Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Szkiełko przybył, Szkiełko odszedł, Szkiełko wrócił. Wrócił, i teraz - jak to już wcześniej miał w zwyczaju - wyniknął przed Cierpką Jagodą niemal znikąd. Płomieniste futro lśniło w promieniach szybko niknącego słońca. Przejrzyste, sztuczne oko błyszczało martwo.
- Więc jeszcze-śmy nie wszyscy pomarli? - zapytał, dziwnie bezpłciowym, zachrypniętym, ale melodyjnym i dźwięcznym głosem. - Więc jeszcze na świecie są żywi? Lecz na co, lecz po co - by przeżywać ciągłą karę za nasze grzechy, nim wreszcie powiedzą nam wieczne dobranoc. Wszystko, wszystko przełajdaczone...
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Nie wiedziała, jak zareagować, ani trochę. Szkiełko przybył znikąd, zaczął pleść bez sensu, komplikując jej zamiary. Oj nie, to z całą pewnością nie będzie łatwe. Ona jednak zbyt rozpaczliwie potrzebowała czyjegoś ciepła, by zrezygnować. Przyjrzała mu się dokładnie, jego oku szczególnie. Ono było takie same jak u... Karaczana. Zamarła. Ci dwoje definitywnie mieli ze sobą coś wspólnego, ale nie w dobrym sensie. Musiała się dowiedzieć, nawet jeśli miało to oznaczać użeranie się z niezrozumiałymi tekstami.
- Tak, jeszcze żyjemy. Dużo kotów mieszka w lesie, bardzo dużo - poinformowała go niepewnie, bo naprawdę nie wiedziała, jak z nim mówić. - Ty jesteś Szkiełko, prawda? - wolała się upewnić, chociaż miała absolutną pewność. - I w pewnym sensie Cię rozumiem... Niedawno przecierpiałam swój grzech, chociaż był on niesłuszny. Wiesz, niedawno zmarła mi moja ukochana partnerka... - czy go to w ogóle interesowało? Może potrzebował tego do użycia swoich czarów, przepowiedzenia przyszłości? - Według patroli jesteś w stanie przepowiedzieć mi przyszłość. Zrobiłbyś to dla mnie? Potrzebuję wiedzieć, czy znajdę kiedykolwiek partnera i czy kiedykolwiek moja miłość się spełni... - podsunęła do niego swoją zdobycz, żeby ten mógł zrobić z nią co tylko chciał, może i nawet po prostu zjeść.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
- Lepiej by dla nas było, gdybyśmy pomarli. Najlepiej przy samym urodzeniu. Potem robi się tylko gorzej - poinformował ją kocur od razu. - Szkiełko, albo i Nieszkiełko, albo Dwaszkiełko lub Trochęszkiełko, albo Czasemaleniezawszeszkiełko. Ale myślę, że to o mnie myślisz. Przynajmniej w pewnym sensie.
Reszty jej wypowiedzi wysłuchał, kładąc się na ziemi i zwracając na nią spojrzenie martwego oka. - To jeszcze nie ostatnia. To czwarta - oznajmił dobitnie, gdy skończyła, po czym sięgnął po podsuniętą mu mysz i zaczął ją rozkrawać. Dymiące narządy upadały, jeden po drugim, na ziemię.
- Koniec - ogłosił Szkiełko wreszcie i znieruchomiał, wpatrzony w truchło. - Wielki koniec się zbliża. Wielki Nic pochłonie las. Nikt z nas, nikt z tego lasu, nie ocaleje. Ciemności pochłoną nieba, a my będziemy wszyscy ukarani.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Nie rozumiała Szkiełka w żądnym stopniu. On był po prostu... Jakiś dziwny. Mówił, a bardziej plótł, wszystko, co mu tylko przyjdzie do głowy, robiąc to bez ładu i składu. Nie mogła zgodzić się z jego słowami, niezbyt również wiedziała, czy powinna się bać jego poglądów, czy lepiej pozwolić mu gadać i dopiero pod koniec wyciągnąć z tego wszystkiego wnioski. Może mówił od końca? Albo był to jakiś specjalny szyfr, którego jej mózg nie był w stanie pojąć? Albo patrole naprawdę miały rację i jest to tylko wariat, nic poza tym...? Nie chciała w to wierzyć. Zdawał się mówić, jakby czymś go oświecono i tej myśli się trzymała. Musiała wiedzieć, czy kiedykolwiek się zakocha czy nie. Albo czy Dymek będzie kiedykolwiek zasypiał u jej boku, zastępując Żurawinę...
- Moja Żurawina była czwarta? Ale to była moja pierwsza partnerka! Chyba, że mówisz, że mam jeszcze trzy przed sobą... - Może coś nie tak zrozumiała? Może miała przed sobą już jakieś partnerki? Ale ona przed poznaniem Żurawiny siedziała cały czas w lecznicy... Co to były za dziwne wróżby?
- Klany? Wszyscy umrą? To jakaś interpretacja, czy mówisz prawdę? Trzeba ostrzec Klany, jeśli tak... - wymruczała zlękniona
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
- Czwarta ofiara - wyszeptał drącym się głosem - przynieś trzy, a może, może ten las uwolni się od przekleństwa. Oni wszyscy są martwi, oni wszyscy umarli, tak, każdy, co do jednego, jest teraz zimny i pod ziemią, ale ich dusze nie znalazły spokoju, tak jak spokoju nie ma dla mojej duszy, bo nie ma spokoju dla tych, którzy nie umieją być pochowani, i którym w grobach i za życia jest zbyt ciasno.
Zielone ślepie łysnęło niespokojnie i jakby z niepokojem na jej następne słowa. - Nie przeżyjemy. Za późno na ostrzeżenia. Jedyne, co możecie zrobić, to naprawić grzech z przesz... - wpół słów Szkiełka jego pysk zamknął się gwałtownie, Szkiełko przez chwilę wyraźnie walczył ze sobą, próbując zmusić się, by mówić dalej, ale nie mógł - z jego zaciśniętego pyska wyrwał się jedynie cichy jęk, a potem jego głowa upadła w martwą trawę. Przez chwilę drżał mocno, wreszcie znieruchomiał na chwilę, aż wreszcie podniósł się gwałtownie. Teraz miał wypisane na zmienionym pysku straszliwy lęk, duszący lęk, lęk, ból, panikę. - Nie krzywdź ich! Nie chcieliśmy przekraczać granicy, przysięgam, że nie wiedzieliśmy, proszę, nie krzywdźcie ich, weźcie mnie, ale nie ich! Pozwólcie im odejść! Na moich oczach zabiliście mojego synka, taki był mały, taki był kochany, jego futro pachniało mlekiem, nie ma dla mnie dalszego życia, ale oni mają przed sobą przyszłość, proszę, zostawcie ich! - zaskomlał tak przejmującym głosem, że kamienie by zapłakały, a rzeki zaniosły się szlochem...
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
- Trzy ofiary?! - spytała natychmiastowo, bez manier wcinając mu się w wypowiedź. Jeśli trzy piszczki miały uratować las, mogła je nawet złowić teraz, jeśli chciał. Tylko co by to dało? Czy on mówił prawdę? - Mam złowić jeszcze trzy zwierzyny i uratuję las? - spytała go jeszcze, tak dla pewności, bo może i nie rozmawiała z nim długo, ale wiedziała, że nie mówił jasno. Albo to ona była taka niemądra i nie rozumiała jego słów?
Obserwowała go uważnie, najpierw jak walczył sam ze sobą, jak niby umierał, gdzie wtedy pochyliła się nad nim troskliwie, patrząc, czy to jego dziwne sztuczki czy może za bardzo wczuł się w rolę - Wszystko dobrze? - zapytała wtedy, a po chwili Szkiełko wstał, śmiertelnie przerażony.
- Moje dziecko umrze? Puszczyk?! Puszczyk nie może umrzeć! Siedzi bezpiecznie w obozie, z całą pewnością nic mu nie jest, proszę, nie strasz mnie - z całą pewnością interpretowała coś źle, lecz nie wiedziała co. Tylko usłyszawszy, że ktoś mógł komuś zabić synka na oczach, serce ją zabolało. Puszczyk, nie ważne jakim dzielnym kocurkiem by nie był, z całą pewnością nie pakowałby się do paszczy borsuka czy innego drapieżnika.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
- Trzy to nie dwie, nie jeden i nie cztery - jęknął smutno Szkiełko, przewracając zielonym okiem. Nie wyjaśnił nic więcej; drugi głos przejął kontrolę nad nim już całkowicie.
- Wszyscy pomrą! Wszyscy! Ale wyście zabili mojego syna, mojego, zabijcie mnie, ale jeżeli macie serca i sumienia, pogrzebcie mnie nad brzegiem rzeki, tak, by wymywały mnie jej fale, a mojego syna ułóżcie na mojej piersi - skowyczał, wznosząc pysk ku niebu. Nie grał. Gdziekolwiek teraz był i cokolwiek teraz czuł, był naprawdę przerażony i naprawdę cierpiał. Przez chwilę mokre, przerażone ślepia (tak, ślepia, bo nawet wypełniony szkłem oczodół okrył się łzami) zwrócone były prosto na Cierpką Jagodę, a chwilę później kocur przypadł pyskiem do ziemi, tuląc policzki do ziemi. Trawa tłumiła jego długi, mętny szept. Słowa mieszały się. - O słodcy bogowie nieba, ukojcie mój ból i przytulcie mnie do swojego łona, niech już zawsze będzie spokojnie i ciepło tam dokąd odejdę z głębin wiecznej zimy...
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Cierpka mocno zatrwożyła się jego słowami. One były takie... Szczere, jakby faktycznie to, o czym mówił, miało się wydarzyć. Odetchnęła powoli, poważnie analizując jego słowa. Zaraz wszystko się wyjaśni, a te całe szkiełkowe brednie zaczną nabierać sensu. Ona potrzebuje tylko odrobinę czasu, żeby to przetworzyć, nic poza tym, prawda? Nie musi mieć jakiś magicznych mocy, żeby móc rozumieć te całe sentencje?
- Czyli trzy ofiary wystarczą, tak? - spytała powoli, gotowa skoczyć w każdej chwili i zapolować. Choćby miała spędzić pół dnia szukając jednej piszczki, zrobi to, może nie dla całego lasu, ale dla swoich córek, Puchacza i Puszczyka.
Jego brednie jednakże nie ustały, lecz zaostrzyły się. Szkiełko dość emocjonalnie wziął się za sprawę. Odetchnęła szarpanie. To nie miało sensu, po prostu nie miało. Czym jest zima? Czemu modlił się do Gwiezdnych?
- Uh, będzie dobrze, Gwiezdni z całą pewnością cię zaraz pocieszą, jeszcze nie czas do nich odejść... To ja pójdę szukać tych zwierzyn, dobra? - odrzekła powoli, uważnie obserwując jego reakcję.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
- Niekiedy niewiele potrzeba, by ukoić kontyngent cierpień - załkał rzewnie wróżbita, unosząc łeb ku niebu. Skierował po chwili spojrzenie na wojowniczkę i zdało się wtedy, że to już nie Szkiełko, a inny kot przemawiający przez jego ciało: w oczodołach lśniły łzy, pysn wykrzywił się strasznie. Na następne słowa kocicy magik nagle znieruchomiał i wpatrzył się w nią dziwnie, z lękiem i zdziwieniem jednocześnie.
- Już za późno, Gwiezdni już mnie zdążyli zabić. Szukaj, a ja powiem ci, gdzie znajdziesz moje zwłoki. Musisz nakarmić duchy. Niespokojne duchy nic ci nie powiedzą.
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
- Gwiezdni zdążyli zabić? - uniosła brwi, decydując się pominąć jego wcześniejsze słowa. Nie rozumiała go całkowicie. Choć starała się mocno zrozumieć jego słowa, niczego nie była w stanie pojąć, po prostu nie. Czy tak czuje się kot po kocimętce? Że nic nie rozumie? Wszystko wydaje mu się być obce? Chyba tak. Tylko jaka w tym przyjemność, skoro koty potrafią się od tego uzależnić?
- Czekaj, ale Gwiezdni chyba nie mogą zabijać, prawda? Czy mogą? Ale jeśli są źli, to gdzie jest moja Żurawinka? Żurawina na pewno nie trafiłaby do miejsca, gdzie jest źle i niedobrze. Ona nie jest morderczynią. Czyli gdzie trafiła, wedle twojego rozumowania? I skąd ten pomysł, że jesteś martwy? Przecież ty żyjesz, mówisz do mnie. Chyba mnie nie nawiedziłeś, nie? Bo ja do ciebie przyszłam, nie ty do mnie... Czekaj, jakie duchy? Gdzie są twoje zwłoki?! Mów, jak mogę tobie pomóc! - słowa Cierpkiej były coraz bardziej zlęknione i... Rozkojarzone.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
- Gwiazdy... - załkał. Widać było, że coraz trudniej było mu mówić. - ... zabijają łapami kotów, które im wierzą! - wydał z siebie wreszcie zduszony krzyk. Widać było, że wykańcza go mowa, ruchy, samo istnienie w tym ciele. - Nie ma jej tu, gdzie ja jestem. Tu, w tym wiecznym strachu i wiecznej zgryzocie... Wiedziałbym, że ktoś tu jest, gdyby był... - wyjęczał słabo, zacisnął zęby, aż na rudych policzkach wystąpiły grudki, pot spływał po czole i skroni. - Chciałbym spać, tak bardzo chcę po prostu spać... Trzy ofiary, i będę móc zasnąć... - wył, jęczał, szlochał jednocześnie.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxUważała, że należy jej się odpoczynek od przygód jakie ostatnio miała, ale ile można było odpoczywać? Wycofała się trochę ze wszystkich interakcji, na dodatek nadal nie poszła znaleźć Oriona, jakby trochę czasem... zapominała? No tak leciutko, tyle nowych rzeczy i osób, prawie umieranie też się znalazło! Można się trochę zapomnieć. xxxxSiedziała sobie właśnie na drzewie, niedaleko Cienistej granicy, a zarazem klanu, z którego jeszcze nikogo nie poznała. Ciekawe... Miała zamiar nawet poczekać na jakąś ofiarę, ale napatoczył się ktoś... inny. Nie wiedziała jeszcze kto to dokładnie jest i czy skądś jest, ale... zaryzykowała. Bez ryzyka nie ma zabawy, prawda? xxxx– Unik! – krzyknęła zeskakując z gałęzi i lądując na cztery łapy prosto przed pyskiem... podobnego do niej kompana. Ciekawie.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
WOLNOŚĆ!
Nie do końca, ale kiedy on ostatnio był tak daleko od Gromu? Z ustęsknieniem wybiegł za granicę, biorąc głęboki wdech w płuca. Łaskotało go w nosie, a więc wiosna była tu całą parą. I dobrze, niechaj się rozciepli, niech będzie lepiej i milej, aby to i on, i jego młode mogły się cieszyć ciepłą porą.
On już się cieszył. I cieszyć miał nadal, póki nie usłyszał "unik" - który bez problemu wykonał. Zwinnie uskoczył w bok i uwidział kotkę... młodszą. Brew do góry. Tuż po niej kąciki ust poszły ku górze. - Żeś mnie zaskoczyła! - miauknął wesoło. Kimkolwiek była, tak, zaskoczyła go!
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxOch? Takiej reakcji się nie spodziewała, nowy dżentelmen, który zareagował na nią wbrew pozorom bardzo przyjaźnie i wesoło! Czyżby były w tych rejonach koty, które znają się na chociaż jakichkolwiek manierach? xxxx– Taki był plan, jak najbardziej... – mruknęła delikatnie, acz gardłowo. Tylko ten... – Zapach... czyżbyś był kotem Gromowym? – zapytała podnosząc brew do góry. – Dopiero się uczę o waszych klanach i tak samo zapachy macie niby różne, ale jednak... podobne – powiedziała wesoło i uśmiechnęła się lekko. Co mogła innego powiedzieć? Były różne, ale dla niej, nie rozeznanej - potrafiły zlać się w jedno i nie można było nawet odróżnić rzeczniaka od wichrowicza. Pewnie niedługo ogarnie co i jak, ale zabawa w zgadywankę trwała aktualnie.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Aha! Silny, trochę śmierdzi, nie? Ale uwierz mi, Rzeka to... - pomachał łbem na boki nie kryjąc obrzydzenia. Nie miał nic do sąsiadów, skąd! Lubił ich wszystkich, byli mili, ciekawi, najchętniej to by każdego z nich poznał. Może poza Bawełną, która była... mniej miła, ale hej! Była ciekawa. No, i może miała gorszy dzień? Ją też lubił. - A ja mam przyjemność z samotnikiem, co? Nie widziałem cię tu nigdy.
Może dlatego, że ostatnio nigdzie nie wychodził! - Chyba, żeś się zgubiła? Kiedyś podobnego kota do ciebie prowadziłem do Klanu. Chociaż, nie... bo inaczej byś się nie uczyła o Klanach, bo byś wiedziała już coś z góry. A może?... - uniósł brew do góry. Nie powinien chyba myśleć na głos, ale... no, czy Wąż się tym przejmował? Skąd. Miał to gdzieś. Jak zawsze.