mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
- Nie potrzebne im kondolencje skoro jeszcze żyję. - Miauknął spokojnie, chociaż doskonale zrozumiał, że uwaga miała być złośliwa. Zresztą, prędzej to jemu należały się słowa współczucia, bo pozostałe przy życiu i w Klanie rodzeństwo było irytująco rozgadane i męczące. Po każdej interakcji z nimi Kość potrzebował długiego spaceru w ciszy, dlatego - i z powodu tego, że uważał ich za zwyczajnie nudnych - rzadko zaszczycał ich swoim towarzystwem.
Prawdopodobnie nawet nie mieli pojęcia jak bardzo potrafił być irytujący.
Tymczasem samotnikowi średnio udało się ukryć niesmak. Wojownik mógł zgadywać, czy to rewelacje o posiadaniu partnera , czy założenie, że tenże się nim opiekuje tak go odrzucało. Niemniej, skoro było to coś budzącego w rozmówcy emocje, zamierzał się tego chwycić. - Oh? Czyżby cię to dziwiło? Czy może wręcz obrzydzało? - Zapytał z krzywym uśmiechem. - Wbrew temu co myślisz, poradziłbym sobie doskonale sam, ale pytanie... po co? Skoro komuś przyjemność sprawia dbanie o mnie, a ja mogę zadbać o niego na swój sposób? Wszyscy mamy różne talenty. Tak się składa, że moim jest coś innego niż polowanie. - Nie powstrzymał się i puścił mieszczuchowi oczko, ciekawy czy od ten drobny gest wystarczy, by doszło do jego samozapłonu, czy też uda mu się zachować kamienne oblicze.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Jak na swój słoneczny kolor, oczy Szpadla pozostawały były nieoczekiwanie chłodne. Zmrużone, wręcz trochę poirytowane.
Wewnętrznie natomiast kocur miał mętlik.
Rozmowa o rodzeństwie sprowadziła jego myśli na dość mroczne tory - zarówno własną rodzinę, jak i rodzinę Młodego zdołał stracić - i był o pół kroku od odwrócenia się i zostawienia orientala na radosnym teatralnym pieńku własnego występu. Niech sam sobie bije brawo, szaleniec jeden. Jeśli jedynym, czego pragnął, była zapatrzona widownia... Szpadel poczuł się tym nagle i doszczętnie wyczerpany. Trzy komentarze posłane w stronę nieznajomego wyczerpały jego rezerwy społeczne.
Ale, no, nie spodziewał się absolutnie Kościstego Wybrzeża. Osłupiał, słysząc niczym niewzruszony monolog rozmówcy. - Widzę, że jesteś równie pragmatyczny, co sprzedajny - odparł sucho. Może i był zabijaką z zawodu, ale insynuacja, że można być z kimś głównie dla korzyści, a nie dla uczucia...
Tak, oriental miał rację. Szpadla to brzydziło.
Zmrużył ślepia gdy tamten tajemniczo do niego mrugnął. - Czy coś ci wpadło do oka? - Ewentualnie, gdyby posiadał jakąś wiedzę medyczną, pewnie prędzej obstawiłby udar niż możliwość, że ktoś próbuje się do niego zalecać.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Bardzo dobrze, że samotnik porzucił temat rodziny. Ani Kości nie interesowało opowiadanie mu o swojej, ani słuchania o jego. Był to dla niego jeden z najbardziej niezrozumiałych konstruktów - dodawanie wartości kotom tylko ze względu na więzy krwi. Rodzicom mógł jeszcze oddać to, że zajmowali się nim, gdy był kociakiem, a potem oferowali jakieś tam wsparcie (z którego nigdy nie skorzystał). Ale jego bracia i siostry? Żaden z nich nie zrobił dla niego nic ponadto co inne, niespokrewnione z nim koty (a nawet i mniej).
Rozmowa na ten temat znudziłaby wojownika błyskawicznie.
Nie żeby drugi wątek niósł ze sobą jakieś rozbłyski i grzmoty, ale chociaż miał szansę Kostka rozbawić.
- Tak. Ty. - Odpowiedział płasko, trochę nie wierząc, że właśnie odbywa najbardziej sztampowy dialog na świecie. To też nie tak, że mieszczuch zwalił go z łap swoim wyglądem, ale też nie był najgorszy. Bardziej przyciągał orientala swoim dalekim pochodzeniem, chociaż mięśnie też miał niczego sobie. Niemniej kocura najbardziej interesowało, czy jest w stanie wydobyć z niego jakąkolwiek odpowiedź na swój podryw. - Wracając, ty za to szybko wydajesz osądy. Może i jestem sprzedajny, a może założyłeś coś od początku i widzisz tylko to co pasuje. - Gładko powrócił do wcześniejszej wypowiedzi kocura, a w głosie brzmiała mu słabo zagrana uraza. - Kiedyś słyszałem, że poza Klanami panuje większa swoboda obyczajów, więc spodziewałbym się, że widziałeś już przeróżne relacje.... ale zaczynam w to wątpić. - Ostentacyjnie krzywił wargi. Tak naprawdę Orion opowiadał mu tylko, że poza Klanami nikogo nie interesuje czy chodzisz w krzaki z kotkami czy kocurami, czy ze wszystkim, ale ani nie był on źródłem wiarygodnych informacji, ani nie ujął tego w ten sposób jak przekazywał teraz Kościste Wybrzeże.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Z jednej strony oriental wykorzystywał innych romantycznie, gardził nimi - z drugiej, odrzucał szczere wsparcie. Szpadel nie potrafiłby tego przetworzyć ani tym bardziej takim być.
Może to i dobrze, że rozmowa nie potoczyła się w tę stronę.
Chociaż aktualna nie wydawała się dużo lepsza. Ostatni raz, kiedy Szpadla próbował ktoś wyrwać, przypadał na czasy, gdy siostra Kostka jeszcze żyła. A inny kocur... Cóż. Po wyznaniu orientala, że posiada partnera, co niby miało to oznaczać?
Szpadel uśmiechnął się krzywo. - I co, chcesz teraz mnie złapać w sidła? Kolejna rybka na haczyk? - parsknął pogardliwie, jak ktoś, kto nie potrafi sobie wyobrazić takiego żonglowania relacjami z innymi. Może i w mieście istniały luźne relacje, ale Szpadel omijał je szerokim łukiem i nigdy ich nie rozumiał. Kilka mocnych więzów - i tyle.
(Chociaż, gdy się ma ich więcej, ciekawe czy strata mniej boli?)
- Skoro uważasz, że za szybko wydaję osądy... Dobrze. Pokaż jaki jesteś niezależny, o stworzeniu lasu - tu spojrzał wymownie na bystry nurt rzeki, śliskie skały przecinające go niczym deszcz panoramę miasta. Oriental pewnie nigdy nie widział takiego widoku... Nieważne. - Pokaż mi, jak sprawnie polujesz na prawdziwe ryby.
W spojrzeniu miał wyzwanie. Założę się, że nie potrafisz. A jeżeli oriental wpadnie do wody, Szpadel pozbędzie się problemu, szybko i sprawnie. Miał lepsze rzeczy do roboty; to, że odwróci od siebie wnikliwy wzrok nieznajomego było tylko bonusem. Szpadel czuł się pod nim jak ochłap mięsa przed trzydziestoma głodnymi kotami. Zagrożenie.
A jak orientalowi się poszczęści, to Szpadel będzie miał obiad. Easy.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Pochwalenie się partnerem, a potem bezceremonialne podrywanie może nie było najwłaściwszą kolejnością, ale to nie tak, że Kostek to zaplanował. Właściwie, nie spodziewał się też zbyt wielu pozytywnych rezultatów, ale nie mógł sobie odmówić próby, kiedy Mieszczuch był tak ostentacyjnie na "nie". - Mówisz tak, jakby planował dla ciebie coś niemiłego. - Właściwie, oriental nie zrozumiał części używanych przez samotnika słów, ale sam kontekst wystarczył. - Tymczasem ja tylko wyrażam zainteresowanie. Poznaniem cię. Bliżej. - Niezrażony krzywą miną Szpadla, sam uśmiechnął się sympatycznie. Prawdę mówiąc, nawet tak wykrzywiony i średnio wygadany kocur wydawał się - przynajmniej chwilowo - bardziej ciekawy niż jakikolwiek kot w Klanie.
I proszę, nawet aktywnie się postarał by dostarczyć Kostkowi trochę emocji i rzucił więcej niż jedno wyzwanie. Wojownik wyszczerzył do niego zęby, w zbyt szeroko rozciągniętych wargach, by nie wyglądało to sztucznie na jego pysku. - Cudownie się składa, to akurat moja specjalność. Chyba ostatecznie ci nie wspomniałem, że pochodzę z Klanu Rzeki? Łowienie ryb wysysamy z mlekiem matki, a pływania uczymy się tam szybciej niż pierwszych kroków. - Ogłosił. Bez żadnego zawahania uniósł cienki ogon nad grzbiet i elastycznym krokiem podążył wzdłuż brzegu w stronę bobrowej tamy. - Mam nadzieję, że idziesz za mną, bo tutaj nic nie złapiemy. - Miauknął głośno, nie odwracając łba.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Szpadel wyglądał tak, jakby chętniej poznał bliżej nadjeżdżające auto. Nie ufał orientalowi ani trochę, a uśmiech skierowany w jego stronę tylko pogłębiał to odczucie, nieważne czy był sztuczny czy rzeczywisty - rozmowa z nieznajomym ustawiła już spojrzenie Szpadla pod pewnym kątem i, cóż, nie było to spojrzenie zbyt pozytywne.
Brak zaufania jednak przed niczym go nie powstrzymał. Z lekkim opóźnieniem, jakby jeszcze się namyślał, ruszył za orientalem, nie zbliżając się do niego nigdy na bliżej niż na pięć metrów.
- Z Klanu Rzeki, co... - mruknął pod nosem jakby do siebie. Sam ryb łapać szczególnie nie potrafił, jednak nie zamierzał się do tego faktu przed nikim przyznawać. Nigdy nie miał ku temu okazji - a teraz, skoro okazja się znalazła, czemu miał z niej nie skorzystać? Lubił stale poszerzać swój repertuar na każdą ewentualność.
Nawet jeśli musiał ścierpieć obecność... kogoś takiego. Kocur był na swój sposób intrygujący, ale również męczący. Nie dość, że Szpadel był nieznajomym na nieznanych ziemiach, to jeszcze musiał się potknąć o takiego narcyza.
- Idę, idę - dodał tylko. Wcześniejsza rozmowa nieco go wyczerpała. Jeżeli oriental myślał, że Szpadel podtrzyma słowne igraszki, to się przeliczył. Szpadel jedynie dotrzymywał mu kroku, patrząc to na prawo, to na lewo, to na bujający się przed nim hipnotyzująco ogon orientala. Ani razu nie rozluźnił się do końca, przygotowany na to, że oriental mógł prowadzić go w jakąś pułapkę.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Tymczasem Kość wcale nie planował wyprowadzić mieszczucha w metaforyczne pole, a jedynie w łagodniejsze zakole rzeki, gdzie woda przy brzegu była płytsza a nurt łagodniejszy. Przeszło mu przez myśl, żeby jednak wskoczyć na zdradliwe śliskie skałki i liczyć, że drugiemu kocurowi noga się powinie i wyląduje łbem w spienionej toni, uwalniając tym samym wojownika od konieczności wysilania się na łowieniem ryb, jednak nie zależało mu aż tak na pozbyciu się samotnika. Jego towarzystwo jeszcze go bawiło, sam fakt, że postanowił zaprezentować swoje umiejętności łowieckie, dość dobitnie o tym świadczył. Zazwyczaj unikał takich przyziemnych czynności, jednak w tym wypadku liczył, że ostatecznie czeka go co najmniej niezła zabawa. - Szczęśliwie ryby nie mają węchu, bo każda inna zwierzyna ze sprawnym nosem dawno uciekła w popłochu czując ten sm... ekhm, miejską woń z twojego futra. - Jego towarzysz nie poczuwał się do obowiązku podtrzymywania konwersacji, więc Kość przejął w tym dowodzenie. - Natomiast, jeżeli mam pokazać ci skuteczne łowiectwo, będziesz musiał zachować ciszę... - W tym momencie rzucił Szpadlowi rozbawione spojrzenie przez bark. - ... chociaż z tym chyba nie będzie problemu. - Skwitował i kolejny raz puścił kocurowi oczko. (Tym razem typ chyba wiedział co to oznacza).
Kiedy odwrócił łeb do przodu, miejsce o którym myślał było już w zasięgu wzroku. Jeżeli Gwiezdny Klan istniał, powinien je w tym momencie napełnić rybami, by lojalny wojownik mógł obronić swój honor.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Poczuł lekkie rozbawienie, kiedy oriental zaciął się w wypowiedzi. Szpadel żył wystarczająco długo, by nieraz słyszeć obelgi na swój temat, ale w mieście często dotyczyły one innych rzeczy. Wątpił, by kiedyś zaczął pachnieć lasem - albo ten tu o przed nim, chociaż z takiej odległości Szpadel niezbyt dobrze wyczuwał jego woń.
Najbardziej bawił go fakt, że nieznajomy po raz kolejny odwrócił się do niego plecami, jakby Szpadel nie stanowił żadnego zagrożenia... Co za godna podziwu ignorancja.
Zgodnie z wolą tymczasowego, hm, lidera usiadł jednak nieopodal, wystarczająco blisko, by dobrze widzieć, ale bez przesadyzmów.
Proszę bardzo, zaczynaj. Zdawał się mówić lśniącymi oczami, wyobrażając sobie, z jaką łatwością byłby w stanie wepchnąć kocura do wody i sprawdzić, czy pływa tak dobrze, jak zapowiadał.
Puszczone oczko zdecydował się rejestrować jako orientala mimowolny tik i tym samym nie reagować na nie. Miał przecież zachować ciszę, nie? To zachowuje.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Trudno powiedzieć, czy Kostek był tak głupi, czy zwyczajnie lubił kusić los, ale odwracał się do samotnika plecami bez żadnego zawahania. Tylko czy to wiele zmieniało? Jakby drugi kocur chciał i tak bez problemu zrobiłby mu krzywdę, nie potrzebował elementu zaskoczenia. Jednak patrząc po jego wielkim oburzeniu "sprzedajnością" rozmówcy, wojownik nie spodziewał się, że Szlachetny Mieszczuch zniży się do tak niecnego czynu jak atak od tyłu.
Zgodnie z tym przewidywaniem, bez żadnych incydentów dotarli do wybranego przez Kość miejsca. Nie przestając szczerzyć się jak szaleniec, Rzeczniak usiadł na brzegu tak, by nie rzucać cienia na wodę i wsunął swój cienki ogon jako przynętę w przyjemnie chłodną toń. Jego ojciec uczył całą ferajnę łowienia na łapę, ale Kostek wolał tę technikę. I tak jedną ze swoich chuderlawych kończyn miał uniesioną i gotową do ciosu, gdy zastygł bez ruchu, wpatrując się jak zahipnotyzowany w wodę. Teraz tylko czekać.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Jeśli Kostek chciał jedynie zaszpanować na samą umiejętność łowienia to nie musiał długo czekać. Jeśli liczył na jakiś dorodny okaz – z pewnością będzie rozczarowany. W ciemniej toni błysnął brązowo-zielony grzbiet drobnej rybki nadającej się co najwyżej na śniadanie drobnego terminatora. Rybka krążyła w pobliżu, zbliżając się do zanurzonego ogona, więc wkrótce można było też podziwiać jej jaśniejsze boki z sześcioma ciemnymi plamkami, bladoróżowe płetwy i krótkie wąsiki na górnej szczęce. Kiełb jak się patrzy, proszę państwa. I właśnie zaczynał skubać koniuszek ogona.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Mała rybka w sam raz dla małego wojownika! Jeżeli Szpadel liczył, że Kość zamierza się podzielić... Cóż, miało go spotkać rozczarowanie, zresztą tym okazem mógł sobie co najwyżej zatkać gębę, bo na pewno by się nie najadł (takie mięśnie potrzebują więcej białka). W każdym razie, oriental zaczekał cierpliwie aż kiełb zacznie wyglądać na pochłoniętego skubaniem jego ogona i dopiero wtedy uderzył szybkim ruchem łapy (najgorszy moment), próbując uchwycić zdobycz w pazury, a potem wyrzucić na brzeg.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
No i wszystko poszło zgodnie z planem orientala. Gdy rybka za bardzo wciągnęła się w skubanie ogona, zarobiła pazurami w jasny bok i nim się obejrzała już leciała na brzeg. Chociaż chyba na tym etapie była już martwa i niekoniecznie mogła docenić taką formę przemieszczania się.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Pięknie. Poszło gładko jakby Kościste Wybrzeże nic innego w swoim życiu nie robił, tylko całe dnie spędzał na brzegu łowiąc ryby. Mały kiełb bez gracji plasnął martwy o brzeg, a wojownik odwrócił się, by spojrzeć na świadka jego triumfu. Tym razem zamiast głupio się szczerzyć tylko uniósł wyzywająco brwi.
- Niech zgadnę. Poszczęściło mi się? Miałem farta początkującego? Czy wymyślisz inny argument, by zanegować moje umiejętności? - Miauknął przeciągle i skierował się ponownie w stronę wody. Nie zmienił za bardzo pozycji, więc jego cień wciąż nie padał na wodę, a ogon spoczywał w niej. - Ktoś mi kiedyś powiedział, że potrzeba trzech prób, by potwierdzić tezę. Sprawdźmy. - Znowu zastygł w bezruchu i ciszy. Akurat to szło mu zawsze nieźle.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Po minie Szpadla nie dało się poznać zbyt wiele. Wewnętrznie jednak nie mógł wyjść z podziwu, że zupełnie nic nie robiąc, sprawił że ktoś dla niego poluje. Niezamierzona, ale jednak piękna i czysta manipulacja, to wejście komuś na ego.
Z pewnym politowaniem spojrzał jednak na rybę. - Wątpię, że czymś takim nasyci się nawet kocię - stwierdził sucho. Tak, Kościste Wybrzeże, poluj więcej; jeszcze nie dowiodłeś, że cokolwiek potrafisz.
Chociaż znając Szpadla, były pod wrażeniem dopiero, gdyby Kość zaprezentował mu coś w stylu wydry.
Gdyby kotki posiadały sensowne metody do oznaczania upływu czasu to by były w stanie stwierdzić ile trzeba było czekać na pojawienie się kolejnej ryby. Bez nich można było co najwyżej zgadywać, że minęła chwila. Raczej dłużąca się, ze względu na wymagany bezruch i ciszę. Ale wreszcie, najpierw blisko dna, pojawiła się sporych rozmiarów ryba o długim, walcowatym ciele. A potem brzana zaczęła krążyć, coraz wyżej, coraz bliżej, aż ostatecznie odważyła się skubnąć szczurowaty ogon zanurzony w wodzie.