— Wiesz, reguła mówi o dziękowaniu Gwiezdnym za życie zwierzyny. Ale, to naprawdę niby Gwiezdni dają życie tej zwierzynie? To nie oni decydują o tym, kiedy królik trafi na nas stos pożywienia, a kiedy nie. Decyduje o tym nasze podejście do polowania. Gwiezdni sami za nas pożywienia nie złapią, nie dadzą mu życia, dla mnie jest to bezsens - powiedział w pełni przekonany w swoje słowa. Miał takie zdanie od czasów bycia Węgorzową Łapą i nic do tej pory się nie zmieniło. Bo po co? Gwiezdni zwierzynie życia nie dają, to natura robi swoje. — Ale mniejsza, nawet jeśli nie zapamiętasz wszystkiego, to twój mistrz ci z pewnością coś przypomni. Nawet do końca teraz nie pamiętam kodeksu wojownika w całości. Ale podczas sytuacji, z którymi wiąże się kodeks wojownika, natychmiast przypomnisz sobie wszystkie zasady. To czas na walkę - powiedział z lekkim uśmiechem. — Na ciele kota jest kilka czułych punktów, w które warto atakować podczas walki. Uszy, oczy i nos. A żeby kogoś zabić musisz celować w gardło i brzuch.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Zdecydowanie - w tym mógł znaleźć jakiś sens. Nie sądził, aby Gwiezdni dawali życie zwierzynie. W innym wypadku, czy w chłodną porę jak teraz po prostu pokazywaliby Klanom i innym, że "haha frajerzy, sami se radźcie, teraz nas nie obchodzicie"? Byłoby to głupie. Absurdalne, bez krzty sensu. Nie widział Gwiezdnych jako złych, stąd też myśl że mogliby tacy być, aby takimi być była po prostu... zła, nie na miejscu. - Generalnie cały pysk jest bolesny. Tak samo ogon; jak ktoś go ugryzie, boli jak cholera. I łapy. Wystarczy, aby ktoś je podciął i się runie na mordę, a wtedy nie tylko boli duma, ale i wszystko inne - podyktował za nim, posyłając mu sprytny uśmiech. Taki, który sugerował że na tym się wyjątkowo zna. Bo znał! Nie jakoś wybitnie, ale wiedział to i owo. Inaczej trudno byłoby u żyć w dziczy. - Walczyłeś kiedyś? Tak na poważnie?
Zamruczał rozbawiony na uwagi Dettlaffa. Mijało się to z tym, czego uczył się na treningu, ale ważne jest poczucie humoru! — Wierzę ci na słowo, ale może sprawdzimy czy się nie mylisz? - machnął koniuszkiem ogona rozbawiony. Na pytanie o walkę zrobił głupawy uśmiech na mordce i pokiwał niepewnie głową. — Czy walczyłem... No jasne, tak po części. Walczyłem raz z łabędziem z inną wojowniczką, Bawełnianą Nicią. Alee... Wyszło, że miałem pecha podczas atakowania i ptaszysko głównie uwzięło się na Bawełnę. Skończyła z naddziobanym uchem. Była wściekła... Bardziej niż "trochę".
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Nadstawił szybko uszu. Jak mieli sprawdzić czy się mylił? Była to propozycja sparingu, czy... coś innego siedziało mu we łbie? Jeśli chciał się poprzepychać, tak nie na poważnie... czemu nie. Zawsze się rozruszają, trochę ogrzeją, poćwiczą, zdobędą doświadczenie - same plusy. - Jeśli chcesz, możemy sprawdzić - odpowiedział łagodnie, odwzajemniając uśmiech. Szybko ten jednak zszedł mu z mordy, gdy to usłyszał o kotce. Walka z łabędziem? Tak jeszcze nie miał. - Och, rety! Nic jej się nie stało? To jest... poważniejszego?
Przejął się, na tyle na ile mógł. Kotka była mu zupełnie obca i żadnej Bawełnianej Nici jeszcze nie znał. Niemniej, słuchanie że komuś coś się stało nigdy nie jest ni trochę miłe, ani przyjemne.
— Nie wiem, bo nie chciałem jej o to wypytywać. Jeszcze mi by uszy oberwała - powiedział szczerze, ale trochę przybity ze względu na swoje zachowanie. Zachował się jak debil podczas tamtej walki. I miał wobec tego wyrzuty. Ale nie chciał jakoś poruszać tego tematu przy Bawełnianej Nici. — Ale takie oberwanie w uszy boli jak diabli. Raz tak dostałem podczas sparingu z mistrzynią, ale samą łapą. To i tak boli - przyznał poruszając swoimi uszami. — Ale blizna jej po tym została, ma nacięcie na uchu. Ale, wracając do walki, może zrobimy sobie taki krótki sparing? Tak, na dobry start w walce.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Od uszu, przeszedł sprytnie i niezwykle zwinnie do propozycji walki, która Dettlaffowi chodziła po głowie już krótki moment wcześniej. Gdyby koty miały różne moce, posądziłby Węgorza o czytanie mu myśli, a tak - jedynie uśmiechnął się pogodnie, aby zaraz to skinąć głową. Krótki sparing, nie będzie to nic co może zaszkodzić żadnemu z nich. Bez kłów, bez pazurów. Tak przynajmniej miał zamiar zacząć Dettlaff, a przystąpić do używania ich miał zamiar dopiero w chwili, kiedy poczuje jakieś zagrożenie. Chociaż czy mógł nowego znajomego uznawać za jakiekolwiek zagrożenie...? - Gdyby było za mocno, daj znać - mruknął cicho, zwiększając teraz dystans między nimi. Chwila ciszy, głęboki oddech, tuż po tym opuścił nieco łeb, aby chronić szyję i ugiął się na łapach. Nie zwlekał nazbyt; na Węgorza ruszył prędko, obierając sobie wstępnie za cel pacnięcie łapką w jego polik.
Ucieszyła go wiadomość, że nowo poznany samotnik postanowił przystąpić na propozycję sparingu. I to ucieszyło ciemnego wojownika. Węgorzowe Gardło również trochę się odsunął by zwiększyć dystans między nimi, aby "walka" rozpoczęła się łatwiej. Na prośbę kocura przytaknął głową z lekkim uśmiechem. Aj tam, za mocno. Nie ma co rozpaczać nad rozlanym mlekiem jak dostanie łapą za mocno. Przykucnął nisko do ziemi. Biała łapa samotnika wręcz zlała się ze śniegiem, przez co Węgorz jej nie zauważył. Dostał w polik, i to dość mocno. Nieźle! Lekko się zatoczył i otworzył oczy ze zdziwienia, ale zdziwienie szybko zmieniło się na jego pysku w zadowolenie. — Nieźle! - zamruczał i zaszarżował na Dettlaffa, aby wskoczyć na niego i go powalić. Do tego już nawet wybił się do skoku, ale czy wyląduje na kocurze?
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Pochwała, naturalnie, była bardzo pokrzepiająca. Choć w swoje umiejętności nie wątpił, słyszenie od kogoś z kim walczył, że robi to dobrze było... no, miłe, po prostu. Nie mógł się jednak zbyt długo skupiać na tym, co się działo, bowiem moment rozproszenia i już - Węgorz leciał na niego z przesadną prędkością. Dzięki bogom jednak, nie przygwoździł go do ziemi... co więcej, ledwo się na nim trzymał! Dettlaff mimo to, łeb przycisnął mocno do piersi, a tylnymi łapami usiłował kopnąć Węgorza w brzuch, aby go z siebie zrzucić.
Nie wylądował perfekcyjnie na kocurze. Było to trochę krzywe, przez co nie utrzymał się długo nad Dettlaffem. Kocur trafił w łapę, przez co wojownik potoczył się na bok brudząc czarne futro śniegiem. Ale, to nie jest walka na poważnie, to sparing. Powinni to właśnie traktować jak dobrą zabawę! Szybko podniósł się na równe łapy. Postanowił tym razem zastosować coś innego niż atak. A oślepienie. Uniósł łapę i rzucił w stronę pyska samotnika trochę śniegu, aby go oślepić białym puchem. Pamiętał, jak pokazywała mu to Bratkowa Łąka, ale wtedy dostał ziemią po oczach. A Dettlaffowi warto pokazać, że podczas walki nie potrzebne są tylko pazury.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Moment radości z drobnej przewagi rozprysł się, jak śnieg po oczach kocura. Dettlaff za cholerę teraz niczego nie widział i... nie, to nie dobrze. Trafiać będzie musiał na oślep, a to - jak wiadomo - nigdy ani dobrze, ani wygodnie, ani nic. Mimo to, próbował trafić kocura w bok. Łapy starał się kierować w okolice jego żeber, miejsce było większe od pysku, więc możliwe że tam chociaż delikatnie łapami go muśnie.
— I to jest kolejny sposób jak możesz sobie radzić z przeciwnikiem. By zyskać przewagę, możesz go tak oślepić. Ziemią, błotem, śniegiem, co masz pod łapą - wyjaśnił. Skorzystał z okazji, że Dettlaff jest póki co oślepiony przez śnieg i pobiegł na wprost kocura głośno chrupiąc łapami po śniegu. Chciał uskoczyć na bok, ale napotkał się prosto z trajektorią lotu łapy, która uderzyła go w żebra. Kocur się przewrócił znowu na ziemię. Zaraz zmieni kolor futra z czarnego na czarno-biały. Poturlał się trochę po ziemi łapiąc mocny wdech. Na moment poczuł się dziwnie od takiego uderzenia w żebra, jakby przez moment nie mógł złapać wdechu. Ale wszystko było w porządku, trochę go bok bolał, ale ujdzie. Machnął ogonem i potrząsnął głową. Musi przejść do kontrataku. Ruszył z miejsca szarżując na kocura aby uderzyć go łapami w bok.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Załapał ten podchwytliwy ruch jakim było oślepianie. Czuł to na własnej skórze! Tuż po tym poczuł też, jak Węgorz uderza w jego bok, zmuszając go do padnięcia na chłodne podłoże. W czasie gdy padł na ziemię, mimowolnie zacisnął zęby, spróbował otworzyć oczy, ale... nie, jeszcze nie do końca widział. Ledwo zarysy postaci przed sobą. Podniósł się z ziemi, usiłując uderzyć frontalnie kocura, tak żeby się przewrócił. Jeśliby się to udało, usiłowałby przycisnąć go do ziemi. Niezbyt mocno, oczywiście, ale to by mu dało na moment przewagę!
Szczurowi zwinnie udało się powalić ciemnego wojownika. Ułatwiło mu to też to, że śnieg pod nimi był już udeptany i trochę śliski, przez co łapy na nim ślizgały się same. Węgorzowe Gardło nie miał za dużo czasu by zebrać się z ziemi przez śliską powierzchnię. Przez co Dettlaff nad nim zawisł, ale ciągle lekko oślepiony. Śnieg jest skuteczny o tej porze roku, ale piach w oczy jest jeszcze gorszy. Nawet i lepiej, że nie rzucił piachem w oczy kocura. Miałby i lekkie poczucie winy, że taka zabawa była by udręką dla niego przez piach w oczach. Ale nie chciał dać mu jeszcze takiej satysfakcji. Tylnymi łapami starał się kopnąć kocura by stracił równowagę. Jeśli się uda, pewnie też się przetoczy by go z siebie zrzucić.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
I kopnął! A Dettlaff odleciał od niego z cichym wydechem. Bolało, jak cholera, w końcu nikt chyba nie lubi jak się go kopie po brzuchu, prawda? Nie mógł jednak stać w miejscu i czekać na cuda, bowiem jeśliby była to prawdziwa walka, głodny krwi przeciwnik już usiłowałby go rozszarpać na strzępy. Parę sekund, i już gotował się do ataku. Próbował klepnąć Węgorza w bok, łapę celując niżej aby zahaczyć o jego brzuch. Wzrok powoli wracał mu do normy, więc jeśli teraz nie trafi - po prostu szczęście go opuściło.
Węgorz skutecznie zrzucił z siebie przeciwnika i stanął na równych łapach. Ale przewaga długo nie trwała. Jednak szczęście Dettlaffa nie opuściło. Trafił idealnie tam, gdzie chciał. Węgorzowe Gardło skrzywił się, kiedy kocur celnie trafił. Zaczęło im coraz to lepiej iść, ale za bardzo się rozkręcili by tak szybko to kończyć. A i Węgorzowi podobał się ten sparing na tyle, że ma ochotę go jeszcze pociągnąć! Otrzepał się szybko lekko uginając łapy od uczucia bólu. Dettlaff najwyraźniej go słuchał i pamiętał rady! Miło wiedzieć. Ale posłał mu lekki uśmiech by Gromownik nie miał obaw, że zrobił mu dużą krzywdę. Czarny Rzeczniak znowu pobiegł na kocura robiąc zamach łapą, aby uderzyć go w czubek głowy.