Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Więc Wicher, zrozumiano. I zrozumiano, że ma nie przekraczać ich granic - nie żeby miał kiedykolwiek zamiar. Byłyby niepotrzebne kłopoty i... i po co one! Na "takich" trzepnął uchem. Nie sądził że wyglądał jakoś źle czy specjalnie groźnie, przecież robił wszystko by wyglądać jak najlepiej...! Nagiął się delikatnie, by w siadzie zmniejszyć swoją posturę. Może był za duży, może dlatego był "takim" gościem. Pochylony i poskurczany nie wyglądał na o wiele mniejszego, ale na pewno na nieco mniej agresywnego. Innymi słowy, groźnie nie zabrzmiał, dał jedynie kocurowi znak że wygląda jakby mógł kogoś rozszarpać. I w istocie, był w stanie, ale teraz nie miał na to najmniejszej ochoty - szczególnie że rozmówca nadal nie był w najmniejszym stopniu zagrożeniem. - Dziwny dźwięk... jaki? Wiesz, jak już jestem... sam... długo... nie ma dziwnych dźwięków - wyjaśnił najlepiej jak umiał. Chociaż były w tym zdaniu drobne przerwy, było to najdłuższe jakie z siebie wyrzucił. Z czasem przywyknie do obecności burasa z Wichru i pewnie będzie mówił normalnie, nie jak byle tchórz. Potrzebne było mu na to trochę czasu. - Och, pierwszy raz tu jesteś? Nie boisz się?
Uniósł brew do góry. Nie był już byle kociakiem, który nie myślał i szedł na przygodę - im się jest starszym, tym bardziej się uważa na wszystko. Chyba, że jego rozmówca był ostro kopnięty w łbie, ale to nie szkodzi. Przynajmniej mogłoby być ciekawie.
Odwilż to drobnej postury kocur z niepasującymi długimi nogami, które wykorzystuje głównie do zwinnego uciekania przed jakimkolwiek zagrożeniem. Nigdy nie wystawał głową spośród innych kociąt i należy do grupy kotów z przeciętnym wzrostem. Jeśli chodzi o jego sylwetke, ma dziwnie okrągłe kształty, mimo że jest dość chudy i nigdy nie przesadza z jedzeniem. Dzięki temu wygląda na trochę większego i silniejszego niż jest w rzeczywistości. Mięśni nie ma wcale, przebywając jedynie w obozie nie miał szansy ich wyrobić. Futro ma krótkie, szorstkie i raczej nieprzyjemne w bliższym kontakcie z czymkolwiek. Przypomina trochę matkę, całkowicie odziedziczył po niej wygląd i ukazuje się jako bury dzieciak z beżową plamą na kościstej brodzie. Na całym ciele ma też przerywane, dobrze widoczne pręgi; tygrysie. Jego pysk przyozdabiają wiecznie proste, białe wibrysy, szmaragdowe ślepia i nieduży, ciemny nos.
Gadatliwy, optymistyczny kociak z słabą orientacją w terenie i masą stresu.
Jeśli jego 'groźba' poskutkowała, to był z tego zadowolony. Jego zadaniem było bronić terenów klanu, a jeśli takim czymś odstraszał samotników, to chyba dobrze się spełniał w swojej roli, prawda? Nie, żeby podejrzewał Dettlaffa o to, że zaraz pogwałci ich wszelkie zasady i wstąpi na wichrowe tereny, w końcu sam zaznaczył, że za parę dni już go tutaj nie będzie, pewnie wyniesie się do miejsca, które w żaden sposób nie styka się z granicami jego rodzinnego klanu. Swoją drogą, ciekawiło go życie, o którym wspominał nieznajomy. Nigdy o takim nie marzył, bo opuszczenie klanu, jego znajomych i przyjaciół to ostatnie co mu w głowie siedzi, ale chodzenie beztrosko gdzie tylko się chce brzmiało cudownie, brzmiało jak coś, czego chciał doświadczyć. Niezależny od niczego, niezwiązany z zasadami. Dbając jedynie o siebie, a nie o dwadzieścia innych kotów więcej. Głupio mu było, że jego serce nie należy w pełni do wichrzaków, ale miłość do podróżowania była wielka, równie wielka co ta do klanu. - No taki... wiesz, pisk. I gruchot. I szelest, takie no, dziwne! Nie słyszałem tego na moich terenach, dlatego wydało mi się nietypowe - wytłumaczył. Przez chwilę zastanawiał się, czy przypadkiem nie ma jakiś zwid, a dźwięki są tylko w jego głowie, tylko on je słyszy. Zaraz jednak wyrzucił tą myśl, bo nie będzie z siebie robił wariata, bez przesady. Na następne pytanie kolorowego strzepnął uchem, nie odpowiadając chwilę. Rzeczywiście musi mieć nieźle nasrane w głowie, by wymykać się po kryjomu z obozu, nie mówiąc o tym zupełnie nikomu, narażając się na atak drapieżnych ptaków, albo kogokolwiek innego. Jak głupim trzeba być, by tak ryzykować życiem? Fakt, że stoi tutaj teraz i żyje był zwykłym szczęściem, a Odwilż nie był pewny jak długo ono będzie jeszcze trwać. - Nie, jakoś nie bardzo. Lubię wychodzić i podróżować po nieznanych mi terenach, to o wiele bardziej ekscytujące niż siedzenie w obozie. Szkoda, że trzymają mnie ścisłe zasady, przez które nieraz muszę wymykać się nielegalnie, czy coś.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Chwilę obserwował go uważnie, z wyraźnym zdziwieniem malującym się na pysku. Opis dźwięku nie przypominał mu niczego, co na co dzień spotykał w życiu. Nic nie piszczało, gruchotało... Nie wydawało też szeleszczących dźwięków. W sensie, w jednej kombinacji. Cokolwiek kocur słyszał, albo było czymś naprawdę dziwnym, albo jakiś zbieg okoliczności sprawił, że różne słyszane przez niego rzeczy zlały się w jeden dźwięk. - Jesteś może w stanie wskazać... skąd? Spróbować chociaż? - skrzywił się lekko. Obecnie sam chciał wiedzieć co Wichrzak słyszał. Może to był jakiś ptak na drzewie? Trudno powiedzieć, nie zawiódłby się żadnym widokiem, nawet najmniej ekscytującym. Cokolwiek kryło się pod dziwnym dźwiękiem, chciał to sprawdzić. Potem napomniał drugi podjęty temat, na który Dettlaff skinął delikatnie głową. W geście, że wysłuchał jego słów - bo na pewno nie zrozumiał co go trzyma. - Jak ostatnio sprawdzałem, zasady to nie kot żeby cię siłą trzymać. Wystarczy powiedzieć, że gdzieś pójdziesz i idziesz. Polowanie, patrol, spacer. Nie wiem co się tak w Wichrze robi, na pewno byś znalazł wymówkę na legalne wyjście.
Wzruszył ramionami. Dla niego to było bardziej niż oczywiste, jako dawny Gromiak wiedział że wymykać się nie ma wcale trudno. Zawsze można było też nic nie mówić i po powrocie dać znać, że coś siłą wyciągnęło z obozu. Nic specjalnego, zwykła wymówka ratująca zad.
Odwilż to drobnej postury kocur z niepasującymi długimi nogami, które wykorzystuje głównie do zwinnego uciekania przed jakimkolwiek zagrożeniem. Nigdy nie wystawał głową spośród innych kociąt i należy do grupy kotów z przeciętnym wzrostem. Jeśli chodzi o jego sylwetke, ma dziwnie okrągłe kształty, mimo że jest dość chudy i nigdy nie przesadza z jedzeniem. Dzięki temu wygląda na trochę większego i silniejszego niż jest w rzeczywistości. Mięśni nie ma wcale, przebywając jedynie w obozie nie miał szansy ich wyrobić. Futro ma krótkie, szorstkie i raczej nieprzyjemne w bliższym kontakcie z czymkolwiek. Przypomina trochę matkę, całkowicie odziedziczył po niej wygląd i ukazuje się jako bury dzieciak z beżową plamą na kościstej brodzie. Na całym ciele ma też przerywane, dobrze widoczne pręgi; tygrysie. Jego pysk przyozdabiają wiecznie proste, białe wibrysy, szmaragdowe ślepia i nieduży, ciemny nos.
Gadatliwy, optymistyczny kociak z słabą orientacją w terenie i masą stresu.
Im więcej o tym gadali, tym bardziej przekonywał się do faktu, że albo Dettlaff jest głuchy, albo to on nienormalny. Zmarszczył brwi, bo to nie było możliwe, by kocur stąd nie słyszał tego dziwnego dźwięku. Zwłaszcza, że Odwilż znajdujący się przy Jasnych Skałkach słyszał go doskonale. To nie był dźwięk, który słyszy się na co dzień, więc ptak nie wchodził w grę. Rzecz, która wydawała ten dźwięk musiała być naprawdę rzadka i niespotykana, przynajmniej w miejscu gdzie on żył na co dzień. - W tym problem, że nie. Wiesz, mam taką przypadłość, przez którą wszystko widzę jakby było takie samo. Wiesz, te topole, które nas otaczają, one są... takie same. I mi się przez to myli już wszystko, na przykład teraz nie jestem w stanie ci powiedzieć skąd przyszedłem. I jak wyglądała moja droga, no, rozumiesz - nie wiedział jak to wytłumaczyć. Nie spotkał jeszcze nikogo, kto miałby jakiekolwiek problemy z orientacją w terenie, przez co czuł się trochę niezrozumiany. Nie potrafił też dobrze tego opisać, dlatego zgadywał, że nieznajomy nie zrozumiał go w najmniejszym stopniu. - Nie, nie, to nie takie proste. Byłeś kiedyś w klanie? Zapewne nie, głupie pytanie. Nie wyjdę sobie tak o, na patrol, zwłaszcza, że dopiero niedawno rozpocząłem trening. Nie mam dobrego doświadczenia, moja mistrzyni nie zdążyła przerobić ze mną polowania - wytłumaczył mu zaraz. W dodatku Fiołkowy Nos ma jakąś dziwną manię na temat tego, by zawsze zgłaszał gdy gdzieś wychodzi. A dzisiaj byłoby to niemożliwe, przecież nikt o zdrowych zmysłach by go nie puścił.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Nie słyszał! Naprawdę, nie słyszał nic takiego. A może zignorował dźwięk, bo wiedział że nie jest niczym groźnym? Nie ważne, pojawił się inny problem - do tematu dźwięku wrócą pewnie za jakiś czas. Buras powiedział, że nie wie orientuje się w terenie... Nie wie jak wrócić? O nie. O nie, nie nie... - Jak wrócisz? - położył po sobie uszy, ewidentnie zmartwiony tym faktem. Wilgotny nie zapowiadał się być przysłowiowym #####, więc dlaczego oriental miałby się nie martwić? Przecież rozmawiali, nie zaatakował go, był miły, Dettlaff też powienien być miły dla niego. Kwestia bycia zgubionym nie była zabawna. Nawet jeśli gubienia orientacji w terenie nie rozumiał, rozumiał że się ktoś mógł zgubić. Że nie wiedział gdzie jest. A widzenie tych topoli jako tego samego, oznaczało że właśnie się zgubił. - Ktoś po ciebie przyjdzie?...
Dopytał po chwili, a zaraz po tym westchnął. Jasna sprawa, gdyby mógł to sam by go odprowadził. Nie był jednak na tyle odważny (lub na tyle głupi) by wejść na obcy teren, szczególnie po wcześniejszym ostrzeżeniu. Życie innych jest ważne, ale jego najważniejsze. Każdy osobiście chyba myślał w takich kategoriach. - Jesteś co najmniej dwa razy starszy niż młodzik na rozpoczęciu treningu. Nie masz sześciu księżyców, na pewno nie masz. Czemu nie uczyli cię takich rzeczy od razu? Zakładam, że byłeś gotowy do paru siniaków - zdziwił się... i to bardzo. W Gromie raczej stawiali na walkę i polowanie od razu, a tutaj? Trening, nawet zaczęty niedawno, musiał lecieć wolno. Chyba, że zaczął trening dziś czy wczoraj. - ...Ale się nie dziwię, że cię nie puszczają. Jakbyś trafił na psa to pewnie nie byłby skory do rozmów. Idziesz szukać tych dziwnych dźwięków czy zostajesz?
I w ten sposób zupełnie ominął temat bycia w Klanie. Nie potwierdził, nie zaprzeczył - po prostu nie wspomniał nic. Miast tego, skupił się na losie burasa i tego co ma zamiar robić.
Odwilż to drobnej postury kocur z niepasującymi długimi nogami, które wykorzystuje głównie do zwinnego uciekania przed jakimkolwiek zagrożeniem. Nigdy nie wystawał głową spośród innych kociąt i należy do grupy kotów z przeciętnym wzrostem. Jeśli chodzi o jego sylwetke, ma dziwnie okrągłe kształty, mimo że jest dość chudy i nigdy nie przesadza z jedzeniem. Dzięki temu wygląda na trochę większego i silniejszego niż jest w rzeczywistości. Mięśni nie ma wcale, przebywając jedynie w obozie nie miał szansy ich wyrobić. Futro ma krótkie, szorstkie i raczej nieprzyjemne w bliższym kontakcie z czymkolwiek. Przypomina trochę matkę, całkowicie odziedziczył po niej wygląd i ukazuje się jako bury dzieciak z beżową plamą na kościstej brodzie. Na całym ciele ma też przerywane, dobrze widoczne pręgi; tygrysie. Jego pysk przyozdabiają wiecznie proste, białe wibrysy, szmaragdowe ślepia i nieduży, ciemny nos.
Gadatliwy, optymistyczny kociak z słabą orientacją w terenie i masą stresu.
W jednej chwili zauważył, że kocur przybrał zmartwiony wyraz pyska. Martwił się? O niego? Że nie wróci? Zmarszczył brwi, bo nie chciał uwierzyć w to, że orientalowi jakkolwiek zależało na tym, gdzie podzieje się buras po ich rozmowie. Nie wyglądał na kogoś takiego, kto zamartwiałby się losem innych. - No, wiesz, w zasadzie to nie wiem... - przyznał po chwili, jednocześnie jednak wzruszając ramionami i machając ogonem, chcąc pokazać, że to naprawdę nic ważnego. Rzeczywiście, za pierwszym razem przejął się faktem, że nie ma pojęcia gdzie jest dom, ale ta wycieczka była już jego czwartą, jak nawet nie piątą. Przyzwyczaił się do tego, że gubił się jak idiota niemalże wszędzie. - Wiesz, jakoś zawsze wracam do domu. Czasem jeszcze tego samego dnia, pod wieczór, a czasem jestem zmuszony spać poza obozem. Ta druga opcja jest dość problematyczna, bo później trzeba się tłumaczyć - tutaj przewrócił oczami - Ale końcem końców zawsze znajduje coś takiego charakterystycznego, co naprowadza mnie na obóz. W dodatku mam całkiem sprawny nos i on ułatwia robotę - wytłumaczył mu prędko, mając nadzieję, że to jakkolwiek go uspokoi. Choć musiał przyznać, że brzmiało koszmarnie, w dodatku zawsze istniała możliwość, że w końcu nie znajdzie i zostanie zmuszony do życia samemu. - Czasem myślę, że gdybym nie należał do klanu wszystko byłoby łatwiejsze, nie miałbym miejsca, gdzie muszę wrócić. Ale teraz nie poradzę sobie samemu, muszę się nauczyć podstaw, bądź znaleźć kogoś innego, kto by mi takie informacje sprzedał już poza klanem. W dodatku przychodzi jeszcze temat rodziny... - westchnął. Teraz było to o tyle łatwiejsze, że jego przyjaciel, Tęczowa Łapa, zaginął, więc rozstanie nie byłoby aż tak bolesne. Po prostu by go nie było. - No, ale złapała mnie tak poważna choroba, że mało brakowało, a bym tu z tobą nie rozmawiał. Wyszedłem całkiem niedawno, teraz pora nauczyć się żyć pośród innych kotów od nowa - mruknął, wzdychając cicho. Nie zauważył, że syn Cichego Strumyka nie odpowiedział na jego pytanie, ale najwyraźniej nie interesowało go to aż tak bardzo, by się o to upominać. - Tu też racja. Mądrze robią i nie mogę ich winić. A co do dźwięków, to nie wiem, nie chce jeszcze wracać. Jak obiecasz, że mi nic nie zrobisz, to możemy pójść i zbadać to razem.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Niespecjalnie go to przekonywało. Zupełnie, ani trochę. Przecież spanie poza obozem, jak nie umie się walczyć i polować było czymś okropnym. Jeden drapieżnik i już, po nim. To, że "zawsze wraca" nie było uspokajające. Nie było zasady we wszechświecie, która zapewniała że faktycznie zawsze wróci. - A... nie możesz jakiś się nauczyć znaczyć drogę? Zostawiać jakieś ślady? Chociaż jakiś kawałek od obozu, wiesz... żeby łatwiej było - mruknął niepewnie. To była jedyna forma pomocy jaką mógł zaoferować, bo przecież nie nauczy go rozpoznawania co gdzie jest w terenie. Nie dało się, chyba. Zresztą, to byłoby już raczej nachalne! - Łatwiejsze... Szukanie terenów, jakichś kotów na teren, głód, chłód, samotność. Wymarzone życie.
Pokiwał łbem z lekkim uśmiechem. Co miał zrobić, kłamać że tak nie jest? Jeszcze podsunie mu jakiś głupi pomysł! Zaraz westchnął. On jakoś za rodziną nie tęsknił. W ogóle nie wiedział czy żyją. A jak żyją, to ma ich gdzieś. Był już dorosły, nie potrzebował reszty. Niepotrzebna konkurencja. - Nie rób głupot i przeżyjesz - skwitował zupełnie z prawdą. Nie musiał wcale być zaczepny, atakować czy wyzywać Dettlaffa - wystarczy, że wpadnie do rzeki i go nie wyłowi, albo wskoczy pod potwora... no, też by umarł, nie? I to w głupi sposób. - Nie mam korzyści z zabijania ciebie. Jeśli już, to w samoobronie.
Dodał dla sprostowania. Po tym zamilkł, czekając na werdykt. Czy pójdą gdzieś czy nie, hej - przecież jakby to zostali, a oriental chciałby go zabić... to by go zabił. Co za różnica gdzie?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Plotki rozchodziły się szybko, a Iskra miała to do siebie, że lubiła rozmawiać z innymi kotami i w związku z tym, różne wieści po prostu do niej docierały. Słysząc o pokaźnej stercie osieroconych ziółek gdzieś wzdłuż Grzmiącej Ścieżki, pomyślała o wyprawie z bratem. Słysząc o tym, że nie znajdą tam trujących ziółek, zdecydowała się wprowadzić myśl w życie.
Żeby wyciągnąć Płomyka z obozu nie trzeba było wiele. Nawet jeśli nie wierzył by niejaka Krzywucha zostawiła po sobie stertę medykamentów, bliźniaki już wkrótce kierowały się na wschód. Gdy przekraczali wichrowe granice, Iskra rzuciła jeszcze tylko:
- Dobra, pamiętaj, nora z zielskiem w środku. Tego szukamy i tu gdzieś powinna być widoczna.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Jaśniejący Płomień średnio wierzy w tę całą plotkę o bezpańskich ziołach, ale to nie oznacza, że lekką łapą odrzuci prawdopodobieństwo, iż to jednak prawda i dadzą radę coś znaleźć. Mimo sceptycyzmu nie potrafi nie odczuwać podekscytowania na myśl o poszukiwaniach. Idzie u boku siostry stawiając lekkie kroki, z uniesionym wysoko ogonem i tak samo uniesionymi uszami. Wkrótce oficjalnie przekraczają granicę Klanu Wichru z Ziemiami Niczyimi i zwłaszcza odtąd czujności nigdy za wiele. Zarówno jeżeli chodzi o zagrożenia, jak i o roślinki, których szukają... Płomyk rozgląda się dookoła, przy okazji wysłuchując słów Roziskrzonej Nocy.
- Mhm - rzuca lakonicznie. Nora, hę? To chyba mało realne, że nie została jak dotąd doszczętnie splądrowana? No cóż, co do tego nie może być pewnym. Bez zbędnego gadania błądzi wzrokiem po terenach wokół, powoli krocząc naprzód. Szuka legowiska nieznanej mu zielarki albo przynajmniej czegoś, co naprowadzi ich na trop medykamentów.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Zupełnie pominięty w narracji Traszka był tam oczywiście cały, caluteńki czas, a przynajmniej od momentu, kiedy spotkał bliźnięta podczas smętnego człapania po terenach. Mimo, że sam również był z natury towarzyskim kotkiem i do jego uszu zapewne powinny dotrzeć plotki o dziwnych skarbach, to z przyczyn wiadomych, ostatnio stał raczej na uboczu i wiele najświeższych ploteczek i newsów go zwyczajnie omijało. Dopiero z mordki Płomyka… albo Iskry… albo Płomyka, po raz pierwszy usłyszał o porzuconych ziołach. I tak, losem przypadku, dołączył do tej już trzyosobowej grupy złaknionych wrażeń (czy może chwilowo w jego wypadku, wykorzystujących wymówkę od losu, aby nie wracać do obozu), poszukiwaczy zaginionych skarbów.
Przysłuchując się ich wymianie zdań, powstrzymywał dziecięcy odruch, schylenia się i spojrzenia jednemu z nich pomiędzy tylne łapy, aby móc ich jakoś rozróżnić. Zamiast tego, przeczesując złotymi ślepkami okolicę, starał się skupić na ich woni, co jednak nie było najłatwiejszym, kiedy tak stali ramię w ramię. To jednak spowodowało, że sobie o czymś przypomniał. - Ziołowe Wzgórze to daje ziołami z daleka, wiecie? – Wtrynił się do rozmowy. – Więc jak nie zobaczymy tej nory, to może wyniuchamy – stwierdził uśmiechając się nawet lekko.
O ziołach wiedział tyle co nic, ale tego charakterystycznego zapachu mieszaniny różnych, najczęściej wyschniętych kwiatów i innych zielsk nie dało się tak łatwo zapomnieć.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
I nie potrwało długo, a do nozdrzy trojga kotów dostał się charakterystyczny zapach ziół. Wejście do norki znajdowało się niedaleko, zasłonięte jedynie rozrośniętymipod wieczną nieobecność dawnej rezydentki tego miejsca krzakami. Gdy koty podeszły bliżej, ich delikatne nosy znowu zostały podrażnione całą gamą zapachów. W stercie ziół zapewne skrzyły się srebrną nicią pajęczyny, żółciły kwiaty, których imion koty nie znały, zieleniły liście roślin o nieznanym znaczeniu... Nic, tylko brać!
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Spędzając pełen księżyc w Ziołowym Wzgórzu, zdążyła się przyzwyczaić i zapomnieć, że wszystkie te roślinki mają bardzo intensywną woń. Dlatego też obrzuciła Traszkę zaskoczonym spojrzeniem, nie dlatego, że nie wiadomo kiedy się zmaterializował koło nich, bo przecież prawie całą trasę im towarzyszył, a dlatego, że całkiem sensowny pomysł, taki oczywisty wręcz, a jednak sama na niego nie wpadła.
- Aha. Sprytnie, jeśli tam rzeczywiście tyle ziół to nie ma szans żebyśmy nie wyczuli. - klasnęłaby radośnie, gdyby tylko mogła, ale jako że to było poza jej zasięgiem, to uśmiechnęła się ciepło i machnęła burą kitą.
Za dużo się nie nachodzili, wejście było nieco bardziej zarośnięte niż z ploteczek by wynikało, ale chyba to nie mógł być przypadek, że z tej nory tak czuć zielskiem. Czyli jakby nie było - cel podróży osiągnięty i to w ekspresowym tempie. Rzuciła triumfalne spojrzenie w stronę brata, który to śmiał wątpić w prawdziwość plotek.
- To co? Wchodzimy? - rzuciła do towarzyszy i nim, którykolwiek zgłosił się na ochotnika do sprawdzenia nory, sama ruszyła do środka. Ostrożnie, bo tak ją nauczyło życie w lesie, ale bez zbędnego ociągania. I jeśli żadna śmiercionośna niespodzianka jej nie przeszkodziła we wchodzeniu do wnętrza, to zaczęła przekopywać stertę w poszukiwaniu czegoś o przyjemnej woni.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Powstrzymuje się od przewrócenia oczami, bo nie chce narażać się na jakieś stwierdzenia pokroju, że jest nieuprzejmy czy marudny. Fakt faktem, wybitnie zadowolony z dodatkowej głowy w ich składzie to nie jest, ponieważ jeśli uda im się znaleźć tę norę, to idąc za prostą matematyką - jego przydział ziółek się zmniejszy, a tego by sobie nie życzył. Kiedy jest się żółtodziobem w temacie medycyny, można polegać tylko na głupim szczęściu i jak już to głupie szczęście się ujawni, nierozsądnie byłoby podejść do niego lekko. Co nie oznacza, że Traszkowa Łapa mu przeszkadza albo jego obecność niekorzystnie wpływa na nastrój Płomyka; świadczą o tym rozluźnione mięśnie pyska oraz niezdradzające napięcia ciało. Przezornie nie odzywa się wcale, wytężając zmysły, aż cała ich trójka nie spotyka się z charakterystycznym zapachem ziół.
Jaśniejący Płomień bynajmniej nie jest przyzwyczajony do tak intensywnych woni; trzyma się od Ziołowego Wzgórza z daleka, ot, zawitał tam raz, może dwa w życiu. Z tego powodu, gdy podchodzą bliżej, a zapachy się nasilają, syn Czerwonego Pazura marszczy ceglasty nosek. Krótko zerka na siostrę i posyła jej wyluzowany uśmieszek, chociaż ogon wraz z delikatnie uniesiona sierścią na grzbiecie zdradzają podekscytowanie. Naprawdę znaleźli to miejsce, co? I nawet nie zmarnowali na to wiele czasu. Podejrzanie dużo szczęścia.
Podejrzanie.
- Uważajcie - mruczy, ale słowa ewidentnie nie docierają do Roziskrzonej Nocy, od razu gotowej pchać się w środek nory. Kto wie, czy nie zamieszkanej. Kto wie, czy nie niebezpiecznej. Całe to zbieractwo ziół to śliski interes i doprawdy, powinni do tego wszystkiego podejść z rozwagą.
Rusza zaraz za siostrą, gotów odskoczyć, jeżeli coś spowoduje, że ta zechce się wycofać. Musi polegać w głównej mierze na jej wzroku, przynajmniej póki tył jej głowy zapełnia tak wiele z płomykowego pola widzenia. O ile coś nie idzie źle, dołącza się do poszukiwań interesujących zielsk. Czy czegokolwiek innego, naprawdę. Odruchowo się spina, gotów spotkać wewnątrz przeciwnika. Im udało się znaleźć tę skrytkę bez większych przeszkód. Inni również mogli mieć szczęście. Inni bądź nieświadomy wartości ziela borsuk, lis, jakikolwiek niemile widziany zwierz.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Skinął łebkiem na słowa, które padły z mordki towarzysza, mrużąc przy tym lekko ślepia i wyginając pyszczek w lekko niezadowolonym grymasie. Bynajmniej nie przejmował się tym, że będzie musiał się czymś z kimś dzielić. Po prostu wciąż nie był pewny, czy mówiła to Iskra, czy Płomyk, a forma wypowiedzi, nie pomagała mu rozwikłać zajmującej myśli zagadki. Już kiedyś stwierdził, że bliźnięta to najwyraźniej jakieś jego przekleństwo, ale pomyślałby kto, że w przypadku tej dwójki, zdecydowanie różnej płci, rozróżnienie ich powinno być łatwiejsze, niż w przypadku Wiertarki i Betonu! Z kotkami znał się jednak od urodzenia, spędzając wspólnie tyle czasu, że drobne niuanse, jak dłuższe futerko przy uszach jednej, albo plamka u tej drugiej, były przez niego od razu wychwytywane. Dzieci Czerwonego Pazura nigdy nie poznał na tyle, na ile by chciał, albo na tyle, na ile zasługiwali, co teraz zdecydowanie utrudniało zadanie.
Z zamyślenia wyrwała go wyraźna i tak dobrze znana woń. Zioła. Więc jego słowa okazały się prorocze i kiedy tylko dokładnie się przyjrzeli również i ich oczom ukazała się opuszczona norka. W tym momencie, przez podekscytowanie i zafascynowanie terminatora, można by było ulec nie do końca mylnemu wrażeniu, że stoi tam zupełnie inny, rudy kot, niż ten, którego spotkali na terenach. Wyprostował się, raczej średnio szczęśliwą minę zastąpił lekki uśmieszek, zaś złote oczy błysnęły, kiedy niczym mały łowca przyglądał się wejściu do nory. Przestąpił z łapy na łapkę, jakby nie mogąc opanować energii, o której zapomniał, a ta najwyraźniej cały czas ukrywała się w jego ciele. Może nie miał wrodzonego instynktu wojownika, ale kiedy chodziło o odkrywanie zupełnie nowych rzeczy, oj, wtedy to był w swoim elemencie. - Kurce, no to tu! - Zdążyło jedynie opuścić jego pyszczek, a długi ogon zatańczył w powietrzu, kiedy jedno z bliźniąt zniknęło w wnętrzu samotniczej kryjówki. Nie zastanawiając się długo, sam ruszył za nim, spoglądając jedynie przelotnie na drugiego, puszczając jednak jego uwagę mimo uszu. Na co mieli uważać, na zaschnięte kwiatki?
Jak się okazało mimo ekscytacji i gotowości do obadania nory, był ostatnim, który wściubił do niej swój nos, mając w głównej mierze widok na zady wyższych od niego Wojowników. Przez uderzenie serca stał spokojnie, czekając cierpliwie, aż się przesuną, jeszcze bardziej zaciekawiony tak mocnym zapachem i zrobią mu miejsce, jednak po jego upływie już nie wytrzymał. Poderwał przednie łapy opierając się teraz torsem na plecach… o jak tak bliziutko był to nawet już chyba wiedział, to musiał być Płomyk! W każdym razie zwisając tak na koleżce starał się pomiędzy bliźniaczymi głowami dojrzeć coś więcej niż szaro-bure futro. - Widzicie coś? – Zagadnął mrugając kilka razy. – Ja tylko was.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Iskra raźno rzuciła się naprzód i jej zapał został nagrodzony. Niemal natychmiast silny zapach zwabił ją ku brązowym, poskręcanym korzeniom leżącym na ziemi. Nie rozpoznawała rośliny, ale zapach mógł obudzić w jej pamięci mgliste wspomnienia z lecznicy, w której nie tak dawno spędziła trochę czasu.
Z kolei Płomyk poczuł słodki, korzenny zapach, który z kolei z trudem mógł mu się z czymkolwiek skojarzyć. Trop prowadził ku kępce bezceremonialnie wyrwanych z ziemi kwiatów o niegdyś różowych, obecnie zblakłych i więdnących płatkach. Woń jednak nadal się nad nimi unosiła.
Traszka, jako bodajże jedyny, nie trafił na żadne zioło o podejrzanym zastosowaniu. Zamiast tego, kiedy do ciemności przedostał się cienki promyk słońca, zasrebrzyły się przed nim cienkie niteczki nawinięte na patyki. Nie trzeba było być medykiem, by rozpoznać w nich pajęczyny.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