Na pierwszy rzut oka: z Lasem nie ma nic wspólnego. Na drugi: do lasu jej daleko, ależ jaka to gratka dla oka! Mgławica, w przeciwieństwie do brata, jest filigranowej budowy, osadzona na długich, cienkich łapkach, lecz to dopiero początek różnic między nimi. Istotnie: została obdarzona nie lada urodą: wysublimowaną, finezyjną, wręcz egzotyczną, niespotykaną i tak dalej... Lśniące, starannie wypielęgnowane i gładko przylegające do wysmukłego ciała srebrne futerko - zdaje się - odbija słoneczne promienie lepiej od wodnej tafli. Przyozdobione jest zaś licznymi czarnymi rozetami o regularnym, acz iście fantazyjnym kształcie - zachowując przy tym pełnię harmonii. Urodziwy pysk o prostym nosie (zawsze uniesionym wysoko) w ceglastej barwie, a do pary - para oczu o migdałowatym kształcie, nie mniej niespotykanych, co ich właścicielka. Lewemu - w kolorze jadeitu, towarzyszy drugie błękitne, coby jednak nie było zbyt zwyczajnie - przyprószone jest ono zielonkawymi plamami (heterochromia sektoralna). Jej wysmukła, łabędzia wręcz szyja przyozdobiona jest zaś turkusową obróżką - niezwykle gustowną zresztą! Z kolei subtelność jej kroku jest idealnym wręcz dopełnieniem całej elegancji jej postaci. W dużym skrócie: mieszanka fikuśnych cech tworząca zwięzłą, poukładaną całość. I to jakiej klasy!
Damulka. Pełna egzaltacji panienka z dobrego domu. Kotka z zauważalnie wyższych sfer o nienagannych manierach, o ile wszystko dzieje się zgodnie z jej wolą. Posługuje się nad wyraz wyrafinowanym, wyszukanym słownictwem. Jak zadziera nosa - to najwyżej jak tylko potrafi. Nie stroni od pełnych uprzejmości i frazesów pogawędek, czy niewinnego plotkowania. Imponuje jej piękno, które to samo w sobie jest jej celem; tym, czym jest ona sama i czym się otacza. Ulotna i nieuchwytna. Tylko trochę kapryśna i wcale nienadmiernie próżna. Uosobienie klasy i szukająca podobnego, godnego jej towarzystwa. Swą niezwykłość lubi eksponować i posługiwać się nią na własną korzyść - najlepiej tak, by nie ubrudzić sobie przy tym łapek, czy oleiście połyskującego futerka. Obraca się tylko w godnym jej towarzystwie osiedlowej elity. Bywa nieco histeryczna i cóż, ma skłonności do dramatyzowania, ale jakże łatwo jej to wybaczyć! Mimo wszystko nie można odmówić jej sprytu, czy zaradności. Jest bystra i ciekawa otaczającego ją świata (nierzadko na tyle ciekawska, by wściubiać nos w nieswoje sprawy...). Żyje w swoim własnym, pięknym i wyidealizowanym świecie. Świecie skrojonym pod nią - perfekcyjnym pod każdym względem i może tylko trochę plastikowym. Arystokratka a pełną gębą - nawet jeśli dotyczyłoby to tylko jej osiedla!
Bażancia Łapa, Psia Gwiazda, Zimno [Cień]
Damy miały to do siebie, iż w ich planie dnia musiała znaleźć się chwila na... spacer.
Ale to nie byle spacer! Miał to wszak być spacer - taki pełen pięknych widoków, promieni słońca muskających jej srebrzysty, połyskujący grzbiet i najlepiej - równie wyśmienitego towarzystwa. W takim celu można było zaszyć się nawet poza osiedle. Grunt, by włos jej z głowy nie spadł i żeby wróciła przed dziesiątą!
Gdziekolwiek się znalazła - miejsce to jawiło się jej na wystarczająco atrakcyjne, ba, nawet rozmówców nie musiała szukać długo! Z grzeczności, gdy znalazła się tuż obok dwóch nieznajomych, zagaiła:
- Ach, jaka piękna dziś pogoda, nie sądzą panowie? I cóż za miejsce! Panowie tutejsi?
O czymkolwiek tamci dwoje dyskutowali wcześniej, srebrna bengalska wtrąciła:
- Ależ gdzie moje maniery! Mgławica, jakże miło jegomościów poznać...!
Sprawiali wrażenie takich... spoza osiedla. Ale cóż za problem? Nie oceniało się książki po okładce... przynajmniej nie do tego stopnia, by w popłochu zabrudzić sobie futerko.
xxxxMoje mięśnie były spięte, jednak rozglądałem się z zaciekawieniem dookoła. Nie czułem tak intensywnego zapachu rzeki jak zawsze, stąd ten niepokój, no ale... nic chyba nie wyskoczy żeby mnie zabić, prawda? Prawda? xxxxNagle przede mną pojawiło się brązowo-białe futro, a ja od razu odskoczyłem w tył będąc pewny, że to jakieś zwierzę!! Ten ktoś chyba wziął mnie za to samo, bo od razu ostrzegł... mnie przed atakowaniem go. Patrzyłem na niego w napięciu. Uh... co teraz?? Rozmawiałem już z kimś spoza klanu rzeki, z Migoczącą Łapą, ale to był cień. Przed sobą miałem kogoś z Klanu Wichru i nie miałem pojęcia czego się spodziewać, nie znałem ich ani trochę. xxxx- Eee... yyy, ttak. Klan Rzeki, właśnie - mruknąłem tylko. I co, co dalej?? Nie potrafiłem rozmawiać, totalnie i wcale! I otworzyłem pysk znowu, żeby rzucić czymś maksymalnie niezręcznym, kiedy nagle usłyszałem jeszcze jeden głos. Uniosłem szeroko brwi - tak często koty chodziły po... tym lesie? Zaraz obok nas? - Um... Dzień dobry, tobie też - posłałem nieśmiały uśmiech kotce, która pojawiła się z... nie wiadomo skąd. - Tutejsi, no... tak. A ty... nie? - zapytałem.
Ucieszył się, że spotkał kogoś z innego Klanu. Śmierdział jak nie wiadomo co, ale był w stanie to przeboleć. Najważniejsze, że czuł się potencjalnie bezpieczny. A nuż będzie kto miał go bronić przed niebezpieczeństwem? Problem był w tym, że był jakiś taki niemrawy. Jelonek chętnie by pociągnął temat, problem w tym, że temat nigdy się nie zaczął. Zawsze można było spytać o pogodę...Albo i nie, skoro rozrywka sama się przypałętała.
- A! - krzyknął z zaskoczeniem i podskoczył, gdy stąd ni zowąd pojawiła się w pobliżu samotniczka. - Haha! Fuuu. Czym ty jesteś? - zapytał, lustrując ją uważnie i roześmiał się ponownie. - Matko jaka ty jesteś brzydka - dodał. Czy była? Nie do końca, sam w sumie nie wiedział. Wiedział na pewno, że rudy ma ładniejsze dla wzroku futerko, a ona była spoza Klanów. Więc była gorsza, nie?
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Kłopot nie zaczął się nagle martwić. Co to to nie! Wiedział dobrze, że z Psotem było wszystko w porządku. Czułby gdzieś w kościach, gdyby było inaczej. Mimo to jednak, przedłużająca się już mocno poza te, pierwotnie przez rudzielca planowane, dwa wschody słońca nieobecność brata, sprawiła że postanowił przejść się w miejsce gdzie go stracił. Bo kto wie, może idiota siedzi tam i beczy od kilku księżyców? To by było niedobrze. Jeszcze zasoli rzekę, a takiej wody podobno nie powinno się pić. - W tym lesie tak ponuro, że aż przeraża mnie... - podśpiewywał przemierzając wąski lasek, który spowijał Wichrowe granice od wschodu. Tak w końcu ostatnio tam z białym bratem ostatnio wylądowali. Od Jasnych Skał ruszyli przed siebie, a potem wzdłuż Grzmiącej Ścieżki aż nie znaleźli rzeki. Więc logicznym było, że Kłopot musiał jedynie jeszcze raz przejść tą samą drogę i dojdzie do celu! - Ptaszęta za wysoko, a mnie samotnej źle... Nanana coś tam coś tam... - kontynuował zapominając tekstu i przeskakując kałużę, po czym zaczął rozglądać się wokół siebie.
Miał dziwne wrażenie, że tej łączki to chyba tu ostatnio nie było...
\\ Bonawentura <33
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
- Daleko daleko, za morzem daleko... - śpiewał pod nosem, żwawym krokiem przemierzając lasek. Przeciągał nuty i dopowiadał słowa w myślach, by po chwili ponownie je wypowiadać, nadganiając tempa rytmu.
