Szła dalej i wciąż nic nie wyczuła. Poczuła lekką złość. Na litość, dlaczego? Dlaczego nie mogła nic znaleźć, kiedy była głodna? Zacisnęła zęby. Wciąż nie miała zamiaru się poddać, tylko kontynuować swoje poszukiwanie myszy, ptaka, czy czegokolwiek do jedzenia, wciąż w tej samej pozycji łowieckiej i pod wiatr. W tym czasie też, wyczuła drżenie ziemi, przez co stanęła i się rozejrzała... i się okazało, że to coś przed nią biegło. W jej stronę. Chociaż nie dosłownie, bo nie biegło prosto na nią, więc nawet się nie ruszyła z miejsca, tylko obserwowała to. Wiedziała co to było, bo już kilka razy to widziała w siedlisku... czegoś. Nie pamiętała nazwy tego, ale chyba... konie? Tak, chyba tak. Trzy konie, z dwunożnymi na grzbietach, przebiegły sobie obok niej, a kiedy zniknęły jej z pola widzenia, to ruszyła dalej w swojej pozycji łowieckiej. Postanowiła jednak pójść trochę dalej, bo wątpiła, że teraz znajdzie jakąś zwierzynę w pobliżu miejsca, w którym była. Pewnie konie spłoszyły zwierzynę, więc... pójście gdzieś dalej było rozsądnym pomysłem.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Cóż... konie ze swoimi Dwunożnymi odjechali, zostawiając niebieską samą... Ale to była chyba jedyna rozrywka, jaką aktualnie mogła sobie zapewnić. Córka Mysiowąsej i Akacjowego Kolca po prostu nie mogła nic znaleźć! Do jej nosa nie dotarł zapach zwierzyny, a jedynie koni i ludzi, którzy przed chwilą tędy przejechali. Najwyraźniej to po prostu nie był dzień byłej terminatorki Wilczego Śladu...
lvl: 3 | S: 6(12) | Zr: 2(5) | Sz: 3(6) | Zm: 3(6) | HP: 70 | W: 50
>rana 3. stopnia: obicie nieleczone(statystyki obniżone o 1/2)
Aha, czyli poszła ten kawałek dalej po nic, bo znowu ani nie widziała żadnej myszy, zająca czy innego ptaka, ani nawet nie czuła. Super. Niezłego pecha tego dnia miała, ale jednak nie miała zamiaru się poddać, nawet mimo swojej rosnącej irytacji i bolącego barku, o którym zapomnieć się nie dało. Postanowiła jednak iść w jakieś inne miejsce, gdzieś bardziej na leśne ostępy. Skoro nie mogła nic znaleźć przy siedlisku koni, to może w innym miejscu jej się uda?
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Z reguły nie zapuszczał się w te okolice. Nie było tu raczej niczego ciekawego - nie uważał, by olbrzymie stworzenia przetrzymywane przez dwunogów na ogrodzonej polanie były szczególnie interesujące. Była tu jedynie granica z klanem cienia, wokół której mógł się zakręcić, szukając szczęścia... lub guza. Obie opcje były równie kuszące.
Kluczył pomiędzy drzewami, idąc wzdłuż małego grądu, a gdy te zaczęły porastać gęściej, przechodząc w duży grąd, odbił nieco na lewo, bliżej granicy z klanem cienia. Gdyby się nad tym zastanowić... nie przypominał sobie, by znał tutejsze koty. Raz czy dwa rozmawiał z jakimiś przypadkowymi kotami, ale na dobrą sprawę nawet nie pamiętał, jak się nazywały, toteż najwidoczniej nie były na tyle interesujące, by zapisały się w jego pamięci długotrwałej. A przecież pamięć miał bardzo dobrą, zarówno do imion i twarzy, jak i do słów, które padały w jego stronę.
Zatrzymał się, gdy był na kilka kroków od granicy; nie zamierzał jej przekraczać, nie był głupi, jednak wyciągnął szyję, rozglądając się kątem oka po okolicy. Czyżby nikogo nie było? Nikt nie wybrał się na spacer w celu zaczepiania sąsiadów, dumnie nazywając to samotnym patrolem?
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Nikt się nie wybrał? Oczywiście, że ktoś się wybrał. Kąsające Zimno jednak nie nazywała swoich przechadzek samotnymi patrolami, chyba że spytałby ją o to jakiś Cienisty, któremu nie ufała; były to zwykłe spacery w poszukiwaniu wrażeń i towarzystwa. Najczęściej wybierała się na nie na granice z Wichrem lub Gromem, jednak jakiś czas temu przekonała się, że i przy ziemiach niczyich można się czasami natknąć na samotników, którzy doskonale wiedzą, żeby nie wchodzić na klanowe tereny, i z którymi da się nawet porozmawiać. Co prawda Jaskółka była dość nudna, ale kto wie, może któregoś dnia Zimno trafi na ciekawsze towarzystwo… i może ten dzień był dziś?
– Dzień dobrrry? – odezwała się nieco nieśmiało, o wiele mniej pewnie, niż zwykle, zatrzymując się kilka kroków od czarno-białego kocura pachnącego jednym z klanów; udawanie i przywdziewanie różnych masek w obliczu obcych kotów bardzo ją rajcowało, fascynowały ją reakcje różnych charakterów na to, co tego dnia wymyśliła, jednak nie wysilała się dzisiaj jakoś mocno, ot, pozwoliła, by duże oczy i nerwowo dygający na boki ogon zrobiły swoje.
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
A jednak pomylił się i ktoś dostrzegł jego obecność, bowiem jakiś bury kot szedł w jego kierunku. Wyprostował kark i nieznacznie, dość nonszalancko uniósł ogon w geście neutralnego powitania; za chwilę znów go opuścił, by luźno kołysał się pomiędzy jego piętami.
- Witaj - przywitał się z nią, mrużąc wąskie, bladożółte ślepia. Obrzucił ją szybkim spojrzeniem, zanim się do niego zbliżyła. Wyglądała bardzo uroczo i niewinnie, z tymi dużymi, zielonkawymi oczami i niepewnością wymalowaną w drobnych gestach. - Samotny space'? - spytał w formie luźnego startera konwersacji, bo to z reguły pomagało znaleźć jakiś punkt zaczepienia do dalszej rozmowy. Uśmiechnął się przy tym lekko, a uśmiech miał zawsze nieco krzywy i z zawadiacką nutą.
- Jestem Głóg - przedstawił się jeszcze, skinąwszy jej głową. Podanie własnego imienia na samym początku zawsze ocieplało wizerunek i pomagało nowo poznanym kotom z otworzeniem się przed nieznajomym. Pomimo tych wszystkich księżyców, zawsze używał imienia, które nadała mu matka. Żadne inne nie było w pełni jego własnym imieniem.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Zadbała o to, by jej prawie czarny ogon zakołysał się nerwowo, uderzając o jej pięty, gdy z lekko napiętymi mięśniami obserwowała obcego kocura. Znalazłszy się bliżej, mogła stwierdzić, że ten mógł być z klanu Rzeki; wyraźnie pachniał grupą kotów, z lekkim podszytem czegoś, co kojarzyło się jej właśnie z klanem Rzeki ze swoich nielicznych wycieczek w tamte okolice; zapach nie był jej tak dobrze znany, jak wonie dwóch sąsiadujących z Cieniem klanów. Z wyglądu był… powiedziałaby, że zwyczajny. Nie był szczególnie atrakcyjny, chociaż nie zasługiwał jeszcze na miano brzydkiego.
– T-tak – wydusiła lekko drżącym głosem, marszcząc leciutko czoło, jakby zmartwiona. Zaraz miała ochotę zapytać, co on robi tak daleko od swoich rodzimych ziem, albo czy został zdegradowany do kociaka, że tak się przedstawia, jednak to nie pasowałoby do jej obecnej persony. Zamiast tego jej mięśnie rozluźniły się, całkiem jakby podanie imienia przez kocura zadziałało na nią uspokajająco. W końcu ktoś, kto by chciał jej zrobić krzywdę, raczej by się nie przedstawiał, a przynajmniej tak według niej rozumowałby ktoś, kogo teraz grała.
– A ja… Zimno – odparła z mimo wszystko nerwowym uśmiechem. – Jesteś samotnikiem? – Zgrywanie głupszej, niż była, nie należało do najłatwiejszych zadań, ale przynajmniej pozwalało jej stworzyć sobie odpowiedni wizerunek w oczach rozmówcy i przede wszystkim pociągnąć dalej konwersację.
mocny, ale nieduży charcoal marble tabby z białymi plamami na brodzie, piersi i brzuchu a także o nieregularnych białych skarpetkach. oczy w kolorze zieleni; na lewym znajdują się stalowoniebieskie plamy. ma bliznę na dole pleców, drobne szramy na ciele oraz większą na lewej stronie głowy i ucięty kraniec prawego ucha. nie posiada żadnego konkretnego zapachu, a od kiedy mieszka z człowiekiem nie śmierdzi. nosi na szyi czarną, ćwiekowaną obrożę. oczy ma wiecznie zaczerwienione i załzawione od alergii. Jego głos jest dość cichy i trwale zachrypnięty.
Ptasznik zdaje się być zupełnym przeciwieństwem swojej matki. Jest kotem spokojnym i niekonfliktowym, nietrudno dostrzec cień leniwego uśmiechu na jego mordce. Najczęściej można go spotkać wylegującego się w dziwnych miejscach - od nasłonecznionego betonu po najciemniejsze zakamarki w ludzkich piwnicach. Nie szuka na siłę towarzystwa i się nie narzuca, ale zarazem daleko mu do nieprzystępnego gbura. Zawsze znajduje się przy kotach, obserwując je i zachodząc z nimi w interakcje. Jeśli mu się coś nie podoba to nie da sobie wejść na głowę; stroni jednak od przemocy, dlatego trzeba się bardzo postarać, by od niego oberwać. Lubi kolekcjonować różne rzeczy. Raz to są zasuszone robaki, innym razem ciekawie wyglądające liście lub kamyki.
Księżycowy Pył[GK]
Matka wspomniała mu kiedyś, że nie było sensu bratać się z leśnymi kotami. Ptasznik wciąż był jednak na tyle młody i ciekawski by się jej nie posłuchać, dlatego postanowił wybrać się na południe od miasta, gdzie podobno bytowały "klany". Nie spieszył się, jak przystało na mieszczucha posiadającego zdecydowanie za dużo czasu. Miał nadzieję dowiedzieć się co nieco o kulturze tych kotów i różnicach między ich światem a tym, który sam znał. Nie była to zbyt użyteczna dlań wiedza, ale syn Czosnku był ostatnim kotem, który się czymś takim przejmował. Lubił zbierać bezużyteczne ciekawostki, by później opowiadać o nich miejskim kociętom, które chętnie chłonęły wszelkie informacje tego typu.
Niestety, jak się okazało, na drodze Ptasznika wyrósł bardzo poważny problem: nie wiedział, gdzie konkretnie powinien iść. Choć bywał w okolicy stadniny koni, pierwszy raz zapuścił się aż tak daleko. Ciągły katar nie ułatwiał mu sytuacji, dlatego bardziej skupiał się na obserwowaniu i nasłuchiwaniu. Jednak choć znajdował się w czymś, co mogło podejść według jego laickiej opinii pod las, nie widział żadnych kotów. Nie był nawet do końca pewien czy wyglądem różniły się w jakiś sposób od znanych mu mieszczuchów i żyjących poza miastem odludków.
//Baran
i niech todiabliwezmą jeślinie wiemtegona pewno podnoszęw góręręce na zewnątrzmamsercetam gdziestoiprzy blokublok
tysiącedomówi złamanychserc .。:+c z a r n ec h m u r y+:。. atomoweczarnechmury enter, ok
kremowa klasycznie pręgowana długa sierść; jasno zielone oczy; potężny i ogromny
Uparty jak baran i wygadany jak nie wiem co
Kuni Syk (KG), Promyczek (KG)
Im dłużej terminatorem byłem tym częściej znajdowałem czas wolny i to na znacznie dłużej niż z początku, a siedzenie w obozie zaczynało mi się powoli nudzić, tym bardziej po tym jak dowiedziałem się od Ostrej Łapy niektórych rzeczy o osiedlu. Byłem w stanie domyślić się że było ono daleko, ale granice Klanu Cienia i Ziemię Niczyje już nie. Tak więc nic dziwnego że jako ciekawy świata klanowicz wyruszyłem w podróż w nieznane. Początkowo wyszedłem z obozu a następnie kierowałem się w drugą stronę niż było miejsce przy którym spotkałem ostatnio rzeczniaczkę.
Iść nie musiałem długo aby w końcu dotrzeć do granicy. Przystanąłem i po chwili zastanowienia ją przekroczyłem. Następnie powoli zacząłem iść przed siebie rozglądając się dookoła i starając się wyłapywać każdy dźwięk i zapach, aż w końcu wychwyciłem zapachach obcego, na co szerzej otworzyłem ślepia i przyspieszyłem trochę kroku z chęcią poznania nowego kota. - Cześć! Jesteś samotnikiem? - przywitałem i przychyliłem delikatnie głowę, gdy w zasięgu mojego wzroku znajdował się niższy ode mnie kot nie pachnący ani tak jak członkowie Klanu Cienia, ani nie tak jak Ostra Łapa.
mocny, ale nieduży charcoal marble tabby z białymi plamami na brodzie, piersi i brzuchu a także o nieregularnych białych skarpetkach. oczy w kolorze zieleni; na lewym znajdują się stalowoniebieskie plamy. ma bliznę na dole pleców, drobne szramy na ciele oraz większą na lewej stronie głowy i ucięty kraniec prawego ucha. nie posiada żadnego konkretnego zapachu, a od kiedy mieszka z człowiekiem nie śmierdzi. nosi na szyi czarną, ćwiekowaną obrożę. oczy ma wiecznie zaczerwienione i załzawione od alergii. Jego głos jest dość cichy i trwale zachrypnięty.
Ptasznik zdaje się być zupełnym przeciwieństwem swojej matki. Jest kotem spokojnym i niekonfliktowym, nietrudno dostrzec cień leniwego uśmiechu na jego mordce. Najczęściej można go spotkać wylegującego się w dziwnych miejscach - od nasłonecznionego betonu po najciemniejsze zakamarki w ludzkich piwnicach. Nie szuka na siłę towarzystwa i się nie narzuca, ale zarazem daleko mu do nieprzystępnego gbura. Zawsze znajduje się przy kotach, obserwując je i zachodząc z nimi w interakcje. Jeśli mu się coś nie podoba to nie da sobie wejść na głowę; stroni jednak od przemocy, dlatego trzeba się bardzo postarać, by od niego oberwać. Lubi kolekcjonować różne rzeczy. Raz to są zasuszone robaki, innym razem ciekawie wyglądające liście lub kamyki.
Księżycowy Pył[GK]
Nie wyczuł obcego kota, za to usłyszał jego kroki, których ten wcale nie ukrywał. Odwrócił się w jego kierunku na tyle szybko, by być w stanie się w razie czego obronić, ale zarazem dostatecznie wolno, by nie wyjść na nerwowego paranoika. Nie dostrzegłszy złych intencji pozwolił nieznajomemu podejść bliżej. Był zdecydowanie większy i masywniejszy, jak matka Ptasznika, jednak w jego oczach wyglądał zdecydowanie mniej groźnie. Niestety nie był w stanie określić w tej chwili płci osobnika, gdyż wiatr i przytkany nos mu to utrudniały, choć równie dobrze obcy mógł okazać się kastrowany.
Ptasznik smarknął głośno, w efekcie jeszcze bardziej podrażniając błonę śluzową nosa, co skończyło się solidnym kichnięciem. Otarł pysk łapą i uśmiechnął się szeroko do nieznajomego, jakby nic się nie stało.
- Tak, mieszczuchem! Dzień dobry - odparł pogodnie, odwzajemniając gest jakim było skinienie głową. - Dziwne pytanie. Kim innym miałbym być? - zapytał po chwili z autentycznym zainteresowaniem, w środku licząc na to, że napotkał własnie na swej drodze kota z "klanów".
i niech todiabliwezmą jeślinie wiemtegona pewno podnoszęw góręręce na zewnątrzmamsercetam gdziestoiprzy blokublok
tysiącedomówi złamanychserc .。:+c z a r n ec h m u r y+:。. atomoweczarnechmury enter, ok
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Kolejny mało interesujący dzień. Każde wręcz ostatnio wyglądały tak samo. Jedzenie, picie i spanie. Mało kogo spotkał i raczej nikogo nie spotka. Wzbierająca Fala pewnie siedzi na dupie w klanie a Wieczora gdzieś wcieło ale jakoś się tym nie przejął. Nie będzie nikogo trzymać na siłę. W końcu był samotnikiem teraz i jaki samotnik chciałby trzymać sztamę na dłużej niż dwa dni? No właśnie, raczej nikt. A tak bynajmniej uważał Płomyk bo miał tylko takowych samotników spotkać. W sumie to nawet nie samotników. Oboje byli z klanów ale z jakiegoś powodu nie byli w nich a poza nimi. On jednak nie mógł wrócić do klanu, nikt tam go nie chciał i już od dawna nikt się nim nie interesował. Nadal jednak czuł ogromną niesprawiedliwość i gniew do swojej teściowej. Porządnie by dał jej w mordę gdyby tylko wyszła z jej bezpiecznego obozu. Wtedy by pozbierać uliczne koty i może by dali radę jej dawalić. Były jednak to marzenia, które raczej się nigdy nie spełnią.
Dzisiaj przebywał w pobliżu Dużego Grądu gdzie było mnóstwo Cienia i wiele kryjówek do schronienia się. Co jakiś czas jego oczom ukazywały się jaskry ale było ich tyle ile kot napłakał. Może dwa czy trzy. Znalazł sobie fajne miejsce koło drzewa i postanowił tam chwilę odpocząć. Położył się i zaczął poprawiać swoje futro. Musiał dbać o swój urok osobisty bo nigdy nie wiadomo kogo spotka i trzeba się pokazać z jak najlepszej strony.
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Stopniowo zapuszczająca się coraz dalej kotka, tego dnia pobiła aktualny rekord i pojawiła się dużym grądzie, poruszała się na zgiętych kończynach i nisko osadzonym ciele w poszukiwaniu jakiegoś posiłku na następny dzień. Zawsze wolała być zaopatrzona na zapas jeśli było to tylko możliwe i to właśnie był moment w którym miała zamiar załatwić coś na jutrzejsze śniadanie. Nie złapała jednak żadnego tropu zwierzyny, ale jedna jedyna na pewno należała do jakiegoś kota. Przeszła do normalnej pozycji i zaczęła iść tym tropem zainteresowana tym co spotka ją u celu.
Nie musiała poświęcić zbyt wiele czasu, zastała wyraźnie kocura podczas pielęgnacji. Zastrzygła uchem i zaczęła się do niego zbliżać wydając z gardzieli niskie pomruki sygnalizujące, że się zbliża. W końcu zatrzymała się i spojrzała uważniej na krótkowłosego kota. - Kolejny klanowicz? - zagaiła bez wcześniejszego przedstawiana się i powitania. Była jednak ciekawa odpowiedzi, jeśli klanowe koty chodziły poza terenami grupy istniała szansa, że nigdy nie natrafi na nikogo jej pokroju.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Mimo iż posiadał krotkę futro to na swoją pielęgnacje poświęcał trochę czasu by wyglądać na przystojnego kocura. Był nim nawet mając futro w lekkim nieładzie ale bycie schludnym było ważne jak chciało się robić dobre wrażenie na rozmówcy. Dla niego akurat to było ważne bo lubił atencje od innych kotów a zwłaszcza od płci przeciwnej. Taki już był i nie da się na to nic poradzić. W pewnym momencie usłyszał pomruk. Samoistnie jego źrenice zrobiły się cieńsze a powieki się obniżyły. Spojrzał się w stronę hałasu i po chwili zobaczył...kotkę. Huh. Nie kojarzył jej w ogóle i nie śmierdziała żadnym z klanów więc zapewne też prowadziła koczowniczy tryb życia jak robił to i on. Po jej słowach, jego spojrzenie wróciło do normalnego stanu a następnie odparł. - Błąd. Nie należę do żadnego klanu. Gdybym należał to pewnie jakimś bym śmierdział.-machnął ogonem a następnie uśmiechnął się dziarsko. - Jestem tylko kocurem, który żyje na własną łapę. Tak jak ty.-podniósł się do siadu i poprawił łapą swoją czuprynę a następnie popatrzył się na nią zaciekawiony. -Jak Ci na imię nieznajomo?-zapytał szylkretki.
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Wytknął jej własne niedopatrzenie i poczuła się jak idiotka, ale nie to było najważniejsze. Niczego sobie kocur zdecydował się na rozmowę z nią i nie wyglądał na wrogo nastawionego. Miała więc pewność, że nie naruszyła przez swoją nieuwagę jego rewiru. Bezpośredniość i pewność siebie burego samca były bardzo atrakcyjne co nie uniknęło uwadze Osy. - Osa, a ty zgaduję, że nie nazywasz się pieszczoszek. - rzekła ostrym jak brzytwa tonem głosu uśmiechając się do przystojniaka zadziornie.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Płomyk nie należał do tchórzy a teraz gdy został samotnikiem to stał się bardziej pewny siebie i mówił to co mu się podobało. Nikogo nie obchodziło teraz jak się zachowywał więc po prostu był w pełni sobą i nie musiał już myśleć o tym co koty w klanie Cienia pomyślą. Nie było już dla niego klanu Cienia. Bywał blisko nich to fakt ale tylko po to by mieć większe szanse spotkania swoich córek bo zapewne syn już go dawno skreślił z listy rodziny. Nic poza tym.
Popatrzył się na samotniczkę zaciekawiony z tajemniczym błyskiem w oku. Hoho chyba trafił na charakterną kotkę. No to chyba nie będzie musiał się teraz nudzić. Lubił takie bo jakoś przy nich mógł być bardziej taki...zawadiacki? Ogólnie przy takich miękkich bułach mało co się dzieje i nie ma takiej fajnej zabawy. Patrzą na ciebie swoimi niewinnymi oczkami i praktycznie nic nie robią. Tylko gadają. Może czasem musną jakaś częścią ciała twój bok ale tak to nic! Nuda i tyle!
Uśmiechnął się zadziornie na kolejne słowa kotki. - Błagam Cię! Gdybym takie nosił miano to straciłbym swoja godność. Pieszczochy bleh...Nic tylko jedzą te bobki od tych łysych olbrzymów i śpią całymi dniami. -skrzywił się aktorsko. Osobiście nie rozumiał jak można mieszkać z dwunogami i tylko siedzieć w ich gniazdach całe swoje życie. - A jeżeli chodzi o moje imię to zwę się Płomyk. Miło mi ciebie poznać zadziorna Oso. -uśmiechnął się cwanie do szylkretki a następnie klepnął ogonem o ziemie. - Choć klapnij sobie.-zachęcił młodszą od niego kotkę.