Logo Artemidy
Kłujący Gąszcz
My. Specjalni.
To było... Słowa są trudne. Słowa są tak idiotycznie trudne. I wszystko w Złotym to pokazywało. Sposób mowy, trudność wypowiadania, lakoniczność. Słowa były tak bardzo trudne. I tak wypakowane emocjami. To było... Jak krzyk! Potężny! Wielki! Jak słońce! Nie, jak tysiąc słońc! Jak skoncentrowana siła ciepła, rozlewająca się po ciele, jak fikołek zrobiony w powietrzu, jak łzy które nie chcą płynąć, oraz które nie chcą przestać płynąć. To było jak przeciwieństwo soli w ranie, a jednocześnie jak łzy spływające na popękane usta. To było jak wszystko. To było jak wszystko.
Cokolwiek Zboże by nie zrobiło, nie było samo.
- My. Specjalni - powtórzyło Zboże, a z jej głosu wylało się samo ciepło i słodycz. Uśmiech miało szeroki, i w tym momencie wyglądało jakby samo słońce zaszczyciło ją swoim światłem. Jakby to świat należał do niej. Jakby ziemia pod jej stopami należała do niej.
- Skąd jesteś? Po mnie pewnie czujesz Klan Rzeki, ale ja po tobie czuję tylko tysiące ziół i kwiatów, a skoro byliście na spacerze, to pewnie nie z aż tak daleka? Hm. Czekaj, bo ja to bym się chciało o tobie dowiedzieć rzeczy, bo wiesz, nie spotkałom wcześniej takiego kota jak ja, ale ty nie bardzo... Chcesz? Możesz? No nie bardzo gadasz. Co powiesz na to, bym zadawało pytania na które możesz odpowiedzieć krótko "tak" lub "nie", i między nimi dawało ci czas by tak krótko odpowiedzieć? - spytało Zboże. Nawet sobie nie wyobrażało, by Złoty nie chciał dać odpowiedzi. No przecież musi chcieć o sobie mówić. Tylko wyraźnie nie bardzo może. Więc Zboże próbowało wymyślić sposób, jak sobie z tym poradzić.
MY DRESS IS ON FIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑

and I hurl myself, I heal myself, I drag myself
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlike a rug in the rain
and my S A I N T she is dancing
as every step I choose to take begins to
begins to set the world aflame
LVL 5 195 / 400
MedLVL 0 41 / 100
15
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Dlatego wolę ryby od tego gówna - warknęła do siebie, sapiąc głośno i w końcu zatrzymała się w samym środku Kłującego Gąszczu. Schyliła się od razu, bo nad nią wisiały jakieś ostre kolce, a jeszcze nie zamierzała przebijać sobie nimi głowy. Wiedziała, że znalazła się poza terenami Klanu Rzeki i niespecjalnie jej się to podobało. Przekraczając jednak granicę pędziła za niesamowicie szybkim zającem, który nie wiadomo skąd pojawił się przy Ptasich Krzewach, gdzie akurat polowała. I, choć nigdy nie biegnie za zwierzyną, bo uważa to za jeden wielki bezsens i stratę czasu, to teraz się jednak pokusiła, bo taki posiłek wyglądał przepięknie. I jak zawsze grom wszystko strzelił, bo teraz nie miała ani jedzenia, ani nawet nie była na swoich terenach, a wokół było pełno kolców i zakurzonych krzewów. W dodatku ostatnio zauważyła, że Rzeka ma spory problem z kleszczami, a tutaj pewnie było ich... pełno. Strzepnęła zirytowana uszami i postanowiła ostrożne zawrócić w stronę granicy, mając nadzieję, że po drodze o nic się nie zahaczy i bezpiecznie wróci do obozu.

żbik
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
"Jutro też dzień."
Z taką myślą samotnik zaczął iść przed siebie, w stronę Klanu Rzeki. To był kolejny dzień, w którym podchodził pod ich granicę, nie zdziwiłby się, gdyby patrole zaczęły go wyczuwać. Westchnął cicho i spojrzał na swoje łapy, co miałby niby Ćmiej Gwieździe powiedzieć? No, zgubiłem się, bo yy... bo co? Warknął cicho na siebie, mimo wszystko był taki tępy! Podniósł wzrok na górę, aby zauważyć między drzewami kremowe futro... otworzył szerzej swoje zielone oczy, bo te było bardzo znajome. Wiatr przyniósł mu zapach Klanu Rzeki, silny. Podniósł delikatnie ogon i zaczął się skradać w stronę koteczki. Zlustrował ją wzrokiem i spojrzał się na pysk kocicy.
- Bawełna... - wyszeptał, czując, jak słowa więzną mu w gardle. Wyszedł z krzewów i spojrzał się błyszczącymi, zielonymi oczami na siostrę. Czuł jak coś mu w brzuchu krzyczy, przełknął zaraz ślinę. Położył po sobie uszy i spojrzał się na bok, tak, aby Rzeczniaczka mogła zobaczyć jego dziurę w pysku. Przez chwilę myślał. Po chwili pokręcił głową. - Siostro. J- ja wiem, że nie rozmawialiśmy praktycznie w obozie, ale tak tęskniłem - uśmiechnął się słabo do kocicy, mając nadzieję, że ta go zaraz nie zleje. Strzepnął nerwowo końcówką ogona czekając na reakcję kremowej.
- C- co u ciebie? - dodał jeszcze nerwowym tonem głosu, widząc mroczki przed oczami.

xxxxxxxx•Run boy run! This w o r l d is not made for you•
Run boy run! They're trying to catch you
xxRun boy run! Running is a victory
- ̗̀ Run boy run! Beauty lays behind the hills ̖́-
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Minęła krzaczek malin, na którym były na razie jedynie nieduże kwiatki, ale wierzyła, że gdy przyjdzie wczesna pora Opadających Liści wyrosną na duże, różowe owoce. Kiedyś miała okazję dość sporo czasu spędzić z Owocową Gałązką, która nie wiadomo skąd miała takie informację. A, o dziwo, kremowej wojowniczce naprawdę miło się słuchało o takich rzeczach, zwykłych roślinkach. Nieczęsto skupiała się na mało ważnych tematach, jeśli ktoś je poruszał, ale to był czas terminatorski, akurat moment, w którym Płotkowy Potok postanowiła ją zostawić bez słowa, a ona nie wiedziała co w ogóle robi w Klanie Rzeki. To był ciężki czas, gdzie jej mistrzyni chodziła totalnie przybita, jakby to nie była ona, a Bawełna nie miała treningu, nie miała co robić i czuła się bardzo... dziwnie.
Rozejrzała się dookoła, szukając jakieś drogi, gdzie jest najmniej kolczastych roślin, aż usłyszała nagły szelest. Nastroszyła się momentalnie i wyciągnęła pazury, będąc w stanie skoczyć na zagrożenie od razu. Przeklnęła też w myślach, bo jaki trzeba mieć pech, by wyjść NA CHWILĘ z terenów Klanu Rzeki, i już spotkać coś, co może ją zabić. Z drugiej strony nie bez powodu została wojownikiem, jeśli została mianowana słusznie, to sobie poradzi, prawda? Zagrożeniem jednak nie był żaden lis, czy nawet dzik, czy cokolwiek innego, co chciało ją zabić. Poznała to bure futro. Poznała ten niepewny, słaby głos, może nawet i lekko przerażony. Żbik, ta pieprzona zakała rodziny, który zniknął wraz z Sumem bez ani jednego słowa. Zacisnęła mocno zęby i spojrzała na niego bez żadnych emocji rysujących się w jej oczach. - O gwiezdny klanie - zaczęła ironicznie. Nie podeszła do brata, nie zrobiła ani jednego ruchu. Nie schowała też pazurów. - Więc rudy podróżnik naprawdę nie kłamał, żyjesz sobie sam poza Rzeką i... i co? Co robisz? Gdzie byłeś, Żbik? Mam nadzieję, że tak się nazywasz, bo Żbikowa Łapa cię już nie obowiązuje. Co się stało, że nagle wyparowałeś? - jej głos był ostry. Nienawidziła kotów, które opuszczały Klan Rzeki tak po prostu. Bez wytłumaczenia. Chciała na niego krzyknąć, ale nie zrobiła tego, bo to jednak był jej... brat. Nie znała go wcale, nie rozmawiali dużo, ale jednak coś zmusiło ją, by nie być tak ciętą jak zazwyczaj. Miała koszmarny kontakt z rodzeństwem. Rybka była... dziwna, Zboże jej nienawidziło, a Sum, jedyny, którego lubiła także zapadł jak kamień w wodę. Przygryzła wargę i czekała na odpowiedź. Może... może stanie się coś, co pozwoli mieć jej dobre relacje z choć jednym dzieciakiem z tego przeklętego miotu.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No tak. No tak, czego mógł się spodziewać po jego siostrze, Bawełnie? Że przybiegnie do niego, zacznie wypytywać co się stało? Że przytuli go, bo się dawno nie widzieli? Odwrócił wzrok na jej słowa, zauważając kątem oka wyciągnięte pazury.
Bał się. Nie chciał znowu stracić rodziny, dlatego się bał. Podniósł zielone oczy ku niebu, a zaraz, jak kremowa siostra, wysunął pazury, aby zatopić je w glebie. Dodatkowo, przyzwyczajenie samotnika. Nie był świadomy tego, co siostra może zrobić, a mogła wiele. W końcu byli na terenach niczyich. Gdyby musiał się bronić, zraniłby swoją siostrę, ale tylko w obronie. On sam do ataku nie podejdzie. Zielone ślepia wwierciły się w pysk Bawełny, słuchając jej słów. Końcówka kity Żbika drgnęła delikatnie, smagając trawę.
- Od kociaka miałem ciągutki do zwiedzania. A gdy czułem, że jestem w Klanie sam i że jestem niechciany, chyba tak to nazwać można, zacząłem wychodzić na spacery. Coraz to dłuższe. Aż w końcu zaszedłem za daleko i zgubiłem orientację w terenie - odparł, siląc się na najbardziej spokojny ton. Położył po sobie uszy, aby w razie czego po tej rozmowie nie mieć strzępek uszu, a raczej całość. Znaczy, i tak miał te prawe naderwane, ale cóż. Nie kroczył w jej stronę, wiedział, że może się czuć z tym niekomfortowo. Dlatego stał i patrzył się na siostrę, mając nadzieję, że zaraz na niego się nie rzuci. Nie chciałby walczyć... z rodziną.
- Później wędrowałem szukając domu. Porywali mnie dwunożni, uciekałem, później znowu. I każdego dnia oddalałem się od terenów Klanów - do czasu. Kilka księżycy temu zawitałem na osiedlu dwunożnych - mruknął, nie będąc pewnym, czy kocica chce słuchać dalszej jego historii. Ale się pytała, to odpowiedział. Nie miał po co kłamać, nie miał po co siostry oszukiwać.

xxxxxxxx•Run boy run! This w o r l d is not made for you•
Run boy run! They're trying to catch you
xxRun boy run! Running is a victory
- ̗̀ Run boy run! Beauty lays behind the hills ̖́-
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Gówniane wytłumaczenie. Nic nie warte - stwierdziła szorstko, od razu po tym, jak Żbik skończył mówić. Wysłuchała go, w dodatku bardzo uważnie, mając nadzieję, że ten sprzeda jej jakąś porządną historyjkę. Że przegoniły go psy, że to, że zniknął wcale nie było jego winą. Chciała usłyszeć coś takiego, bo to byłby jedyny argument, dzięki któremu mogła nie być zła. Ale to, co usłyszała wcale jej nie usatysfakcjonowało. Żbik się zgubił, więc to jego wina, że zapadł się jak kamień w wodę. To z jego winy Żołędziowa Cętka płakała, żaląc się jej jak bardzo tęskni za swoimi kociętami, których nie ma przy sobie. Pamiętała ten dzień dokładnie, a że rodzicielka była jedynym kotem, którego stawiała nawet nad siebie, dla którego była w stanie zrobić wszystko, to ten widok był okropnie bolesny i dla niej. Zacisnęła mocno zęby, widząc jak jej bury brat się boi. Obawiał się jej, bardzo dobrze zresztą, ale z tyłu głowy pojawiły się też obawy. Nie chciała mieć z kolejnym kotem z rodziny takie relacje, jak z Zbożem czy Rybką. Chciała zdobyć sympatię chociaż jednego, problem był w tym, że Żbik nie był dobrym kandydatem. Był najgorszym. - I co zamierzasz? Zamierzasz wracać dwunogów, bo ci się spodobało, a może twoja chęć do wędrówek zatrzyma cię na randze samotnika? - celowo nie wspomniała o opcji powrotu do Klanu Rzeki. Chciała zobaczyć, czy ten sam ma takie chęci, czy potrzebuje specjalnego zaproszenia. Wiedziała dobrze, że Żołędziowa Cętka będzie najszczęśliwszym kotem na świecie gdy dowie się, że jej syn wrócił do obozu, a Bawełna była wstanie zrobić wszystko, by ta była szczęśliwa. Nawet, jeśli to wiązało się z... jakimkolwiek wybaczeniem Żbikowi.
- Żbik - powiedziała zaraz, wzdychając głośno. Schowała pazury. Wiedziała, że nie może się obawiać ataku od brata. Wiedziała, że był miękki, słaby i nigdy nie podniósłby łapy na rodzinę. Widziała, że ten się bał, dlatego tym bardziej atak z jego strony był niemożliwy. - Przestań się bać, bo nic ci nie zrobię. Mam na imię Bawełniana Nić - zmusiła się do lekkiego uśmiechu i spokojnego tonu, by jakoś go uspokoić. Wcześniej pytał też, co u niej, więc pochwalenie się nowym imieniem, w tym rangą, było chyba najlepszą odpowiedzią.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nic nie warte?
Na te słowa Żbik zmrużył tylko oczy i zmarszczył pysk, przez chwilę milcząc. Myślał nad swoimi słowami, chciał je dobrze wyważyć. Zmarszczył finalnie brwi, a wzrok przeniósł na siostrę. To, co pozostało po Żbikowej Łapie przed zgubieniem się, to właśnie szybkie wahania humoru. Nadal kocur się tym cechował.
- Miałem dziewięć księżycy Bawełna - rzucił w końcu z ostrą nutą w głosie. Przez chwilę milczał, po czym znowu otworzył pysk. - Do ch**ery, dziewięć i ledwo zaczęty trening z Rabarbarowym Korzeniem, bo ten nagle wyparował, a jedyne co mi przekazał to strzępki z Kodeksu Wojownika. Moje pojęcie w terenie było zerowe, raz przecież prawie wlazłem na tereny Gromu! ...ale jest to prawda. I tak, z mojej winy zniknąłem, nie mówię, że nie. Bo mogłem siedzieć w obozie i dalej nic nie robić, i dalej się obwiniać o fakt, że nie mam treningu jak normalny kot. Ale mimo wszystko, nie zmieni to faktu, że gdybym mógł wymienić swoją całą łapę na szybszy powrót do domu, zrobiłbym to - dodał z powagą, mierząc się wzrokiem z Bawełną. Westchnął w końcu, czekając na dalsze słowa siostry.
Na jej kolejne słowa prychnął tylko rozbawiony. Strzepnął poranionym uchem i wyprostował się.
- I znowu jeść te bobki od nich? Podziękuję, wymiotowałem, aby się ich pozbyć z ogarnizmu. Chęć do zwiedzania skończyła się po moim drugim wschodzie szukania domu. Oczywiście, że chcę wrócić do Klanu, do rodziny. Tylko jeśli Ćmia Gwiazda mnie do niego przyjmie - odparł ze spokojem ducha. Nie był pewien, czy Gwiazda go przyjmie znowu do Klanu, ale to tylko jej decyzja. Nie mógł na nią nijak wpłynąć. Mógł się jej tylko poddać. Jeśli kocica uzna, że nadaje się do Klanu Rzeki, z wielką ulgą wróci do domu. Jeśli nie - będzie musiał sobie jakoś poradzić. Jakoś będzie musiał sobie samemu dać radę, ale cóż.
Na wzdychnięcie siostry podniósł jedynie uszy do góry, dalej ją obserwując. Zauważył, że kremowa schowała pazury, a po kilku uderzeniach serca Żbik odwdzięczył się tym samym. Zlustrował wzrokiem kocicę, a na jej słowa skinął delikatnie łbem. Widział też uśmiech siostry, więc na jego pysk też wpłynął delikatny grymas.
- Nie boję się ciebie. Bo wiem, jak się obronić przed atakiem. I jeśli bym musiał, walczyłbym z tobą, ale tylko w obronie. Boję się tego, że znowu stracę rodzinę - odparł przymykając ślepia na dwa uderzenia serca. Po chwili spojrzał na, jak się okazało, wojowniczkę. - Gratuluję. Gwiazda ci wybrała piękne imię.

xxxxxxxx•Run boy run! This w o r l d is not made for you•
Run boy run! They're trying to catch you
xxRun boy run! Running is a victory
- ̗̀ Run boy run! Beauty lays behind the hills ̖́-
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Obserwowała, jak wyraz Żbika z niewinnego i lekko niepewnego zmienia się w zirytowany, nawet zły. Spięła się wtedy od razu, po czym wysłuchiwała jego żałosnego płaczu. Wbiła swoje pazury w ziemię, słysząc jak dużo głupot gada. Nie chciała go słuchać, teraz tylko traciła czas. - Chyba sobie teraz żartujesz. Nie znałeś terenów, to po co wychodziłeś? Było czekać, jeśli twój mistrz znikł. Czerwona Gwiazda dałaby ci nowego na najbliższej ceremonii, miałeś siedzieć na dupie i ewentualnie się komuś wypłakać z swoich obaw, a nie uciekać jak tchórz. Myślisz, że Klan Rzeki potrzebuje kotów, które spieprzają bo co, bo czują się winne? Moja mistrzyni zostawiła mnie na równy księżyc bez słowa, widziałam ją codziennie w obozie, przygaszona siedziała zupełnie sama i nawet nie myślała o moim treningu, nawet na mnie nie spoglądała. Przez co to wszystko się przedłużało. Siedziałam, nie robiłam nic, czułam się jak pasożyt Klanu. I co, i uciekłam? Zostawiłam rodzinę i znajomych, bo coś nie poszło po mojej myśli? Wystarczyło pomyśleć dwa razy, zanim odszedłeś - warknęła w odpowiedzi z ostrością w głosie. Nie będzie czegoś takiego tolerować. Żbik wyraźnie przyznał się, że jest po prostu słaby, że brak Rabarbarowego Korzenia aż tak na niego wpłynął, a przecież to nie było nic wielkiego. I czego się spodziewał, odchodząc z klanu? Że nagle obwinianie się o brak treningu przejdzie? Że bez rodziny obok będzie mu łatwiej? Serio? Płytkie myślenie.
- Musisz jej pokazać, że w ogóle jesteś gotowy na życie w klanie. Że nie odejdziesz znowu jak tchórz - powiedziała sucho na jego kolejne słowa. Strzepnęła ogonem i próbowała trochę przygasić swoje emocje, bo ostatnio zauważyła że na wszystko reaguje zbyt... negatywnie, agresywnie, a przecież nie chciała taka być. Musiała potrafić się opanować. - Kiedy. Kiedy zamierzasz wrócić?
Podniosła jedną brew do góry i parsknęła rozbawiona, słysząc jego kolejne oświadczenie. - Nie wątpię, że byś się nie bronił, ale czego się nauczyłeś będąc samemu w lesie? Zostałam wyszkolona przez wojownika, uwierz mi, że to czego się nauczyłam daje mi sporo przewagę nad tobą - przerwała, bo chciała przemyśleć to, co powiedzieć o rodzinie, bo to był drażliwy temat. Bardzo. A Żbik nie wiedział o jej relacjach z innymi, nie wiedział co mówi. - A ja zrobiłabym wszystko, by wymienić ją na nową.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wysłuchał uważnie słów Bawełny, uderzając ogonem o ziemię, raz co jakiś czas to szybciej i mocniej. Nie wiedziała. Nie rozumiała tego, co on czuł, nie rozumiała tego, co siedziało w jego głowie. Nie rozumiała tego, że codziennie płakał w ogon, a spacery jakoś pozwoliły mu o tym nie myśleć. Nie myśleć o problemach i życiu. Że mógł się wyłączyć, aby wysłuchać śpiewu ptaków i oczyścić myśli. Bawełna tego po prostu nie rozumiała.
- Nie chciałem odchodzić! Czego ty nie rozumiesz?! - warknął na siostrę, zbliżając się do niej o krok i wbijając mocno pazurzyska w ziemię. Przez jego ciało przeszedł spazmatyczny dreszcz, który zaraz podniósł futro na karku Żbika. Wwiercał błyszczące złością oczy w pysk Bawełny, będąc gotowy już zaraz się bronić, jeśli ta go zaatakuje. Poczuł, jak go gardło zaczęło piec, a zaraz odstąpił o ten krok od kremowej kotki. Jego łapa zadrżała, gdy otrzepywał ją z ziemi.
Kolejne słowa kremowej na pewno nie poprawiły reakcji kocura. Ten znowu nastroszył futro kryzy, teraz podnosząc wargi ukazując kły wraz z dziurą w zębach.
- Nie jestem tchórzem - syknął teraz, marszcząc przy tym brwi. Nie lubił, jak go się nazywało tchórzem. On nim nie był. Przez te wszystkie księżyce podróżował, walczył, jeśli trzeba, tylko aby wrócić do domu. I tak go własna siostra nazywała? "Tchórzem"?
- Jak najszybciej. Jak tylko zakończę wszystkie sprawy i się odetnę raz na zawsze od życia samotnika.
Na następne słowa tylko skinął łbem, przyznając jej rację. Bo tą miała. Mimo wszystko wojownicy walczyli codziennie, a jeśli nie, to były sparingi między kotami, czy też dodatkowe treningi walki. Nie mógł powiedzieć, że był lepszy w walce, bo to nie była prawda. Ale coś tam potrafił, gdyby musiał się bronić. Na kolejne zdanie, które wypadło z pyska kocicy strzepnął jedynie uchem. Podniósł na nią wzrok i polizał się kilka razy po klatce piersiowej.
- Cóż.

xxxxxxxx•Run boy run! This w o r l d is not made for you•
Run boy run! They're trying to catch you
xxRun boy run! Running is a victory
- ̗̀ Run boy run! Beauty lays behind the hills ̖́-
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oczywiście, że nie wiedziała. Bawełna nie płakała, bo jej nie wypadało. Bo jest silną, chłodną wojowniczką której nikt nie może wejść na głowę, więc płacz jej nie przystoi. Było jej przykro, gdy widziała Zboże, które jej dosłownie nienawidzi. Ojca, który się nią nie interesuje i Rybkę, której prawie nie znała. Jej rodzina była jej obca. Była sama, w dodatku nie miała też nikogo, kogo mogła nazwać przyjacielem. A chciała mieć kogoś takiego, kogoś, komu by ufała bezgranicznie. Nikt się nie nadawał. Ani Mętna Łapa, bo pomimo masy czasu który z nią spędziła prawie jej nie znała i nie traktowała jako przyjaciółkę. Ani Oleandrowa Łapa, która pomimo bycia w porządku także była jej obca. Mogła liczyć tylko na matkę, która i tak po krótkim czasie zapominała to, o czym Bawełna jej mówiła, a poza tym nie chciała przed nią pokazywać swoich obaw i lęków, bo Żołądź także miała ją za dzielną i nieugiętą córeczkę, nie chciała tego zmieniać.
- Nie rozumiem! Nie rozumiem po jaką cholerę wychodziłeś i czemu nikomu nie powiedziałeś, jeśli miałeś jakieś problemy lub obawy - gdyby tylko wtedy znali się jakoś bliżej. Gdyby się lubili, to przecież Bawełna byłaby skora go... wysłuchać. Byli rodziną. Mimo wszystko byli rodziną, i choć kremowa nie jest najlepszą terapeutką, to chociaż by próbowała pomóc. Próbowała. - Przypominasz Zboże - zacisnęła zęby, mówiąc spokojnie. Nie chciała krzyczeć. Nie chciała się kłócić, po wtedy przypominało jej się, jak Zbożowa Łapa na nią krzyczało, jak się wykłócało, chociaż ona nie zrobiła nic złego. Nie chciała. Teraz też Żbik unosił się o byle gówno i znowu coś ją ściskało w środku, gdy tego słuchała.
- Nie chcę z tobą rozmawiać, jeśli masz się stroszyć i na mnie krzyczeć. To na mnie nie działa - powiedziała sucho, słysząc jak jej bury brat ponownie zaczyna syczeć i się obruszać. Była gotowa odwrócić się od niego i wrócić do Klanu Rzeki. Do domu, do miejsca, gdzie teraz powinna być.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- To ci wytłumaczę. Czułem się w Klanie obco, źle, jak pasożyt i nikt inny. A spacery mi pomagały się wyciszyć, oczyścić myśli. Powiedziałem Rybce i Zboże, że wychodzę i myślałem, że wrócę - westchnął zmęczony, przyciskając uszy do swojej czaszki. Chciał się odciąć od tej części przeszłości, ale najwyraźniej musiał do niej wrócić. - Nie mówiłem nikomu, nie chciałem nikomu przeszkadzać jeszcze swoimi problemami.
Obrócił głowę, aby polizać swój poraniony bark i tym samym też położyć futro na karku. Nie powinien tak się unosić. Wiedział o tym. Na kolejne słowa kotki zacisnął tylko zęby i westchnął cicho.
- Domyślam się, że to nie jest komplement.
Uderzył ogonem o ziemię i spojrzał się na kocicę. Na jej słowa prychnął tylko i wywrócił oczami. Mimo wszystko milczał przez uderzenie serca.
- Nie ma na ciebie działać. Wybacz. Nie powinienem się unosić, jednak - z gardła samotnika wyszło głębokie westchnięcie. Uspokoił się. Polizał się jeszcze kilka razy po klatce piersiowej. - Stałem się nerwowy - rzucił, bo nie wiedział co powiedzieć. Co miał jej powiedzieć? Nie mógł znaleźć słów, był zmęczony.

xxxxxxxx•Run boy run! This w o r l d is not made for you•
Run boy run! They're trying to catch you
xxRun boy run! Running is a victory
- ̗̀ Run boy run! Beauty lays behind the hills ̖́-
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nie rozumiem, Żbik. Nie zrozumiem. Nigdy tak nie miałam - powiedziała tylko. Jej głos był spokojny, bo nie chciała znowu go prowokować. Nie spodziewała się, że Żbik potrafi tak szybko przestawić się z trybu przestraszonego, zaniepokojonego kocurka do zdenerwowanego i głośnego kota. Nie tego przecież chciała, jeśli jej bury brat naprawdę zamierzał wrócić do klanu i się poprawić, to Bawełniana Nić chciała utrzymać z nim jak najlepsze relacje. Żeby mieć przy sobie chociaż jednego z rodzeństwa, skoro z resztą nie potrafiła się dogadać. Na kolejną część jego wypowiedzi jedynie kiwnęła głową, bo ona przecież też nie chciała zamartwiać matki swoimi problemami i kisiła je w sobie. I zawsze magicznym cudem znikały, więc ta taktyka działała. Najwyraźniej nie w przypadku Żbika.
- Nie. Zboże mnie nienawidzi, a ja nienawidzę jego - powiedziała krótko, zgodnie z prawdą. Ona jej nic nie zrobiła. To Zbożowa Łapa postanowiło się na nią wydzierać, a skoro tak ją traktowało, to w porządku, nie zamierzała robić specjalnej łaski. Nie potrzebowała jej do zupełnie niczego, było jej obojętne. Westchnęła cicho, bo wcale nie chciała rozpoczynać tego tematu. Żbik nie pytał, gdy powiedziała, że wolałaby wymienić swoją rodzinę, więc pewnie gówno go to obchodziło. No, ale skoro zaczęli ten temat, to musiała dopowiedzieć coś jeszcze; - Żołędziowa Cętka za tobą tęskni. Bardzo. Ucieszy się, gdy wrócisz - miauknęła nieco weselej, uśmiechając się lekko na myśl o tym, jak ich matka będzie szczęśliwa. Lubiła ją taką. Uśmiechniętą, radosną, miłą i troskliwą. Była tym kotem, jakim Bawełna nigdy nie będzie i to w niej podziwiała.
- Szybko zmieniłeś swoje nastawienie. Też tak mam - wzruszyła ramionami, bo także potrafiła wybuchnąć nieokiełznaną złością i agresją. Pod tym względem go rozumiała, przynajmniej tutaj byli podobni.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Westchnął tylko na odpowiedź siostry, wlepiając wzrok w swoje łapy. Pokręcił głową na boki, po czym spojrzał na kremową.
- To nie umiem ci wytłumaczyć. Po prostu wtedy myślałem, że robię dobrze, dla siebie i dla innych. Ale też byłem, cóż, głupi - spróbował dodać trochę żartu w jego wypowiedź. Kilka razy jeszcze liznął się po karku i spojrzał na kotkę, gdy ta zaczęła mówić o Zbożu. Podniósł delikatnie brew, a wnioskując po westchnięciu siostry, nie był to łatwy temat. Dlatego też buras nie pytał.
- Przykro mi - mruknął spokojnym tonem głosu. On lubił Zboże, kochał je. Gdy widział rudy prześwit lub rudego kota myślał, że to właśnie Zboże. No, albo przynajmniej gdzieś na początku. Na wspomnienie o matce Żbik położył po sobie uszy i wbił wzrok w swoje łapy.
- Straciła prawie cały miot... też za nią tęsknię - westchnął cicho, podnosząc jedną łapkę, aby tą obejrzeć. Była spękana, na co buras delikatnie zmarszczył brwi. Czy to nie tak poznał swojego Mistrza? Przez poduszkę łapy?
- Nie zawsze taki byłem. Ale, cóż, to chyba lepsze niż szczyl, który dygocze i płacze w mech, bo ktoś na niego krzywo spojrzał - prychnął rozbawiony, podnosząc wzrok na kremową wojowniczkę. Przez chwilę milczał, po czym powoli zaczął podchodzić do kocicy, aby finalnie się przytulić do jej futra. Zmrużył oczy, i tak stał przez chwilę, przez kilka uderzeń serca. Był gotowy na to, że dostanie po pysku czy coś podobnego, i w sumie by to zrozumiał. Po chwili się odsunął i spojrzał na pysk siostry.
- Wiesz. Może ty byś chciała sobie wymienić rodzinę na inną, ale ja się cieszę, że jesteś moją siostrą - odparł spokojnym tonem głosu, strzelając uchem. Nie miał tego tematu w czterech literach. Słowa kocicy zapamiętał, i teraz je będzie roztrząsał... i myśleć, jak sprawić, aby było inaczej.

xxxxxxxx•Run boy run! This w o r l d is not made for you•
Run boy run! They're trying to catch you
xxRun boy run! Running is a victory
- ̗̀ Run boy run! Beauty lays behind the hills ̖́-
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pokiwała tylko głową. Wiedziała, że nie zrozumie tego co chciał jej powiedzieć, w tym temacie nie będą zgodni. Bawełniana Nić uważała, że głupio robił wychodząc całkiem sam, ale skoro twierdził, że mu to pomagało, to w porządku. Nie miała pojęcia jak zwykły, durny spacer po podmokłych, rzecznych terenach mógł mu pomagać, ale nie zamierzała wypytywać jeszcze bardziej. Usiadła w końcu, bo wcześniej trzymała się na prostych łapach i pilnowała tego, by mieć jak najszybszą reakcje na niespodziewany atak od strony brata gdyby ten jednak się pojawił. Teraz jednak miała pewność i, może naiwnie, ale zaufała, że nie zamierzał zrobić jej krzywdy. Owinęła ogon wokół swoich łap i przyglądała się uważnie, bo jednak nie widzieli się dość... długo, a nawet, gdy Żbik był jeszcze w rzecznym obozie, to nie zwracała na niego uwagi wcale. Wiedziała, że się zmienił, tak jak wszyscy zmienił się pod wpływem wieku, ale nie widziała dużych zmian. Wcześniej mu się nie przyglądała, więc nie miała porównania.
Zacisnęła zęby. Jej też było przykro, ale Zboże sam sobie to zrobił. Zaczęło krzyczeć pierwsze, wykłócać się i obrażać, a Bawełniana Nić nie tolerowała czegoś takiego i po prostu... się przyłączyła do kłótni. To była jedna z ich niewielu rozmów jaką odbyli, a już zdążyli się pogryźć i porządnie znienawidzić. Wzruszyła jednak ramionami na słowa burego brata, bo nie powiedziałaby na głos, że też jakoś bardzo nad tym ubolewa. To nie w jej stylu.
- Żołędziowa Cętka jest dla mnie najważniejsza, Żbik. Nie ma dla mnie absolutnie nikogo ważniejszego, więc jeśli... jeśli wrócisz, to porozmawiaj z nią trochę więcej niż parę chwil - uśmiechnęła się lekko. Chciała mieć pewność, bo tak, jak ona sama odwiedzała rodzicielkę codziennie, rozmawiała z nią, śmiała i jadła, tak reszta rodzeństwa nie robiła tego szczególnie często. Nie, żeby tego wymagała, absolutnie, ale jednak byłoby... miło, gdyby chodziła do szylkretowej opiekunki z kimś, z Żbikiem na przykład, a nie sama.
Pokiwała głową, a w jej oczach też pojawiło się rozbawienie. Dobrze, że jej brat wyrósł z płakania dzień w dzień, bo to mogło być problematyczne. I pewnie obciążające jego stan psychiczny. Zresztą, nie wiedziała, ona była silna i nie płakała. Nigdy. Nigdy się nie załamywała, nigdy nie miała gorszego dnia. Nagle zalała ją fala stresu, gdy syn Słonego Wiatru powoli zaczął się zbliżać, by finalnie... ją przytulić. Albo przytulić się do niej. Poczuła się dziwnie. Nie wiedziała co zrobić, ale nie odsunęła się. Siedziała w jednym miejscu, nieruchomo, chyba nawet przestała oddychać, ale tego potwierdzić nie mogę. Pierwszy raz ktoś ją przytulił. Tak po prostu. Nie robiła tego nawet matka, pewnie myśląc, że naruszyłaby jej strefę komfortu. No, i rzeczywiście by tak było. Żbik też ją naruszył. Gdy się odsunął, spojrzała na jego oczy lekko zagubiona, i dzięki Gwiazdy to on odezwał się pierwszy, bo inaczej trwali by w niezręcznej ciszy dość długo. - Dzię... ki - wydusiła, czując jak jakieś obce ciepło rozlewa się w jej środku. Poczuła się miło. Bardzo miło. Poczuła się doceniona i kochana, mimo, że z Żbikiem się prawie nie znali. Przecież była mu obca, pomimo więzów rodzinnych. Uśmiechnęła się lekko, jednak nie powiedziała w tym temacie już nic. - Gdzie mieszkasz? Jakoś daleko? A, a jeśli będziesz wracać do Klanu, to możemy się umówić gdzieś na granicy, zawołam Ćmią Gwiazdę, czy coś. Właśnie! Skąd wiesz, że Czerwona Gwiazda nie żyje?
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie kontynuował rozmowy o Zbożu. Skoro Bawełna nie chciała, Żbik nie zamierzał tego rozdrapywać. Może kiedyś mu siostra powie, a może dowie się od Zboże. Nie ważne w jak, jakoś do tego dotrze, jeśli będzie mu to dane.
Na słowa Bawełny sam delikatnie się uśmiechnął i skinął łbem. Nie miał zamiaru wrócić do Klanu i ignorować matki, to nie na tym miało polegać. Chciał z nimi porozmawiać, spędzić czas, pójść wraz z ojcem na polowanie.
- Nie musisz się o to martwić. Nie zamierzam jej ignorować, nadal jest moją matką i ją kocham. Wiele jej zawdzięczam, tak samo jak tacie - odparł ze spokojem, spoglądając na siostrę. Podniósł łapę, aby przejechać nią po swoim uchu.
Kiedy przytulił Bawełnę widział, że ta zatrzymała się w miejscu i czasie. Wiedział też, że naruszył jej strefę osobistą, ale mimo wszystko nadal się przytulali. Bo kremowa się nie odsunęła on niego. Kiedy w końcu odstąpił na te kilka kroków zauważył w jej zielonych ślepiach zgubienie, na co Żbik się krzywo uśmiechnął. Na wyduszone słowa niewiele powiedział, po prostu skinął łbem i posłał jej szerszy uśmiech. Byli rodzeństwem. I mimo tego, że nie rozmawiali za kociaka, to teraz rozmawiali. I po tym, jak przepłynęli burzliwe wody, w końcu nastał spokój. Na kolejne słowa kocicy, i pytania, których było wiele, z gardła burego wyszedł sam z siebie rozbawiony pomruk.
- Nie. Za Kłującym Gąszczem, przed rzepakiem. Znalazłem byłą borsuczą norę, ale już zapach jest zwietrzały i wątpię, że borsuk wróci. Zresztą, to tylko chwilowe - mówił powoli, jakby chcąc jak najdokładniej opisać siostrze gdzie teraz przebywa. - Czerwona Gwiazda była już starą kocicą. Widać było, że prędzej czy później Gwiezdni po nią przyjdą, podejrzewam, że gdy się zagubiłem miała tylko jedno życie, może dwa. To był tylko moment od mojego zaginięcia, prawda? Jej śmierć - zapytał się kocicy, przenosząc na nią spokojnie spojrzenie. Przeniósł po kilku uderzeniach serca wzrok na górę, i przez chwilę patrzył się na niebo.
- Każdego wieczoru gdy zasypiałem, patrzyłem się w gwiazdy. Ciałem byłem może daleko poza terenami Rzeki, jednak sercem zawsze w domu - rzucił w przestrzeń, mrużąc delikatnie ślepia. Przeniósł wzrok na kremową i posłał jej uśmiech. Przez chwilę milczał, dopiero po chwili otworzył pysk. - Przynajmniej będę miał co opowiadać ciekawskim kociakom. Widziałem dużo, a jak trochę podkoloruję opowieści, to na pewno będą słuchały jak zaklęte - rzucił ze śmiechem, drgając przy tym delikatnie wibrysami. Odetchnął głęboko.
- Co do twojej propozycji. Brzmi dobrze, dziękuję.

xxxxxxxx•Run boy run! This w o r l d is not made for you•
Run boy run! They're trying to catch you
xxRun boy run! Running is a victory
- ̗̀ Run boy run! Beauty lays behind the hills ̖́-
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości