Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Atak Węgorza był udany, chociaż wyjątkowo niezbyt mocny. Dettlaff zamknął mocniej oczy w odruchu, po czym już po chwili znów gotował się do swojego ciosu - tym razem zamierzał łapą capnąć o bok szyi kocura. Nie miał zamiaru mu zrobić krzywdy, usiłował aby ruch był jak najdelikatniejszy - miało to jedynie pokazać, że pamięta o tym miejscu jako o "delikatnym".
Dettlaffowi udało się delikatnie pacnąć Węgorzowe Gardło w szyję, ale nie było to faktycznie mocne uderzenie. Nie zabolało go to szczególnie, ale lepsze to niż żeby uderzył tak, że by mu tchu zabrakło, no nie? Po uderzeniu odsunął się do tyłu by nabrać między nimi trochę dystansu. Znowu postanowił zaatakować od frontu celując łapą między oczy kocura. Ale oczywiście, bez pazurów. W końcu to tylko sparing! Chce poprzez sparing pomóc Szczurowi w powrocie do Klanu Gromu. Czemu to robi, skoro jest z Rzeki i powinien dbać o interesy swojego klanu? To cały Węgorz. Łatwo ufa innym i chce im pomóc, co nie zawsze idzie dobrze.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Szczęśliwym dla Dettlaffa trafem, Węgorz nawet go nie musnął, mimo że oriental nawet nie zdążył się od niego cofnąć. Czyżby się męczył, albo był to jakiś moment nieuwagi? Dettlaff nie chciał w jakiś niemiły sposób wykorzystywać błędu znajomego, toteż zamiast podciąć mu łapy, kiedy był w miarę nierówno ustawiony, postanowił zrobić to samo co tamten. Łapą, bez pazurów, wymierzył między jego oczy. Pytanie, czy trafi!
Węgorz nie wiedział, czemu nie trafił, ale Dettlaff wręcz przeciwnie - miał wspaniałego cela! Węgorza zabolało uderzone miejsce i potrząsnął kilka razy głową mrużąc oczy z bólu. Oj to miejsce zabolało szczególnie, a jeszcze bardziej by zabolało, gdyby poszło tu z pazurami. Stał tak jeszcze chwilę potrząsając głową, aż przestał. Ból ciągle odczuwał, ale już mniej. Da się przeżyć. Tym razem zaczął powoli okrążać Szczura jak zwierzynę, by w pewnym momencie wystartować w jego kierunku. Chciał trafić w bok, cokolwiek, aby go przewrócić na ziemię. Niech on też się poturla, a co!
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Tym razem Węgorzowi się udało chociaż... nie z taką siłą, z jaką chciał. Dettlaff na moment stracił równowagę, ale się nie wywrócił, krzyżując tym samym plany znajomego. Posłał mu zaraz przepraszające spojrzenie, zaraz szykując się do swojego ataku. Plan prosty, otrzaskał mu już pyszczek, więc teraz przerzucił się na to co chciał wcześniej - korzystając z tego, że byli blisko siebie, starał się podciąć mu przednie łapy tak, by ten upadł na śnieg... znowu.
Szczur niepotrzebnie tak przeżywał ten sparing, ale co się dziwić. Najwyraźniej boi się nowemu zrobić krzywdę, ale takie coś dla Węgorza to w zasadzie nic. Parę siniaków jeszcze nikogo nie zabiło. Tym razem Dettlaff nie trafił, ciemny wojownik zdołał uskoczyć przed jego atakiem. Zaparł się dobrze łapami i znowu ruszył na kocura, aby spróbować szczęścia ze wcześniejszym ataku - uderzyć bo w bok i zrobić z niego śnieżnego krokiecika.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Na jego nieszczęście, tym razem poszło mu chyba gorzej niż przedtem, bowiem Dettlaff... w ogóle nie oberwał! Łapa Węgorza przeleciała obok kocura, powietrze świsnęło i tyle z tego. Teraz znów była kolej orientala. Tracił pomysły gdzie klepać znajomego, pysk obity, szyja obita... spróbował raz jeszcze podciąć mu łapy. Gdyby się przewrócił, usiłowałby go przytrzymać na ziemi.
No i tu wymienili się brakiem celu. Dettlaff nie trafił, potem Węgorzowe Gardło nie trafił, ale kolejka skończyła się na celnym przygwożdżeniu przez Dettlaffa. Wpierw tylko oberwał w łapy, a potem kompletnie poczuł zimny grunt pod sobą. Chyba faktycznie skończy na byciu biało-czarnym. Węgorzowe Gardło przez chwilę leżał pod orientalem, a z jego pyszczka co chwilę ulatniała się biała para przez to jak dyszał. Chyba wkrótce będą kończyć, bo Węgorz powoli łap nie czuje. Posłał mu pogodny uśmiech by się nie zmartwił znowu i postanowił tylnymi łapami kopnąć kocura w brzuch by go z siebie zrzucić.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Słabo mu poszło - czuł niemal nic. Faktycznie chyba robiło się mu gorzej, bo jego ruchy były coraz bardziej chaotyczne. Dettlaff... nie wiedział sam jak się czuł. Nie miał zamiaru się poddawać mimo wszystko. Jako, że ruch się mu udał i górował nad Węgorzem, szybko pchnął łeb na jego gardło, gdzie nawet pysku nie otworzył. Po prostu chciał spróbować trafić go nosem tam, gdzie mógłby zrobić potencjalną krzywdę.
Czas to powoli kończyć. Chce chociaż kocura z siebie zrzucić i ogłosić koniec "treningu". Nie mógł powstrzymać głośnego pomruku, który wydobył się z jego gardła czując nos na swoim gardle. Może i sparing, ale takie coś po prostu łaskocze! A jest nawet przyjemne. Ale długo nie leżał w bezruchu, nie chciał dać mu takiej satysfakcji ze zwycięstwa! Węgorz znowu ponowił próbę kopnięcia go w tylne łapy, aby zrzucić z siebie napastnika.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Ponownie, niezwykle słaby atak ze strony Węgorza. Dettlaff jedynie delikatnie odskoczył, wykonując jeszcze raz ten sam ruch - tym razem z drugiej strony jego szyi. Starał się przyłożyć pysk w delikatne miejsce, i nosem łaskotać go tak, jak powinien zębami po ciele swojej ofiary. Węgorz na szczęście był jedynie przyjacielem-nauczycielem, więc gdyby się mu udało i by trafił w odpowiednie miejsce, nie ucierpiałby zbyt bardzo!
No i przegrał. Czarny wojownik nie miał sił na dalszą walkę głównie przez zimno i aktywny sparing. Zarechotał cicho pod nosem i ułożył łapę na długim, chudym pysku samotnika. — Dobra, wygrałeś. Pierwszy raz a mnie kompletnie zjechałeś - zaśmiał się i wyślizgnął spod kocura otrzepując się ze śniegu. Kawałki białego puchu rozleciały się wszędzie i odczepiły od czarnego futra wojownika, który z rozbawieniem spojrzał na swojego "ucznia". — Ale dobra robota. Nie jest to wszystko, czego mogłem cię nauczyć bo zajęło by nam to znacznie więcej czasu, ale z tym co wiesz ode mnie trening z prawdziwym mistrzem powinien ci pójść szybciej - powiedział. Futro nie do końca miał wyczyszczone ze śniegu, ale będzie martwił się o to później.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Uśmiechnął się delikatnie na przyznanie, że wygrał. Oczywiście, poniekąd był to powód do dumy - nawet jeśli w swoje umiejętności waleczne nie wątpił. Szybko jednak się od niego odczepił, sam się otrzepał i wzruszył delikatnie barkami. - Możliwe, że jeszcze znajdziemy szansę na taki trening - bo jeśli nie zostanie przyjęty do Klanu dziś, to... właśnie, na boga, granica. - Chcesz iść ze mną... poczekać na patrol? Wiesz. Jak nie będą nadchodzić zbyt długo, po prostu wrócisz do siebie.
Odparł krótko. Nie musieli iść razem w ogóle.
A mimo to, poszli. Miły kot z Węgorza.
xxPrzyroda budziła się do życia, a do wiązało się z rosnącą ilością zwierzyny. Rosa o tym wiedziała, dlatego przemieszczała się po różnych zakątkach klanowych terenów, szukając co lepszego miejsca na polowanie. Tym razem łapy zaniosły ją do Kłującego Gąszczu. Kremowa samotniczka wybrała sobie miejsce, gdzie cierni nie było dużo i nie musiała co chwila doświadczać mało przyjemnego ciągania przez kolce futra. Usiadła w pewnej odległości od jednego z krzewów malin, na których pojawiały się pierwsze pączki liści. Zauważyła między gałązkami mysią norkę i czuła wyraźny świeży zapach piszczka, więc istniała szansa, że gryzoń lada moment wyjdzie z norki, a wtedy Rosa będzie miała gotowy obiad. W czasie czekania jednak odpłynęła myślami w odległe strony, myśląc nad kwestią, która od pewnego czasu nie dawała jej spokoju. Do klanów można dołączyć nawet będąc dorosłym samotnikiem. A przynajmniej do Klanu Rzeki. Czy to oznaczało, że mogła spróbować dostać się do swojego rodzinnego klanu Cienia? Nie była jednak pewna, czy tego chciała. Jak by zareagowały na to klanowe koty? Czy zostałaby dobrze przyjęta? A może nie, ze względu na reputację jej matki, która aniołkiem nie była i być może nabałaganiła w klanie więcej, niż Rosa była świadoma? Może w takim razie Klan Rzeki? Miała tam już kilka znajomych. Tam jednak byłaby zupełnie obca. Kremowofutra nie wiedziała, co było dla niej lepsze i co powinna wybrać. Może jednak zostać samotnikiem, tak jak przez całe życie dotychczas? Pochłonięta myślami, wpatrywała się w ciszy w mysią norkę, w której nadal nic się nie pokazywało.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Przemierzała tereny lekkim krokiem, nie idąc w żadnym konkretnym kierunku, nie mając żadnego konkretnego celu. Okazało się, że pomimo tego, że w Klanie było jej całkiem dobrze, zwłaszcza teraz, gdy zdążyła już się nieco zadomowić i przestała spodziewać się, że zaraz wszystko zawali jej się na głowę, wciąż potrzebowała od czasu do czasu znaleźć się ''na wolności''. Z daleka od zasad, granic i wszystkich tych, których pyszczki widywała codziennie. Sama nie wiedziała, z czego to wynika. Czy chodziło o zwykłe przyzwyczajenie, czy może o coś więcej? Szczerze mówiąc, nigdy się nad tym szczególnie nie zastanawiała. Po prostu żyła swoim życiem i pozwalała, by łapy niosły ją tam, gdzie chciały. Zwykle w takich momentach pogrążała się w myślach, czasem poważniejszych, czasem nie.
Teraz również była na tyle zamyślona, że nawet nie zauważyła, że zbliżyła się do jakiegoś obcego kota. A dokładniej do kotki, o piaskowym, puchatym futerku, całkiem ładnej zresztą. Odruchowo spięła się nieco; życie poza Klanem nauczyło ją, że większość obcych kotów raczej nie rzuci się jej do gardła, lecz wciąż nie znaczyło to, że ufała zawsze i każdemu. Nie od razu. Zawsze starała się zachować podstawową ostrożność, nawet kiedy chciała rozpocząć z kimś rozmowę, tak jak teraz.
- Dzień dobry! - rzuciła, uśmiechając się uprzejmie. Nieznajoma kotka była ładna i nie wyglądała, jakby robiła coś szczególnego, dlatego Czereśnia nie widziała powodu, by jej nie zaczepić. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal