Logo Artemidy
Grzmiąca Ścieżka
***
Traszka dorastał. Z dnia na dzień przeistaczał się powoli z pełzającej kluski w młodego i silnego kocurka dla którego wyprawa między osiedlem a granicą Klanu Wichru nie skończyłaby się pewną śmiercią. Nie oznaczało to jednak, że Ropucha była na tyle głupia by bez jakiekolwiek wiedzy, zarzucić sobie kociak na grzbiet i podreptać w ciemno, przez ziemie niczyje. Bezpieczeństwo syna należało obecnie do jej priorytetów, dlatego musiała się przygotować i zrobić rekonesans. W czasie jej nieobecności pozostawiła go pod opieką Cegły, starej znajomej, które również była matką, zaś sama wyruszyła w znajome jej strony. Nie musiała tego w teorii robić, w końcu osiedle było wręcz przepełnione kocimi informatorami, którzy to uważali się za skarbiec wiedzy i gotowi byli podzielić się ową wiedzą za tłusty obiad lub "drobną" przysługę. Powiedzieć, że Ropucha średnio im ufała było jak najbardziej zgodne z prawdą, szczególnie jeżeli chodziło o sprawy Klanowe. Mieszczanie zwykle wiedzieli mało o klanach i raczej miali je gdzieś, ale bywali też tacy co pletli takie bzdury, że córka Fiołka nie mogła ich dłużej brać na poważenie.
A omijając te wszystkie logiczne powody, czemu chciała tutaj przyjść pozostał jeden najważniejszy: chciała po prostu zobaczyć swój dom i rodzinne. Już od spotkaniu kocurka o czerwonej apaszce czuła się gotowa by powrócić w te strony, jednak przez małą czkawkę musiała to obsunąć w czasie.
Zapach Klanu Rzeki załaskotał jej nosek, dając jasno do zrozumienia kocurzycy, że gdzieś tam po jej prawej stronie zaczęły się tereny rybojadów. Nie śniło jej się nawet ich przekraczać, dlatego też kontynuowała swoją wędrówkę wzdłuż grzmiącej ścieżki, trzymając się jednak w bezpiecznej odległości od zdradliwej drogi. W końcu nie chciała skończyć jak Sadza.
- Huh - mruknęła sama do siebie, kiedy przypomniała sobie o wypadku. Ciekawe czy asfalt nadal jest upiększony jej czerwoną plamą.

[size=67]//BONK
owo
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bury wojownik gonił zwierzyne z lekką zadyszką w swym pysku.
Piżmowy zapach zajęca drażliwie łaskotał go w jego ceglany nos, gdy ten łapa za łapą, raz za razem ścigał kicającego zwierza, które to chciało uciec przed swoim końcem z jego kłów.
Złote ślepia Bączkowego Lotu nawet nie zauważyły, jak bardzo oddalił się ich właściciel od pierwotnego terenu polowania grubego wojownika, a zając już gdzieś zniknął w krzakach.
W krzakach, które nie były znane cętkowanemu.
-Cho-cholibka...
Nie było uniknione, że klanowy pluszak teraz sapie, bo bieg za zającem, który też wolny nie jest - nie jest niczemu równy.
Tak jak niczemu równy jest jego zapach, czy też smak. A niech to lisy wezmą, że zwierzak mu uciekł!
Jak o zapachach mowa... To nie był zapach Klanu Wichru. Jak już, to piżmo i wysokie trawy ceglany nos wyczuwał kawałek stąd.
Na szczęście nie oddalił się od Klanu za daleko...
Zapachy w nowym miejscu były podobne do Czterech Drzew, pachniały... Niczyjo. Jakby żaden Klan nie zdecydował się tu nawet zajść.
Było tu coś jeszcze... Jakby nutka... Jedzenia? Bury wojownik nie umiał wytłumaczyć, co zaciągnęło go kawałeczek dalej. Może to ten zapchlony zając? Albo co lepsze - jakaś umierająca rybka?
Złote ślepia ujrzały za to za dziwnym pagórkiem.... Czarną Plamę.
Szczur? Jakieś skupisko myszy?
Burak nigdzie nie widział różowego ogona, a na bobra czy borsuka czarna plama była za mała!
Cętkowane cielsko odbiło się więc łapskami od podłoża i poleciało zwinnym susem w stronę... Czegoś. Ryzyko zawodowe, baby!
Ciemne łapska złapały się okrągłego obiektu, bez pazurów jednak, a po chwili obydwójka zaczęła toczyć się po miękkiej ziemi w... Stronę tak na prawdę niczego. Tylko więcej dziwnie mokrej i miękkiej ziemi.
Gdy dziwne toczenie zakończyło się, cętkowany uniósł mordkę, tylko po to, by zobaczyć, że... To ostatnia osoba którą nazwał by szczurem.
- ROPUSZKHA?!
[Obrazek: dd4u6re-734883ec-920e-4204-9c8f-78c154a3...0L2s8duEe0]
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ropucha dobrze wiedziała, że zwracanie uwagi na swoje otoczenie było kluczem dożycia starości, szczególnie jeżeli żyje się na własną łapę. Bycie samotnikiem miało swoje zalety ale również wady, które częściej niż rzadziej mogły prowadzić do krwawej i rychłej śmierci, jeżeli lekceważyło się wszystko wokół. Nie jeden kot zginął przez upadek, tylko dlatego, że poślizgnęła mu się łapa na dachowisku. Sukces córki Fiołkowego Świtu leżał w jej umiejętnościach obserwacji, które obecnie... Poszły się paść.
Wiatr zawiał jej w pyszczek, niosąc ze sobą słaby lecz znajomy zapach Klanu Wichru. Jej domu. To wystarczyło by Ropuszka zrelaksowała się na tyle by opuścić gardę jaką sobie przez ostatnie księżyce wypracowała. Jej myśli już i tak krążyły nad Grzmiącą Ścieżką, przypominając sobie miejsce wypadku oraz tym co zaszło po nim. Lustrując czarną jak noc powierzchnie zdradliwej drogi, Ropucha poczuła jak smutek ściska jej serce, jednak nie zamierzała zwalniać. Była gotowa, nawet jeżeli trochę zaboli.
- He...? - Mruknęła sama do siebie, uderzenie serca przed tym jak coś a raczej ktoś rzucił się na nią. Zdezorientowana i zaskoczona atakiem, straciła równowagę i zgodnie z prawami fizyki zaczęła turlać się z obcym ciałem po miękkiej trawce. Była gotowa na atak, nabuzowana adrenaliną napięła mięśnie i już miała przejechać temu komuś po ryjku, kiedy rozwarła ślepia i zobaczyła pręgowaną, burą mordkę. Znajomą, pręgowaną, burą mordkę w gwoli ścisłości.
- BONK! - Wrzasnęła niemalże w tym samym momencie co sama zainteresowana, rozpoznając wojowniczkę w mniej niż walnięcie serca. Na czarno-biały pysku pojawił się szeroki uśmiech, źrenice zaś urosły i zaokrągliły się a w złotych tęczówkach dało się dojrzeć roztańczone iskierki szczęścia. Jedna z przednich łap pacnęły delikatnie kotkę w bok pyszczka, ponieważ czarna przez nawał emocji nie wiedziała co mogłaby z nimi zrobić. - Bonk! Na oszty i ciernie! - Krzyknęła, lustrując ulubioną kluskę na tyle na ile mogła, nadal leżąc pod dzieckiem Czerwonego Pazura. - Czo ty-?! Czo ty tu robisz! Myślałam, że na patrol bede czekać pół obiegu a ty na mnie skaczesz z ukrycia! - Miauczała rechtając co kilka słów, nadal nie mogąc uwierzyć, że ze wszystkich kotów spotkała Bąka, za którymi tęskniła bardziej niż sobie zdawała sprawę.
owo
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ropuszka. Dawna koleżanka od myszy, kolacji czy śniadania. Koleżka który umilał czas wolny, czy to od treningu, czy patrolu z Porywistym Wiatrem... Ktoś z kim cętkowany mógł spokojnie pogadać czy to na ceremonii, czy w legowisku... Czy to wymienić się jedzeniem, zrobić konkurs kto zje więcej zwierzyny, czy też kto padnie pierwszy na treningu. Wszystkie głupie pomysły, a jednak córka przywódczyni o śnieżnym futrze tam była.
To była ona! Tu, teraz!
Nie było tutaj pomyłki z innym samotnikiem, wojownikiem czy pieszczochem. Zapach był inny, wygląd futra bardziej chaotyczny, lecz głos i te uczucie... Nadal było takie same.
Nie żaden szczur, mysz czy inne jedzonko... To była ona!
-Ropuszkha...! Cętkowany wydał z siebie cichy głos nie dowierzenia tego, co właśnie widzi na swe złotawe ślepia. Bo cóż. Nadal nie dowierzał i chyba nie mógł. Nie mógł się pozbierać, że czarna do niego wróciła. Wróciła zza świata martwych, o których mu tak mówiono! Ha!
Zwątpił w siłę czarnej córki Malinowej Gwiazdy. Zwątpił w jej zaciętość przykrytą pod tą wartstwą ciemnego futra. Sama warstwa tłuszczu Bączkowego Lotu zadrżała z tego wszystkiego.
-ROPUSZKHA! Kolejny ryk wydarł się z gardła burego wojownika, tym razem głośniej, a sam cętkowany po prostu otarł się o białą łapę ... Przyjaciółki. Tak. Ona dalej nią była i jest!
Uczucie to było dziwne. Nieznane, lecz sam buras nie przestawał go czuć. -OJ Uszczyphnijcie mnie! Bo to chyba shen! - Na uśmiech czarno-białej, Bączkowy Lot poczuł jak w jego oczach zbiera się po prostu na łzy.
Ojć! Złote ślepia dopiero teraz ujrzały, jak w to niezręcznej sytuacji teraz znajdowała się przyjaciółka. Szybkim uniesieniem grubej łapy odsunął się, a po chwili, gdy kocica bbyła już na swych łapach, cętkowany zaczął ją okrążać z kiwaniem łba na boki.
-Cho ja thu rrobhię?! CHO TY TU RHOBISZ! - Ton nie był spokojny. Był radosny, a same słone łzy wypadały z grubego pyska. Chyba po raz pierwszy, od bardzo dawna, lecz o ten szczegół cętkowany nie dbał.
-Mówili mi, że uciekłaś, że, żhe... Żhe cie coś zjadhło, Rropuszkho!
- Emocje. Można by to tak nazwać, a sam grubas ponownie padł na czarno-białą z impetem, by wtulić się w jej długie futro.
Wróciła. Wróciła do żywych... I tylko to się teraz liczyło.
[Obrazek: dd4u6re-734883ec-920e-4204-9c8f-78c154a3...0L2s8duEe0]
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ropucha cierpliwie leżała pod znajomym grubym ciałkiem, dając czas Bonkowi aby ta zareagowała w swoim własnym tępie na zaistniałą sytuację. Nie trzebało być kocim myślicielem i filozofem, żeby zdać sobie sprawę, że przez cętkowaną głowę przelatuję obecnie nie tylko od chmara myśli ale również i silne emocji. Kiedy ta wypowiedziała jej imię cichym głosikiem, tak jakby wojowniczka nie do końca ufała temu co widzi, czarna odwzajemniła się poszerzeniem swojego już i tak ciepłego uśmiechu. Na następny ryk ze strony córki Czerwonego Pazura, kotka jedynie zmrużyła ślepia i rozbawiona parsknęła pod noskiem.
- To ja! - Odkrzyknęła pewna swego, po czym zaczęła rechotać. Oczywiście, że to ona! Kto inny? córka Malinowego Nosa była gotowa nawet na siłę wtłuc to cętkowanej do głowy, że gawędziła sobie obecnie nie z byle samotnikiem czy z pieszczochem a z nią. Aczkolwiek, była przekonana, że do takich drastycznych środków nie musi się posuwać. - Oj! Ja ci dam sen! Daleko mi na Srebrno Skórkę by cie nawiedzić ty mysi móźdżku ty! - Rzuciła żartem, potrząsając lekko głową na boki. Ona? Że niby kopnęła w kalendarz i wylądowała między przodkami? Może i tęskniła za Żabą ale zdecydowanie nie śpieszyło jej się aż tak na drugą stronę. O nie, Żabi książę będzie musiał sobie poczkać na nią, a co!
Bączek mógł swoje ważyć, jednak Ropucha nie miała wątpliwość, że gdyby chciała mogłaby ją z siebie zrzucić. Czego oczywiście nie zrobiła, dając cętkowanej owy wybór. Zanim jednak grube łapki poszły w ruch i jednoznacznie bura odsunęła się od niej, Ropucha mogła jeszcze zarejestrować łzy zbierające się w kącikach bursztynowych ślepi wojowniczki.
- Oj... - Zaczęła, podnosząc się na łapach i lustrując jak przyjaciółka zaczyna ją okrążać. - Szłam na granice. Chciałam pogadać z... - Czarno-biała mordką zamknęła się z cichym kliknięciem. No właśnie, z kim chciała pogadać? W Ropuchę uderzyła nagle fala myśli, które w cale nie należały do nowych. Owszem nie ufała kotom z osiedla na temat klanowych informacji, jednak nie mogła całkowicie ignorować owe plotki. Słyszała pogłoski o zmianie władzy, o tym, że te dzikusy wieżą, że zły omen ciąży nad klanami i o tym, że na północy susza daje się w znak. W parze z tym co słyszała, musiała również dorzucić jej własne obawy, myśli które od kilku księżyców chowają się w cieniu jej umysłu o których niekoniecznie chce rozmawiać. Ale musi. W końcu musi się dowiedzieć prawdy i w końcu czuła się gotowa na nią.
Zanim mogła jednak zareagować na słowa Bonka, ta znów na nią wpadła. Tym razem jednak ją nie powaliła a jedynie wtuliła się w jej futro, płacząc jej w kryzę. - Oj, nie becz - mruknęła chicho lecz ciepło, po czym zniżyła łeb by polizać grubasa między uszy nie odsuwając jej od niej. Ropucha zdecydowanie nie należała do kotów wylewnych, szczególnie jeżeli chodzi o emocję, co nie oznaczało jednak, że ich nie odczuwała. - Nicz mnie nie zjadło, wiesz o tym. Mnie nic nie zje, nie może... Bonk, czo się stało w Klanie kiedy mnie nie było? Mama poszła z Janką po życia, ale... Czy nic mu nie jest? Czoś się stało? Stracił życie? - Zapytała w końcu, nie mogąc dłużej czekać na odpowiedź która korciła ją od przeszło księżyców. - I czy mama... Czy ona...?
owo
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oj nie becz. Sam cętkowany? Nie potrafił. Nie potrafił tego nie robić, nawet jeśli przyjaciółka o tym mówiła.
Nie potrafił powstrzymać tego, co nazbierało się przez te ostatnie księżyce od śmierci Porywistego Wiatru, Malinowego Nosa, Dyni, Jesion, Sadzy.... A nawet takiego Sokolego Cienia, z którym to zamienił tylko kilka słów o polowaniu.
Nie było już ich, nie było już ich zapachu, koloru futra gdy wchodzili do obozu, a sam buras poczuł się jak coś w jego klatce go uściska. Łzy wywołane zdjęciem tej silnej, odważnej wojowniczej osłonki którą ubierał Bączkowy Lot gdzieł po prostu poszła w kąt i się usiadła tyłkiem w rogu.
Powinien być wtedy przy Dyni, a może nawet za niego umrzeć. Powinien być przy Porywistum Wietrze jako jego terminator. Jako wojownik walczący za swych Klanowiczów. Teraz jednak? Nie był nim. Był po prostu takim płaczącym wojownikiem o grubej kości. Wtulonym w czarno-białe futro. Teraz... Tylko to się liczyło. Jej przyjaciółka, która teraz deklarowała, że nigdzie nie przepadła.
Czarny pręgus poczuł pomiędzy swoimi uszami szorstki język Ropuszki, a same złote oczy spojrzały się lekko na mordkę kocicy.
Masywną łapą wytarł to, co się dało z polika, po czym cichym głosem miauknął.
-C-cho się stało w-wh Klanie? - Głos grubego misia był podenerwowany, zestresowany. Bursztynowe ślepia wpatrzył się w te koleżanki, a potem na czarne łapy.
-N-nn-n-.... - Wdech wydech już tu nie działał. Gdzie było to ryzyko zawodowe? Gdzie ta chęć? Teraz pojawiła się zwykła gula w gardłe, której pręgus nie potrafił przełknąć.
-Ropuszkho... Ja przepr-przepraszam.
[Obrazek: dd4u6re-734883ec-920e-4204-9c8f-78c154a3...0L2s8duEe0]
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Z każdym następnym uderzeniem serca, z każdym nowym słowem, które padło w tej rozmowie, z każdą łzą która spływała po mokrym policzku jej przyjaciółki, czerwone lampa przestawała blado skrzyć się gdzieś tam w kącie umysłu Ropuchy, pomalutku nabierając na silę i jasność, by w końcu zdominować myśli płaza. Alarm. Coś się stało, coś dużego. To już nawet nie była kwestia jej własnych przemyśleń i gdybania, reakcja Bączka była wystarczającym dowodem, że w Wichrze coś się stało. A może nadal się działo? Czarne brwi spotkały się, kiedy przez głowę przeszło jej owe pytanie. Ropucha już chciała uchylić pysk by dać swojej ciekawość upust, by w końcu po księżycach nieświadomości dać prawdzie możliwość uderzenie jej z całej siły w pysk i wydrzeć resztki naiwnej wiary której się uczepiła - była w końcu na to gotowa. Na ból jaki mógł tylko przyjść z świadomością, że kogoś już między nimi nie ma, że ktoś kto kiedyś żył pod tymi samymi gwiazdami co ona, teraz sam zasilił szeregi Srebrnej Skórki. Była gotowa na złamane serce, na wrzaski i pretensje, na walkę i na wygnanie, jednak nie było gotowa na... Na drżącego w jej objęciach Bączka.
Ropucha zamknęła swoją mordkę, przyglądając się burej wojowniczce łagodnie. Jeżeli cętkowana myślała, że kiedy spojrzy na córkę Fiołkowego Świtu dojrzy chociażby cień gniewu, to nie mogła dalej leżeć od prawdy. Może i ogromna, czarna kocurzyca nie była aż tak emocjonalnie wylewna jak przeciętny kot ale zdecydowanie daleko jej było do Czerwonego Pazura, który chwile słabości porównywał do żałosnego stanu bytu. Trójkątne ucho drgnęło, kiedy Bączek przemówiła, potwierdzając jej obawy. Nie wiedziała jednak co się dokładnie kryło w główce przyjaciółki, jakie myśli przebiegały jej przez umysł i co sprawiało, że czuła potrzebę przepraszać.
Nabrała głęboko powietrza przez nos i przymknęła złote ślepia na kilka uderzeń serca. Jej przywódczyni, Malinowa Gwiazda, Malinowy Nos, jej mama nie żyje. Czuła ogromny ścisk w sercu, który przez moment nie pozwolił jej nawet poruszyć o milimetr żadnego mięśnia w jej ciele. Smutek i żal, tak, te same emocje które odczuła po stracie Żaby, ale również, w tej stercie silnych emocji poczuła... Poczuła ulgę. W końcu dowiedziała się prawdy, na którą była gotowa.
- Choć tu - mruknęła cicho, otwierając jasne oczy. Nie było w nich łez, Ropucha nie płakała, jednak w złotych tęczówkach dało się dostrzec jak bardzo zmęczona była. Następne pytanie, które również zakłócały jej sen w nocy, zaczęły pokoleli przypominać o swoim istnieniu. Co się stało z tatą? Z siostrami, z jej siostrzeńcami, i czy Kijanka jednak stracił życie? To wszystko mogło poczekać. - Nie masz za co - miauknęła nisko i ochryple, przybliżając się do roztrząsanego Bączka, która obecnie potrzebowała komfortu bardziej niż ktokolwiek. Dała się jej wtulić w gęste futro i otuliła ją puchatym ogonem jak bardzo tylko mogła. - Becz. Potem powiesz - wyjaśniła krótko, kładąc swój łeb na jej głowę, mrucząc cicho i nisko, coś co robiła, kiedy Traszka miał zły sen. Mogła tak nawet i czekać godzinę, dając Bączkowi tyle czasu ile chciała na wypłakanie się lub wykrzyczenie w jej futro wszystkiego co leży jej na sercu. Ryzyko zawodowe nie zając, wróci, kiedy poczuje się lepiej.

// :zez: angst go prrrrrr
owo
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Łzy burasa przystawały tylko na chwilę, by po sekundzie, a nawet nie - znowu zacząć lecieć z żółtych oczu.
Wojownik czuł się źle, z tym, że dopuścił się do takiego stanu, lecz nie czuł już nawet sił, by z tym walczyć. Nie teraz, nie gdy tyle rzeczy zaczęło się nagromadzać. Walka była w jego ryzyku. Walczył z drapieżnikami, zwierzyną, innymi, a to było dla każdego wojownika normalne.
Jako wojownik, powinien wiedzieć, by nie być słabym. A teraz? Zrozumiał, że nie potrafi walczyć nawet sam z sobą.
Gdy czarny ogon otulił grube cielsko, Bączkowy Lot tylko wytarł grubym, ciemnym łapskiem poliki, by chociaż na chwilę sprawić, by jego mordka wyglądała na czystą.
Nadal wtulony, jego okrągły ogon sam jakby położył się na tym przyjaciółki, a sam cętkowany tylko miauknął cicho, z typową już dla siebie samego chrypką.
- Porwisty Wiatr... Gwiazdha... - W gardłe powstała gula, a sam pręgus z dwojga teraz nie wiedział, czy mówić - czy też może nie. Chociaż, czy kiedykolwiek mógł coś wiedzieć?
- Miszczhunio on.... Odszedł, Nha... ghóre....Tham. Wskazał już owy punkt uniesieniem złotego wzroku na punkt w niebieskiej plamie nad nimi samymi.
Jego rządy nawet nie były długie. Przynajmniej nie te oficjalne, a jednak cętkowany nadal czuł te uszczypnięcie, gdy pomyślał o bracie czarno-białej.
To był jego miszczunio, a go zabrali!
Kolejna fala nieprzyjemnego uczucie przeszyła cielsko Bączkowego Lotu, a on sam? Po prostu chciał, by chociaż Ropuszka została...
[Obrazek: dd4u6re-734883ec-920e-4204-9c8f-78c154a3...0L2s8duEe0]
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Słowa cętkowanego pręguska odbiły się głucho od pustej ulicy, sprawiając iż po raz kolejny wdech zatrzymał się w jej klatce piersiowej. Wiadomość o śmierci jej mamy była jedną sprawą, jednak śmierć Kijanki... Nie była na nią gotowa a jednak... A jednak patrząc wstecz na te ostatnie księżyce spędzone z dala od granic Wichru, przypominając sobie te mrowienie w kościach, ten cichy głos szepczący jej tam gdzieś tam w tle głowy, że coś się stało… Jednak nawet plotki na osiedlu nie mogły przygotować ją na śmierć kolejnego brata.
Ropucha odsunęła się trochę od Bączka by przyjrzeć się jej pyszczku, mokrego od łeż i smarków, zastanawiając się, co się dzieje w umyśle córki Czerwonego Pazura? Co się stało w Klanie, źe silny Wichrowy wojownik obecnie rozkrusza się w jej ramionach? Kocurzyca ponownie wtuliła się w grubiutkie ciało cętkowanej, dając jej oparcie w swojej osobie.

***

Po chwilach spędzonych wtulaniu się do siebie nawzajem, rozmów o niczym i wszystkim, Ropucha wytłumaczyła Bączkowi sytuację. Nie mogła wróci do Klanu teraz, musiała wrócić, załatwić wszystkie niedokończone sprawy i przemyśleć wszystko na spokojnie. Musiała ochłonąć, spokojnie przeanalizować sprawę i zaplanować następne kroki. Musiała przejść żałobę. Kiedy cętkowana zrozumiała i uspokoiła się, Ropucha wstała, po raz ostatni polizała ją po uchu i z spokojnym: "wrócę" poczłapała z powrotem na osiedle. Długa droga przed nią a jeszcze dłuższa przed Traszką.

//ztx2 (?)
owo
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Biały terminator przywitał nowy dzień, dołączając do patrolu wzdłuż granicy u boku Splątanego Wąsa. Nie znał może wojowniczki aż tak dobrze, ale wiedział że miała bliską rodzinną relacje z jego zmarłym już, starszym bratem, Sokolim Cieniem. Traktowała go za życia trochę jak ojca, więc z tym przedłużeniem byli niejako rodziną.
Wojowniczka i stosunkowo doświadczony terminator obrali wschodnią i północną granicę klanu na patrol. Mrucząca Łapa potrzebował nieco zajęcia i uznał że będzie to dobry pomysł, jako że był stosunkowo blisko zastania pełno-prawnym wojownikiem. W tym momencie obeszli już znaczną część granicy wschodniej i powoli zbliżali się do granicy z Klanem Rzeki. Mruczek nie miał raczej żadnych przewidywań względem czy cokolwiek się dzisiaj wydarzy. Poniekąd liczył na spokojny patrol, po czym będzie mógł zająć się czymś innym.
Jednak przechodząc, coś z jakiegoś powodu mówiło Mruczkowi by rozejrzeć się dokłądniej po okolicy. Może po wyprawie zyskał większą sympatię do wędrówek? Przeprosił na chwilę Spląta Wąs, mówiąc że chciał coś sprawdzić. Najwyżej dołączy do niej nieco później, jak nic nie znajdzie. Czemu go tu ciągnęło nie był pewny. Może ciekawość czy może znowu trafi na coś interesującego. Być może przeczucie. Mruczek ruszył przez Szare Brzozy, w stronę Grzmiącej Ścieżki. Nie miał zamiaru przechodzić, jak nie znajdzie nic, po prostu zawróci i wróci do normalnego patrolu.

/Mg do podtopień?/
[Obrazek: 1lsf8b4.png]
LVL 2 150 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mrucząca Łapa postanowił oddalić się nieco od Wichrowych terenów. Jego oczom ukazały się zalane tereny Topiołków. Wszedł do wody mocząc sobie łapy i rozglądał się za czymś ciekawym. Nie zbliżał się do niebezpiecznej Drogi Grzmotów co było bardzo rozsądne. W końcu potwory nie należały do najfajniejszych rzeczy. W każdym bądź razie, na ten moment kocur mógł zauważyć dwie rzeczy. Jedną z nich był dryfujący na wodzie, szklany, podłużny przedmiot. Jeśli terminator postanowiłby podejść ujrzeć mógłby w środku płyn. Podobny do wody, ale pełen bąbelków. Sporo tego tam było. Za to oprócz znaleziska przyjemnego miał też bardziej drastyczny scenariusz. Zamiast szklanej butelki z oranżadą mógł bowiem wybrać walkę. Niedaleko pływał drapieżnik nieco podobny do kuny, ale większy i masywniejszy. Może Mrucząca Łapa zechce pobić się z wydrą?

Mrucząca Łapa: lvl: 2 | S: 6 | Zr: 8 | Sz: 5 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45
➛ przerzuty 0/1

Wydra: S: 10 | Zr: 7 | Sz: 6 | HP: 55 | W: 40
[Obrazek: Xtg3xZL.gif]
Late into the night I hear i.t storming
And into the rain is
what I pray and I'm hoping
Now I feel the pressure of the city
Oh, h.o.w it eats me whole

[Obrazek: cAp4ivo.gif]

6e6cf0 ⟶ ➛
LVL 3 35 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
6
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mrucząca Łapa rozglądał się z zainteresowaniem. Była to nowość, jako że nigdy nie widział niczego podobnego. Owszem, poziom rzeki koło Podmokłego Brzegu lub Szuwaru Turzycy potrafił się czasami lekko podnosić przy silniejszych opadach. Jednakże nigdy nie widział by woda wdarła się na ląd. Zwłaszcza tak daleko od zbiornika. Jeżeli ruszyliby teraz do Szepczącej Sadzawki zamiast wtedy, droga mogłaby być znaczniej cięższa i niebezpieczna. Można powiedzieć że poniekąd mieli szczęście.
Mruczek zaczął brodzić łapami w wodzie, co zdecydowanie nie było przyjemnym uczuciem. Była zimna, ale nie sięgała zbyt wysoko. Jego uwagę przyciągnął błyszczący przedmiot. Zgadywał że mogło być to coś pozostawione przez dwunogów. Nie miał pojęcia jednak co to miało być. Szybko jednak dostrzegł co innego. Całkiem sporego zwierza, taplającego się w wodzie. Wydra? Słyszał o nich, ale nie miał okazji dotąd żadnej zobaczyć. I chyba nie miał ochoty walczyć, biorąc pod uwagę że nie była aż tak blisko terenów, jak i miałaby pewnie przewagę nad nim, gdy byli otoczeni wodą. Śledził ją kątem oka, strosząc sierść na grzbiecie w ostrzeżeniu by się nie zbliżała. Był jednak gotowy spróbować odskoczyć jakby postanowiła zaatakować. Skupił się błyszczącym obiekcie, próbując wyłowić go z wody, ale nadal zachowując czujność. Chciał lepiej obejrzeć co to było, zwłaszcza że mieniło się sporą ilością małych bąbelków.
[Obrazek: 1lsf8b4.png]
LVL 2 150 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Biały kocur był bardzo zaniepokojony obecnością wydry. Cały czas był czujny, lecz po woli łapą zaczął ciągnąć za sobą szklaną butelkę. Bury drapieżnik owszem okazał zainteresowanie. Patrzył się na kocura z wielką ciekawością, bo nie wiedział co ten robi. Na chwilę wydra zaczęła płynąć bliżej w stronę białego terminatora. Zatrzymała się jednak w bezpiecznej odległości, pomachała pyszczkiem po czym oddaliła się. Najwidoczniej miała ciekawsze rzeczy do roboty. Także sukces. Kocur był bezpieczny razem ze znaleziskiem. Także już łatwo je wyłowił.

Mrucząca Łapa: lvl: 2 | S: 6 | Zr: 8 | Sz: 5 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45
➛ przerzuty 0/1
[Obrazek: Xtg3xZL.gif]
Late into the night I hear i.t storming
And into the rain is
what I pray and I'm hoping
Now I feel the pressure of the city
Oh, h.o.w it eats me whole

[Obrazek: cAp4ivo.gif]

6e6cf0 ⟶ ➛
LVL 3 35 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
6
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mrucząca Łapa zjeżył się nieco, gdy wydra podpłynęła bliżej. Nie był pewny jakie były jej zamiary. Mimo wszystko nie przypuściła próby ataku i jedynie obserwowała. Nie wiedział czy miała ochotę na przedmiot, czy była po prostu zainteresowana nim. Po kilku chwilach jednak odstąpiła i odpłynęła. Mrucząca Łapa spokojnie wyłowił przedmiot i mógł się mu przyjrzeć. Obiekt był zimny w dotyku o trochę śliski, ale bardzo twardy. Mrucząca Łapa chwilowo próbował gryźć szyjkę, ale szybko zrezygnował, stwierdzając że nie ma szansy tego przegryźć. Nie sądził że uda mu się wymyślić czym mogła być ciecz w środku. Musiał przyznać jednak że obiekt był całkiem ładny. Nic szczególnego, ale może zachowa to na później?
Mrucząca Łapa odstawił butelkę na suchym gruncie, tak by woda jej nie zabrała. Po chwili znowu spojrzał w wodę. Ciekawe czy są tu ryby, być może mógłby spróbować coś złowić...chociaż nigdy nie próbował. Przydałby się jakiś posiłek.
[Obrazek: 1lsf8b4.png]
LVL 2 150 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mrucząca Łapa odstawił swoją butelkę z napojem na brzeg, nie ryzykując próbowaniem płynu. Chciał teraz spróbować swych sił w polowaniu na ryby. Zaczął się rozglądać, lecz na razie nic nie mógł ujrzeć. Przynajmniej nie to na czym mu zależało. Bo coś owszem było w wodzie nie tak daleko przed nim. Kolejna wydra? A może ta sama? Na razie zdawała się nie widzieć białego Wichrzaka i także ze spokojem szukała ryb.

Mrucząca Łapa: lvl: 2 | S: 6 | Zr: 8 | Sz: 5 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45
➛ przerzuty 0/1

Wydra: S: 10 | Zr: 7 | Sz: 6 | HP: 45 | W: 30
[Obrazek: Xtg3xZL.gif]
Late into the night I hear i.t storming
And into the rain is
what I pray and I'm hoping
Now I feel the pressure of the city
Oh, h.o.w it eats me whole

[Obrazek: cAp4ivo.gif]

6e6cf0 ⟶ ➛
LVL 3 35 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
6
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości