Księżyce: 59 Mistrz: lisia czaszka Płeć: kocur Ojciec: smoła Trwałe urazy: drobne zadrapania na ciele, ledwo widoczne pod sierścią
Żylasty, patykowaty, suchy, wszystkie te określenia poprawnie opisują biednego Wymoczka. Sam kocurek jest chorobliwie wręcz chudy i niedożywiony, o wyraźnych krzywiznach żeber, a wzrostem ledwie sięgając do średniej poprzeczki i to jak stanie na koniuszkach swoich palców. Generalnie wszystkie jego krawędzie są ostre, kanciaste. Aż dziw, że te chude łapy trzymają jakkolwiek jego wąski korpus w pionie! Jego sierść jest zupełnie białą, jednak bardzo zaniedbana, przerzedzona w kilku miejscach, stercząca na wszystkie strony i brudna przez brak pielęgnacji, a gdzieniegdzie, przy uważniejszym przyjrzeniu się, dostrzec można niewielkie zadrapania, głównie po bokach i w okolicy piersi. Oczy ma w kolorze błękitu, jak niebo podczas bezchmurnego dnia.
Zdziczały. Brakuje mu przez to ogłady i umiejętności ugryzienia się w język, szczególnie, kiedy górę biorą emocje. Panikuje z byle powodu, boi się dużych i masywnych kotów, które mogłyby stanowić dla niego potencjalne zagrożenie. Przez wychowanie na osiedlu, pośród gangusów, jest czujny i podejrzliwy wobec każdej napotkanej osoby. Kieruje się tym, co mu jego instynkt podpowie i najczęściej jest to po prostu ucieczka w bezpieczne miejsce, poza zasięg niebezpieczeństwa, zwłaszcza teraz, kiedy zostawił go ojciec, Wymoczek zdaje się zupełnie nie ufać nikomu i niczemu, jedyne, o czym marząc, to aby znaleźć swój własny, bezpieczny kąt.
XXXXUdało mu się! Zabił ptaka, dusząc go w szyję, schodząc na niższe, bardziej stabilne gałęzie na których póki co postanowił zostać, aby tam skonsumować dzięcioła. Na ziemi coś zaraz mogłoby wyczuć zapach krwi i zaszczycić go swoją niekoniecznie chcianą obecnością. Dlatego oskubał ptaka z piór i pochłonął w zawrotnym tempie, mało nie dławiąc mięsem po drodze. A potem powoli i ostrożnie zszedł z drzewa. Ten posiłek póki co mu wystarczy, teraz należało znaleźć jakąś kryjówkę. Oblizał się z krwi, znikając w chaszczach, licząc na to, że nikt go nie zobaczy, a i on odpocznie w ciszy i samotności.
Księżyce: 99 Płeć: kotka Matka: Ciepła Mżawka Ojciec: Owsiana Łuska Partner: brak Trwałe urazy: Całkowita ślepota, duże rozcięcie ucha
Ruda, drobnej budowy, krótkowłosa szylkretka, z przewagą koloru białego. Oczy szaroniebieskie i puste z powodu ślepoty, ma bliznę na uchu.
arcik w podpisie od maddel!! [plotkowy potok, niezapomniana lapa etc]
Kasztanowa Łaa [krz], Wirek [kw]
Mgła wybrała się na pierwsze tego dnia polowanie nieopodal granicy Klanu Cienia. Codzienna konieczność, od kiedy wróciła do samotniczego życia. Wyczuła zapach i usłyszała grzebiącego w ziemi nieopodal wróbla; od razu przypadła do ziemi i zaczęła się do niego skradać, pilnując wiatru i ostrożnie stawiając łapy. Czy rzeczywiście było warto rezygnować z korzyści życia w Klanie? Za każdym razem powtarzała sobie że tak, bo w sumie co innego mogłaby teraz zrobić. I tak nie wpuszczą jej z powrotem...a poza tym nie było do czego wracać!
Już miała zamiar wyskakiwać przed siebie, kiedy rozległ się nagły trzepot skrzydeł. Szylkretka syknęła głośno, nawet nie próbując gonić za ptakiem. Nie widziała sensu, ptaki sprawiały jej problemy od zawsze... z pustym żołądkiem usiadła wśród drzew na zadzie, walcząc z chęcią przywalenia głową w drzewo. Co za wspaniały początek dnia. Musiała zejść z niej frustracja zanim ruszy polować dalej, w przeciwnym razie przepłoszy nie tylko tego wróbla, ale i całą resztę zwierzyny w lesie.
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
A Bażant, jak to Bażant, robił to, co chciał, mówił to, co chciał i tak samo myślał, choć wielu by go o to nie oskarżyło. Gdziekolwiek i kiedykolwiek chciał.
Kozia Skarpa zdawała się w ostatnim czasie go ignorować na rzecz innego rudego kochanka (tego z kręconym futrem, coby nie było wątpliwości), to i on z wzajemnością się o nic nie upominał, bo i tak nie bardzo mu się chciało. Wybył z obozu, bo tam Orli Szpon wiecznie niezadowolony jakoś tak dziwnie na niego łypał i w ogóle, wszyscy łypali. Nie, żeby liczył na przygodę życia, ale czemu nie? Idzie sobie i (o dziwo) myśli, aż tu trafia na nieznajomą. A jak wiadomo, to on starsze całkiem lubił, nie ukrywał i by nie skłamał. To podchodzi, a co. Najgorsze, co może zrobić, to powiedzieć nie.
- Co tam, lala? - rzuca w jej stronę - Zgubiła się, czy co? Pomocy potrzebuje?
Jeśli miał być jej wybawcą, to dlaczego nie? Laski na to leciały, szczególnie samotne i stare. Tak mu się wydawało. Nie wiedział wiele o laskach, tak szczerze. W szczególności o tych starych i doświadczonych przez życie. No, może poza tym, że takie lubią młodych i przystojnych, a on taki był właśnie. To też mu się tylko wydawało.
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
Każdego dnia zapuszczał się coraz dalej w las, a im dalej w las tym więcej drzew. I to dosłownie. Nie mógł się nadziwić jak gęsto rosły tutaj te gigantyczne rośliny. Wiosną pewnie musi być tutaj niezwykły widok, gdy korony drzew są porośnięte liśćmi.
Skrob. Zastrzygł sprawnym uchem. Skoro już tutaj był, mógł spróbować zapolować, żeby przynieść bratu jakiś smaczny kąsek. Może tym razem ucieszy się z leśnej myszy, czy innego gryzonia, a może ptaka. Przypadł do koślawej pozycji łowieckiej i z uniesionym zaden zaczął krążyć wokół pobliskich drzew w poszukiwaniu sprawcy hałasu.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Skruszone Serce rzadko zapuszczał się poza tereny Klanu Cienia. Jasne, kojarzył tereny niczyje ich otaczające, i oczywiście często bywał przy Czterech Dębach. Ale nigdy nie miał okazji, ani swojego rodzaju odwagi, by często po nich wędrować. Tego wschodu słońca jednak - ot tak - coś delikatnie się przełamało i postawił kilka, kilkanaście, może kilkadziesiąt kroków dalej, mając nadzieję na jakiekolwiek ładne kwieciste znaleziska.
Zamiast tego spotkał obcego kota w pozie, cóż, przypominającej Okruszkowi o wizytach w kociarni, jakie co jakiś czas odbywał. Z ciekawością, ale i niejaką ostrożnością, podreptał nieco bliżej Gremlina, pociągając nosem i badając zapach. Specyficzny, nieklanowy.
- Cze-! - zaczął zawołanie, zaraz jednak orientując się, co za pozę faktycznie przyjmował kocur. Rozejrzał się dookoła, próbując sprawdzić, czy nie spłoszył żadnej zwierzyny. - Och, przepraszam! - powiedział już ciszej.
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
Trochę się wzdrygnął, w końcu zwierzyna nie mówiła! Odwrócił się niemalże natychmiastowo w stronę nieznajomego i to tak szybko, że niemal poplątały mu się przednie łapy. - Co...? -Przechylił głowę, początkowo nie rozumiejąc za co ten go przepraszał, po chwili jednak trybiki zaczęły obracać się w gremlinowej czaszce. Zrozumiał! Za przestraszenie zwierzyny go przepraszał. Szczerze mówiąc to jego widok sprawił, że szybko zapomniał o polowaniu. - Wybaczę ci jak dasz mi się zjeść w zamian! -Wyszczerzył kiełki, nie w złym grymasie, a szerokim uśmiechu. Tak tylko sobie z kocura żartował. Może nie powinien, w końcu go nie znał, ale zawsze podchodził z takim czysto radosnym nastawieniem do nowych kotów. Jego sąsiedzi go z tego kojarzyli.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Już miał dopadać automatycznie do ciut młodszego kocura, by ten przypadkiem nie upadł na własną mordkę. Zdecydowanie nie chciał takiego obrotu sytuacji, szczególnie nie, kiedy ponosił za ten potencjalny upadek winę! Te kilka ruchów ze strony Gremlina sprawiły również, że czujność Okruszka szybko opadła. Choć nadal czuł się ciut niepewnie, a jego śmiech, jaki wybrzmiał po żarcie obcego, był jeszcze dość niepewny.
- Och, wiesz, niektórym byłoby przykro, gdybym dał się zjeść! - odpowiedział więc, starając się mówić raźno. - Więc dobrze, że żartujesz! Prawda? - jednak... niepewność wzięła górę.
Jasne, wesoły uśmiech przybysza wzbudzał zaufanie. Okruszek, mimo niewielkiej pojemności swojej głowy, był już na wystarczającej ilości patroli, by zachować takie podstawy bezpieczeństwa. Dość szybko się kruszyły pod wpływem pragnienia przyjaznej interakcji, ale były.
- Jesteś głodny?
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
- Oh! -Wymknęło mu się, jakby rzeczywiście pomyślał, że kocur (mimo śmiechu) uwierzył w jego słowa.- To jak tak się sprawy mają, to w żadnym wypadku! Nie jestem potworem! W sensie, że w żadnym wypadku cię nie zjem, bo żart to akurat w wypadku. No że to żart, oj wiesz o co chodzi! -Trochę mu się język poplątał, ale miał nadzieję, że kocur zrozumie przekaz, no i że nie będzie miał nic przeciwko temu. - Nie! Znaczy mój brat pewnie jest, dlatego chciałem coś złapać. A tak w ogóle to Gremlin jestem, a nie Głodny. -Postanowił od razu skorzystać z okazji i się przedstawić jak na kulturalnego kota przystało i jak Kurkuma uczyła.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Na szczęście w tej interakcji dwójka kotów miała czasem (często) problemy z plątaniem się języka. Chwilę zajęło Okruszkowi załapanie, co i jak, ale gdy już zrozumiał, że ma do czynienia z kimś do siebie podobnym, zdecydowanie się rozluźnił.
- Och, to dobrze, już wiem! Znaczy, wiedziałem, że nie jesteś potworem, ale, no wiesz, mogło być różnie. - uśmiechnął się, i to zdecydowanie pewniej.
Aż przekręcił lekko głowę na zupełnie nieznane mu słowo.
- Gremlin? O rany, a co to znaczy? - dopytał aż z ciekawością, i sam także przypomniał sobie o pewnych podstawach kultury. - Jestem Skruszone Serce, z Klanu Cienia. Albo Okruszek, tak krócej.
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
Ucieszył się, że kocur zrozumiał jego niezbyt przemyślaną paplanine. Już wiedział, że miał doczynienia z bystrym gościem. - Różnie czy nie, dzisiaj jest twój szczęśliwy dzień, bo trafiłeś na najmniejszego potwora na świecie. W sensie nie wzrostowo, bo wiadomo, wysoki jestem, ale nie zamierzam nikogo zjadać. -Pozwolił sobie podejść bliżej kocura, pamiętając jednak o zachowaniu odpowiedniego dystansu, gdyby temu jednak się to nie spodobało. - Szczerze mówiąc to sam nie wiem! Tak mówiła na mnie moja pani. Mama też mówiła, że nie wie co oznacza to imię, więc po prostu sobie tak z nim żyje. -Nie wiedział również co znaczyło Goblin, czy Kurkuma, ale to nie było w tym momencie ważne.- Ojej! To znaczy, że jesteś wojownikiem! Jak to jest być wojownikiem? A Skruszone, że pokorne, czy takie w kawałeczkach? -Może było to za dużo pytań jak na jeden raz, ale był zwyczajnie ciekawy. Gdy ostatnim razem spotkał wojownika to nie miał okazji takowych zadać.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Każdy, kto bliżej znał Okruszka, pewnie zaśmiałby się na określenie go bystrym gościem. Sympatycznym, miłym, naiwnym, gadatliwym? Jasne, jeszcze jak. Ale och, bystry to on był jak woda w potoku co najwyżej. Z tego powodu zupełnie nie miał nic przeciwko przybliżaniu się - już zupełnie nie czuł się zagrożony. Nie ze strony rozmówcy.
- To się bardzo cieszę!
Och, co pytał o jedno słowo, to dostawał kolejne, nieznane mu. Usiadł, zakładając, że spędzi jeszcze chwilę z Gremlinem, a po dynamice ich rozmowy właśnie na to się zapowiadało.
- Och, twoja pani? Znaczy... coś jak przywódca? - aż przekrzywił lekko głowę z zaciekawieniem. Dziwnie też było wyobrazić sobie życie bez wiedzy, co znaczy własne imię. Nawet, gdy było się prostolinijnym Okruszkiem! - O rany, a skąd to wiesz? No bo tak, jestem wojownikiem. Znasz się na klanach? Myślałem, że jesteś, no, Pieszczochem, czy coś! No, a co do tego, jak to jest... Wiesz, jestem od tego, żeby bronić swojego klanu, no i polować dla niego, i uczyć terminatorów, żeby też byli wojownikami. To ostatnie jest najfajniejsze! A, i Skruszone to chyba takie właśnie, no, pokruszone. Jak okruszki.
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
- Moja pani mnie karmi, kąpie, bawi się ze mną i w razie potrzeby zabiera do weterynarza. O! A weterynarz to taki medyk, tylko że taki dwunożny. Nie lubię do niego jeździć często daje zastrzyki. -Wzdrygnął się lekko. Do samego mężczyzny nic nie miał, rozumiał że ten robił te wszystkie nieprzyjemne rzeczy dla jego dobra, ale nie zmieniało to faktu, że nie lubił u niego przebywać.- Ale przywódcą bym jej nie nazwał, bo dostaje jeść kiedy chce, i to ja wybieram pory zabawy i wyjścia na dwór. -Dodał zaraz potem przypominając sobie, że właściwie to nie dał kocurowi pełnej odpowiedzi. - Już nie jestem! Razem z bratem chcemy dołączyć do jednego z klanów! -Uniósł dumnie pierś, uśmiechając się przy tym szeroko.- A wiem, bo moim sąsiadem był kiedyś klanowy kot. Wujek Chrabąszcz opowiedział mi wszystko, co powinienem wiedzieć o życiu w klanie. -Niestety nie wiedział, że gromiak opowiedział mu jedynie o względnym zarysie życia w lesie. Żył więc w słodkiej niewiedzy.- O! To chyba lepsze niż skruszone, bo brzmiało by wtedy jakby ktoś kazał ci być pokornym cały czas! -
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
- Och, czyli twoja pani to dwunóg, o rany. I... i tak daje ci wychodzić po prostu? Wiesz, bo... bo to jest tak, że dwunogi porywają koty z Klanów, i o rany, czasem one nie wracają! Znaczy, to dobrze, że o ciebie dba, ale, jeju... - wyraził na głos swoje zdziwienie. Czuł się bardzo surrealistycznie. Jasne, znał już kotkę, która pozytywnie wyrażała się o tym osiedlu jako o swoim domu, jednak to było zupełnie co innego.
I nawet Okruszek zastanowił się, dlaczego Gremlin postanowił wybrać inne życie, kiedy ten pochwalił się swoimi - i brata - zamiarami. Oczywiście, dalsza wypowiedź odrobinę mu rozjaśniła, ale i tak na szylkretowej mordce dało się zobaczyć duży szok. A kto znał dobrze Skruszone Serce, wiedział, że jego milczenie było rzadkością. Uśmiechnął się lekko, dopóki nie zorientował się, że kocur właśnie jakby rozszyfrował sens jego wojowniczego imienia nadanego przez Psią Gwiazdę. No tak. Pokora.
- Och, no... to pewnie też masz rację. Z tym byciem pokornym. To... to też ważne. - nie zmieniało to tak wiele w tym, jak Okruszek żył w Klanie Cienia, ale... Czuł się dziwnie z tym, że nie pomyślał o tej interpretacji wyobraźni Psiej Gwiazdy wcześniej. - A, no, czemu chcecie dołączyć do klanu?
Świetlik nic się nie zmieniła. Dalej jest drobnym kotem, mniejszym i niższym od normy. Dłuższe nogi i długi ogon są jej najbardziej charakterystyczną cechą wyglądu. Duże uszy na czubku okrągłej głowy oraz jasne, krótkie futerko. Jej futerko jest ciekawe, ponieważ całe jest pokryte w czarnych rozetach i pręgowaniem, które znajduje się na pyszczku, ogonie i tułowiu. Rozety są jaśniejsze w środku od obręczy. Na uszach, pyszczku, ogonie oraz na łapkach posiada ciemniejszą, czarną sierść. Na grzbiecie widoczny nalot. Nosek czarny, oczka jaskrawo niebieskie.
Dalej głupiutka, dalej wesolutka. Ciekawska, tym bardziej po spędzeniu całego swojego dotychczasowego życia w zamknięciu. Nie jest świadoma tego, że jej działania posiadają konsekwencje. Głośna, wszędzie jej pełno. Pragnąca całej uwagi, można by było powiedzieć, że to właśnie uwagą zwróconą w jej stronę się żywi - nie ważne czy tą dobrą czy złą. Nie jest złośliwa. Bije od niej entuzjazm oraz energia.
Było jej zimno. Było jej źle. Okropnie wręcz. Nie spała w nocy, deszcz spadał na jej pyszczek, a burza ryczała nad jej głową. Z łzami w oczach, zagubiona i zła... znalazła na noc norę, jakimś cudem nie była zalana. Położyła się, zasnęła, jakimś cudem.
Rano się obudziła. Przemoczona, była pewna, że chyba może zachorować przez jej własne decyzje. Ale to nic. To nic.
Wzięła głęboki wdech, chwiejny. Wyszła z nory, trzęsąc się pod wpływem wiatru. Wyglądała jak mokry, rozetkowy szczur. Nie poznawała swojego Klanu. Nie poznawała swojego kochanego wuja. Za każdym razem, kiedy zamykała oczy, widziała wydarzenia z tej burzowej nocy. Usiadła przed norą.
Czy mogłaby się zapaść pod ziemię?
Chciała chyba do Okonia...
Two birds on a wire
One says, "C'mon" and the other says, "I'm tired"
The sky is overcast and I'm sorry
One more or one less
Nobody's worried
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Nie popełnił błędu.
Nawet jeżeli wszyscy myśleli, iż tak właśnie było. Zrozumieją. Niegdyś zrozumieją, iż poświecił własne życia, by uratować Klan od zagłady. Od zarazy, która go opanowała. Zżerała od środka, sprawiała, iż gnił. Mogli krzyczeć, buntować się, błagać o pomstę Gwiezdnego Klanu i modlić się o jego śmierć. Niegdyś zrozumieją. Gwiezdnego Klanu nie było. I nigdy nie był ich sprzymierzeńcem. Niegdyś zrozumieją.
I oby ona zrozumiała.
- Świetlikowa Kniejo...
Niewiele obchodziło go w trwającym chaosie. A jednak - ona wciąż się liczyła. I to był jeden z błędów. Jeden z niewielu błędów, które popełnił - pozwolił sobie na troskę, która teraz go zabijała.
ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx
spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg
nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień
zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA