Średniego wzrostu kotka o jasnokremowym, długim i bardzo, bardzo aksamitnym oraz sumiennie wyczesanym futerku. Z małych zgrabnych uszek Złocistego Kłosa wyrastają białe włoski, tego samego koloru są również jej wąsy. Pysk ma okrągły, a policzki pełne. Nos kotki jest ciemnoróżowy, tak samo zresztą jak poduszki łapek. Posiada duże, otoczone białą obwódką oczy we wspaniałym miodowym odcieniu. Najwięcej chluby przynosi jej okazały ogon, przypominający ciągnący się w nieskończoność złoto-biały tren. Porusza się ostrożnie z powodu drobnych problemów z koordynacją ruchów, ale trzeba jej oddać, że jest w tym całkiem urocza, zwłaszcza jak się potknie. Odkąd została Samotnikiem bardzo schudła, czego jednak nie widać przez gęste futro, można za to poczuć jej drobny szkielet, gdyby tylko tak nie stroniła od fizycznego kontaktu.
Jak zdjęta z krzyża... Czyli jak każdy, kto jakiś czas przebywał w klanie Cienia i miał to nieszczęście określać się kiedyś jako empatyczny i wrażliwy. Złocisty Kłos jest dobrze wychowana, poważna, ale też głęboko emocjonalna - tak głęboko, że zazwyczaj na próżno szukać tych skrywanych uczuć na zewnątrz. Wycofana, ustępująca, bierna - pewnie to tym cechom zawdzięcza po dzień dzisiejszy przetrwanie. Jednocześnie ma w sobie coś arystokratycznego, wiele zachowań po prostu urąga jej godności, chociaż nie przez wzgląd na rozdmuchane ego... Raczej zupełnie mimowolnie uznaje, że coś jest nie dla niej, a wtedy stara się wybrnąć z niewygodnej sytuacji. Wobec rozmówców najczęściej nostalgiczna oraz łagodna, będziesz miał naprawdę szczęście, jeśli ujrzysz jej blady melancholijny półuśmiech. Nie oznacza to jednak, że Złotko daje sobą pomiatać albo łatwo ją zmanipulować, wszak jest typem zagorzałej intelektualistki.
Kałużowy Krok, Goryczka, Szarówka
Chociaż tak bardzo starała się łagodnie zajść koteczkę, nastrojowe domino i tak runęło z kretesem. Bezradnie obserwowała jak młódka finalnie godzi się z nieproszoną obecnością, ale wcześniej jej nieopierzony pyszczek przeszywa aż po duszę niepokój. Dziwne. Nie pachniała Dwunogami i w ogóle nie wyglądała na taką, co potrafiłaby sama o siebie zadbać, a jednak coś utrzymywało ją przy życiu. Może ktoś? Może było ich więcej?
Złocisty Kłos dyskretnie rozejrzała się na boki w oczekiwaniu, że za kolejnym pagórkiem ujrzy więcej dziwnie umaszczonych kotów, ale pozostawały na szczęście we dwie, co sprzyjało prowadzeniu poufnych rozmów. Korzystając z przywileju starszeństwa kremowa jako pierwsza zasiadła na ziemi, pilnując jak trzeciego oka tego, by przypadkiem nie przygnieść sobie przy tej sposobności okazałego ogona. Gdy już usiadła, niezbyt wygodnie, ale przynajmniej elegancko – wyprostowana niczym trzcina, zachęciła do tego samego młodszą Samotniczkę delikatnie uniesioną w górę łapą, wskazującą jej miejsce, gdzie powinna spocząć. Jeżeli Bogatka zamierzała zignorować ten gest i stać, Złotko z pewnym ociąganiem się otwarłaby pyszczek, a gdyby bengalka jednak skorzystała z zaproszenia do prowadzenia rozmowy bardziej cywilizowanie, na siedząco, Madonna odezwałaby się dopiero kiedy ta by do niej dołączyła. Jakkolwiek by nie było, Złotowłosa nieuchronnie zmierzała do wyjaśnień, dlaczego zajmuje owej koteczce jej cenny czas...
- Dziękuję. Otóż… Poszukuję pewnego kocura, być może go kiedyś spotkałaś… Ma długie czarno-białe futro i czarną plamkę na brodzie, żółte oczy. Jest na pewno starszy od Ciebie, ale raczej młodszy ode mnie… - opisała rozmówczyni Iskrę dokładnie i dopiero spodziewając się odpowiedzi, a być może też cennych informacji, nawiązała z nią nienachalnie kontakt wzrokowy, który co jakiś czas przerywała zerknięciem w innym kierunku. Kłos nie chciała przecież bardziej speszyć nieśmiałej, potencjalnej informatorki...
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Złotko trafiła bowiem na strachajłę w całej okazałości. Bardzo mocno nieufającej i trzymającej ogromny dystans. Strasznie trudno było jej utrzymać spokój, gdy niezmiernie się bała nieznajomego kota. Musiała kiedyś wreszcie się zmienić. Jej siostra na pewno była odważna i miała znajomych. W końcu nawet przyjaciółkę ma. Chciałaby być taka jak ona. A swoim zachowaniem tylko odrzuca innych od siebie i bezpodstawnie uważa ich za wroga. Wiedziała, że robi źle, ale czuła strach. Gdy kremowa samotniczka zaczęła się rozglądać bengalka nawet nie drgnęła. Patrzyła się na Złotko obserwując każdy jej ruch. Ujrzała później ze strony starszej ruch, ale ta tylko usiadła. Ona jednak nadal stała. Od razu jednak, gdy dostała znak usiadła posłusznie. Wierzyła bowiem, że jak będzie robić to co się od niej oczekuje to nikt się na nią nie rozzłości. Ale w granicach rozsądku raczej. No chyba, że ktoś na nią warknie to wtedy już może być gorzej z trzeźwością czynów.
Zaczęła ze spokojem słuchać starszej kocicy. Gdy ta jednak doszła do tłumaczenia wyglądu poszukiwanego spięła mięśnie, a jej źrenice zwęziły się do szparek. Miała ochotę uciec. Dlaczego bowiem ta samotniczka wiedziała o tym kocurze? Doskonale rozpoznała o kogo chodzi z opisu. Jej sierść na karku stanęła na sztorc, a uszy leżały gładko po jej głowie. W dodatku nieznajoma patrzyła w jej ślepia. Bogatka nie wiedziała co łączyło tą elegancką kotkę z czarno-białym. Oczekiwała więc najgorszego, że to jego znajoma czy coś. - Dla...dlacze...dlaczego py...pytasz?- rzuciła w ogromnym strachu.
W tym momencie zaczynała być coraz pewniejsza tego, że musi nauczyć się walczyć. Nie ważne jakim kosztem. Mama dobrze proponowała. Musi jej przekazać to, że jest chętna. Po chwili gdy patrzyła się w szoku na Złotko odezwała się z powrotem. - Osiedle.
Tam go ostatnio widziała. Przez jej głowę przebiegły wspomnienia z tamtego dnia. Widziała go znowu. Jego długie futro, żółte palące ślepia, to jak próbowała go odepchnąć. Jak ją atakował, warczał... Poczuła się znowu bezbronnie. Jest pasożytem. Nie ważne, że umie już zadbać o pożywienie. Nadal nie potrafiła się obronić. Po jej policzkach zaczęły lecieć pojedyncze łzy.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Pora Nagich Drzew, nawet zmierzająca nieubłaganie ku końcowi, dawała w kość. Zmarznięta, twarda ziemia skryta pod grubą warstwą śniegu przejmowała łapy kąsającymi igiełkami chłodu, a jeżeli miało się nieszczęście spędzać noc poza jakimś ciepłym leżem, to można było swobodnie liczyć się z tym, że skończy się jako sopel lodu.
Znalazła się tutaj jeszcze na długo przed tym, jak słońce miało zajść - i zostało jej jeszcze całkiem sporo czasu, zanim musiałaby powrócić do któregoś ze swoich licznych legowisk w ochronie przed zimnem. Przysiadła na brzegu jeziora, głośno przy tym stękając - ta przeklęta obolała łapa znowu dała o sobie znać i zmusiła ją do zatrzymania się. No cóż, trzeba było odpocząć... Przednią łapą popchnęła jeden z mniejszych kamyków leżących na brzegu na lód pokrywający powierzchnię, ciesząc się odgłosem, który ten wydał, uderzając o zamarznięte jezioro.
Mistrz: matka Płeć: kocur Matka: Butelka Ojciec: no podobno był Partner: -
Średniego wzrostu, krótkowłosy klasycznie pręgowany bury kocur. Białe łaty na pyszczku i gardle. Żółto-zielone oczy. Blizna na szyi, lewe ucho naderwane.
Egoista, ceniący sobie swoją wolność i niezależność. Pogodny i gadatliwy, lubi poznawać nowe koty. Dobry aktor i kłamca. Ciekawy świata, dużo podróżuje. Tchórz.
Czereśniowa Gałązka; krz , Jaśmin; kw
Kapsel nie był typem sentymentalnego poety, który godzinami rozwodziłby się nad każdym krzaczkiem i chmurką, lecz był gotów przyznać, że lubi te tereny głównie dlatego, że są zwyczajnie rzecz biorąc ładne. Podobało mu się to, że jezioro było ładne o każdej porze roku; w lecie woda miała przyjemną temperaturę, a wszystko dookoła było zielone, za to w zimie zamarznięta woda robiła wrażenie. Tylko jesienią było tu brzydko i ponuro, lecz nie była to wina samej wody czy jej otoczenia - jesienią wszystko było brzydkie.
Gdy obecnie przechadzał się wzdłuż brzegu, nie oczekiwał znaleźć żadnego towarzystwa. Było zimno i większość kotów spędzała czas schowana w swoich ciepłych kryjówkach. Nie, żeby mógł je za to winić. On też pewnie znalazłby sobie jakąś wygodną norę, gdyby był nieco mniej znudzony.
Uniósł brew, widząc na horyzoncie kocią sylwetkę. O proszę? Ktoś też nie miał co robić? Przyspieszył kroku, by szybciej znaleźć się bliżej nieznajomego. Tym zaś okazała się być czarna, smukła kotka, całkiem urodziwa, acz odrobinę zbyt wychudła jak na gusta Kapsla.
- Witam panią - zagadnął radośnie, z rozbawieniem obserwując jak popycha kamień na zamarzniętą taflę jeziora. - Co tu porabiasz w taki mróz?
i'mx- ̗̀ BORN TO RUN ̖́- _________________________________downrockycliffs give megrace,_bury mysins ⇢shatteredglassandblackholes⇠ can'thold mebackfrom where ineedto go
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Gdyby tylko wiedziała, że Kapsel uznał ją za całkiem urodziwą, to parsknęłaby zapewne serdecznym śmiechem, bo sama nigdy nie widziała w sobie żadnego rodzaju urody. Owszem, może i od biedy dałoby się ją zaliczyć do jakiś w miarę ładnych kocic, gdyby przestała przypominać chodzącego kościotrupa pokrytego czarnym, przerzedzonym futrem.
Uniosła niemrawo ucho, gdy kątem oka wyłapała zbliżającą się doń sylwetkę nieznajomego samotnika i dopiero, gdy ten się odezwał, zwróciła ku niemu trójkątny pyszczek. Bury, klasycznie pręgowany, raczej przeciętnego wzrostu - brzydki nie był, ale szczyciłby się mało charakterystyczną urodą przypominającą dokładnie nikogo, gdyby nie dwie blizny.
- Witam - odrzekła na przywitanie zwięźle. - Dokładnie to, na co wygląda. Siedzę, marznę, bluzgam na swoją zwichniętą łapę i knuję niecne plany opanowania świata - rzuciła od niechcenia absolutnie spokojnym tonem, decydując się uraczyć Kapsla nieco mniej sarkastyczną uwagą, niż te, którymi zazwyczaj witała zaczepiające ją koty... głównie dlatego, że po prostu nic uszczypliwego nie przyszło jej na szybko do głowy. - A Ty?
Mistrz: matka Płeć: kocur Matka: Butelka Ojciec: no podobno był Partner: -
Średniego wzrostu, krótkowłosy klasycznie pręgowany bury kocur. Białe łaty na pyszczku i gardle. Żółto-zielone oczy. Blizna na szyi, lewe ucho naderwane.
Egoista, ceniący sobie swoją wolność i niezależność. Pogodny i gadatliwy, lubi poznawać nowe koty. Dobry aktor i kłamca. Ciekawy świata, dużo podróżuje. Tchórz.
Czereśniowa Gałązka; krz , Jaśmin; kw
Na odpowiedź kotki brwi Kapsla poszybowały jeszcze wyżej. Oh, a więc trafił mu się typ żartownisi. W porządku, w porządku. Właściwie, był z tego powodu całkiem zadowolony. Zawsze to lepiej porozmawiać z kimś interesującym, niż z jakimś nudziarzem, którego jedyną wartością mogło być co najwyżej to, że znał jakieś interesujące ploteczki z okolicy, a często nawet i nie to.
- I jak ci to idzie? Opanowywanie świata, znaczy się? - zapytał, decydując się na klapnięcie zadkiem obok kotki, skoro ta nie zdawała się mieć wobec niego żadnych wrogich zamiarów i nie wyglądała, jakby chciała go stąd przepędzić. - A ja to wiesz, trochę mniej ambitnie. Ani nie chcę niczego opanowywać, z łapami też mam wszystko w porządku, chociaż tego akurat ci nie zazdroszczę, więc zostaje mi tylko marznięcie. Ah, no i nudzenie się. To jest bardzo ważne. - Mówił z lekkim, krzywym uśmiechem, przez cały czas kątem oka uważnie obserwując kotkę i sprawdzając jej reakcje.
i'mx- ̗̀ BORN TO RUN ̖́- _________________________________downrockycliffs give megrace,_bury mysins ⇢shatteredglassandblackholes⇠ can'thold mebackfrom where ineedto go
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
- A, znakomicie, świerszczyku mój, w każdym razie lepiej, niż szłoby to jednonogiej myszy. Zdołałam już odkryć pewne podstawy praw rządzących światem, więc już wkrótce wszechświat klęknie przede mną! - kontynuowała żart, dodając pod koniec swojej wypowiedzi diaboliczny chichocik. Zabawnie byłoby dopiero, gdyby Kapsel postanowił się do niej przyłączyć, aby co noc próbować przejąć władzę nad światem. Żeby tylko jeszcze byli dwójką laboratoryjnych genetycznie modyfikowanych myszy. - Wygląda zatem na to, że już niedługo świat będzie rządzony przez jednego kota. Ale i to mniejsza konkurencja w drodze do moich celów - puściła do Kapsla oczko, jednocześnie krzywo się uśmiechając. Kolejne dziwactwo jej mięśni mimicznych, które nie pozwalały jej zaprezentować innych wyrazów twarzy, niż niesymetryczne i krzywe.
Mistrz: matka Płeć: kocur Matka: Butelka Ojciec: no podobno był Partner: -
Średniego wzrostu, krótkowłosy klasycznie pręgowany bury kocur. Białe łaty na pyszczku i gardle. Żółto-zielone oczy. Blizna na szyi, lewe ucho naderwane.
Egoista, ceniący sobie swoją wolność i niezależność. Pogodny i gadatliwy, lubi poznawać nowe koty. Dobry aktor i kłamca. Ciekawy świata, dużo podróżuje. Tchórz.
Czereśniowa Gałązka; krz , Jaśmin; kw
- A można zapytać, jakież to prawa odkryłaś, czy to ścisła tajemnica? - Podobała mu się ta rozmowa - nie często zdarzało się Kapslowi ucinać pogawędki o przejęciu władzy nad światem. Większość kotów miała jednak mniejsze ambicje, sięgające najwyżej osiedla czy dalszej części lasu. - Cóż, w takim razie nie mogę doczekać się twych rządów. Mogę mieć tylko nadzieję, że nie doprowadzisz nas wszystkich do ruiny. - Kapsel co prawda nie miał zamiaru przyłączać się do diabolicznych planów kotki, ale nic nie przeszkadzało mu w tym, by ją entuzjastycznie dopingować. Bo czemu nie? - A tak przy okazji... Czy można poznać imię naszej przyszłej władczyni?
i'mx- ̗̀ BORN TO RUN ̖́- _________________________________downrockycliffs give megrace,_bury mysins ⇢shatteredglassandblackholes⇠ can'thold mebackfrom where ineedto go
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Zrobiła tajemniczą minę, tak, by pasowało do rozmowy o jej tajnych planach zawładnięcia światem. Skoro zaczęli już ten żart, to niech go kontynuują i doprowadzą do jego czystego zamknięcia, nie spowodowanego przez brak poczucia humoru jednego z nich.
- Zauważ prawidłowość - zniżyła głos do szeptu - że kiedy popchnę ten kamień w przód, to spadnie! - tu delikatnym gestem zrzuciła kolejny z kamyków na powierzchnię lodu. Znalazł się drugi Newton. - Nie ma się czego bać, będę władcą szczodrym i sprawiedliwym. Czy jedynym sposobem na wyplenienie czarnego kaszlu jest wybicie wszystkich chorych? Wtedy więcej już nie zachorują... - udała, że głębokie zastanowienie na chwilę pozwoliło jej zapomnieć o tym, że znajduje się w towarzystwie doskonale słyszącego jej niecne dywagacje Kapsla. - Pomurnik. Co do Twojego imienia, świerszczyku...?
Mistrz: matka Płeć: kocur Matka: Butelka Ojciec: no podobno był Partner: -
Średniego wzrostu, krótkowłosy klasycznie pręgowany bury kocur. Białe łaty na pyszczku i gardle. Żółto-zielone oczy. Blizna na szyi, lewe ucho naderwane.
Egoista, ceniący sobie swoją wolność i niezależność. Pogodny i gadatliwy, lubi poznawać nowe koty. Dobry aktor i kłamca. Ciekawy świata, dużo podróżuje. Tchórz.
Czereśniowa Gałązka; krz , Jaśmin; kw
Kapsel pochylił się, jak gdyby chciał usłyszeć kotkę lepiej, również przybierając minę odpowiednią do ich przedstawienia - w jego przypadku całkowicie zdziwioną.
- Niesamowite! - powiedział tak, jak gdyby kotka rzeczywiście wyjawiła przed nim jakąś nieznaną nikomu tajemnicę. - Jesteś pewna, że chcesz dzielić się ze mną takim sekretem? - Rzuciłby nawet jakimś żartem o tym, że może teraz kotka musi go zabić, skoro posiadł tak tajemną wiedzę, ale... szczerze mówiąc? Kto wie, co tam może jej strzelić do głowy. Niby wydawała się w porządku, nawet jeśli nieco specyficzna, ale kto ją tam wie. Lepiej było jej nie zachęcać. - To znaczy... to jest jakieś rozwiązanie, acz obawiam się, że na dłuższą metę mało opłacalne. - Wzruszył barkami. - Ładnie. To coś znaczy, czy wymyśliłaś sobie jakieś słowo? - Kapsel rzadko kiedy pytał inne koty o to, co znaczyło ich imię - większość miała miana pochodzące od rzeczy spotykanych w przyrodzie lub przedmiotów, których używali ludzie, więc ich znaczenie zwykle było mu już znane. Niektóre koty mieszkające z ludźmi dostawały za imię jakąś dziwną zbitkę sylab, która zwykle nie znaczyła nic, lecz imię kotki nie brzmiało jak jedno z nich. - A ja jestem Kapsel - powiedział jeszcze.
i'mx- ̗̀ BORN TO RUN ̖́- _________________________________downrockycliffs give megrace,_bury mysins ⇢shatteredglassandblackholes⇠ can'thold mebackfrom where ineedto go
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Przedstawienie, które ciągnęli, robiło się z każdą chwilą coraz zabawniejsze, chociaż trzeba było coraz bardziej się męczyć, aby wymyślać dalej całkowicie nową historię swojego życia. Jaskrawozielone oczy tajemniczo błysnęły w stronę Kapsla; wydawało się, że kotka namyśla się nad jego słowami i konsekwencjami tego, że zdradziła taki ważny sekret samotnikowi.
- Kiedy już zawładnę światem - rzekła cicho i dobitnie - to każdy będzie wiedział tyle, ile będę chciała, by wiedział. - władza nad umysłami! Czyż to nie jest największy jej stopień, nieosiągalny cel? - Cóż takiego? Ach, ty o tym. Kiedy ktoś umrze, to nikogo już nie zarazi. A wyleczenie nie jest doskonałe, w przeciwieństwie do śmierci.
Na pytanie ledwo zauważalnie uśmiechnęła się pod nosem. Nieraz już śmiała się gorzko nad ironią tego, że pomurniki były piękne i kolorowe, podczas gdy jej poskąpiono nie tylko kolorów, ale i urody. - To taki ptak; szaro-czarny, ma czerwone skrzydła i długi, cienki dziób - wyjaśniła kocurowi, którego imię z kolei u niej przywołało jakieś niejasne wspomnienia. Parę razy chyba słyszała ten wyraz i kojarzyła go z jakimś przedmiotem, którego przeznaczenie jednak pozostawało dla niej nieznane. - Słowo znam, to takie małe, twarde kółko. Do czego służy ten przedmiot, jeżeli możesz mi powiedzieć?
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Dzień był wyjątkowo chłodny. Późna Pora Opadających Liści dawała się Czarnej Wronie we znaki. W taki dni przypominał sobie gęste, długie futro Mętnej Łapy i zazdrościł jej, że sam nie urodził się właśnie z takim. Jego własne, króciutkie, w dodatku wciąż przerzedzone po walce z gawronami nie nadawało się na tę pogodę.
Całe rano padało. Deszcz pozostawił po sobie błoto i rozległe kałuże, a on wyruszył na polowanie przy brzegu jeziora Topiołki, mając nadzieję, że być może uda mu się złowić rybę. Tęsknił za tym pożywnym jedzeniem, którego zawsze pod dostatkiem było w Klanie Rzeki.
Chodził, rozglądając się wokoło i szukając w powietrzu interesujących woni.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Pogoda, owszem, nie sprzyjała, ale mus to mus, a Czarna Wrona musiał coś jeść. Nawet jeśli nie znajdzie ryby, to o tej porze przy Topiołkach, jak się okazało, kręciła się masa innych stworzeń.
Kocur nie musiał długo szukać, bo zaraz usłyszał trzepot drobnych skrzydeł a nieopodal, na gałązce jednego z krzewów wylądował wróbelek. Pytanie, czy ex-rzeczniak na tak małego ptaszka się skusi.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Wróbel był marną zwierzyną, ale Czarna Wrona nie zamierzał wybrzydzać. Niech będzie i ten kurdupel. Skierował się w stronę wróbla, przybierając pozycję łowiecką. Gdy szedł, zatrzymywał się w bezruchu co jakiś czas, by ptak go nie dostrzegł.
Podszedł aż do samego krzewu, upewniając się, że zachodzi ptaka od tyłu, po czym zamachnął się łapą z wyciągniętymi pazurami, by uderzyć w ptaka, zwalić go z gałązki, przygnieść do ziemi i zakończyć dzieło, odgryzając mu głowę.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Kocur miał tyle wprawy i tyle siły w szczękach, że, owszem, urwanie główki wróblowi problemu nie stanowiło. Ptaszek chyba nawet nie zorientował się, co się stało, bo Czarna Wrona dokonał dekapitacji tak szybko. Sprawnie, bez problemu. Krew splamiła jego mordkę a wróbel już nigdy nie poleci.