Logo Artemidy
Szare Topole
Niesamowite. Przez cały czas natrafiałam na coś, czego było na pęczki w składziku, a gdy tylko napotkałam miodunkę, nagle do łap wpadało mi wszystko, czego potrzebowałam. Ledwie schowałam jagody jałowca, a już dostrzegłam pajęczynę. No proszę. Znalazłam jakieś uschnięte patyki i spróbowałam nawinąć tyle motków, ile tylko się dało. Pajęczyna była wyjątkowo ważna, bo bardzo dużo się jej zużywało.
Po zebraniu pajęczyny, wzięłam ze sobą pozostałe zebrane zioła i wróciłam do obozu, by odnieść je do składziku. Wzięłam tylko jeden liść miodunki i coś na zapalenia - w tym przypadku liść ogórecznika, bo niestety tylko to miałam. Dla spokoju sumienia wzięłam też ślaz. Tak w razie jakby co.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pajęczyny było tu na pęczki, więc kotka zebrała tyle, ile znalazła patyków - dziesięć, a to i tak była niezła suma jak na to, że kawałków drewna szukała pod warstwami śniegu. Z takimi znaleziskami wróciła do obozu. Zdecydowanie mogła być z siebie zadowolona, bo pomimo złego startu, wszystko skończyło się dobrze.

+10 motek pajęczyny
+30medexp


lśniaca: med lvl: 12 | S: 15 | Zr: 18 | Sz: 12 | Zm: 24 | HP: 85 | W: 75
> przerzuty 11/60
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cisowa Gałązka rzeczywiście wrócił do lecznicy. Obiecał Rybołowiemu Lotowi, że wyruszą na leczenie późnym popołudniem, ta pora wydała się mu najrozsądniejsza - dawał czas wichrowej medyczce na znalezienie potrzebnego im ziela, rzecznej medyczce na przygotowanie się do podróży, sobie na... uspokojenie się, bo gdy mówił o tym wszystkim swojej najlepszej przyjaciółce był roztrzęsiony. Szybko się jednak okazało, że siedzenie w lecznicy, w jednym miejscu było dla niego jeszcze bardziej stresujące. Był zestresowany, przerażony, z trudem brał każdy następny oddech. Nigdy tak bardzo nie panikował jak podczas ostatnich paru dni, nigdy. Przyćmiewało to jego trzeźwe myślenie, nie potrafił zająć się niczym konkretnym, pomimo, że lecznica spadła w całości na jego głowę. Właśnie dlatego też, jeszcze przed umówioną porą, wyszedł na zioła. Nie miał tego robić, ale siedzenie w miejscu było gorsze. Nie miał potwierdzenia, że Lśniąca Sadzawka na pewno znajdzie pożądany kwiat, zwłaszcza w tak okrutną porę. A on nie mógł siedzieć bezczynnie i patrzeć, jak Rybołów męczy się z każdym kolejnym oddechem. Wrócił więc z dwoma liśćmi miodunki, które znalazł, a po powrocie do lecznicy od razu zapowiedział medyczce, że idą. Idą ją uratować.
- Już zarrrraz wszystko będzie dobrrze. Urrrratujemy cię. Będziesz czuć się jak wcześniej. Nie pozwolę, by cokolwiek ci się stało - powtarzał te kwestie w kółko, gdy toczył się w kierunku Szarych Topoli z Rybołowim Lotem. Pomimo, że mówił uspokajające słówka, absolutnie nie był spokojny, panikował, jego głos drżał, wiele razy musiał powstrzymywać łzy. Był roztrzęsiony, bał się o życie swojej przyjaciółki. Nie mógł jej stracić. Nie mógł. - Lśniąca Sadzawko? - zapytał głucho, rozglądając się dookoła. W pierwszej chwili pomyślał, że ta go wystawiła, że go oszukała. Jego serce zabiło jeszcze mocniej, aż nie dostrzegł śnieżnobiałego futerka. Była tu, naprawdę tu była. - Je... jesteśmy. Znalazłem... ja mam dwa liście miodunki ze sobą - poinformował. Spojrzał na swoją wspólniczkę, prosząc ją cicho, łagodnie, by usiadła, a potem pokazał starszej medyczce, że rzeczywiście znalazł miodunkę. Nie znalazł przerażających ilości, ale jeżeli wichrowa nie miała tyle szczęścia co on, to to musiało wystarczyć.
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ledwo szła za Cisową Gałązką. Kręciło jej się w głowie i non stop chciało jej się kaszleć, ale za każdym razem jak kaszlała, to czuła, jak wszystko w jej płucach bulgocze a wnętrzności jej się przewracają. Czuła się jeszcze gorzej niż rano, a stawy bolały ją tak, że każdy krok robiła z wielkim trudem. Nie sądziła, że zwykły, lekki stan zapalny może AŻ TAK eskalować. Teraz już wiedziała, że to, na co choruje, to bulgotka. Zastanawiała się, czy umrze, bo tak się czuła. Jej organizm był tak słaby, że od wczoraj miała problem z przyjmowaniem pokarmu.
Gdyby czuła się odrobinę lepiej, to pewnie przejmowałaby się tym, co medyczka Klanu Wichru pomyśli na temat ich kompetencji i tego, że medyk tak mocno zachorował. Ale w tym momencie jedyne o czym myślała to o tym, by się nie przewrócić i dalej iść obok Cisa, a jej reputacja w oczach Lśniącej Sadzawki i Krwawnikowego Liścia spadła na dalszy plan. Ups.
- Dziękuję Cisie - powiedziała cicho do kuzyna. Przez głowę przeszło jej, że śmierć Barwinka mogła jeszcze bardziej pogorszyć jej stan. Pewnie gdyby nie jej nieustannie maskowany tragiczny stan psychiczny to tak szybko by się nie posypała przez zwykłą, codzienną chorobę...

Zaproszę dzień i noc, zaproszę cztery wiatry
Dla wszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszy ton
Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną
ściany grą <

[Obrazek: k6mLdCx.png]
[ Bo taki będzie mój >> DOM << ]

LVL 3 65 / 200
MedLVL 6 553 / 900
7
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wróciłam w umówione miejsce tak szybko jak tylko byłam w stanie, zanosząc zaległe medykamenty do składziku zabierając ze sobą to, co było potrzebne. Na miejscu nie musiałam długo czekać, bo Cisowa Gałązka wraz z chorą Rybołowiowym Lotem zjawili się tuż po mnie. Kotka faktycznie była wycieńczona, a co w tym wszystkim było najsmutniejsze - była niesamowicie młoda i to zdecydowanie nie był jej czas na odejście na Srebrną Skórkę.
- Zatrzymaj je na przyszłość. Zebrałam dostatecznie dużo, by ten jeden liść nie robił różnicy. - odparłam spokojnie, od razu przechodząc do chorej. Leczyłam koty starsze, będące w gorszym stanie, więc nie miałam czym się stresować. Rozumiałam jednak, że kocur był świeżo mianowanym medykiem, w grę wchodziło życie kogoś dla niego bliskiego, więc istotne grały tu też emocje. Coś, co nigdy mi nie przeszkadzało. Żyłam bez emocji czy uczuć względem innych przez zdecydowaną większość swojego życia.
- Zjedz to, proszę. - mruknęłam ciepło, podając Rybołów lekko zgnieciony liść ślazu, ogórecznika i miodunki. Zgniecione po to, żeby miała nieco mniej do przeżucia, bo domyślałam się że każdy ruch była dla niej wyczerpujący. Następnie spojrzałam na jej towarzysza.
- Jesteście młodzi. Zostaliście pełnoprawnymi Medykami, ale wciąż jesteście młodzi. Gdybyście potrzebowali pomocy, gdybyście spotkali się z chorobą lub raną, co do której nie jesteście pewni, nie wstydźcie się do mnie przyjść. Lepiej poprosić kogoś o wsparcie, niż mieć czyjeś życie na sumieniu.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Lśniąca Sadzawka zachowywała się łagodniej, niż Rybołów się spodziewała, i wywarło to na niej dobre wrażenie. Na razie pamiętała starą medyczkę tylko ze spotkania medyków, na którym ta zaproponowała zmianę kodeksu medyka która koniec końców doszła do skutku. Niebieska kotka bardzo szanowała wichrową medyczkę, chociaż czuła przed nią też pewien respekt, ze względu na różnicę doświadczenia, wieku i temperamentu.
Pokiwała głową. Nie miała siły mówić zbyt wiele. Wzięła to, co podała jej Lśniąca Sadzawka do pyska i zaczęła przełykać, hamując wymioty. Bulgotanie w piersi, mdłości i złe samopoczucie powodowały, że miała problem z jedzeniem czegokolwiek, nawet zgniecionych liści. Musiała odpocząć, więc położyła się na brzuchu, oddychając głęboko, ale powoli.
- Wcześniej bolały mnie stawy, myślałam, że to od wilgoci podczas pory nagich drzew - powiedziała, gdy przełknęła już wszystko - Nie miałam pojęcia, o tej chorobie, i że może być wynikiem czegoś takiego. Stan zapalny ze stawów musiał się rozprzestrzenić... musimy zebrać dużo miodunki by mieć zapas, Cisie. Starsze koty często cierpią na bóle stawów... - przerwała, zmęczona własną wypowiedzią. - Dziękuję, Lśniąca Sadzawko.

Zaproszę dzień i noc, zaproszę cztery wiatry
Dla wszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszy ton
Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną
ściany grą <

[Obrazek: k6mLdCx.png]
[ Bo taki będzie mój >> DOM << ]

LVL 3 65 / 200
MedLVL 6 553 / 900
7
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kiwnął tylko głową na znak, że zrozumiał. Więc Lśniąca Sadzawka również znalazła potrzebny medykament, co lepsze, najwyraźniej więcej od niego samego. Wiedział, że jego zbiory były marne, były nijakie, ale jeżeli w grę wchodziło życie Rybołowiego Lotu, był w stanie oddać serce na swojej łapie. Wszystko, by przeżyła. Zrobi wszystko, żeby była bezpieczna, żeby nic jej się nie stało. Niezależnie od wymaganej ceny. Kochał ją bardziej od siebie i zdecydowanie stawiał ją na pierwszym miejscu, dużo, dużo wyżej od własnej osoby.
Patrzył z przyśpieszonym biciem serca na to, jak niebieska kotka z trudem połyka podane jej listki. Teraz już będzie tego lepiej, wiedział, że będzie. Gdy ta się położyła, podszedł wolniutko do niej, by przejechać parę razy szorstkim językiem między jej uszami. - Nie marrrtw sie tym terrraz, Rrrybołów. Obiecuję, że zbierrzemy. Terrraz myśl o sobie, dobrrrze? Odpoczywaj - miauknął w jej stronę stosunkowo cicho, ciepło, patrząc na nią troskliwym wzrokiem. Nawet w takiej chwili była gotowa myśleć o innych, pomimo, że jej organizm w przerażającym tempie był atakowany przez chorobę. Zbiorą i miodunkę, i wszystko inne, co tylko będzie potrzebne. Teraz to nie był główny problem. Teraz najważniejsza była Rybołów.
Jego pomarańczowy wzrok skupił się na wichrowej medyczce, gdy tylko ta zaczęła mówić. - Dziękujemy, Lśniąca Sadzawko. Na pewno ani my, ani klan rrrzeki nie zapomni twojej pomocy - posłał jej ciepły uśmiech, nie tak szeroki jak zazwyczaj, bo w tym momencie nie było go na niego stać. - Gdyby... gdybyś czegokolwiek potrrrzebowała, ty, albo Krrwawnikowy Liść, zawsze możecie poprrrosić nas o pomoc. Mamy u was dług - dodał po chwili. Cis nie wiedział o istnieniu terminatorki medyków, Miętowej Łapy, więc nie mógł jej zawrzeć w jego obietnicy. Bał się też mówić, że to cały klan rzeki miał u nich dług i mogli na nich liczyć, nie był w końcu przywódca, nie wiedział jak ma się zachowywać w bardziej oficjalnych warunkach. Dla bezpieczeństwa wolał powiedzieć, że to właśnie oni zawsze im pomogą, rzeczni medycy. I chociaż aktualnie ta oferta mogła wydawać się śmieszna, skoro byli tak mało doświadczeni i pomocni, ale kiedyś może jeszcze się przyda. Może będą mogli się odwdzięczyć.
Jeżeli żadna z stron nie miała nic do dodania, odczekał, aż Rybołów była na siłach by wrócić do obozu.

zt?????
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Bulgotka rzadko pojawia się z dnia na dzień w takiej postaci. Najczęściej zaczyna się zwykłego bólu stawów. Tak jak czarny kaszel najczęściej bierze się z białego, a później zielonego. Nie lekceważcie pozornie nieszkodliwych dolegliwości i wszystko powinno być w porządku. - pozwoliłam sobie się wtrącić. Tak naprawdę okropne, śmiertelne choroby prawie nigdy nie brały się znikąd i były jedynie pogorszeniem nieleczonych dolegliwości. Mogli sobie nie zdawać z tego sprawy, ale po wielu księżycach służby miałam okazję dokonać kilku obserwacji.
- Jestem Medykiem od ósmego księżyca życia, lada moment będę mieć sto dwadzieścia. Gdybyście czegoś potrzebowali, dopóki będę w stanie, użyczę wam swojej wiedzy i doświadczenia. Nie macie wobec klanu Wichru żadnego długu. To wasz Medyk, Łososiowa Łuska, zajął się moim treningiem. Informuj mnie proszę, Cisie, czy stan zdrowia Rybołów się poprawia. Życzę wam spokoju i mam nadzieję, że gdy następnym razem się spotkamy, będziecie w stanie opowiedzieć mi trochę o Gwiazdnicy. Chciałabym ją poznać. Do zobaczenia. - pożegnałam się i powoli skierowałam w stronę obozu. Miałam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze, a następnym razem dane nam będzie się spotkać w nieco przyjemniejszych okolicznościach.

zt <3
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Z każdą wycieczką poza obóz tereny odkryte przez Zmierzch się tylko poszerzały. Szwendała się wszędzie, gdzie tylko łapy ją niosły… Poza jednym miejscem, Grzmiącą Ścieżką i tym co za nią. Irytował ją fakt, że ta śmierdząca droga stanowiła dość solidną barierę oddzielającą ją od terenów, na których znajdowały się ponoć te mityczne cztery klany, z których pochodził jej ojczulek. Jednak dzisiaj miało się to zmienić.
O samej ścieżce wiedziała mało, jedynie, że trzeba się trzymać z daleka, że przejeżdżają przez nią potwory no i teraz dowiedziała się, że na dodatek okropnie śmierdzi. Sposób przechodzenia na drugą stronę? Kto tam go potrzebował! Na pewno znajdzie się sposób i hm. Ciapatej udało się wyłapać moment, w którym nie słyszała szumu potworów. Po serii huków i powiewów piekącego w nos smrodu ta cisza była niesamowicie… dziwna. Sprawdziła czy uszy jej nie mylą, wychylając łeb zza krzaków i rzeczywiście, pusto. Trzy uderzenia serca zastanawiania się i podjęła decyzję. Przekroczy ją. Wyskoczyła i na osty i ciernie do jej uszu znów dotarł ten przerażający szum. Nigdy w życiu tak szybko nie biegła, jak teraz. Z impetem przeskoczyła rów i wyhamowała swój pęd lądując w krzakach po drugiej stronie. Przeturlała się z dwa razy i ostatecznie zatrzymała. Serce jej biło jak szalone, a łapy piekły od nagłego sprintu po kłującej powierzchni, ale czy to całe przedstawienie było potrzebne? Bo dopiero po kilkunastu uderzeniach serca kotka usłyszała charakterystyczny huk mijanego potwora. W tym czasie zdążyłaby pewnie przejść na drugą stronę i z powrotem. Musiała przyznać, że chyba trochę spanikowała… No ale ten, ostrożności nigdy za wiele? Otrzepała się z liści i innych paprochów na tyle ile mogła, a następnie usiadła pod jedną z Topoli. Ogon kotki uderzał rytmicznie o ziemię z przebodźcowania. Było tu zimno, głośno i okropnie śmierdziało, ale nim ruszy dalej potrzebowała chociaż chwili, by się uspokoić…
‧₊˚❀༉‧₊˚.
well, you're only bothered 'cause you're staringx
xxxxxxxxxxand you'll never talk me into caring
xxxxxxx'cause it's my own, and I'll keep owning it
xxx
I'ma do just what I want on the regularxxxxxxxxxx
and it's really not my fault if you're scared of axx
sweet, little, unforgettable thing
♡
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
19
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Długie wycieczki nie były dla Węża niczym nowym, ale zdecydowanie - były zaniedbane odkąd Promyczek urodziła. Z dnia na dzień wychodził mniej i mniej, aż w końcu miał moment, gdzie w obozie siedział nonstop. Tu ze względu na problemy ze znikającymi kociętami, tu treningi, tu Bluszcz (gdziekolwiek teraz jest...!), aż w końcu - dość. Nikt nie jest w stanie funkcjonować, jeśli całe jego życie składa się z obowiązków i niemałego stresu. To było głównym czynnikiem dla którego znalazł się tak daleko od Klanu. Również dzięki temu, zdążył zauważyć cały ten cyrk, jaki się dział. Może przesadzał, ale przecież... przecież to nie było aż tak super straszne przechodzić przez jezdnię! Był w końcu na osiedlu parę razy, tam potworów jest od groma, ale... fakt, może nie każdy tak się zabawiał jak Gromowy zastępca.
On zbliżył się o niebo spokojniej. Nie biegł dziko, a jedynie przetruchtał przez drogą, by w końcu znaleźć się nieopodal nieznajomej. Młoda, malutka. Terminatorka?
- Hej! Widziałem jak biegniesz, nic ci się nie stało? - rzucił wesoło w jej stronę, dzieląc się z nią wesołym, ciepłym uśmiechem. - Jesteś paskudnie szybka!
Pochwalił ją jeszcze. No... w porównaniu z nim, może aż taka znowu szybka by nie była, ale niech chociaż wie że Wąż nie ma złych zamiarów. Ot, po prostu zgadał, jak do każdego zawsze.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Sapała czując, jakby miało jej zaraz wyskoczyć serce z klatki piersiowej i akurat, w tym momencie, gdy była tak zmarnowana, obok niej pojawił się jakiś starszy kot. Ogromny, nawet wyższy niż ona kocur, który z łatwością mógłby zrobić z niej martwą kupę futra jednym ruchem łapy. Ciapata zestresowana wstrzymała oddech i spięła mięśnie. Wątpiła, że zdąży uciec będąc w swoim stanie, więc poczekała aż kocur wykona swój ruch i… Się odezwał a jego ton był wyjątkowo przyjazny. Kotka rozluźniła się trochę, jednak równie szybko pojawił się kolejny problem. Widział ten cyrk i się jeszcze z niej nabijał. Ta sarkastyczna pochwała ani trochę jej się nie spodobała, ale nie mogła wyrazić swojej frustracji. Kto wie co może zrobić podirytowany wielkolud. Tak więc po prostu wyprostowała się i trzepnęła ogonem. - Nie, nic. Po prostu się zmęczyłam - odpowiedziała spokojnie, specjalnie nic nie wspominając o przedstawieniu, które przed chwilą wykonała. Tym szybciej kocur i ona o nim zapomną tym lepiej.
Spojrzała chwilowo na tereny rozciągające się za ścieżką. Gdzieś tu powinny być klany… Właśnie, klany! Przez wyścig o własne życie zapomniała, po co w ogóle ją przekraczała. - Właśnie, należysz może do tych czterech klanów? A jak nie to wiesz gdzie są? - rzuciła pośpiesznie, wzrokiem wracając do kocura. Mimo swojej budowy nie brzmiał na groźnego, więc chyba nic jej nie będzie jak sobie chwilę pogadają?
‧₊˚❀༉‧₊˚.
well, you're only bothered 'cause you're staringx
xxxxxxxxxxand you'll never talk me into caring
xxxxxxx'cause it's my own, and I'll keep owning it
xxx
I'ma do just what I want on the regularxxxxxxxxxx
and it's really not my fault if you're scared of axx
sweet, little, unforgettable thing
♡
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
19
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnął się ciut szerzej na tę informację. Gdyby coś jej było, byłoby... kiepsko. Wąż nie znał się na medycynie ani trochę, a do najbliższego (znanego mu) Klanu był kawałek stąd. Przechodzenie przez drogę byłoby terrorem dla nich obu, a pójście nawet po Lśniącą Sadzawkę wiązałoby się z narażaniem młodej na niebezpieczeństwo ze strony drapieżników. Stąd też - dobrze, nawet bardzo dobrze, że nic jej nie ma.
- Och, należę, a jak! Jesteś z jednego z nich? Jeśli chcesz tam dotrzeć, mogę wskazać ci drogę. Chyba, że coś innego chcesz o nich wiedzieć? Tak czy inaczej, służę pomocą! - zapewnił wesoło. Nie ważne co, w granicach rozsądku, mógł mówić o wszystkim co tylko wiedział.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oczy jej zalśniły, gdy tylko kocur potwierdził bycie klanowiczem, a nawet zaproponował wskazać gdzie się te tereny znajdują! Ciągle gadał z tą wesołą nutą i nie wyczuwała w nim najmniejszego grama złych zamiarów, więc kotka mimowolnie się rozluźniła.
- Nie pochodzę z klanów, ale mam sprawę do dwóch kotów z Rzeki, bo zdradzę ci, że niezła komedia się narobiła - zarzuciła tajemniczo tematem, delikatnie szczerząc kiełki. Zmierzch bardzo chętnie podzieli się swoją historią z jakimś klanowiczem, jeśli ten oczywiście się zainteresuje. - Więc ten, wskażesz mi drogę? - zapytała, by następnie wstać i z jakąkolwiek gracją mogła, otrzepać się z liści i paprochów. Mmm nie prezentowała się teraz za dobrze, ale nie zacznie się myć przed chwilę temu poznanym kotem. Może powinna bardziej się martwić o swoje piekące opuszki łap i zmęczone mięśnie bardziej niż wyglądem, ale ostatnim czego chciała to okazanie kocurowi, że jest słaba.
‧₊˚❀༉‧₊˚.
well, you're only bothered 'cause you're staringx
xxxxxxxxxxand you'll never talk me into caring
xxxxxxx'cause it's my own, and I'll keep owning it
xxx
I'ma do just what I want on the regularxxxxxxxxxx
and it's really not my fault if you're scared of axx
sweet, little, unforgettable thing
♡
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
19
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jego ucho drgnęło na to wyznanie. Nie z Klanu, ale ma sprawę do Rzeki... A to heca, co się musiało znowu stać? Pomyślałby, że kolejni terminatorzy się rozbiegli po terenach innych niż te swoje, ale skoro kotka z żadnego z Klanów nie była, mógł z góry odrzucić tę opcję.
- A jaka? - przechylił głowę na bok. Oczywiście, że był ciekawy co się tam podziało... może nie wypadało, ale ach, jeśli ktoś zaczynał temat, Wąż miał zwyczaj łykać temat niemal od razu. Teraz nie miało być w żadnym wypadku inaczej. - Wskażę! Chodź, tylko trzymaj się blisko. No, i pamiętaj że nie będziemy mogli przejść przez granicę. Wtedy będą mogli nam zrobić niemałą krzywdę... albo chociaż bardzo okrzyczeć, co też jest niezbyt fajne.
Skrzywił się delikatnie. Nie chciał mieć problemu z żadnym Klanem. Zaraz wstał i machnął głową na znak, by ta szła za nim.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No i oczywiście kocur był zainteresowany. Ciapata uśmiechnęła się w duchu. Nigdy nie miała okazji się podzielić swą historią z kimś z zewnątrz. Na dość oczywistą informację o nie przekraczaniu granic skinęła tylko głową i ruszyła u boku liliowego. W końcu od tego były granice, ale hm. Ciekawe czy by ją wpuścili na tereny, gdyby powiedziała że jest córką jednego z ich klanowiczów…
- A więc słuchaj. Mój ojciec urodził się w Klanie Rzeki, ale opuścił go, by dołączyć do naszego stada, Nowego Świtu. Zostawił rodzinę, przyjaciół, w sumie wszystko, by “poszukać szczęścia” w totalnie obcym miejscu. Mój drugi ojciec też był rzeczniakiem, ale jakoś tak się stało, że urodziliśmy i wychowaliśmy się w stadzie, a nie klanie. A co najlepsze, pf, nazwał mnie po jednej ze swoich przyjaciółek z Rzeki! Reszta rodzeństwa dostała oryginalne imiona, a ja w jego oczach jestem znana jako Zmierzch numer dwa - prychnęła. Jej ojciec był kochany, miły i w ogóle chciał jak najlepiej dla swoich młodych, jednak ciapata czuła jedynie rozczarowanie myśląc o jego przeszłości i pochopnych decyzjach, które dokonał. - Dlatego chcę dotrzeć na granicę i spotkać się z drugim… ojcem oraz Zmierzch numer jeden - podsumowała w skrócie. Mogłaby gadać cały dzień, o dyskryminacji, o samotności i innych pierdołach, ale niech wielkolud też mówi, też zadaje pytania, młoda bardzo chętnie podzieli się wszystkim, co go ciekawi.
‧₊˚❀༉‧₊˚.
well, you're only bothered 'cause you're staringx
xxxxxxxxxxand you'll never talk me into caring
xxxxxxx'cause it's my own, and I'll keep owning it
xxx
I'ma do just what I want on the regularxxxxxxxxxx
and it's really not my fault if you're scared of axx
sweet, little, unforgettable thing
♡
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
19
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości