Aby akcja się powiodła, atak musi być za co najmniej 7HP.
Atak Sadzowej Łapy - 150% 「krytyczny!」→ 「(10 + 5) - (8 + 5)」 *1½ = 3
Atak Żabiej Łapy - 50% 「słaby」→ 「(8 + 4) - (13 + 6)」 *½ = 0
Unik Dyniowej Łapy - 150% 「krytyczny!」
Ostateczny atak Sadzowej Łapy - 0%「nieudany」
Nie wyglądało to dobrze. Sadzowa Łapa rzuciła się pomoc bratu, chcąc go jakoś ściągnąć z jezdni, ale ten nie dał się tak łatwo. Choć zdezorientowany, był w stanie uniknąć ataku siostry, udaremniając jej próby. Żabia Łapa natomiast nie był w stanie nawet tknąć rudego kocura, o pomocy nie wspominając. Mogli próbować ratować pogrążonego w rozpaczy terminatora, ale czasu było coraz mniej - ogromny potwór z każdym uderzeniem serca był coraz bliżej, a jego światła zdążyły już oświetlić szamoczącą się trójkę. Jeszcze chwila i będzie po nich.
Dyniowa Łapa
lvl: 2 | S: 8 | Zr: 5(7) | Sz: 5(7) | Zm: 4 | HP: 65 | W: 45 - 3 = 42/45
⚬ przerzuty 0/1
⚬ Zr i Sz obniżone z powodu walki 2vs1
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Dynia...uniknął tego.
Jej kochany brat, tak przerażony i zdezorientowany uciekł jej spod łap, spod jej i spod łap Żaby, och, nie, Dynia, kochany dlaczego uciekasz, pozwól sobie pomóc, błagam...łzy po raz kolejny zaczęły spływać obficie po policzkach Sadzy, kurz i okropna woń Grzmiącej Ścieżki drażniła jej nos, szczypała w oczy, wizje miała zamazaną i widziała tylko intensywne światła i dwa, szamotające się rude kształty na samym środku drogi. Drżenie asfaltu pod łapami, okropny warkot potwora, który był coraz bliżej, coraz bliżej...
- DYNIA, UCIEKAJ STĄD - wyłkała piskliwie, przestraszona, nie o swoje życie, ale bała się o życie Dyniowej Łapy i teraz także Żabiej Łapy, bo postanowił im pomóc, wskoczyć na ulicę, próbować zepchnąć jej brata, ale Dynia, Dynia uciekał, Dynia nie wiedział, co się dzieje wokół niego, to wszystko przez to, że tata ich nie kochał.
Sadzowa Łapa drgnęła nerwowo, rozglądając się w panice przez kilka chwil, aby ocenić jak daleko był potwór, jak daleko było niebezpieczeństwo, ale go nie widziała, wszystko było rozmazane, widziała tylko Dynię, Dynię...wyskoczyła w jego kierunku raz jeszcze, chcąc zepchnąć go z drogi, spróbować ponowić atak, cokolwiek, och, proszę, Gwiezdny Klanie, proszę, pozwólcie mi uratować mojego brata...
ABSOLUTNY gniot ale nie chcę stopować tej akcji ksks
Żaba ewoluował z puchatej kluseczki w całkiem zgrabnego podlotka, którego długie futro pozostaje zawsze nienagannie ułożone. W większości rude, klasyczno pręgowane z białymi znaczeniami na stopach, brzuchu, spodzie ogona i podgardlu. Porusza się zawsze wyprostowany, dystyngowanym krokiem. Łapy musiał odziedziczyć po tacie, długie i tylko dzięki okrywie włosowej nie wyglądające jak cienkie słomki, bo i cały kocurek jest raczej szczupły i niestety, nie zapowiada się na najwyższego kota w Klanie Wichru. Ale, ale, kurdupelkiem, na którego zapowiadał się po przyjściu na świat również nie zostanie! Odpowiednio podkarmiony za kociaka, wygląda na zwykłego, średniego przeciętniaka, którego oczy wybarwiły się na bliżej nieokreśloną mieszankę zieleni i błękitu, lub zieleni i żółci, w zależności od tego jak pada światło.
Miesiące spędzone w lecznicy wpłynęły na charakter małego Żaby. Ograniczony kontakt z rówieśnikami, a za to długie rozmowy z chorującymi kotami sprawiły, że szybko zaczął wysławiać się podobnie do nich, chętnie używając tych "dorosłych słów", które pozwalają mu brzmieć mądrze. Bo Żaba lubi brzmieć mądrze, a jeszcze bardziej lubi być podziwiany, dlatego też stara się zachowywać i wyglądać odpowiednio w każdej sytuacji, najczęściej mówiąc to co wypada, a nie to co naprawdę ma na myśli. No chyba, że może kogoś uraczyć pogardliwym spojrzeniem, ale to już inna bajka. Oprócz tego kocurek ma zapędy do dramatyzowania i wyolbrzymiania, przez co nie zawsze udaje mu się wypaść na tak dostojnego, jakby tego chciał.
Gdyby tylko Żaba pomyślał o tym przez dłuższą chwilę, mógłby przewidzieć, że Dynia nie da się tak łatwo do siebie zbliżyć, zapominając już o dobrowolnym natarciu na jego bok przez dwa koty. Nie miał jednak czasu, na jakiekolwiek kalkulacje i strategiczne podchodzenie do sytuacji. Działał pod wpływem impulsu, napędzany strachem, który wciąż zdradzały jego drżące łapy. Tymczasem rudy olbrzym ruszył w głąb Grzmiącej Ścieżki, znikając z Żabiego pola ataku, zanim zdążył dotknąć go choćby opuszką palca. Usłyszał piskliwy krzyk Sadzowej Łapy, która brzmiała na nie mniej przerażoną, niż jego własne myśli, zagłuszane powarkiwaniem zbliżającego się potwora. Oh jak on okrutnie śmierdział!
Obejrzał się, wzrokiem odszukując ciemnej kotki. Chciał równocześnie z nią dobiec do Dyniowej Łapy i spróbować pchnąć go z całej mizernej siły tkwiącej w barkach. Nie celował w żadną konkretną część ciała, nie było na to czasu. Miał jedynie nadzieje, że uda im się w efekcie całą trójką znaleźć na bezpiecznej krawędzi Grzmiącej Ścieżki.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Szalony taniec rozgrywający się na zimnej i śmierdzącej powierzchni Grzmiącej Ścieżki mógł wyglądać z boku całkiem idiotycznie. Trzy koty; dwa wrzeszczące i próbujące ze wszystkich sił zepchnąć tego trzeciego, uratować mu życie! On nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia aż do ujrzenia tych dwóch, świecących punktów. Niczym żarłoczne ślepia drapieżnika wpatrywały się prosto w niego. Wżerały się w jego ciało, przenikały na wskroś! Poczuł jak jego kończyny odmawiają mu posłuszeństwa już zupełnie. To, co widział że zbliżało się w jego kierunku trzęsło całą ścieżką praz jego ciałem. Odór, powiew wiatru ogromny szum, huk i...
Powolne, rytmiczne uderzenia jego serca. Wszystko nagle ucichło, w jego uszach było słychać jedynie rytmiczne uderzenie serca, w oczy świeciły przerażające oczy należące do pędzącego i bezlitosnego potwora. Dyniowa Łapa zastygł w bezruchu na lekko ugiętych łapach praktycznie na środku Grzmiącej Ścieżki! Dyszał ciężko, nadal starając się uciec przed wrzaskami innych kotów, które chciały go do tego zaatakować. Dyszał, chrapliwie i urywanie. Czuł, jak nikła zawartość jego żołądka chce opuścić jego wnętrze. Nie widział nic poza błyszczącymi niczym świetliki punkami. To, że Sadzowa i Żabia Łapa dalej próbowali go ratować było...Nie wiedział o tym. Poczuł jak słabnie coraz bardziej, jak jego żołądek wykręca się na różne strony z głodu i stresu. Zimne ciernie raniły jego płuca i mózg. Panika dalej siała spustoszenie w jego umyśle, oczy miał zamglone. Wpatrywał się w hipnotyzujący spektakl nieznanego światła, warknięć i drgań. Wysunął pazury i przejechał nimi po twardej powierzchni, chcąc się zmusić do ruchu - jednak...czy on w ogóle poruszył łapami aby podrapać drogę? Czy wysunął pazury? Zacisnął zęby i chciał zamknąć oczy, jednak coś mu nie pozwalało. Był przerażony tym, że nie wiedział co się dzieje, co zmierza w jego kierunku. Stał. Po prostu stał.
Odwrócił łeb w stronę lecących w jego kierunku kotów a jego ślepia na moment stały się przytomne. S-Sadza? Żaba? Ale co oni tu... Gdzie on?
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Aby akcja się powiodła, atak musi być za co najmniej 7HP.
Atak Sadzowej Łapy - 50% 「słaby」→ 「(15 + 5) - (6 + 5)」 *½ = 4
Atak Żabiej Łapy - 100% 「udany」→ (16 + 3) - (8 + 6) = 5
Niestety. Choć Dyniowa Łapa stał w miejscu, żadnemu z jego wybawców nie udało się go zepchnąć na bok. Sadzowa Łapa była tak zdruzgotana, że źle wycelowała atak i ledwie sięgnęła brata, natomiast Żabia Łapa... cóż, po prostu nie miał siły i nie był w stanie zepchnąć kocura na bok. Tymczasem młodzież w samochodzie bawiła się w najlepsze i nie zdawała sobie sprawy z tego, że lada moment potrącą aż trzy koty, pomimo tego że ich światła świeciły prosto na nie.
Dyniowa Łapa
lvl: 2 | S: 8 | Zr: 5(7) | Sz: 5(7) | Zm: 4 | HP: 65 - 5 - 4 = 56/65 | W: 42/45
⚬ przerzuty 0/1
⚬ Zr i Sz obniżone z powodu walki 2vs1
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Żaba ewoluował z puchatej kluseczki w całkiem zgrabnego podlotka, którego długie futro pozostaje zawsze nienagannie ułożone. W większości rude, klasyczno pręgowane z białymi znaczeniami na stopach, brzuchu, spodzie ogona i podgardlu. Porusza się zawsze wyprostowany, dystyngowanym krokiem. Łapy musiał odziedziczyć po tacie, długie i tylko dzięki okrywie włosowej nie wyglądające jak cienkie słomki, bo i cały kocurek jest raczej szczupły i niestety, nie zapowiada się na najwyższego kota w Klanie Wichru. Ale, ale, kurdupelkiem, na którego zapowiadał się po przyjściu na świat również nie zostanie! Odpowiednio podkarmiony za kociaka, wygląda na zwykłego, średniego przeciętniaka, którego oczy wybarwiły się na bliżej nieokreśloną mieszankę zieleni i błękitu, lub zieleni i żółci, w zależności od tego jak pada światło.
Miesiące spędzone w lecznicy wpłynęły na charakter małego Żaby. Ograniczony kontakt z rówieśnikami, a za to długie rozmowy z chorującymi kotami sprawiły, że szybko zaczął wysławiać się podobnie do nich, chętnie używając tych "dorosłych słów", które pozwalają mu brzmieć mądrze. Bo Żaba lubi brzmieć mądrze, a jeszcze bardziej lubi być podziwiany, dlatego też stara się zachowywać i wyglądać odpowiednio w każdej sytuacji, najczęściej mówiąc to co wypada, a nie to co naprawdę ma na myśli. No chyba, że może kogoś uraczyć pogardliwym spojrzeniem, ale to już inna bajka. Oprócz tego kocurek ma zapędy do dramatyzowania i wyolbrzymiania, przez co nie zawsze udaje mu się wypaść na tak dostojnego, jakby tego chciał.
Udało mu się dobiec do Dyni, udało mu się naprzeć na jego bok i poczuł to wyraźnie, kocur drgnął! Podniósł pysk, aby odszukać spojrzenie żółtych oczu, które jakby przytomniej spoglądały w jego kierunku. Miał ochotę krzyknąć, zawołać, "Hej nie rób się taki ciężki! Pomóż nam!", zacisnął zamiast tego boleśnie szczęki, napierając na niego raz jeszcze. Stracił już siostrę, nie miał zamiaru tracić teraz przyjaciela i wierzył, że ta naiwna próba ratunku się powiedzie, że Sadza i on przeturlają Dynie, wystarczająco daleko, aby uniknąć niebezpieczeństwa.
Odwrócił pysk, chcąc odnaleźć wzrokiem czarną kocicę, upewnić się, że wciąż trwa obok nich, zamiast tego jednak, spojrzał wprost w błyszczące oczy potwora. Adrenalina i strach, pozwoliły mu do tej pory ignorować jego głośne pochrumkiwania, które teraz uderzyły go ze zdwojoną siłą. Był wielki, był brzydki i był bardzo blisko... Czy Dynia kiedykolwiek zareagował na jego mizerne próby zepchnięcia go z ulicy, czy to tylko Grzmiąca Ścieżka tak drgała pod wpływem łap tego dziwnego stworzenia? Nagle przypomniał sobie, jak bardzo się boi. Wtulił pysk w futro kocura, na którego bok napierał z taką determinacją i zamknął oczy, zdając sobie sprawę, że to on teraz potrzebuje ratunku.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Ostre światło jakie padało prosto na trzy sylwetki kotów sprawiło, że Dynia otrzeźwiał. Znaczy..na tyle ile też mógł! Jego źrenice zmniejszyły się do wielkości szpileczek a sam najeżył zmatowiałe futerko ze strachu i stresu. Jego serce biło coraz szybciej a świat jakby zwolnił. Zamrugała parę razy pośpiesznie i chociaż dalej nie mógł do końca pojąć co się dzieje, jakiś głos z tyłu głowy wrzeszczał, że są w niebezpieczeństwie. Ogromnym niebezpieczeństwie! Nigdy nie czuł pod łapami takiego wstrząsu, ani jego nozdrzy nie nawiedził tak ogromny smród. Do tego to światło, wręcz go oślepiało. Ani gwiazdy na nocnym niebie, ani słońce nie świeciło tak mocno jak dwa, złowieszcze ślepia pędzącego prosto na nich potwora. Czuł jak skręca mu żołądek, jak mięśnie się napinają i wiotczeją, jak nie ma siły na działanie i najlepiej rozpłaszczyłby się na twardej ziemi będącej częścią Grzmiącej Ścieżki i błagał, aby ten okropny koszmar w końcu się zakończył. Jednak tego nie zrobił. Sylwetki Sadzowej i Żabiej Łapy w końcu nabrały kolorów i nie stanowiły jedynie dwóch zlewających się ze sobą plam o wielu twarzach. Syn Czerwonego Pazura bez problemu ich teraz poznał i okropnie się zaniepokoił tym wszystkim co teraz miało miejsce. Jego siostra i dobry znajomy próbowali do niego doskoczyć, ale oboje nie trafili i teraz jedynie stali obok niego podczas gdy potwór trzęsący całą Grzmiącą Ścieżką pędził prosto na nich. Kocurek na samym początku nie wiedział co się dzieje, jednak teraz kiedy dojrzał dwa wypalające go ślepia drapieżnika - obudziła się w nim wola przetrwania. Albo cóż, czym można byłoby to nazwać. Już chciał uciec, odepchnąć Żabę i Sadzę, jakoś umknąć przed potworem tak, jak udało się to z psem jednak...Poczuł jak ktoś się do niego przytula. Był to sam Żabia Łapa, który ukrył pysk w jego sierści, zaciskając mocno oczy. Potrzebował tak jak i kocurek pocieszenia, zapewnienia że nic się nie stanie. Szkoda, że było to nierealne. To sprowadziło Dynie na ziemie. Jego oczy zaszkliły się kiedy nadal, niezmiennie wpatrywał się w pędzące auto. Nie było już ucieczki. Nawet jakby mógł i był tutaj sam najpewniej mięśnie odmówiłyby mu posłuszeństwa i nie dałby rady odskoczyć. Gest rudego kocura tylko mu to jaśniej udowodnił; tak jak wcześniej mieli chociaż minimalne szanse ucieczki, tak teraz? Teraz, nie było już czasu. Bali się, wszyscy się bali! Przed chwilą trzy tańczące sylwetki w mizernym w skutkach tańcu, teraz? Zastygłe posągi, które przewidziały swój los. Syn Pomarańczowej Skórki zacisnął mocniej zęby i sam również wtulił się w kompana nie odrywając oczu od potwora z przerażenia. Nikłym pocieszeniem było tylko to, że nie był sam. Jednak czy da się to nazwać pocieszeniem? Przecież gdyby nie on, nikt by tutaj nie stał! Zadrżał delikatnie a wszystko w jego głowie zaczynało szaleć, serce biło coraz szybciej a do uszu wpadał przeraźliwy ryk. Skierował ostatni raz spojrzenie w stronę będącej obok Sadzy i...Wyciągnął do niej łapę, łbem delikatnie zasłaniając wtulającego się w jego bok syna Malinowej Gwiazdy. C-co teraz z nimi b-będzie?
Zacisnął ślepia i czekał na nieuniknione. Oby był to tylko zły sen...Zły...
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
To nie tak miało wyglądać.
Łaciate poduszeczki łap Sadzy piekły ją od skakania po szorstkiej, twardej Grzmiącej Ścieżce, od smrodu unoszącego się w powietrzu bolały ją płuca i swędziały nozdrza, w uszach huczało od coraz głośniejszego warkotu i pisku potwora; blask jego oczu oślepił ją na kilka uderzeń serca. Palcami ledwo sięgnęła Dyni - teraz jej wszystko zaczęło mieszać się przed oczami, dwie rude sylwetki zlewały się w jedną, a córka Pomarańczowej Skórki tak bardzo nie wiedziała, co jeszcze mogłaby zrobić, aby temu wszystkiemu zaradzić, jak w ogóle się tutaj znaleźli, czemu teraz...czemu w ten sposób...
Załkała głośno, stojąc wśród dwóch kocurów na samym środku drżącej drogi, na szeroko rozstawionych łapach, niczym spłoszona wiewiórka rozglądając się, skacząc rozbieganym spojrzeniem od Żaby do Dyni, od Dyni z powrotem do Żaby, wszystko było tak rozmazane, oczy ją piekły od płaczu i spalin potwora, pędzącego coraz szybciej, coraz bliżej...kilka chwiejnych kroków do przodu, gdy zobaczyła, jak Dyniowa Łapa, jej słoneczko które tak bardzo chciała teraz ratować...on się poddał? Żabia Łapa opierał się o Dynię, oboje wyglądali na przerażonych, ale dziwnie zrezygnowanych?
Nie, nie, dlaczego?
Sadza zacisnęła szczęki, nie wiedząc, jak zareagować, co robić; bo chciała ratować Dynię, teraz także Żabę, musiała im jakoś pomóc...pociągnęła nosem, rozglądając się jeszcze przez chwilę...a gdy wyłapała kątem oka, na poboczu sylwetkę dziwnie znajomą, której nie widziała od tak dawna - czarno-białe futerko, jedyne, co na razie miało jakąkolwiek ostrość w jej polu widzenia. Łopian.
Smutny uśmiech Łopiana; wizja Sadzowej Łapy wróciła do normy, gdy przetarła pospiesznie łapą oczy - a zaraz potem jej przyjaciel, jej zmyślony przyjaciel znikł. Spojrzała na Dynię, na jego wyciągnięta w jej kierunku łapę...podeszła bliżej, opierając czoło na barku brata, bok przyciskając do Żabiej Łapy obok, napierając jeszcze raz na swojego brata, jednak bez poprzedniej werwy i sił, chęci ratowania życia, woli walki. Wyłkała jeszcze ciche "uciekaj stąd" pod nosem. Nie miała siły ich ratować, oni sami nie mieli na to siły, nie mogła ich uratować...
Może to jednak był tylko zły sen?
Cała trójka zrozumiała, co się właśnie zbliża, jakby zdając sobie sprawę z tego, że nie ma już dla nich nadziei. Żabia Łapa i Sadzowa Łapa wtulili się mocno w futro Dyniowej Łapy, a potwór z każdym kolejnym uderzeniem serca był coraz bliżej, oślepiając koty swoimi żółtymi światłami. Choć nikt nie chciał, by do tego doszło, nie obyło się bez tragedii. Koła samochodu przejechały prosto po Sadzowej Łapie, łamiąc jej wszystkie żebra i gniotąc wszystkie organy wewnętrzne, doprowadzając do śmierci na miejscu. Nieco więcej szczęścia miał Żabia Łapa, który nie znajdował się na równej linii z Sadzową Łapą, a był bliżej Dyniowej Łapy i to właściwie to go uratowało. Nie oberwał on z pełną siłą i nie został wciągnięty pod koła, a ucierpiały jedynie jego tylne łapy, które zostały połamane, niczym wykałaczki. Kocur nie był w stanie nimi ruszać, a poruszać się mógł jedynie poprzez odpychanie się przednimi kończynami od ziemi, ciągnąc za sobą tylne. W tym samym czasie Dyniowa Łapa, główny winowajca całego zamieszania, nie doznał absolutnie żadnych obrażeń. Zupełnie, jakby go tutaj nie było.
Nastolatki nawet nie zwrócił uwagi na to, że o mało nie sprzątnęły z powierzchni ziemi trzech kotów i pognały dalej, wciskając jeszcze bardziej gaz do dechy. Zostawił za sobą Sadzową Łapę, której wnętrzności powoli wylewały się na asfalt i Żabią Łapę z połamanymi kończynami. Niezbyt przyjemny widok.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Ten przerażający huk, oślepiające światło i bijące szybko serce odbijające się echem w jego uszach. Płuca go piekły przez odór jaki niósł ze sobą zbliżający się potwór. Czekał na nieuniknione, czekał tylko i wyłącznie na wybudzenie się z tego koszmaru...Cokolwiek! Dygotał, zaciskał mocno szczękę, ledwo przełykając nagromadzoną ślinę. Wtedy tez ryk stał się wręcz nie do zniesienia, poczuł szarpnięcie tak szybkie, że nawet nie zdołał pojąć z której strony. Coś ubrudziło mu futro i ciężar po jednej ze stron zmalał a drgające z przerażenia ciało Sadzy, która wtulała się w niego nagle...nagle zniknęło. Wielki cień przemknął nad rudą sylwetką a żółte oczy otworzyły się szeroko. Serce prawie wypadło mu gardłem, kiedy zamrugał parę razy i zdał sobie sprawę, że nic go nie boli. Nic a nic! Nie poczuł nic więcej niż szarpnięcie z obu boków i coś lepkiego na swoim futrze. Nie do końca zdawał sobie sprawę co własnie miało miejsce. Czy potwór ich ominął? Tak po prostu? Co za szczęście! Bał się, tak okropnie się bał, a teraz okazało się, że nic mu nie jest więc i Żabie z Sadzą również nie może nic być, prawda? xx- Ż-Żaba, Sa... - odwrócił się i zastygł w miejscu widząc...Nawet nie do końca mógł określić co to dokładnie było. Krwawa papka, rozjechane ciało, zmiażdżone organy, okropny odór krwi. Serce ponownie podeszło mu do gardła, a może nie serce, a to co miał nikle w żołądku? Poczuł w nim ścisk i jego ciało samo się skręciło po chwili sprawiając, że rudy kocurek nie wytrzymał drastycznego widoku i...Zwymiotował. Dygocząc cofnął się o dwa kroki z szeroko otwartymi oczami, nie mogąc ich odwrócić od tak okropnie znajomego futra siostry, teraz zmieszanego z krwią i...i sam nie chciał wiedzieć czym! Czuł uderzenia gorąca i zimna na zmianę, jego organy wewnętrzne migrowały po jego całym organizmie przyprawiając go o wręcz irracjonalny ból. Nie, nie nie nie! Jego siostra, ona...Nie to musi mu się wydawać. Jego ogon przecinał szaleńczo powietrze, zmatowiała sierść stanęła dębem a oczy nadal nie zamykały się ani nie próbowały odwrócić od obrzydliwego widoku tak niepotrzebnej i niehonorowej śmierci, jaka spotkała nie tego kota, którego powinna. Czuł, jak zaczyna mu brakować powietrza, jak jego płuca zaczynają wręcz zanikać. Wciągnął powietrze łapczywie, dygocząc na zmęczonych i osłabionych łapach powoli wpadając w bolesną panikę. Był brudny, był brudny! Czuł, jak krew jego siostry spływa po jego kościstym boku, jak na jego łapach, jak... Wtedy też dostrzegł inną ofiarę własnej głupoty. Żaba leżał na boku a jego kończyny były powykręcane w nienaturalny sposób. Uszy syna Czerwonego Pazura wręcz zrosły się z jego czaszką a mózg nie potrafił pojąć na co właśnie patrzy. Jego siostry już nie było, Żaby pewnie też. Dlaczego mu nic się nie stało?! Czy Gwiezdni Naprawdę aż tak go nienawidzili? Jakby na zawołanie zabolały go blizny na karku i gardle, które pozostawił po sobie pies a kolejna porcja nieistniejącego strawionego posiłku podchodziła mu pod gardło. Nie wiedział co robić, jego policzki zalały się łzami, widok rozmazał a przed oczami migały czarne, niekształtne plamy. Co on narobił! Co on narobił! Nie wiedział czy żałośnie wyć po stracie siostry, czy ruszyć aby pomóc Żabie. Jednak...Czy on w ogóle mógłby już pomóc? Wszystko czego się tykał rujnowało się. Gdyby nie on, Czerwony Pazur nie miałby powodu do wstydu, gdyby nie on Borsucze Futro nie musiałby się męczyć w prowadzeniu jego treningu. I w końcu gdyby nie on Sadza i Żaba nie wskoczyliby tu i nie próbowali go ratować! Gdyby on jeszcze tylko to zarejestrował, pojął i zrozumiał! Jego zastopowany w wieku 5 księżyców umysł się zawiesił. Tego było za dużo, zdecydowanie za dużo! Krew, odór śmierci, wygląd Żabiej Łapy. Coś... w nim pękło. Oddychał płytko, łapał łapczywie powietrze mając wrażenie, że zaraz się udusi, drżał, dygotał a z jego oczu nieustannie kapały łzy przerażenia, rozpaczy i niedowierzania. Stał tam, patrząc na przerażający widok, którego by nie było, jakby nie uciekł tego dnia z obozu i nie zapragnął samotności. Chciał to wszystko naprawić, wrócić do normalności - obudzić się z tego koszmaru. Jak się okazało, wpadł w jeszcze gorszy. Wysunął pazury i w panice zaczął drapać asfalt, wydając z siebie żałosne piski przerywane przez stłumiony, agonalny płacz. Za dużo, za dużo! Dlaczego akurat Żaba i Sadza musieli ucierpieć, kiedy to Dynia wskoczył na tą cuchnącą, twardą ziemię? Dlaczego za nim wskoczyli...Dlaczego! Jego mięśnie się napinały i rozluźniały, nie zwracał uwagi na to czy jego pazury łamały się na twardej powierzchni czy nic, zaciskał zęby coraz to mocniej, najpewniej również raniąc się w przydługi język, który tak niedawno chciał sobie odgryźć. Wpadł w popłoch, panikę! Tak jak wcześniej wydawało mu się, że było z nim źle, tak teraz? Gwiezdny Klanie! Czym on sobie na to zasłużył? "Uciekaj stąd" - usłyszał przed ogromnym szumem i niezrozumiałym dźwiękiem łamanych kości i wgniatanego kociego ciała w twardy asfalt przez potwora. Jednak dokąd miał uciec? Z kim? Przecież... Powinien wrócić do obozu ze zdrową Sadzą i Żabą. Śmiać się z nimi, rozmawiać...rozmawiać... Miał krew na łapach! Krew z własnej głupoty i niewiedzy, którą przecież nie mógł się zakryć bo nawet o niej nie wiedział. Lśniąca Sadzawka słusznie powiedziała, że nigdy nie zostanie wojownikiem. Czerwony Pazur słusznie zrobił, odtrącając go jako swojego syna. Żaden dźwięk tak naprawdę w pełni nie opuszczał jego ciała, bulgotał, jęczał, piszczał...Dopiero po kilku bolesnych uderzeniach serca dotarło do niego to co się wydarzyło. W pełnym tego słowa znaczeniu.
Jego siostrzyczka nie żyła.
Żaba został ciężko ranny i pewnie też jest już w Gwiezdnym Klanie.
Jednak czy Gwiezdny Klan istniał naprawdę, skoro dopuścił do czegoś takiego? Czy jeżeli naprawdę jego Przodkowie mieliby go w opiece, pozwoliliby aby skończył właśnie tu? Z ciężko rannym przyjacielem i siostrą, do której już nie będzie mógł się przytulić? Bo nie oszukujmy się, Dynia był zacofany a jego mózg nie pracował tak jak powinien w jego wieku, ale oczy mu nie szwankowały! Zacisnął w końcu ślepia i dygocząc zgarbił się wydając z siebie okrzyk czystej rozpaczy. Stracił wszystko. Od samego początku kierował się własnie tutaj, ślepo wierząc, że będzie najlepszym wojownikiem a jego klan będzie go doceniał. Równie naiwnie sądził, że Jesionowa Łapa przyjdzie do niego kiedyś i pomoże pozbierać się po stracie, że mu doradzi w tej okropnej sytuacji w której sobie nie radził. Nie przyszła. Nie przyszła, bo Gwiezdni już dawno się od niego odwrócili, ba! Pewnie nawet nie istnieli. Cała ta wiara wyleciała z ciała terminatora w tym wrzasku. Zatracił się w panicznym strachu, popadł w swego rodzaju obłęd, stresor! Wszystko go bolało, głowa pulsowała, a w niej słyszał tylko wrzask, szum i huk. Wokół była krew i odór śmierci. Jego mięśnie się napięły, zaciskając gardło i nie pozwalając mu oddychać. Nie wiedząc i nie panując nad sobą wbił pazury w swoje gardło i zaczął nimi szarpać, chcąc się rozerwać, wybudzić... Wbijał je coraz głębiej, szarpał coraz mocniej... Musi zaczerpnąć oddech, to nie jest prawda, to się nie dzieje! Zachwiał się i poczuł nagły, przeszywający ból jednak nie przerwał owej czynności, wbijał w siebie pazury i rozszarpywał nimi gardło naznaczone starymi ranami dalej. Musi się obudzić. Migająca pozostałość po Sadzy to złudzenie...
To zły sen!
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Akcja Dyni: 4k6, bez siły, celności i obrony
• Wypada: 11
Dyniowa Łapa wpadł... w amok. To, czego przed chwilą był świadkiem sprawiło, że całkowicie stracił nad sobą kontrolę i jedyne czego w tej chwili chciał, to śmierci. Panicznie zaczął przejeżdżać pazurami po swoim gardle, jednak nie był w stanie zranić się tak poważnie, jakby chciał. Rozciął jedynie skórę w niektórych miejscach, a z ran zaczęła płynąć krew rzadkim strumieniem.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Ból i amok, Dynia kompletnie stracił nad sobą panowanie i nie wiedział co się z nim dzieje. Czuł, jak jego płuca odmawiają mu posłuszeństwa, jak pazury w obłędzie szarpią za ostała w tamtym miejscu sierść naznaczając skórę jedynie powierzchownymi aczkolwiek piekącymi ranami. Nie przerywał swojego akt rozpaczy. Jak natrafił na jedną z ran, natychmiast wbił pazury jeszcze głębiej i szarpał najmocniej jak tylko potrafił nie mogąc poradzić sobie z tym czego był światkiem na swoje nieszczęście. Widział jak jego siostra została zmiażdżona żywcem, a przyjaciel...Leży teraz z połamanymi kończynami. Nie mógł znieść tego widoku, jego pazury w dalszym ciągu maltretowały szyje i gardło, chcąc jakoś wyładować stres, przerażenie i rozpacz. Szarpał, rozdrapywał, wbijał pazury coraz mocniej i dosadniej. Czuł ból, jednak nie miał nad sobą kontroli do tego stopnia, że dalej kontynuował ten okropny taniec pazurów i łap. Amok, przerażenie, stresor! Tego było za wiele, zbyt wiele spadło na jego nieprzygotowany do tego mózg, który z ogromnym trudem i bólem analizował klatka po klatce co się znajdowało przed Dyniową Łapą. Widok, który w końcu zrozumiał pozbawił go już jakiegokolwiek kontaktu z rzeczywistością. Wbił pazury najgłębiej jak umiał i starał się uwolnić z niewidzialnego uścisku który odbierał mu powietrze. Otwierał pysk łapczywie, jednak prawie nie nabierał powierza. Szarpał i rwał skórę pazurami, próbował jakoś uciec od tego co mu się przytrafiło. Jak skutecznie? Nijak! Dlaczego to głupie szczęście trzymało się go jak rzep psiego ogona? Chociaż tylko głupi mógłby to nazwać szczęściem. Chociaż raz, pazury którymi nie umiał obronić się przed rudą bestią, zaciskająca swe szczęki na jego gardle, mogłyby się przydać i oswobodzić go z duszącej go paniki. Drapał, szarpał i rwał nie mogąc przejąc racjonalnej kontroli nad własnymi kończynami. Mimo zaciśniętych oczu widział przed sobą krwawą miazgę do której nie tak dawno się przytulał i nazywał siostrą, której pachnące futro koiło jego nerwy i smutki. Kolejny raz naparł pazurami, wbijając je w gardło i drapał.
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Akcja Dyni: 4k6, bez siły, celności i obrony
• Wypada: 15
Nie przestawał. W dalszym ciągu rozrywał skórę na swojej szyi, sprawiając sobie tym ogromny, nieprzyjemny ból. Atakował się na oślep, byle tylko się zranić, co doprowadziło do powstania kolejnych, tym bardziej głębszych ran, które piekły jeszcze bardziej niż poprzednie oraz krwawiły nieco obficiej.
Dyniowa Łapa
lvl: 2 | S: 8 | Zr: 7 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 45 - 15 -1 = 29/65 | W: 39 -3 = 36/45
⚬ przerzuty 0/1
• rana 1. stopnia: rany cięte na szyi, krwawi (-1HP do końca walki)
• rana 2. stopnia: głębsze rany cięte na szyi, krwawi (-3HP w pierwszej turze, potem -2HP do końca walki)
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Piekło go niesamowicie, odczuwał coraz większy ból, a krew moczyła jego białe futro na piersi które teraz w panice i chęci ucieczki rozrywał i niszczył. Pamiętał doskonale jak Iglasty Pazur mówił mu o tym, aby dbał o swoje futro co zresztą robił; teraz nie miało to żadnego znaczenia. Nadal nie mógł nabrać powietrza, nadal się dusił i czuł jak cala ta sytuacja naciska na niego z każdej strony. Jak czuje się w pułapce z której nie ma wyjścia. Dusił się, cały czas się dusił a jego próby oswobodzenia się nic nie dawały. Nieprzyjemny ból mieszał mu się z innymi silnymi bodźcami. Ślina zbierała mu się w pysku, łapy dalej w amoku raniły jego gardło, wbijały się coraz głębiej w szyje chcąc w końcu się oswobodzić. Jak przerażone zwierzę w potrzasku, którym zresztą był - walczył o coś, co sobie właśnie odbierał. Wbił pazury w głębsze rany i szarpał. Czuł przeszywający jego mięśnie ból. Łapy prawie się pod nim uginały jednak obrazy krwawej masakry nie dawały o sobie zapomnieć. Drapał pazurami szyje w niemych błaganiach - rwał, szarpał, dygotał i szamotał się aby w końcu oswobodzić gardło z uścisku. Otwierał pysk aby zaczerpnąć powietrza, które dziwnie gęstniało. Jego białe łapy i pazury nagle zaczynały robić się coraz bardziej czerwone. Wbił pazury najgłębiej jak potrafił i przejechał nimi chcąc rozdrapać pamiątkę po ataku rudego psa. Chciał zapomnieć, obudzić się! Dławił się tym wszystkim, nie mogąc przestać. Zaciskał oczy błagając, aby to wszystko się skończyło. Dlaczego każą mu tak cierpieć? Co zrobił nie tak? Łapy i pazury dalej wyrządzały mu więcej szkody niż pożytku w morderczym tańcu. Z każdym boleśniejszym bodźcem, Dynia zdawał się panikować jeszcze bardziej. Utknął w zapętlonym kole własnej rozpaczy i powolnej agonii. Zacisnął zęby a pazury na gardle, chcąc rozdrapać większe rany, zerwać uścisk... Uciec
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Udało mu się wyciągnąć Malinową Gwiazdę na spacer, ale tym razem taki prawdziwy - było trochę za zimno, a oni trochę zbyt starzy, by mogli się migdalić, turlając po trawie. Szli więc razem wzdłuż granicy z Szarymi Topolami i rozmawiali o tym, co zawsze: o pierdołach.
- ...i wtedy Kusowąsy powiedział "no chyba TY!" i z- - urwał nagle snutą przez siebie paplaninę gdy usłyszał żałosne zawodzenie, które dobiegało zza szpaleru drzew, jaki oddzielał tereny Klanu Wichru od Grzmiącej Ścieżki. Zmarszczył czoło i cofnął uszy, gdy zerknął kontrolnie na Malinę; nie musiał pytać na głos, by poprosić o jej opinię na temat sprawdzenia tego - zwłaszcza że teraz dopiero do jego nosa dotarł wymieszany z gryzącym odorem spalin smród krwi i śmierci. To mogło oznaczać tylko to, że ktoś przeżył spotkanie z potworem dwunogów, a gdy istniała choćby niewielka szansa na to, że mógł to być wichrzak - należało to sprawdzić i udzielić pomocy. Nie widział innego wyjścia.
Gdy tylko znaleźli się za drzewami, które nie utrudniały już obserwacji, zmarszczył czoło; z tej odległości widział jedynie, że na Grzmiącej Ścieżce znajdowały się dwa koty... i coś, co zostało potrącone. Trzeci kot? Cierpki zapach krwi wymieszanej ze smrodem Grzmiącej Ścieżki drażnił jego nos. Szybkim krokiem zbliżył się do rowu, który przeskoczył; zatrzymał się na poboczu i wtedy dopiero uświadomił sobie, co widzi. Serce stanęło mu w gardle, a mięśnie spięły się boleśnie. Uznał Dyniową Łapę za jedynego ocalałego i to on stał się jego celem. Nie było czasu na zastanawianie się; zareagował, zanim zdołał w ogóle pomyśleć o jakimkolwiek planie. Jak zwykle.
- PRZESTAŃ - warknął nad wyraz zajadle (co z całą pewnością nie było tym, co koty słyszały zbyt często ze strony kogoś takiego jak Fiołkowy Świt), gdy dał długiego susa na Grzmiącą Ścieżkę, by dopaść do Dyniowej Łapy. Chciał pchnąć go całym ciałem na ziemię i przytrzymać - tak, by móc go skutecznie unieruchomić i uniemożliwić mu dalsze rozdzieranie własnej skóry. Jednocześnie dbał o to, by nie zrobić mu większej krzywdy - nawet jeżeli wiedział, że na pewno nabije mu w ten sposób siniaka, to lepsze było to, niż śmierć, którą chciał sobie zadać.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"