziała, że koty giną pod kołami tych dziwnych stworzeń Dwunogów i chociaż w okolicy panowała cisza i spokój, wolałaby jednak pozostać na bezpiecznej ziemi. Wtedy jednak na pewno nie dowiedziałaby się, czy Osiki nie ma w pobliżu. Nie dowiedziałaby się również, czy nie ma tu śladu Chmielograba, bo chociaż syn okazał się naprawdę niesamowicie nieprzyzwoitym kotem, nawet jeśli wydawało mu się, że go nie kocha, to nadal był jej dzieckiem i wiele dla niej znaczył. Była rozgoryczona, zła, zdawała sobie sprawę z tego, że pewnie popełniła błędy wychowawcze, które ostatecznie doprowadziły ich do tego, a nie innego miejsca, ale jednocześnie nie umiała sobie odmówić próby znalezienia własnych dzieci. Dowiedzenia się, czy żyją, czy ktoś coś o nich słyszał.
Rozejrzała się niepewnie po okolicy. Czuła zapach samotników, w tym również zapach Krzywuchy, której w ogóle nie znała, jednak mogła się domyślać, że to właśnie ona tutaj „rządzi”. Wysunęła się spod osłony roślinności, jaka rosła tutaj w rowie i zaczęła węszyć. W którą dokładnie powinna iść stronę? Była zagubiona, czuła, że robi coś, czego nie robiła nigdy dotąd i nie wiedziała, jak ma postępować. Ale teraz nie mogła się już w żaden sposób wycofać.
How doesa momentlast forever? Howcan a storynever die?
It islove wemusthold onto Nevereasy,butwetry Sometimesour happiness iscaptured
Somehow,a time andplacestand still Lovelives oninsideour heartsandalways will