Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
- DOBRZE. Jestem ciekawa, jak ty byś się czuł, gdybym ja zabiła kogoś kogo ty kochasz - mruknęła po chwili - Ej nie czekaj. Ty kochasz tylko swoją dumę - dodała już ciszej, ignorując następnie ich wszystkich. Miała dość. Nie chciała już tutaj być. Wolała jednak w spokoju wszystko przemyśleć, opłakiwać partnera. Tak szybko do obozu wrócić nie chciał. Co prawda miała w klanie jeszcze córkę, ale... ale to nie ona umarła. Musiała się zająć pochówkiem ukochanego, ale najpierw, wolała po prostu przy nim poleżeć. Zamknąć oczy, z których łzy leciały strumieniami. Zaczęła już nawet powoli wylizywać jego rany. Chciała się nim nacieszyć, zanim przyjdzie jej go zakopać. Nie chciała mu dać tak szybko odejść.
Nie wiedziała właściwie, ile czasu minęło od odejścia Bluszcz i tego POTWORA, który na nieszczęście był jej bratem. Teraz w sumie zaczęła żałować tego, co mu powiedziała, ale swoich słów cofnąć nie chciała. Zabił go. Ten drań go zabił. To jego wina. Tak na pewno, to wszystko było z jego winy. Leżała teraz dalej przy nim, wtulona w jego futro, które to już nie było tak zabrudzone krwią jak przedtem. - Nigdy o tobie nie zapomnę. Znowu musieli nas rozdzielić... To wszystko ich wina. Tylko ich - mruknęła po chwili do ciała kocura, mając nadzieję, że jeśli duch gdzieś tu jest, to ją usłyszy, nawet jeśli ona nie zobaczy. I wtedy właśnie zastrzygła uszami, czując obcy, ale znany zapach. Ten jednak nie był przyjemny. Obnażyła kły. Nie da sobie tak szybko zabrać jej partnera. Miała zamiar kopnąć samotniczkę, nie hamując nawet ani na trochę swojej siły. Niech spada na drzewo, bo dzisiaj nie miała humoru na walkę.
Księżyce: 102 Mistrz: Łani Krok Płeć: kotka Matka: Łani Krok Partner: uciekł Trwałe urazy: Tylko na psychice
Drobna, czarno-biała kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i ogonie. Ma również białe skarpetki na przednich łapach - tylko palce i na tylnych do połowy. Oczy ma błękitne.
Po śmierci ojca ciężko było jej się pozbierać, jednak teraz powoli wraca do życia. Radosna, sympatyczna kotka, uwielbiająca spędzać czas z najmłodszymi.
Lśniąca Sadzawka [KW] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Atak Ryk - 150% (krytyczny!) → [(19+14)-(7+10)*1½ = 24
Atak Jesionowej Kory - 150% (krytyczny) → [(16+10)-(8+16)*1½ = 3
Ryk rzuciła się na Jesion, nie szczędząc sobie siły. Córka Drobnego Ptaka z impetem uderzyła o ziemię, obijając sobie przy tym grzbiet, zostając tym samym przygnieciona przez byłą członkinię klanu Cienia. Sama jednak nie była w stanie zrobić jej większej krzywdy. Ot, smyrnęła ją łapami po brzuchu, nic więcej.
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆choćbylos sypałw oczy piach choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span> nawet tęczyjest potrzebnydeszcz więc <span class="plm1">nie możesz</span> terazpoddać się</div></div>
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Zmarszczyła pysk. Tamta nawet nie zaczęła się tłumaczyć, tylko chciała się bronić! Głupie stworzenie, które zabrało jej kogoś z JEJ listy, kogoś, kogo SAMA miała zabić, tak samo, jak Mrówczy Kopiec, jak Drapiące Gardło, jak wiele, wiele innych kotów. A Jesion i Markiz byli na samym jej początku, bo to PRZEZ NICH wyrzucono ją z klanu. - Dlaczego. Go. Zabiłaś - wysyczała przez zaciśnięte gardło, tak, jak się nauczyła, żeby być lepszą klanowiczką. Żeby być lepszą wojowniczką. A oni ją wyrzucili. Przez Jesion. - To była. Moja. Zdobycz - warknęła w jej kierunku, wbijając spojrzenie żółtych ślepi i wysuwając pazury, by już po chwili zamachnąć się swoją prawą kończyną w kierunku lewego oka WYBLAKŁEJ. - Był mój. Ja. Miałam go. Zjeść - dodała jeszcze, wpatrując się w tamtą z wściekłą miną. Chciała WYJAŚNIEŃ. Dlaczego Jesion odebrała jej coś, co się jej nie należało. Wszędzie wokół był smród innych kotów, które pewnie go zabiły. Albo i nie. Nieważne. Powinna go obronić i zasłonić swoim wychudzonym ciałem. Nie było na niej nawet ŚLADU po walce, a JEJ zdobycz leżała cała zakrwawiona.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Uderzyła grzbietem o ziemię, sycząc cicho z bólu. Nie miała ochoty na walkę, ale i tak musiała to robić. Czemu wszyscy chcieli zrobić jej na złość. Jakby Gwiezdni się na nią uwzięli. Halo mamo, Markiz, jeśli mnie słyszycie to pomóżcie mi wreszcie.
- JA? JA GO ZABIŁAM? - walnęła głośno w jej stronę, pokazując delikatnie kły - To NIE JA. Tylko MÓJ BRAT i JEGO terminatorka - wycedziła przez zęby, cały czas spoglądała w jej stronę. - Serio już jesteś tak GŁUPIA, że uważasz, iż byłam ZDOLNA do ZAMORDOWANIA SWOJEGO PARTNERA? - wysyczala po chwili. Chcąc uniknąć jej łapy, miała zamiar obrócić głowę w bok. Nie chciała aby ta ją uderzyła.
- ZJEŚĆ? Zwariowałaś!? - syknęła w jej stronę. Ta głupia, plugawa żmija, chciała zjeść jej partnera. Była nienormalna. Straciła zmysły.
Księżyce: 102 Mistrz: Łani Krok Płeć: kotka Matka: Łani Krok Partner: uciekł Trwałe urazy: Tylko na psychice
Drobna, czarno-biała kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i ogonie. Ma również białe skarpetki na przednich łapach - tylko palce i na tylnych do połowy. Oczy ma błękitne.
Po śmierci ojca ciężko było jej się pozbierać, jednak teraz powoli wraca do życia. Radosna, sympatyczna kotka, uwielbiająca spędzać czas z najmłodszymi.
Lśniąca Sadzawka [KW] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Córka Drapiącego Gardła zamachnęła, zamierzając poważnie uszkodzić gałkę oczną buro-rudej, jednak ta zdążyła poruszyć głową w bok, udaremniając atak Ryk. W wyniku tego, była członkini klanu Cienia jedynie wyrwała pazurami kłębek sierści z okolic oka swojej przeciwniczki. Zdarza się.
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆choćbylos sypałw oczy piach choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span> nawet tęczyjest potrzebnydeszcz więc <span class="plm1">nie możesz</span> terazpoddać się</div></div>
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Zmarszczyła pysk, słuchając wypowiedzi tamtej. To nie ona, tylko... jej brat. I jego terminatorka. Zaprzestała ataku, wpatrując się w tamtą. Jej brat. Czyli Olchowy Szept. Do tego akurat nic nie miała. Nie był głupi. Ale zabił JEJ zdobycz. Jej OBIAD. Warknęła ze złością, ale warkot ten był stłumiony przez jej zaciśnięte gardło. - Zawsze go. Broniłaś - zmarszczyła pysk, a Jesion mogła poczuć, jak mięśnie łap Ryk poruszają się, jakby ta chciała z niej zejść i ją tu zostawić. Weźmie sobie Markiza, żeby po śmierci, jako kot z Miejsca Gdzie Brak Gwiazd patrzył, że kota faktycznie DA się zjeść. - Jaka terminatorka - dodała, patrząc na tamtą i już, już miała z niej zejść, kiedy...
ZWARIOWAŁAŚ?
Z całej siły ponownie zamachnęła się w kierunku tego samego oka Jesionowej Kory, oczywiście nadal z wysuniętymi pazurami, marszcząc pysk. Jakim prawem takie wyblakłe ścierwo, przez które wyrzucono ją z klanu, odzywało się do niej w TAKI sposób? I jeszcze unikała, jak prawdziwy TCHÓRZ. A tchórzy Ryk nienawidziła najbardziej. - Cisza - warknęła, nadal zaciskając własne gardło i wpatrując się w tamtą ze złością, podczas, gdy ogon obijał się o pięty szylkretki.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
- Starałam się go bronić - odparła po chwili, machając nerwowo ogonem. Cały czas wpatrywała się je Ryk, swoimi żółtozielonymi tęczówkami. Serio? Ona myślała, że co, ona byłaby zdolna do zabicia Markiza? To jej partner. Jej ukochany. Jedyny, który dawał jakikolwiek sens jej życiu!
- JAKAŚ - odburknęła zaraz potem w jej stronę, pokazując dalej swoje kły. Nie miała zamiaru ich chować. Niech wie, że dzisiaj nie był odpowiedni moment, aby ją atakować. Nie teraz, ani w ogóle nigdy. Nie miała do tego prawa. Chwilę myślała, że już ta jest gotowa ją wypuścić, jednakże ponownie spróbowała ją uderzyć w oko, na co ta tym razem chciała odpowiedzieć szybkim podwinięciem pod siebie łap i kopnięciem kotki w brzuch z całej swojej siły.
- Sama się zamknij - dodała po chwili sycząc. Nie będzie jej słuchać. Ani teraz ani nigdy. To była tylko wywalona terminatorka, która nie potrafiła się dostosować. Pomijając jednak fakt, że Jesion sama teraz mogła zaliczać się do tych, co klan zdradzili, to nie zamierzała tego robić. Bo to nie ona zabiła Markiza, tylko jej brat. Tylko on był winny jego śmierci.
Księżyce: 102 Mistrz: Łani Krok Płeć: kotka Matka: Łani Krok Partner: uciekł Trwałe urazy: Tylko na psychice
Drobna, czarno-biała kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i ogonie. Ma również białe skarpetki na przednich łapach - tylko palce i na tylnych do połowy. Oczy ma błękitne.
Po śmierci ojca ciężko było jej się pozbierać, jednak teraz powoli wraca do życia. Radosna, sympatyczna kotka, uwielbiająca spędzać czas z najmłodszymi.
Lśniąca Sadzawka [KW] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Atak Ryk - 50% (słaby) → [(13+14)-(10+10)*½ = 3
Atak Jesionowej Kory - 50% (słaby) → [(9+10)-(10+16)*½ = 0
Ryk nie zamierzała odpuścić kocicy i ponownie zamachnęła się, celując w to samo miejsce. Niestety, omsknęła jej się łapa i ponownie wyrwała jej jedynie parę włosków, ale nic poza tym. Jesionowa Kora natomiast próbowała jakoś uderzyć przeciwniczkę, jednak bezskutecznie. Nie trafiła, nawet jej nie dotykając.
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆choćbylos sypałw oczy piach choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span> nawet tęczyjest potrzebnydeszcz więc <span class="plm1">nie możesz</span> terazpoddać się</div></div>
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Widać atakowanie oka słabeuszki nie miało sensu. Będzie musiała zmienić jego miejsce. Wyrwanie jedynie kłębka sierści rozsierdziło ją jeszcze bardziej - warknęła, unosząc łeb niczym łabędź. Starała się go bronić? Bronić, tak? - Nie umiesz. Obronić. Nawet. Siebie - warknęła ponownie. Jeszcze kilka słów i zacznie zdzierać sobie gardło, ale to nic. To nic. Dla takiej walki - było warto. Dla udowodnienia Markizowi, że koty MOŻNA jeść - było warto.
JAKAŚ. - Jaka - powiedziała, chcąc poznać konkretne imię. KONKRETNE. I tak się dowie, a jeśli nie, zacznie zabijać wszystkich terminatorów Klanu Cienia, jakich napotka. Jesionowa Kora nie mogła zapobiec zemście.
Sama się zamknij.
Tak chciała z nią rozmawiać? Z gardła kotki wydobył się głuchy warkot wściekłości, a jej mięśnie stężały w momencie, w którym przestała się już wahać, czy nie ocalić wyblakłej życia. Schyliła się w kierunku gardła głupiego ścierwa, planując złapać za nie zębami, wbijając w nie mocno swoje długie kły, a potem trzymać je, tak, żeby tamta nie mogła już tak głośno drzeć japy. Dzięki temu mogła jednocześnie mocno trzymać tamtą, jak i zadawać jej rany.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Nie reagowała już na tą durną zaczepkę. Nie, ona przynajmniej próbowała coś zrobić. Próbowała go ratować. Nie chciała mu nic zrobić nie jak Ryk. Ona była niebezpieczna, ale przy okazji ze pszczołami z mózgu. Tak, bo inaczej tego nazwać nie umiała. Po prostu chyba nie ogarniała, że zabijając, albo JEDZĄC koty, może mieć poważne kłopoty. I to nie byle jakie tylko ogromne kłopoty.
- JAKAŚ - powtórzyła ponownie, dalej nie chowając kłów, na razie jednak nie chciała z nich robić pożytku. Wolała zrobić coś innego. I to zdecydowanie. Bo może, bo lubi, bo chce. Na Gwiezdnych chodźcie tutaj i pomóżcie. Całe życie się starała. Może jednak Gwiezdni woleli aby one same rozwiązały ten konflikt...
Gdy tamta tylko się nachyliła, wiedziała, że to już nie przelewki. Ponownie spróbowała więc ją kopnąć, początkowo podkulając pod siebie łapy, aby wreszcie uderzyć z całej siły w jej brzuch. Nie mogła pozwolić, aby ta złapała ją za gardło. Po prostu nie mogła, a taki atak, zdawał się być najlepszym wyjściem na to, aby ją z siebie w końcu zrzucić i zadać ból.
Księżyce: 102 Mistrz: Łani Krok Płeć: kotka Matka: Łani Krok Partner: uciekł Trwałe urazy: Tylko na psychice
Drobna, czarno-biała kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i ogonie. Ma również białe skarpetki na przednich łapach - tylko palce i na tylnych do połowy. Oczy ma błękitne.
Po śmierci ojca ciężko było jej się pozbierać, jednak teraz powoli wraca do życia. Radosna, sympatyczna kotka, uwielbiająca spędzać czas z najmłodszymi.
Lśniąca Sadzawka [KW] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
No... prawie. Córka Mrówczego Kopca miała bardzo dobry plan, ale z wykonaniem było niestety nieco gorzej. Kocica ponownie źle wymierzyła cios, jedynie przejeżdżając zębami po szyi Jesionowej Kory, ale nie zrobiła absolutnie nic. Z kolei buro-ruda zrobiła dokładnie to samo co poprzednim razem. Źle wymierzała cios, nawet nie dotykając brzucha przeciwniczki.
Jesionowa Kora lvl: 4 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 43-4=39/75 | W: 39-3=36/55
• przerzuty 1/3
• od następnej tury celność obniżona o 2 z powodu spadku W
» rana 2. stopnia: mocne obicie grzbietu
» rana 0. stopnia: wyrwany kłębek sierści w okolicy oka
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆choćbylos sypałw oczy piach choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span> nawet tęczyjest potrzebnydeszcz więc <span class="plm1">nie możesz</span> terazpoddać się</div></div>
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Warknęła wściekle, teraz już nawet nie próbując się hamować. Jesionowa Kora otwarcie się jej stawiała, otwarcie sobie z niej żartowała, otwarcie udawała, że ma w tej sytuacji jakiekolwiek SZANSE. Ponownie zamachnęła się w kierunku oka kotki, tym razem jednak używając swojej lewej łapy, tak, by trafić w prawe ślepie szylkretki. Może, jak krew ją zaleje, zorientuje się, jak bardzo jest głupia. Oczywiście, nie chowała pazurów. Nie była taka, jak wyblakła, by uważać, że takie zachowanie cokolwiek da. Nie, to był ostatni dzień życia cienistej, umrze w tym samym miejscu, w którym umarł ten ścierwojad, z tym, że z całą pewnością nie zakopie ich obok siebie. Wiedziała, że to byłoby spełnienie żałosnych marzeń żałosnej kotki, a na to pozwolić sobie nie mogła. W przeciwieństwie do wyblakłej miała choć trochę rozumu.
I, w przeciwieństwie do wyblakłej, potrafiła walczyć.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Ponownie nie udało jej się zaatakować brzucha kotki. Przejechała po nim jedynie i to w sumie... Tyle. Czuła jednak, że dopada ją również zmęczenie, co nie było dobrą wróżbą do tej walki. Taka więc musiała się wziąć w garść. Wreszcie wyciągnąć pazury i kłów. Nie miała zamiaru marnować okazji a jedynie próbować jedną z łap kotki, swoimi szczękami. Niech wie, że teraz dopiero zacznie się prawdziwą walka. Walka na śmierć i życie. Jedna z nich musiała tutaj zginąć i to na pewno nie miała być córka Lamparciego Płomienia, tylko ta tutaj. Samotniczka. Zdrajczyni. Plugawa larwa, nie będąca nic wart i tylko przepełniająca przeludnienie. Nie chciała jej zabić, ale najwyraźniej kotka nie dawała jej wyboru.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Teraz walka zaczyna się na poważnie... prawie. Ryk ZNOWU źle wymierzyła atak, także zmiana atakującej łapy niewiele jej dała i wyrwała Jesion parę włosków z okolic oka, tyle że z drugiej strony. Zawsze coś. Natomiast Jesion, choć zmieniła taktykę, rezultat pozostał taki sam. Nawet czarno-rudej nie posmyrała.
Jesionowa Kora lvl: 4 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 39-4=35/75 | W: 36-3=33/55
• przerzuty 1/3
• celność obniżona o 2 z powodu spadku W
• od następnej tury statystyki obniżone o ¼ z powodu spadku HP o ½
» rana 2. stopnia: mocne obicie grzbietu
» rana 0. stopnia: wyrwany kłębek sierści w okolicy oka
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
To się robiło po prostu żałosne. Walka była marnowaniem czasu i przestawała być przyjemna. Powinna tamtą po prostu dobić - i to jak najszybciej. Nie warczała już, nie pokazywała, jak bardzo jest zadowolona, bo to, jak widać, nie miało sensu. Postanowiła być konsekwentna i jeszcze raz spróbowała przywalić w oko głupiej cienistej, która wpakowała się jej pod łapy niczym dwuksiężycowe kocię. Na wspomnienie takowego, które twierdziło, że ma je zanieść do jego własnej matki, zupełnie, jakby nie miało własnych nóg, poczuła powrót poprzedniej furii. Bękart Splątanego Futerka zachował się tak tuż przed tym, jak ją wyrzucili. A teraz tak samo zachowywała się Jesion. Jesion, która była w klanie, chociaż nie powinna, chociaż Ryk do niego nie należała. Chociaż pozwoliła porwać własnego kociaka, szlajając się nie wiadomo po co i gdzie.
Porządne klanowe koty trzymają się własnych ziem.