Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Bardzo martwiła się stanem swojej matki. Od zawsze wiedziała, że srebrzysta jest kotem zamkniętym w sobie, cichym, a przede wszystkim − wrażliwym. Bura nawet nie potrafiła sobie wyobrazić, co mogła czuć Jaskółka po stracie swojego dziecka, a także zaginięciu drugiego. Ba!, sama Wróbelek bardzo tęskniła za Bogatką i ciągle starała się jej szukać, a mimo to była świadoma, że nie odczuwa tego tak mocno, jak jej rodzicielka, którą córka cały czas starała się obserwować. Nie chciała, żeby kocica zrobiła coś głupiego, a kto wie, do czego doprowadzić może żałoba. Widząc więc, jak Jaskółka opuszcza norę, prawdopodobnie w celu dalszych poszukiwań, ciemna koteczka podjęła się pójścia za nią. Nie chciała ograniczać mamy i ciągle siedzieć jej na ogonie, ale bardzo się o nią bała; do tego stopnia, że nie mogła puścić jej tak daleko samej. Przez pewien czas maszerowała za nią w ciszy, nie chcąc się pokazywać, ale ostatecznie uznała, że jeśli porozmawiają we dwójkę, będzie im prościej. Wróbelek uniosła więc wysoko ogon i podtruchtała do rodzicielki.
— Hej mamo. Jak się czujesz? — zamruczała, wyrównawszy z nią krok. Bura prezentowała się o wiele lepiej od zmarnowanego srebra, znosiła stratę lepiej, chociaż nie można było zaprzeczyć, że nadal nie mogła zapomnieć o swoim rodzeństwie, a samo wspomnienie o Modrzewiu czy Bogatce przyprawiało ją o bóle głowy. Miała tylko nadzieję, że jej siostra jeszcze żyje, a czas, kiedy się nie widzą, powoli chyli się ku końcowi.
Wzdrygnęła się nerwowo, gdy Wróbelek do niej podbiegła. Była zamyślona do tego stopnia, że nie była w stanie zorientować się wcześniej, że córka się zbliża. Zdziwienie na jej pyszczku szybko jednak zostało zastąpione przez blady uśmiech i ulgę.
— Już dobrze. Przemyślałam wiele spraw, myślę że jestem gotowa, żeby iść naprzód — w końcu była już dorosłą kocicą i musiała dawać swoim dzieciom należyty przykład. Zwłaszcza teraz, kiedy były w wieku zbliżonym do niej, gdy zaszła w ciążę i gdy działy się z nią najgorsze rzeczy. Nie chciała, żeby jej maleństwa przechodziły przez coś podobnego, żeby musiały tak cierpieć z powodu głupoty swojej matki, oraz swojej własnej. Szkoda, że potrzebowała tak wiele czasu, by dojrzeć. — Co tu robisz? Śledziłaś mnie? — zapytała po chwili, nie potrafiąc znaleźć konkretnego powodu, dla którego Wróbelek mogłaby się tutaj znaleźć. Owszem, mogła mieć gdzieś nieopodal znajomych, ale nie było to coś, co przyszłoby Jaskółce do głowy w tej chwili.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Skuliła uszy w pewnym poczuciu winy; nie umknął jej uwadze fakt, że srebrzysta kotka się wzdrygnęła, a nie świadczyło to o niczym pozytywnym. Nie chciała jej przestraszyć, a tak niewątpliwie to wyglądało, na co młodsza kotka ze skruchą zmrużyła oczy. Jednak, kiedy na pysk jej matki powrócił uśmiech, westchnęła z ulgą w duchu.
— To dobrze... widziałaś może Czosnek? — Trochę dziwnie się czuła wypowiadając imię kotki, do której generalnie powinna zwracać się na per Pani, ale, cóż, takiego określenia nie znała, i nie mogła sobie go teraz wziąć znikąd. Trochę zasmuciło ją zniknięcie burej, masywnej kocicy; była dla ich rodziny trochę jak przewodnik − to ona znalazła im schronienie, a także pomogła w odnalezieniu się w okolicy. Traktowała byłą członkinię Klanu Cienia trochę jak taką daleką ciocię, ale cóż, nie można było trzymać jej na siłę.
— Ni... tak, przepraszam, po prostu się martwię, wiesz, nie chcę, żebyś była z tym wszystkim sama. Tak dawno nie rozmawiałyśmy, czuję, jakby minęło nie wiadomo ile czasu, tęskniłam za spacerami z tobą. — Nie miała serca okłamywać matki, nie zasługiwała na fałsz w żywe oczy. Córka westchnęła, a następnie spojrzała na malujący się przed nimi obraz: Grzmiąca Ścieżka. Wróbelek nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie niosło za sobą ów miejsce, więc nieświadoma szła nadal, niezaalarmowana widokiem, ani nawet dźwiękiem żadnego potwora.
Westchnęła cicho na pytanie o Czosnek. Oczywiście, że jej nie widziała. Kocica zniknęła bez słowa, zostawiając ich wszystkich tak po prostu, zapewne znudzona koniecznością towarzystwa Jaskółki - tak żałosnej, tak słabej. Ciężko ją za to winić.
— Nie. Już od jakiegoś czasu. Myślę... myślę, że nas zostawiła. Ale poradzimy sobie. N-nauczę się walczyć. Będę w stanie nas obronić w razie niebezpieczeństwa - obiecała, choć nie potrafiła za bardzo ukryć tego, że się boi. Chciała być przydatna, chciała być w stanie uratować swoich najbliższych, kiedy będzie tak potrzeba, ale też się bała. Bała się, że nigdy nie będzie dość dobra, by to uczynić i bez Czosnek już zawsze będą zagrożeni. Wszyscy bez wyjątku.
— Rozumiem. I przepraszam. Że musiałaś się martwić, że was wszystkich zaniedbałam i za to, jak się wcześniej zachowywałam. Chyba nie byłam na to wszystko gotowa i mnie to przerosło — a raczej na pewno tak było. Była zdecydowanie za młoda na bycie matką, samotną w dodatku i na te wszystkie inne rzeczy, które ją spotkały. Na szczęście teraz było już w porządku i mogła zrobić co w jej mocy, by uchronić przed tym swoje kocięta.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Z pewnością zniknięcie Czosnek nie było spowodowane towarzystwem Jaskółki. Wróbelek uwielbiała towarzystwo swojej matki i wręcz nie mogła sobie wyobrazić, że mogło ono komuś wadzić. Owszem, dostrzegła, że srebrzysta przy innych się jąka i jest na ogół nieśmiała, ale nie był to powód do szyderstwa i na pewno bura kotka miała swój powód, niezwiązany z rasową rodziną. Tak przynajmniej uważała bura kotka.
— Spokojnie, z lisem i samotnikiem dałyśmy sobie radę. Co to dla nas walka. — Co z tego, że w pierwszym przykładzie pomogła im Sasanka, a w drugim: zginął Modrzew. Córka nie mogła przełknąć słów matki i nawet nie chciała wyobrażać sobie sytuacji, w której to rodzicielka walczyłaby za kocięta; dorosłe kocięta, które powinny jej pomóc.
— Nie masz za co przepraszać. Ostatnio... było ciężko. Taki odpoczynek ci się należał, mam jednak nadzieję, że teraz wszystko w porządku... co to za miejsce? — zapytała, kiedy obraz oddalonej nieco Grzmiącej Ścieżki zaczął robić się coraz ostrzejszy. Do nosa koteczki wpadł okropny odór spalenizny, prawdopodobnie będący wynikiem niedawno przejeżdżającego tędy potwora, ale Wróbelek nie miała o tym pojęcia; jak właściwie, czym ten zapach jest. Długi, biczowaty ogon brunatnej kotki przejechał po grzbiecie rodzicielki, chcąc dodać jej otuchy.
— Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że pochodzić do tego tak optymistycznie, ale... z lisem pomogła nam inna kocica, a z samotnikiem... wiesz, co się wtedy stało, pomimo pomocy Czosnek — niechętnie przypomniała. To dobrze, że Wróbelek była tak pozytywnie nastawiona, ale tylko realny ogląd na sytuację pomoże jej mierzyć siły na zamiary. W przeciwnym razie bardzo łatwo może się przeliczyć i doprowadzić do tragedii, której nikt by nie chciał.
— Masz rację, było ciężko. Ale mam nadzieję, że będzie lepiej — i przede wszystkim, że będzie w końcu miała odwagę powiedzieć kociętom prawdę, co do ich ojca. Jest ogromnie wstyd za całą tamtą sytuację i bardzo jej żałuje, choć nie żałuje tego, że jej pociechy przyszły na świat. To ciężki temat. Chciałaby się móc do tego przygotować, ale jeśli tylko Wróbelek poruszy ten temat, bo kiedyś coś już o tym było mówione, to wszystko jej powie. Tak sobie obiecała. I Mechowi też. I Bogatce, jeśli kiedykolwiek i wróci. I jeszcze nie wie.
— Ulica. Czasem jeżdżą tędy auta, więc uważaj.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Zrezygnowanie, ze smutkiem pokiwała głową, informując w ten sposób, że doskonale pamięta te sytuacje i wie, co się wtedy wydarzyło, a bynajmniej nie było to wspomnienie pozytywne. Spojrzała niemrawo na matkę, przez moment zawieszając na niej zaciekawione spojrzenie, bowiem, niczym przez mgłę, zamiast sylwetki swojej rodzicielki dostrzegła martwego brata, który najbardziej przypominał matkę. Wypuściła ze świstem powietrze z nozdrzy, starając się wymazać rówieśnika z pamięci, nawet jeśli było to zadanie wręcz niemożliwe do wykonania. Tak wiele by dała, by móc sprowadzić go z powrotem na ziemię.
— Innej opcji nie widzę. Znajdziemy Bogatkę, może Czosnek kiedyś wróci, będziemy znowu szczęśliwi... a — zacięła się i przełknęła ślinę, nie wypowiadając ostatecznie imienia brata — on nie chce, byśmy się smuciły. Jestem pewna. — Zbliżyła się do srebrzystej i otarła się swoim policzkiem o jej policzek.
Faktycznie, temat Amora był iście ciekawy. I może gdyby nie ostatnie niemiłe zdarzenia, nawet pokwapiłaby się o zapytanie o niego. Teraz jednak sobie odpuściła, wiedząc, że nie jest to dla Jaskółki temat prosty... poza tym, nadal myślała, że Amorem był ten samotnik, który zabił Modrzewia, a którego pozbyły się również wraz z córką gangstera.
— Czyli? — Auta. Zakodowała sobie tę nazwę w głowie; lubiła się uczyć nowych rzeczy, sprawiało jej to pewną przyjemność. Wzięła sobie również słowa matki do serca i gdyby podeszły do ulicy, nie pchałaby się tam podpuszczona ciekawością. — To jakieś drapieżniki?
— Będziemy szczęśliwi nawet jeśli Czosnek nie wróci, ani nie znajdziemy Bogatki — poprawiła córkę, uśmiechając się do niej delikatnie. Nawet jeśli sama nie do końca w to wierzyła. Ufała jednak, że prędzej czy później cała ich rodzina w końcu będzie szczęśliwa, niezależnie od wszystkiego. Kiedyś musi do tego dojść. — Masz rację. W takim razie nie bądźmy. Dla niego — zaproponowała łagodnie z uśmiechem na pyszczku, choć w środku czuła, jak jej serce rozrywane jest na kawałki, na choćby wspomnienie martwego syna. Nie chciała o tym myśleć. Nie teraz, kiedy chce spełnić Wróbelek czas w przyjemny i pożyteczny sposób. Jak matka z córką.
— To takie baaardzo duże... cosie. Są głośne i są prowadzone przez ludzi. Trochę jak konie, tylko nieco inaczej. Rozpoznasz gdy zobaczysz — wytłumaczyła nieco dokładniej, tak jak potrafiła. Nie należała do najinteligentniejszych, zatem nic dziwnego, że nie wiedziała jak w logiczny sposób opisać czym jest auto. Gdy przeszły parę kroków, spojrzała na córkę, a w jej niebieskich ślepiach widać było matczyną miłość i troskę. — Jesteś już taka duża — powiedziała bardziej do siebie, niż do Wróbelek. — Obiecaj, że mi powiesz, kiedy kogoś poznasz. I nie rób niczego pochopnie, proszę.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Trzymany cały czas wysoko ogon koteczki nagle się opuścił i przylgnął jej do łap; sama poczuła dziwne uczucie napięcia, gdy Jaskółka oznajmiła, że będą szczęśliwi nawet bez Czosnek... ani Bogatki. Bura nerwowo oblizała pyszczek, nie do końca rozumiejąc słów matki: wówczas przez jej głowę przeszły dziwne myśli, jakby matka starała się wyminąć żałobę pozytywnymi myślami. Wbrew pozorom, radosna zawsze Wróbelek, nie potrafiła tak nagle puścić rodzeństwa w niepamięć, więc zszokowało ją stwierdzenie srebrzystej, ostatecznie jednak nijak go nie skomentowała. Uznała, że da matce ochłonąć i w rezultacie jedynie delikatnie się do niej uśmiechnęła.
— Brzmi to nieciekawie. — Akurat z wyobrażeniem sobie ludzi nie miała problemu; Jaskółka niegdyś jej o nich mówiła, gdy opowiadała jej historię z przeszłości. I w tym momencie przypomniała sobie również, jak zapytała o to, czy Modrzew i Bogatka również znikną, niczym rodzeństwo srebrnej. Wróbelek poczuła nagłe uczucie wbijania się ostrych szpileczek w serce, przystanęła więc na moment i dysząc w przerażeniu, przymknęła powieki. Teraz to wszystko nabierało sensu; przyszli obcy, zabrali jej rodzinę, a ona sama, niczym młoda Jaskółka, została pozostawiona na łaskę losu. Po chwili jednak pokręciła głową, chcąc wyrzucić z głowy wszystkie negatywne myśli, a następnie dogoniła znowu starszą kotkę, z lekko zjeżoną sierścią na karku.
— Nie wiem, kiedy to minęło, heh — starała się mówić radośnie, lecz całe szczęście z niej uleciało, w momencie, gdy przypomniała sobie tamten spacer. Być może gdyby nie zapytała o tamten temat, wszystko nadal byłoby w jak największym porządku. A teraz... wszystko się popsuło. — Poznałam wiele kotów. A pochopnie... coś o tym wiem. Myślałam kiedyś w końcu, że drapieżniki nie są złe. — Uśmiechnęła się niemrawo.
— I nieciekawie też wygląda. Dlatego lepiej po prostu trzymać się trochę dalej od krawędzi drogi. Tak dla bezpieczeństwa — przyznała, odchodząc kawałek w bok, tak na wszelki wypadek, gdyby coś jednak zdecydowało się tutaj jechać i mogło je potrącić.
Szła więc dalej, początkowo nie zauważając, że córka się zatrzymała. Kiedy jednak dostrzegła, że Wróbelek obok niej nie ma, natychmiast zaczęła się rozglądać dokoła. Dostrzegłszy, że koteczka stanęła w miejscu, podeszła do niej i przytuliła, przejeżdżając czule językiem po jej policzku. Widziała, że coś ją martwi i ten widok ją bolał. — Coś się stało, skarbie? — zapytała, patrząc prosto w cyjanowe oczy dorosłej już kocicy. W jej własnych, błękitnych ślepiach dostrzec można było zmartwienie.
Pokiwała przecząco głową, uśmiechając się przy tym delikatnie. — Bardziej chodziło mi o poznanie kogoś... bliskiego twemu sercu. Jakiegoś kocura, albo kotkę, z którymi poczułabyś, że chcesz spędzić resztę życia i założyć rodzinę — wytłumaczyła dokładnie. Nie zamierzała wybierać córce znajomych, nawet jeśli pochodziliby z klanu. Chciałaby mieć jednak pewność, że jej partner lub partnerka to będzie ktoś godny zaufania, a nie ktoś, kto owinie sobie małą Wróbelek wokół palca, wykorzysta i zostawi. Być może była przewrażliwiona na tym punkcie, ale... miała do tego pełne prawo.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Zawiesiła na starszej kocicy dłuższe spojrzenie, gdy ta wytłumaczyła, dlaczego nie powinny zbliżać się do krawędzi ulicy. Jaskółka zawsze wydawała jej się taka mądra i nie zmieniło się to do dzisiaj. Matka była dla młodej Wróbelek encyklopedią, z której uwielbiała czytać, której lekcji mogła słuchać nieprzerwanie; była dla burej autorytetem, od którego chciała nauczyć się jak najwięcej. Nic więc dziwnego, że jej ślepia roziskrzyły się, kiedy tak spoglądała na swoją rodzicielkę, szczęśliwa ze swojego pochodzenia. Nie wiedziała, że ktoś taki jak ojciec istnieje, owszem, ale gdyby wiedziała − byłaby ze srebrzystej tak bardzo dumna, jeszcze bardziej, niż dotychczas. Jaskółka była dla niej bohaterką i udowadniała jej to na każdym kroku: jak chociażby teraz, gdy przestrzegła ją przed samochodami.
— Nic takiego — odpowiedziała i nawet lekko się uśmiechnęła, nie chcąc martwić mamy. W rzeczywistości stało się bardzo dużo, ale Jaskółka nie musiała o tym wiedzieć. Ostatnie czego Wróbelek chciała, to powracający smutek na mordce matki. Nie chcąc więc pokazywać po sobie za wiele, radośnie uniosła ogon i otarła się o nią czule, dając znać w ten sposób, że o nic martwić się nie trzeba. Rejestrując jednak następne jej słowa, w zainteresowaniu opuściła znowuż ogon. Chciała już protestować, że przecież już kogoś takiego ma, mając tu na myśli oczywiście samą Jaskółkę, ale ostatecznie tego nie powiedziała, słysząc ciąg dalszy: zrozumiała, że tu chodzi o trochę inną miłość. Wróbelek nie miała nikogo takiego, nie miała nawet kiedy kogoś poznać, bowiem zawsze martwiła się o bezpieczeństwo rodziny, więc siłą rzeczy, to srebrzysta była najbliższa jej sercu. — Kocham Cię mamo, wiesz? — Otarła się o jej policzek. — A... ty założyłaś rodzinę sama, prawda? — zapytała dodatkowo, trochę tego nie rozumiejąc. Po co potrzebny był jej do tego kocur? Czy kotka... ale wiadomo.
Jaskółka nawet nie miała pojęcia, że jest dla córki jak chodząca encyklopedia. Mało tego! Sama nie uważała się ze specjalnie inteligentną, toteż nawet by jej nie przyszło do głowy, by tak pomyśleć. Niemniej, z pewnością bardzo by się ucieszyła z tego, że ma taką opinię w oczach Wróbelek, nawet jeśli na nią nie zasługiwała.
— W takim razie się uśmiechnij. Jesteś wtedy taka śliczna — odparła, nie zamierzając naciskać. Po prostu otarła się o policzek córeczki i szła dalej. Wróbelek doskonale wiedziała, że może mamie powiedzieć wszystko, dlatego nie było sensu w zachęcaniu jej do tego. Gdyby chciała i uważała to za potrzebne, to by to zrobiła.
Niestety, uśmiech na pyszczku samotniczki nie zagościł na zbyt długo, bo tuż po tym jak córeczka powiedziała, że ją kocha (na co srebrzysta odpowiedziała, że ze wzajemnością), zadała pytanie, które było dość ciężkie i Jaskółka potrzebowała dłuższej chwili, by na nie odpowiedzieć, dlatego przez jakiś czas szły w niemej ciszy. W końcu jednak przemówiła.
— Nie do końca. Nie na początku. I nie zrobiłam tego świadomie, nie chciałam tego. Nie zrozum mnie źle. Kocham was ponad wszystko, ale nie byłam na to gotowa. Byłam młodsza niż ty, miałam jakieś czternaście, albo piętnaście miesięcy. J-ja po prostu dałam się wykorzystać — wytłumaczyła powoli drżącym głosem. Nie wiedziała na ile córka pojmuje powagę i trudność tych słów, nie wiedziała, czy Wróbelek wie, skąd naprawdę biorą się kocięta, ale obiecała sobie, że powie w końcu prawdę, gdy zostanie o to zapytana, a to właśnie się stało. Starała się nie rozpłakać po raz kolejny, dlatego w jej błękitnych oczach jedynie lśniły łzy, ale żadna nie spłynęła po jej policzku. Jeszcze.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Jaskółka uważała się za mało inteligentną, podczas gdy dla swojej córki była najmądrzejszym kotem na świecie i nie zapowiadało się na to, by wkrótce miało się to zmienić. To ona wszystkiego jej nauczyła, to ona odpowiadała na jej wszystkie pytania, broniła przed niegrzecznymi mrówkami... co z tego, że jakiś tam Trzmiela Gwiazda był przywódcą, skoro nie mógł równać się ze srebrzystą kocicą, niesłusznie ocenioną i pozostawioną na pastwę losu. Gdyby nie to, że była kotem, zdecydowanie na jej policzkach pojawiłyby się dwa ceglane rumieńce. Dostać taką pochwałę to było coś! Uśmiechnęła się zatem szeroko, oczywiście dla mamy, a na jej odwzajemnienie jej wyznania zamruczała cicho. Wesoły stan nie trwał jednak długo, gdyż w momencie, gdy zapadła między nimi niezręczna cisza, Wróbelek z troską spojrzała na mamę, nieco przerażona. Jak zwykle, musiała coś zepsuć, a to wszystko przez nic nieznaczące − dla niej − pytanie. Kiedy więc srebrzysta przemówiła, bura posłała jej zmartwione spojrzenie, zaś gdy skończyła mówić, Wróbelek nie zdążyła się odezwać, bowiem w tym momencie musiała zareagować na cisnące się do powiek Jaskółki łzy.
— Usiądź, proszę — poprosiła, a jeśli rodzicielka tak zrobiła, córeczka wzięła się za wylizywanie jej łez z oczu. Następnie usiadła obok niej i głęboko westchnęła, ale niczego nie powiedziała, uznając to za słuszniejszą opcję. Chciała dać mamie trochę odetchnąć, pozbierać myśli. Nie miała zamiaru jej zmuszać do mówienia, zauważyła, że nie był to dla Jaskółki przyjemny temat. W jej wspomnieniach jednak dojrzała poprzedni spacer z matką, kiedy również zaczęła mówić coś o wykorzystywaniu, a także o Amorze. Dla koteczki był to nieznany szyfr, który jednak chciała bardzo rozwiązać... mimo wszystko nie teraz, gdy stan jej rodzicielki był tak marny.
Usiadła grzecznie, nie chcąc sprawiać córce większych problemu. Wystarczyło to, że Wróbelek musiała się o nią martwić. Nie było potrzeby dokładać jej problemów.
Wstrzymywanie płaczu szło Jaskółce całkiem dobrze. Piekły ją oczy i czuła gulę w gardle, ale nie było to coś, z czym nie potrafiła sobie poradzić. Problem zaczął się wtedy, gdy bura koteczka zaczęła ocierać matczyne, jeszcze niespływające po policzkach łzy. Wówczas samotniczka nie wytrzymała i rozpłakała się, z trudem biorąc oddech.
— Obiecałam sobie, że przy następnej okazji powiem prawdę. Że jeśli któreś z was poruszy ten temat, to w końcu wam powiem, a-ale jest mi tak bardzo wstyd... — mówiła półszeptem, panicznie unikając wzroku Wróbelek. Za bardzo bała się tego, co może w nich ujrzeć. Żałość? Pogardę? Rozczarowanie? — Przepraszam. Nie byłam w stanie nawet wam wytłumaczyć skąd się tak właściwie biorą kocięta. Tak bardzo cię przepraszam.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Z trudem powstrzymała ciężkie westchnięcie. W żadnym wypadku nie była wściekła na rodzicielkę, nie potrafiła się na nią gniewać, poza tym nie mogła patrzeć na to, jak jej matka cierpi, a już tym bardziej być na nią w tym momencie zła. Czuła, jak rozrywa jej się serce, z każdą kolejną łzą spływającą po policzku srebrnej kocicy. Ten widok był straszny, a najgorsze w tym wszystkim było to, że Wróbelek czuła się, jakby sama do tego doprowadziła. Nieświadomie, ale jednak: to przez nią na pyszczku Jaskółki pojawiło się zmartwienie, a następnie − słone łzy. Sama czuła, jakby miała zaraz się rozpłakać, ale powstrzymywało ją to, że chciała być dla matki silna. Ostrożnie spoglądała na siedzącą naprzeciw Jaskółkę i dawała jej czas na ochłonięcie, jednocześnie wsłuchując się w jej słowa. Bura pokiwała przecząco głową, chcąc w ten sposób powiedzieć, że nie ma za co przepraszać, a następnie powoli przysunęła się do przodu, chcąc być bliżej kocicy, i spojrzała na nią czule, nawet jeżeli kocica miała spuszczony wzrok i sama nie mogła zobaczyć miłości w oczach swojej córki. Ciemniejsza kotka postarała się uciszyć Jaskółkę przyjemnym pomrukiem, a nim w ogóle się odezwała, między nimi trwała głucha cisza, ubarwiana co jakiś czas szumem wiatru.
— Już wszystko dobrze. Spokojnie — szepnęła troskliwie, przejeżdżając językiem po czole srebrnej kotki. Schyliła się następnie, chcąc sprawić, żeby matka na nią spojrzała. — Nie musisz mówić, jeżeli nie jest to dla ciebie wygodne... mamo, musisz wiedzieć, że niezależnie od tego, co się stanie, stało, zawsze przy tobie będziemy. Ja, Mech... Bogatka, bo jestem pewna, że wróci. A on... — Zacięła się na moment, przymykając powieki i cicho westchnęła. Pomyślała, że mogłaby wyrazić swoje skromne zdanie o tym wstrętnym Amorze, którego z całego serca nienawidziła, bo skrzywdził on jej matkę i Modrzewia (według tego, co Wróbelek myślała), ale wówczas zdała sobie sprawę, że nie będzie podejmować tego tematu. Trwała tak więc w bezruchu, z przymrużonymi powiekami i słowem się już nie odezwała. Musiała jednak przyznać, że okropnie martwił ją stan matki, więc co jakiś czas otwierała jedno oko, chcąc być pewna, że jej mama nadal jest w pobliżu. Musiała się o nią teraz szczególnie troszczyć.