Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Czy jakby usłyszał historię Morda jakoś bardzo by się nią przejął? Z pewnością nie. Wiedział, że pewne ryzyko zawsze istnieje, jednak jego z pewnością nie dotyczyło. Bo w końcu to on! Nieustraszony i dzielny odkrywca, a nawet jeśli coś by się stało to nawet z borsukiem dałby sobie radę.
Zignorował jego przytyk, on potrzebował przygód w życiu. Przygody łączyły się z jakimś tam niebezpieczeństwem, ale nie tak wielkim by zwracać na nie jakąkolwiek uwagę.
— Okejjj więc musisz iść tam — wskazał w stronę z której przyszedł — Będziesz wtedy iść wzdłuż granicy Klanu Gromu. W sumie może jakbyś się ich spytał to ktoś odprowadziłby cię do Czterech Drzew, tak na pewno byłoby szybciej. — Nieznajomy w sumie nie powiedział po co chce dotrzeć do Wichru. — Wracasz do domu, prawda? To powinni zrozumieć. — Może kocur miał aż tak słabą orientację w terenie i dlatego ostrzegał Chabra przed wyprawami? Ale spokojna głowa, on sobie z tym świetnie radził, przynajmniej w swoim mniemaniu. — Ale jeśli cię nie przepuszczą to musisz iść wzdłuż ich granicy, aż dojdziesz do rzeki, potem musisz przejść na drugą stronę, ja przeszedłem po jakimś zwalonym drzewie. Następnie idziesz wzdłuż granic Klanu Rzeki. — Dopiero zdał sobie sprawę z pewniej rzeczy — Ty nie wiesz jak pachną poszczególne klany prawda? No to granica Klanu Rzeki będzie pachnieć podobnie do mnie. No i w pewnym momencie ta granica skręca, po swojej eee lewej stronie będziesz mieć Grzmiącą Ścieżkę. Śmierdzi i hałasuje, jak będziesz blisko niej to będziesz o tym wiedział. No i wtedy wzdłuż Granicy Rzeki i Grzmiącej Ścieżki, aż zapach Rzeczniaków zniknie.— Wziął wdech, mówienie wszystkiego naraz wymagało trochę powietrza. — Wtedy właśnie będziesz wiedział, że dotarłeś do granicy Klanu Wichru. Rozumiesz? — Spojrzał na niego pytającym wzrokiem.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Mord nie skomentował pewności siebie Chabra, którą osobiście uznawał za głupią i naiwną, zwłaszcza po tym co biały kocur sam przeżył na własnej skórze, ale nie był jego matką ani ojcem, żeby go dalej pouczać na ten temat. Najwyżej straci życie i będzie mógł za to winić tylko i wyłącznie siebie. Mord ostrzegł go, a to że rzeczniak się nie posłuchał to była sprawa drugorzędna.
-Raczej nie przepuszczą, nie jestem sam -odparł. Na tyle na ile zdążył już poznać zachowania Klanów od momentu urodzenia, każdy Klan bardzo pilnował swojego terenu. Może jego samego jeszcze by przepuścili, ale raczej tej pokraki, którą Mord ze sobą ciągnął nie, a skoro już jej coś obiecał to sprawę musiał do końca załatwić- Pójdziemy naokoło w takim razie. Rozumiem -dorzucił jeszcze. Tylko był jeden problem, bo i tak się będzie musiał cofnąć po karykaturę, którą zostawił w tyle, a wtedy nadrobią jeszcze więcej drogi...- I nie znasz innej drogi, na pewno? -bo przecież jeszcze mógł zatajać informacje, to też była opcja.
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
— Hmmm moglibyście i tak spróbować, chociaż zgadzam się, że może być to trudne. — Z jednym kotem mógłby być problem, a co dopiero z dwójką. Chociaż wyprawy do sadzawki zazwyczaj mają więcej członków, ale to inna sytuacja. — Wydaje mi się, że i tak warto spróbować. Nic wam to nie zaszkodzi, a może będziecie szybciej w domu. — Wędrowanie przez cały dzień może być w końcu dość uciążliwe.
— Wydaje mi się, że możecie też pójść w przeciwnym kierunku, wtedy idziesz wzdłuż Granicy Klanu Gromu i Cienia. Jednak nie wiem czy da się tam przejść, ani jak rozległe są ich tereny. — Chyba też wzdłuż granicy Cienia i Wichru byłą jakaś woda, ale skoro kocur był z Wichru to raczej powinien o tym wiedzieć. — Tej pierwszej trasy jestem pewien, tą drugą znam tylko teoretycznie.
— Potrzebujecie jeszcze jakiejś pomocy lub czegoś takiego? — Z chęcią jeszcze by porozmawiał z Mordem o czymś innym, ale on nie wydawał się zbyt chętny. Może dzięki temu pytaniu będzie mógł kontynuować rozmowę jeszcze przez jakiś czas, a kocur go nie zostawi tak szybko.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Nic im nie zaszkodzi spróbowanie? Mord miał co do tego kompletnie inne zdanie. Chaber był chyba dość naiwny, patrząc się na jego podejście do wszystkiego, myśląc, że jakiś Klan przepuści sobie tak o przez całe swoje tereny dwa obce koty, jedną pokrakę z Osiedla i jednego kota z Klanu Wichru.
-Klany bronią swoich ziem, nie powinny przepuścić tak o sobie dwóch nieznajomych -biały kocur stał przy swoim. Nie potrafił sobie wyobrazić takiej sytuacji gdzie na przykład Traszkowy Grzbiet by wpuściła na przepustkę jakiegoś nieznajomego kota, bo on daje słowo honoru, że sobie tylko przejdzie do domu. Jego matka by prędzej takiego gagatka rozszarpała na strzępy i jeśli ktoś by postąpił inaczej to raczej nie był on dobrym kotem do bycia kimś więcej niż głupim kocięciem.
-Zastanowimy się -powiedział krótko po usłyszeniu informacji o potencjalnej drugiej trasie do Klanu Wichru.
Potem Mord zastanowił się nad pytaniem Chabra, ale chyba nie miał w tym momencie żadnych innych pytań. Poszedł po informacje i raczej powinien już wracać zanim pokraka się obudzi i zobaczy, że go nie ma, więc jako odpowiedź jedynie pokręcił głową. Biały kocur był na misji i nie zamierzał z niej zbaczać dopóki jej nie wykona.
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
W próbowaniu nie było nic złego, jakiś patrol mógłby ich odprowadzić na miejsce. Oprócz tego i tak musieli iść przy granicy z Gromem, więc w razie odmowy nie musieliby nadrabiać drogi, ale no cóż niech Mord robi jak uważa.
— Skoro tak uważasz — nie miał ochoty dłużej ciągnąć tego tematu. Jeśli kocur nie chciał nawet spróbować, to tylko on będzie strony. Szkoda, że nie chce spróbować, ale Chaber najwyraźniej jego zdania nie zmieni. On uważał granice między klanami za dość umowną kwestię, jednak prawdopodobnie był wyjątkiem.
— Dobrze, jak coś będę jeszcze szedł w okolicę klanu Cienia — skoro już tak daleko zaszedł, to szkoda było nie skorzystać. — Ale jak będę wracać, to możecie pójść ze mną i was odprowadzę. — Zaproponował, w końcu wspólna wyprawa była lepsza niż taka w pojedynkę.
— A właśnie, mam jedno pytanie — przypomniał sobie — jak nazywają się te stworzenia, które chodzą po tych łąkach? — Prawdopodobnie powinien znać ich nazwę, jednak nie był w stanie przypisać ich wyglądu do żadnego znanego mu określenia.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Mord nie wyraził nic swoją mową ciała ani mową pyszczka, ale w jego głowie od razu pojawiła się lampka, że pokraka raczej nie będzie chciała kolejnego towarzysza w ich spacerze. Już w sumie z nim ledwo tak szła, tak szczerze powiedziawszy, a jakby nagle kogoś przyprowadził to mógłby się zacząć niezły bajzel, który pewnie to Mord musiałby sprzątać... albo zwyczajnie pokrace dać Chabra zabić, nie wiedział jakby się to potoczyło, ale raczej chyba wolałby nie narażać swojej potencjalnie korzystnej znajomości z kotką z Osiedla na rzecz losowego kota, którego teraz spotkał i zbyt wiele do wniesienia w ich cel nie miał.
-Moja współtowarzyszka raczej nie jest towarzyska i przyjazna, więc bym jej unikał na twoim miejscu, mogłaby ci przyprawić brzydką bliznę na tym twoim pyszczku -oznajmił zanim wsłuchał się w pytanie -o jakże bezcelowe- które zadał Chaber- Nie wiem, nie interesowało mnie to nigdy to nie pytałem.
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
— Rozumiem, w takim razie powodzenia w powrocie do domu. — Uśmiechnął się do niego delikatnie. Skoro nie chciał jego pomocy, to nic z tym nie zrobi. Jego towarzyszką raczej się nie przejmował, ale wolał nie wyjść na zbyt nachalnego.
— No cóż, może od kogoś innego się dowiem i tak dzięki. — Odpowiedział, nie sprawiając wrażenia, choć trochę zawiedzionego. Jeśli nie od niego, to w końcu od kogoś innego się dowie! — Jakbyś kiedyś czegoś potrzebował to możesz mnie znaleźć w Klanie Rzeki.
— Oby łapy wam się za szybko nie zmęczyły. Niech Gwiezdny Klan was prowadzi. — Odwrócił się i ruszył dalej. — Do zobaczenia przyjacielu! — Zamachał mu ogonem na pożegnanie.
//zt
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Biały kocur już za wiele nie odpowiadał na ten w sumie potok słów, który zaczął wylewać się z pyszczka Chabra. Mord nie uznał niczego co tamten powiedział za w jakimkolwiek stopniu ważne na tyle, żeby odpowiadać. Po prostu takie gadanie kota, który był zbyt naiwny i ciekawski, żeby rozumieć, że kiedyś sobie tym napyta biedy. No cóż, to już nie było w Morda interesie, żeby go o tym natarczywie uświadamiać, zwłaszcza jak Rzeczniak mądrzejszego się nie chciał słuchać. Syn Traszkowego Grzbietu nie odpowiedział na pożegnanie, po prostu odwrócił się i poszedł w swoją stronę, wracając do pokraki, która miał nadzieję, że jeszcze spała i nie była świadoma tego, że on się wybrał na wycieczkę krajoznawczą.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
Zimno, zima, wszystko ośnieżone, a ona nadal siedziała w jednym miejscu. Nie była w sumie pewna, czy czekała na wiosnę, czy może sama nie potrafiła się zdecydować, czy powrót na stare śmieci był dobrym pomysłem. Zazwyczaj wszystko co robiła było przemyślane albo przynajmniej udawała, że takie było. Tutaj natomiast po prostu pogodziła się z myślą, że odwiedzanie miejsca, w którym leżała Kukułka mąciło jej tylko w głowie; nawet Mysz nie odnalazła i wolała zostać gdzieś dalej dłużej, bo powrót wydawał się abstrakcją.
Wyruszyła, wyciągając smukłe łapy, pośród białych połaci śniegu, rozglądając się na boki i szukając czegoś do upolowania. Nie zamierzała wyganiać myszy ze stajni, tyle już postanowiła, zaś znalezienie kurki, czy jakiegoś piszczka na terenie padoku już nie było pomocą dla ludzi. Potrzebowała zająć czymś umysł, czy może po prostu przejść się samotnie po terenie. Tak jakby cały czas nie była samotna, prawda? Strzepnęła ogonem i skupiła na szukaniu.
mg ość
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Kiedy dwunogi, po porannym wypuszczeniu koni, zniknęli z pola widzenia, Ptaszyna zsunęła się ostrożnie po belce z poddasza stajni i powoli wyczłapała na zewnątrz. Powietrze było ostre, a mimo że wschodzące słońce rozlewało się już po bladoniebieskim niebie, jej oddech wciąż zmieniał się w białą mgiełkę, przypominając jej że mimo cieplejszych dni do pory zielonych drzew było jeszcze daleko. Zadrżała lekko, piórka nastroszyły się na karku, ale nie zawróciła. Rozejrzała się krótko, upewniając się, że nikogo nie ma, i ruszyła w stronę ogrodzenia.
Kasztanowa klacz już tam była.
Ptaszyna zwolniła kroku, otarła się głową o jedną z wielkich nóg, po czym wskoczyła na drewniany kołek. Był to ich mały rytuał, który... właściwie Pisklę nie była pewna kiedy dokładnie się zaczął. Najpierw, kiedy zamieszkała w stajni i koń tylko podchodził bliżej, przyglądając się jej, siedzącej na płocie, z dystansu. Potem zaczął wyciągać szyję, dotykać ją ciepłym, wilgotnym nosem. Z czasem pozwalał jej oprzeć się o siebie, wtulić w miękką grzywę. W końcu, pewnego dnia, tak jak teraz, Ptaszyna wskoczyła na jego grzbiet. Wtedy niepewnie, pod wypływem impulsu, ale teraz robiła to już bez wahania. Przez ułamek chwili napięła ciało, jak zawsze na początku, ale zaraz potem rozluźniła się, pozwalając, by ciepło bijące od klaczy otuliło ją od spodu.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
czarny dymny z bielą x rudy [chimeryzm], widmo tygrysich pręg, biel na mordce (okala lewe oko i policzek, nos, płaty wąsowe i brodę) i na końcówce ogona, krótka sierść, niebieskie oczy, uszy typu curl, wystające górne kły
poszukujący uwagi, zestresowany, niepewny, czasami złośliwy, niezręczny społecznie
Poranne słońce było znośniejsze niż to późniejsze, popołudniowe. Nie paliło mu oczu, więc nie musiał się aż tak ukrywać, chętniej zresztą wychodził z domu nocą, bo może była szansa, że Perliczka gdzieś odsypia swoje wędrówki, a jemu łatwiej będzie ją znaleźć. Szkoda tylko, że musiał wracać do domu na jedzenie, bo w tej dziczy za grosz było czegokolwiek zjadliwego! Pan jednak zdawał się być zadowolony, że Diablisko przebrzydłe więcej czasu spędza poza chatą i nie rozrabia na jego oczach.
Koński wybieg był ogromną połacią terenu do zbadania, na której widok kręciło mu się w głowie. Nie zamierzał odpuszczać, ale do tej pory konie widział tylko w telewizji, a te bestie, które stały za płotem wydawały się znacznie, znacznie większe niż te, które kojarzył. Kształtem też przypominały figurki doczepione na szczycie złotych pucharów, za których zrzucenie groziła taka sama kara jak i za ubicie Perliczki. Do nich na szczęście Bazyliszek nie zdołał dotrzeć podczas swoich rozbojów w domu.
Kasztanowaty potwór nie wydawał się być agresywny, choć ogrom jego cielska sprawiał, że Wampirek patrzył nań z drżącym ciałem. Można by polemizować, że chuderlawy kot w chłodną pogodę nie będzie zachowywać się inaczej, ale koń i tak sprawiał, że serce biło mu szybciej. Czy były to stworzenia inteligentne? Patrzył się raczej głupio, miał kaprawe oczy i tak dziwnie na bokach, że nie był pewien, czy zerka na niego czy gdzieś na boki.
Wskoczył niezgrabnie na płot, trzymając dystans od bestii, nawet nie dostrzegając wyrastającego z jego grzbietu szarego grzyba. Zmrużył z lekka oczy, gdy słońce zaczynało coraz bardziej mu doskwierać, i odchrząknął. — Serwus — przywitał się, sprawdzając reakcję. Koń obrócił głowę w jego stronę, co zdawało się potwierdzać jego teorię o możliwości porozumienia, choć mordę miał na tyle głupią, że nie zdziwiłby się, gdyby to był tylko przypadek. — Um...Jak leci? Trawa smakuje?
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Z wysokości końskiego grzbietu Ptaszyna widziała dalej i więcej, dość szybko więc zauważyła ciemną sylwetkę kota. Znieruchomiała, śledząc go uważnie spojrzeniem. Nie był to jeden z znanych jej, kręcących się tu notorycznie samotników, ale niesiona z wiatrem woń jego futerka nie niosła też zapachu klanowych kotów. Po krótkiej chwili namysłu stwierdziła więc, że może go zignorować, tym bardziej kiedy zniknął z jej pola widzenia po wskoczeniu na płot. W końcu i tak do niej nie doskoczy. I dopiero gdy się odezwał, coś w niej drgnęło. Servus.
Na jej czole pojawiła się wyraźna zmarszczka, a ciało napięło się mimowolnie. To słowo… znała je. Przebiegło przez nią jak echo. Miękkie, odległe, pachnące mlekiem i czymś ciepłym, bezpiecznym, mimo że jednocześnie o surowym głosie. Przez ułamek chwili widziała nie stajnię, nie konie, ale czyjeś ciemne futro. Mrugnęła, jakby próbowała złapać to wspomnienie, zanim się rozpłynie i natychmiast wychyliła głowę zza końskiej szyi. Znaczy spróbowała to zrobić, ale w tej pozycji widziała tylko końcówki futra nieznajomego. - Servus... - wypaliła szybko, jakby obawiając się że kocur zniknie. - Masz rodzeństwo? - Zagadnęła, w przejęciu ignorując pytania kocura.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
czarny dymny z bielą x rudy [chimeryzm], widmo tygrysich pręg, biel na mordce (okala lewe oko i policzek, nos, płaty wąsowe i brodę) i na końcówce ogona, krótka sierść, niebieskie oczy, uszy typu curl, wystające górne kły
poszukujący uwagi, zestresowany, niepewny, czasami złośliwy, niezręczny społecznie
Doglądał konia w niecierpliwości, przekonany do ostatniej chwili, że coś odpowie, a jednocześnie równie bardzo sceptyczny, gdy przyglądał się głupim oczom, które spojrzały na niego zaledwie raz, a zaraz potem sterczały głupio rozlazłe na boki, patrząc wszyscy święci wiedzą gdzie. Skrzywił mordkę, gotowy do ponownego skoku na trawę, gdy klacz ostatecznie go zmimikowała, witając go jego własnym powitaniem. Nastawił uszy do przodu, przyglądając się wnikliwie brunatnym chrapom, jako że wcześniej nie zwrócił nawet uwagi, gdy koń przemawiał, a tu zaraz nastąpiło pytanie. Sierść na czarnym grzbiecie zjeżyła się momentalnie, gdy zrozumiał, że zwierzę w żaden sposób nie poruszało pyskiem, chyba że przy leniwym mieleniu zieleniny.
Zlękniony dziwną anatomią konia, jak i zakłopotany własnym przekonaniem, które stało się prawdziwe, zamarł chwilowo w bezruchu, obawiając się nie tylko wielkości zwierzęcia, ale i własnych łap, które zwodziły go w najgorszych momentach. Nie chciał wylądować po nieodpowiedniej części płotu, tuż pod potężnymi kasztanowatymi nogami, które rozdeptały by go w sekundy.
— To...To trochę niegrzeczne — zauważył, marszcząc brwi. Dopiero teraz docierała do niego losowość końskiego pytania. — Powinno zacząć się od przedstawienia — chyba. Tak zgadywał, bo do tej pory nikomu nie musiał się przedstawiać, raczej to przedstawiano się jemu, jak już. Koń powinien od tego zacząć, skoro Bazyliszek rozpoczął rozmowę. Zresztą, na co mu wiedza o jego rodzeństwie?
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Niegrzeczne? Powtórzyła w myślach, wydając z siebie zniecierpliwione prychnięcie. Końcówka jej ogona zadrgała zaś nerwowo. Przez krótką chwilę tylko na niego patrzyła - a raczej na widoczne skrawki futra i cień, który rzucał na wilgotną trawę. Ptaszyna w końcu pamiętała Wicher dość wyraźnie. Kociarnię, małe Kaczuszki, Kacze Piórko, klanowe matki, inne koty, zapachy, głosy. To było konkretne. Prawdziwe. Ale to, co było wcześniej, jej prawdziwa rodzina, rozmywało się coraz bardziej. Zostawały tylko urywki, cienie i dźwięki bez twarzy. Z jej perspektywy, kiedy w Ptasiej główce zalęgła się myśl, że ten tu może być jednym z jej rodzeństwa, pytanie nie było niegrzeczne. Było ważne i musiała znać odpowiedź. - Ja! Gut! Pisklę! - Wyrzucił a z siebie szybko. - Pisklę się nazywa Pisklę! Jak się nazywasz? - Zadała pytanie z powrotem, bo w końcu nie było to tak zupełnie nieistotne. - I teraz możesz odpowiedzieć, ja? Masz rodzeństwo?
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
czarny dymny z bielą x rudy [chimeryzm], widmo tygrysich pręg, biel na mordce (okala lewe oko i policzek, nos, płaty wąsowe i brodę) i na końcówce ogona, krótka sierść, niebieskie oczy, uszy typu curl, wystające górne kły
poszukujący uwagi, zestresowany, niepewny, czasami złośliwy, niezręczny społecznie
Gut Pisklę? Szalone imiona miały konie, choć był to pierwszy z którym rozmawiał, może inne też miewały...takie? Zresztą, nie jemu oceniać tak naprawdę, w końcu nazywał się Bazyliszek, choć czasami nie był tego taki pewien, jak kilkukrotnie już zwracano się do niego per Cholero. Oczywiście szło to zawsze z ust Pana i za każdym razem brzmiało inaczej, ale ton, którym to wypowiadał był taki sam, więc Bazyl zawsze wiedział.
Później koń sprecyzował imię albo je skrócił dla Wampirka, powtarzając Pisklę. Zapamięta, chyba, choć nie sądził, by był w stanie rozpoznać tego konia wśród pozostałych innych, gdzie niektóre były równie bardzo brązowe. — Bazyliszek — przedstawił się w końcu, rzucając chrapom po raz kolejny zaciekawione spojrzenie. Ruszyły się, gdy pytany był o rodzeństwo po raz kolejny. Może to nimi mówi? — ...Uch, mam rodzeństwo — potwierdził, krzywiąc się na ich wspomnienie. — A ty?