Dość rosły kocur o długim, złotym futrze z charakterystycznym czarnym nalotem ciągnącym się od końca grzbietu aż do łap. Nalot przechodzi również na jego puchaty, długi ogon, który mimo, że nieco ciemniejszy, jest biały od spodu. Ma dość mocno bursztynowe oczy. Posiada biel ciągnącą się od nosa i "rozlewającą się" w kryzę. Nieco niżej ma również kolejną plamę bieli, która zakręca aż na tył jego przednich łapek. Po matce odziedziczył dość długie wąsy, natomiast po ojcu, charakterystyczną "M-kę" z pręg na czole. Ma pręgowanie ticked.
Zdecydowanie ogranicza mówienie, szczery do bólu. Ma dość duże ambicje i wymagania wobec siebie, dodatkowo często się przepracowuje. Mimo bycia raczej typem samotnika umie docenić towarzystwo innych. Oddany rodzinie, a tym samym klanowi ponad życie. Dość mocno wierzy w klan gwiazdy i rygorystycznie trzyma się ich zasad.
Słonecznik/Apollo [KW], Gremlin [NŚ], Barwa [KR]
Odkąd nieco przekonała się do wychodzenia z obozu samotnie, niemal każdy ranek spędzała na porannych patrolach. Niby nie była do nich przydzielana, aczkolwiek nie przeszkadzało jej to. Wymykała się sama, na niby polowanie, które tak naprawdę zamieniało się w jednoosobowy patrol graniczny, tak na w razie czego. Nie wiedziała po co to wszystko robi. Ale czuła się bardziej potrzebna. No i z tego co pamiętała jej ojciec kiedyś robił coś podobnego. Pamiętała jak kiedyś jako kociak podsłuchała jego rozmowę z mamą, która zarzucała mu, że robi go za dużo i przez to nie spędza z nimi aż tak dużo czasu. Dobrze, że Kuna już nie miała aż tyle kotów, z którymi musiała spędzać czas.
Jej pysk akurat wystawiony został na poranną bryzę dobiegającą znad Grzmiącej Rzeki, kiedy do jej nozdrzy dopłynął również jakiś inny, nieznajomy zapach. Niemal od razu wysunęła pazury, napinając ze stresu mięśnie i rozglądając się uważnie dookoła, jednocześnie posuwając się powoli do miejsca, z którego dobiegała ów woń. Dostrzegła jasne futro po drugiej stronie rzeki niemal od razu... i na chwilę się zatrzymała wbijając w nie intensywne spojrzenie. Czuła się... dziwnie. Z jakiegoś powodu nie chciała przeganiać kotki. Może nie powinna? Przecież tylko sobie siedziała i nie wadziła nikomu. Kuna, ogarnij się. Potencjalne niebezpieczeństwo to potencjalne niebezpieczeństwo. Rozluźniła się jednak trochę, podchodząc jakby nigdy nic do granicy i stając przeciwlegle do tego brzegu rzeki, na którym stała nieznajoma. - Jesteś niebezpiecznie blisko granicy klanu Gromu. Mam nadzieję, że nie zamierzasz przekroczyć tej rzeki? - miauknęła o wiele milej niż by chciała.
You gotwhatyoubeenaskingfor ★【Yourfantasywheels andeverything you think 】★ Andeverythinkyoufeel ♡⸻ Isalright,alright,ALRIGHT,ALRIGHT,A L R I G H T ⸻♡
Do nozdrzy kolorowej kotki dotatło cuchnięcie gromiaków. Oho! Czyżby ktoś się tu do niej przypałętał? Nigdy nie pomyliłaby tego zapachu, bo choć nie była już wśród gromowych kotów wieki, dalej ten smród się za nią ciągnął, wiedziała jak pachniał, jak go rozpoznać. Tym razem więc nie mogła się mylić.
Nim podniosła w ogóle głowę znad rzeki, dosłyszała ostrzegawcze słowa z drugiej strony rzeki. Nie brzmiały jednak ostro, absolutnie, nie wyczuła w ogóle w tonie kotki czegokolwiek groźnego. No, gromiak to był na pewno, temperament iście klanowy, ale... chyba kotka z natury była miękka. Albo miała do czegoś słabość, tylko do czego. - Ślicznotko ty jedna, nie śmiałabym się narazić komuś takiemu jak ty. Poza tym, rzeka jest zimna dla mojego języka, a co dopiero dla reszty ciała. Chyba sobie odpuszczę napastowanie waszych terenów - mówiła rozbawiona, uśmiechając się ciepło w jej stronę. Nie wiedziała kiedy grom stał się klanem samych pięknych panienek i panów, ale niedawno spotkała Wietrzną Łapę i był niczego sobie, dokładnie tak, jak kotka po drugiej stronie rzeki. Była ciekawe kogo jeszcze mają w zanadrzu, skoro młode koty rodziły się tak interesujące. - Wypatrujesz gwiazd, bo u was nie ma, czy co tutaj robisz? - zadała jeszcze swoje pytanie, wciąż uśmiechając się do niej czarująco.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Dość rosły kocur o długim, złotym futrze z charakterystycznym czarnym nalotem ciągnącym się od końca grzbietu aż do łap. Nalot przechodzi również na jego puchaty, długi ogon, który mimo, że nieco ciemniejszy, jest biały od spodu. Ma dość mocno bursztynowe oczy. Posiada biel ciągnącą się od nosa i "rozlewającą się" w kryzę. Nieco niżej ma również kolejną plamę bieli, która zakręca aż na tył jego przednich łapek. Po matce odziedziczył dość długie wąsy, natomiast po ojcu, charakterystyczną "M-kę" z pręg na czole. Ma pręgowanie ticked.
Zdecydowanie ogranicza mówienie, szczery do bólu. Ma dość duże ambicje i wymagania wobec siebie, dodatkowo często się przepracowuje. Mimo bycia raczej typem samotnika umie docenić towarzystwo innych. Oddany rodzinie, a tym samym klanowi ponad życie. Dość mocno wierzy w klan gwiazdy i rygorystycznie trzyma się ich zasad.
Słonecznik/Apollo [KW], Gremlin [NŚ], Barwa [KR]
Kuna nie lubiła komplementów. Znaczy lubiła, ale nie takie, które odwoływały się stricte do jej wyglądu. Zawsze odczuwała wtedy pewnego rodzaju dyskomfort, jakby to nie do niej powinny być owe słowa kierowane. Powoli chyba zaczynała rozumieć o co jej w tym wszystkim chodzi, ale na to był jeszcze czas. Natomiast kotka stojąca przed nią wymagała natychmiastowej interwencji. No może nie natychmiastowej, bo nie wydawała się skora do przekraczania granicy. A wręcz... posłała jej uśmiech? Kuna stała przez chwilę jakby coś ją wryło w ziemię, nie do końca wiedząc jak powinna się zachować. Z jednej strony kotka mogła być potencjalnym intruzem, a z drugiej... Przecież uśmiechała się i nie wyglądała jakoś groźnie... Ugh, od kiedy w ogóle zwraca uwagę na takie rzeczy? Jednak uśmiech kotki był w jakiś sposób zaraźliwy, więc po chwili niepewności Kuna odwzajemniła się tym samym, jednocześnie jednak ciągle nie spuszczając z samotniczki wzroku, jakby zaraz miała jednak złamać obietnicę nie wstępowania na tereny. Nie umiała jednak jakkolwiek skomentować słów kotki. Nie wiedziała dlaczego, z reguły na wszystko znajdywała przynajmniej jedno słowo, a teraz jakby nagle zgłupiała. Może rzeczywiście powinna wstawać trochę wcześniej, aby na swoich porannych patrolach być nieco bardziej rozbudzoną? - Oj, w obozie akurat widać o wiele więcej niż gwiazdy. - miauknęła, starając się jednak ukryć oburzenie tak często towarzyszące jej w momentach, kiedy ktoś twierdził, że gromiakom czegokolwiek brakuje. Co prawda nie wiedziała co może być czymś więcej niż gwiazdy, gdyż w sumie akurat to je Kuna lubiła obserwować najbardziej, aczkolwiek na pewno by się coś znalazło. - Chociaż jak widzisz, czasami poza obozem też mogą się trafić ciekawe widoki. Na przykład samotnicy plączący się po granicach. Dlatego tak często wychodzę na samotne patrole. - podsumowała, w porę gryząc się w język zanim powie za dużo. Chociaż nie umiała nie zapytać kotki chociaż o jedną rzecz. - Nigdy nie rozumiałam samotników. Nie chciałabyś należeć do jakiejś grupy? Nigdy nie czułaś takiego... no nie wiem chęci należenia do czegoś większego? Albo po prostu posiadania kogoś obok? Chyba, że się przeliczyłam i już do jakiejś grupy należysz, bo powiem szczerze, że nie wyglądasz jak typowy samotnik. A przynajmniej taki, których ja kiedykolwiek spotkałam. - zapytała, jednocześnie jeszcze raz starając się wyczuć od kotki cokolwiek więcej niż tylko miks nieznanych jej zapachów. Nic z tego jednak nie wyszło.
You gotwhatyoubeenaskingfor ★【Yourfantasywheels andeverything you think 】★ Andeverythinkyoufeel ♡⸻ Isalright,alright,ALRIGHT,ALRIGHT,A L R I G H T ⸻♡
Zaśmiała się melodyjnie, kręcąc głową. Och tak, była czystym gromiakiem. Co więcej, gdy Klisza była jeszcze częścią tego klanu, zachowywała się bardzo podobnie. Chyba gromiakiem trzeba się po prostu urodzić, każdy ma takie same cechy, każdy reaguje i zachowuje się tak samo. Urocze. - Och, wątpię. Mnie jeszcze nie widziałaś w obozie, a szkoda, niektórzy i do gwiazdek mnie porównują - odparła, wciąż z tym samym, melancholijnym, trochę podpuszczającym uśmiechem. Żałowała, że teraz były po dwóch stronach rzeki, zdecydowanie wykorzystałaby ich niewielką odległość do fizycznego kontaktu, którym także potrafiła zahipnotyzować, gdy tylko miała do tego okazję. Niestety będzie musiała się posługiwać tylko słowami, szkoda, wielka szkoda. - Tak? A jak wygląda typowy samotnik, co? - zapytała zamiast odpowiedzieć na wszystkie jej pytania, śmiejąc się przy tym wdzięcznie. Myślała prostolinijnie, kolejna rzecz cechująca wszystkie gromowe wypryski. To było aż rażąco nieprawdopodobne, że nieznajoma kotka była klanem gromu samym w sobie, nie musiałaby nawet znać ich zapachu, by po samej rozmowie to stwierdzić. - Wiesz, czasami grupa dusi, ogranicza. Czasami grupa sprawia, że nie możesz być tym, kim chcesz być, a twoje decyzje byłyby dla wielu niemoralne, więc łatwiej ich po prostu wszystkim nie przestawiać. Klan nie jest dla każdego - dodała po dłuższej przerwie, uznając, że nie zostawi tak cierpiąca na brak odpowiedzi kotkę.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Dość rosły kocur o długim, złotym futrze z charakterystycznym czarnym nalotem ciągnącym się od końca grzbietu aż do łap. Nalot przechodzi również na jego puchaty, długi ogon, który mimo, że nieco ciemniejszy, jest biały od spodu. Ma dość mocno bursztynowe oczy. Posiada biel ciągnącą się od nosa i "rozlewającą się" w kryzę. Nieco niżej ma również kolejną plamę bieli, która zakręca aż na tył jego przednich łapek. Po matce odziedziczył dość długie wąsy, natomiast po ojcu, charakterystyczną "M-kę" z pręg na czole. Ma pręgowanie ticked.
Zdecydowanie ogranicza mówienie, szczery do bólu. Ma dość duże ambicje i wymagania wobec siebie, dodatkowo często się przepracowuje. Mimo bycia raczej typem samotnika umie docenić towarzystwo innych. Oddany rodzinie, a tym samym klanowi ponad życie. Dość mocno wierzy w klan gwiazdy i rygorystycznie trzyma się ich zasad.
Słonecznik/Apollo [KW], Gremlin [NŚ], Barwa [KR]
Zagryzła zęby starając się przemilczeć porównanie kotki do gwiazdy. Ona się tu stara być profesjonalna a ta jakże... ta samotniczka chyba usilnie stara się ją w jakiś sposób rozproszyć. I jak na razie niezwykle dobrze jej to szło. - Może gdybym mogła zobaczyć cię w obozie powiedziałabym to samo- Ale nie mogę, jaka szkoda. - miauknęła niby z udawanym smutkiem, chociaż mówiąc szczerze kotka ją zaintrygowała. I to bardzo. Chętnie zobaczyłaby kogoś takiego w szeregach klanu, mimo iż podświadomie czuła, że szylkretka raczej nie wpasowałaby się w życie klanowe. Chociaż może gdyby spróbowała. Wszystko było możliwe. Na razie Kuna jednak miała inną, ciekawą kwestię do rozwiązania. No bo właśnie, co miała na myśli, mówiąc, że kotka nie wyglądała jak typowy samotnik? Znaczy doskonale wiedziała co. Była ładna, zadbana i jakby, hipnotyzująca. Kuna znała wielu samotników, jednak żaden z nich nie wydawał się tak godny zaufania, wręcz zachęcający żeby się z nim poznać bliżej. Natomiast szylkretka miała jednak naokoło siebie jakąś zapraszającą aurę. - Nie wiem, z reguły są niezadbani, aroganccy i śmierdzą. - bąknęła tylko, starając się raczej mówić o tym jacy są inni, aniżeli powiedzieć chociaż słowa o kotce. Bała się, że powie za dużo. - A kim ty byś chciała być? - walnęła bez zastanowienia, słysząc odpowiedź kotki odnośnie klanów. W tym momencie czuła jakby się nieco rozluźniła. Usiadła i schowała pazury, wpatrując się tylko w kotkę po drugiej stronie rzeki. Z jakiegoś powodu chciała wiedzieć o niej więcej. O tych jej niemoralnych decyzjach czy tym dlaczego w klanie podobno się można udusić. I to nie z tych powodów co zwykle. Nie szukała sposobu żeby przekonać byle samotnika do dołączenia. Tylko rzeczywiście chciała dowiedzieć się czegoś więcej o samej szylkretce.
You gotwhatyoubeenaskingfor ★【Yourfantasywheels andeverything you think 】★ Andeverythinkyoufeel ♡⸻ Isalright,alright,ALRIGHT,ALRIGHT,A L R I G H T ⸻♡
- Zawsze możesz mnie widywać poza nim, słońce. Wiesz, wystarczy się rozejrzeć i wszędzie będę - mrugnęła w jej stronę porozumiewawczo, uśmiechając się szeroko. Och, uwielbiała to robić, już zapomniała jak bardzo! Uwielbiała tak intrygować, uwielbiała zaczepiać, sprawiać, że koty które z nią rozmawiają wpadają w zawstydzenie, speszenie, które czują przyjemny dyskomfort. Albo szukała takich reakcji, może desperacko wyszukiwała ich w każdym kocie. Cytrynka tak robiła. Cytrynka zawsze się niezręcznie uśmiechała, zawsze się rumieniła, zawsze była zawstydzona. Oddałaby wszystko, by znów to zobaczyć. Taką samą reakcję. Identyczną. Szukała jej wszędzie, czarowała koty WSZĘDZIE, tylko po to, by ktoś zareagował tak samo jak ona. Jak na razie nikt jednak tego nie zrobił.
Zaśmiała się melodyjnie, słysząc opis 'typowego' samotnika. Cóż, ona zdecydowanie nie wpasowywała się w ten kanon, choć może nie piękna, bo opis nieznajomej kotki za nic w świecie nie opisywał czegoś ładnego, urokliwego. Niemniej rzeczywiście, i ona wpadła już na takich samotników, choć wpadła także i na niezadbanych, zależy od kota, co nie? - Twoja - posłała jej szeroki uśmiech, gdy została zapytana kim by chciała być. Może trochę bezczelnie, bo powiedziała to bez najmniejszego zastanowienia, niemniej nie zamierzała się z tego wycofywać. - I wolna. Nie chcę, by ktoś mi rozkazywał co mam robić, nie chcę mieć obowiązków względem kogoś innego, nie chcę opiekować się starszyzną i jeść po wojownikach, gdybym wciąż była terminatorem. Tu nikt mi nie dyktuje zasad i nikt mnie nie karci, gdy ich nie przestrzegam - dodała, wzruszając ramionami. Może jej wypowiedź nieco nakieruje kotkę na to, że Klisza doskonale wiedziała jak działa klan, a gdyby okazało się, że gromiak ma przynajmniej dwie szare komórki, może nawet domyśliłaby się dlaczego i skąd.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Dość rosły kocur o długim, złotym futrze z charakterystycznym czarnym nalotem ciągnącym się od końca grzbietu aż do łap. Nalot przechodzi również na jego puchaty, długi ogon, który mimo, że nieco ciemniejszy, jest biały od spodu. Ma dość mocno bursztynowe oczy. Posiada biel ciągnącą się od nosa i "rozlewającą się" w kryzę. Nieco niżej ma również kolejną plamę bieli, która zakręca aż na tył jego przednich łapek. Po matce odziedziczył dość długie wąsy, natomiast po ojcu, charakterystyczną "M-kę" z pręg na czole. Ma pręgowanie ticked.
Zdecydowanie ogranicza mówienie, szczery do bólu. Ma dość duże ambicje i wymagania wobec siebie, dodatkowo często się przepracowuje. Mimo bycia raczej typem samotnika umie docenić towarzystwo innych. Oddany rodzinie, a tym samym klanowi ponad życie. Dość mocno wierzy w klan gwiazdy i rygorystycznie trzyma się ich zasad.
Słonecznik/Apollo [KW], Gremlin [NŚ], Barwa [KR]
Wywróciła teatralnie oczami na słowa odnoszące się do widzenia jej wszędzie. Nie, żeby Kuna miała coś przeciwko... Aczkolwiek wątpiła, żeby kodeks na to pozwalał. - Niestety póki jesteś samotniczką chyba będę musiała odmówić skorzystania z tej oferty. - miauknęła w porę gryząc się w język zanim zdążyła dodać jakikolwiek epitet do samej oferty. Miała być profesjonalna. Spokojna i opanowana. Wdech, wydech. Wdech- Odpowiedź kotki zaczęła wybrzmiewać jej w głowie, a Kuna niemal automatycznie spuściła wzrok, czując jakby miała się zapaść pod ziemię. Była głupia, głupia i dziecinna. Tak się dać omotać i to byle komu! Nie umiała przestać przeklinać wszystkiego i wszystkich, jednak niekomfortowe ciepło zdawało się jej nie opuszczać. Złota wyprostowała się, starając ukryć swój jakże zażenowany samą sobą, godny kociaka, stan. Jej wzrok znowu wrócił na szylkretkę, jednak puszysty ogon zamiatał nerwowo ziemię. Zamiast skupić się na tym co usłyszała, starała się usilnie przenieść uwagę na nową wiedzę, którą przekazywała jej samotniczka. Naprawdę się starała. Jednakże to jedno słowo i ten parszywie ciepły uśmiech ciągle pojawiał się przed jej oczami, jakby Kuna oglądała zepsuty film. Starała się więc skupić na szczegółach, jakkolwiek odnieść w inny sposób do kolejnych słów kotki. I na szczęście jej się to udało. Bo jednak czasami potrafiła myśleć. Tylko kiedy chciała. Ale potrafiła. Odchrząknęła cicho, żeby przeczyścić gardło i dziwny smak na język, ale również własne myśli, zanim się odezwie. - Chciałabym powiedzieć, że obowiązki życia w klanie są z reguły czymś przyjemnym, aczkolwiek widzę, że ty sama masz z nimi inne doświadczenie. Dziwne bo dziwne, ale nie mnie to oceniać. Dawno uciekłaś? I z którego klanu, bo jakoś cię nie kojarzę. - nie żeby Kuna w ogóle kojarzyła koty z innych klanów, ale to wolała przemilczeć.
You gotwhatyoubeenaskingfor ★【Yourfantasywheels andeverything you think 】★ Andeverythinkyoufeel ♡⸻ Isalright,alright,ALRIGHT,ALRIGHT,A L R I G H T ⸻♡
- Taaak? A jakbym nie była, to byś nie odmówiła? - zaśmiała się, posyłając jej do granic możliwości przesłodzony uśmiech. W sumie, to kotka po drugiej stronie rzeki była śmieszna. Ciekawa na pewno, rzadko zdarzało się spotkać koty, które uporczywie udają kogoś, kim nie są, nie w tym momencie. Klisza doskonale czuła, że ta próbuje być jakkolwiek poważna, próbuje zachowywać się tak, jak ją nauczono zachowywać się w takich sytuacjach. Ale chyba to złudzenie porządnej, gromowej wojowniczki umykało jej między palcami, bo kolorowa kotka bez problemu wyczuła jakiś blef, oszustwo, choć nie była za to zła, bardziej ją to bawiło. Nie wyśmiewała jej jednak, a wykorzystywała to, co wiedziała. - Przesłuchiwanie samotników to też twój klanowy obowiązek? Kto wprowadza takie reformy? - zapytała, zamiast odpowiedź na jej pytania. Nie miała problemów by przyznawać się do tego skąd pochodzi, mimo wszystko pytania, jakie ta jej zadawała nieco ją uwierały. Nawet nie wiedziała dlaczego, może jeszcze chciała ją przytrzymać w niepewności, że pochodzi z dokładnie tego samego klanu co ona, że spała na tych samych legowiskach, że leczyła się u tego samego medyka? Może to też była forma zabawy, może Klisza się po prostu bawiła, czyli tak, jak przez całe życie. Uciekła z klanu, bo tam prócz zabawy miała obowiązki, a ona chciała się tylko bawić. Klanowe przynależności były dla niej nie na łapę.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Dość rosły kocur o długim, złotym futrze z charakterystycznym czarnym nalotem ciągnącym się od końca grzbietu aż do łap. Nalot przechodzi również na jego puchaty, długi ogon, który mimo, że nieco ciemniejszy, jest biały od spodu. Ma dość mocno bursztynowe oczy. Posiada biel ciągnącą się od nosa i "rozlewającą się" w kryzę. Nieco niżej ma również kolejną plamę bieli, która zakręca aż na tył jego przednich łapek. Po matce odziedziczył dość długie wąsy, natomiast po ojcu, charakterystyczną "M-kę" z pręg na czole. Ma pręgowanie ticked.
Zdecydowanie ogranicza mówienie, szczery do bólu. Ma dość duże ambicje i wymagania wobec siebie, dodatkowo często się przepracowuje. Mimo bycia raczej typem samotnika umie docenić towarzystwo innych. Oddany rodzinie, a tym samym klanowi ponad życie. Dość mocno wierzy w klan gwiazdy i rygorystycznie trzyma się ich zasad.
Słonecznik/Apollo [KW], Gremlin [NŚ], Barwa [KR]
I znowu ten uśmiech. Ten głupi uśmiech i Kuna czuła jakby chciała nagle szczerze odpowiedzieć na wszystkie pytania. A najgorsze było to, że nijak jej ten fakt nie przeszkadzał. - Wtedy mogłabym się nad tą ofertą zastanowić. - miauknęła tylko, starając się jednak mimo wszystko nie udzielać kotce aż tak szczerych odpowiedzi. Chociaż ona i tak pewnie już wiedziała, że Kuna wpadła w jej sidła.
Jednakże słysząc kolejne pytanie kotki, jakoby się z nich wyplątała. Czy naprawdę tak ciężko jest powiedzieć coś o sobie? Fuknęła pod nosem cicho, starając się jednak wpaść na jakkolwiek dobrą odpowiedź. Czuła się jak w jakieś grze. Jakby musiała poprawnie odpowiedzieć na wszystkie pytania, aby wygrać i dostać od kotki chociaż najmniejszy okruch informacji. - Może nie obowiązek ale pasja, szczególnie jeśli spotyka się kogoś nieco ciekawszego. - odpowiedziała w końcu, finalnie pozwalając sobie rzucić kotce nieco bardziej wyzywające spojrzenie. - Czy pytanie o imię nieznajomych również zalicza się do przesłuchania?
You gotwhatyoubeenaskingfor ★【Yourfantasywheels andeverything you think 】★ Andeverythinkyoufeel ♡⸻ Isalright,alright,ALRIGHT,ALRIGHT,A L R I G H T ⸻♡
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
Trening...cóż, niby ruszył, niby nie - na pewno nie miał tyle na głowie, że nie mógł nigdzie wychodzić. Wręcz przeciwnie, częściej miał czas do siebie, niż go nie miał! Czemu miałby więc próżnować i nic nie robić? Bezsens, niezwykle irytujący, utwierdzający go w fakcie, że w wszystko i wszyscy są przeciw niemu. Wyruszył więc dziś... daleko, daleko poza granice. Wszystkich dotychczasowych spotkań z sąsiadami miał dość. Aż dziw, że tylko spotkanie z Szyszką był, tsk, normalne. Poza granicami, w każdym razie, też spotykał dziwaków. Ta szara przemądrzała krzykula? Masakra. Ale lepsze to, niż dorośli którzy w łbie mają łajno, nic poza tym.
Spacer przerwał dopiero w chwili, gdy przeszedł na drugą stronę Śliskich Skałek. Tu mógł przystanąć i odpocząć, od obozu i tak przemaszerował zdecydowanie spory kawałek.
[Perła!]
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Księżyce: 138 Płeć: kotka Matka: Jasmine (*) Ojciec: Wartki Strumień (?) Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Księżyce: 138 Płeć: kotka Matka: Jasmine (*) Ojciec: Wartki Strumień (?) Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Wydoroślała. Pierwsze, co można z łatwością powiedzieć. Rysy twarzy zrobiły się nieco szlachetniejsze, poważniejsze. Naznaczone zębem czasu. Delikatne we własnej smukłości, nadające jej tej dziwnej wrażliwości, najczęściej widzianej w porcelanowych lalkach. Oczy ma sarnie, okrągłe, w ciepłej barwie złota. Raz po raz błyskające z pomocą blasku słońca, który wyjątkowo chętnie się w nich odbija. Znajduje w nich swoją ostoje. W jej szacie dominuje biel, gdzieniegdzie przecinana miedzianymi łatami, mieszającymi się z czernią. Jedna znajduje się na samym czubku głowy koteczki, ciągnąc się do tyłu i rozlewając za uszami. Dalej jest pojedyncza, spora ciemna plama po prawej stronie jej tułowia, przecinana przez przebłyski jaśniejszej sierści. I ostatnia - obejmująca cały ogon koteczki. Na wierzchu w kolorze smoły, a pod spodem w kolorze jasnego brązu. Na jej łatach można wyróżnić również grube, czarne, klasyczne pręgi. Bokobrody ma gęste, nieco zaokrąglone, widocznie odstające od kryzy. Wraz z nią tworząc kształt podobny do ósemki. Długie futro Perły jest jedwabiste, bardzo zadbane. Przyjemne w dotyku, miękkie. Zapadające się pod najmniejszym dotykiem. Trudno na nim o jakąkolwiek nieskazitelność, czy też paproch. Nos ma różowy, tak samo jak opuszki. Na jej wywiniętych do tyłu uszach (tak jak u kotów rasy american curl) goszczą drobne, białe frędzelki. Ogon ma pawi – futro niczym wodospad zaczynające się od jej grzbietu skierowane jest ku dołowi. Z budowy filigranowa, sylwetkę ma mocno zdefiniowaną, odznaczającą się pod jasnym futrem. Wzrostowo mieści się raczej w niższym przedziale, ale można uznać, że jest średnia. Posiada bliznę na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa, szramę na grzbiecie i ledwie widoczny ślad po pazurach na pysku, przykryty przez gęste futro.
Delikatna niczym płatek śniegu. Wzbijająca się w górę i powoli opadająca, łącząc się z biała pierzyną. Po jej całym ciele ciągnie się ścieżka wydeptana poprzez kocięce łapy. Nawyki, zachowania, ideały, które wgryzły się w jej skórę. Brak autorytetów, mogących prowadzić ją przez życie, skutecznie sprawił, że dawny sposób bycia niczym zaraza przeniósł się na kotkę, permanentnie ją naznaczając. Jej całokształt został stworzony na błądzeniu w chmurach, w poszukiwaniu gwiazd. Na niewinności i braku krzty zrozumienia dla ogólnego działania świata. Niepewna siebie, w pełni świadoma tego, że tak naprawdę mimo tylu księżycy na karku nie wie absolutnie nic oprócz tego, jak przetrwać. Niskie poczucie własnej wartości i brak wiary we własne słowa, postanowienia, śmiało zrodził łatwowierność. Chętne łykanie miodu, nawet tego złożonego z samych, wyjątkowo widocznych kłamstw. Bo uważa większość kotów za mądrzejsze o niej, bardziej obeznane, dlatego własne wątpliwości wobec nich śmiało wycisza samokrytyką. Zarzucaniem sobie zbyt dużej wrażliwości. Przeprasza dosyć często, zwykle za błahostki, mogąc tym wręcz irytować. Uprzejma, pokorna i grzeczna. Jej dystynkcja śmiało zakrywa ślad życia pod kloszem własnego infantylnego rozumienia otoczenia, jednak nie należy jej podpinać pod miano chłodnej skorupy. W swojej elegancji jest wyjątkowo ciepła, serdeczna. Prędzej jak matka, niżeli dumna panna. Ma tendencje do bycia nazbyt opiekuńczą, nawet do kotów zupełnie jej obcych. Wyolbrzymia urazy, czy też drobne uwagi. Pozwala sobie wchodzić na głowę i rzadko kiedy odmawia, nawet, jeżeli może na tym stracić. Albo najzwyczajniej nie chce tego robić. Wytrzymała, silna. Mimo braku twardego charakteru, potrafi sama się sobą zająć i najzwyczajniej na świecie zacisnąć zęby w niektórych sytuacjach. Opanowana, wszelką złość na kogoś przekierowuje na siebie, wciąż pozostając bez możliwości krytycznej oceny innych. Często trzyma się tonącego już statku – zaciska pazury na ogniu, mimo tego, że ją parzy. Boli. Bo twierdzi, że to ona sama robi sobie krzywdę, nie on. Ekspresyjna, chociaż ze swojej strony zwykle otacza ciepłem. Nie stroni od żartów i śmiechu, skrycie wręcz je uwielbiając. Łatwo ją rozbawić i tym samym uspokoić zszargane nerwy z pomocą paru słów. Najbardziej ceni sobie towarzystwo innych i ich starania – nawet, jeżeli nie prowadzą one do niczego. Cieszy się z drobnostek, samego faktu, że ktoś chciał coś dla niej zrobić. Nie potrzebuje wiele, aby już do końca dnia nosić uśmiech na pyszczku. Zdolna do poświęceń, jednocześnie bojąca się ich konsekwencji. Pełno w niej strachu, objawiającego się dopiero w sytuacjach kryzysowych, najczęściej po prostu ją paraliżując. Najbardziej powszechnym czynnikiem, który może wytrącić jej z łap poczucie bezpieczeństwa, jest… Krzyk. Łatwo wywołać u niej nim płacz, a nawet zmusić do pospiesznego opuszczenia drugiego kota. Ma tendencje do chodzenia z głową w chmurach, preferując rozmowy na temat pogody, czy też ćwierkających ptaków, niżeli własnej osoby. Umiar, to najlepsze słowo które w tym przypadku ją opisuje.
Ringo [nkt], Różana Ścieżka [nkt] i inni
Niezbyt pokaźnych rozmiarów mysz zwisała z jej pyska, kołysząc się na boki z najmniejszym ruchem białych łap. Uścisk szczęk na szarym piszczku nie był wcale mocny. Lekki, zupełnie tak, jakby – wyjątkowo ironicznie – kotka nie chciała wyrządzić mu dodatkowej krzywdy. Mimo tego, że już był martwy. Dawno się nie ruszał, zduszony przez śmierć.
Dzisiaj postanowiła spożyć posiłek przy Śliskich Skałkach, najwidoczniej chcąc, aby towarzyszył jej cichy szmer wody, obijającej się okazjonalnie o kamienie. W pewnym sensie przypominający o niej samej. O tym, ile ciosów musiała nieświadomie przyjąć i ile jeszcze będzie musiała, z powodu własnej niewiedzy. Mogłoby się zdawać, że jest już zupełnie oszlifowana niczym otoczak przez falę losu… A prawda jest taka, że Perła była taka od zawsze. Pozbawiona ostrych krawędzi. Mogąca być z łatwością rzucana przez innych w dal, odbijając się od tafli, by ostatecznie zanurzyć się w wodzie. I czekać, aż ktoś zainteresuje się nią po raz kolejny i trafi jeszcze dalej. Jeszcze głębiej w toń.
Gdy już przybyła na miejsce, od razu zauważyła, że ktoś ją ubiegł. Kremowy kocur, który najwidoczniej miał zamiar tutaj odpocząć. Podniosła odrobinę głowę, patrząc się na niego przez chwilę, by zaraz ze spokojem podejść bliżej, kładąc zwierzynę przed sobą. Lekko uderzyła końcówką ogona o podłoże, czując, jak kąciki jej ust mimowolnie się unoszą.
— Przepraszam, nie jesteś może… Głodny? Ach, i z góry przepraszam też za najście… Widzisz, nie miałam pojęcia, że cię tutaj spotkam i… Jeżeli to nie problem, mogłabym zostać może na nieco dłużej? — przywitała go przyjaznym uśmiechem, od razu w ramach zadośćuczynienia między wierszami proponując mu swoją zdobycz. Nie szkodzi, upoluje drugą. A jak nie upoluje to… Chociaż będzie miała dobry uczynek na koncie, który z pewnością złagodzi ssanie w żołądku. Pochyliła się, nosem delikatnie przysuwając do kota szarą kupę futra, siadając po tym na ziemi. Czuła się odrobinę głupio, że przyszła akurat, gdy ten miał zamiar odpoczywać… I zdecydowanie potęgował to fakt, że wcześniej założyła, że to miejsce będzie idealne do samotnego spożycia myszy, nie biorąc pod uwagę możliwego spotkania z kimś nieznajomym. Może właśnie to w pewnym sensie wypełniało ją tą goryczą, zupełnie tak, jakby w ustach miała żółć swojej zdobyczy, a nie jej mięso. I to był też powód, dla którego mimo nieco dokuczającego jej smaku krwi w ustach… Odechciało jej się jeść. Przynajmniej na ten moment.
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
Iskierka zajmował się odpoczynkiem i wsłuchiwaniem się w szum wody tak długo, jak tylko mógł... aż tu nagle, ktoś przyszedł. Skłamałby, mówiąc że wystraszył się nagłego przybycia kotki, zrobiła to cicho, ale też tak spokojnie, że nie miał szansy na specjalny szok. Była też... sama w sobie, łagodna, spokojna, uprzejma. Bleh. - Wyglądam na głodnego? - warknął poczochraniec, marszcząc do tego brwi. Najpewniej Dzika Wiśnia upomniałaby go, że powinien podziękować, a sama przeprosiłaby za jego zachowanie, ale nie było jej tu... więc mógł co chciał, jak chciał. A chciał po swojemu - ostro, niemiło. - Gdybym był głodny, przecież bym zapolował.
Z założeniem, że w ogóle mogła do tego sama dojść. Iskra wyrósł tak bardzo, że teraz może już przypominał tego sześcioksiężycowego kociaka. No, ale nie powinna zakładać, że on pan destrukcji, czegoś nie potrafił!!! Skąd miała to wiedzieć - nie jego problem. - Ale możesz tu siedzieć, póki nie będziesz mi przeszkadzać - fuknął. Warunek był prosty, problem taki, że... nic w sumie nie robił. Ale dobrze, jak nie będzie mu wchodzić zbyt w drogę i tak! - Nie miałem nic do roboty, więc wyszedłem z obozu. A ty? Nie powinnaś być na jakimś patrolu?
Rzucił krótko. Zwykle koty w jej wieku widział z łapami pełnymi pracy, a nie tak o... spacerującymi sobie.
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Księżyce: 138 Płeć: kotka Matka: Jasmine (*) Ojciec: Wartki Strumień (?) Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Księżyce: 138 Płeć: kotka Matka: Jasmine (*) Ojciec: Wartki Strumień (?) Trwałe urazy: blizna na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa; szrama na grzbiecie; ledwie widoczny ślad po pazurach na policzku, przykryty przez gęste futro.
Wydoroślała. Pierwsze, co można z łatwością powiedzieć. Rysy twarzy zrobiły się nieco szlachetniejsze, poważniejsze. Naznaczone zębem czasu. Delikatne we własnej smukłości, nadające jej tej dziwnej wrażliwości, najczęściej widzianej w porcelanowych lalkach. Oczy ma sarnie, okrągłe, w ciepłej barwie złota. Raz po raz błyskające z pomocą blasku słońca, który wyjątkowo chętnie się w nich odbija. Znajduje w nich swoją ostoje. W jej szacie dominuje biel, gdzieniegdzie przecinana miedzianymi łatami, mieszającymi się z czernią. Jedna znajduje się na samym czubku głowy koteczki, ciągnąc się do tyłu i rozlewając za uszami. Dalej jest pojedyncza, spora ciemna plama po prawej stronie jej tułowia, przecinana przez przebłyski jaśniejszej sierści. I ostatnia - obejmująca cały ogon koteczki. Na wierzchu w kolorze smoły, a pod spodem w kolorze jasnego brązu. Na jej łatach można wyróżnić również grube, czarne, klasyczne pręgi. Bokobrody ma gęste, nieco zaokrąglone, widocznie odstające od kryzy. Wraz z nią tworząc kształt podobny do ósemki. Długie futro Perły jest jedwabiste, bardzo zadbane. Przyjemne w dotyku, miękkie. Zapadające się pod najmniejszym dotykiem. Trudno na nim o jakąkolwiek nieskazitelność, czy też paproch. Nos ma różowy, tak samo jak opuszki. Na jej wywiniętych do tyłu uszach (tak jak u kotów rasy american curl) goszczą drobne, białe frędzelki. Ogon ma pawi – futro niczym wodospad zaczynające się od jej grzbietu skierowane jest ku dołowi. Z budowy filigranowa, sylwetkę ma mocno zdefiniowaną, odznaczającą się pod jasnym futrem. Wzrostowo mieści się raczej w niższym przedziale, ale można uznać, że jest średnia. Posiada bliznę na przedniej, lewej łapie po ugryzieniu psa, szramę na grzbiecie i ledwie widoczny ślad po pazurach na pysku, przykryty przez gęste futro.
Delikatna niczym płatek śniegu. Wzbijająca się w górę i powoli opadająca, łącząc się z biała pierzyną. Po jej całym ciele ciągnie się ścieżka wydeptana poprzez kocięce łapy. Nawyki, zachowania, ideały, które wgryzły się w jej skórę. Brak autorytetów, mogących prowadzić ją przez życie, skutecznie sprawił, że dawny sposób bycia niczym zaraza przeniósł się na kotkę, permanentnie ją naznaczając. Jej całokształt został stworzony na błądzeniu w chmurach, w poszukiwaniu gwiazd. Na niewinności i braku krzty zrozumienia dla ogólnego działania świata. Niepewna siebie, w pełni świadoma tego, że tak naprawdę mimo tylu księżycy na karku nie wie absolutnie nic oprócz tego, jak przetrwać. Niskie poczucie własnej wartości i brak wiary we własne słowa, postanowienia, śmiało zrodził łatwowierność. Chętne łykanie miodu, nawet tego złożonego z samych, wyjątkowo widocznych kłamstw. Bo uważa większość kotów za mądrzejsze o niej, bardziej obeznane, dlatego własne wątpliwości wobec nich śmiało wycisza samokrytyką. Zarzucaniem sobie zbyt dużej wrażliwości. Przeprasza dosyć często, zwykle za błahostki, mogąc tym wręcz irytować. Uprzejma, pokorna i grzeczna. Jej dystynkcja śmiało zakrywa ślad życia pod kloszem własnego infantylnego rozumienia otoczenia, jednak nie należy jej podpinać pod miano chłodnej skorupy. W swojej elegancji jest wyjątkowo ciepła, serdeczna. Prędzej jak matka, niżeli dumna panna. Ma tendencje do bycia nazbyt opiekuńczą, nawet do kotów zupełnie jej obcych. Wyolbrzymia urazy, czy też drobne uwagi. Pozwala sobie wchodzić na głowę i rzadko kiedy odmawia, nawet, jeżeli może na tym stracić. Albo najzwyczajniej nie chce tego robić. Wytrzymała, silna. Mimo braku twardego charakteru, potrafi sama się sobą zająć i najzwyczajniej na świecie zacisnąć zęby w niektórych sytuacjach. Opanowana, wszelką złość na kogoś przekierowuje na siebie, wciąż pozostając bez możliwości krytycznej oceny innych. Często trzyma się tonącego już statku – zaciska pazury na ogniu, mimo tego, że ją parzy. Boli. Bo twierdzi, że to ona sama robi sobie krzywdę, nie on. Ekspresyjna, chociaż ze swojej strony zwykle otacza ciepłem. Nie stroni od żartów i śmiechu, skrycie wręcz je uwielbiając. Łatwo ją rozbawić i tym samym uspokoić zszargane nerwy z pomocą paru słów. Najbardziej ceni sobie towarzystwo innych i ich starania – nawet, jeżeli nie prowadzą one do niczego. Cieszy się z drobnostek, samego faktu, że ktoś chciał coś dla niej zrobić. Nie potrzebuje wiele, aby już do końca dnia nosić uśmiech na pyszczku. Zdolna do poświęceń, jednocześnie bojąca się ich konsekwencji. Pełno w niej strachu, objawiającego się dopiero w sytuacjach kryzysowych, najczęściej po prostu ją paraliżując. Najbardziej powszechnym czynnikiem, który może wytrącić jej z łap poczucie bezpieczeństwa, jest… Krzyk. Łatwo wywołać u niej nim płacz, a nawet zmusić do pospiesznego opuszczenia drugiego kota. Ma tendencje do chodzenia z głową w chmurach, preferując rozmowy na temat pogody, czy też ćwierkających ptaków, niżeli własnej osoby. Umiar, to najlepsze słowo które w tym przypadku ją opisuje.
Ringo [nkt], Różana Ścieżka [nkt] i inni
Nie trafiła na zbyt przyjaznego kota. I podświadomie czuła, że jego… Wszelkie prychnięcia, warknięcia, przyciągnęły się tutaj za nim tylko… Z jej winy. Wcześniej kocur nie zdawał się… Rozdrażniony. A teraz? Szmer wody, chcącej zapewne ją ukoić zdawał się być wyjątkowo cichy. Wręcz za cichy, uwydatniając dźwięk jej skołatanego serca, którego bicie głucho obijało się o jej czaszkę. Sprawiało, że słowa kocura nagle zdały się być wyjątkowo trudne do zrozumienia.
Kiwnęła głową w niemych przeprosinach, nie kryjąc jawnej skruchy. Mogła nie zaczynać tematu z jedzeniem. Mogła go po prostu zostawić. Znaleźć sobie inne miejsce do odpoczynku i… Nie być tak natarczywa. Przez chwilę jeszcze milczała, próbując sobie ułożyć jego słowa w głowie, co z resztą było nie lada wyzwaniem, z powodu wcześniejszego utrudnienia w ich odbiorze ze strony swojego organizmu. Swojej natury ofiary, która przy każdym zagrożeniu chce uciekać w kąt. Albo i zastygać w bezruchu, pozwalając przerażeniu sparaliżować ją w pełni i wystawić na…
Wbiła wzrok w szarą mysz, leżącą na ziemi. Na śmierć.
— Och, jasne, racz mi wybaczyć... — rzuciła cieniutkim głosem, który mógłby się załamać pod najmniejszym naciskiem. Jeszcze przez krótką chwilę walczyła z suchością w gardle, by zaraz to przejść do następnej części — Nie miałam na celu podważyć twoich kompetencji, uwierz mi… Możesz to prędzej uznać jako... Och, niech będzie. Prezent
Uśmiechnęła się ciepło, chociaż odrobinę niepewnie, patrząc na niego spode łba. Niczym skarcony pies. Nie chciała kwestionować tego, czy umie polować, czy nie. I cóż… Czuła się głupio, że odebrał jej dobre chęci… Negatywnie.
Rozpromieniła się nieco, gdy uzyskała zgodę na zatrzymanie się tutaj na dłużej.
— Naprawdę bardzo dziękuję i jeszcze raz przepraszam… — po raz kolejny skinęła mu głową, zaraz to jednak nieco zdziwiona ją unosząc, słysząc, jakimi terminami się posługuje. Przełknęła ślinę, próbując rozgryźć, o czym mówi, jednak… Prędko się poddała, swoje wszystkie próby skazując na porażkę wraz z ciężkim westchnięciem, które nieco odciążyło jej klatkę piersiową.
— Ach… Nigdy w życiu nie byłam na… Żadnym patrolu. I… Nigdy też nie wychodziłam z… Z obozu. Tak właściwie ja… Nie mam pojęcia, co to jest. Czy to… Źle? — przechyliła odrobinę łeb, a uśmiech na jej pysku znikł, robiąc miejsce zmartwieniu, które wręcz rozpychało się na nim ramionami i łokciami, nie pozwalając ani milimetrowi wcześniejszej pogodności zawieruszyć się gdzieś pod futrem. Już wcześniej popełniła błąd i zdenerwowała młodszego kocura, dlatego teraz przejęła się nawet bardziej niż za pierwszym razem, bo zrobiła to… Znowu. Po raz kolejny z powodu… Swojej głupoty.
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
Słaba. Taki wniosek mógł wyciągnąć Iskra już w tej chwili rozmowy, widząc jak prosto jest ją rzucić z boku na bok. Nie, żeby to było złe - lepsze to, niż wariat co się rzuca na byle słowo, ale kremowy nie byłby sobą, gdyby to też mu nie przeszkadzało. Nie lubił tego płaszczenia się. Nie ze strony kogoś, kogo nie znał. Kogoś, kto był mu zupełnie obojętny w życiu, kto był zwykłym kotem znikąd. - Nie potrzebuję prezentów - odparł krótko. Gdyby ktoś inny mu dał taki - byłoby nie inaczej. Przyjąłby podarek dopiero w chwili, gdyby miał więcej niż sto procent pewności, że jest sam.
Kiedy usłyszał kolejne przeprosiny, uderzył tylko ogonem o podłoże na jasny znak - “zamknij się”. Nie potrzebował tego słyszeć. Szczególnie teraz, gdy powoli do niego dochodziło, skąd kotka jest. Nie wiedziała czym są patrole? Ba, nie wychodziła z obozu. - Jakim, cholernym, cudem przeżyłaś jako samotnik z tak miękką dupą? - zmarszczył brwi. Brzmiał po swojemu - wściekle i zirytowanie jak zawsze - ale w tej chwili był po prostu ciekawy. Nie, zszokowany. - Samotnicy nie powinni czasem być przede wszystkim pewni siebie i odważni? Nie uginać się pod terminatorem, co mówi im, że czegoś nie chce?
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Klan Rzeki. Rzeka. Płotkowy... Płotkowy Potop? Potok? Potok. Płotkowy Potok, ich mistrzyni. Pamiętało ją, pamiętało, że była miła i wyrozumiała, i pamiętało, że spotkało ją pierwszy raz na granicy. Pamiętało, że uczyła je polowania.
Rzeka. Woda. Szło aż tutaj, podążając za nicią rzeki, pozwalając, by wspomnienia Płotkowego Potoku i jej nauk rozlewały się po ich umyśle, aż wreszcie stanęło tutaj. Rozejrzało się, mrugając szybko, jakby wyrwane z transu. Zaczerpnęło tchu, przez chwilę zebrało się na odwagę i wreszcie wskoczyło na jeden ze śliskich kamieni. Znalazłszy oparcie dla łap, nachyliło się czujnie nad wodą, oczekując na pojawienie się jakiegokolwiek stworzenia.
// mg
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes