Logo Artemidy
Duży Grąd
Wystarczył jeden dzień, kiedy wybrałem się na ziemie niczyje, by zrobić rozeznanie i później móc z kimś pójść, pokazać mu ciekawe miejsca. Kiedy spacerowałem, próbując ułożyć sobie w głowie to co się ostatnio stało. Nie lubiłem działać w nieprzemyślany sposób, ale najwyraźniej ostatnio miałem pecha względem podejmowania decyzji. Moja niechęć do Bobrzycy sięgnęła zenitu, więc tym bardziej nie chciałem na nią natrafić, by przypadkiem nie stracić panowania nad sobą. Wiedziałem, że nie mam z nią szans. Nie byłem tak nierozsądny.
Gdy wreszcie znalazłem się z powrotem w obozie był późny wieczór. Było... cicho? Nie potrafiłem określić co dokładnie było nie tak. Poszedłem porozmawiać z Łasiczym Futerkiem, by od niej dowiedzieć się o rzeczach, które zmroziły krew w moich żyłach. Bluszczowy Wąs i Barszczowa Łapa zginęły w walce z lisem. Podobno były na wspólnym polowaniu albo patrolu. Zwykły pech, zdarza się. A jednak poczułem jakby ktoś wymierzył mi solidnego kopniaka w brzuch. Zaraz po tym otrzymałem kolejny cios, jakim była degradacja mojego taty. Zacisnąłem zęby, słuchając sprawozdania klanowej plotkary i mojej przyjaciółki, która zawsze wiedziała co się działo w klanie. W pewnym momencie z mojego gardła wydarł się gorzki śmiech; od czasu degradacji nie widziano rudego wojownika w obozie. Nie byłem zdziwiony. Wiedziałem, że w pewnym stopniu to była jego wina, w końcu nie potrafił zrezygnować. Jednak Barszcz była równie uparta, nie będąc w stanie przyjąć przeprosin i obietnicy poprawy. Ostatecznie ich spór nie miał sensu. To był drobiazg, który powinien zostać szybko zapomniany, a przez to Barszcz nigdy nie nauczyła się walczyć ani polować. Podziękowałem Łasicy za informacje i oddaliłem się do mojego legowiska, próbując tam to wszystko przemyśleć. Długo przewracałem się z boku na bok, nieustannie wałkując temat. Mój tata był taki głupi, jednak Barszcz również była totalnym mysim móżdżkiem. Czyżby Bluszcz postanowiła sama jej pokazać jak się poluje, stąd ich wspólne wyjście, które tak tragicznie się zakończyło? A może próbowała ją przekonać do treningu? Sam nie wiedziałem. Miałem ochotę zaśmiać się po raz kolejny, jednak będąc w otoczeniu innych kotów postanowiłem sobie darować. To wszystko było takie głupie. Wreszcie zasnąłem, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Obudziłem się w środku nocy z wrażeniem, że nie dam rady zasnąć po raz drugi. Podniosłem się na równe łapy, kierując się do wyjścia z obozu, jednak gdy do mojego nosa dotarł znajomy zapach, przystanąłem i zmarszczyłem brwi. Choć był ledwo wyczuwalny, wszędzie poznałbym woń własnego ojca. Postanowiłem nią ruszyć i z nim porozmawiać. Znając życie bardzo źle to przeżywał. Dobrze wypełniał obowiązki, ale najwyraźniej jedna terminatorka przesądziła o wszystkim. Nie uważałem, że cała wina leżała po czyjejkolwiek stronie. Każdy był tak samo winny. Nawet te koty, które zareagowały dopiero po fakcie, gdy mogły to zrobić dużo szybciej. Tak naprawdę tylko on i Bluszcz cokolwiek robili w tej sprawie. Jeśli inni byli tacy mądrzy, to czemu postanowili zwrócić na to wszystko uwagę dopiero, gdy ktoś umarł? Żmije, gniazdo żmij. Może i było to niemałą hipokryzją z mojej strony, ale byłem ostatnim kotem, który by się tym przejmował. W końcu byłem urodzonym hipokrytą i potrafiłem łgać jak z nut. Szczególnie gdy byłem wściekły, jak teraz. Układałem sobie w głowie to co zamierzałem powiedzieć tacie, gdy go zobaczę. Nie był bez winy, ale potrzebował mojej pomocy. Był silny, więc był przydatny, ale pogrążony w depresji mógł być mimo to bezużyteczny. Poza tym... pomimo pewnych różnic w poglądach wciąż był moim tatą. Na przestrzeni czasu udało mi się nawiązać z nim całkiem dobrą więź, mimo że zdarzało mi się kłamać albo wyolbrzymiać fakty również przed nim. Lubiłem z nim rozmawiać. W pewnym stopniu nawet szanowałem jego opinie, a gdy Bluszcz próbowała zwalić całą winę za trening Barszcz na niego, upomniałem ją, że bura szylkretka również była winna. To naprawdę miało duże znaczenie z mojej strony, w końcu nie broniłem byle kogo.
Słaba woń Wiewiórczego Ogona doprowadziła mnie poza granice, w kierunku Siedliska Koni. Czyżby kocur planował odejść z klanu? O nie, na to nie zamierzałem pozwolić. Mógł sobie być smutny, ale nie miał prawa nas zostawiać! Zacząłem biec, nim jednak na dobre się rozpędziłem, do mojego nosa dotarł duszący zapach kociej krwi oraz obca woń, na którą bardzo rzadko miałem okazję natrafić - dzik. Zwolniłem, czując jak moje serce zamienia się w kawałek lodu. Już wiedziałem co się stało i co zobaczę, gdy będę dalej szedł do przodu. Miałem rację. Zatrzymałem się nad ciałem mojego ojca, zaciskając z całej siły zęby. Wiewiórczy Ogon, nawet będąc zastępcą, nigdy nie był szanowany. Miał talent do podejmowania złych decyzji. A jednak był moim tatą oraz kotem, do którego zwracałem się w pierwszej kolejności w razie problemów. Nawet jeśli nie zawsze miał rację. Jednak... nawet on nie zasługiwał na taki los. A to wszystko wina jednej Barszcz. Zaśmiałem się gorzko; dzięki jednej kotce straciłem dwa koty, które wiele dla mnie znaczyły. Była uparta, była głupia i naiwna. Ja również byłem głupi, że w ogóle próbowałem. Mogłem przycisnąć tatę, by jednak dał sobie z nią spokój. Mogłem sam ruszyć dupę i zacząć ją uczyć, wtedy może nic z tego by się nie wydarzyło. Nie straciłbym mojej przyjaciółki oraz taty. Byłem zły na siebie, byłem zły na Barszcz, trochę mniej na Bluszcz i Wiewiórczy Ogon. Zmarszczyłem nos, czując jak się we mnie gotuje. Potrzebowałem zrzucić odpowiedzialność na kogoś, i tym kimś była właśnie Barszcz, z którą byłem mniej związany. Teraz jej naiwność i głupota przestały być dla mnie takie urocze jak kiedyś. Spojrzałem w niebo, na gwiazdy. Tym razem nie stłumiłem kolejnej fali śmiechu.
- Jeśli Gwiezdny Klan naprawdę istnieje, to mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał widzieć się w swoich snach, Barszczowa Łapo. Jesteś zadowolona z siebie? Przez ciebie nie żyje twoja siostra, a mój tata został zdegradowany i skończył... tak. Żałuję, że umarłaś, bo inaczej mógłbym ci to powiedzieć prosto w twarz i patrzeć, jak cierpisz - rzuciłem w przestrzeń, jednak nawet zrzucenie winy na burą szylkretkę nie przyniosło mi ulgi.
Poczułem niesmak na języku, więc splunąłem. Już mi przeszła ochota na śmianie się. Z grobową miną spojrzałem na ciało, a następnie pochyliłem się i zacząłem powoli czyścić je z krwi. Nigdy nie lubiłem jej zapachu, jej widoku. Trudno schodziła z futra. Zacząłem się irytować, gdy czas mijał, a brunatne plamy wciąż szpeciły ciało mojego taty. W końcu poddałem się i spróbowałem zarzucić go na swoje plecy, ale okazało się to dużo trudniejsze. Po wielu chwilach gimnastyki poddałem się i usiadłem, próbując uspokoić mój oddech. Zignorowałem łzy, które zaczęły spływać po moich policzkach. Czułem jakby moje wnętrze naraz płonęło i było kawałkiem lodu. Nie wiedziałem co zrobić, więc postanowiłem zostać tak przez jakiś czas, czuwając nad ciałem ojca. Nie miałem zamiaru go zostawić na pożarcie jakimś drapieżnikom. Miałem ochotę coś rozszarpać.
<center><table><tr><td>[Obrazek: O5u4QFO.png]</td><td> </td><td>
boli łeb i dzień mi umyka
tuż przed mym nosem trzaskają drzwi
mój bóg z ł y nie mówi o n i c nie pyta

- ̗̀ ★ SAM NIE WIERZY W NIC ★ ̖́-


coś się wierci w mej duszy....................
....................coś kotłuje się w g ł o w i e
jakby chciało się przebić na drugą połowę
w głowę walą jak w bęben słowa z ekranu

「xTRZEBA DUSZĘ OCZYŚCIĆx」
「xTYLKO POMAŁUx」


trzeba ciągle wiosłować wieczorem i r a n o........
........trzeba zraszać nadzieją to co jeszcze zostało
xxx
</td></tr></table></center>
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Spała sobie smacznie obok Wiewióra, jednak już dawno pozbyła się nawyku spania długi czas głębokim snem. Już tak od mniej więcej zniknięcia Pies, której nie była w stanie upilnować, aby siedziała na miejscu jak każdy inny kociak. Obudziło ją dotknięcie czyjegoś języka, ruszanie się ciała obok i w końcu brak tego znajomego ciepła, które dawał były już zastępca klanu Cienia, o czym dowiedziała się w głównej mierze z plotek. Łeb podniosła dopiero wtedy, jak rudy prawdopodobnie przekroczył już próg obozu. Chciała ponownie zasnąć czy nawet zostać i poczekać aż wróci, ale dziwne przeczucie kazało jej wstać i ruszyć za partnerem. Jako że była nieco zaspana, nie potrafiła dokładnie iść po śladach kocura, jednak w końcu go znalazła. Jednak okazało się za późno, teraz już wojownik Klanu Cienia leżał w kałuży krwi, gdzie czuwał nad nim Pluskający Potok, a wokół czuć było zapach dzika i śmierci. Widząc łzy na policzkach syna, na którego przeniosła na chwilę wzrok, zaczęła przeczuwać najgorsze. Jak to? Wielki pan zastępca, niepokonany wojownik i praktycznie najsilniejszy kot w klanie Cienia nie dał sobie rady? Im bliżej podchodziła do ciała, tym mocniej do jej głowy zaczęła wbijać się odpowiedź… Że tak. Nie dał. Poległ, przyjmując na siebie porażkę. Krogulec zacisnęła szczęki, czując, jak powoli budzi się w niej długo tłumiona przez wszystkie wydarzenia ostatnich księżyców wściekłość. Dopiero co się z nim pogodziła, a jakiś bzdurny drapieżnik ma czelność szylkretce go zabierać? Morskie oczy rozszerzyły się, zaś źrenice zwęziły, gdy próbowała jeszcze chwilę wstrzymać napływające, silne emocje, które pobudzały ją do działa.
- Szop. Umyj ojca. Nie zasługuje, żeby ktoś go widział w takim stanie. Czekaj na mnie, dołączę do ciebie – powiedziała dziwnie neutralnym tonem, który zakrawał niemal o lodowatość, jednak cały czas wzrok miała wlepiony w sylwetkę jednego z najbliższych kotów w jej życiu. O ile nie najbliższych. Nawet nie zauważyła, że zwróciła się do burego jego pierwszym imieniem, jakie sama z Wiewiórem mu nadała. Było ono krótsze i Krogulec jako matka bardziej kojarzyła swoje dzieci po ich kocięcych mianach niż wojowniczych, które brzmiały obco, pomimo napawania jej dumą. Przełknęła ciężko ślinę, wciągając w płuca powietrze i wymijając ich samych, nie zwracając uwagi na to, czy cokolwiek mówił. Jeśli starał się ją zatrzymać… Można to było porównać do prób zatrzymania przez mysz toczącego się ze skarpy drzewa, które zostało powalone przez straszliwą burzę i rzucone w ciemność przez porywisty wiatr. Wyczuła ostrzejszy zapach dzika i, niewiele myśląc, ruszyła jego śladem. Na pewno był gdzieś niedaleko. Nie pozwoli sobie na zgubienie tropu. Poruszała się szybkim biegiem, nawet jak na osobę bez ogona i to z natury dość wolną.
W końcu jest. Po jakimś dłuższym czasie dostrzegła odyńca, który miał jeszcze krew na swoich fajkach, czuć było od niego byłym zastępcą klanu. Wbiła na początku pazury w ziemię, aby nie zdemaskować swojej obecności, przykucnęła i pomyślała przez chwilę. Zamierzała się do niego podkraść, dlatego ugięła łapy, nie szorując brzuchem po ziemi, zwróciła uwagę, czy jest pod wiatr i zaczęła podchodzić do mordercy jej partnera z lekko pochyloną głową. Starała się iść bezszelestnie, by w ostatnim etapie odbić się od ziemi i postarać się wskoczyć na grzbiet dzikowi, by spróbować wbić zęby w jego twardy kark. Chciała go zabić. Chciała wyrządzić mu największe szkody, żeby cierpiał tak, jak Wiewiór. I tak jak cierpi teraz ona.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie spodziewałem się, że ktokolwiek przyjdzie, choć z drugiej strony właśnie tego chciałem, bo nie byłem w stanie sam przenieść ciała ojca. Jakaś część mnie zwyczajnie pogodziła się z tym, że będę musiał czekać do rana albo dłużej, albo wręcz samemu dociągnąć tatę do granicy i czekać na patrol. Nie chciałem go zostawiać. Nawet jeśli był głupi, był moim tatą. Nie zamierzałem pozwolić, by coś go zeżarło. Reszta rodziny na pewno chciałaby się z nim pożegnać. Ostra, Kieł, Żądło, Wirek... nawet mama i Pustułka. Nie był to jednak główny powód. To była tylko wymówka. Miałem cichą nadzieję, że przyjdzie coś, co - zwabione wonią krwi - będę mógł rozszarpać na strzępy. Czułem nieprzyjemne mrowienie w łapach i chciałem się go pozbyć. Jak najszybciej.
Tym, kto się pojawił, była Krogulczy Szpon. Otarłem łapą łzy i spojrzałem na nią, czując narastającą irytację, gdy kazała mi umyć ciało. Właśnie to zrobiłem! Nie moja wina, że krew była tak trudna to zmycia. Nim jednak zdążyłem jej to powiedzieć, ta ruszyła... w kierunku, w którym znajdowały się ślady dzika, gdzie znikała jego woń. "Dołączę do ciebie"? Co za brednie. Po raz kolejny we mnie zawrzało. Idiotka, mysi móżdżek. Kolejna, która zamierzała ich zostawić. Kłamca. Nie chciałem zostawiać ojca, ale równie bardzo nie chciałem mieć na głowie kolejnego ciała. Nie miałem ochoty tłumaczyć nikomu co się stało. Nadgonienie kocicy nie zajęło mi dużo czasu, miałem długie łapy. Potrafiłem szybko biegać, a moja kondycja była całkiem dobra.
- Nigdy nie sądziłem, że moja mama jest takim mysim móżdżkiem! Też chcesz nas zostawić?! PO MOIM TRUPIE - wrzasnąłem, robiąc susa w przód, by następnie całym ciałem wpaść w szylkretkę.
Nie było tajemnicą, że nie lubiłem się bić. Jednak nieprzyjemne mrowienie w łapach się nasiliło. To było zupełnie co innego niż ściganie słabszej od siebie samotniczki. Nawet nie chodziło o zatrzymanie Krogulec, odwrócenie jej uwagi od dzika. Po prostu potrzebowałem się wyładować. Ona zaś sama podsunęła się jak na talerzu.
<center><table><tr><td>[Obrazek: O5u4QFO.png]</td><td> </td><td>
boli łeb i dzień mi umyka
tuż przed mym nosem trzaskają drzwi
mój bóg z ł y nie mówi o n i c nie pyta

