Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Szczupła, niska, potargana; sucha, atletyczna budowa uwydatnia rozbudowaną muskulaturę. Ruda w czarne plamy. Na pysku, palcach i brzuchu białe łaty. Oczy jadowicie zielone, w lewym zez rozbieżny. Na lewej łopatce szpetna blizna, na piersi blizna po pazurach.
krzykacz i buntownik
Rogata Łapa, Piaszczysta Łapa
Bo nie jesteś warta takiego miłosierdzia, warknęła w myślach, jednak na zewnątrz? Nie dała rady powiedzieć niczego przez zatrzaśnięte jak imadło szczęki. Jej zęby zazgrzytały nieprzyjemnie i był to jedyny dźwięk, jaki z siebie wydała, poza nieprzyjemnym, gardłowym pomrukiem przypominającym warkot, który wydobył się z jej gardzieli, gdy Wichura zaczęła się śmiać. Mogła ją zabić. W tym momencie przyciśnięcie jej gardła do ziemi i wbicie pazurów w jej krtań nie powinno stanowić problemu. Jej życie umknęłoby bardzo szybko pod naporem siły Żubrzego Gardła, które kryło się w filigranowym, niepozornym ciele gromowej zastępczyni.
- Bo jestem gromiakiem, a nie bezmyślnym mordercą - odparła cierpko. Obserwowała później w milczeniu, jak jej była mistrzyni odwraca się i odchodzi, chwiejnym krokiem znikając gdzieś za drzewami stanowiącymi Duży Grąd. Zmrużyła ślepia, a gdy zniknęła jej z oczu, pochyliła głowę, biorąc głęboki wdech, a następnie unosząc ją, po prostu wrzasnęła, a w jej skrzekliwym, ochrypłym krzyku żółć nienawiści i pogardy mieszała się z bólem, jaki przygniatał jej płuca i serce. Nie tak to miało wyglądać. Nie tak miała się zachowywać. Nie tak to wszystko miało się skończyć.
Pochyliła znów głowę i wbiła wzrok we własne łapy; czujnie nadstawionymi uszami nasłuchiwała krzyku ptaków, przepłoszonych przez jej własny wrzask. Przełknęła gulę, jaka stanęła jej w gardle i wyprostowała się dumnie.
- Niech cię szlag - warknęła w bliżej nieokreślonym kierunku, gdy zatoczyła ogonem zamaszystą ósemkę. Nie pozostało jej nic innego jak oddalić się z powrotem na ziemie Klanu Gromu. Nic tu po niej.
Nie chciała tu być i nie chciała patrzeć za siebie, na miejsce, w którym zniknęła rudofutra banitka.
Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
Niegdyś każda niesprawiedliwość, nawet ta wymierzona wobec obcych, bodła ją w moralność, a teraz? Jest zobojętniała na czyjąś krzywdę i pogrążona w nieczułej apatii. Żywe serce, ze względu na przebytą drogę i doświadczenia, zamieniło się w kanciastą skałę, skutą dodatkowo grubą warstwą lodu, co by przebicie się do uschniętego wnętrza nie było za łatwe. Córka Kolorowego Wiatru zdecydowanie wydoroślała i nie widać w niej praktycznie żadnych pokładów dawnej buntowniczości oraz młodzieńczego zapału do wykazania się przez przyjaciółmi. Jest chłodna, niezwykle zdystansowana i obiektywna, a każdą informację przetrawia kilka razy, nim podejmie decyzję, by przypadkiem nie popełnić żadnego błędu przeszłości. Ma w sobie pokłady surowego wigoru i wymaga od kotów znacznie więcej, niż dotychczas (...)
Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Dzień był mroźny, pochmurny i wyjątkowo nieprzyjemny, kiedy snułam się przez Duży Grąd pierwotnie bez celu, a później, gdy wiatr przyniósł do moich nozdrzy słodki zapach zwierzyny, w ramach polowania. Pożywienia było coraz mniej, lecz jako wprawiona w swoim fachu wojowniczka Klanu Gromu potrafiłam o siebie zadbać, ba, dbałam o cały Klan, więc dla siebie jednej miałabym niczego nie schwytać?
Na ugiętych łapach, z ciałem blisko ziemi, szłam pod wiatr, cicho i ostrożnie, używając każdej możliwej osłony, by gołąb, siedzący na niewielkiej skale, mnie nie zauważył. Nie byłam jakoś szczególnie głodna, lecz kiedy życie daje Ci okazję, aż żal z niej nie skorzystać.
Mogłam sobie to wszystko odpuścić i skierować prosto na terytorium Klanu Gromu, by domagać się obecności Trzmielej Gwiazdy i widzenia, ale przecież nie musiałam się spieszyć, czyż nie? Byłam niezależna i dobrze sobie radziłam, a dzień różnicy w tak wielu ksiezucach nieobecności... huh. Niewielka różnica.
/Tnąca Łapa
✦ ✦ ✦ go ahead,you'vetakenmedownnow giveme,giveme,giveme,givemewhatyoudon't know go ahead,.,,.,.takeme alloutnow get this,get thisintoyourgame
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Tnąca Łapa jak tylko otrzymał przyzwolenie od matki na samodzielnie wychodzenie z Obozu, a co za tym idzie zwiedzanie terenów, od razu przystąpił do wycieczek. Świadomie i z wielką satysfakcją przekroczył Granicę Klanu Cienia i znalazł się na Ziemiach Niczyich. Czuł się dziwnie. Taki wolny, bez granic. Zawieja rozejrzał się dookoła i wziął głęboki oddech, po czym zakaszlał. To wszystko przez te mroźne powietrze. Odkąd się urodził dni robiły się coraz chłodniejsze i ogólnie pogoda stawała się coraz gorsza. Niby Tnąca Łapa jest świadom zmieniających się pór roku, jednak nie przypuszczał, że to takie nie fajne. Zimno, ponuro, co tu dużo gadać. Z przemyśleć Tnącą Łapę wyrwała czyjaś postać znajdująca się w pozycji łowieckiej. Zawieja zatrzymał się i zaczął przyglądać się kotce. Jaka ona jest śliczna! Ma kremowomleczne futerko w takie wyjątkowe cętki! A oczy? Niczym niebo! Zawieja był pod wielkim wrażeniem tej zgrabnej i eleganckiej istoty. Chciał jakoś zagadać do niej, ale po zapachu zorientował się, że jest bezwartościową samotniczką o nie wiadomo jakim pochodzeniu. Podsumowując brudna krew i nie ma, co dla niej tracić czasu. Mimo swoich rozterek syn Olchowego Szeptu ostatecznie zdecydował się zagadać. Podszedł nieco bliżej, uniósł głowę do góry i starał się dobrze prezentować. - Witaj! Polujesz?- powiedział najgrzeczniej jak potrafił i obojętnym wzrokiem zmierzył kotkę.
Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
Niegdyś każda niesprawiedliwość, nawet ta wymierzona wobec obcych, bodła ją w moralność, a teraz? Jest zobojętniała na czyjąś krzywdę i pogrążona w nieczułej apatii. Żywe serce, ze względu na przebytą drogę i doświadczenia, zamieniło się w kanciastą skałę, skutą dodatkowo grubą warstwą lodu, co by przebicie się do uschniętego wnętrza nie było za łatwe. Córka Kolorowego Wiatru zdecydowanie wydoroślała i nie widać w niej praktycznie żadnych pokładów dawnej buntowniczości oraz młodzieńczego zapału do wykazania się przez przyjaciółmi. Jest chłodna, niezwykle zdystansowana i obiektywna, a każdą informację przetrawia kilka razy, nim podejmie decyzję, by przypadkiem nie popełnić żadnego błędu przeszłości. Ma w sobie pokłady surowego wigoru i wymaga od kotów znacznie więcej, niż dotychczas (...)
Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Szelest, trzask, słowa.
Tak, słowa... ciut za głośne i ciut za bardzo skierowane do mnie, lecz nic nie mogłam na to poradzić, zwłaszcza kiedy uderzenie serca po nich usłyszałam jedynie trzepot gołębich skrzydeł i tak oto mój potencjalny obiad osty i ciernie wzięły. Westchnęłam ciężko i powolnie się podniosłam, by zmierzyć delikwenta, który wszedł mi w drogę, pytającym spojrzeniem. Nie trwało to długo, nim spotkałam spojrzenie jego zielonych oczu, gdy trwałam w milczeniu, a zaraz później poczułam delikatny zapach Klanu Cienia. Tyle wystarczyło, by mój żołądek zawinął się w ciasną i bolesną pętelkę. To było moje pierwsze zderzenie z klanowym kotem, odkąd wróciłam z podróży - z klanowym kotem, który nie przebywał na wygnaniu, a każdy swój dzień spędzał w obozie, wypełniając te same obowiązki, co niegdyś wypełniałam je. W dodatku było to spotkanie z Cieniem, który ze swojego łona wyrzygał wielenaście księżyców temu Trującą Łapę. Cóż za podłe, okrutne i niepoprawne rozporządzenie losu, z którym musiałam się właśnie zmierzyć. Tragedia. Zacisnęłam zęby i majtnęłam lekko ogonem w powitalnym, acz skromnym geście, bo na więcej nie było mnie stać przez te... emocje. - Witaj - młodzieńcze - Już nie, jak widać - a to wszystko jest tylko i wyłącznie Twoją winą, hałaśliwego jenota, który postanowił grać mi na nerwach. Mimo szargających mną emocji, obijających się od niezrozumienia do rezygnacji, uśmiechnęłam się lekko, choć nie sięgnęło to moich oczu, które pozostawały lekko przymrużone w swej chłodnej, apatycznej i eleganckiej manierze. Mimo wszystko czułam, jak moje mięśnie wzdłuż kręgosłupa spinają się lekko, a pazury u swej podstawy mrowią, sygnalizując pełną gotowość do działania. Klan Cienia był tajemniczy. Cichy. Skryty. Z ich strony lasu nigdy nie dopływały do nas nader obfite wieści, ba, więcej wiedziałam o Wichrze, z którym nasza granica się nie stykała.
✦ ✦ ✦ go ahead,you'vetakenmedownnow giveme,giveme,giveme,givemewhatyoudon't know go ahead,.,,.,.takeme alloutnow get this,get thisintoyourgame
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Dopiero po chwili Tnąca Łapa zorientował się, co głupiego zrobił. Piękna kotka polowała, a on pozbawił ją właśnie posiłku. Gołąb odleciał sobie i już raczej go nigdy nie zobaczą. Zawieja zrobił niewinną minkę i przez chwilę myślał, że zaraz zostanie zaatakowany przez swoje nieudolne myślenie. Gdy kotka mierzyła go wzrokiem, czuł się niezręcznie. Przeważnie to on ocenia swoim, krytycznym i pogardliwym wzrokiem, a tu sytuacja się odwróciła, co bardzo mu się nie spodobało. Zawieja parę razy uderzył ogonem o ziemię i starał się zachować spokój. Chciał prezentować się jak najlepiej i, żeby samotniczka w pewnym stopniu go doceniła, a najlepiej jakby rzuciła jakimś komplementem. - Spoko, możesz kontynuować i udawać, że w ogóle mnie tu nie ma- zareagował uprzejmie, choć cały się wewnątrz gotował przez nie miłą uwagę cętkowanej kotki. Tnąca Łapa powoli mrugnął oczami, machnął parę razy elegancko ogonem i wziął głęboki oddech. - Jak ciebie zwą?- zapytał delikatnie uśmiechając się. Ogólnie miał mnóstwo pytań do nieznajomej, skąd pochodzi, jak to się stało, że jest samotniczką, jak jej się żyje, ale starał się powstrzymywać i zachowywać się jak na szlachetnego kota, czystej krwi przystało. Chciał wyjść na dżentelmena i zrobić dobre pierwsze wrażenie.
Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
Niegdyś każda niesprawiedliwość, nawet ta wymierzona wobec obcych, bodła ją w moralność, a teraz? Jest zobojętniała na czyjąś krzywdę i pogrążona w nieczułej apatii. Żywe serce, ze względu na przebytą drogę i doświadczenia, zamieniło się w kanciastą skałę, skutą dodatkowo grubą warstwą lodu, co by przebicie się do uschniętego wnętrza nie było za łatwe. Córka Kolorowego Wiatru zdecydowanie wydoroślała i nie widać w niej praktycznie żadnych pokładów dawnej buntowniczości oraz młodzieńczego zapału do wykazania się przez przyjaciółmi. Jest chłodna, niezwykle zdystansowana i obiektywna, a każdą informację przetrawia kilka razy, nim podejmie decyzję, by przypadkiem nie popełnić żadnego błędu przeszłości. Ma w sobie pokłady surowego wigoru i wymaga od kotów znacznie więcej, niż dotychczas (...)
Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Uważnie obserwowałam ruchy jego ciała i wszelkie możliwe grymasy na delikatnie zarysowanym pysku, lecz te pojawiały się wyjątkowo rzadko i były najpewniej podświadomie, nie licząc tej nerwowej kity. Och, królewiczu, Ty się irytujesz? To ja powinnam się irytować, jako że zniszczono mi polowanie, lecz tego nie robiłam, a próbowałam obrócić całą sytuację w kierunek, który będzie mi najwygodniejszy. Na chwilę obecną zrobiło się po prostu zabawnie, choć nie śmiałam się za głośno, nie śmiałam się wcale, lecz musiałam młodemu przyznać, swoimi staraniami dostarczał mi nie lada rozrywki. Cóż za interesujący typ. - Teraz? Kiedy przepłoszyłeś pół lasu? - uniosłam wyżej kąciki pyska, posyłając mu dwuznaczny uśmiech z którego nie dało się wyczytać ani ciepła, ani chłodu. Moja krew zawrzała, kiedy poczułam palącą i niezwykle rozkoszną chęć prowokacji. Chciałam go pchnąć. Mocno, daleko i głęboko, tuż nad skraj przepaści, a następnie prosto w nią, by przekonać się, jak wiele potrafi znieść, nim skończy z tym swoim miłym tonem. Wydawał się jednakże szczerze zainteresowany, a ja zainteresowaniem nigdy nie pogardzałam, nawet jeśli od dawna nie łechtało mojego ego i było tylko sympatycznym spędzeniem wolnego czasu. - Lamparcia Cętka - powiedziałam donośnie i melodyjnie, nie wahając się ani uderzenia serca. Nigdy nie porzuciłam swojego wojowniczego miana. Nie byłam głupia. Zawsze nosiłam je z dumą i zawsze było ważną częścią mnie, nawet jeśli miastowe koty próbowały ukrócać je i zniekształcać, bądź wymyślać coś zupełnie nowego. Nigdy nie zrozumiem kotów, które po odejściu z klanu, nawet dobrowolnym, okrzykują siebie Nocami, Mrokami, Cieniami, Śmierciami, Kośćmi czy Krwią. Tak jakby tego rodzaju imię miało zmienić to, w jaki sposób są odbierani przez otoczenie. Tak jakby tego rodzaju imię miało być cenniejsze od własnego, na które ciężko się pracowało. - A Ciebie? Nie wyglądasz na starego - i doświadczonego - Terminator? Młody wojownik? - odbiłam piłeczkę, trzepnąwszy rozerwanym uchem.
✦ ✦ ✦ go ahead,you'vetakenmedownnow giveme,giveme,giveme,givemewhatyoudon't know go ahead,.,,.,.takeme alloutnow get this,get thisintoyourgame
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
O nie! Na takie oskarżenie nie mógł sobie pozwolić! Jakie pół lasu! Przecież zachowywał się w miarę cicho i powiedział raptem dwa słowa! Przepłoszył jedynie tego głupiego gołębia! Tnąca Łapa z chęcią założyłby się, że w okolicy na pewno jest jeszcze jakaś zwierzyna. Co prawda nie ma jeszcze zielonego pojęcia o polowaniu i braku pożywienia w Porze Nagich Drzew, ale i tak chętnie by się pokłócił. Zawieja widząc uśmiech kremowomlecznej kotki, nie widział jak ostatecznie interpretować jej komentarz. Żartuje? Ma do niego żal, jest zła? Weź tu zrozum płeć piękną! - Nieprawda! - zaprzeczył słowom kotki. Niestety, tylko na tyle było go stać w tym momencie. Nie miał żadnego konkretnego argumentu, aby podważyć jej słowa, ale na pewno pokornie nie przyzna się, że może mieć ona rację.
Lamparcia Cętka? Brzmi wojowniczo. Zawieja zaczął mieć podejrzenia, że nowa znajoma musiała należeć kiedyś do Klanu, gdyż raczej sama nie nazwałaby się tak. Zazwyczaj j samotnicy mają jeden człon w imieniu. Tnąca Łapa kiwnął głową przyjmując ten fakt do wiadomości. Zawieję bardzo korciło, aby przedstawić się jakimś wojowniczym imieniem i po prostu poudawać starszego, bardziej doświadczonego osobnika. Wyprostował się dumnie i wypiął pierś do przodu. Już miał wypowiedzieć swoje nowe imię, kiedy w porę ugryzł się w język. Wiedział, że kłamstwo szybko wyjdzie na jaw. Na treningu oprócz walki niczego więcej nie przerobił. Jego wiedza jest bardzo skromna i przy najbliższej okazji może wpaść we własną pułapkę. A później jak będzie walczył ze swoją niewiedzą i wymyślać różne głupotki, to kotka będzie miała z niego niezły ubaw, a na to w życiu nie pozwoli! - Tnąca Łapa- odparł pewnym tonem głosu. - Syn Olchowego Szeptu i Ciemnej Toni. Dwójki bardzo szanowanych i wysokiej pozycji kotów- kontynuował już cały napuszony. Uwielbiał chwalić się swoim szlachetnym pochodzeniem i ogólnie rodzicami. Uważał, że oni wszyscy są wyżej w hierarchii niż inni.
Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
Niegdyś każda niesprawiedliwość, nawet ta wymierzona wobec obcych, bodła ją w moralność, a teraz? Jest zobojętniała na czyjąś krzywdę i pogrążona w nieczułej apatii. Żywe serce, ze względu na przebytą drogę i doświadczenia, zamieniło się w kanciastą skałę, skutą dodatkowo grubą warstwą lodu, co by przebicie się do uschniętego wnętrza nie było za łatwe. Córka Kolorowego Wiatru zdecydowanie wydoroślała i nie widać w niej praktycznie żadnych pokładów dawnej buntowniczości oraz młodzieńczego zapału do wykazania się przez przyjaciółmi. Jest chłodna, niezwykle zdystansowana i obiektywna, a każdą informację przetrawia kilka razy, nim podejmie decyzję, by przypadkiem nie popełnić żadnego błędu przeszłości. Ma w sobie pokłady surowego wigoru i wymaga od kotów znacznie więcej, niż dotychczas (...)
Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Cóż za wyniosłe żachnięcie się... i choć nie miałam na to ochoty, tak nie zdążyłam powstrzymać chichotu, który wyrwał się z mojego gardła i nie tylko poniósł się echem po okolicy, ale także mnie zaskoczył. No kto by pomyślał, że sama sobie mogę sprawiać niespodzianki? Uśmiechałam się jeszcze przez uderzenie serca sama do siebie, lekko, z elektryzującym poczuciem rozbawienia, lecz po chwili się opamiętałam i zagryzłam wnętrze policzka, żeby jakoś się uspokoić i powrócić do swojego kamiennego i spokojnego jak wielkie jezioro wyrazu. Co za dużo to niezdrowo. - Łapeczka, uroczo - mruknęłam zadziornie, po czym uniosłam wyżej uszy, gdy zaczął opowiadać o swoich rodzicach, huh, to dopiero tupet - Tak? Nie znam - westchnęłam beztrosko - A wysoka pozycja należy się Płomykówkowej Gwieździe, o ile mnie pamięć nie zawodzi, och, chyba że któryś z Twoich rodziców wygryzł jej zastępcę, kiedy wyparowałam - śmiało, Tnąca Łapo, czyżbym o czymś nie wiedziała? Właściwie to kilka księżyców nieobecności mogło zostawić w mojej głowie jakieś ochłapy starej i nieaktualnej już wiedzy, nawet jeśli tu i ówdzie słyszałam od samotników jakieś wieści.
✦ ✦ ✦ go ahead,you'vetakenmedownnow giveme,giveme,giveme,givemewhatyoudon't know go ahead,.,,.,.takeme alloutnow get this,get thisintoyourgame
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Zawieja stawał się coraz bardziej poirytowany zachowaniem Lamparciej Cętki. Nie widział w swoim zachowaniu nic śmiesznego, toteż zmierzył pogardliwym wzrokiem kremowomleczną kotkę. Nie rozumiał, dlaczego śmieje się z niego. Na szczęście po chwili ogarnęła się, na co Tnąca Łapa pytająco podniósł brew. Kiedy tylko usłyszał drwinę, to miarka się przebrała! Trzepnął zdenerwowany ogonem i odsłonił pazury. - Ja ci dam łapeczka!- fuknął gniewnie. Jak ona mogła go tak znieważyć! O nie! Tak się nie będziemy bawić! - Z łapeczki to ty możesz oberwać!- zagroził. Jego pokłady cierpliwości właśnie się wyczerpały. Już nie miał zamiaru udawać dżentelmena, choć do tej pory bardzo się starał. Uważał, że ta samotniczka nie jest warta niczyjego szacunku. Po prostu totalne zero, na które najlepiej nie zwracać uwagi. - Wiesz, mówiąc wysoka pozycja nie miałem na myśli rangi, tylko szacunek i poparcie innych kotów- wytłumaczył spokojnym tonem głosu. Chciał, aby kotka była świadoma z jakiej znakomitej rodziny pochodzi i nie zamierza się w żaden sposób poddawać. Udowodni jej, że jego geny, a co za tym idzie on, jest dużo lepszy.
Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
Niegdyś każda niesprawiedliwość, nawet ta wymierzona wobec obcych, bodła ją w moralność, a teraz? Jest zobojętniała na czyjąś krzywdę i pogrążona w nieczułej apatii. Żywe serce, ze względu na przebytą drogę i doświadczenia, zamieniło się w kanciastą skałę, skutą dodatkowo grubą warstwą lodu, co by przebicie się do uschniętego wnętrza nie było za łatwe. Córka Kolorowego Wiatru zdecydowanie wydoroślała i nie widać w niej praktycznie żadnych pokładów dawnej buntowniczości oraz młodzieńczego zapału do wykazania się przez przyjaciółmi. Jest chłodna, niezwykle zdystansowana i obiektywna, a każdą informację przetrawia kilka razy, nim podejmie decyzję, by przypadkiem nie popełnić żadnego błędu przeszłości. Ma w sobie pokłady surowego wigoru i wymaga od kotów znacznie więcej, niż dotychczas (...)
Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Jakaż byłam irytująca, wredna, nieprzyjemna, okrutna, bezczelna, chamska, znieważająca i po prostu... najgorsza. Albo Tnącej Łapie w dupie się poprzewracało, albo to Olchowy Szept oraz Ciemna Toń roznosili jakieś felerne geny. Jeśli terminator chciał wypaść przy mnie dobrze, musiałam go rozczarować, jako że staczał się na samo dno. Kij w tyłku? Dostaniesz też jednego prosto w gardło. Podeszłam do niego bliżej, tak, że niemalże stykaliśmy się nosami, po czym zmarszczyłam swój i przeszyłam jego zielone oczy spojrzeniem swoich błękitnych, chłodnych jak lód. - Śmiało, Tnący, podnieś na mnie swoją łapę. Zobaczymy wtedy ile jest wart terminator Klanu Cienia w starciu z wojownikiem Klanu Gromu - pokaż swą odwagę, niewzruszony lwie, och, zakładałam jednakże, że zaraz zleciałoby się tu dwieście jego pobratymców, magicznie przechadzających się akurat poza granicami, bądź magicznie sprawdzających szelesty po stronie, która nie powinna ich interesować - bardzo typowe i bardzo psujące zabawę. Dmuchnęłam mu w nos, po czym odwróciłam się na pięcie i ruszyłam tam, gdzie kroki mnie początkowo prowadziły - do domu. Na granice, które niegdyś patrolowałam. Dość szlajania się po łąkach i lasach, które należały do nikogo. - Jeśli Twoi rodzice są tak samo sztywni jak Ty i mają siebie za władców samego Gwiezdnego Klanu to obawiam się, iż mojego szacunku i poparcia nigdy by nie pozyskali - rzuciłam przez ramię. Dno i wodorosty. Również nie zamierzałam być miła. Nie dla kogoś, kto regularnie szczał na moją dobrotliwość i oczekiwał, że będę tańczyła tak, jak mi zagra. Nie w ten sposób, synu nikogo-ważnego. Cofnęłam uszy do tyłu i ściągnęłam barki, oddalając się od cienistego kocura, nie zważając na jego jazgoty, groźby i zapluwanie się lepką śliną, mały kogucik. Szczenięta zawsze kłapały zębami ochoczo, a później dorosłe psy musiały ratować im skórę, typowe. Nie byłam jednakże głupia, a księżyce spędzone w wielkiej cytadeli wżarły we mnie nawyk zachowywania ostrożności, dlatego też gdyby jednak był głupi i zaatakował... rozpłatałabym mu pysk pazurami. Nic dodać, nic ująć.
/Zt?
✦ ✦ ✦ go ahead,you'vetakenmedownnow giveme,giveme,giveme,givemewhatyoudon't know go ahead,.,,.,.takeme alloutnow get this,get thisintoyourgame
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Zawieja stał spokojnie, kiedy Lamparcia Cętka do niego podeszła. Serce biło mu bardzo szybko i ogólnie zaczął czuć strach, jednak jego duma nie pozwalała mu tego okazać. Myślał, że zaraz oberwie od kotki, toteż napiął wszystkie mięśnie i uważnie ją obserwował, aby w razie czego zrobić unik czy dokonać kontrataku. Gdy tylko Lampart się odezwała, Tnąca Łapa przełknął głośno ślinę. Stał właśnie nos w nos z doświadczoną wojowniczką, w tym przypadku walka na pewno skończyłaby się boleśnie. Zawieja wytrzymał wzrok błękitnych oczu kotki i w milczeniu oczekiwał rozwoju sytuacji. Nagle kotka odwróciła się na pięcie, na co syn Olchowego Szeptu odetchnął z wyraźną ulgą. Oczywiście, był rozczarowany swoją postawą i tym, że nie odważył się tak po prostu sprać zwykłej samotniczki, ale cóż, może kiedyś się jeszcze odegra za jej drwiny! Szylkretowy kocur wstał i już miał ruszać, kiedy Lamparcia Cętka jeszcze śmiała się odezwać. Spojrzał na nią gniewnie i i nie omieszkał odpyskować. - Lisi bobek! Nie masz o niczym pojęcia!- odkrzyknął. Następnie wstał i ruszył w kierunku Klanu Cienia. Miał już dość zwiedzania Ziem Niczyich, mimo, że dopiero wyszedł na wycieczkę. Lamparcia Cętka popsuła mu humor i całkowicie wytrąciła z równowagi. Przez nią cały dzień jest teraz do niczego. - A mam cię pod ogonem!- burknął sam do siebie i nagle dostrzegł kamień, który popchnął, aby rozładować swoją frustrację. Również jedno z drzew na Granicy stało się ofiarą jego pazurów. I tak Tnąca Łapa cały naburmuszony wrócił do Obozu.
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
W końcu to się stało! Po księżycach bezcelowego poznawania obozu, który znałam już na pamięć, obchodzenia granic i każdego, nawet najmniejszego skrawka terenu Klanu Cienia, wyczuwając okazję, przemknęłam na Ziemię Niczyje. Czy to zbrodnia? A gdzie tam. Byłam dorosła, umiałam walczyć, polować i takie inne pierdoły. Zresztą, wrócę do obozu. To jedynie chwilowy wypad na rozprostowanie kończyn! Na terenach klanowych zaczynało mi się robić duszno. Dopiero kiedy przekroczyłam granicę i do moich nozdrzy wpadł znany, śmierdzący zapach Niczyich... Poczułam, jak wlewa się we mnie wolność. Wolność, której nie doceniałam, jednak nie tęskniłam za nią tak, że opuściłabym dla niej las. Bez przesady! Owszem, łapała mnie nudna rutyna, jednak cóż. Dom to dom. Po coś tu zamierzałam i dążyłam do otrzymania rangi wojownika. Żałość, jaką okrywało mnie moje obecne imię, popychała mnie do działania i motywowała do ukończenia treningu jak najszybciej. Krogulczy Szpon miała mi w tym pomóc. To jednak nie zmienia faktu, że bez wahania przekroczyłam granicę i wystrzeliłam na małą zabawę poza obóz. Czy ktoś mi zabroni? Nie. Zapolowałam, zjadłam, co miałam — teraz wolne i zabawa. Nie miałam 8 księżyców na karku i potrafiłam o siebie zadbać. Kilka dodatkowych blizn wcale nic mi nie ujmie. Mam wrodzony urok osobisty! Z bliznami, czy bez!
Ruszyłam w kierunku Siedliska Koni, które wspominałam najcieplej. Dlaczego? Jak tu jakoś dotarłam, przywitali mnie całkiem znośnie. Mieli też dobre myszy, a ludzie nie kręcili się tam zbyt często. Jedynym minusem były te biegające beczki w postaci koni. Jednak ani mi się śniło znów je obserwować. Wstrętne, przerośnięte i płochliwe myszy! Dotarłam do Dużego Gradu i...zatrzymałam się, wciągając powietrze w nozdrza. Świetne miejsce na rewir, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Nie byłam samotnikiem! A szkoda, pachniało całkiem dobrymi piszczkami. Gęsty las, pełno mchu, jakieś chwasty, trochę grzybów — ciekawy teren! Spokojnie sunęłam pomiędzy drzewami, aż w końcu wskoczyłam na jedno o dziwnie powyginanymi pniaku. Położyłam się na brzuchu, wyciągając przednie łapy, a ogon o białej końcówce majtał beztrosko.
O słodka woni wolności...
/Bocian!
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Długie księżyce włóczęgostwa zmieniły niegdyś wysokiego kocura o wysportowanej sylwetce. Wciąż jest wysoki, lecz boki ma zapadnięte, futro krótkie, matowe i w niektórych miejscach zaznaczone drobnymi bliznami po kocich bójkach. Kiedyś gęsta, śnieżnobiała sierść teraz nieco straciła na jakości, lecz nadal kot ten jest jednym z najjaśniejszych stworzeń, całkowicie zakamuflowany swą barwą na śniegu.
To, co go wyróżnia, to intensywnie niebieskie oczy, jasnoróżowy, porysowany kocimi pazurami nos oraz długi, potężny ogon.
Ślepia zatraciły kpiący wyraz, dla odmiany wiejąc buntowniczym i zgorzkniałym chłodem, opowiadając historię o nieszczęśliwych czasach spędzonych samotnie, bez jakichkolwiek sojuszników, które zmieniły kocura na jeszcze gorsze. A może... były wstępem do odmiany swojego losu?
Jak można było się spodziewać, skłonności do włóczęgi tylko się nasilały, aż w końcu kocur przepadł zupełnie, pochłonięty własnymi sprawami. Zapomniał o klanie, zapomniał o rodzinie, goniąc za przygodami. Nie miał zamiaru dłużej choćby udawać przed mistrzem jakiekolwiek zainteresowanie treningiem. Miał gdzieś własny klan, pozbawiony jakichkolwiek wartości. Zatruty zazdrością, z poczuciem niezrozumienia i krzywdy. Głęboko się przeliczył.
Na wolności zgorzkniał, stał się oschły i jeszcze bardziej samotniczy, nie potrzebujący nikogo, jak mu się wtedy zdawało. W głębi nieszczęśliwy, lecz zbyt dumny, by przyznać się do błędu, uparcie dążący wybraną przez siebie ścieżką. Sfrustrowany życiem, które wyglądało inaczej niż mu się wydawało. Gdzieś na głębinach serca pozostało w nim jeszcze coś... co powstrzymało go przed całkowitym stoczeniem się na dno. Tyle wystarczyło, by kocur wreszcie zrobił rachunek sumienia i uczynił coś, co powinien był zrobić już dawno.
Wciąż nie mógł w to uwierzyć! Szedł otępiały, nawet nie patrząc, gdzie stawia swe kroki. Wielka złość szalała w jego duszy. Co on sobie myślał? Czemu... czemu nie posłuchał tej samotniczki? Miała jednak kocica rację, trzeba było z zimną krwią kłamać, wrobić Trzmielą Gwiazdę w jakąś wymyśloną historyjkę! Chociaż ten pewnie nie przyjąłby go i tak, wyraźnie ciesząc się, że problem, jakim był Bociania Łapa, sam zniknął z ich obozu! Biały kocur parskał co jakiś czas, przypominając sobie tą upokarzającą rozmowę. Raz w życiu starał się... zmienić. Pierwszy i jedyny raz czuł motywację, by zatroszczyć się o siebie i cokolwiek sobą reprezentować! A ta wywłoka nie dała mu żadnych szans... Bocian czuł tak ogromne rozgoryczenie, że teraz żałował całej tej szopki z myciem się w zimnej rzece, zwierzaniem przypadkowym kotom i marznięciem na granicy czekając na jaśnie pana i jego patrolowego lizusa!
Tylko... co dalej? Musiał zmierzyć się z dość przerażającą wizją powrotu do starych nawyków. Bójek o jedzenie, które często przegrywał, nie ruszania się z nory całymi dniami, smród grzmiącej ścieżki i chaotycznie rozłażących się dwunogów... Nie, powrót nie wchodził w grę! Jego zmącone myśli od razu odrzucały tą możliwość. Musiał złapać się jakiegoś planu awaryjnego... a tym było na razie znalezienie sobie własnego terenu. Musiał się wzmocnić, tak nic nie wskóra. Był aż zbyt świadomy swego wychudzonego, zabiedzonego ciała. Widocznie by ociągnąć to, na czym mu zależy, musiał włożyć w to dużo więcej pracy... niż miał ochotę.
Znów nie zauważył obcej kocicy... Szedł przed siebie, wyraźnie czymś strapiony.
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
Nie zauważenie mnie było ogromnym błędem. Właściwie...to gdyby nie to, że kocur był taki biały, nie zwróciłabym na niego większej uwagi. Odznaczał się od szaro-burego otoczenia, cieni drzew i takich tam. Ja w najlepsze rozkładałam się na powyginanym drzewie, pazurami hacząc o jego korę w droczącym się geście. Z kim się droczyłam? Sama ze sobą. Podświadomie cieszyłam się z faktu, że przebywałam sobie tu; na Ziemiach Niczyich całkiem sama. Nikt mi nie chrapał nad uchem, żadne kocię nie piszczało za matką, ani nikt nie wzywał na trening czy patrol. O, albo polowanie! W obozie był gwar. Cały czas jakiś kot przesuwał się obom drugiego. Jak nie ten coś burknie to drugi się otworzy. Dlatego nie spałam ze szczylami (oj nie tylko z racji na wiek) i dzielnie okupowałam Lisią Paszczę, broniąc jej sykami i warknięciami. Już raz przyszła do mnie jakaś kotka, która oskarżyła mnie o straszenie jej kociaka. Co z tym młodszym pokoleniem nie tak? Coraz słabsze i jakieś takie...mizerniejsze. Jak spotkałam tego dziwnego, rudawego kocurka z Klanu Śmierdzieli to myślałam, że się złożę na pół ze śmiechu! Piszczy, beczy...No jak jakaś stereotypowa kocica w ciąży! Szkoda gadać po prostu, szkoda gadać. Przeciągnęłam się na plecach, wyciągając łapy nad głową z wesoło majtającym ogonem. Odsłaniałam rudo-kremowy brzuch, ciesząc się nijakimi promieniami ledwo docierającymi tu przez gęstą, goła plątaninę drzew. Wtedy też usłyszałam trzask. Otworzyłam pomarańczowe oko i przewróciłam się na brzuch dość...Leniwie. Uniosłam brew widząc zmierzającego w moim kierunku, nieświadomego kocura, który coś tam prychał i burczał pod nosem. Moje wibrysy poruszyły się a na pysk wkradł się zadziorny uśmiech. Może ten będzie ciekawszą marionetką do zabawy? Wyglądał na baaardzo nabzdyczonego! Ciekawa zabaweczka. Tym bardziej, że wyczułam od niego delikatny aromat śmierdzieli 2.0 o pięknej nazwie - Gromiacy! xx- Te, ślicznotko - zaskrzeczałam z góry nachylając się lekko i kładąc pysk na łapach aby zwrócić jego uwagę na siebie. No no, spójrz mi w oczy bielucho. Prosto w oczy. - Masz pszczoły w nosie? Czy kamień wbił ci się w poduszki? - uniosłam brew chichocząc, po czym uniosłam łeb i przekręciłam go z szerokim, zadziornym uśmiechem. xx- Śmierdzisz Gromem. Chyba ci się drogi pomyliły, to w drugą stronę.
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Długie księżyce włóczęgostwa zmieniły niegdyś wysokiego kocura o wysportowanej sylwetce. Wciąż jest wysoki, lecz boki ma zapadnięte, futro krótkie, matowe i w niektórych miejscach zaznaczone drobnymi bliznami po kocich bójkach. Kiedyś gęsta, śnieżnobiała sierść teraz nieco straciła na jakości, lecz nadal kot ten jest jednym z najjaśniejszych stworzeń, całkowicie zakamuflowany swą barwą na śniegu.
To, co go wyróżnia, to intensywnie niebieskie oczy, jasnoróżowy, porysowany kocimi pazurami nos oraz długi, potężny ogon.
Ślepia zatraciły kpiący wyraz, dla odmiany wiejąc buntowniczym i zgorzkniałym chłodem, opowiadając historię o nieszczęśliwych czasach spędzonych samotnie, bez jakichkolwiek sojuszników, które zmieniły kocura na jeszcze gorsze. A może... były wstępem do odmiany swojego losu?
Jak można było się spodziewać, skłonności do włóczęgi tylko się nasilały, aż w końcu kocur przepadł zupełnie, pochłonięty własnymi sprawami. Zapomniał o klanie, zapomniał o rodzinie, goniąc za przygodami. Nie miał zamiaru dłużej choćby udawać przed mistrzem jakiekolwiek zainteresowanie treningiem. Miał gdzieś własny klan, pozbawiony jakichkolwiek wartości. Zatruty zazdrością, z poczuciem niezrozumienia i krzywdy. Głęboko się przeliczył.
Na wolności zgorzkniał, stał się oschły i jeszcze bardziej samotniczy, nie potrzebujący nikogo, jak mu się wtedy zdawało. W głębi nieszczęśliwy, lecz zbyt dumny, by przyznać się do błędu, uparcie dążący wybraną przez siebie ścieżką. Sfrustrowany życiem, które wyglądało inaczej niż mu się wydawało. Gdzieś na głębinach serca pozostało w nim jeszcze coś... co powstrzymało go przed całkowitym stoczeniem się na dno. Tyle wystarczyło, by kocur wreszcie zrobił rachunek sumienia i uczynił coś, co powinien był zrobić już dawno.
Czy na każdym kroku musiały prześladować go wygadane, przeświadczone o swej wyższości kotki?! Bocian zastrzygł uchem, na pierwszy dźwięk słów dochodzących z gałęzi spodziewając się, co się zaraz święci! Obrócił się, odszukując błękitnymi oczami wzroku przybyszki. Wydawał się zmęczony i nieco rozdrażniony, lecz na jej słowa uśmiechnął się z goryczą, przemilczając... docinki? Widocznie kocice po prostu tak miały, że musiały paplać, bo inaczej by wybuchły?
- Nie mam nic wspólnego z tymi nadętymi lisimi bobkami. Pszczoły i kamienie w poduszkach to nic w porównaniu z ich niezdrowymi istnieniami zatruwającymi powietrze. - Odpowiedział jej dość spokojnym tonem, wręcz pogodnym, choć emocje malujące się na pysku świadczyły o tym, że chyba jakiś Gromiak jednak nadepnął mu na odcisk! Postanowił usiąść, spokojnie myjąc się łapką. Może być i ślicznotką, wszystko mu już jedno...
- A ty co? Uciekłaś z klanu, czy tylko odpoczywasz od widoku męczących kocich pysków, które widzisz na co dzień? - Spytał, bo czemu nie?