Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Niech Wieszczka głowa nie boli, że jego pysk ma więcej krzywizn niż sympatycznych łuków, toż to wizualnie miał właśnie do czynienia z równie cierpkim egzemplarzem. Zresztą, Gorzkie Ziele nigdy nie dostrzegała za bardzo mimiki swoich rozmówców, polegała na ich słowach albo czynach. Już na pewno nie przyszłoby jej do łebka, żeby doszukiwać się cudzych intencji w kącikach oczu, albo żeby tak oceniać kogoś na podstawie antypatycznej mordy. Nie lubiła nawet mord sympatycznych, tak gwoli ścisłości.
Trójkątne uszy sprawnie podążały za przemieszczającym się nieco fajtłapowato obiektem, obracając się zamiast słomkowych oczu kotki, które lekceważąco nakryły się powiekami. Musiał to być jakiś młody osobnik, jeszcze nieskoordynowany i lekki, ewentualnie ranny, bo coś tak szurał łapami... bez mała Dwunóg po sylwestrze.
W dalszym ciągu z zamkniętymi oczami (nie potrzebowała widzieć, żeby wiedzieć) rozstawiła wąskie chrapki i posiliła się zapachem kocura, który podpłynął do niej powoli, najwyraźniej z rozsądnej odległości. Dobre i tyle, że skoro naprawdę musiała mieć towarzystwo, to przynajmniej nie takie, co to staje przed samiuśkim pyskiem, zionie podwieczorkiem i bryzga śliną na adwersarza, gdy mówi.
- Jestem zielarką i jestem stara - wyjawiła, wspinając się na szczyt swoich jajcarskich możliwości. Obiektywnie był to tylko pagórek, bo praktycznie niczym nie podbudowała przypuszczenia, jakoby to ona była prawowitą mieszkanką nory. Dwa suchutkie fakty, z którymi głos - bez przypisanego koloru i rysów - zrobi co sobie chce.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Pierwsze co można o nim powiedzieć: buja w obłokach. Pasjonują go historie, zarówno te wymyślone przez niego, jak i opowiadane przez innych. Nie stąpa zbyt twardo po ziemi i dużo patrzy w niebo, więc często się potyka. Nie unika towarzystwa, ale potrafi stracić koncentrację w połowie rozmowy. W jego głowie zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością, a fantazją, a może po prostu widzi coś więcej niż inni? Jest ciekawski, ale bywa zapominalski, dość sympatyczny, ale nie zawsze mówi to co wypada.
Nieznajoma nie raczyła otworzyć oczu, ale Wieszczkowi nie przeszkadzało to, co inni uznaliby za przejaw arogancji czy braku szacunku. Lub po prostu ogromnego zmęczenia i senności. Kocurek stawiał na to ostatnie, zwłaszcza kiedy kocica wyjawiła, że jest stara. Jednak oprócz tego dodała, że jest zielarką, na co dymna mordka ułożyła się w idealnie okrągłe "o".
Przez kilka uderzeń serca wgapiał się w burą intensywnie, usiłując dostrzec cokolwiek niezwykłego w jej sylwetce. Jednak oprócz wyjątkowo kanciastych kształtów, nic takiego nie zauważył. Czy rzeczywiście mogłaby być TĄ starą zielarką - która powróciła z zaświatów lub też nigdy nie umarła, pokonując śmierć swoją zdobytą przez księżyce wiedzą?
- Nie wyglądasz jak duch. Ani trup. - Zadecydował w końcu. - O niczym to nie świadczy, bo myślę, że gdyby udało ci się przechytrzyć śmierć, znalazłabyś też sposób by wyglądać zwyczajnie. - Dywagował. Obszedł przy tym kocicę łukiem, by przyjrzeć się jej sylwetce z nowej perspektywy. Nic to nie zmieniło w odbiorze. - Jak otworzysz oczy to coś się stanie? Nie masz źrenic? A może twoje ślepia są białe jak mleko? - Zapytywał, trochę gubiąc się w świecie fantazji.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Podwinęła powieki, najpierw jedną, a zaraz za nią drugą, gdy tylko padła sugestia, że ma coś nie tak z oczami. Kącik smolistej wargi rozchybotał się niebezpiecznie, aż w końcu troszeńkę się uniósł. Młody nie dał się wyprowadzić w pole i słusznie, ale to, co naprawdę ją rozbawiło wypadło z siwych szczęk potem i od biedy kwalifikowało się jako medyczny suchar. Oko bez źrenic byłoby zaiste ciekawą anomalią; oczywiście nie mogła być pewna, nie te możliwości badawcze, jednak zakładała, że źrenica pełniła jakieś istotne zadanie, na pewno zaś reagowała ze światłem, ponieważ zwężała się lub rozszerzała w zależności od tego, ile z niego do niej docierało. Nie miała jednak pomysłu, jak sprawdzić, czy czarne punkciki na tęczówce były niezbędne - jak pozbawić kota wyłącznie źrenic, nie naruszając reszty gałki i nie upośledzając sprawności całego narządu. Ale, ale! Samo to, że taka wizja wykluła się w ogóle w głowie szczyla, nastroiło Gorycz na chwilkę konwersacji, tudzież łaskawego zainteresowania.
Śledziła podążającego po półkolu, pomysłowego młodzika, dając mu co najmniej kilkanaście okazji, żeby przyjrzał się jej skośnym oczom o barwie wypisz wymaluj flegmy. Nie było w nich niczego nadzwyczajnego, w nich nie, ale już w rozmowności Chochlika tak.
- Nie muszę mieć otwartych. Oczu, żeby. Wszystko wiedzieć. Mam doskonały węch i słuch - wyjaśniła z ewidentną satysfakcją. - Więc. Interesujesz się ziołami?
Była mniej więcej w jego wieku, kiedy pierwszy raz nielegalnie zakradła się do Królikarni i bez pytania zaczęła niuchać po korzennych półkach. Może on szukał tu podobnych wrażeń. Może mogła mu je zagwarantować...
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Pierwsze co można o nim powiedzieć: buja w obłokach. Pasjonują go historie, zarówno te wymyślone przez niego, jak i opowiadane przez innych. Nie stąpa zbyt twardo po ziemi i dużo patrzy w niebo, więc często się potyka. Nie unika towarzystwa, ale potrafi stracić koncentrację w połowie rozmowy. W jego głowie zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością, a fantazją, a może po prostu widzi coś więcej niż inni? Jest ciekawski, ale bywa zapominalski, dość sympatyczny, ale nie zawsze mówi to co wypada.
Bezwiednie wstrzymał oddech, gdy powieki Zielarki drgnęły, rozpoznając, że za chwilę rozwiąże się kryjąca w nich tajemnica. Ku jego rozczarowaniu, ślepia kocicy nie wyglądały wyjątkowo - miały blady, żołty odcień i zwyczajną, wąską źrenicę po środku. Zawód musiał wymalować się na jego pyszczku, ale zniknął razem z wydechem, który wypuścił spomiędzy warg zaraz po tym jak się zorientował, że brakuje mu tlenu.
- Więc wytłumaczenie jest całkiem zwyczajne. - Podsumował, nie podzielając satysfakcji. Co prawda, pomimo braku niecodziennych oczu, ani innych nadprzyrodzonych zdolności nie zamierzał skreślać nieznajomej, ale trudno mu było całkiem zamaskować, że oczekiwał innego rozwiązania.
Na pytanie o ziołach, zapatrzył się na chwilę w przestrzeń, samemu badając swoje uczucie wobec tematu. - Nie bardziej niż innymi rzeczami. - Przyznał w końcu. - Czy są zioła, które pozwolą mi porozmawiać ze zmarłymi? Albo samemu być martwym przez chwilę? - Zainteresował się. Mógł zadać te pytania Artemowi lub Pokrzywie, ale nie było ku temu okazji - zresztą, czy było lepsze źródło wiedzy o takich rzeczach jak duchy i śmierć niż tajemnicza zielarka?
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Widziała już tyle kociąt w akcji, że powinna chociaż w minimalnym stopniu rozumieć jak pracują ich zwoje, ale nie, doznany przez kocurka zawód nie został nawet zauważony, Ziele nie poczuła się też źle ze zwyczajnością swoich wyjaśnień. Mogła co najwyżej odparować, że jego uwaga była zwyczajnie zbędna, ale to dopiero byłoby marnowanie śliny i błędne koło, więc poczekała aż dymny pisklak ułoży sobie to i tamto oraz przełknie żal. Gdy patrzył w milczeniu gdzieś pomiędzy nią a horyzont, kogoś jej przypominał, tyle że nie była w stanie dopasować do nikogo tego wypukłego czoła, co znacznie ograniczało jakiekolwiek próby porównawcze. W każdym razie, jego wzrok nie tęsknił za rozumem, o czym przekonała się dobitnie po następującej po sobie sekwencji pytań.
Prychnęła, mimowolnie zwijając palce, a wraz z nimi pazurki w pięść. Jakby wiedział, że z tymi zmarłymi to był odwieczny problem, a doświadczali go w szczególności medycy, w tym również ci niedoszli jej pokroju.
- Zmarli to banda psychopatów, nieprzewidywalni - odbiła ogon od ziemi. Resztę musiał sobie dopowiedzieć, ponieważ Chochliczka zainteresowała się bardzo drugą częścią wypowiedzi. Może nawet za bardzo. - Są trujące... Zioła. Można umrzeć. Tak. Tylko w obecności innego kota. Mhm. Gdy szybko poda odtrutkę. Nie ma gwarancji ożycia. Chcesz może spróbować? - poświęcała obecnie kocurowi sto procent swojej zbitej, intensywnej, naukowej uwagi. Tym razem go nie podpuszczała. Nigdy nie miała możliwości praktycznego badania trucizny, więc jeżeli młody zgodziłby się na jej podanie oraz możliwe podczas każdego eksperymentu skutki ujemne, czy powikłania, jego wkład w rozwój kociej cywilizacji byłby z pewnością godny podziwu. Na przykład gdyby nie przeżył, Gorycz przecież od czasu do czasu by go wspominała, a już na pewno opowiadała o nim jak o swoim pacjencie, z szacunkiem.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Pierwsze co można o nim powiedzieć: buja w obłokach. Pasjonują go historie, zarówno te wymyślone przez niego, jak i opowiadane przez innych. Nie stąpa zbyt twardo po ziemi i dużo patrzy w niebo, więc często się potyka. Nie unika towarzystwa, ale potrafi stracić koncentrację w połowie rozmowy. W jego głowie zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością, a fantazją, a może po prostu widzi coś więcej niż inni? Jest ciekawski, ale bywa zapominalski, dość sympatyczny, ale nie zawsze mówi to co wypada.
Pokiwał twierdząco głową, całkowicie zgadzając się z odczuciami Zielarki względem martwych. Co prawda on nie odbierał tego aż w tak negatywny sposób, ale może zwyczajnie był nastawiony bardziej pozytywnie do wszelkich przydarzających się mu rzeczy. Jakby duchy zrzuciły mu w tym momencie głaz na głowę, mógłby się trochę gniewać, ale ich zwyczajna aktywność w gruncie rzeczy nie przynosiła mu krzywdy, więc mógł im wybaczyć.
- Nieprzewidywalni, tak. - Przyznał jeszcze werbalnie. - Dlatego chciałbym mieć większą kontrolę nad kontaktem z nimi, hmm. - Dodał, tym razem nie pokazując aż tak wyraźnego rozczarowania, że w tym zakresie kocica nie ma mu do zaoferowania żadnych ziół. Zwłaszcza, że druga propozycja była wyjątkowo intrygująca. Wieszczek skupił na Zielarce swój wzrok, pozwalając by na chwilę osiadł w nim ten pomysł.
- Robiłaś to już? - Byłoby to na pewno wyjątkowe doświadczenie, przekroczyć na chwilę granicę i znaleźć się po stronie śmierci, jednak Wieszczka trochę zmartwił brak gwarancji powrotu. Nawet nie dlatego, że bał się o siebie, ale pomyślał o Tacie i Rodzeństwie. Chyba powinien ich ostrzec, że mogą się już nie zobaczyć. Nie słyszał, by kiedykolwiek rozmawiali z duchami, więc raczej musiał pożegnać się jeszcze za życia.
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
Nie pomyślałby, że dotarcie do okolic Klanów zajmie tak… mało! Szedł ile, z dwa dni? Trzy? Jakoś niespecjalnie skupił się na liczeniu tego, nie było właściwie po co. Wiedział, że szedł z dobrym kierunku, dopytywał samotników jakich mijał, to mu wystarczało do tego, by dotrzeć o tutaj! Nie do Cienia! Ba, nawet nie widział w okolicy Klanów!!
Ale żeby się tym miał niby przejmować, tss… ni trochę. Ba, raczej skupił się na tym, żeby znaleźć jakieś okoliczne źródło wody. Nie, żeby miał narzekać, ale spacerek w upalny dzień był wykańczający, a brak wody nieco przeszkadzał w szukaniu Klanu. Jeszcze by zaczął usychać i jakby doszedł na granicę, to zostałby z niego sam pył.
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Spędził noc w norze pod drzewem. Nie wydzielała żadnego konkretnego zapachu, ani kota, ani tym bardziej drapieżnika. Była więc w pełni bezpieczna. Wygrzebał się z nory cały pokryty kurzem, nawet otrzepanie sierści niewiele dawało. Nie stanowiło to jednak większego problemu, bowiem nie tak daleko znajdowała się rzeka. Tam będzie mógł się umyć, jak i ochłodzić przed słońcem Pory Młodych Liści. Zmierzał właśnie w stronę zbiornika, gdy jego oczom ukazał się kot, na oko nieco podobny do tego, którego widział ostatnio pod Siedliskiem Koni. - Hej. -Zakrzyknął w jego kierunku niezbyt głośno.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
Zdecydowanie, albo się odwodnił i słyszał głosy, albo ktoś się tu obok niego pojawił… I nie trudno było się domyślić, że chodziło o tę drugą opcję. Kanciarz się szybko odwrócił w jego stronę, mlasnął cicho - oczywiście, bo był spragniony - i uśmiechnął się pod nosem. Dziadzio jakiś fajny, z takim pyskiem śmiesznym. - A witam, witam, dzień dobry! Jak tam leci? Totalnie nie myślałem, że jeszcze jakiegoś kota tutaj spotkam. Jak się tam miły pan czuje, co? Dość ciepławy dzień!
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Zamrugał parokrotnie, gdy znalazł się bliżej kocura. Z daleka może i wyglądał ponownie do poznanego wcześniej kota, ale z bliska już tak nie koniecznie. Tamten był wyraźnie brązowy, kiedy ten może pochwalić się szarym futrem, a i zapach się nie zgadzał. Pachniał ulicą, nie iglastym lasem należącym do Cienia. Już za późno na wycofanie, plus był przynajmniej taki, że ten kot wydawał się niegroźny, a wręcz przyjacielski. - A tam, jakoś leci. Nie zgubiłeś przypadkiem brata bliźniaka, tylko o ciemniejszej sierści? -Rzucił od tak, bo w końcu nikomu takim pytaniem nie zaszkodzi.- Bywało lepiej, ale nie jest najgorzej. Sądząc po twoim gadulstwie, ty czujesz się przednio? -Nie planował być niemiły, jedynie stwierdził fakt.- Gorąco, ale nie daleko płynie rzeka, właśnie do niej chciałem dojść. Jeśli szukasz miejsca do ochłodzenia to możesz pójść ze mną. -Zaproponował bo właściwie głupio byłoby gdyby udaru młody dostał.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
- Brata bliźniaka... a bo ja wiem, chyba nie! Nie przypominam sobie takiego, chyba że się gdzieś jakiś skrył i mi nie pokazał. A to byłaby ci historia, normalnie, taka jakiej bym się nawet ja nie spodziewał - zaśmiał się cicho. A to by było, taki brat bliźniak to byłoby... horrorem dla całego Klanu, jeśliby tylko Kanciarz do Cienia wrócił. A może serio gdzieś faktycznie taki był, a on już o nim zdążył zapomnieć? Nie zdziwiłby się, ze swoją pamięcią to szok że pamiętał cokolwiek. - A tam, przednio! Ja umieram z pragnienia. Normalnie, suszę się. Wiatr mocniej zawieje i będzie tyle ze mnie, bo się spiaskuję!!
Jęknął niby to smutno, ale tuż po tym, głową machnął i się uśmiechnął. - A mogę, mogę. Tylko prowadź, co? Tu gdzieś Cień jest, nie, to przy okazji może tam zajdę. Bo ja stamtąd jestem, ale na spacer poszedłem.
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Więc jednak kocur nie ma brata bliźniaka, z jednej strony szkoda, z drugiej co mu niby miała dać ta informacja. Nic.- Uważaj, żeby czasem nie wyszedł z kryjówki i zaczął się pod ciebie podszywać. -Rzucił chociaż wierzył w taką historię jak w możliwość porozumiewania się z dwunożnymi. - To lepiej będzie jeśli pójdziesz ze mną, przypał będzie jeśli musiałbym ciebie stąd zaraz sprzątać. Piasek trudniej pochować niż całe ciałko. -Chociaż mógłby po prostu przysypać go ziemią, to też jest opcja. Zastrzygł uchem, więc o dziwo był z cienia. Teoria ze złym bratem bliźniakiem już nie wydawała się taka znowu odległa.- Spotkałem ostatnio kogoś z Cienia, chyba poważnie powinieneś się pilnować. To był jeden z tych dłuższych spacerów, mam rację? -Cieniem aż tak to już nie pachniał. Poprowadził w stronę rzeki, którą z resztą dało się już zresztą wyczuć.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
- A ja bym nie narzekał... o ile normalny by był, dobry miły i pomocy! Wiesz, wtedy to byłoby nawet nie najgorzej, zawsze trochę luzu i spokoju dla mnie. A poza tym, to wiadomo, niech sobie robi co chce. Mi by w najgorszym wypadku przyszło się tłumaczyć z różnych rzeczy, a głupi mają taką przypadłość, że się im zwykle wierzy. A wiesz, w sekrecie, ja to skończony głupek jestem. Tak serio! - może ciut mniejszy niż parę księżyców temu, ale dostatecznie w życiu się tego nasłuchał, by przyjąć to jako fakt nie do zbycia i po prostu akceptować tę kolej rzeczy. Był głupi? I superowo, niech sobie jest głupi. Grunt, żeby nikt przez to nie czuł się źle... a o to może dbać, bo poza głupotą, bywał ekstremalnie miły. Chyba, że rozchodziło się o jego dobro - wtedy zaczynał kręcić nosem. - Ano, rację to ty masz! A co jakby wiatr zawiał?!
Mówiąc to, podszedł bliżej, okrążając go tak by znaleźć się za nim - nieme "prowadź". Oczami, jak i całą głową, też machnął na znak żeby ten szedł, a Kanciarz po prostu będzie tuż obok. - Ano, taki konkretny! Na osiedlu byłem, takie cacko na szyję dostałem. Ale wiesz, i tam w końcu się znudziło, to uznałem że gdzieś to mam, wracam. A ty, ty to skąd?
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
- Oh, dobrze wiedzieć. -Odparł krótko. Musiał przyznać, że w pewnym sensie podziwiał młodego za takie proste przyznanie się do tego, że był głupi. Przynajmniej nie będzie musiał się zastanawiać, czy jakieś zachowania są u niego normalne, czy coś jest nie tak. - Jakby zawiał wiatr to nawet nie miałbym szansy, żeby cię pozbierać. Chociaż to nie byłoby takie najgorsze. Kawał świata byś zwiedził, a to chyba lepsze niż spanie z robalami. -Co prawda już po śmierci, ale to nieistotne.
Obejrzał się za kocurem, ale otrzymując jego znak po prostu szedł dalej. Spojrzał na wspomnianą przez niego obrożę, której znaczek zmusił go do zmrużenia oczu. Odwrócił pysk przed siebie.- Ciekawa błyskotka. A powiedz co ty tam na osiedlu robiłeś, że ci się znudziło? -W sumie to było pytanie bardziej z automatu.- A ja też z osiedla, ale mieszkało się kiedyś w lesie, ale tam akurat gdzie rzeka nie sosny. -Doprowadził akurat pod rzekę.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
- A... powiem ci, że to całkiem dobre rozumowanie - odpowiedział po chwili namysłu. Zwiedziłby świat, owszem. Ale czy miałoby to jakieś znaczenie?! W końcu, w sumie by nie żył. Nie wiedziałby, że zwiedza świat... że w ogóle jest!!! Ale na plus było to, że może nie leżałby wśród robactwa. Bo jakby nie patrzeć, latanie po świecie było mimo wszystko, dużo ciekawsze. - No właściwie to... nic tam nie robiłem. Jadłem, piłem, bawiłem się z kumplem, ale jakoś tak przypomniało mi się, że chyba wypada wrócić. Wiesz, dla zasady, żeby nie było że ktoś uzna że faktycznie zdechłem. Byłby to trochę głupie, jak ledwo odrastałem od ziemi to łaziłem gdzie się da i co, teraz bym miał umrzeć?! Wolne sobie! - może. Nie sądził, żeby był w tym właściwie jakikolwiek problem, żeby umarł... ale no, jeśli już, to ze starości, a nie! Trochę szacunku dla samego siebie. - Z Rzeki jesteś, o! Nie znam nikogo stamtąd. Ty też wracasz do nich, do domu? No, i czemu ty wróciłeś tutaj!