Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Cała historia... mimo wszystko, nie była jakaś niesamowicie niesamowita. Każdy kot miał prawo szukać szczęścia gdzie chciał, jeśli swoimi wyborami nie krzywdził innych kotów. Nie zabijał, nie okradał, nic. Jedynym co jego uwagę przyciągnęło był Nowy Świt. Niespecjalnie wiedział o nich... cokolwiek? W myślach bardziej skupił się na tym, niż na czymkolwiek innym. - Chodźmy, w takim razie. Im prędzej poznasz ich obu, tym lepiej dla ciebie! - odpowiedział zaraz. - Imię po czyjejś przyjaciółce nie jest niczym złym. To znaczy, że jesteś najważniejsza dla swojego taty... Tak jakby. Bo tylko ty mu wspominasz o kimś ważnym.
Przynajmniej on tak to rozumiał. Sam w końcu nazywał kocięta po kotach, które coś dla niego znaczyły.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Jasne, każdy miał prawo szukać szczęścia, jednak to, co odwalił jej ojciec było śmiechu wartę. Zostawił całą rodzinę, przyjaciół, dom, dla jakiejś kotki, którą ledwo co znał. Co gorsze ta kotka, która była dla Zmierzch niczym matka, zginęła. Pozostawiła Raniuszka całkowicie samego w obcym klanie z miotem...
- O kimś, kogo nie wahał się zostawić za sobą w starym klanie - mruknęła, dalej ciągnąc o tym, że głupio porzucił wszystko co kochał. Ciapata w ogóle nie potrafiła tego pojąć, nieważne ile razy Raniuszek opowiadał swoją historię, ehh…
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Sosnowa Szyszka coraz śmielej oddalał się od terenów Klanu Cienia. Od czasu ceremonii minął już ponad księżyc, więc i jego obowiązek codziennych patroli się skończył, a co za tym szło - miał więcej czasu na spacery. Wiele słyszał pogłosek o dwóch szczególnych miejscach, które zapragnął kiedyś odwiedzić- Grzmiącą Ścieżkę oraz Siedlisko Dwunogów. Tym razem wybrał się do pierwszego, gdyż królestwo samotników i pieszczochów znajdowało się znacznie dalej i nie dałby rady wrócić tego samego dnia.
Zatrzymał się na granicy składającej się z rzędu rosnących topoli. Miał stąd dobry widok na czarny nieruchomy pas, przypominający rzekę, ale jednak wciąż znajdował się w bezpiecznej odległości. Nie zamierzał podchodzić bliżej ani tym bardziej przekraczać drogi, choć kusił go fakt, iż jakieś tereny istniały także za ścieżką. Może innym razem.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
A Zmierzch natomiast coraz śmielej łaziła po terenach nienależących do Nowego Świtu. Poznała granice i tereny dookoła czterech klanów, a nawet zdołała je wszystkie obejść za jednym zamachem, ha! Problem jednak dalej tkwił w Sekwoi, która zapewne już zauważyła te dziwnie zniknięcia i późne powroty Zmierzch, ale jak na razie nie było żadnej poważnej rozmowy, więc nie było czym się przejmować.
Na początku swoich przygód totalnie nie wiedziała jak zabrać się za przekraczanie Grzmiącej Ścieżki, jednak z czasem nabrała wprawy i proszę, teraz pokonywała ją bez najmniejszego grama strachu. Tak też było teraz, z gracją przeszła na drugą stronę i… o. Do jej nozdrzy dotarł zapach kota. Kilka kroków bliżej i już mogła wywnioskować, że kotki, chyyba z klanu cienia? Tak jakoś jej pasował do ich terenów. Aż nie dostrzegła sprawczyni. Może troszkę starsza, ale zdecydowanie drobniejsza, więc w razie najgorszego scenariusza nie dostanie aż tak po pysku. Zaciekawiona podeszła do zapatrzonego w tereny szylkreta - Cóż kot z klanu Cienia robi tak daleko od swoich terenów? - zarzuciła na przywitanie melodyjnym głosem, bo znajdowali się kawałek od nich, o ile dobrze pamiętała.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
No i dorobił się towarzystwa. Przybysz jednak nie pachniał żadnym z klanów, ale nie wydawał się też wrogi nastawiony. -Tyle się mówi o Grzmiącej Ścieżce, więc postanowiłam pozwiedzać.- Odparł, uśmiechając się ciepło. -Jestem Sosnowa Szyszka, a ty? Nie pochodzisz z klanów, prawda?- Zapytał wprost. Ciekawiło go, czy kotka była samotniczką, czy może pieszczoszką. Tych drugich jeszcze nigdy nie miał okazji spotkać, a chętnie by zobaczył, czy faktycznie są takie drobne i tchórzliwe, jak się mówi. Może udałoby mu się poznać jakąś intrygującą personę?
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
- Oh? Czyli jeszcze jej nie widziałaś? Ciekawe miejsce, ale jeśli liczysz na jakieś fajerwerki lub by potwór zszedł z niej to niestety - zarzuciła, niemalże chwaląc się swoją wiedzą. Bo była nad drogą wiele razy i oprócz pędzących potworów w różnych kształtach i kolorach wiele się nie działo. Chociaż fakt, widok sam w sobie na pędzące stwory też był ciekawy do obserwowania. Tylko istniał jeden wielki minus… Smród.
- Zmierzch. Pochodzę ze stada, dokładnie Nowego Świtu - rozjaśniła dumnie, bo wiadomo, jej stado było o wiele lepsze niż jakieś nędzne klany czy te idiotyczne gangi. Pytanie tylko, czy kotka wiedziała o ich istnieniu…
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
-Nah. Raczej wolę zobaczyć, by było spokojnie... i jeszcze chciałam sprawdzić, czy może nie ma tu gdzieś mojej siostry.- Odparł szczerze, fragment o siostrze mówiąc nieco ciszej. Miał nadzieję, że Skowyt była cała i zdrowa oraz nie zapuszczała się nad Grzmiącą Ścieżkę w akcie rozpaczy. Martwił się o nią i starał się jej szukać przy każdej okazji, choć wcześniej nie miał na to zbytnio czasu przez trenowanie dwóch terminatorów oraz karę od Śpiewającej Kniei. Westchnął ciężko.
Rozchmurzył się jednak na informację o stadzie. Nigdy o nim nie słyszał i bardzo go to zaciekawiło. -O! Opowiesz mi więcej o waszym stadzie? Nigdy nie słyszałam o czymś takim.- Powiedział, licząc, że może przy okazji się dowie, czy nie dołączyła do nich właśnie jego siostra. Zawsze przecież łatwiej przetrwać w grupie, więc istniała możliwość, że Skowyt postanowiła poszukać nowego domu i nowej rodziny.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Zmierzch uniosła brew. Siostry? Ahh, poszukiwania rodzeństwa. Zmierzch też, gdy Obieży zniknął lub Wieszczek gdzieś się zapodział, miała ochotę sprawdzić wszystkie znane jej miejsca, ale znając te dwójkęm, dawno znaleźli się poza zasięgiem łap ciapatej. Widziała też jak kotka wyraźnie przygasła mówiąc o tej stracie, więc mimo lekkiej ciekawości, która ją kuła, rozumiała, więc nie chciała naciskać. - Czyli zniknięcia najbliższych to nie tylko problem w moim stadzie, dobrze wiedzieć - rzuciła, niby szydząca, jednak nie miała jakoś specjalnie złych zamiarów. Chciała pokazać, że kotka nie była w tym sama.
Wyłapała oczywiście zaciekawienie kotki, nawet kącik jej ust lekko uniósł się do góry. Lubiła gadać o swoim stadzie i pokazywać klanowym kotom co tracą, kisząc się w swoich klanach. - Dziwne, że nie słyszałaś, bo nasze tereny znajdują się dość niedaleko. Jesteśmy takim klanem, ale lepszym. Przykładowo zamiast tej śmiesznej hierarchii wybierania zastępcy przez przywódcę po znajomości czy coś, u nas odbywają się głosowania do rady. W ważnych kwestiach ostatniego słowa też nie mają koty na samej górze, tylko całe stado - rozjaśniła, w międzyczasie z wolna obchodząc kotkę dookoła i przyglądając się jej kolorowemu futerku. Nie szczędziła też z krytyką obecnego stanu władzy w klanach i to jak ciężkie może być wspinanie się po drabince do władzy. Dla Zmierzch brzmiało to, jakby bez znajomości nie miałoby się możliwości w ogóle zaistnieć w klanie. Głupota.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 99 Mistrz: Jodłowa Gałązka Płeć: kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Bociani Klekot Partner: każdy by chciał, żaden nie jest godzien
Średniej wielości, powabna kotka o krótkiej, miękkiej niebiesko-kremowej sierści z dużą ilością bieli. Ma duże, migdałowate ślepia w kolorze czystej tafli jeziora, łagodnie zarysowaną mordkę i prosty grzbiet nosa. Porusza się lekko i swobodnie, zawsze czysta i schludna z łagodnym, słodkim uśmieszkiem na pyszczku.
Pozornie miła, pomocna i schludna, na prawdę inteligentna, sprytna i podstępna. Dzięki naturalnej urodzie i nieprzeciętnym intelekcie zamierza wyrobić sobie nienaganną opinie w klanie i poza nim, tym samym móc kontrolować i owijać sobie wokół pazura jak największą ilość kotów. Swobodna w rozmowach, elastyczna i grzeczna w kierunku każdego, chociaż w jej wnętrzu buzuje jad.
Drobna Łapa [KC]
Paproć była sfrustrowana. Jej trening stał, a ona sama znowu musiała smarkać w mech przez co jej ambicje by stać się kotem pociągającym za klanowe sznurki były coraz bardziej nierealne. Ciężko jej było owinąć sobie wokół pazura kogoś, kogo nie miała. Jedynym kotem, który jakkolwiek się trzymał był Szafran i liczyła, że chociaż ten gówniarz jej się na coś przyda, a tak? Była z niczym! Jak tylko wyzdrowiała, opuściła obóz pod pretekstem polowania, bo była to jedyna rzecz jaką zdążyła się nauczyć, i ruszyła szybkim truchtem przed siebie. Była wściekła i czuła, że musi gdzieś przelać swoją frustrację; najlepiej tak, żeby nikt poza nią tego nie widział. Jej trucht szybko zmienił się w bieg, a nim się zorientowała dotarła w okolice Szarych Topól, a raczej z pełną premedytacją przekroczyła granicę i zatrzymała się dopiero, gdy zaczęły boleć ją łapy. Dysząc pochyliła się i z najeżoną sierścią przeorała ziemię pod łapami. Co za bezużyteczny klan! Jak tylko się uspokoiła, wzięła głębszy oddech i przysiadła by zacząć pielęgnować swoje futro. Miała głęboko pod ogonem czy kogoś tu spotka; nie miała humoru na puste pogaduszki i zgrywanie słodkiego niewiniątka.
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Biała Łapa nie musiała długo czekać, aż ktoś dołączył do niej przy Szarych Topolach. Przeciwnie, kremowy kocur z Nowego Świtu zjawił się tak szybko, że widział nawet oranie pazurami ziemię przez wichrową kotkę. Zastrzygł uszami, czując, że czeka go rozmowa przynajmniej ciekawa. Zdecydowanie nie oczekiwał od nikogo udawania niewiniątka. Mimo, że tego dnia wybrał się na spacer w zupełnie innym celu (chciał zebrać nieco ziół), prędko zmienił plany i skierował prędkie kroki w stronę wyraźnie woniejącej klanem wichru kotki.
- Aż tak nienawidzisz ziemi, po której stąpasz? - zagadnął sympatycznie, zatrzymując się jakąś lisią długość od niej. Im bardziej się do niej zbliżał, tym bardziej uznawał, że kocica ma dziwaczny kolor sierści. Nigdy wcześniej takiej nie widział. Zatrzymał się jakąś lisią długość od niej, na tyle jednak blisko, by jego intensywnie ziołowy zapach do niej dotarł. Nie to, że celowo tak to wymierzył, na co dzień bardzo szybko o nim zapominał.
Usiadł, nie zbliżając się już bardziej do kocicy, wyraz pyska miał obojętny, nieco jednak w stronę przyjaznego. Był uprzejmie zainteresowany, to najlepsze słowo.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Spory kocur z bujnym ogonem. Bure futro (rozjaśnione na pysku, szyi oraz brzuchu);pręgowanie ticked; pas białych znaczeń od mordki aż po brzuch, prawa przednia łapa ze skarpetką do połowy, lewa nad nadgarstek, tylne łapy ze skarpetkami tylko na palcach; szaroniebieskie oczy
smutek, depresja, cierpienie, ból istnienia
Ziemniaczek [KW]
Naprawdę fascynujące było to, że wystarczyło przez chwilę posiedzieć pod drzewem, posłuchać, albo chociaż próbować, chociaż w przypadku Bączka to nawet tego nie było, bo za bardzo był zaaferowany swoimi Wielkimi Planami, by próbować skupić się na tym, co działo się dookoła, i nagle można było robić wszystko. No, może prawie, ale takie wyjście z obozu nie było karalne już, co bardzo Bączkowi pasowało. Świat działał w dziwny sposób i kocur nawet nie próbował go zrozumieć, bo nie było sensu, skoro nie miał w planach zostać na nim zbyt długo.
Zdeterminowanym krokiem opuścił obóz i wichrowe tereny, ignorując wszystkich po drodze, bo nie po drodze było mu z nimi rozmawiać. W końcu dotarł do miejsca, które było inne. Czy potrafił wytłumaczyć w jaki sposób? Pewnie tak, ale w tamtym momencie był zbyt zaaferowany swoimi planami, by się skupiać na czymkolwiek innym, niż swoim celu. Celu, który był już na wyciągnięcie łapki. Jeszcze kilka kroków i już nie będzie musiał być dłużej smutny.
Dawno nie kręcił się w okolicy Grzmiącej Ścieżki. Nie był szalony, nie miał żadnego interesu w tamtych rejonach, kilkukrotne podróżowanie w tę i we w tę, aby towarzyszyć, a raz samemu odbyć ceremonię przy Szepczącej Sadzawce, w zupełności zaspokajało jego (w zasadzie nieistniejącą) potrzebę ryzykownych wypraw, na co dzień wolał jednak trzymać się z daleka od głośnych, niebezpiecznych potworów okupujących śmierdzącą ścieżkę. Zabawnym zrządzeniem losu tego dnia było inaczej — rzeczny przywódca zapuścił się w okoliczny las, zapędzając się w tropieniu. Zbyt wiele psów przychodziło od tej strony, czego Klan zapłacił sowitą cenę. Tak też kiedy tylko napotkał niepokojącą woń drapieżnika, zdeterminowany ruszył za nią, opuszczając terytorium, byle upewnić się, że czworonóg nie zawita na najdroższej mu ziemi. A z czasem... że nie przedostał się na wichrowy grunt.
Trop wreszcie się urwał, ku mieszanym uczuciom Łabędzia. Błękitnooki uniósł głowę, zaciągnął się powietrzem, a później... dostrzegł burego podrostka znikającego i pojawiającego się pomiędzy drzewami. Mając w głowie obraz tych wszystkich terminatorów, których Rzeka straciła najpewniej w imię młodzieńczej ciekawości popychającej terminatorów w najniebezpieczniejsze rejony; mając na uwadze psy przychodzące właśnie stamtąd, syn Płonącego Świtu zareagował automatycznie. Podbiegł do kocurka.
— Dzień dobry — przywitał się, głównie by zwrócić na siebie uwagę. — Nie zgubiłeś się przypadkiem?
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Spory kocur z bujnym ogonem. Bure futro (rozjaśnione na pysku, szyi oraz brzuchu);pręgowanie ticked; pas białych znaczeń od mordki aż po brzuch, prawa przednia łapa ze skarpetką do połowy, lewa nad nadgarstek, tylne łapy ze skarpetkami tylko na palcach; szaroniebieskie oczy
smutek, depresja, cierpienie, ból istnienia
Ziemniaczek [KW]
Kroki trochę mu zwolniły, bynajmniej nie dlatego, że się cykał, chociaz gdyby Traszka go teraz widziała, to pewnie zaczęłaby skandować, że jest mięczakiem. Albo najchętniej to pewnie sama by go popchnęła, byle szybciej zniknął jej z oczu. Zwolnił, bo nigdy wcześniej przecież nie był poza obozem i jakoś tak teraz do niego dotarło, więc trochę się rozglądał, chociaż śmierdzący zapach skutecznie go zniechęcał do dłuższego stania w tamtym miejscu. Już miał się ruszyć dalej gdy niefortunnie usłyszał czyjś głos. No i co, ktoś go śledził, zaciągną go na siłę do obozu? Obrócił się w stronę dźwięku, rejestrując jakiegoś kota, co go to wcześniej nie widział. A wydawało mu się, że chociaż odrobinę kojarzył każdego z wichrowych kotów przez to, że dość intensywnie się wszystkim przypatrywał.
- To Grzmiąca Ścieżka? - Kiwnął głową w stronę drogi, bez żadnego przywitania, bo jego dzień przecież nie był dobry. - Jak tak to nie, nie zgubiłem się. - Rzucił sucho, puste spojrzenie wbijając w nieproszonego towarzysza niedoli.
Postawa nieznajomego odrobinkę zbiła Łabędzia z tropu, chociaż nie potrafił jednoznacznie określić, czy bury był markotny, czy całkowicie obojętny. Tak czy inaczej nie przypominał stereotypowego młodego kota odkrywającego nieznane ziemie, a cel jego podróży był co najmniej osobliwy. Całość malowała dość niepokojący obraz, co tu dużo mówić.
— Hm, zgadza się — przyświadczył, odruchowo zerkając w tamtym kierunku, jakby chciał upewnić się co do obecności drogi łyskających stworzeń, jak gdyby istniała opcja, że ta zniknęła przez ostatnią noc. Zaraz potem powrócił spojrzeniem do kolorowego pyszczka. — A więc mówisz, że idziesz na Grzmiącą Ścieżkę? Dlaczego akurat tam? Wiesz, to skrajnie niebezpieczne miejsce, na pewno słyszałeś o potworach? — dopytał delikatnie, usiłując wybadać grunt.
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Spory kocur z bujnym ogonem. Bure futro (rozjaśnione na pysku, szyi oraz brzuchu);pręgowanie ticked; pas białych znaczeń od mordki aż po brzuch, prawa przednia łapa ze skarpetką do połowy, lewa nad nadgarstek, tylne łapy ze skarpetkami tylko na palcach; szaroniebieskie oczy
smutek, depresja, cierpienie, ból istnienia
Ziemniaczek [KW]
O, wspaniale. Nie pomylił się. Nawet pomyślał przez chwilę o Onionie, czy wątpił w jego zdolności? A jeśli tak, to czy bardzo by się zdziwił, że jednak Bączkowi udało się trafić w odpowiednie miejsce? Co prawda opinia orientala o burym jakoś średnio głównego zainteresowanego obchodziła, mógłby przejść obok całego faktu obojętnie i świeżo upieczony terminator jakoś wielce by się tym nie przejął.
- No tak. - Uraczył jego ostatnie pytanie krótką odpowiedzią, jakby to była najoczywistsza odpowiedź pod słońcem. Jakby była jedynym słusznym odzewem na to pytanie. - Właśnie dlatego tu przyszedłem. - Zrobił jeszcze dwa krótki kroki, intensywnym spojrzeniem wpatrując się w drogę. - Ty też? - Rzucił od niechcenia, kątem oka tylko spoglądając na nieznajomego, bo kto wie, może jego plany pokrywały się z tymi bączkowymi.