Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Piękne i świetne, przynajmniej dla niektórych - jak na przykład dla cudem ocalonej od śmierci Wzbierającej Fali. Mniej idealnie świat wyglądał w oczach Pomurnik, co zresztą nie powinno być chyba żadnym zaskoczeniem, zważywszy na to, że jej głównym zajęciem było między innymi narzekanie. Czas do spotkania z Cytrynką upływał przerażająco powoli; mróz jak chwycił, to nie chciał puścić, a Pomurnik codziennie - budząc się - zadawała sobie pytanie, w jaki sposób jeszcze nie zamieniła się w kostkę lodu. Jakby tego było mało, jeden z Dwunożnych, od którego niekiedy wyciągała jedzenie, postanowił wyjechać i od kilku wschodów słońca nie pojawiał się w okolicy. Chce się żyć.
Szła przez Łan Rzepaku, przy każdym stawianym kroku czując przejmujący chłód płynący od zamarzniętej, pokrytej warstwą twardego śniegu ziemi. Gdzieś w tej okolicy mieszkał Szczekaczka - samotnik, któremu swego czasu wyświadczyła przysługę i z którego długo wdzięczności zamierzała właśnie skorzystać. Z pewnością byłoby milej przesiedzieć parę chwil w jego ciepłym legowisku, niż zamarzać w tej istnej epoce lodowcowej - bo i przerzedzone futerko chroniło przed zimnem jedynie w minimalnym stopniu. Szkoda tylko, że ten głupi włóczęga wybrał sobie na siedzibę jakąś całkowitą pipidówę!
- Hej, hej, w wyznaczonej mi godzinie, hej, hej, zasnę sobie w swej mogile, hej, hej, ha! Hej, hej, moje kości tu zbieleją, hej, hej, moje ciało tu pogrzebią, hej, hej, ha! - zanuciła rymowankę, której nauczyło ją kilka kotów na Osiedlu. Jej zachrypnięty, niski, starczy głos sprawiał fałszywe wrażenie, jakoby przez pole szła jakaś staruszka.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Jej radosny spacerek trwał w najlepsze. Chodziła, oglądała się wszędzie i myślała. Aż tu nagle, usłyszała głos. Brzmiał staro, jakby gdyby kotka, która była jego nadawcą, z dumą paradowała ze stoma księżycami na karku. Z niewyraźnego słownictwa zrozumiała, że śpiewała, ale o czym, nie miała pojęcia. Całe słownictwo było dla niej nie zrozumiałe, ale pojedyncze słowa była w stanie wyłapać. jednak nie było mowy o odszyfrowaniu całego tekstu. Zachęcona faktem, iż dawno z nikim nie rozmawiała, ochoczo ruszyła za głosem, który bez trudu niósł się po polanie. Zdziwiła się mocno, kiedy zamiast ujrzeć schorowaną staruszkę, na śniegu odznaczyła się czarna kotka, stosunkowo młoda.
- Dzień Dobry! - zawołała z daleka. Nie wyglądała na wrogo nastawioną, ani na żądną krwi, więc raczej nie powinna zrobić jej dużej krzywdy. W razie czego, umie się bronić. Gorzej z leczeniem. - Jak się masz? - spytała jeszcze, tak, aby wyjść na dobrego samotnika.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
- ... położywszy się w mym grobie, hej, hej, nie zatańczę więcej sobie, hej, hej... - jej śpiew urwał się nagle, gdy dotarło do niej, że gdzieś w pobliżu znajdowała się inna kocica, która zapewne zwracała się bezpośrednio do niej. Zatrzymała się w pół kroku i zwróciła pyskiem do Wzbierającej Fali, której oczywiście nie znała. Gwoli prawdy, nawet gdyby znały się jeszcze z okresu, kiedy Pomurnik należała do Klanu, to prawdopodobnie i tak nie zdołałaby jej rozpoznać. Minęło zbyt dużo czasu, by było to możliwe.
- Dzień dobry. Mam się dokładnie tak, jak wyglądam i śpiewam: marnie, chudo i zimno. A Ty? - rzuciła, przysiadając na zimnej ziemi. Szylkretowa wyglądała... no cóż, jakby wiele przeszła w ostatnim okresie. Wyraźnie świadczyły o tym świeże jeszcze blizny, jakby po głębokich ciosach zadanych kocimi pazurami. - Na litość, kto Ci załatwił taką galeryjkę znamion?
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kotka nagle urwała, za pewne po tym, jak ją usłyszała. Fala była zdziwiona, że tak młody koty samotnie żyje w dziczy. Przecież w Klanie byłaby jeszcze terminatorką! A może już zaczynałaby jako wojowniczka? Tak czy siak, to straszne, że tak młode koty muszą żyć na własną łapę. A z tego co pamiętała, w lesie widziała jeszcze młodsze. A jednak wszyscy sobie jakoś dawali radę. Przerażające i zachwycające zarazem. Kotka przysiadła, za pewne po to, aby prowadzić rozmowę na siedząco.
- Potrzebujesz pomocy? - spytała odruchowo. Ona może i czuła zimno, ale nauczyła się je ignorować. Z polowaniem też problemu nie miała, gdyż i w Klanie nie zawsze miało się pełny brzuch przed pójściem spać. To, i cała ta wyprawa po Algę znacznie ułatwia jej przetrwanie w dziczy. Na pytanie o blizny nie wiedziała jak odpowiedzieć. Pamiętała, że ten miły samotnik, Płomyk, mówił jej u ukrywaniu Klanowego imienia. Ale co z ranami? Powinna mówić, że walczyła z Cienistą przywódczynią? Czy zostanie przez to poparta? Z drugiej strony, czy kotka w ogóle zna jakikolwiek Klan?
- A, takie tam potyczki z innymi kotami - stwierdziła jednie. W razie czego rozwinie swoje myśli.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Dawali, dawali; przynajmniej ci, którzy mieli najwięcej szczęścia, najwięcej siły i najwięcej woli przetrwania. Ziemia, na której stały, składała się w całkiem dużym procencie z ciał kotów, które dawno temu straciły wolę walki i poddały się głodowi, zimnu i zmęczeniu. Względnie z tych, które po prostu nie miały szczęścia i natknęły się na jakiegoś drapieżnika.
- Nie. Zimno, nędza i głód to nieodłączne części żywota - wygłosiła z lubością powiedzonko, zajmując miejsce naprzeciwko Wzbierającej Fali. Przyzwyczaiła się do pustego brzucha, do obolałych łap, do drętwiejących z zimna kończyn. Zwyczajne przeszkody, które życie zawsze rzucało pod nogi; dziwnie dopiero byłoby, gdyby zawsze było ciepło, można było się najeść do syta, a poduszki nie pękały od długich wędrówek. - No proszę - skomentowała słowa Fali, przesuwając łapą po bliźnie na brodzie.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Uśmiechnęła się, na wieść, że kotka nie potrzebuje jej usług. Nie miała nic przeciwko pomocy samotniczce, a jednie lepiej było, jeśli ktoś nie miał zbyt wielu problemów. Jest młoda, jej organizm na pewno da radę z zimnem. Kolejna Pora Nagich Drzew nie będzie już dla niej problemem.
- Z czasem się przyzwyczaisz - zapewniła ochoczo, dumna z siebie, że ma już niemałe doświadczenie i może się nim dzielić z innymi.
Zaraz po tym, kotka zaczęła dotykać jej blizny. Była zdziwiona tym zachowaniem, ale nie zrobiła nic, aby strzasnąć z siebie łapę kotki. Może to jakiś zwyczaj samotników? Albo w ten sposób kotka chce okazać podziw z jej blizn? Musi się ich uczyć. W końcu jest samotniczką, a jak Płomykowi wierzyć, nie każdy może być zadowolony z jej pochodzenia. Zwyczaje i zachowania są dobre, nawet jeśli ma się ich uczyć od młodszej kotki.
- Fala - przedstawiła się krótką formą swojego imienia, tak dla bezpieczeństwa.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
No tak, to dopiero pierwszy obieg pór w wykonaniu Pomurnik - i zaskakująco często zdawało się, że będzie zarazem ostatni, a jednak za każdym razem udawało się okłamać śmierć i wydostać z jej uścisku. Ciekawe, jak wiele kotów w Klanie spisało ją już na straty. Ależ się zdziwią hultaje, gdy Pomurnik stanie przed nimi żywa i cała!...
- Wiem - rzuciła z łobuzerskim, krzywym uśmiechem; już od dawna nie potrafiła uśmiechać się całym pyskiem, potrafiła jedynie komicznie wykrzywiać połowę mordy. O ile zawsze była szpetna, to uśmiechając się wyglądała niemal jak własna karykatura. - Pomurnik. Jesteś gdzieś z okolicy?
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
No i nastał okres, kiedy to będzie musiała przedstawić swoje pochodzenie. Miała ciężki wybór. Równie dobrze, mogła stworzyć swoją nową historię, wypełnioną wątkami, które pokazują jej siłę i potęgę, tak dla postrachu. Z drugiej strony, kotka z czasem może zadawać jej pytania na które nie będzie znała odpowiedzi, a wtedy zacznie się jąkanie i zacinanie, co z kolei może naprowadzić kotkę na to iż trójkolorowa kłamała. A wtedy nie będzie ciekawie. Może i ta wygląda na przyjazną i pozytywnie nastawioną, ale wszystko może się zmienić. Nie po to wszyscy wmawiali jej, że samotnicy są niebezpieczni, aby teraz ignorowała. W razie czego coś zmyśli.
- Z okolicy? - nie wiedziała jak blisko ma to określić. - Można powiedzieć. Niegdyś należałam do Klanu, jednak teraz z dumą mogę mówić iż jestem samotniczką - objaśniła, trochę niepewnie i z obawą. Starała się panować nad swoim głosem, aby nie wyszło, że jest słaba. W końcu taka nie była.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Pomurnik, uważnie słuchając słów kocicy, wywaliła blady język i soczyście polizała się po bliźnie na brodzie, co było u niej oznaką zainteresowania słowami rozmówcy, nawet jeżeli dla postronnej osoby wyglądało to na ignorowanie ich zachowań. No proszę; zatem mogły całkiem nieźle się dogadać, bez żadnych półsłówek i zasłaniania się niepełnymi faktami, bez wymyślania historii swojego życia na nowo.
- Ty i ja jesteśmy jednej krwi! Też miałam nieszczęście urodzić się w Klanie i też już od dawna w nim moja łapa nie postanęła - ogłosiła, nieświadoma zupełnie tego, że Fala i ona dzieliły kiedyś Klan. Bo i jak miała o tym wiedzieć? W całym lesie na pęczki było kotów takich jak ona i Wzbierająca. Co prawda rzadko widywało się tak monumentalne szkielety jak ona, ale przecież cała natura jej genów, które pozwoliły jej do szaleństwa wybujać do góry, ujawniła się dopiero poza Klanem. - To klaniki Cię tak urządziły?
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Nie wiedziała jak zareaguje kotka, ale pewna część stresu opuściła jej umysł, kiedy wraz z końcem jej słów była w jednym kawałku, ani nie została zaatakowana. Zaraz się jednak okazało, że szczęściu nie było końca. I kotka była z Klanu Cienia, również go nienawidziła. Odetchnęła z ulgą, dość głośno, ale ulżyło jej nie do opisania. Starała się rozpoznać kotkę w swojej pamięci, ale z pospiesznych wyliczeń wyszło, że ona najprawdopodobniej zniknęła z Klanu jeszcze przed narodzeniem kotki. A wydawałoby się, że ledwo parę dniu temu szła szukać Algi...
- Już się bałam, że mnie zaatakujesz! - zaśmiała się. Dobrze było mieć wspólną nienawiść. Może i nie miała popędu, aby zemścić się na Cieniu, ale zawsze to lepiej jest mieć kogoś, kto cię rozumie.
- Można tak powiedzieć - westchnęła. - Po długiej nieobecności chciałam wrócić do Klanu, ale Krogulec stwierdziła, że muszę zawalczyć z nią o miejsce w nim. No i cóż, omal nie przegrałam - uśmiechnęła się słabo na koniec.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Odzwzajemniła śmiech Wzbierającej Fali; w jej przypadku jednak był on niski, schrypnięty i bardziej przypominający nagły atak astmy, niż wyraz rozbawienia. Długie księżyce choroby dały się ostro we znaki, nieodwracalnie wyniszczając jej struny głosowe, które i tak nigdy nie nadały jej specjalnie pięknej barwy głosu.
- Ja? Atakować? Muchy nie skrzywdzę, głównie dlatego, że jestem na to za słaba - stwierdziła, rozkładając nieco swoje przednie kończyny. Stwardniałe poduszki, ślady po otarciach i powbijanych w nie kolców, przerzedzone futro, nieludzka chudość, lekkie drżenie przy podniesieniu ich obydwu. Nie wyglądała w żaden sposób na groźną przeciwniczkę, chociaż daleko było jej też do bezbronnego kociaka; bardziej przypominała po prostu postarzałe przedwcześnie wynaturzenie tłukące się po granicach, nieniosące ze sobą żadnego piękna, zadziwiające szpetotą i tym, że mogło jeszcze żyć.
- Krogulcza Gwiazda miała kiełbie we łbie. Nie jest wielką stratą fakt, że dzisiaj odpoczywa sobie wiecznie - stwierdziła. Jakoś nie udało się jej długo obserwować panowania naszej ulubionej liderki Klanu Cienia, ale przecież stało przed nią żywe świadectwo tego, że na starość Krogulec poprzewracało się w głowie. - Jedyne, co mogę zrobić, to przeprosić cię za jej wątpliwą inteligencję.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Śmiech Pomurnik był inny niż się spodziewała, ale zbytnio ją to nie zainteresowało. Ważny był gest. Nie wiedzieć czemu, polubiła kotkę i gdzieś z tyłu głowy miała wieść, że to najprawdopodobniej będzie jej pierwsza przyjaciółka jako samotnik.
- Po paru chwilach rozmowy wiem o tym doskonale - zapewniła. Kotka wyglądała na przyjazną od samego początku, a teraz otrzymała tego potwierdzenie. - Ale wiesz, jak to w Klanach wychowuje się kocięta. Ciągły strach przed samotnikami,, wyzywanie ich... Mimo że teraz sama jestem jednym z nich i wcale do żadnego z opisów nie pasuję, tak dalej gdzieś z tyłu głowy mam strach przed nimi... Parę kotów, nawet samotników, mówiło mi, żebym nie zdradzała swojego imienia i pochodzenia, bo są Klanowe - uświadomiła sobie, że kotka mogła wyłapać fakt, iż Fala nie jest jej pełnym imieniem, jedna to przemilczała. W końcu nic jej z tego powodu nie zrobią, no nie?
- Nie żyje? - zapytała zdziwiona tak szybko, że nawet wcięła się kotce w zdanie.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Prychnęła cicho na wspomnienie propagandy, którą głoszono w Klanach. Dzień i noc koty opowiadały, aż uszy puchły, straszliwe historie związane z samotnikami, kształtując umysły kociaków, nakierowując je na bezmyślną nienawiść skierowaną w ich stronę, podczas gdy niemal cała ta wiedza była zupełnie bezużyteczna. Z jednej strony ostatni dranie znajdowali się w każdym miejscu, również wśród samotników, z drugiej - włóczędzy wcale nie w większości byli zabijakami, których jedyną rozrywką było rozwalać Gwiezdnym ducha winnym bliźnim pyski. Oczywiście, że takie jednostki zdarzały się w okolicy, ale raz - nie były wcale najliczniejszą grupą wśród nieklanowych kotów, dwa - w Klanach takich psychopatów też nie brakowało.
- Te barany z Klanów potrzebują po prostu wroga publicznego. Kogoś, kto będzie pretekstem do tego, by utrzymać Klany w ryzach, bo nie każdego można wykarmić wzruszającą opowieścią o woli Gwiezdnego Klanu. Padło na samotników - splunęła w krzaki pogardliwie. - No bo powiedz, kto udowodni, że żaden samotnik nie zrobił nigdy nic złego? Nikt, bo to faktycznie nie jest prawda. Za to bardzo łatwo jest zafałszować obraz Klanów i pokazać wszystkich ich mieszkańców jako ideały, których wady i złe postępowanie się tuszuje, podczas gdy jestem gotowa się założyć, że sami wymordowali więcej swoich pobratymców, niż samotnicy - wzruszyła ramionami. Pogardzała tą konkretną stroną życia w Klanie; tym wymuszaniem na wszystkich bezwarunkowo tej samej wiary. Bo jak się nie podoba, to nikt przecież siłą nie trzymał w Klanie; tylko że opuszczenie go równało się naklejeniem ci etykietki zdrajcy i obrzucaniem najgorszym łajnem. A w niektórych przypadkach, jak widać, walką na śmierć i życie.
- Ano! Martwa jak dębowy kołek! - potwierdziła. O ile dla niej wiadomość ta była raczej emocjonalnie obojętna do pozytywnej, to dla Wzbierającej Fali zapewne była wręcz świetna. - Niech sobie gryzie ziemię w spokoju, mnie jakoś nie chce się nad nią szlochać.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Pomurnik... Mówiła dobrze. Czy była naiwna? Uwierzyła w bzdury Klanów, nawet mając ponad pięćdziesiąt księżyców. Była strasznie negatywnie nastawiona do Klanów. U Fali Klany były jej obojętne, może i delikatna wrogość zrodziła się w niej po ostatniej sytuacji, jednak nigdy nie były aż tak złe jak u kotki.
- To brzmi... źle - przyznała. Czyżby Klany wszystko faktycznie fałszowały? Udawał idealne? Chowały całą prawdę przed światem i zwalało wszystkie winy na samotników? O co tu chodzi?! - Tragicznie. Naprawdę Klany są tak złe? - spytała z szeroko otwartymi oczami. - Nigdy nie myślałam o tym z takiej perspektywy. Miałam obojętne, jakie są inne Klany... - nagle uświadomiła sobie jedną rzecz. - Mój - kaszlnę parokrotnie, niezwykle sztucznie i obojętnie - wujek, Olchowy Szept i cała jego rodzina nie lubiła mnie, ani mnie nie tolerowała. Według nich byłam nikim, tylko dlatego, że miałam ojca samotnika - mrugnęła parokrotnie. - Faktycznie masz rację, coś z tymi Klanami i nienawiścią do samotników jest nie tak! - wykrzyknęła zadowolona, że coś odkryła.
- Bardzo dobrze. Kto teraz dowodzi w Cieniu? - spytała, cała z uśmiechem.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Oczywiście, nie wszyscy w Klanach byli źli i okrutni; jedynym problemem był fakt, że oficjalna ideologia całkowicie akceptowała, wręcz ocierała się o pochwalanie, wrogą postawę wobec kotów spoza Klanów. I niektórzy uznawali taki właśnie system wartości za idealny sposób życia - Gwiezdny Klan, honor, Klan - co dla Pomurnik było absolutnie niewyobrażalne. Z doświadczenia wiedziała, że wierność jednemu jest zazwyczaj równoznaczna samobójstwu.
- Nigdy nie zaczęłam nawet treningu na wojownika, ale powiedz mi - jak często koty w Klanie uczy się o haniebnych czynach kotów, które stały u władzy? O okrucieństwach, jakich się dopuściły zaledwie względem obcych, jak i swoich? O wszystkich tragediach, które dotknęły Klany z ich własnej winy? A żeby nie używać wielkich słów - to po prostu o kanaliach na wysokich stanowiskach? - parsknęła z cicha. Przyszłe pokolenia zapewne nie dowiedzą się nigdy o tym, że Krogulcza Gwiazda prawie zamordowała samotniczkę powracającą do Klanu, tak jak dotychczasowe nie dowiedziały się o zbrodni Usmolonego Futerka (i głównie z tego powodu nie miała o niej pojęcia również Pomurnik). Dowiedzą się za to o tym, że samotnicy są bezwarunkowo źli i należy ich bezwzględnie eliminować. - Same w sobie nie są aż takie złe. Po prostu idą po linii najmniejszego oporu i pokazują obraz rzeczywistości, według którego samotnicy są źli i nie mają nic do roboty poza planowaniem, jak tu zaatakować dobre, wspaniałe Klany - przewróciła zielonymi oczyma. Podskórnie czuła, że jeżeli wróci do Klanu, to na krótko. Chciała pokazać się swojej rodzinie, nauczyć się paru rzeczy, może przy odrobinie szczęścia liznąć wiedzy na temat ziół - ale kiedy tylko poczuje, że sama sobie może zapewnić bezpieczeństwo, znowu ją wywieje w świat. Tym razem nie pod wpływem gorączki, a z własnej nieprzymuszonej woli wyruszy na Osiedle, w poszukiwaniu przygód. Odchrząknęła cicho. - Również dlatego w pewnym sensie brzydzę się swoją decyzją, ale przynajmniej na pewien czas muszę tam wrócić. Potem i tak zniknę, załatwię tylko parę swoich spraw i tyle mnie widzieli.
Zmarszczyła czoło, gdy Fala wymieniła imię Olchowego Szeptu; imię wywołało w niej jakieś mgliste wspomnienie. Tak, kiedyś rozmawiała z jego synem, który był bardzo dumny ze swojego pochodzenia; jakiś czas później, zaledwie kilka dni po tym, jak wyszła z lecznicy, do obozu przyniesiono zagryzionego przez psa kocura. Nie pojawiła się chyba na pogrzebie, ale pamiętała dobrze, jaki ślad krwi pozostawiały na ziemi zwłoki ciągnięte pod drzewo. Przez parę dni nie padał deszcz i brunatny ślad był wyraźnie widoczny na suchej trawie. - Mogę się mylić, ale chyba też kitnął. Cóż, kolejny ortodoksyjny kot, który sądzi, że wspólny zapach coś zmienia - wzruszyła ponownie ramionami. Bo czym tak naprawdę były Klany? Grupką kotów mieszkających w jednym miejscu i dzielących wspólny zapach, niczym więcej. - Teraz rządzi Polna Gwiazda i oby jego rządy były szczęśliwsze.