Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
- Udanych łowów! Uważaj tam na siebie - mruknął za nią, bacznie obserwując jak ta odchodzi. Izabela! Miły kot. Zdecydowanie, i on będzie dbał o to, aby móc ją zobaczyć za jakiś czas znowu. Na koniec, choć już go nie widziała najpewniej, posłał jej po prostu uśmiech. Po tym wrócił do wyczekiwania na patrol, który... koniec końców, tego dnia nigdy się nie zjawił.
Cholibka.
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Jakiś czas później Izabela znów zjawiła się w tym samym miejscu. Zwykła przychodzić tutaj co jakiś czas, z nadzieją spotkania Dettlaffa, ale... Coś nie potrafili na siebie natrafić. Dziwne. Początkowo myślała, że po prostu nie mają szczęścia i muszą się mijać, jednak później zaczynała dochodzić do wniosku, że coś mogło się stać. Może kocur wyniósł się w inne miejsce? Może szukał szczęścia w Klanie Gromu, jednak patrol wypędził go spod granicy i zmusiło go to do zmiany miejsca zamieszkania? Nie wiedziała. W każdym razie nie zaprzestała pokazywania się tutaj.
Tego dnia również przyszła. Było wyjątkowo mroźnie, jednak nie padało. Ziemia pokryta była śniegiem, a w niektórych miejscach nawet i lodem. Ileż to razy ona musiała uważać, by się nie poślizgnąć! Krótkie pazury wcale jej w tym nie pomagały, jednak pocieszający był fakt, iż zaczęły odrastać, co rzeczywiście zauważyła. W takim tempie niedługo odrosną całkowicie i nie będzie musiała się martwić wywrotkami.
Owinęła się mocno swoim szalikiem i wkroczyła na Śliskie Skałki. Tutaj trzeba być jeszcze bardziej ostrożniejszym, bo sama nazwa wskazuje, że miejsce to nie jest zbyt bezpieczne! Stawiała więc kroki ostrożniej, bowiem nie miała zamiaru się tutaj zatrzymywać. Miała zamiar przejść gdzieś alej, może bliżej granic Klanu Gromu, których oczywiście nie miała zamiaru przekraczać! To byłoby nie w porządku wobec mieszkających tam kotów. Chciała po prostu przejść tamtędy, a nuż znalazłaby trop Dettlaffa. Przystanęła więc tylko na moment, by się rozejrzeć, a potem wróciła do ostrożnego marszu. Coś wtedy załaskotało ją w nos i kichnęła szybko. Zimno, naprawdę jest dziś zimno!
Jego uszy zdobią delikatne, niemalże niewidoczne pędzelki. Środki małżowiny usznej są w ładnym, różowiutkim odcieniu, podobnie jak nosek, zdobiący pyszczek kocura. Białą mordkę ozdabia para złotych ślepi. Z biegiem czasu jego mordkę przestał zdobić kociakowy tłuszczyk, a jego miejsce zajęły zarysowane policzki, ukryte pod futrem.
Mimo dosyć gęstej, białej powłoki, jaką jest jego sierść, widać, że ciało Konika składa się z porządnie zbudowanych mięśni. Jego barki stały się nieco szersze, niż za kociaka. Kocura wyróżnia również ponadprzeciętny wzrost. Łapy syna Słonecznego Poranka również zarysowane są mięśniami. I na sam koniec został długi ogon, którego włosy czasem wręcz dotykają ziemi podczas chodzenia.
Białe futro Konika jest starannie układane przez samego kocura. Nie lubi bałaganu wokół siebie, ani tym bardziej na sobie. Dlatego, mimo długich kłaków, wydaje się mniej puchaty, niż gdyby sierści nie układał.
Najpierw myśli, potem robi. Tak można go najlepiej opisać. Konik nigdy nie robił niczego, co mogłoby zaszkodzić. Nie zrobił też nigdy niczego, co by mu miało się kiedyś nie opłacić. Przed każdą poważniejszą decyzją musi się najpierw zastanowić, aby dopiero potem działać.
Opinia publiczna tak naprawdę nigdy go nie interesowała. Choć... może nie tyle, co nie interesowała co po prostu uważał, że lepiej jej nie szargać. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie Ci wygłosić jakieś zdanie, a wtedy nikt go nie poprze bo wcześniej coś się zrobiło. Trudniej jednak opanować opinie o rodzinie. W końcu całe jego starsze rodzeństwo albo zniknęło, albo umarło. Jedynie jego ciotki - Żurawinowy Nos i Truskawkowy Gąszcz - jeszcze godnie reprezentowały ród Słonecznego Poranka.
Mimo to, zarówno do rodziców - a nawet do matki, do której ma żal, że zwraca się do niego imieniem zmarłej siostry - jak i do starszych członków klanu zwraca się z szacunkiem. Liczy jednak często na podobne zachowanie z ich strony.
Często zachowuje się chłodno. Z dystansem. I chociaż jest z niego równie dobry mówca, to po prostu woli słuchać. W końcu nigdy nie wiesz, kiedy przyjdzie Ci wykorzystać informacje, usłyszane przez jakiegoś przypadkowego kota.
Konikowi się nudziło. Po prostu, czysto, odczuwał nudę i szukał sobie zajęcia. Wilcza Łapa gdzieś przepadła, nie miał nawet jak sprawdzać jej granic wytrzymałości, tego, jak będzie reagowała na pewne rzeczy gdyż po prostu z klanu zniknęła - a on nie wiedział gdzie jest. Właściwie to spodziewał się, że po prostu uciekła jak niegdyś Czyżyk a za jakiś czas również pojawi się na granicach, obwieszczając mu, że nie ma zamiaru wracać do klanu bo nie ma po co. Potrzebował rozładować swoją frustrację i wszystko co z nią związane.
Świat był aktualnie pokryty białą warstwą, więc dosyć łatwo było mu się wtopić w tło. Wyglądał po prostu jak śnieżna zaspa ze złotymi, zmrużonymi ślepiami. Zirytowany wrzucał pomniejsze kamienie do Grzmiącej Rzeki, zastanawiając się nad tym, jak zimna musiała być tam woda aktualnie. I wtedy spostrzegł... gościa. Nieznajomą kocicę o interesującym wyglądzie - zdecydowanie niespotykanym w klanach. Była szylkretką, o ile się nie mylił, a jej pysk został podzielony na dwie części - jedna czarna, z zielonym okiem a druga niebieska, ruda. No i do tego biała plama na brodzie. Poza wyglądem fascynujące było również to, co miała na sobie. Coś żółto-czerwonego, co miała zarzucone na szyi. Konik był kotem ciekawskim, zafascynowanym rzeczami, których nie widział - lubił koty o innym wyglądzie, a jeśli posiadały do tego równie interesujący charakter jak nieszczęsna Zamieć, to znajdowały się w jego bliższym kręgu zainteresowań.
Podszedł więc bliżej, przekraczając granicę zapachową klanu i wskakując ostrożnie na jedną ze Śliskich Skałek.
- Witaj. - mruknął, uważając, aby przypadkiem nie wylądować w wodzie. Kiwnął również samotniczce głową na powitanie. - Jestem Galopujący Koń. Wybacz mi moją bezpośredniość, aczkolwiek zastanawiam się z jakiego zwierzęcia pochodzi skóra, którą masz owiniętą wokół szyi oraz w jakim celu ją nosisz. Czy to Twoje trofeum, Nieznajoma?
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Mogła się spodziewać, że jeśli już kogoś tutaj spotka, to na pewno będzie to jakiś gromiak. W końcu Śliskie Skałki są dość blisko granic właśnie tego klanu. Czy to dobrze? Cóż, może. Zazwyczaj otwarta jest na nowe znajomości, nawet te klanowe, mimo tego, iż obecnie żyje jako samotniczka. To dlatego na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, gdy spostrzegła kota, który zjawił się tutaj, tak nagle i bez zapowiedzi. Z resztą... Zupełnie tak, jak zrobiła to ona! Tereny te jednak nie należą do nikogo, a więc nie mogłaby zostać przegoniona. Na szczęście gromiak wcale nie miał zamiaru jej stąd przepędzać. Tak właściwie wyglądał na kogoś, kto nie ma złych zamiarów. Przywitał się, kiwnął głową, a nawet wykazał zainteresowanie szalikiem, którym otulona była jej chuda szyja. Wziął to za skórę jakiegoś zwierzęcia i... Chyba nic w tym dziwnego.
- Dzień dobry. - Przywitała się najpierw, obrzucając nieznajomego łagodnym uśmiechem. - Ja nazywam się Izabela, a to, co zdobi moją szyję nie jest skórą żadnego ze znanych ci zwierząt. - Odpowiedziała od razu, przyglądając się kocurowi z widocznym zainteresowaniem. Zwróciła uwagę na jego ponadprzeciętny wzrost oraz mięśnie skryte pod białym futrem. Ostatecznie jednak jej wzrok spoczął na złotych oczach wojownika. - To... Nazywa się szalik. Nie jest moim trofeum, jest pamiątką po kimś ważnym. Dostałam go dawno temu, dlatego jest taki zabrudzony. - W lecznicy nie raz był prany, ale co z tego, skoro wciąż się brudził i pruł? Dzieje się z nim tak do teraz, bo niestety, ale opuszczenie dotychczasowego miejsca bytowania sprawiło, że Izka musi sobie radzić sama. Woda z jeziora przy Dzikiej Plaży jest nieporównywalna z pachnącym płynem, którego używała pani weterynarz. No cóż, te czasy już raczej nie wrócą. - Uprzedzając ewentualne pytania, nie znajdziesz drugiego takiego w lesie. Jestem pewna, że to niemożliwe. Więcej szalików widziałam na osiedlu, wychodzi na to, że to dwunożni jakoś je tworzą. - Ale nie wiedziała jak. Nie dopytywała się swoich kocich przyjaciół, którzy wśród ludzi żyli od zawsze. Może powinna? W końcu stanowili dla niej skarbnicę wiedzy! Korzystała z niej często, ale najwidoczniej nie na tyle, by informacje o osiedlu i dwunożnych mieć w małym paluszku. Nie powinna tego żałować.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Szukała rozrywki, szukała informacji, szukała czegokolwiek tak naprawdę. Dlatego łapki coraz częściej prowadziły ją w okolice Łanu Rzepaku, jakby złośliwie przypominając jej o Sztormie, który za młodu zawrócił jej w głowie i na dobre zajął pewne miejsce w jej chłodnym sercu. Może naiwnie liczyła na to, że ich drogi znów się splotą? A może po prostu szukała ekstremalnych wrażeń bo to, co osiedlowe koty miały do zaoferowania już jej się znudziło. Nie wiadomo.
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Rosomak również, stety lub niestety, szukała w życiu jakiegoś rodzaju rozrywki bądź ciekawych przeżyć. Zazwyczaj gdy wychodziła z obozu Nowego Świtu, można było wytłumaczyć to faktem, że nieco się nudziła, że chciała zobaczyć coś nowego… tym razem jednak było inaczej. Rosomak niepokoiła się. Ambient nie wracali. Ambient odeszli i nie wracali, już jakiś czas, sama nie wiedziała ile ale nie wracali. Kotka czuła nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej za każdym razem gdy o tym myślała. Coś złego mogło się stać jej rodzeństwu, a przez to że ona ich nie powstrzymała to… to wszystko się działo.
Rosomak z tego powodu nawet częściej niż zazwyczaj wychodziła na spacery po terenach Nowego Świtu. Tak naprawdę musiała pomyśleć, zająć czymś głowę, mówiła sobie że może uda jej się odnaleźć Ambient i zaprowadzić z powrotem do rodziny. Jednak dotychczas jej poszukiwania nie miały skutków.
Nie wiedziała, że znów wyszła poza tereny swojego stada. Była zamyślona i ten fakt jej umknął, a z tego zamyślenia wyrwał ją dopiero widok obcego kota. Lśniące, w większości białe futerko rzucało się w oczy, także Rosomak zauważyła ją już z pewnej odległości - dopiero po chwili dojrzała, że nieznajoma ma również jakieś dziwne, jaskrawe coś na szyi.
Ciemna kotka podeszła kilka kroków bliżej, otwierając dwukolorowe oczy szeroko i węsząc w powietrzu. Nieznajoma pachniała… nietypowo. Dziwnie. Ale tak już bywało z kotami spoza Nowego Świtu, więc Rosomak tego nie skomentowała. Zamiast tego postanowiła się przywitać.
- Witaj, nieznajoma. - uniosła puszysty ogon, szczerze ciesząc się z towarzystwa. Lubiła poznawać nowe koty. - Nazywam się Rosomak. Jak ty masz na imię?
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Łapy aniołeczka wciąż były obolałe, jednak nie potrafił usiedzieć w miejscu. Nie w momencie, gdy jego bliscy znikali jeden po drugim, a on nie mógł nic na to poradzić... dlatego też wybrał się na kolejny spacer, jeszcze dłuższy, niż był przyzwyczajony - trzymał się z dala od zdradzieckich zapachów, które mogłyby zaprowadzić go na klanowe tereny i przyprawić o kłopot. Ostatnie czego chciał, to stracić żywota z łap jakichś wariatów, bleh! Szedł żwawym krokiem, choć kuśtykał nieco, przez co klnął pod nosem z niezadowoleniem. Ból nie mógł go powstrzymywać, nie w takiej chwili, gdzie na wagę złota było bezpieczeństwo i życie jego rodzeństwa.
Dotarł w końcu do miejsca, którego nie kojarzył - woda płynęła swobodnie, a na niej... najwyraźniej ścieżka, która wydawała się niezbyt godna zaufania. Czy Ambient lub Oaza mogliby tamtędy przejść? Oaza prędzej... była ciekawym świata kociakiem... serce białofutrego zakłuło nieprzyjemnie na myśl o obietnicy, którą złożył siostrzyczce. Mieli zobaczyć wspólnie nocne niebo... zawiódł.
Syknął z niezadowoleniem, gdy kolejna fala piekącego bólu przebiegła po jego łapach i przysiadł przy brzegu, zanurzając jedną z łap w chłodnej wodzie.
//płomyk<3
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Podobieństwo do Promiennej Mordki zniknęło tak szybko, jak się pojawiło bowiem z początkowej drobnej, niezapowiadającej imponujących gabarytów budowy, zostało tyle, co nic... Geny Wężowego Błysku zdecydowanie przeważyły i niemal na pierwszy, przelotny rzut oka, rozwiązane zostają wątpliwości, czyim synem jest Płomyk. Z drobnego, wiotkiego kocięcia przeistoczył się we wprost ogromnego, wysokiego jak drzewko, choć nadal trzcinowatego i wątłego kocurka. Oprócz okazałego wzrostu, po ojcu odziedziczył budowę kota orientalnego wraz z wszystkimi dla niej charakterystycznymi cechami. Jest nazbyt szczupły, pozbawiony mięśni, nieco kościsty, o długim tułowiu i równie długich, patykowatych i może ciut chwiejnych (to z ekscytacji!) lapach. Giętki, szczupły grzbiet, pokryty białymi kępkami futra, tworzącymi koliste kształty na rudym tle. Ogon jakby przydługi, biczowaty i cienki, podrygujący wiecznie z radości. Pyszczek Płomyka jest trójkątny i szczupły, o widocznie zaznaczonych kościach policzkowych i z lekka garbatym, szarym nosie. Klinowata głowa. Uszy, charakterystyczne dla kotów orientalnych, są ogromne, trójkątnawe, jakby ukradzione nietoperzowi. Oczy ma duże, skośne, przywołujące skojarzenie z kształtem migdała, z upływem czasu wybarwione na żywą barwę świeżej trawy, wiecznie błyszczą, ukazując radość i zainteresowanie ich właściciela. Natura postanowiła spłatać mu figla, jakby wygląd Płomyka nie był już dość osobliwy i obdarzyć go umaszczeniem rudy karpati. Jest trochę jak jego rodzeństwo - ale w odwróconej kombinacji (odwrócony point)! Jego krótkie, przylegające płasko do ciała i lśniące, rude futro na pysku, ogonie i łapach przybiera mlecznobiałą barwę, co Płomyk osobiście uważa za coś wyjątkowego, odróżniającego go od reszty kociąt. Często pokryte kurzem, pyłem, czym Płomyk nieszczególnie się przejmuje, wręcz przeciwnie - są one mile widziane! Co jeszcze w nim charakterystycznego? Wystająca z pyszczka końcówka bladoróżowego języka i uśmiech, tak szeroki, że wydawać by się mogło, że wykracza poza ramy pyszczka kocura. Płomyk porusza się, choć trudno określić czy zgrabnie, czy bardziej niezgrabnie (chyba jednak to drugie...), ukazując pełnię energii i gotowości do podboju świata, jakby lekko unosząc się nad ziemią, podskakując.
Gdyby umieścić radość w ciele kota to za całą pewnością byłby to Płomyk, jest on bowiem chodzącą definicją, uosobieniem tej emocji. Do życia podchodzi z ogromną dozą entuzjazmu. Prostolinijny, można czytać z niego jak z otwartej książki. Jest otwarty, może aż nadto otwarty, altruista o tak ogromnym sercu, że pomieściłby w nim każdego kota i zapewne jeszcze więcej. Zawsze pozytywny, łagodny i pewnie znów w nadmiarze przyjacielski, gdyby tylko mógł, z całą pewnością zaprzyjaźniłby się nawet z psem czy drzewem stojącym na drodze. Gadulstwo to następna cecha charakteryzująca Płomyka - nie ma siły, której udałoby się zamknąć mu pyszczek! Bywa wścibski - przecież łączy się to z ciekawością, prawda? A zaciekawiony otaczającym go światem jest bardzo, więc i bywa, że zdarzy mu się wcisnąć nos w nieswoje sprawy, ale nie ma wcale złych intencji! Posiadanie tak ogromnego serca jednak ma swoje wady - Płomyczkowi zdarza się być dość naiwnym, przecież nie byłby w stanie oskarżyć kogoś o nie do końca dobre zamiary! Nie jest pamiętliwy, szybko zapomina o sprawionych przykrościach, a i on sam za wszelką cenę unika sprawienia komuś takowej. Jest ogromnym pacyfistą, o wizji świata pełnego pokoju i piękna. Najwyraźniej klanowe matki, z którymi to spędził tyle czasu wszczepiły mu wrażliwość i chęć niesienia dobra. To właśnie jest celem Płomyka - niesienie dobra! A także próby uczynienia świata lepszym, przyjaźniejszym miejscem, co wychodzi mu z różnym skutkiem... Idealista, zakochany w idei utopijnego świata. Marzyciel, wiecznie z głową w chmurach, może przez to nieco oderwany od otaczającej zewsząd szarej rzeczywistości. Odważny, ale absolutnie nie butny, stroni od konfliktów i walk za wszelką cenę. Właściwie to zamiast polowań, chętnie łapałby małe gryzonie tylko po to, by przyjrzeć się temu, jakie piękne, maleńkie istoty chodzą po świecie... Nie jest leniwy, jednak nie ma ambicji do maniakalnego stawania się najlepszym, nie lubi wykonywać zadań, do których został przymuszony. Brak mu asertywności - jest zapatrzony w innych, szczególnie starszych od siebie wojowników. Stara się być grzeczny, bo przecież zasad się nie łamie, chyba że świat zza granic obozu sam go do siebie przywoła, jak tu odmówić światu, który sam uchyla mu drzwi do swoich jakże ciekawych tajemnic, jest tyle miejsc do odkrycia i kotów do poznania! W dużym skrócie: może i nie będzie z niego najsilniejszego wojownika w całym lesie czy też najpotężniejszej Gwiazdy, za to jego celem jest budowanie lepszego świata - takiego, w którym każdy czuje się kochany i zrozumiany, a wszystko dookoła mieni się w jasnych barwach!
Był dobrym dzieciakiem. Takim trzymającym się zasad, no bo...przecież po coś te zasady były! Wiedział doskonale, że złamanie ich wiązałoby się z niezadowoleniem starszych, a ostatnią rzeczą, którą chciałby zobaczyć, to zawód i rozczarowanie na pyszczkach rodziców, babci, mistrzyni czy choćby Żubrzej Gwiazdy, która, choć trochę straszna i wzbudzająca respekt, potraktowała przecież Płomyka ze zrozumieniem i mimo zaspania na własną ceremonię (co za wstyd! Chociaż...chyba każdemu może się zdarzyć, prawda?) mianowała go terminatorem, za co już na wieczność miała w jego sercu i pamięci szczególne miejsce.
W związku z powyższymi nie wybrał się na wymarzony spacer świeżo po mianowaniu. Wziął sobie rady i nakazy Szybującego Puchacza głęboko do serca i nie wymknął się poza obóz - zero wychodzenia to zero wychodzenia. Z podekscytowaniem i niecierpliwością wyczekiwał więc kolejnego dnia, aż rozpocznie trening i dostanie przepustkę na poruszanie się poza granicami obozu, w końcu tyle na to czekał!
Dni mijały i kiedy Płomienna Łapa zaczął zdobywać zarówno wiedzę, jak i wprawę w poruszaniu się na terenach należących do Gromu i nie tylko, postanowił sprawić sobie prezent w postaci spaceru - za dobre sprawowanie, bo na treningu starał się jak mógł, aby chłonąć wiedzę i przy okazji nie wyprowadzić córki Cierpkiej Jagody z równowagi, co nie było wcale takie łatwe.
Kiedy tylko poczuł na pyszczku promienie wschodzącego słońca, zapowiadające nowy dzień, wstał szybko i z dziecięcym, nieco infantylnym ożywieniem i wesołością, zaczął szykować się do pierwszej wyprawy. Wychodząc z Legowiska Terminatorów na chwiejnych, jakby nadal zatopionych we śnie łapach, pozdrowił wszystkich dookoła. I wyszedł, szczerząc mordkę jak nigdy wcześniej. Nie miał planu, celu podróży. Kierował się założeniem, że każdy kierunek będzie dobry i dojdzie tam, gdzie cztery biało-rude tyczki zdołają go ponieść. Drugi warunek był taki, żeby wrócić na czas do obozu - tak, żeby na wszelki wypadek nie zmartwić swoją nieobecnością nikogo bliskiego.
Przedzierał się przez wysokie trawy, całkowicie zatopiony w świecie dookoła. Każde napotkany kamień, mysz przebiegająca między łapami czy śpiewające ptaki na wysokich drzewach wzbudzały w nim zachwyt, tak ogromny, że odpłynął, jakby oddalając się od rzeczywistości. Na podziwianiu piękna świata mógłby spędzić całą wieczność!
Z zachwytu wyrwała go nagle woń drugiego kota, która gwałtownie dostała się do jego nozdrzy. Szybko postanowiło go to na nogi i jakby wstrzyknęło mu dodatkową dozę entuzjazmu - to również było celem jego wędrówki - nowe znajomości! Na białym pyszczku kocurka pojawił się śmiały uśmiech, w ślepiach zapłonęły iskierki. Pognał przywitać się z (jeszcze!) nieznajomym.
- CZEŚĆ!- zagaił radośnie - Jestem Płomienna Łapa! A ty? Jesteś stąd? Bo ja z Klanu Gromu. Pięknie tu, co nie? To mój pierwszy spacer poza obóz i chyba nigdy nie widziałem piękniejszego miejsca!
W jego głowie nawet nie błysnęła myśl, że ktoś mógłby sobie nie życzyć jego obecności i pogawędek z nim. W głowie Płomyka nie istniało coś takiego jak nieprzyjaźń, konflikty, niebezpieczeństwo. Stwierdzenie, że na świat patrzy przez różowe okulary, byłoby bardziej niż właściwe. Bo on niósł w sobie same dobre, pokojowe zamiary i nie pomyślałby nawet, że ktoś mógłby myśleć o świecie inaczej. Jego celem było uczynienie świata dookoła najprzyjaźniejszym miejscem na ziemi!
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Ah, zasady... taka zabawna rzecz w życiu! Z jednej strony Alaska czuł, że powinien za nimi podążać, ściśle się ich trzymać i przestrzegać, skoro chciał któregoś dnia zasiąść w Radzie... a z drugiej strony wydawały mu się one tak głupie, a przynajmniej niektóre z nich. Czy niektóre koty były naprawdę tak ograniczone, że potrzebowały wykutych na pamięć zasad, by przypadkiem im nie odbiło? Nie znali własnej moralności i nie wiedzieli, co będzie dobre, a co nie? Kręcił głową na samą myśl, zawiedziony tym, jak prostoliniowe spojrzenie na życie mieli niektórzy.
On za to... niedługo po tym, gdy dostał zielone światło na bycie prawie dorosłym, zaczął wyślizgiwać się z obozu, poszukując przygód, miejsc, które zachwycą jego z lekka znużoną psychikę, która musiała wytrzymywać w przysłowiowych czterech ścianach obozu Nowego Świtu, gdzie zobaczył już dosłownie wszystko, i nic nie stanowiło dla niego niespodzianki. Niestety... trochę mu się zachorowało i choć nie były to gile cieknące z nosa lub uciążliwy kaszel, wciąż były dosyć denerwujące w kwestii przemieszczania się. Ale cóż, odczekał parę dni, ból stał się lżejszy, więc dlaczego miałby czekać dłużej? Wysmyknął się na kolejną eskapadę i tak właśnie trafił tutaj, ciesząc się nadwodną bryzą i spokojem.
Na moment, gdy akurat nieznajomy się zbliżał, zamknął oczy, przez co nie widział zbliżającego się kocura. Sycił się doznaniami przyrodniczymi, uśmiechając się do samego siebie i oddychając głęboko - ah, jakie życie było piękne! Może był przygnieciony ostatnio sprawami rodzinnymi, licznymi zaginięciami... ale teraz to wszystko zdawało się rozmyć gdzieś w wakacyjnej atmosferze, której właśnie doświadczał biały kocur.
Otworzył dwukolorowe ślepia, słysząc energiczny głos i od razu jego uśmiech się powiększył, przyglądając się przybyszowi. Wyglądał dosyć... egzotycznie. Przypominał Kajaka, mieli takie same długie pyski i budowę jak patyczak i... był klanowym kotem? Hm, opowiadano mu, że te klanowe świry są okropne, paskudne i głupie, więc dlaczego czuł już sympatię do nieznajomego kocura?
- Cześć, Płomienna Łapo! Wow, to super imię, serio wyglądasz jak taki płomień... ktokolwiek cię nazwał, wiedział, co robi! - przywitał się równie entuzjastycznie, stawiając uszy na sztorc i patrząc się radośnie na już-znajomego. Klan Gromu? Hmm, o nich nie słyszał jeszcze wiele. Jednakże nie czuł chęci kłamania nowopoznanemu, zwłaszcza, że był pierwszy kotem spoza Nowego Świtu, którego miał szczęście poznać... potrzebował znajomości z zewnątrz, które dodadzą mu powiewu świeżości do życia! - Jestem Alaska! Nie jestem... z tutejszych klanów, mieszkam z rodziną dalej, ale lubię tak poszwędać się po okolicy, bo jest tyleeee pięknych rzeczy na świecie! To nie mój pierwszy spacer, a daję radę za każdym razem znaleźć takie miejsce, którego jeszcze w życiu nie widziałem! I no, miło cię poznać! Nie miałem jeszcze okazji pogadać z kimś z Czterech Klanów... jak jest w Gromie, fajnie tam jest? Jak to wszystko u was działa, dobrze się tam bawisz? - zaczął zagadywać orientala, nie przejmując się kompletnie wcześniejszymi opiniami o Klanach, zasłyszanymi od kotów ze stada. Płomyk wydawał się być mu takim fajnym, że może porozmawiać z nim o wszystkim, jeśli tylko temu będzie to pasować, o!
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Podobieństwo do Promiennej Mordki zniknęło tak szybko, jak się pojawiło bowiem z początkowej drobnej, niezapowiadającej imponujących gabarytów budowy, zostało tyle, co nic... Geny Wężowego Błysku zdecydowanie przeważyły i niemal na pierwszy, przelotny rzut oka, rozwiązane zostają wątpliwości, czyim synem jest Płomyk. Z drobnego, wiotkiego kocięcia przeistoczył się we wprost ogromnego, wysokiego jak drzewko, choć nadal trzcinowatego i wątłego kocurka. Oprócz okazałego wzrostu, po ojcu odziedziczył budowę kota orientalnego wraz z wszystkimi dla niej charakterystycznymi cechami. Jest nazbyt szczupły, pozbawiony mięśni, nieco kościsty, o długim tułowiu i równie długich, patykowatych i może ciut chwiejnych (to z ekscytacji!) lapach. Giętki, szczupły grzbiet, pokryty białymi kępkami futra, tworzącymi koliste kształty na rudym tle. Ogon jakby przydługi, biczowaty i cienki, podrygujący wiecznie z radości. Pyszczek Płomyka jest trójkątny i szczupły, o widocznie zaznaczonych kościach policzkowych i z lekka garbatym, szarym nosie. Klinowata głowa. Uszy, charakterystyczne dla kotów orientalnych, są ogromne, trójkątnawe, jakby ukradzione nietoperzowi. Oczy ma duże, skośne, przywołujące skojarzenie z kształtem migdała, z upływem czasu wybarwione na żywą barwę świeżej trawy, wiecznie błyszczą, ukazując radość i zainteresowanie ich właściciela. Natura postanowiła spłatać mu figla, jakby wygląd Płomyka nie był już dość osobliwy i obdarzyć go umaszczeniem rudy karpati. Jest trochę jak jego rodzeństwo - ale w odwróconej kombinacji (odwrócony point)! Jego krótkie, przylegające płasko do ciała i lśniące, rude futro na pysku, ogonie i łapach przybiera mlecznobiałą barwę, co Płomyk osobiście uważa za coś wyjątkowego, odróżniającego go od reszty kociąt. Często pokryte kurzem, pyłem, czym Płomyk nieszczególnie się przejmuje, wręcz przeciwnie - są one mile widziane! Co jeszcze w nim charakterystycznego? Wystająca z pyszczka końcówka bladoróżowego języka i uśmiech, tak szeroki, że wydawać by się mogło, że wykracza poza ramy pyszczka kocura. Płomyk porusza się, choć trudno określić czy zgrabnie, czy bardziej niezgrabnie (chyba jednak to drugie...), ukazując pełnię energii i gotowości do podboju świata, jakby lekko unosząc się nad ziemią, podskakując.
Gdyby umieścić radość w ciele kota to za całą pewnością byłby to Płomyk, jest on bowiem chodzącą definicją, uosobieniem tej emocji. Do życia podchodzi z ogromną dozą entuzjazmu. Prostolinijny, można czytać z niego jak z otwartej książki. Jest otwarty, może aż nadto otwarty, altruista o tak ogromnym sercu, że pomieściłby w nim każdego kota i zapewne jeszcze więcej. Zawsze pozytywny, łagodny i pewnie znów w nadmiarze przyjacielski, gdyby tylko mógł, z całą pewnością zaprzyjaźniłby się nawet z psem czy drzewem stojącym na drodze. Gadulstwo to następna cecha charakteryzująca Płomyka - nie ma siły, której udałoby się zamknąć mu pyszczek! Bywa wścibski - przecież łączy się to z ciekawością, prawda? A zaciekawiony otaczającym go światem jest bardzo, więc i bywa, że zdarzy mu się wcisnąć nos w nieswoje sprawy, ale nie ma wcale złych intencji! Posiadanie tak ogromnego serca jednak ma swoje wady - Płomyczkowi zdarza się być dość naiwnym, przecież nie byłby w stanie oskarżyć kogoś o nie do końca dobre zamiary! Nie jest pamiętliwy, szybko zapomina o sprawionych przykrościach, a i on sam za wszelką cenę unika sprawienia komuś takowej. Jest ogromnym pacyfistą, o wizji świata pełnego pokoju i piękna. Najwyraźniej klanowe matki, z którymi to spędził tyle czasu wszczepiły mu wrażliwość i chęć niesienia dobra. To właśnie jest celem Płomyka - niesienie dobra! A także próby uczynienia świata lepszym, przyjaźniejszym miejscem, co wychodzi mu z różnym skutkiem... Idealista, zakochany w idei utopijnego świata. Marzyciel, wiecznie z głową w chmurach, może przez to nieco oderwany od otaczającej zewsząd szarej rzeczywistości. Odważny, ale absolutnie nie butny, stroni od konfliktów i walk za wszelką cenę. Właściwie to zamiast polowań, chętnie łapałby małe gryzonie tylko po to, by przyjrzeć się temu, jakie piękne, maleńkie istoty chodzą po świecie... Nie jest leniwy, jednak nie ma ambicji do maniakalnego stawania się najlepszym, nie lubi wykonywać zadań, do których został przymuszony. Brak mu asertywności - jest zapatrzony w innych, szczególnie starszych od siebie wojowników. Stara się być grzeczny, bo przecież zasad się nie łamie, chyba że świat zza granic obozu sam go do siebie przywoła, jak tu odmówić światu, który sam uchyla mu drzwi do swoich jakże ciekawych tajemnic, jest tyle miejsc do odkrycia i kotów do poznania! W dużym skrócie: może i nie będzie z niego najsilniejszego wojownika w całym lesie czy też najpotężniejszej Gwiazdy, za to jego celem jest budowanie lepszego świata - takiego, w którym każdy czuje się kochany i zrozumiany, a wszystko dookoła mieni się w jasnych barwach!
Ile kotów, tyle opinii. Dla Płomyczka trzymanie się zasad było czymś zupełnie naturalnym, mocno zakorzenionym w jego systemie wartości, a samo najlżejsze nawet nadwyrężanie ich wydawało się zupełną abstrakcją i czymś, czego jak ognia starał się unikać. Czy to kwestia wyssania Klanowych zasad z mlekiem matki, czy może wielkodusznej natury podpowiadającej czynienia wyłącznie dobra, tak zawsze czynił. Potrzeba tworzenia dla innych i siebie świata pozbawionego chaosu i wszelakiego zła było więcej niż priorytetem. Żył swoimi ideałami, pogrążony to trochę w marzeniach, to w jasnych barwach świata, jakby śnił na jawie, odpływając myślami gdzieś w dal.
I teraz, bujał gdzieś w obłokach, upojony pięknem okolicy i ekscytującym dreszczem pierwszej w życiu wędrówki na tak długi dystans. Ze ślepiami, wybałuszonymi z zachwytu i okrągłymi jak spodki, podziwiał srebrne, połyskujące w świetle promieni słońca grzbiety Szorstkich Skał. Każdym zmysłem pochłaniał z oddaniem elementy zniewalającego krajobrazu. Miejsce znacznie różniło się od gromowego obozu, było surowsze, skaliste, pozbawione miękkości złotego piasku, a jednocześnie pięknie mieniło się subtelną, turkusową barwą od sąsiadującego ze wzniesieniami zbiornika wody.
Pochłonięty doznaniami i zachwytem, a jednocześnie zupełnie zaciekawiony białofutrym, wlepił w niego wzrok, trawiastych, tlących się radością, przyjaznych oczu.
- Tak sądzisz?? DZIĘKUJĘ! Moi rodzice to chyba geniusze w takim razie, skoro wymyślili mi takie pasujące imię! Mam siostrę Iskierkę i czasem sobie myślę, że jesteśmy takim OGNISTYM siostrą i bratem! - komplement wywołał w kocurku falę euforii i utwierdził w przekonaniu, że spotkał idealnego przyjaciela - Ale za to twoje imię, to jest dopiero totalnie niesamowite! A-laska? Alaska! Co to znaczy A-laska? Nigdy nie słyszałem o czymś takim, ale brzmi naprawdę super! Może skoro ja wyglądam jak płomień, to ty wyglądasz jak ta "Alaska" właśnie? I masz przepiękne oczy, w dwóch kolorach, takich to jeszcze nie widziałem! Jedno jest niebieskie jak tak woda tutaj, a drugie trochę jak... słońce na niebie! A, no i ciebie też najfajniej w świecie poznać, Alasko!
Zbliżył się, przysiadając się do towarzysza rozmowy. Wyciągnął wątłą łapę w stronę jeziorka, wprawiając błyszczącą, gładką taflę wody w ruch.
- OO, nie z Klanów? To jak nazywa się twój nie-Klan, twoja rodzina? Chyba nie słyszałem nigdy o waszym nie - Klanie, ale co tam! Tyleee fajnych rzeczy mogę się dowiedzieć na swoim całkiem pierwszym spacerze, co nie?? - stwierdził wesoło - W Klanie Gromu jest najfajniej! Ostatnio zacząłem trening na wojownika i mam mistrzynię, i rodzinę i przyjaciół. I teraz nawet ciebie jako przyjaciela, spoza Gromu! Klan Gromu też jest bardzo piękny, złoty jak piasek i dużo tam różnych stworzonek, lubię je czasem łapać i obserwować, a ty? Na przykład, niektóre motyle są piękne albo długołape pajączki! Chętnie ci kiedyś pokaże, jeśli moja mistrzyni się zgodzi, no bo nie chciałbym jej za nic zdenerwować!
Łapiąc w nozdrza świeży powiew letniego wietrzyku, dodał:
- Czyli znasz więcej takich miejsc? To chyba częściej muszę wychodzić i może pokażesz mi coś fajnego? Zawsze bardzo marzyłem, żeby mieć przyjaciela z innych miejsc w lesie, a zwiedzać z nim okolice to dopiero byłoby coś! Bo ja sądzę, że z każdym warto się przyjaźnić, nieważne skąd pochodzi. Też jesteś terminatorem, bo nie nazywasz się Alaskową Łapą...? - skierował spojrzenie ślepi ponownie na falującą wodę - A w twoim nie-Klanie umiecie pływać? Jest taki Klan Rzeki i słyszałem, że tam pływają i łapią ryby. Ciekawe jak to jest, pewnie całkiem dobrze się ochłodzić w taką pogodę, a i ryby też potrafią być takie kolorowe, jak biedronki!
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxOstatnio jej życie w niczym się szczególnym nie zmieniło, znaczy zmieniło, ale wolała zachowywać się jakby nic się nie stało i nie rozmyślać o tym przez połowę dnia. Nie było to w jej stylu, nie zawsze, nie w te pogodę. Stawało się coraz zimniej, a przetrwanie zimy w samotności zawsze bywało trudne, więc powoli szukała coraz to nowszych pomysłów na przetrwanie zbliżających się opadów śniegu. xxxxPrzechodziła właśnie przez śliskie kamienie, gdy zatrzymała się w pół kroku widząc nadchodzącego kota. Czy dałoby się wykorzystać obecność przybysza w jakiś ciekawy sposób? Zawsze można było sprawdzić. xxxx– Witaj – przywitała się z uśmiechem pełnym łagodności i niewinności. Zobaczmy kogo my tu mamy.
/Trujący Liść
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Szedł w stronę rzeki z nadzieją, że może uda mu się dorwać jakąś smaczna rybkę, trzeba korzystać z okazji dopóki rzeka nie zacznie zamarzać na Porę Nagich Drzew. Okazało się jednak, że do połowu nie dojdzie, a to z powodu cudzej obecności. Postąpił parę kroków bliżej skałek, po czym z przymrużonymi oczami przyjrzał się nieznajomej. Czarna krótka sierść, długie uczy i iście wężowej urody ogon. Zamrugał parokrotnie jakby zdziwiony tym, że jego własne oczy próbują mu wykręcić jakiś żart. Widocznie nie tylko Klan Rzeki i Gromu posiadał u siebie hodowlę szczurów. - Witaj. -Odpowiedział tym samym. Widział jej widocznie łagodny uśmiech, jednak wolał pozostać w pewnej odległości.- Woda nie należy do najcieplejszej o tej porze. --Przeniósł spojrzenie z smukłej sylwetki na rzekę odbijająca się o skały.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxKocur jak się okazało, czekoladowy o budowie ciała podobnej do jej samej. Nie była pewna, czy był to kot klanowy, czy może zwyczajny przechodzień, ale nie zamierzała nie wykorzystać sytuacji. Kto wie co mógłby dla niej zrobić? xxxx– Dlatego zastanawiam się jak tutaj połowić ryby nie wchodząc do wody... wydaje się to niewykonalne! – zaczęła teatralnie i melodyjnym głosem przeszła do narzekania na to co się działo. – Dawno nie jadłam rybek, a bardzo bym chciała... niestety nie za bardzo też umiem łowić, więc w dodatku z lodowatą wodą jestem... w potrzasku. – dodała więcej, patrząc smutnymi oczami na czekoladowego chcąc wyłapać, czy cała szopka jaką odstawia ma w ogóle sens. Mogła udawać, że chce przejść na drugą stronę, ale ciężko tak, gdy po drugiej stronie nic ciekawego. Psikus. – Czy taki dżentelmen jak Ty... doradzi mi? – zapytała ostrożnie i lekko podeszła bliżej w stronę przybysza. Nie mówiła na poważnie, ale nie musiał o tym wiedzieć. Chciała zobaczyć, czy uda jej się wmanewrować starszego kocura w zrobienie dla niej czegoś. Zazwyczaj się udawało, ale tylko gdy naprawdę byli łatwymi i naiwnymi frajerami, którzy myśleli że dostaną coś w zamian. Czy sprawiało jej to przyjemność? Jak najbardziej. Chociaż czasami, jeśli ktoś nie zachowywał się jak najgorsze stworzenie po prostu zostawiała go w trakcie robienia z niego jełopa. Czasami czuła się z tym źle, ale tylko czasami.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Poruszył nieznacznie uchem, gdy kotka zaczęła mówić. Jak widać chciała złowić ryby, podobnie jak on, jedyna różnica polegała na tym, że on umiał, a ona jak to ujęła "nie za bardzo". Spojrzał przelotnie na wodę jakby w poszukiwaniu niespokojnej tafli, w której kryło by się pokryte łuską stworzenie. - Bo jest niewykonalne, przynajmniej jedną z łap musiałabyś zatopić w tej lodowatej wodzie. -Przeniósł spojrzenie na swoją rozmówczynię.- Ale powiedz mi, jak wcześniej udawało ci się łapać ryby, skoro już je kiedyś jadłaś, ale nie umiesz za dobrze na nie polować. Byłaś pieszczochem, czy może szukałaś ich w tych śmierdzących skrzyniach należących do dwunożnych? -Czy musiał to wiedzieć? Kompletnie nie. Chciał jednak mieć jakieś przedstawienie sytuacji, tak z czystej kociej ciekawości.
Nie poruszył się, gdy ta się do niego zbliżyła, uniósł jedynie jedną z brwi.- Dlaczego myślisz, że sam umiem to robić? -Chwilę wcześniej doradzał jej z wodą, wiedział o tym, że dał jej jawną iluzje, nie chciał jednak tak łatwo dochodzić do kompromisu. Nie widział za dużego problemu w podzieleniu się wiedzą, bo w końcu mu to nie zaszkodzi, ale tak jakoś wolał najpierw rozmowę, chwilę podroczenia się. Dawno tego z nikim nie robił.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Jej piękne, schludne futerko zaiskrzyło się w słońcu, kiedy tylko wyszła zza Śliskich Skałek. Ziewnęła przeciągle. Było późno, przynajmniej tak jej się wydawało, słońce w końcu było już za horyzontem, choć kto wie, ostatnio jakoś wcześnie zachodziło. Nie przychodziłaby tu w ogóle, nie miała po co, choć z drugiej strony i tak nie miała zbytnio konkretnego celu. Nawet nie wiedziała po co wróciła! Za poprzednim razem wiedziała. Za poprzednim razem miała cel, kogoś, do kogo mogła wrócić, a teraz? Teraz nawet nie była przekonana co do tego, że to dobry pomysł. Jeszcze na zimę. Niemniej ignorowała swoje wątpliwości, dokładnie tak, jak ignorowała całą resztę swoich problemów, nic nowego. Przyszła tu dlatego, by napić się z Grzmiącej Rzeki, bo znała te tereny jak własną kieszeń, pomimo, że dawno jej już tu nie było. Niemniej pamiętała co tutaj się działo, pamiętała każde miejsce, wszystko! A pić też musiała, nie? Podeszła więc do spokojnego brzegu, żeby zaraz nachylić się i zacząć chlipać lodowatą wodę, krzywiąc się przy tym nieznacznie. Obrzydliwe.
kuna
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak