Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Potężnej budowy długowłosa czarna szylkretka pozbawiona całkowicie bieli. W miejscach gdzie widoczny jest rudy kolor można dostrzec pręgowanie ticked. Największe rude plamy znajdują się na prawej stronie pyska, oraz na grzebiecie. Ślepia kotki przybrały kolor żółty. Krok Lisicy mimo wszystko nie należy do ociężałych. Porusza się dość zgrabnie, pochylając często przy tym łeb.
Ciekawa świata kotka, nie bojąca się zadawania pytań. Uwielbia rozmawiać i nie ma problemu z dostosowaniem się do rozmówcy, mimo tego jednak często jedno mówi, a drugie robi i myśli. Nie wie co to posłuszeństwo. Dlatego też nie zamierza wierzyć, w takie bujdy jak Gwiezdni..
Bez wątpienia można ją określić mianem inteligentnej, o czym niewątpliwie można się już przekonać w pierwszych chwilach rozmowy z nią.
Bobrzy Bór (KC)
Zguba nie pobyło szczególnie długo w samotności. - Doberek wiaterek co tak się gapicie w tą wodę? - wzdłuż Grzmiącej Ścieżki dzielnie skacząc po kamieniach szedł dość spory samotnik, raczej starszy niż młodszy, jednak jego ciało zdobiło wiele blizn - trach pach pam szukasz czegoś przyjacielu? - mówiąc radośniewręcz mruczał... A gdy zrobił jeszcze dwa kroki czuć było od niego słodkawą woń pewnego uzależniającego ziela.
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Nachylone nad wodą, nie zauważyło samotnika aż do chwili, gdy ten się nie odezwał. Futro się na nich zjeżyło na dźwięk obcego głosu; poderwało się i tylko cudem uniknęło upadku w toń rzeki.
- Chciałom zapolować - jęło się tłumaczyć, oczywiście bezgłośnie - przepraszam, mam sobie iść?
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Potężnej budowy długowłosa czarna szylkretka pozbawiona całkowicie bieli. W miejscach gdzie widoczny jest rudy kolor można dostrzec pręgowanie ticked. Największe rude plamy znajdują się na prawej stronie pyska, oraz na grzebiecie. Ślepia kotki przybrały kolor żółty. Krok Lisicy mimo wszystko nie należy do ociężałych. Porusza się dość zgrabnie, pochylając często przy tym łeb.
Ciekawa świata kotka, nie bojąca się zadawania pytań. Uwielbia rozmawiać i nie ma problemu z dostosowaniem się do rozmówcy, mimo tego jednak często jedno mówi, a drugie robi i myśli. Nie wie co to posłuszeństwo. Dlatego też nie zamierza wierzyć, w takie bujdy jak Gwiezdni..
Bez wątpienia można ją określić mianem inteligentnej, o czym niewątpliwie można się już przekonać w pierwszych chwilach rozmowy z nią.
Bobrzy Bór (KC)
- Eee? - niezbyt inteligentny wyraz pyska zagościł u Maciusia gdy ten usłyszał pierwsze słowa Zguby. Chociaż słowa to za dużo powiedziane, prędzej szepty. - A kim na niby jestem piri piri kici żeby ci coś mówić - machnął ogonem dwa razy i szedł dalej wzdłuż rzeki - możesz sobie iść siam tam tak, możesz nieee iść. Dzięki buty ciach. Uważajcie na szczupaki i inne trwała la liny! - nie zatrzymał się ani na chwilę szczerze mówiąc... Więc gdy kończył swoje kwestie był dość daleko od kota. Maciuś chyba był zdecydowanie bardziej zainteresowany chodzeniem przed siebie niż rozmowami...
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Zguba długą chwilę patrzyło za odchodzącym Maciusiem z niezbyt inteligentnym wyrazem pyska. Skłamałoby, stwierdzając, że zrozumiało wiele z tej chaotycznej paplaniny. Tyle dobrze, że nic złego z tego nie wyniknęło.
Na powrót nachyliło się nad wodą, czekając na podpływające ryby.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
***
Jawił się jako samotna, ciemna sylwetka na skałach, uważnie stawiając kroki, po czym podążał brzegiem rzeki. Rozdzielili się z Młodym - każdy na swój odmienny sposób badał nowy teren. Zwykle nie przynosiło to większych szkód; ich podział pracy idealnie pasował do ich talentów, jednak Szpadla niepokoiły zapachy, na które co i raz napotykał się po drodze.
Wonie obcych kotów, chociaż w tym miejscu akurat nie były tak silne. Nawet znając charyzmę Młodego... Szpadel miał nadzieję, że nie napotka żadnych poważnych problemów.
W każdym razie nie zamierzał oddalać się zbyt daleko; jego celem było znalezienie dobrych miejsc do polowania. Chociaż pozyskiwanie jedzenia w lesie nie należało do umiejętności ani Szpadla, ani Młodego (a pozyskiwanie jedzenia bezpośrednio, w ogóle, do ich zamiłowań), dobrze było znać tutejsze rewiry. Szpadel był przyzwyczajony do wykonywania prac, które nieszczególnie lubił, i nie zamierzał pozwolić, aby któryś z nich chodził głodny. Pewnym siebie krokiem podążał brzegiem rzeki, coraz bardziej oddalając się od Siedliska Koni.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Zaczynał rozumieć, czemu tyle ojców wychodziło z Klanu i nigdy już do niego nie wracało - pewnie byli równie przypadkowymi rodzicami co on i równie desperacko pragnęli uniknąć z tego tytułu odpowiedzialności. Problem polegał na tym, że Kostek wcale nie miał ochoty się wyprowadzać, niemniej integrować ze swoimi kociętami też nie bardzo. Skóra mu cierpła na samą myśl, że ktokolwiek mógł powiedzieć do niego per "tato".
Szczęśliwie, nastały upały i Kostek nie musiał się dłużej chować zmarznięty w różnych kątach obozu, a mógł przebywać... gdzieś indziej. Na przykład w okolicach granicy z Gromem, co było miejscem równie przypadkowym co i nie. Niemniej, natykanie się na znajomków najlepiej mu szło, kiedy w ogóle o tym nie myślał, więc w tym wypadku zamiast białego futra Pajęczyny zobaczył jego odbicie w negatywnie. Jednak czarny, wysoki kocur nie pasował do obrazka nie tyle za sprawą swojego wyglądu co zapachu. Jego odór niósł się z daleka i aż skrzydełka kostkowego nosa zaczęły trzepotać, nie mogąc się od niego opędzić.
Każdy inny kot uznałby nieznajomego z miasta za zagrożenie, albo przynajmniej nie próbowałby go od wejścia zirytować. Natomiast Kość przystanął w zasięgu jego wzroku i ostentacyjnie wciągnął powietrze nosem. - Smród osiedla w środku lasu? Czyżby ktoś zawędrował za daleko od domu? Może się zgubił? - Przemówił głośno konwersacyjnym tonem jakby mówił do siebie albo do niewidocznego rozmówcy.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Czarnofutry na początku absolutnie wydawał się nie zauważać obecności Kościstego Wybrzeża - szedł brzegiem rzeki, obserwując jej gwałtowny nurt, który jakoby mimowolnie przyciągał jego wzrok.
Szpadel nigdy wcześniej nie miał styczności z tak brutalną, żywą przyrodą. Otaczała go mnogość nowych zapachów i dźwięków, których nie potrafił jeszcze do końca odfiltrować - nie wiedział, co jest ważne, a co nie. Wszystko wydawało się bardziej intensywne, nawet sam kolor nieba.
Doświadczenie nauczyło go między innymi tyle, że nie dał widocznej oznaki zdziwienia, gdy dobiegł go głos nieznajomego. Jednak krew w nim ścierpła; pierwsza rzecz, do której zawsze był przygotowany przy nowej znajomości na obcych terenach, to konfrontacja.
Lecz kiedy jego wzrok padł na nową sylwetkę, ferwor trochę opadł. To coś miało być dzikim kotem? Z oddali wyglądał jak miejski włóczęga, który nie jadł tyle, ile powinien.
- Sam nie wyglądasz szczególnie dobrze - zauważył konwersacyjnie. Było to zamierzone jako luźna uwaga. - Wyrzucił cię tu jakiś człowiek?
W każdym razie nie wyglądało na to, by nieznajomy radził sobie w lesie szczególnie dobrze.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Może komentarz był zamierzony jako luźna uwaga, ale Kostek przyzwyczaił się, że koty piły do jego wyglądu, wzrostu i chudości, żeby go obrazić. Tylko, że on nigdy nie brał tego do siebie i teraz nie było inaczej - prędzej miał ochotę uśmiechnąć się szeroko, że nieznajomy przyłączył się do festiwalu przekomarzanek.
Zamiast tego westchnął, jakby z rozczarowaniem. - To co widzisz to smukłe i atletyczne ciało doskonałego wojownika. - Miauknął w swoim zwykłym, przeciągającym zgłoski stylu. - Od razu zdradzasz, że nie jesteś stąd, skoro tego nie wiesz. Tłuszcz, czy nadmiar mięśni tylko dodają ciężaru. W jaki sposób wyobrażasz sobie polować na drzewach, gdy gruby brzuch ciągnie cię do ziemi? - Stanął trochę zgrabniej, z założenia, jak chart na wystawie, chociaż i bez tego widać było mu większość kostek pod cienkim futrem.
Trudno powiedzieć, czy mieszczuchowi dało się wcisnąć jakieś bzdury. W końcu nie każdy był Minogiem, który uwierzył w kanibali, ale spróbować zawsze warto.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Szpadel ze zdziwieniem i niejaką fascynacją obserwował występ nieznajomego. Inaczej nie potrafił tego określić. Kocur przed nim wyglądał na takiego, co dużo nadrabia gadaniem; Szpadel zmierzył go wzrokiem i stwierdził, że powaliłby go na łopatki bez większych wątpliwości.
Dziwiła tylko pewność siebie. W mieście większość kotów podszyta była strachem - ale tu, w tej dzikiej, nieposkromionej głuszy? Coś nie bardzo. Czyżby nikt tu nie bał się śmierci?
Co za świeży koncept.
Wyprostował się, wpatrując się w Kościste Wybrzeże tak, jak gdyby chciał policzyć mu kości. Nieznajomy stał przed nim tak, jakby szukał jakiejś... aprobaty?
- Nadmiar mięśni, co? Wygląda, że ty masz co najmniej niedostatek -dodał tym samym chłodnym tonem. - Ale co ja tam wiem. Jak sam powiedziałeś, nie jestem stąd.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Mieszczuch nie wyglądał jakby był pod wrażeniem. Na przekonanego też niekoniecznie. Przynajmniej dalej chłodno i szczerze wyrażał swoją opinię - słuszną skądinąd - i nie bał się, że Kość obrazi. Wojownik to doceniał, nawet jeżeli oficjalnie się skrzywił.
- Nie będę siłą zmieniać twojej opinii, skoro tak bardzo chcesz się jej trzymać. - Wzruszył wystającymi łopatkami. - Tylko pomyśl. Żyję w tym lesie od urodzenia. Czy przeżyłbym tyle jakbym był tylko niedożywionym i słabym wyrzutkiem? - W udawanym zniecierpliwieniu trzepnął chudym ogonem. Może rzeczywiście miał nadmiar pewności siebie, ale sądził, że nawet pozbawiony Klanu jakoś by sobie poradził. Jak się uparł to nawet potrafił polować. Co prawda gadaniem nie dało się przekonać lisa, by cię nie zjadł, ale można było przekonać jakiegoś frajera by nastawiał za ciebie karku. W każdym razie, licha bezgwiezdni nie tykali i Kostek się tego trzymał.
- No, a tobie na co się te twoje mięśnie przydają co? Ucho ci wiatr urwał? Łapę gałązka zadrapała? - Wytknął leniwie. Może i składał się z samych kosteczek, ale chociaż każdego dnia wkurzał kogoś innego, oboje uszu miał jeszcze na miejscu.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Samotnik wodził po szarej sylwetce oczami, ewidentnie próbując ocenić zarówno poziom szczerości, jak i potencjalnego niebezpieczeństwa. Chociaż to drugie wydawało się na ten moment dość nikłe.
Szpadel nie był w stanie ocenić, czy irytacja rozmówcy była prawdziwa, czy udawana. Do takich interakcji zdecydowanie lepiej nadałby się Młody; przy każdej społecznej interakcji Szpadel chciał wspólnika u boku, by pomagał mu odczytywać innych.
Z drugiej strony, nie była to aż tak tragiczna sytuacja. W razie, gdyby poszło dramatycznie źle, mógł po prostu... pozbyć się szarego. Chociaż...
- Skąd mam wiedzieć, ile przeżyłeś? Może wyręczasz się innymi - rzucił chłodno. Nie pierwszy raz by widział słabszego kota, który oferuje innym przysługi bądź informacje za protekcję i żarcie. Sam, w pewnym sensie, właśnie taki był. - Nie wyglądasz na takiego, który przeżyłby wiele sam. Jak duża jest twoja grupa?
Docinek do swojego wyglądu w ogóle nie skomentował. Nie zamierzał tłumaczyć się z własnej fizjonomii ani tym bardziej historii przed kimś, kto - jak Szpadel coraz bardziej podejrzewał - po prostu chciał mu zajść za skórę. Może specjalnie sprowokować?
Cóż, musiałby się bardziej postarać. Gdyby chciał, Szpadel z pewnością mógłby zostawić go z własnymi bliznami.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Oczywiście, celem wojownika było niemal wyłącznie zirytowanie rozmówcy - ku własnej satysfakcji i przyjemności z przerzucania się amunicją słów. Zaczynał przy tym podejrzewać, że wydobycie z mieszczucha reakcji nie będzie takie łatwe. Z drugiej strony mógł on być jak wypełniony mysią żółcią pęcherz: długo uginał się pod łapami, by potem wybuchnąć niespodziewanie. Byłoby trochę niefortunne, przy wyraźnej przewadze gabarytów i siły, a zapewne i doświadczenia, kocura nad Kostkiem, który mógł tylko liczyć na to, że w razie czego zdąży umknąć przed zbliżającą się do jego pyska ciężką łapą. Do tej pory się udawało, więc liczył i teraz na sprzyjające spojrzenia Gwiezdnego Klanu. - Czy teraz zaczęło się przesłuchanie? Mam prawo zachować milczenie? - Kość kompletnie zignorował uwagę o wysługiwaniu się innymi (brawo! mieszczuch odkrył jego sekret) i tym razem pozwolił, by jego wargi wywinęły się w lekkim uśmiechu. - Może nawet odpowiedziałbym na pytanie, ale po co ta wiedza? Dla udowodnienia tezy, że nie ma szans bym radził sobie sam? Czy może chcesz przygarnąć biedną sierotkę pod swoje skrzydła? - Zgadywał, nawet na chwilę nie porzucając znudzonego i leniwego tonu, chociaż oczy błyszczały mu nieco zadziornie. - O, a może zastanawiasz się ile kotów będzie się mścić jak mi w końcu przyłożysz? - Wyżej podciągnął kąciki pyszczka, jakby ta ewentualność obudziła w nim rozbawienie.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Kocur wodził wzrokiem po Kostku, jakby starając się ujrzeć w nim jakąś oczywistość - i nie dając rady. Chociaż Szpadel do najgłupszych nie należał, a ukryte za manipulacjami intencje nie były mu obce, absolutnie nie potrafił łączyć kropek między czyimś zachowaniem i mimiką a rzeczywistymi emocjami.
Doskonale zdawał sobie ze swoich braków w tym zakresie sprawę, dlatego najczęściej przyjmował postawę defensywną - jeśli nie wie, co do końca się dzieje, czasem lepiej przygotować się na tę gorszą opcję. Życie nie pozwalało pod tym względem wybrzydzać.
Chuderlak przed nim nie wydawał się być szczególnie młodym kotem, chociaż dokładnie tak się zachowywał. Teatralne ruchy i wyolbrzymiona intonacja w pewien sposób przywodziły na myśl Młodego... Szpadel podejrzewał, że kocur w jakiś sposób się nim bawi, ale nie potrafił dostrzec puenty. Tak czy siak, jeżeli by można wydobyć z niego jakiekolwiek przydatne informacje, Szpadel był do tego równie odpowiedni, co widelec do jedzenia zupy.
- Czy nie nudzi cię dźwięk własnego głosu? - powiedział ostatecznie. - Zresztą na pewno nie przyjmę żadnej "biednej sierotki", o której nic nie wiem... Ale dobrze, zagram w to - dodał, zastanawiając się co zrobić z zaistniałą sytuacją. Miał na ten dzień plany, a nieznajomy po prostu go opóźniał - Szpadel nie chciał jednak ani go atakować, ani tym bardziej poprowadzić w stronę miejsca, gdzie się z Młodym zatrzymali... Może mógł liczyć na to, że chuderlak się nim po prostu znudzi albo przestraszy?
Hm.
- Gdybyś został nagle zniknięty, to czy komukolwiek chciałoby się mścić? - zapytał z pewną dozą sceptycyzmu. Z lekko zblazowaną miną zaczął oglądać własne pazury - długie, ostre i z całą pewnością zdolne do przelewu krwi.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Kostek nie zamierzał nieznajomemu ułatwiać próby rozgryzienia go. Zresztą, czy musiał rzeczywiście się starać? Już dawno zauważył, że innym najtrudniej dostrzec to co pod powierzchnią, a gdy mówił prawdę w otoczeniu kłamstw i tak nikt mu nie wierzył na słowo. Z jakiegoś powodu rzadko kiedy jego rozmówcy wpadali na to, że w większości jego czynów, nie było ukryte żadne drugie dno.
Ktoś taki - poorany bliznami - jak czarnofutry kocur naturalnie musiał być nieufny. - Nie. Ale możemy posłuchać trochę twojego dla odmiany. - Miauknął bez zawahania. Uśmiech na jego pyszczku tylko się poszerzył, gdy samotnik głośno oznajmił gotowość przyłączenia się do 'gry'. Kość chciał udawać zdziwionego, zapytać w co takiego będą grać, ale gest z oglądaniem pazurów rozbawił go do tego stopnia, że postanowił to pominąć i od razu przejść do swojej odpowiedzi.
- Wiesz, zorientowałem się, że zadajesz to samo pytanie tylko innymi słowami. - Lekko skrzywił wargi. - Ale dobrze, niech ci będzie, żebyś potem nie mówił, że nic nie wiesz o biednej sierotce. - Wymruczał z rozbawieniem, nieadekwatnym do uważnego spojrzenia, którym przeciągnął po uzbrojonej łapie mieszczucha. Wojownik podejrzewał, że jej dobry cios mógłby go rozpłatać na pół, ale zamiast straszne, wydało się to mu ekscytujące. - Pomyślmy. Jakbym został nagle zniknięty... Przez ciebie, jak mniemam? Mogłoby to poruszyć sercem mojego rodzeństwa... Dwójki przyjaciół... - Nie sądził, by mógł tak nazywać Oriona i Pajęczynę, ale chociaż zakładał, że oboje mogliby się trochę stęsknić za jego irytującym towarzystwem. - Partnera.... Mmm, jego to chyba przede wszystkim. - Na zakończenie posłał Szpadlowi "niewinny uśmiech".
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Owszem, Szpadel był naturalnie nieufny, a w tym momencie życia większość problemów rozwiązywał łopatologicznie. Przemoc była wygodnym narzędziem, zwłaszcza dla kogoś, kto nie był charyzmatyczny ani mocny w słowach. Niemniej jednak gdyby kocur usłyszał, że Kościste Wybrzeże uważa prospekt zostania rozpłatanym na pół przez jeden cios za jakkolwiek ekscytujące, pewnie by zwymiotował.
Wykorzystywał przemoc, bo do tego zmusiło go życie. Takiej narracji się trzymał, by zachować trzeźwość i spokój umysłu.
- Kondolencje dla twojego rodzeństwa - odpowiedział sucho. Chociaż z drugiej strony może rodzina nieznajomego była równie irytująca co on... Zaraz. Partner? Że męski w sensie?
Spojrzał na rozmówcę trochę innym wzrokiem. Chociaż nie była to rzecz niespotykana, to jednak nigdy nie należała do pierwszych, które przychodziły Szpadlowi do głowy. Teatralne zachowanie orientala nabrało więcej sensu, gdy postrzegało się go jako kokieteryjnego, jadowitego węża. Ale Szpadel nigdy nie spodziewał się tego po facetach.
- Czyli jednak jesteś chłopcem na czyimś utrzymaniu - skwitował, niejako próbując ukryć zdziwienie i swoisty niesmak. To nie tak, że orientacja orientala go odrzucała - raczej połączone elementy, całokształt spotkania. - Strach się bać, rzeczywiście.