||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Trafiła mu się bardzo niedostępna kotka. Kolejna! Eh, co to z nimi było, że nie potrafiły docenić komplementu czy przyjaznej propozycji?
- Też nie jestem ciamajdą, wypraszam sobie - oburzył się, po prostu był zajęty czymś innym! - Zwyczajnie oferuję przyjazną propozycję. Też mi coś. Coś by cię zabolało, jakbym to ja dla ciebie coś złapał? No przyznaj. Nic by nie bolało, byłoby wygodnie nawet. Toć nie mówię, że teraz ci będę polował z każdym wschodem słońca, prawda? - za nic nie rozumiał jej podejścia. Choć może i rozumiał? Teraz, fakt, chętniej by skorzystał z polowania za niego, ale wcześniej był maszyną do zabijania podczas poszukiwania piszczek, nie potrzebował niczyjej pomocy!
- Konkretny przykład. Przykro mi z powodu twojego...stada - kto tak mówił na klany? Były ugrupowania o których nie wiedział? - Jak ci samotne pałętanie się nie pasuje, nie myślałaś o dołączeniu do klanu? - takiemu Łabędziowi na tę historię zeszkliłby się oczy, poklepał by samotniczkę po głowie i przyjął do siebie. Bo taki właśnie był wujaszek. Każdy go obchodził, tylko nie ten jeden jedyny siostrzeniec, który mu pozostał. Zresztą, może jego siostrzeńcy się skończyli z chwilą śmierci Szafirka.
- Wyglądam jak wyglądam, ale radzę sobie doskonale. Ty natomiast zdajesz się, że nie wiesz co robisz. Ale że wiesz. Tak ogólnie, w życiu. Nie że teraz, tak.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Polował z każdym wschodem słońca? Jasne, chętnie by przystała na taką ofertę od jakiegoś adoratora, którego by chociaż trochę znała... A tak to czuła, że były to jedynie słowa rzucane na wiatr, by jej się przypodobać. Tak czy inaczej, na razie zaszczycała kocura jedynie lekko zdegustowanym spojrzeniem, zamiast miłością w oczach, której pewnie oczekiwał. - Nie dzięki. Wolę polować za siebie i koniec kropka - zarzuciła, mając nadzieję, że samotnik wyłapie jej niechęć i skończy z tym natarczywym oferowaniem pomocy.
- To był tylko przykład, nic więcej - doprecyzowała, decydując jednak, że dzielenie się tragiczną historią nie było tego warte. Znaczy, już się wygadała, ale niech kocur nie myśli sobie nie wiadomo co.
Dalsze słowa troszkę ją zirytowały. A szczególnie wzmianka o tym, że ona nie wie, co robi. W sumie trochę racji miał, znaczy, miał dużo racji, ale do tego księżna też nie chciała się przyznać. Kiedyś jej cele były jasno oznaczona i wiedziała, co chce osiągnąć, a teraz... Nie wiedziała już nic. Zostało jej pałętanie się po terenach jak jakiś samotnik. - Wypraszam sobie, ale dokładnie wiem. A wolałabym odgryźć sobie łapę, niż dołączyć do klanu - fuknęła na sam koniec, wstając i rozprostowując kości zdenerwowana.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Skrzywił pysk, naśladując mimikę samotniczki. - Phi, to se poluj. Ale jak zamierzasz to robić tak, jak do tej pory to daj znać. Urządzę ci jakiś drobny pogrzeb zanim cię larwy zjedzą. - Miał wrażenie, że nikt już nie potrafił docenić przysługi czy nawet zwykłego, dobrego odruchu. Nawet od niej nie oczekiwał, że zaraz przy następnym wschodzie słońca przyniesie mu zdwojoną równowartość tego, co on upolowałby dla niej. Właściwie to nie spodziewał się jej zobaczyć nigdy więcej po obecnym spotkaniu. Poznać i zapomnieć, takie zdawało się być życie samotnika i tego starał się trzymać. Nie czuł przynajmniej wobec nikogo jakiegokolwiek zobowiązania czy zależności.
- Jaaasne. Tylko przykład. Mi tylko przykładowo poharatało oko - uniósł brew, kompletnie nie kupując jej historyjki. A może i gdzieś z tyłu głowy miał myśl, że może mówić prawdę, a on próbuje każdemu samotnikowi dopisać tragiczną przeszłość, by jakoś nie czuć się osamotnionym w koczowniczym trybie życia.
- Ha, to jest nas dwóch - może nie był skłonny do tak drastycznego posunięcia, ale zdecydowanie w obecnej chwili nie czuł, by dołączanie do klanu dałoby mu cokolwiek dobrego. Oprócz oczywiście strawy, schronienia, ciepła, towarzystwa. Oprócz tego miał wszystko w dziczy. - Tak po prostu sobie wyrobiłaś opinię czy masz z nimi jakąś przeszłość?
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Coś nawet trochę zabawnego było nawet w próbie tego naśladowania jej wyrazu pyszczka. Dalsze słowa samotnika może brzmiały dość chamsko, ale myślami była dalej przy tej jego wykrzywionej mordce. - Po prostu dzisiaj pecha miałam jak każdy czasami. A gdybyś jednak miał mnie pochować, to róże wystarczą jako dekoracja na grobie - rzuciła, uśmiechając się lekko, bo już te wyzwiska były lepsze od głupich obiecanek.
Na dalsze jego słowa nie rzuciła dalszego komentarza, bo pewnie by tylko wzbudził większe zwątpienia. Jedynie teatralnie przewróciła oczami. Niech myśli co chce czy coś, w końcu po dzisiejszym dniu i tak nigdy więcej się nie spotkają. No, chyba że na ten królewski pogrzeb jej wysokości Zmierzch.
- Oo? Nareszcie coś w czymś się zgadzamy. Opinię głównie, choć mój ojciec przeszłość to miał związaną z Rzeką. A ty? To rzeczniacy ci poharatali oko? - zapytała, przekrzywiając łeb szczerze zaciekawiona. Szczerze liczyła na twierdzącą odpowiedź, wtedy by miała kolejny powód, by unikać tego klanu... W końcu to nie było tak, że się lekko zaciekawiła czarnym kocurem. Ciekawiła ją Rzeka i nic więcej, mhm.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Nie sądzisz, koleżanko, że trochę za dużo wymagasz? Polatasz sobie po Srebrnej Skórce, nie wiem co ci dadzą ładne kwiatki na grobie. Najlepsze co mogę ci zaoferować to trochę mchu albo zgniłe liście, bo ciężko teraz będzie o jakieś porządne kwiatki - wzruszył barkami. Wizja pogrzebania jej z byle jakimi roślinami była dość zabawna, bo czuł że mógłby jej się spodziewać w którymś śnie jak się na niego wydziera.
- Tylko by spróbowali. Ale twój ojciec miał rację jeśli mu się Rzeka nie podobała. To banda głupich, nieumiejętnych, nieempatycznych rybich zwłok z głowami we własnych dupach. Co to ich obchodzą ci, co nie są ich, nie? Najważniejsi są oni, resztą mają się nie martwić, choćby się waliło i paliło. Możesz im zdychać z głodu i pragnienia przy granicy, to przyjdzie taki...nie wiem, taki Noc dla przykładu i ci zacznie jęczeć, że to granica Klanu Rzeki, mów jaki masz interes albo wypad - fuknął głośno. Oczywiście przesadzał i jego opinia na temat rodzimego domu nie była tak ostra, ale jednak miał ochotę poczuć tę nić porozumienia z samotniczką. I tak się więcej nie spotkają.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
- Uważam, koleżko, że to minimum, by pochować taką piękność jak ja. Tobie by wystarczył mech czy zgniłe liście, nie mi - rzuciła, a uśmiech na jej mordce się poszerzył. Oczywiście miał racje, trudno będzie znaleźć jakkolwiek ładne kwiatki o tej porze, ale nie było to niemożliwym. Tak bardzo chciał dla niej polować, to niech się postara, chociaż z tym jednym no!!
Oho. Takiego długiego rantu na jeden klan się nie spodziewała. Chociaż nie do końca odpowiedział na jej pytanie, ale dostała więcej niż oczekiwała. Coś tam z tyłu głowy podpowiadało księżnej, by nie ufać słowom tego dziwnego kocura, ale najważniejsze, że zgadzał się z jej światopoglądem. A przynajmniej w rzecznej kwestii, więc mogła wyciszyć ten cichy, ostrzegawczy głosik. - Mój ojciec wspominał o Rzece pozytywnie, ale wybrał jakąś nieznaną mu kotkę ponad klan, w którym dorastał, więc coś musiało być na rzeczy. Ale miło usłyszeć potwierdzenie moich myśli z pyska kogoś innego - sprostowała. Bo ojjj Gwiezdni, ile to Raniuszek gadał o swoich ciepłych wspomnieniach ze swojego klanu. - A kim jest ten... Noc, hm? To on ci to zrobił? - spróbowała jeszcze raz, głową wskazując na ranę samotnika. Bo coś czuła, że za tym również kryła się ciekawa historia.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Uważam, koleżanko, że jak umrzesz to rozłożysz się jak każdy inny, a u Gwiezdnych ci kwiatki niepotrzebne - wzruszył barkami, bo jak śmieszyła go perspektywa grzebania samotniczki (oczywiście pomijając, że samo patrzenie na martwe ciało daje mu odruch wymiotny, więc byłoby ciężko), tak za bardzo do siebie wziął sobie nierealną prośbę o pochowanie jej godnie, cokolwiek to znaczyło.
- W takim razie twój ojciec był albo głupi albo był tam w lepszych czasach - Bezimienny tak szczerze to nie interesował się nigdy zbytnio historią Rzeki, nie bardzo pamiętał poprzednich przywódców, nie słuchał o wielkich wojownikach czy kimkolwiek, kto się kiedyś czymś zasłynął. Ot, najważniejsze było tu i teraz, a tu i teraz było zwyczajnie przeciętne. - Więc dobrze dla niego, że udało mu się wyrwać - dodał po chwili.
- Noc to tylko przykład - skłamał, ale szczerze nie chciał wyjawiać jej za dużo o sobie. Wystarczająco już jej powiedział i sam nie wierzył, że nie ugryzł się w język wcześniej.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
- Uważam, koleżko, że porządny pogrzeb każdemu przysługuje. A w Gwiezdnych nawet nie wierzę, więc mam to gdzieś że nie będą mi potrzebne - kontynuowała tę głupią dyskusję. Bo mógł sobie wierzyć w co chce, jasne, ale pogrzeb z kwiatami to MINIMUM dla takiej piękności jak ona. Niech inni wiedzą, że umarł tu ktoś ważny, a nie pierwszy lepszy ktoś.
- Mój ojciec nie był głupi. Jedynie wszystko w świecie adorował i widział wszędzie wyłącznie dobro. Ale hm, nie wiedziałam, że Rzeka miała jakieś lepsze i gorsze czasy - rzuciła, boo to była nowość. Była pewna, że skoro klany istnieją od dawnych czasów to wszystko u nich dzieje się bez zmian. Wszystko stabilnie i w ogóle, a tu taki myk.
Tylko przykład, hmmmm gdzieś to już dzisiaj słyszała. A no tak, jej się wymsknęło, więc nie ma mowy, że jakiś pierwszy lepszy kot, który przyszedł mu na myśl. No ale dobra, niech mu będzie. - Mhhhm, przykład. No ale dobra, nie będę dopytywać jak nie chcesz mówić - dodała, okazując mu łaskę. Jakby chciał, to by powiedział, proste. I tak wystarczająco dzisiaj od niego usłyszała.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- A sobie nie wierz, tylko wiesz, koleżanko, twój grób będzie zależał ode mnie. Czekam po prostu aż mnie nawiedzisz po śmierci żeby mi jęczeć do ucha że ci kwiatka nie dałem. Czy ty mnie przypadkiem w ten sposób nie podrywasz? - zaśmiał się, choć doskonale na milion procent wiedział, że kotka jest po prostu zadufana w sobie, a nie zaczepia byłego rzeczniaka dla zabawy albo że jej się spodobał. W sumie ciężko by było, nie był w swojej topowej kondycji, zdecydowanie wyglądał lepiej.
- No nie wiem, chyba jednak był albo serio były lepsze czasy dla Rzeki, skoro dobrze wspominał. Ale widzenie wszędzie dobra to głupota - nie rozumiał tego, nie potrafił, szczególnie po tym, co działo się w jego życiu.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
- Uważam, typie, że za bardzo się zagalopowałeś ze swoimi wnioskami - wyrzuciła, wręcz emanując niechęcią, a na jej mordkę wrócił zniesmaczony wyraz pyska z wcześniej. Podrywać, tak jasne. W jego snach. Już wolała mieć ten grób z liści i mchu niż użerać się dalej z tym głupim samotnikiem.
- Może głupota, ale był super ojcem - wyznała. Bo Raniuszek serio, był ojcem jeden na milion, ale... Po prostu księżna nie mogła go zrozumieć. Samotnik pewnie też i dlatego nazwał jego sposób życia głupotą. No ale dobra, nie zwlekając więcej, rozciągnęła jeszcze raz długie łapy (tym razem pół dla pokazu, pół, bo rzeczywiście się tu zastała) i ostatni raz zwróciła się do kocura - Znudziło mi się to gadanie. Obyś nie zdechł szybko, bym to ja nie musiała kopać ci grobu. Pa - i tyle. Nie czekając na odpowiedź samotnika, wyminęła go i kontynuowała swoją wędrówkę wzdłuż rządu drzew. To było... dziwne spotkanie.
//zt?
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Ja tak nie uważam - wzruszył barkami, posyłając czarno-białej krótki uśmieszek. Tak właściwie, gdzieś wewnętrznie wiedział, że nie chciał mieć wcale nic wspólnego z kotką. I to nawet nie chodziło o tę konkretną, tylko każdą tak właściwie. Nie czuł tego. Zaczepianie Nurt nawet nie miało sensu, a jednak to zrobił.
- Wzajemnie, koleżanko, będę cię wypatrywał w razie czego - zasalutował jej łapą, odprowadzając jej sylwetkę wzrokiem, a następnie sam zwinął się w swoją stronę.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Dymny kocur wskoczył na płot odgradzający przyklanowe Ziemie Niczyje od Siedliska Koni, machając kilka razy ogonem, który przeciął powietrze ze świstem. Myślał, że kiedy przyjdzie co do czego, to będzie miał dylematy na temat tej decyzji, w sumie to trochę nawet na to liczył, jednak nie, wyglądało na to, że żadnych dylematów nie posiadał. Nie czuł się źle ze swoją decyzją, ani trochę… i nie czuł się źle z tym, że zostawia rodzeństwo w tyle. Klan najwidoczniej nie był dla niego, inni mieli rację, no cóż, w końcu trzeba było dojść do takich wniosków i zrobić to co musiało być zrobione. Borsucza Mordka nie odwrócił się nawet w stronę rodzimych ziem, nie spojrzał dramatycznie na oddalone tereny Klanu Wichru, z których przyszedł, nie. Syn Trawiastej Polany najzwyczajniej w świecie zeskoczył z płotu na stronę Siedliska Koni i pobiegł gdzieś w siną dal, nawet nie za bardzo jeszcze wiedząc gdzie, po prostu przed siebie.
//zt
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Kociak całkowicie przeciętnego wzrostu, o smukłej, harmonijnej budowie ciała. Jednak na tym jego przeciętność się kończy, bo z każdym mijającym dniem, na krótkiej, gładkiej sierści Szafrana coraz wyraźniej widoczne są rzadko spotykane w lesie układy znaczeń. Zaczynając od początku, jego futerko podstawowo można uznać za białe, jednak z wieloma ciemniejszymi znaczeniami, pokrywającymi ostatecznie większą jego część.
Na głowie widoczna jest swego rodzaju, bardzo ciemna, prawie czarna „maska” idąca między oczami i pod każdym z nich osobna, dalej przeradzająca się w pręgi, podobny odcień mają także uczy. Oba jego boki pokrywają rozety, wyraźnie odcinające się od jasnego tła, ale nie tak ciemne jak znaczenia na pyszczku tu kolor zatrzyma się na etapie brązu z odpowiednimi przejaśnieniami w ich centrach. Również łapy i ogon objęte są pręgowaniem, najciemniejszym przy ich końcach, później stopniowo dopasowujące się do tych na tułowiu.
Na mordce dobrze odznacza się nosek i oczy, teraz w barwie typowej dla wszystkich kociąt, a później jasnoniebieskie.
Mówił, że to zrobi już wiele razy. Wystarczająco dużo, żeby niektóre koty zaczęły go już pytać, czemu jeszcze w rzeczywistości nie wykonał swojego planu. Może dlatego zdecydował się zrobić to teraz, żeby udowodnić im, że od początku mówił poważnie. Być może zrobił to także dlatego, że jego mistrz, Borsucza Mordka, zniknął niedługo wcześniej z klanu, a Szafranowi absolutnie nie chciało się męczyć na treningu z kimkolwiek innym, kto mógłby nie zaakceptować tak łatwo jego pomysłu na to, jak to szkolenie powinno przebiegać. Być może wpływ na to miał też fakt, że mógł to być jeden z ostatnich dni, w których w coraz chłodniejszym lesie nie spadł jeszcze śnieg, sprawiając, że dalekie wyprawy dla nielubiących zimna kotów stałyby się jeszcze mniej przyjemne.
Jednak ostateczny powód, by to zrobić nie był tak istotny jak sam fakt, że rzeczywiście się to wydarzyło. Szafran opuścił tereny Wichru, dalej niż kiedykolwiek wcześniej i poszedł w kierunku, który powinien doprowadzić go do Osiedla Dwunogów. Gdzie, jak był pewny, czekało na niego życie zdecydowanie lepsze niż to, które mógł kiedykolwiek mieć w klanie Wichru.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Można by pomyśleć, że żyjąc poza klanem już od pewnego czasu, zacząłby się do tego przyzwyczajać. Rzeczywistość była jednak inna i każdy kolejny dzień jedynie uświadamiał go bardziej, że nie nadawał się do takiego życia. Nawet jeśli opatrzone przez medyka (którego wciąż w pełni nie rozumiał) rany zaczynały się goić, a częstotliwość kaszlu zdecydowanie się zmniejszyła, nie mógł powiedzieć, by naprawdę czuł się lepiej.
Pozostawało mu jedynie przemierzanie okolicy po raz kolejny, jakby tym razem coś miało się zmienić, jakby miało pojawić się przed nim najlepsze rozwiązanie wszystkich problemów albo chociaż jego brat, którego wciąż nie widział od momentu, gdy rozdzielili się wracając z Szepczącej Sadzawki. Szpon by go tak po prostu nie zostawił, więc co musiało się stać? Nie wiedział, nie wiedział, czy chce wiedzieć, czy jakiekolwiek rozwiązanie które przychodziło mu do głowy miało być prawdziwe, wszystkie myśli wydawały się płynąć zbyt szybko i prowadzić donikąd.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Myśli Skalistego Zbocza miały za chwilę zostać przerwane i rozproszone, a to wszystko za sprawą pewnej czarnej samotniczki, która też akurat kręciła się w pobliżu, radośnie podskakując. W końcu bowiem pogoda pooowolutku zaczęła się poprawiać. No, nadal było zimno, ale słoneczko już dawało nadzieję na cieplejsze dni świecąc coraz mocniej i dłużej; a to Kukułki lubią najbardziej. Jak jest ciepło, ale nie gorąco. Dlatego tak uwielbiała porę nowych liści i nadchodzące z nią temperatury oraz budzącą się do życia przyrodę. A co za tym szło... więcej piszczków! Akurat zapolowała niedawno, zjadła, więc i nie musiała zachowywać się specjalnie cicho, bo w najbliższym czasie nie zamierzała znów jeść.
Ale radosny bieg przerwało jej właśnie pojawienie się kota na horyzoncie - a że rozmawiać z kotami po prostu kochała, a dowiadywać się ciekawych rzeczy jeszcze bardziej - to zdecydowanie ruszyła w jego stronę, choć już nieco spokojniej, z szerokim uśmiechem na licu, by już z odległości nie było wątpliwości, że złych zamiarów to ona na pewno nie ma.
- Heej, mogę zająć chwilęę? - zagadnęła, bo i nie wiedziała, czy w ogóle kot, którego próbuje zaczepić nie jest jakimś niemiłym zrzędą i będzie jej się kazał odczepić.