Lasy były nieznośnie ciche, toteż większość czasu szumiał sam do siebie, imitując wodę lub bieganinę ludzi w porcie. Nawet nocami szurał ogonem po powoli więdniejącej trawie, by dodać sobie otuchy. Nie lubił ciszy. Bolała go w uszy, drażniła, nie mógł się w niej skupić, a do tego czuł się jak dzikie zwierzę, które miał zaraz spłoszyć byle szelest. Lubił mieć kontrolę nad sobą.
Śpiew był natomiast czymś, czego jeszcze na obcych terenach nie słyszał.
- ...przepiękna kraina, kraj rodzinny, matki mej - dośpiewał swoją piosenkę, znajdując rudo-białego jegomościa. - Ahoj. Zgubiła się panienka?
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Rude ucho drgnęło, kiedy dotarł do niego nieco oddalony i niespodziewany dźwięk. Ktoś... śpiewał? Kłopot zmarszczył brwi w zdziwieniu, ale jego pysk ozdobił lekki uśmieszek. Cóż, niezależnie do kogo należał, jednego był pewien: brzmiał na pewno lepiej niż jego własny, wiecznie zachrypnięty głos. Mimo to postanowił pociągnąć jeszcze jedną strofę, tę w której wojownik spotyka stokrotkę, przerywając wspólny koncert z nieznajomym dopiero, kiedy pomiędzy melodycznymi słowami był w stanie dosłyszeć również szelest uginających się pod kocim ogonem i łapami suchych liści, a pomiędzy szarymi drzewami dojrzał zbliżającą się w jego kierunku rudą sylwetkę. - Hm... - kliknął językiem o podniebienie, nieco strącony z pantałyku pytaniem. Panienka? To ktoś tu jeszcze był? Rozejrzał się w lewo, a potem w prawo i za siebie, aż w końcu ponownie zawiesił spojrzenie na obcym pyszczku. O Kłopocie mówił?! - Keke… - dolna powieka lewego oka zmrużyła się, a jej właściciel nie mógł powstrzymać cichego i krótkiego chichotu rozbawienia. Znalazł idiotę! Co prawda nie tego, którego szukał, ale fakt pozostawał faktem. - Och nie. Ja się nie zgubiłam, wcale. To rzeka mi się zgubiła. Nie wie... em... - na moment wypadł z roli mówienia nieco piskliwym głosem, wpadając w swoją typową, chłopięcą barwę. - Panicz...? Ne wiesz, gdzie ją znajdę? - Zakończył trzepocząc rzęsami.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Uniósł brew, z rozbawieniem słuchając nieznajomego. Gdyby wiedział, że w lesie jest taka chmara śmiesznych kotków, to już dawno by go odwiedził. Do tego były zadziwiająco barwne, szczególnie Chrabąszcz, którego umaszczenie widział pierwszy raz w życiu. Przez krótki moment był przekonany, że to zmutowany pies. Płaskomorde pieski torebkowe widział nie raz na statkach, których właściciele traktowali je jakby były w sanatorium, gdzie słona morska bryza pozwoli im swobodnie oddychać. W rzeczywistości dusiły się równie mocno co wcześniej, częściej jednak zlizując z pyska słony posmak.
- Rzeka? Trzeba było tak od razu - pokręcił ogonem w powietrzu i szarpnął głową w stronę, w którą powinni zacząć się kierować. - Często tam bywam, myślę, że to prostszy sposób do porozumienia się z ukochaną. Kałuże też są niczego sobie, ale zanim wyschną to trochę minie. A rzeka płynie cały czas. Czyż nie?
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Już niedługo mieli dotrzeć na tereny Klanu Wichru - w zasadzie znajdowali się już prawie na wyciągnięcie łapy... Ale Źdźbło musiała pamiętać, że stan kociaków jest najważniejszy. Ich wszystkich wymęczyła wyprawa przez Grzmiącą Ścieżkę, nie mogła pozwolić na to, aby wszyscy słaniali się na łapach. Wierzyła w to, że ona i kociaki zostaną przyjęci, wierzyła, że wreszcie Pszczółka, Ważka, Śpiew otrzymają odpowiednią opiekę. Jednak marudne maluchy zdecydowanie nie zwiększały ich szans. A przecież mogły się jeszcze pochorować ze zmęczenia.
Więc odpoczywali. I postanowiła wykorzystać ten czas.
- Pszczółko, Śpiewie, Ważko. Już niedługo będziemy na miejscu. Opowiem wam trochę więcej o tym, jak będziemy żyć w Klanie Wichru, dobrze? O czym chcecie wiedzieć? O tym, jakie są tam rangi, a może jak wyglądał obóz... A może czego będziecie się uczyć na treningach? Albo opowiem wam o Gwiezdnych lub o tym, jak powstały Cztery Klany. - zaproponowała cicho, spokojnie.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęczyna, rzecz jasna, nie był zbytnio zainteresowany naukami. Wiedział już wystarczająco o Klanach, nawet więcej od samej Źdźbło, która chciała teraz uczyć swoje kociaki. Nie zamierzał jej przeszkadzać... ale dobra przyszłość tych trzech pchełek była dla niego czymś ważnym. Zamierzał trzymać się blisko, żeby w razie potrzeby dopowiedzieć istotne informacje, lub chociaż zapamiętać, by zrobić to gdy Źdźbła nie będzie w zasięgu słuchu. Niektóre części nauki musiał wziąć we własne łapy, bo jego dawna przyjaciółka była zbyt... delikatna. Taka była prawda.
Kocur ziewnął i wyciągnął się na ziemi jakieś dwie długości ogona od Biedronki i trójki kociąt. Przez półprzymknięte oczy przyglądał się im i nastawiał ucho, choć jego oddech stopniowo się wyrównywał i sugerował, że Pająk może niedługo zapaść w drzemkę.
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Ważka możliwość dowiedzenia się nieco więcej o celu ich podróży zawsze przyjmował z cichym entuzjazmem - nie inaczej było i tym razem. Grzecznie usiadł naprzeciwko rodzicielki, zerkając tylko na chwilę na Pajęczynę, który...spał? Przysypiał. Ważka poruszył ogonem. Wujek raczej nie potrzebował tłumaczenia, jak wyglądało życie w klanie.
Prędko przeskoczył w myślach przez wszystkie wymienione przez mamę rzeczy, zastanawiając się, które z nich są najciekawsze. I potencjalnie najbardziej przydatne, w końcu wszystkiego tego dowiadywał się po coś. – Opowiesz, o czym będziemy się uczyć na trreningach? – zdecydował się spytać. Wybadanie gruntu w tej kwestii wydawało się szczególnie istotne...chociaż równie chętnie posłuchałby o czymkolwiek innym z wymienionych, tak naprawdę. Dla ułatwienia sobie życia decyzję odnośnie innych rzeczy o których opowie im Źdźbło mógł jednak zrzucić na rodzeństwo. Z pewnością któraś z sióstr będzie miała konkretną rzecz, której chciałaby się dowiedzieć...
Śpiew nieco podrosła. Nadal jest wyższa niż większość kotów w jej wieku, ale chyba tak już jej zostanie. Jej futro, które od najmłodszych księżycy było długie teraz nabrało dodatkowej długości i objętości co sprawia, że kotka nie cierpi zarówno Pory Zielonych Liści jak i wody. W Porze Zielonych Liści jest jej zwyczajnie zbyt gorąco, natomiast po kontakcie z wodą ma wrażenie, że waży dwa razy więcej. A przecież jej budowa jest normalna ani większa, ani mniejsza, ani smukła, ani muskularna. Jest zwykła. Pyszczek kotki to połączenie ferajny barw, po lewej buro, po prawej rudo, trzy rude łatki zdobią jej mordkę: na brodzie i po dwóch stronach noska. Wszystko to przeplata się bielą. W większość jej grzbiet jest bury, ale miejscami próbuje wkraść się tam rudości. Tak jak na ogonie czy łapach. Śnieżnobiała biel na końcu ogona i łapach jakby próbowała odepchnąć inne kolory, jakby broniąc swojego terytorium. Najlepiej bieli wychodzi to na brzuchu - tutaj niemal nie ma widocznych innych kolorów. Klasyczne, grube pręgi zdobią niemal cały jej grzbiet. Niegdyś niebieskie, kocięce oczy dzisiaj mają złotą barwę, jednak nadal widać w nich tą charakterystyczną kocięta radość i naiwność. Nadal albo dopiero teraz.
Kiedy była małym kociakiem bardzo zależało jej, aby w oczach innych uchodzić za bardziej dorosłą, niż była w rzeczywistości. Spokojna, rozważna, cicha, pełna ambicji i perfekcjonistka. Uważająca na każdy swój ruch, byleby tylko sprawić jak najlepsze wrażenie. Księżyce spędzone w lecznicy nieco ją zmieniły. Nadal cechuje ją ambicja, perfekcjonizm, jednak lęk przed śmiercią w lecznicy spowodował, że nieco przestała się przejmować opinią innych. Zaczęła bać się chorób i czynności przy których może doznać jak urazu jak walki czy polowania. Ma w sobie dużo chęci do interakcji z innymi, stara się być otwarta i życzliwa, niestety z różnym skutkiem. Gdy tylko opuściła lecznicę ze zdwojoną siłą poczuła, że zyskała życie. Postanowiła, że nie straci ani jednego dnia. Stała się zafascynowana światem, a kocięta naiwność wciąż w niej drzemie, nie miała bowiem okazji się jej pozbyć.
Pajęczyna (KC)
Śpiew, choć w życiu by się nie przyznała, przyjęła krótki postój z niemałą ulgą. Droga była naprawdę, naprawdę długa, a dzisiejszy dzień obfitował również w inne wrażenia - konkretniej, w przekroczenie Grzmiącej Ścieżki, którą zdecydowanie szylkretka mogła określić jako przerażającą, choć ponownie, w życiu by się nie przyznała. W końcu prawdziwy wojownik (przynajmniej jej dziecięcym zdaniem) nie boi się absolutnie niczego.
Postój oraz nauka? To była sytuacja wręcz idealna i zapewne gdyby nie lekkie spięcie, wciąż spowodowane Grzmiącą Ścieżką i dziwnym wrażeniem, że za następnym drzewem czy innym pagórkiem pojawi się następna śmierdząca droga z głośnymi potworami, zapewne uśmiechnęłaby się. No, ale jest jak jest, kotka więc usiadła przed mamą, wypinając do przodu pierś.
- O rangach też opowiesz? - Zawtórowała za Ważką. W zasadzie chciałaby dowiedzieć się wszystkiego naraz, na razie jednak powstrzymała się do jednego, dość ogólnego, pytania.
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Przez chwilę poczuła się, jakby była na właściwym miejscu - oczywiście, najwłaściwszym miejscem pozostawał Klan Wichru, ale sprawnie do niego zmierzała, a tym czasem zajmowała się nauczaniem swoich kociąt, takich, które nie będą kwestionować tego, czego sama Źdźbło została nauczona. Co potrzebowała im przekazać, aby sprawowały się jak najlepiej. Może jednak potrafiła postawić jakiekolwiek dobre podwaliny, które potem wykorzystają mądrzejsze od niej koty i dobrze wychowają, wyuczą, maluchy?
- Opowiem i o treningach, i o rangach. Więc tak, treningi... Na treningach będziecie się uczyć, jak być jak najlepszymi wojownikami. Więc jak walczyć, żeby bronić klanu, no i polować, i poznacie na pewno całe tereny klanu. I pouczycie się też o innych klanach, no i najważniejsze, nauczycie się Kodeksu Wojownika. - tak przynajmniej pamiętała swoje pojęcie o treningu sprzed tak wielu księżyców. Zapytana, prawdopodobnie nie byłaby w stanie przytoczyć wszystkich punktów Kodeksu, a terenów nigdy nie poznała w całości... Poniekąd miała więc uczyć się wraz ze swoimi dziećmi. I prawdopodobnie zaczną one polować szybciej, niż ona, przynajmniej w to wierzyła. Sama za bardzo się bała, je chciała od tego uchronić. - Rangi... Jest przywódca, którego trzeba się słuchać, bo dba o wszystkich. - zerknęła na chyba drzemiącego Pająka, gotowa próbować uciąć jakikolwiek opór. - I jest jego zastępca... I są medycy, którzy leczą rany i choroby. I są matki, które opiekują się kociakami. I terminatorzy, którzy uczą się, jak być wojownikiem. No, niektórzy chcą być medykami. No i oczywiście wojownicy, oni bronią klanu i polują dla niego, i uczą innych. - wymieniła pokrótce, częściowo ze względu na to, jak niepewnie się czuła, częściowo - bo nie wiedziała, czy maluchy załapią wszystko od razu. Dopiero własne dzieci nauczyły ją, że nauka kociąt musiała przebiegać stopniowo.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Piórko nie lubiła wychodzić po tereny Klanu Rzeki. Było to dla niej po prostu stresujące - zwłaszcza po tym, jak zaginęła... Dwukrotnie. Cóż. Czuła się jednak w obozie dosyć samotna, a dwa najbliższe jej koty były zajęte i nie chciała ich aż tak bardzo męczyć. Potrzebowała nieco odpocząć - i tak jakoś szła przy Grzmiącej Rzece, aż nie zorientowała się, iż wyszła poza tereny zapachowe. Nastąpiło to dość szybko, ale i tak było to dość nieprzyjemne uczucie.
Opanowała stres na tyle, aby się nie trząść. Potrzebowała nieco odpocząć, ze względu na swój wiek oraz brak jednej kończyny, które potrzebowały tego, aby na chwilę sobie usiadła. Przeskoczyła na drugą stronę rzeczki, usadawiając się przy niej - i jednocześnie wyczuwała zapach Klanu Wichru, którego granica znajdowała się dość niedaleko.
[Orion]
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Wreszcie – po raz drugi – mogła opuścić lecznicę. Jak na to, że ich granice były codziennie patrolowane, na terenach znajdowało się wyjątkowo dużo drapieżników, z którymi ona, między innymi, musiała się mierzyć. A może to Gwiezdny Klan zsyłał je akurat na nią? Z jakiegoś nieoczywistego dla niej powodu… wszak nie czuła, by zrobiła kiedykolwiek cokolwiek złego, przynajmniej otwarcie.
Ale mogła wyjść. I pamiętała dobrze, na co umówiła się z Jaskiniową Łapą. Zobaczenie tego, co nieznane. Zobaczenie potworów. Wybrała do tego późną porę, gdy było już ciemno; słyszała, że ich oczy oślepiały swym blaskiem… Liczyła na jakieś niezapomniane przeżycie. Na coś, co choć na chwilę pozwoli im zapomnieć o tym, co dzieje się w klanie.
– To co, siadamy i czekamy? – spytała.
Jest niski, chudy i drobny. Okrywa go krótkie futro, bure i wyraźnie tygrysio pręgowane na pysku, łapach i ogonie, a na tułowiu jednolite: delikatnie kremowe i jasne. Ma różowy nosek, jasnoniebieskie oczy i przeciętnej wielkości uszy.
Od czasu otrucia w Cieniu Jaskinia zmienił się. Stał się nieufny wobec własnego klanu, zdystansowany i ostrożny. Wciąż jest pracowity, ale teraz więcej uwagi poświęca rozwijaniom własnych umiejętności niż przysłużeniem się klanowi. W myślach kwestionuje wszystko i wszystkich, lecz na głos stara się mówić to co jego rozmówcy chcą usłyszeć, szczery jest wyłącznie wobec tych, którym ufa.
Burzowa Łapa [KG], Wojna [KW], Gwiazda [KRZ]
Wyrwanie się z obozu było... miłe. Im dłużej był zamknięty w przestrzeni, która wydawała mu się coraz ciaśniejsza, tym gorsze myśli przychodziły mu do głowy. Nie był zadowolony, nie był szczęśliwy, nic nie wyglądało tak jak powinno. Wycieczka nad grzmiącą ścieżkę jawiła mu się niczym wybawienie od mroków codzienności i chętnie podążył za kocicą. Nieufność wobec własnego klanu narastała w nim z każdym dniem, lecz Złocisty Nektar była wyjątkiem, lubił ją i szanował szczególnie po tym jak pomogła jego bratu. Drugim takim wyjątkiem był, o ironio, Zimna Krew, a Jaskinia nie wiedział, że to właśnie serce Złocistego Nektaru tamten chce zdobyć.
Syn Aroniowego Krzewu miał całkowitą pewność, że potwory nie mogą być tak straszne jak widok zatrutego, umierającego i walczącego ze sobą klanu, dlatego podszedl do tego wszystkiego wręcz z lekkim lekceważeniem - przecież najgorsze już widział.
- Taaak... hmmm, ziemia zawsze tak śmiesznie drży w tych stronach? - mruknął pytająco. Wyczuwał pod łapami delikatnie wibracje, a w oddali pojawiło się świetliste koło, nawet dwa. Wyglądały trochę jak oczy, lecz zbyt jasne by należały do zwierząt. Jaskinia instynktownie zmrużył oczy oślepione przez otaczający go mrok i potrząsnął głową.
- Chyba któryś tu biegnie!