Przewróciła oczami. Co za sztywniak, gwiazdy drogie. Już sobie nawet nie mogła zażartować, bo ten buc przy umieraniu najwyraźniej desperacko chce mieć napiętą atmosferę. Prychnęła, ale skończyła grzebać w ziemi i weszła do tej pożal się gwiazdy nory, rozglądając się od razu. - Dobra, jak już okradamy zmarłą babę, to niech ona ma tutaj coś porządnego. Tyle dobrze, że nie jęczysz z bólu i można to zrobić w spokoju - mruknęła, zaczynając grzebać w ziołach. Nie znała się na nich absolutnie, ale dostała krótki odpis Kuniego Syku. To jej musiało wystarczyć, żeby uratować umierającego gromiaka i przyjąć rolę bohatera.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Kuna szukał dalej ratunku w małym spadku bo babci Krzywusze. W jego łapy wpadła pokaźna liczba jednej rośliny. Miała ona duże sercowate liście, szarawe od spodu. Posiadała także białawy, mięsisty korzeń, który pachniał wyjątkowo nie apetycznie. Śmierdział.
W łapy szylkretki za to wpadł ten sam medykament co wcześniej znalazł Kuna. Był to medykament o szorstko owłosionej łodydze, o dużych zaostrzonych liściach.
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Bury ogromy kocur z białymi znaczeniami i charakterystyczną plamę nad nosem.
Zapraszam do karty postaci
Barania Łapa (GK)
Na osty i ciernie. Wojownik nie potrafił znaleźć tego co potrzebował. Znajdywał za to zioła całkowicie mu nieznane. Miał nadzieję jednak, że któreś z nich ma może właściwości podobne do nagietka. Później będzie szukać kogoś kto mu pomoże z rozpoznaniem ziół, ale to gdy tylko skończy poszukiwania. Widział kątem oka że Gorejący Świt znalazła to samo ziele co buras chwilę wcześniej... Cóż będzie miał zapas. Póki co szukał dalej. Nagietka i pajęczyny. Tą drugą wiedział na szczęście, że znajdzie dosłownie wszędzie, z kwiatkami znowu mogło być już trudniej.
This ain't asong for the broken hearted
No silentprayer for the faith departed I ain't gonna be just a face in the crowd
You're gonna hear my voice When I shout itout loud
IT'S MY LIFE
Szukała więc w stosie ziół czegoś, co przypominało zioła których potrzebował Kuni Syk. Problem był taki, że wcale się na ziołach nie znała, bury pewnie też nie, a pchali się niczym wielcy medycy by wyleczyć ranę idioty, który nie potrafi pójść jak każdy normalny kot do Truskawkowego Gąszczu. Westchnęła, biorąc do siebie coś, co wcale nie przypominało jak kwiatek z opisu starszego wojownika. Rzuciła więc gdzieś w kąt, uznając, że wcale nie będzie im potrzebne. Szukała dalej.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Bury wojownik niestety nie miał dalej szczęścia. Przekopywał się przez cały ten syf w legowisku starej kocicy i ani razu nie udało mu się wyciągnąć z niego to czego potrzebował. Wygrzebał z tych staroci aż 9 plastrów miodu. Lepki medykament kleił do łap, gdy Kuni Syk go wyciągał. Cóż. Może kiedyś znajdzie jakieś zastosowanie dla niego.
+9 plastrów miodu (kto by miodu nie rozpoznał więc -.--)
Kuni Syk: lvl: 4 | S: 9 (12) | Zr: 7 (9) | Sz: 6 (8) | Zm: 8 (10) | HP: 27/60 | W: 55/70
➛ przerzuty: 0/3 ➛ Kuni Syk nie ma możliwości znaleźć już medykamentu :'(
Gorejący Świt z kolei kontynuowała tradycję zbierania tego co Kuni Syk wcześniej. W jej łapy wpadła roślina o dużych sercowatych liściach o szarawym spodzie. Znowu też był śmierdzący korzeń. Cóż nie ma wątpliwości, kolejna powtórka.
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Bury ogromy kocur z białymi znaczeniami i charakterystyczną plamę nad nosem.
Zapraszam do karty postaci
Barania Łapa (GK)
Kuna jeszcze coś znalazł i było to coś co znał, chociaż nie znał dokładnego zastosowania. Miód niezmiernie lepił się do łap wojownika co go niezmiernie irytowało, ale no cóż odłożył go obok znalezionych wcześniej ziół. Gorejący Świt za to znalazła to samo co on wcześniej... Cóż poszukają jeszcze chwilę może coś znajdą. Jeśli nie to cóż Kuni Syk weźmie to ze sobą na granicę z którymś z klanów i porozmawia z miejmy nadzieję medykiem, lub też terminatorem medyka. Nieświadomy tego, że nie ma już szans na znalezienie czegokolwiek wrócił do poszukiwań.
This ain't asong for the broken hearted
No silentprayer for the faith departed I ain't gonna be just a face in the crowd
You're gonna hear my voice When I shout itout loud
IT'S MY LIFE
- Ale gówniana ta robota. Mogłeś powiedzieć, że ta twoja wielka tajemnica to grzebanie w śmierdzących listkach, zostałabym w obozie i może znalazłabym kogoś ładnego do rozmowy. A tak siedzę z tobą - prychnęła, kiedy to w jej łapach znowu znalazło się coś, co nijak przypominało roślinę opisaną przez pręgowanego gbura. Wywaliła je znowu gdzieś daleko, zakładając, że nie będzie to potrzebne, po czym znów zanurkowała łapą w niepoukładanym stosie. Jak nie trafi się to, co potrzebne jest Kunie, to niech wpadnie jej w łapy jakieś śmieszne ziółko po którym będzie jej kolorowo. To dopiero byłoby ciekawe.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Wojownik dalej szukał medykamentu, który był mu potrzebny jednak okazało się że nie może wygrzebać już niczego przydatnego.
Kuni Syk: lvl: 4 | S: 9 (12) | Zr: 7 (9) | Sz: 6 (8) | Zm: 8 (10) | HP: 27/60 | W: 55/70
➛ przerzuty: 0/3 ➛ Kuni Syk nie ma możliwości znaleźć już medykamentu :'(
Szylkretowa kocica wyciągnęła w końcu sześć sztuk zioła idealnie pasującego do opisu Kuniego Syku. Wystarczyło zobaczyć piękne pomarańczowe płatki złączone razem wyglądające łudząco podobnie do stokrotki. Na tym kończyły się jej poszukiwania, bo nie widziała już nic więcej.
+ 6 nagietka
Gorejący Świt: lvl: 2 | S: 9 | Zr: 6 | Sz: 5 | Zm: 7 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 75/150
➛ przerzuty: 0/1 ➛ Gorejący Świt nie może już znaleźć więcej ziół
+ 12 med exp dla Kuniego Syku
+18 med exp dla Kuniego Syku
+ 45 med exp dla Kuniego Syku
+ 24 med exp dla Gorejącego Świtu
+ 24 med exp dla Gorejącego Świtu
+ 42 med exp dla Gorejącego Świtu
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Mistrz: Króliczy Sus Płeć: kocur Matka: Cebulowa Skórka Ojciec: Źdźblasty Chwast Trwałe urazy: ślady po pazurach na prawym policzku, mała blizna pod futrem na piersi
Bury ogromy kocur z białymi znaczeniami i charakterystyczną plamę nad nosem.
Zapraszam do karty postaci
Barania Łapa (GK)
Udało się! Może nie Kunie ale ma tego co potrzebował. Sam nic nie znalazł jednakże kotka, która mu pomagała znalazła aż 6 sztuk tych kwiatów, na których starszemu wojownikowi zależało. Uśmiechnął się delikatnie na widok znanego mu nagietka. - Brawo, możesssz już iśssć... Ja też idę. Zaniosssę zioła do klanu. Dam już sssobie radę, dziękuję. Nagietek, to co znalazłaśss zapobiega zakażeniu i pomaga leczyć rany takie jak na przykład moje ucho - po tym wziął delikatnie wszystkie zioła w pysk tak aby ich nie uszkodzić i powoli ruszył w stronę Klanu Gromu, jeśli Gorejący Świt nie miała nic specjalnego już do powiedzenia. Kuni Syk wiedział co zrobi. Część ziół podrzuci do składnika... Resztę natomiast zachowa dla siebie.
//Zt?
This ain't asong for the broken hearted
No silentprayer for the faith departed I ain't gonna be just a face in the crowd
You're gonna hear my voice When I shout itout loud
IT'S MY LIFE
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Od kilku księżycy dochodziła do siebie na uboczu, nikt jej nie przeszkadzał, nie zakłócał spokoju. Osa zyskała dzięki temu czas na szybki powrót do pełni zdrowia i sił. Samotność nie była jej obca, a tak niezależna kocica jaką szylkretka zdecydowanie była nie potrzebowała do szczęścia niczego więcej jak pełnego brzucha i bezpiecznego kąta do drzemek. W okolicy nie roiło się od kotów jak w lesie, gdzie na każdym kroku jakiegoś można było bez wysiłku napotkać. Fizycznie prezentowała się ponownie świetnie, ale było coś co ją zmieniło... jej oczy nie miały w sobie już tej zadziornej iskry. Znikła wraz z pożegnaniem się z Rysiem. Bardzo za nim tęskniła, wreszcie też zdała sobie sprawę z tego jak bardzo zdążyła go pokochać. Kocur był jej pierwszą myślą o poranku i ostatnią przed snem. Chciała go odwiedzić, ale uparcie stała przy zdaniu, że nie powinna tego robić i niszczyć mu klanowego ładu.
Wylegiwała się przed norą, pielęgnowała futerko przeciągając językiem po mięciutkim futerku. Czasami zaprzestawała czynności by rozejrzeć się po okolicy, cały czas nasłuchiwała i obserwowała otoczenie. Nie chciała przecież wpaść w tarapaty, a osiedlowe życie nauczyło ją tego, że ostrożności nie należy tracić w żadnym momencie.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Tundra została opatrzona i czuła, że ból nieco zelżał. Nie przywykła jednak do użalania się nad sobą i miała jeszcze coś do załatwienia. Tym czymś było sprowadzenie do Nowego Świtu Oriona, towarzysza kota, który został ranny w tej samej walce, co Tundra.
Czekała w tym miejscu na niego, licząc że już tutaj ją zobaczy.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Najtrudniejsze w misji Oriona było ustalenie ile medykamentów przynieść. Nie dostał konkretnych wytycznych, więc stojąc nad zapasami Artema ostatecznie zdecydował wziąć po trzy sztuki obu medykamentów. Point od tego jakoś wybitnie nie zbiednieje, a w razie gdyby uznał, że to za mało, będzie mógł sam donieść więcej ziółek w ramach podziękowań.
Docierając w okolice znajomego zbiornika wodnego dostrzegł oczekującą już na niego szylkretkę. Szybszym krokiem skierował się w jej stronę i skinął łbem, nie wypuszczając medykamentów z pyska.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Orion pojawił się na miejscu, ulżyło jej, że znalazł ją na czas. Również kiwnęła mu głową. Spojrzała na przyniesione przez niego medykamenty. Powinno wystarczyć na wyleczenie Artema, nie posiadała żadnej wiedzy na temat leczenia ran ani chorób.
- Twój… właściwie kim on dla ciebie jest? W każdym razie… Artem został już opatrzony przez naszego medyka i myślę, że będzie żył. - powiedziała mu szybko, wiedząc że kocur może wyczekiwać ze zniecierpliwieniem przede wszystkim na tę informację. Nie musieli biec, nie było ryzyka że kiedy dojdą, kocur będzie martwy. - Jemu wyjaśniłam po drodze, czym jest Nowy Świt i tobie też złożę wyjaśnienia. - zaczęła, wstając z zajmowanego wcześniej przez siebie miejsca siedzącego. - Pozwól, że najpierw ja wyjaśnię to, co chcę żebyś wiedział, a potem zadasz pytania, jeżeli takie się pojawią - zaczęła Opoka, krocząc wciąż obok samotnika spokojnie.
- Jest nas niewiele, około piętnaścioro. Jesteśmy grupą, choć nie klanem. Jesteśmy Nowym Świtem. - mówiła, a jej głos uderzał w patetyczne nuty, kiedy mówiła o swojej rodzinie. Trudno było o tak małej liczbie kotów mówić inaczej, niż właśnie rodzina. - Mamy dokładnie określone zasady, które zebraliśmy w trzech regulaminach, nazywanych kolejno Jedenastoma Zasadami, Regulaminem Rady i Regulaminem Nowicjatu. - ciągnęła, zamierzając w następnej kolejności omówić zasady samego nowicjatu. Te informacje miały dla niej największe znaczenie. By zrozumiał, na jakich zasadach może zostać w grupie, jeżeli tego zapragnie. Machnęła ogonem. Prowadziła kocura na północ, by obejść Topiołki i w ten sposób znaleźć się w obozie. - Nowicjat to zasady, na których do Nowego Świtu przyjmowane są koty z zewnątrz. - zerknęła na niego, by zobaczyć jego reakcję. - Obcy, można by rzec. W zasadzie każdy godny zaufania kot może być w ten sposób przyjęty do Nowego Świtu, trwa on zwykle od dwóch do sześciu księżyców i polega na pewnego rodzaju… kredycie zaufania. Taki kot ma podczas nowicjatu pełnię obowiązków członka, posiadając jednocześnie ograniczone prawa. Nie śpi z nami, poluje zawsze sam dla siebie, nie ma prawa głosu w głosowaniach ale może rozmawiać z nowoświtowcami, zdobywać ich zaufanie, poznawać zwyczaje grupy. Otrzymuje swojego opiekuna, zwanego Piastunem. Ten Piastun ma obowiązek zaprezentować Nowicjuszowi wszystkie zasady i obserwować jego postępy, to on również przekaże Radzie informację, że Nowicjusz jest gotowy do złożenia przysięgi. To opiekun zbiera w dużej mierze pochwały i skargi na swojego podopiecznego. - czekoladowa przerwała na jakiś czas by przełknąć ślinę. Milczała przez kilka uderzeń serca, po czym ciągnęła dalej. A mówiła w taki sposób, że jej wypowiedź nie była monotonna, dało się jej słuchać. W końcu mówiła o sprawach dla siebie kluczowych. - Nowicjat może zakończyć się na kilka sposobów, na przykład w wyniku jakiegoś niezwykłego wydarzenia, w którym Nowicjusz zaryzykuje życie dla członka Nowego Świtu, lub po prostu, po kilku księżycach Piastun przekaże Opoce, że Nowicjusz dostosował się do ducha Nowego Świtu i jest gotów stanąć przed nim i przyrzec dozgonną wierność i niezachwianą wiarę w Nowy Świt. Nowicjat może zakończyć się również opuszczeniem nas przez Nowicjusza z różnych powodów; z powodu decyzji samego kota, z powodu jakiegoś nieakceptowalnego wydarzenia, jak wywołana bójka, skrzywdzenie członka w inny sposób, zdradzenie tajemnic grupy. W takim przypadku Nowy Świt nie ma prawa ścigać Nowicjusza ani w żaden sposób go karać; fizycznie ani psychicznie. Nie ma prawa podejść do Nowicjatu jeszcze raz ale żadne więcej konsekwencje nie mają prawa go spotkać. - zakończyła kwestię Nowicjatu, mając wielką nadzieję, że wyczerpała temat. Pomyślała przez chwilę. Nie, nie zapomniała o niczym kluczowym.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Z pyskiem zapchanym ziołami konstruowanie wypowiedzi mogło sprawiać lekkie problemy. Na szczęście Orion nie zapchał się nimi na tyle, by nie szło go zrozumieć, gdy już się odzywał. Problem w tym, że w zasadzie nie wiedział co odpowiedzieć. Kim był dla niego Artem? Cynamon nie wiedział jak to określić, nigdy się tym nie przejmował. Zawarli umowę, z której to oriental miał dużo więcej korzyści, ale najwyraźniej starszemu kocurowi to nie przeszkadzało. W zasadzie nie wracali do tamtej rozmowy. W zasadzie można by się pokusić o stwierdzenie, że byli jak bardzo luźno pojmowana rodzina, z tym że Orionowi w życiu by to przez gardło nie przeszło. Brzmiało ograniczająco, umniejszało jego samodzielności, dla której opuścił swoją rodzinę z krwi i kości. Więc ostatecznie tylko wzruszył barkami. To skomplikowane.
- To dobra wiadomość. - powiedział ostrożnie, bo ani nie było stuprocentowej pewności, że Artem będzie żył, ani nie przekonał się o tym jeszcze na własne oczy.
Skinął tylko łbem, godząc się na taką organizację i nastawił swoje ogromne uszy, gotów na słuchanie. Zgrabne łapki prowadziły go nieśpiesznie w kierunku obranym przez Tundrę. W zasięgu wzroku nie było żadnej łabędziej rodziny łaknącej zemsty.
Grupa, nie klan. A to ciekawe. Orion nie znał różnicy w nazewnictwie, gdyby nie znajomość leśnych dzikusów po drugiej stronie jezdni to ośmieliłby się stwierdzić, że to dokładnie to samo. Bogatszy jednak o tę wiedzę, mógł stwierdzić, że szylkretka nie miała tej aury pieska na łańcuchu, która towarzyszyła klanowym. Można było więc założyć, że cały Niwy Świt był czymś odmiennym. W skupieniu słuchał nowych informacji, trawił je na spokojnie i zostawiał pytania na później.
Gdy kotka ucichła na dłuższą chwilę, odebrał to jako sygnał do zabrania głosu.
- Trzy regulaminy to sporo. - a wydawało się, że jeden kodeks klanowych dzikusów to dużo. Nie był w stanie ocenić czy jedenaście zasad to dużo czy mało (pewnie zależało od ich treści, a o nią nie zamierzał teraz dopytywać). Regulamin Nowicjatu dotyczył kotów przyjętych na Nowicjat, tak zrozumiał. A to znaczyło, że... - Regulamin Rady dotyczy członków rady, nie wszystkich, ta? - wspominała po zabiciu łabędzia, że sama jest jednym z nich.
- Jakie są te obowiązki członków Nowego Świtu? - to było jego kolejne pytanie. Ograniczone prawa brzmiały zniechęcająco, szczególnie dla orientala, który żywił wstręt do każdego rodzaju ograniczeń. Chociaż im dłużej myślał o tym Nowicjacie, tym bardziej brzmiało mu to na życie samotnika, tyle że z możliwością obserwacji grupy, dowiadywania się o ich funkcjonowaniu. Działanie Piastuna wydawało się jasne, już chciał pominąć te kwestię, gdy wpadło mu do głowy pytanie. - Piastuna można zmienić w razie gdyby się nie dało z nim dogadać? - kluczowe. Jeśli Orion miałby się od niego dowiadywać rzeczy to musiałby trafić na kota będącego w stanie z nim rozmawiać bez obrażania się o byle co. Śmiesznie, że za zdradzenie tajemnic grupy nie spotykała żadna kara poza przyspieszonym końcem Nowicjatu i negatywną ocenów postępu, ale nie zamierzał na to zwracać uwagi szylkretki. Niech będzie; szanował, że nikogo po okresie próbnym nie ścigali. Brzmiało to całkiem... cywilizowanie, w przeciwieństwie do kotków mordujących, gdy tylko kichnęło się w stronę ich granic.
- A co... co po zakończeniu Nowicjatu? Przysięga się wierność, zostaje jednym z nich i co dalej? - był ciekaw jak to wyglądało. Było się po prostu członkiem Nowego Świtu, dalej wypełniało obowiązki i na tym koniec? Nie żeby była mu ta informacja potrzeba na wczoraj, póki co przecież się jedynie zastanawiał, bardzo luźno, nad tym całym Nowicjatem, głównie przez możliwość ewentualnego, bezpiecznego wycofania się z przynależności. Ale no właśnie, trzeba było się upewnić. - Skoro przysięga się dozgonną wierność to rozumiem, że jedyna droga z Nowego Świtu, dla członków, to na tamten świat?
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Nie poznała wcześniej Oriona, nie miała okazji. Dlatego właśnie teraz, kiedy mogła z nim rozmawiać, poświęcała każde uderzenie serca by zrozumieć, jakim kotem właściwie jest kocur, któremu pomogła w walce z łabędziem. Mógł być dosłownie każdym i Tundra miała niewiele czasu by upewnić się, że nie stanowi zagrożenia dla jej rodziny i że jest na tyle godny zaufania, że można sprowadzić go do obozu, gdzie znajdowały się zarówno starsze koty, jak Dynia i Zroszony Listek, jak i młode i niedoświadczone w walce, jak Gronostaj, Lawina czy Sekwoja.
Miał sporo pytań i na jego szczęście trafił mu się jeden z najlepszych możliwych kotów do udzielenia odpowiedzi na nie. Członkini rady. Kto jeżeli nie jedno z nich miałoby być w stanie rozmyć wszelkie wątpliwości?
- Regulamin Rady ustala zasady, na jakich funkcjonuje Rada. Jej członkowie są wybierani przez Nowy Świt na jeden obieg pór roku w wyniku typowania i głosowania. Regulamin obowiązuje wszystkich członków, mówi na przykład o tym, że podczas głosowania na członka rady każdy pełnoprawny członek Nowego Świtu ma jeden głos do dyspozycji, czy o tym, że każdy dorosły członek, który nie jest Nowicjuszem może stać się członkiem Rady. - wyjaśniła, starając się nakreślić charakter regulaminu Rady, nie recytując jednocześnie całej jego treści. Miała nadzieję, że jej się to udało.
- Znakowanie granic, obrona fizyczna grupy, jak i jej dobrego imienia. Pomoc młodszym i słabszym. Pełnoprawnych członków również udział w głosowaniach. - wymieniła kilka pierwszych rzeczy, które przyszły jej do głowy.
- Jeżeli Nowicjusz pragnący zmienić Piastuna przedstawiłby konkretne i logiczne argumenty, dlaczego chce zmiany, nie widzę przeszkód. - rzekła, uważnie obserwując Oriona. Branie pod uwagę takiej kwestii wydało się Opoce nieco podejrzane. Żaden komentarz na ten temat nie opuścił jednak jej pyska; ostatecznie uznała, że być może to dobrze, że kocur chce dokładnie wiedzieć, na co się pisze. Że jego decyzja będzie przemyślana.
- I dalej życie jako członek Nowego Świtu. Życie w społeczności. Udział w ceremoniach, głosowaniach. Rozwój. Możliwość stania się członkiem Rady, otrzymania własnego ucznia czy Nowicjusza. - odpowiedziała Tundra i machnęła lekko ogonem w powietrzu, idąc dalej ramię w ramię z Orionem.
- Po złożeniu przysięgi - tak. - dodała twardo, odpowiadając w ten krótki sposób na jego ostatnie pytanie.