- ̗̀ ★ SAM NIE WIERZY W NIC ★ ̖́-


coś się wierci w mej duszy....................
....................coś kotłuje się w g ł o w i e
jakby chciało się przebić na drugą połowę
w głowę walą jak w bęben słowa z ekranu

「xTRZEBA DUSZĘ OCZYŚCIĆx」
「xTYLKO POMAŁUx」


trzeba ciągle wiosłować wieczorem i r a n o........
........trzeba zraszać nadzieją to co jeszcze zostało
xxx
</td></tr></table></center>
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie spodziewała się, że ktoś będzie mieć czelność ją zatrzymywać. Że tym kimś będzie jej rodzony syn. Zacisnęła zęby, czując, że nie zatrzyma nadmiaru emocji, które w sobie trzyma. Nie myślała logicznie, chciała znaleźć dzika i go sklepać za to, że zabił jej partnera. I nikt jej nie przeszkodzi. Nawet bury kocur nie był w stanie jej zatrzymać. Jeśli "nawet" było odpowiednim słowem, bo prawdopodobnie wcześniej i tak nie brałaby jego zdania pod uwagę. Jedyną osobą, która mogła jej wybić z głowy ten pomysł, był praktycznie Wiewiór... Był. Teraz była jedynie ona sama ze swoim zakutym łbem, do którego trafił dziwny pomysł i wojowniczka nie cofnie się przed jego realizacją.
- ODPUŚĆ SOBIE. Nie zdołasz mnie zatrzymać - warknęła dość głośno w jego stronę a widząc, że ten zamierza na nią zaszarżować, Krogulec również to zrobiła. Zamierzała całym swoim cielskiem uderzyć burego syna, co w pewnym sensie mogło jej się nawet dobrze udać. Szczególnie że była dużo silniejsza od szczupłego i prędzej wyćwiczonego w bieganiu syna. Pytanie tylko, czy dobrze wyceluje. Nie zamierzała jak na razie używać pazurów, pomimo że miała je w gotowości. Jednak jeszcze tyle samokontroli miała. Nawet w walkach z Traszkowym Grzbietem żadna z nich nie posunęła się do tego, żeby zadawać sobie głębokie rany.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Atak Pluskającego Potoku 150% 「krytyczny!」 → 「(9 + 3) - (14 + 6)]* 1½ = 0
Atak Krogulczego Szponu - 100% 「udany」 → (10 + 9) - (7 + 13) = 0

Zarówno Krogulczy Szpon, jak i Pluskający Potok działali pod wpływem emocji. W związku z tym, niewiele myśleli podczas atakowania siebie nawzajem, czego wynikiem było to, co się teraz stało. Żadne z nich się nie trafiło. Ot, minęli się w szarżach, jakby zamieniając się miejscami. To chyba znak, że to nie najlepszy pomysł.

Krogulczy Szpon
lvl: 6 | S: 9 (18) | Zr: 6(12) | Sz: 4(8) | Zm: 11 | HP: 85 | W: 65 - 3 = 62/65
○ przerzuty 0/5
○ statystyki obniżone o ½ z powodu niewyleczonej rany 2. stopnia

Pluskający Potok
lvl: 3 | S: 3 | Zr: 13 | Sz: 13 | Zm: 4 | HP: 55 | W: 60 - 3 = 57/63
○ przerzuty 0/2
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Znak? Plułem na znaki, szczególnie w tej chwili. Mój świat zawęził się do rozdzierającej mnie wściekłości, poczucia straty i innych emocji, których w tej chwili nie byłem w stanie nazwać. Zahamowałem z poślizgiem, gdy rozminęliśmy się z mamą. Zamierzałem rzucić się na jej grzbiet i wczepić w niego pazurami z całej siły. Nie obchodziło mnie to, że była ranna. W tej chwili nie liczyło się nic. Nigdy nie potrafiłem radzić sobie z negatywnymi emocjami, nie potrafiłem ich odpowiednio ukierunkować, stąd z resztą moje dawne kłótnie z rodzicami były dość poważne i płomień wściekłości tak długo się we mnie utrzymywał. Mama chciała zostawić naszą rodzinę, tak samo jak tata? O nie, nie zamierzałem na to pozwolić, choćbym miał wypruć jej flaki albo samemu skończyć w ten sposób. Jeśli zamierzała dalej być uparta, nie skończy się to dobrze dla nas obu.
<center><table><tr><td>[Obrazek: O5u4QFO.png]</td><td> </td><td>
boli łeb i dzień mi umyka
tuż przed mym nosem trzaskają drzwi
mój bóg z ł y nie mówi o n i c nie pyta

- ̗̀ ★ SAM NIE WIERZY W NIC ★ ̖́-


coś się wierci w mej duszy....................
....................coś kotłuje się w g ł o w i e
jakby chciało się przebić na drugą połowę
w głowę walą jak w bęben słowa z ekranu

「xTRZEBA DUSZĘ OCZYŚCIĆx」
「xTYLKO POMAŁUx」


trzeba ciągle wiosłować wieczorem i r a n o........
........trzeba zraszać nadzieją to co jeszcze zostało
xxx
</td></tr></table></center>
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szop nie zamierzał odpuszczać. Cóż, gorzej dla niego, bo jego matka również nie zamierzała. Pomimo że była osłabiona, co było widać po chwilowym opuszczeniu głowy i wzięciu paru ciężkich oddechów. Zjeżyła sierść na grzbiecie i karku, odciążając na moment tylną łapę, na której miała dość głębokie rany.
- Nie słyszałeś mnie?! - warknęła z rozdrażnieniem, wykonując gest machnięcia ogonem swoim parocentymetrowym kikutem. Widząc, że syn chce się odbić i wczepić w grzbiet, podniosła łapę i próbowała wycelować nią w pysk. Chciała po prostu uderzyć Pluska, który widocznie za bardzo się zapomina, nie wyciągała pazurów, ale nie szczędziła siły. Pomimo że była osłabiona jeszcze przez poprzednią walkę z borsukiem, nie zamierzała odpuścić ani tej walki, ani polowania na dzika, który zabił Wiewióra. Do jej głowy nie przyszła na razie żadna myśl, która by podpowiadała lepsze rozwiązanie sytuacji. Szczególnie że aktualnie była zaślepiona ogromem emocji, które toczyły wewnątrz niej wewnętrzną walkę, a Krogulec nie mogła znieść więcej całego napięcia, jakie niosła ze sobą jej obecna sytuacja.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Atak Pluskającego Potoku - 0% 「nieudany」 przerzut 150% 「krytyczny!」 → 「(16 + 3) - (13 + 6)]* 1½ = 0 XD
Atak Krogulczego Szponu - 100% 「udany」 → (13 + 9) - (8 + 13) = 1

Walka gladiatorów. Pluskający Potok źle wymierzył atak i nawet nie dotknął grzbietu matki, podobnie jak jakiejkolwiek innej części jej ciała, a czekoladowo-ruda w zamian dotknęła syna łapą w policzek. Widać, że oboje działali pod wpływem emocji i nie potrafili się na niczym skupić.

Krogulczy Szpon
lvl: 6 | S: 9 (18) | Zr: 6(12) | Sz: 4(8) | Zm: 11 | HP: 85 | W: 62 - 2 = 60/65
○ przerzuty 0/5
○ statystyki obniżone o ½ z powodu niewyleczonej rany 2. stopnia

Pluskający Potok
lvl: 3 | S: 3 | Zr: 13 | Sz: 13 | Zm: 4 | HP: 55 - 1 = 54/55 | W: 57 - 2 =55/63
○ przerzuty 0/2
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nie obchodzi mnie to! Po moim trupie to PO MOIM TRUPIE - warknąłem, gdy opadłem z powrotem na ziemię po źle wymierzonym skoku. - CO CI DA TAK BEZSENSOWNA ŚMIERĆ?! Chcesz nas tylko OSIEROCIĆ! GŁUPIA EGOISTKA! - Zignorowałem łzy, które zaczęły spływać po moich policzkach.
Mój oddech był nieregularny, jednak nie ze zmęczenia. Mój umysł wciąż był jakby przykryty mgłą, pełen irracjonalnych i sprzecznych myśli oraz emocji, które wytrącały mnie z równowagi, jednak niemożność wymierzenia solidnego ciosu powoli, aczkolwiek skutecznie studziła mój zapał do rozszarpania kocicy na drobne kawałki. Jednak nie oznaczało to, że zamierzałem pozwolić mamie ruszyć za dzikiem. Jak pomyślałem o moich siostrach, szczególnie tych młodszych, które mogłyby bardzo mocno cierpieć przez tę stratę...! Może i miałbym to gdzieś, gdyby chodziło tylko o mnie, może i byłbym w stanie pozostać w miejscu, co najwyżej krzycząc za mamą, że skoro tak jej zależy, to SUPER, NIECH PÓJDZIE SIĘ ZABIĆ, nie zamierzałem iść po jej ciało! Jednak nawet jeśli moja relacja z szylkretową kocicą była pełna dziur, nie odnosiło się to do tej części rodzeństwa, która miała dla mnie znaczenie. Już i tak stracili ojca. Pociągnąłem głośno nosem i spiąłem się do kolejnego susa w przód, zamierzając wbić zęby w przednią łapę kocicy. Może tym razem mi się uda. Miałaby za swoje, za próbę porzucenia nas.
<center><table><tr><td>[Obrazek: O5u4QFO.png]</td><td> </td><td>
boli łeb i dzień mi umyka
tuż przed mym nosem trzaskają drzwi
mój bóg z ł y nie mówi o n i c nie pyta

- ̗̀ ★ SAM NIE WIERZY W NIC ★ ̖́-


coś się wierci w mej duszy....................
....................coś kotłuje się w g ł o w i e
jakby chciało się przebić na drugą połowę
w głowę walą jak w bęben słowa z ekranu

「xTRZEBA DUSZĘ OCZYŚCIĆx」
「xTYLKO POMAŁUx」


trzeba ciągle wiosłować wieczorem i r a n o........
........trzeba zraszać nadzieją to co jeszcze zostało
xxx
</td></tr></table></center>
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czuła, jak opuszki łap przesuwają się ledwo po burym policzku, na co zmarszczyła bardziej pysk, podnosząc górne wargi i odsłaniając potężny arsenał zębów. Nie tak to miało wyglądać. Miała uderzyć mocno tak, żeby wojownik nie mógł za nią pobiec.
- A kto powiedział, że ZAMIERZAM PRZEGRAĆ? - odwarknęła w kierunku syna, a jej oddech również był nieregularny. Być może częściowo ze zmęczenia, które nie opuściło kocicy po walce z borsukiem, być może przez ogrom negatywnych emocji, jaki obecnie odczuwała. Fakt, że nie potrafiła trafić Pluska, nie działał na jej korzyść. Wewnątrz ciała kocicy cały czas bulgotała złość i frustracja. Nie mogła nic poradzić na to, że nie potrafi wycelować. Nie poradzi nic na to, że jest za słaba, żeby cokolwiek zrobić. Może pójście tutaj z tym ugryzieniem na łapie nie było dobrym pomysłem? Może trzeba było zostać w obozie i nie wychylać z niego nosa tak, jak to zwykle robi, gdy ma na ciele opatrunki? Jednak nie mogła się bezczynnie przyglądać temu, że coś zabiło jej partnera, z którym niedawno się pogodziła, który ruszył jak ostatni idiota przed siebie na tereny niczyje, gdzie nawet nikt nie mógł mu pomóc. Klan Cienia ma dużo wojowników, razem by na pewno pokonali zagrożenie, ale nie, musiał oczywiście wyleźć do tego Dużego Grądu, gdzie nikt nie miał szans w porę zobaczyć, co się dzieje. I dlaczego? No właśnie nie wiadomo, a teraz już nigdy się nie dowiedzą. Krogulec oczywiście słyszała, że Wiewiór został zdegradowany z rangi zastępcy, ale to nie był powód, żeby wystawiać się na zagrożenie i pozwolić sobie na stratę życia. I kto tu był z nich egoistą? Widząc, że zęby syna kierują się w stronę łapy, starała się uderzyć nią w pysk. Celowała głównie w nos, jako że to był jeden z bardziej bolesnych punktów, w jakie mogła teraz uderzyć.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Atak Pluskającego Potoku - 150% 「krytyczny!」 → 「(14 + 3) - (15 + 6)]* 1½ = 0 XD
Atak Krogulczego Szponu - 150% 「krytyczny!」 → 「(17 + 9) - (6 + 13)]* 1½ = 11

Cóż. Ataki Pluskającego Potoku pozostawały bez zmian - w dalszym ciągu nie były wymierzone, niecelne. Tym razem jednak udało się Krogulczemu Szponowi. Podniosła swoją masywną łapę i przejechała nią po pysku syna, zostawiając płytki, acz krwawiący ślad ciągnący się od nosa, aż do lewego policzka. Zaczyna się robić niebezpiecznie.

Krogulczy Szpon
lvl: 6 | S: 9 (18) | Zr: 6(12) | Sz: 4(8) | Zm: 11 | HP: 85 | W: 60 - 3 = 57/65
○ przerzuty 0/5
○ statystyki obniżone o ½ z powodu niewyleczonej rany 2. stopnia

Pluskający Potok
lvl: 3 | S: 3 | Zr: 13 | Sz: 13 | Zm: 4 | HP: 54 - 11 = 43/55 | W: 55 - 2 = 53/65
○ przerzuty 0/2
• rana 1. stopnia: płytki ślad po pazurach ciągnący się od nosa do lewego policzka; krwawi (-1HP do końca walki)
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie ważne ile siły wkładałem w ciosy, nie byłem w stanie nawet zadrasnąć mamy. Słowa, które padały z jej pyska tylko pogarszały sytuację. Nie zamierzała przegrać? Ha, ciekawe jak! Tata był silnym wojownikiem, a mimo to poległ. Jaką miała nadzieję na pokonanie wielkiego zwierza będąc ranną? Idiotka.
- Ja! Jeśli tata przegrał, to jaką szansę TY możesz mieć na wygraną?! - prychnąłem, marszcząc nos i brwi niemal do granic możliwości.
Nim zdołałem(bezskutecznie) wgryźć się w łapę Krogulczego Szponu, zalała mnie fala bólu, gdy jej pazury przejechały po moim pysku. Szczerze... nie spodziewałem się tego. Pogrążony w bólu i wściekłości nie myślałem o tym, że cokolwiek może mi się stać w trakcie naszej walki. Moje mięśnie zesztywniały na moment, aż ból przeszedł w zwykłe pieczenie. Podniosłem drżącą łapę i jej grzbietem przejechałem po nosie, rozmazując odrobinę krwi, która wydostała się poza skórę. Co ja tak właściwie robiłem, atakując jak oszalały lis równie oszalałą mamę? Nie tylko ona była idiotką. Wbrew mojej woli łzy napłynęły mi do oczu. Ugh.
- Rozumiem, że zamierzasz zabić mnie tylko po to, by później następnie samej dać się zabić? Tata z całą pewnością byłby z ciebie dumny - powiedziałem niskim głosem. - Jego ciało wciąż tam leży. Nie dam rady go przenieść sam. Patrole nie wędrują tak daleko. Chcesz pozwolić, by lisy rozszarpały to co po nim zostało? - Wysunąłem język i zlizałem resztki krwi z nosa, chcąc zabić gorycz, którą czułem w ustach.
Stałem wciąż przed mamą, najeżony i gotów do zagrodzenia jej drogi. Najwyraźniej to mnie przypadła rola bycia tym nieco rozsądniejszym, gdy wreszcie się odrobinę ogarnąłem. Żałosne. Nienawidziłem tracić kontroli nad sobą. Napiąłem przednie łapy tak mocno, aż moje pazury wbiły się w ziemię.
- Spójrz prawdzie w oczy - jesteś ranna. Nie dasz rady nawet zadrapać tego dzika. Nasza... nasza relacja nie była zbyt dobra przez długi czas, ale nie oznacza to, że życzę ci śmierci. - Wziąłem głęboki oddech, czując jak słowa zaczynają stawać mi w gardle. - Tutaj są koty, które wciąż ciebie potrzebują. Ale najwyraźniej potrzebujesz zabić własnego syna i samą siebie, by to dostrzec. - Uśmiechnąłem się cierpko, patrząc prosto w turkusowe oczy kocicy. - Atakuj śmiało, ja nie zamierzam zmieniać zdania.
Nie spieszyło mi się do grobu, ale mimo odzyskania częściowej kontroli nad sobą nie byłem w stanie tak po prostu odpuścić. Nie lubiłem, gdy coś nie szło po mojej myśli, a ostatnio aż zbyt często z tym się spotykałem. Uniosłem wargi, odsłaniając zęby, i wbiłem w mamę wyzywające spojrzenie. Jeśli kocica planowała dalej ruszyć w bezmyślną pogoń za dzikiem, zamierzałem po raz kolejny rzucić się w kierunku jednej z jej łap, chcąc chwycić za nią zębami; jeśli planowała uderzyć po raz kolejny, byłem gotów uskoczyć w bok. Chyba, że była skłonna pozostać chociaż przez jakiś czas w bezruchu i kontynuować naszą... rozmowę.
<center><table><tr><td>[Obrazek: O5u4QFO.png]</td><td> </td><td>
boli łeb i dzień mi umyka
tuż przed mym nosem trzaskają drzwi
mój bóg z ł y nie mówi o n i c nie pyta

- ̗̀ ★ SAM NIE WIERZY W NIC ★ ̖́-


coś się wierci w mej duszy....................
....................coś kotłuje się w g ł o w i e
jakby chciało się przebić na drugą połowę
w głowę walą jak w bęben słowa z ekranu

「xTRZEBA DUSZĘ OCZYŚCIĆx」
「xTYLKO POMAŁUx」


trzeba ciągle wiosłować wieczorem i r a n o........
........trzeba zraszać nadzieją to co jeszcze zostało
xxx
</td></tr></table></center>
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Było to dość żenujące, że Szop nie dał rady wycelować w ranną kocicę bez ogona, nawet pomimo tego, że była praktycznie dwa razy starsza i ćwiczyła od urodzenia.
- Mógł mieć zwykłego PECHA. ZWŁASZCZA, jak ostatnio utracił CAŁĄ WOLĘ WALKI — odpowiedziała, podnosząc ton do praktycznie krzyku w niektórych momentach, dając się ponieść emocjom praktycznie całkowicie. Prawdopodobnie nie zareagowałaby nawet na to, że właśnie przesunęła pazurami po pysku własnego syna, gdyby nie to, że zaczął mówić. Ciężko oddychając, słuchała uważnie słów burego kocura, początkowo mając napięte mięśnie i nie dopuszczając do siebie żadnych logicznych myśli przez mgłę emocji, jaka zasnuła umysł, gdy zobaczyła martwego Wiewióra. Wbiła pazury w ziemię, hamując się od natychmiastowego ataku, pomimo że zaciekła dusza wojowniczki kazała jej nie przestawać zadawać ciosów. Udało się raz, uda się i następny. I następny. Do momentu, w którym nie wygra. Dopiero wytknięcie tego, że była już od jakiegoś czasu ranna, a łapa nie miała nawet czasu się zagoić, a ciało zregenerować, nieco ostudziło zapał Krogulec do zabijania dzika, który miał czelność rozszarpać jej partnera. Pysk córki Traszkowego Grzbietu jeszcze bardziej się zmarszczył, mięśnie napięły się tak, jak niemal w momencie, w którym miała się rzucić na swojego przeciwnika, aby zadać mu ostateczny cios. Pozwoliła, aby z zaciśniętego gardła wydobył się głuchy warkot, nim ostatecznie wzięła oddech, nieco odpuszczając napięcie. Nie cierpiała tego uczucia, gdzie zostaje poniżona przez to, że się myli. Że ktoś inny ma rację, wytykając jej prosto w twarz to, że jej sposób myślenia jest upośledzony, spowodowany wyłącznie nadmiarem emocji. Była ranna i słaba, ledwo miała szansę w starciu ze swoim synem, a co dopiero z dzikiem, który pokonał byłego zastępcę. Nie cierpiała, kiedy ktoś inny miał rację, podczas gdy ona jej nie miała i musiała się do tego przyznać. Pokora, którą nabyła podczas księżyców odbywania kary, w takich momentach zanikała, pozwalając, by powrócił stary charakter Krogulec, który jedyne, co robi, to powoduje błędy, z którymi konsekwencjami musiała się potem mierzyć.
- Masz rację — powiedziała po wzięciu głębszego oddechu, pozwalając mięśniom prawie całkowicie się rozluźnić, a wargom opaść, tak samo, jak głowie. Nie zamierzała kontynuować tej walki, dlatego bury wojownik nie musiał się niczego obawiać.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tak, oczywiście, mógł mieć pecha. Każdy miał pecha jak stanął twarzą w twarz z agresywnym dzikiem. Zacisnąłem z całej siły zęby, z trudem powstrzymując się od kolejnych uszczypliwych komentarzy. W środku byłem gotów do przepychanki słownej, dalszej części walki, czegokolwiek. Nawet jeśli mrowienie w moich łapach już nie było tak silne, a zmęczenie powoli wdzierało się do mojego umysłu. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień, bleh. Jakaś część mnie chciała, by to wszystko się skończyło, ale ta większa była gotowa do dalszej akcji. Moja łapa drgnęła, gdy mama otworzyła pysk... tylko po to, by po chwili opaść na ziemię. Och. Nie byłem pewien, czy takiego rezultatu właśnie oczekiwałem po tym wszystkim. Przypomniał mi się spacer, podczas którego pogodziłem się z tatą. Wtedy było dokładnie tak samo. Na tę myśl poczułem, jakby w jednej chwili uszło ze mnie całe powietrze. Pozwoliłem mojej sierści powoli opaść na miejsce, ale nie ruszałem się wciąż z punktu, w którym stałem, niepewny jak sytuacja potoczy się dalej. Nie spodziewałem się, że mama tak szybko odpuści. Wciąż zachowywałem czujność. Skoro jednak wydarzenia przybrały taki obrót, postanowiłem przełknąć moją dumę i zrezygnować ze złośliwych komentarzy. Gdy emocje zaczęły opadać, jedyne co pozostawało to zmęczenie i niechęć do samego siebie, za to jak łatwo straciłem panowanie nad sobą. Znów przejechałem językiem po lewej stronie pyska, czując metaliczny smak krwi. Dowód mojej lekkomyślności. Wziąłem kilka głębokich oddechów, chcąc się upewnić, że w większej części odzyskałem kontrolę nad sobą.
- W takim razie pomóż mi przenieść ciało taty... proszę. Nie zasługuje na bycie pożartym przez lisy - powiedziałem cicho, zerkając w kierunku miejsca, gdzie poległ Wiewiórczy Ogon. - Trzeba będzie zorganizować specjalne patrole, by upewnić się, że dzik nie wróci w okolice Klanu Cienia - dorzuciłem po krótkiej chwili, mrużąc lekko oczy.
Nie chciałem, by moje siostry oraz Wirka spotkał los podobny do taty. Oni również na to nie zasługiwali. Wszystkich innych mógł szlag trafić i bym się tak bardzo nie przejął. Spojrzałem prosto w oczy Krogulczego Szponu. To jak?
<center><table><tr><td>[Obrazek: O5u4QFO.png]</td><td> </td><td>
boli łeb i dzień mi umyka
tuż przed mym nosem trzaskają drzwi
mój bóg z ł y nie mówi o n i c nie pyta

- ̗̀ ★ SAM NIE WIERZY W NIC ★ ̖́-


coś się wierci w mej duszy....................
....................coś kotłuje się w g ł o w i e
jakby chciało się przebić na drugą połowę
w głowę walą jak w bęben słowa z ekranu

「xTRZEBA DUSZĘ OCZYŚCIĆx」
「xTYLKO POMAŁUx」


trzeba ciągle wiosłować wieczorem i r a n o........
........trzeba zraszać nadzieją to co jeszcze zostało
xxx
</td></tr></table></center>
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie spodziewała się, że bury kocur powściągnie się od uszczypliwości, których mógłby z całą pewnością rzucać masowo w kierunku Krogulec. Miłe zaskoczenie, jednak nie przebiło się przez masę negatywnych uczuć, chociaż zostało dostrzeżone. Emocje z każdym wziętym ciężkim oddechem opadały, szylkretka musiała zacisnąć pysk, aby wspomóc się tym drobnym gestem w utrzymaniu równowagi, by nie upaść pod ciężarem własnego ciała. Była zmęczona dzisiejszym dniem, który praktycznie nawet się nie zaczął. Wciągnęła powietrze w płuca, ponownie się prostując i kierując wzrok morskich ślepi na syna. Skupiała się obecnie na zadaniu, jakie zostało jej powierzone. Pomoc w przeniesieniu ciała. Nie chciała skupiać się na uczuciach, nie w obecnej chwili. Dopiero co opanowała panującą wewnątrz burzę, gdy ponownie skupi się na chaosie, który zapanował po wichurze, nawet po tornadzie, mogło to ciągnąć za sobą opłakane skutki. Skierowała spojrzenie najpierw na wojownika, by potem przenieść go na martwego, po czym ruszyła dość ciężkim krokiem w stronę rudej sierści. Poczuła, jak gardło się zaciska, ponownie z nadmiaru odczuwanych emocji. Uświadomiła sobie, że już nigdy nie porozmawiają. Nigdy już go nie wyzwie, nie będą toczyć ze sobą starć słownych, nie pójdą razem na patrol czy spacer po terenach. I spotkają się dopiero po jej śmierci, a wyglądało na to, że ta nie chce zbyt szybko przyjść.
- Porozmawiam z Płomykówkowym Lotem o tym — powiedziała, starając się nadać głosu bezlitosny, neutralny ton, przepchnąć składne zdanie przez ściśnięte gardło, które nie chciało wypuścić żadnych normalnie brzmiących słów. Nie do końca się to udało, wyczuwalne było drżenie, jednak starała się, jak mogła. Teraz musiała być oparciem dla rodziny. Śmierć ojca wycelowana jest w młodszy miot, który go lubił i kochał, ale wojowniczka nie wykluczała też, że dotknie ona chociaż trochę też te starsze dzieci. Wsunęła ciało pod jedną łapę byłego zastępcy, by móc wziąć go na grzbiet. Wiewiór był masywny, jednak córka Traszkowego Grzbietu była silna i prawdopodobnie, gdyby miała ogon i w pełni sprawną łapę, sama przeniosłaby trupa do obozu. Teraz jednak musiała zwrócić się o pomoc.
- Pomóż mi. Sama nie dam rady — powiedziała do Pluskającego Potoku, gdyby w takiej sytuacji tylko stał i się przyglądał. Spacer do obozu będzie długi. Bardzo długi. Na dodatek okropnie męczący i wyniszczający. Jednak przynajmniej będzie mieć czas, aby to wszystko przemyśleć. Musieli się przygotować do drogi, oboje.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości