Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
W ostatnim czasie kontakt miała przede wszystkim z kotami z własnego Klanu – a to przecież nie mogło tak być, że dzień w dzień patrzyła tylko na te same pyszczki! Bardzo lubiła spędzać czas z rodzeństwem, obserwować przepychanki dzieci Bławatka i Zająca czy zaczepiać się w Krzyk, tak zajętą obowiązkami zastępcy, ale... ale potrzebowała pewnego powiewu świeżości! Chciała móc poznać kogoś całkiem nieznajomego, może nawet dać się zaskoczyć – albo zadziwić tę drugą stronę jakimiś wymyślnymi dziwactwami, jeżeli najdzie ją ochota na jakieś nieszkodliwe psoty.
Tak, tego potrzebowała.
No i oderwania od obowiązków.
Chociaż była po dość intensywnym dniu – odbębniła patrol, jak i spotkała się w celach treningowych ze Świt i Wirkiem – dość żwawym krokiem, z wysoko zadartą kitą podreptała w kierunku Czterech Dębów. Rozważała którąś z granic, ale ostatecznie doszła do wniosku, że w tym miejscu miała największą szansę na spotkanie kogoś nieznajomego. Wreszcie wskoczyła na Samotny Kamień, który wydał jej się dobrym punktem widokowym, i z napięciem rozejrzała się wokół. Ktoś, coś?
/Piołun!
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Księżyce: 93
Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok
Płeć: transpłciowy kocur
Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos
Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
/czaso przed pogrzebem Słonego Wiatru, bo nie wiem co tam się ewentualnie wydarzy. jeśli cokolwiek.
Najintensywniejsza rzecz, jaką dzisiaj zrobiłem, to próba złowienia ryb na stos zwierzyny. Nie do końca udana, musiałem to przyznać sam przed sobą, bo wróciłem do obozu z tylko jedną, dość mierną, ale obowiązki można było uznać za odbębnione. Minóg postanowił udawać, że nie istnieje, więc ja postanowiłem udawać, że wcale nie jest mi jakoś dziwnie przykro z powodu przedłużającego się znów treningu. Jakoś się to kiedyś rozwiąże, tylko jeszcze nie wiedziałem jak dużo będzie to ode mnie wymagało, zarówno pod względem samozaparcia, jak i wzięcia sprawy we własne łapy. Póki co czekałem na rozwój wypadków, zręcznie przy tym unikając zbytniego wysiłku oraz łażenia na nudne patrole z nudniejszymi wojownikami, którzy albo mieli kije pod ogonami, albo zero wspólnych tematów, przynajmniej ze mną. Jeśli miałem milczeć przez całe okrążenie, to równie dobrze mogłem chodzić sam. A jeśli miałem chodzić sam, to równie dobrze mogłem chodzić w okolice Czterech Dębów, gdzie ostatnimi czasy udawało mi się spotkać koty o wiele bardziej zajmujące niż rodzimi wojownicy.
Przyszedłem w miejsce zgromadzeń w całkiem dobrym humorze - ogon w górze, uszy przed siebie, pysk rozluźniony, wręcz ideał przyjaznego nastawienia. I nie zawiodłem się, mając nadzieję na jakąś interakcję, bo na jednym z kamieni już ktoś siedział. Z lekkim uśmiechem podszedłem do sąsiadki spacerowym krokiem.
- Czekasz na kogoś? - zagadałem. W razie twierdzącej odpowiedzi zawsze mogłem iść dalej, albo - w najgorszym przypadku - poinformować o tym, czy w ogóle opłaca się na gagatka czekać. A jeśli nie, jeśli nie miała planów, to mogliśmy nie mieć planów razem. Nie po raz pierwszy spędzałbym czas z kotem z sąsiedztwa zamiast na obchodzie granic.
Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
Bardzo się ucieszyła, gdy wreszcie dojrzała jakąś sylwetkę – nie, nie jakąś, bo wesołą i rozluźnioną, z przyjacielsko uniesionym ogonem. W końcu nie byłoby nic gorszego niż trafienie na jakiegoś skończonego gbura o lisim sercu – chociaż i to nie było przesądzone, w końcu pozory mogły mylić, ale Wyderka zdawała się o tym nie myśleć, nie teraz, bo uśmiechnęła się szeroko i zwinnie zeskoczyła z kamienia.
Przeciągle się rozciągnęła, jakby zwlekając z odpowiedzią, zanim wyprostowała się i spojrzała prosto w oczy rudej kotki. — No, na ciebie! — odparła bez zawahania.
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Księżyce: 93
Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok
Płeć: transpłciowy kocur
Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos
Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
Cofnąłem się o krok, gdy szylkretka zeskoczyła z kamienia - tak na wszelki wypadek, bo nie wątpiłem, że uda jej się mnie ominąć i dobrze wylądować, ale przezorny ubezpieczony i tak dalej. Złapała mnie z zaskoczenia, musiałem przyznać. Zamrugałem ze zdziwieniem i wstrzymałem oddech na uderzenie serca (samo w sobie prawie że łomoczące mi o żebra, mogłoby się uspokoić). Na mnie? Nie, nie ma opcji, że mówiła serio. Ale...
- Będę musiał w takim razie porozmawiać z ostatnim patrolem, który tędy przechodził. Nawet słowem się nie zająknęli, że mam tak wyjątkowego gościa. - Uśmiechnąłem się szeroko.
...możemy się pobawić we dwójkę.
Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
Chociaż nieco zaskoczyła ją odpowiedź, nawet brew jej nie drgnęła. Odnotowała tylko w myślach, że stojący przed nią kot był w rzeczy samej kocurem, by przypadkiem się nie pomylić... A potem gniewnie zmarszczyła czoło. — Naprawdę?! Straszne! A mówiłam im, że to pilne i w ogóle... — Przymknęła oczy i z wyraźną dezaprobatą pokręciła głową. Głęboko westchnęła. — Ale nic to. Ważne, że w końcu jesteś.
Wreszcie Wyderka umiechnęła się wesoło. Ktokolwiek był na wspomnianym patrolu, niech spoczywa w pokoju – jego śmierć będzie honorowa, bo przyczynił się do słusznej sprawy. Po kilku uderzeniach serca zaczęła podążać wzdłuż wichrowej granicy z Rzeką, bo skrupulatnie przeanalizowane poszlaki wskazywały, iż stąd pochodził jej nowy znajomy.
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Księżyce: 93
Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok
Płeć: transpłciowy kocur
Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos
Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
Pokręciłem głową również, z głęboko udawanym smutkiem. Niedopuszczalne zachowanie ze strony patrolu, w którym nawet nie wiem, kto był. Może gdybym uważał jakoś bardziej, kiedy Nocny Szkwał rozdzielał i przydzielał koty do patroli z samego rana, ale wtedy byłem zajęty spaniem - a gdybym nie był, i tak pewnie bym go zignorował. Mniejsza o to, bo obecna sytuacja była o wiele bardziej zajmująca, niż nasz sztywny zastępca. Ruszyłem razem z moją rozmówczynią, nie chcąc zostać w tyle, skoro tyle na mnie czekała, ha!
- Skoro to pilne, to proszę, nie trzymaj mnie w niepewności! - zaśmiałem się, tak całkiem szczerze, dotrzymując jej kroku. Wymagało to co prawda ode mnie dość żwawego przebierania łapami, ale byłem zbyt ciekaw, co szylkretka ma do powiedzenia, aby tak po prostu się poddać i odpuścić. Podobała mi się w gruncie rzeczy ta gra, którą tu prowadziliśmy.
Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
Z zadowoleniem dostrzegła, że rozmówca podążył za nią, a po kilku uderzeniach serca nawet dotrzymywał jej kroku. Dobrze trafiła, nie ma co! — Nie uwierzysz... — zaczęła dramatycznym tonem, unosząc wzrok z głębokim westchnieniem. — Mamy w Klanie kota, który może jeść tylko ryby. Inaczej ma... — Rozejrzała się, zanim ściszyła głos, jakby miała przekazać tajną łamane przez poufną informację: — ...sraczkę.
Oczywiście, nikt taki nie istniał – chociaż jakby sprawę potraktować metaforycznie i uznać problemy żołądkowe za synonimiczne do życiowego zawodu, to jej byłoby zdecydowanie najbliżej. Bardzo bolała ją nieobecność jakiejkolwiek rybki na stosie – bardzo! Ale były to nieistotne szczegóły; towarzyszący jej Rzeczniak nie musiał o wszystkim wiedzieć, bo po co, nikogo to nie krzywdziło, a tak było tylko ciekawiej. — Także muszę potrenować łowienie, a od patrolu usłyszałam, że ty jesteś w tym świetny – uśmiechnęła się lekko w stronę rudego kocura podczas wciąż żwawego marszu.
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Księżyce: 93
Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok
Płeć: transpłciowy kocur
Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos
Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
Trafiła chyba najlepiej, jak mogła, bo nie wiem, kto jeszcze w tym klanie nie miał tyle kija pod ogonem, żeby spróbować z nią żartować - może Kałuża? Albo Minóg? Mniejsza o nich, bo byłem tu tylko ja, sąsiadka po drugiej stronie granicy, oraz ta gierka, która chyba w końcu zaczynała nas dokądś prowadzić.
Prawie prychnąłem śmiechem. Prawie! Powstrzymałem się jednak, chociaż musiałem udać kaszlnięcie albo dwa, żeby cała ta gra trwała nadal. Pokiwałem głową, znów z głęboko udawanym smutkiem.
- Straszna przypadłość, doprawdy. Prawie jakby urodził się nie tam, gdzie powinien, co za tragedia. Dla niego i dla wszystkich wokół. - Jeszcze trochę a bym się wzruszył losem tego Wichrzaka, który prawdopodobnie nawet nie istniał. Nie miałem jednak samozaparcia, aby dłużej udawać zmartwionego i na moim pysku pojawił się całkiem szczery uśmiech, a z gardła wydobył się śmiech.
- Trzeba było więc tak od razu! - zawołałem, cały czas doskakując, aby nie zostać w tyle za wyższą ode mnie szylkretką. Normalnie nie przeszkadzało mi bycie niskim czy nawet drobnym, ale ten jeden raz oddałbym wszystkie popołudniowe drzemki za dłuższe łapy, żeby tylko nie czuć się jak terminator na treningu. - Ale niestety - tu spróbowałem nabrać powagi, co wyszło... tak średnio - nawet najlepszy z Rzeczniaków nie wyłowi ryby z traw, a do Grzmiącej Rzeki przy topolach jest stąd kawałek drogi. Mogę jedynie zaproponować podzielenie się teorią, w szczerej nadziei, że będzie to wystarczająca pomoc. Chociaż... - Zawiesiłem głos na dłuższą chwilę, jakbym się nad czymś zastanawiał. - Moglibyśmy, na przykład, przejść się kiedyś razem nad jakąś wodę. Wiesz, celem prezentacji. - Zerknąłem na rozmówczynię kątem oka, żeby wybadać reakcję.
Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
W obliczu nagłego napadu kaszlu, zerknęła pytająco na kocura – wszystko wskazywało jednak na to, że była to część gry, stąd uśmiechnęła się tylko i znów spojrzała przed siebie.
Zaraz też pokiwała głową, gdy rozmówca podsunął jej genialny – sensownie sklejający całą tę historyjkę – trop. Pospiesznie rozejrzała się wokół. — Cóż, nie ma co ukrywać, ma w sobie domieszkę krwi Rzeczniaka, więc szczerze? Podejrzewam, że to przez to — rzuciła konspiracyjnym tonem. Niebezpiecznie zawężało to krąg poszukiwań, gdyby kocur chciał poszukać potwierdzenia dla jej teorii, ale czy taka Świt obrazi się, jak usłyszy pytanie, czy ma problemy żołądkowe po spożyciu czegokolwiek innego od ryby? Raczej nie... Może Traszka tak, ale i ją jakoś ugładzi.
Gwałtownie się zatrzymała. — No kawałek drogi, ale nie taki znowu duży, nie taki nie do przejścia, no nie? — spytała z niemrawą miną. Tak blisko , a tak daleko, ech! — Bo tak w teorii to ja już umiem, ale sam rozumiesz, to nie to samo, zwłaszcza że wśród traw nie grozi mi przypadkowe wpadnięcie do wody, a dobrze by było się z tym jakoś zmierzyć...
Westchnęła z wyczuwalnym żalem, chociaż pod wpływem sympatycznej propozycji nieco się rozpogodziła. — Ale tak też okej, no, może do tego czasu nie umrze nam z głodu albo z odwodnienia... — Wywróciła oczami, jakby cała ta sytuacja była dla niej wielce absurdalna; a chodziło przecież tylko o to, by sama mogła sobie wrzucić rybkę na ząb!
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Księżyce: 93
Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok
Płeć: transpłciowy kocur
Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos
Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
Jeśli rozmówczyni chciała jakoś bardziej mnie zaciekawić, to jak najbardziej się jej udało; zastrzygłem uszami, nie kryjąc już szczerego zainteresowania.
- Domieszkę? A z której strony, kojarzysz może? - To by było śmiesznie, gdyby szylkretka mówiła o jakimś dziecku Łabędzia. Były w klanie koty, które by się poskładały ze śmiechu na tę wieść. Szkoda, że Kościste Wybrzeże należał do dalekiej przeszłości, bo przynajmniej miałbym czym go zaskoczyć - jeśli, oczywiście mowa była o moich kuzynach. Ciekawe, że rzeczony kot nie zamierzał się w takiej sytuacji po prostu do Rzeki przenieść… Czy nie byłoby wtedy po prostu łatwiej?
- Och, faktycznie. Przyznam szczerze, że nie pomyślałem o takich konsekwencjach. - Mmm, zawsze przyjemnie się przyznać do własnej głupoty. Od razu zrobiło mi się trochę cieplej pod futrem na pysku, ale trzeba brnąć w to dalej, skoro już tak daleko zaszliśmy. Jednak zmarszczka na moim czole pojawiła się jak najbardziej szczerze. Nie sądziłem, aby trening na, ha ha, sucho do czegoś się nadawał, skoro szylkretka znała już teorię, więc nawet ten głaz, co był gdzieś tu w okolicy, na nic się nie przyda. Zerknąłem ponownie na kotkę, po czym westchnąłem - dramatycznie, może trochę przesadnie.
- W porządku, dobrze. Mam nadzieję, że uda nam się coś złapać. W imię tego… kota ze sraczką. Chodźmy. - Machnąłem ogonem, może nie do końca przyśpieszając, bo już maszerowałem w całkiem sprawnym tempie, ale z wyraźnym celem zamiast zwyczajnego spaceru w miłym towarzystwie - oczyma wyobraźni wytyczałem już jak najlepszą trasę wzdłuż granicy, bo mieliśmy do przejścia, cóż, całą jej długość między naszymi klanami.
- Nie boisz się rzeki, co nie?
Księżyce: 56
Mistrz: Nocny Szkwał
Płeć: kotka
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Partner: -
Trwałe urazy: -
duża, czarna dymna ruda szylkretka z bielą na mniej niż połowie ciała, długim futrem i pomarańczowymi oczami
Trochę się zmieniła od swoich kocięcych czasów ale i część jej cech pozostała. Na pewno w dalszym ciągu jest zuchwała, ambitna i temperamentna, ale nabrała również odrobinę ogłady w swoim zachowaniu wynikającej z nabrania pewności siebie podczas samotnego życia. Poza Klanem musiała sama o siebie dbać i nie mogła liczyć na kogokolwiek poza sobą samą, co wpłynęło na jej postrzeganie rzeczywistości i stosunek do samej siebie jak i innych. Nabrała nieufności do intencji innych kotów, ale z drugiej strony jeszcze bardziej czuje potrzebę realizowania swoich ambicji i stawiania na swoim. Ma problemy z chodzeniem na kompromisy oraz empatycznym spojrzeniem na drugiego kota. Tak jak jest wymagająca wobec siebie tak i jest wymagająca wobec innych, krytycznie ich oceniając. Ceni sobie siłę i pozycję, nawet ona jest w stanie wykrzesać w sobie szacunek do kogoś, jeśli uzna go za wartościowego. Ewidentnie nie jest już narwanym kociakiem, chociaż dalej łatwo się irytuje i nosi w sercu dużo złości na otaczający ją świat i to, jak wygląda jej życie, gdyż zdecydowanie nie jest takie, jakie by chciała. Mówi co myśli, nie owija w bawełnę i nie zależy jej na tym by inni ją lubili. Bratek totalnie nie potrafi kłamać lub udawać, zawsze jest całkowicie szczera i łatwo ją rozgryźć gdyż nigdy nie ukrywa swoich emocji albo myśli - wystarczy ją obserwować a od razu można określić co czuje albo co w jej głowie siedzi. Nie boi się nikogo ani niczego, ma świadomość swojej wielkości i siły i mało co robi na niej jakiekolwiek widoczne wrażenie. Nie jest najlepsza w wyłapywaniu aluzji, dlatego trzeba być z nią bezpośrednim, gdyż jej prostolinijność może łatwo doprowadzić do nieporozumień.
Nie jest jednak mściwa i nie nosi w sercu długo urazy. Lubi rozmawiać z innymi i do bliskich podchodzi w sposób serdeczny i opiekuńczy, chociaż w dalszym ciągu jest boleśnie szczera i łatwo się irytuje. Miewa problemy z wpasowaniem się i ma trudność z nawiązywaniem bliskich, głębokich relacji, co ją czasem trochę kole, ale niełatwo jest jej znaleźć kłodę we własnym oku i nie rozumie, że problem często leży po jej stronie a nie innych.
Łyskająca Łapa, Okoniowa Łapa [KRz], Czerń [KC]
~#~
Nocny Szkwał wydał terminatorom zakaz wychodzenia samotnie z obozu dopóki nie udowodnią, że potrafią walczyć, ale Bratkowa Łapa miała ponad czterdzieści księżyców, była wielka, silna i musiała przecież jakoś przeżyć samemu w trakcie swojego długiego, samotniczego życia, więc nie uznawała, żeby ten zakaz dotyczył także jej. Rozgladała się zatem po okolicy, chcąc lepiej zapamiętać tereny Klanu Rzeki, aż dotarła do miejsca, gdzie, między zapachami Klanów, woń się urywała. To tutaj pewnie były Cztery Dęby, miejsce spotkań Klanów, a za nimi tereny Klanu Cienia, jedynego Klanu z którym bezpośrednio nie graniczyli. Nagle przypomniała sobie w głowie słowa swojego brata podczas treningu. Hm.
//Próchno!
They talk about[ME], I forget to l i s t e n At least I get therecognition
Heavyweight, I pull up on you with the [REPETITION] You in the pit, it's << n o t>>no exhibition [OH! ]they big mad, I'm the big boss Talka big game,take a big loss
[Growin' up, I wastheproblemthatthey didn'tS O L V E ]
Księżyce: 51
Płeć: kocur
Matka: Grząskie Bagno
Ojciec: Psia Gwiazda
Trwałe urazy: blizna przy lewym oku, ból, męty i zaburzona głębia widzenia w lewym oku
Urazy mechaniczne: -1Zm na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 51
Płeć: kocur
Matka: Grząskie Bagno
Ojciec: Psia Gwiazda
Trwałe urazy: blizna przy lewym oku, ból, męty i zaburzona głębia widzenia w lewym oku
Urazy mechaniczne: -1Zm na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Pod względem wielkości i budowy, Mszar nie wyróżnia się w żaden sposób od przeciętnego kocięcia. Nic nie wskazuje także na to, by miało się to zmienić w przyszłości – wyrośnie prawdopodobnie na kota średniej wielkości i takiej również budowy. Całe jego ciało pokrywa krótkie, miękkie futerko, co również nie należy do cech szczególnych – jednak jego umaszczenia zaczyna się już nieco wyróżniać. Jego podstawę stanowi całkiem klasyczny dla klanu Cienia bury odcień poprzecinany dość grubymi, czarnymi tygrysimi pręgami, w sporej części przykrytych bielą. I to te właśnie białe znaczenia układają się w sposób dość rzadko spotykany. Pokrywają szczególnie oba boki kociaka, gdzie zajmują ich większą część, tworząc nieregularne łaty spod których gdzieniegdzie widać fragmentu prawdziwego umaszczenia. Biały jest także w zdecydowanej większości brzuch Moczara, a mniejsze plamy tej samej barwy można zauważyć również na jego czole, pod oczami oraz na prawym policzku, gdzie tworzy się dłuższa, jasna smuga. Poza tym, na reszcie głowy, ogonie oraz łapach można oglądać już niezakryte niczym burą sierść, potwierdzającą czyim dzieckiem jest. Dość istotnym elementem są także oczy kociaka, póki co jeszcze szaroniebieskie, dziecięce, ale całkiem niedługo zaczną wybarwiać się na złotobrązowe.
Podczas gdy całkiem spora część jego rodzeństwa domaga się uwagi rodziców oraz całego świata, Mszar woli trzymać się gdzieś z tyłu, próbując nie zwrócić na siebie zbyt dłużej uwagi. Należy do kociaków dość cichych i spokojnych, starających się zwykle unikać konfliktów, jeśli jest to tylko możliwe. Jak na syna kotów tak potężnych jak Psia Gwiazda i Grząskie Bagno, nie ma także zbyt ambitnych planów na przyszłość – myślenie o tym, że w przyszłości miałby zostać jednym z najpotężniejszych wojowników, napełnia go raczej niepokojem niż radością. Dlatego ucieka od świata w zastanawianie się nad sprawami zupełnie innymi, marzeniami odległymi i zwykle niemożliwymi do spełnienia. Często skupia się na tych wyobrażeniach na tyle mocno, że sprawia wrażenie nieobecnego, ignorującego rzeczywisty świat wokół niego. Mimo wszystko, stara się być posłusznym synem swoich rodziców, bo absolutnie nie chciałby ich zawieść i nawet, jeśli uznaje, że najlepszy nigdy nie będzie, wolałby nie stać się tym najgorszym. W kontaktach z innymi kotami, lubi przede wszystkim słuchanie opowieści – o dawnych czasach, o Gwiezdnych, dalekich miejscach, właściwie o wszystkim, co nie jest aktualnym życiem Mszara.
Zostałem wojownikiem, a to oznaczało, że już naprawdę mogłem iść gdzie tylko chciałem. I korzystałem z tej możliwości, przechadzając się właściwie każdego dnia po terenach Cienia, tylko czasami nieco dalej. Lubiłem spokój, który panował wokół, ciszę, uczucie, przy którym wydawało mi się czasem, jakbym był naprawdę ostatnim kotem na świecie – chociaż bez skupiania się nad tym za bardzo, bo wtedy zaczynało być niepokojące.
Może właśnie dlatego akurat tego dnia wyruszyłem w stronę Czterech Dębów – tutaj częściej można było kogoś spotkać, w tym także członków wszystkich innych klanów lub przynajmniej tak słyszałem. Sam do tej pory nie poznałem przecież jeszcze nikogo konkretnego, mogłem jedyne wyczuwać pozostawione w okolicy zapachy i wyobrażać sobie jak mogły wyglądać koty, które je nosiły.
Tym razem również wydawało się, że byłem samotny. Trudno. Przynajmniej mogłem przejść się wzdłuż granic tego wspólnego tereny, spoglądając z nich na ziemie, na które nie mógłbym wstąpić. Na moment zatrzymałem się przy tych, które należały do Rzeki, jedynego klanu, z którym nie graniczyliśmy bezpośrednio, a przez to wydającego mi się tym najbardziej odległym, tajemniczym. Czy mógłbym dowiedzieć się, kto rzeczywiście tam żyje?
Większość kociąt przechodząc w wiek terminatorski, przechodzi również swoją własną transformację z brzydkiego kaczątka w pięknego łąbędzia ― ich sylwetka przestaje przypominać puchatą kulkę, łapy wydłużają się a krok nabiera gracji. Cóż. Bielinka całe to zamieszanie zupełnie ominęło. Urósł, owszem. Z dużej puchatej kulki stał się wielką puchatą kulą i... to by było na tyle. Zbyt świadom swoich rozmiarów, Bielinek niezręcznie góruje nad więszością Klanu, porusza się tak, by zajmować jak najmniej miejsca i ciągle potyka się i na coś wpada, jak gdyby nigdy nie nauczył się jak panować nad własnym ciałem.
Nie wyglądałby pewnie na w połowie tak dużego, gdyby nie jego futro, długie i puszyste, oraz ciągle pozostające w stanie artystycznego nieładu, nie ważne, jak bardzo Bielinek nie stara się o nie dbać (a stara się! Biała Łapa lubi wyglądać ładnie, uroczo i pachnąco). Ma ono kolor czekoladowy, niemal całkowicie jednolity, poza dwoma paluszkami obu przenich łap i niewielką plamką ukrytą w gęstej kryzie, które jaśnieją bielą.
Gdzieś pomiędzy tym puchem można dostrzec kształtną, całkiem urodziwą mordkę i parę okrągłych, różnokolorowych oczu ― prawe żółte, lewe niebieskie. Mówi się, iż oczy są oknem duszy i cóż, w przypadku Bielinka zdecydowanie jest to prawdą; tak jak i w jego głowie, w jego spojrzeniu również ciężko doszukać się głębszej myśli.
Spokojne, ostrożne stworzenie. Bielinek spędza życie, bujając z głową w chmurach. Zachwyca się kolorem nieba, kwiatami czy motylami, a proza życia zdaje się go zupełnie omijać. Zmuszony do zajmowania się codziennymi sprawami, łatwo się rozprasza i gubi wątek. Zresztą, w swoich snach również się gubi, ciągle poruszony nowymi, co raz to wspanialszymi pomysłami. I chociaż poezji w jego głowie jest tak wiele, na zdrowy rozsądek, zdaje się, już w niej miejsca nie starczyło. Nie lubi się spieszyć i, prawdę mówiąc, nie lubi też działać. Chociaż marzy o wielkich przygodach, całkowicie wystarcza mu przeżywanie ich we własnej głowie. W jednej chwili jest w stanie dokładnie opisać plan wielkiej wyprawy na niezbadane lady, a w drugiej ― zwinąć się w kulkę i zapaść w smaczną drzemkę. Cóż może powiedzieć? Bielinek jest prawdziwym koneserem drzemek i przekąsek. Chociaż nie unika obowiązków, lubi się też najeść i odpocząć, a wszelkie plany mogą według niego poczekać do jutra.
Brak elegancji w wyglądzie stara się nadrobić elegancją w zachowaniu. Stara się być zawsze uprzejmy, mówić pięknie i elegancko, słowem ― zachowywać się jak dobrze wychowany młody kot. Bielinek jest zresztą osobnikiem raczej towarzyskim, lubiącym poznawać nowe koty i wciągać je w sieć swoich marzeń, chociaż ciężko powiedzieć też, by czuł się szczególnie nieszczęśliwy w chwilach, gdy jest skazany na własne towarzystwo.
czereśniowa gałązka [gk]
Ktokolwiek stwierdził, że zabranie Bielinka na patrol jest dobrym pomysłem, stanowczo przecenił i jego instynkt samozachowawczy, i jego zdolność do utrzymania myśli w głowie przez dłużej, niż pięć sekund. Istniała spora szansa, że zdarzyło się to przez pomyłkę. Rześka Pszczoła miała iść na patrol z jakimś terminatorem, więc zgarnęła pierwszego, który nawinął jej się pod łapę, a Bielinek ― cóż. Nie znał się na tym wszystkim. Jeżeli kot wyższy rangą prosił go, by coś zrobił, kim był Bielinek, by odmówić? Poza tym skłamałby, gdyby powiedział, że perspektywa opuszczenia Obozu nie sprawiała, że jego serduszko zaczynało bić nieco mocniej.
Więc poszedł i ― dla jego obrony ― przez większość czasu rzeczywiście starał się posłusznie truchtać za pstrokatą wojowniczką, pozwalając, by jej radosne paplanie obmywało jego uszy jak morskie fale, nie zostawiając trwałego śladu na jego umyśle. Nie miał powodu, by zbaczać z wyznaczonej ścieżki. Obserwowanie otoczenia w trakcie spaceru zupełnie mu wystarczało. Tereny przecież nie uciekną. Nawet jeżeli pragnął, z całego serca, zwiedzić je dokładniej, miał przecież na to czas. Może kiedyś, kiedy rzeczywiście zacznie swój trening. Albo kiedy, w być może nie aż tak dalekiej przyszłości, zostanie wojownikiem. Wtedy będzie mógł chodzić, gdzie tylko chce, kiedy tylko chce. O. Teraz po prostu sobie poogląda.
Tak przynajmniej myślał, nim kątem oka zauważył kępkę biały kwiatów w oddali. Przebiśniegi, prawdopodobnie. Nim w ogóle zdążył się nad tym zastanowić, już truchtał w ich kierunku. Może mógłby przynieść trochę mamie?
Nie zauważył nawet, jak bardzo się oddalił, dopóki nie wyrosła przed nim kocia sylwetka. Przystanął, wpatrując się w nieznajomego szeroko otwartymi oczyma. Bez strachu, jedynie z zaciekawieniem. Kocur nie wyglądał jak ktoś, kogo Bielinek kiedykolwiek widział w Obozie, nawet przelotnie. I pachniał dziwnie, zupełnie obco. Serce Bielinka zatrzepotało. Czyżby udało mu się spotkać kogoś z innego Klanu? Oh!
― Dzień dobry? ― powiedział, niepewnie, podchodząc o kilka kroków bliżej. ― Widziałeś tu może kwiaty? Takie białe? Patrzyłem na nie chwilę temu, ale później zobaczyłem ciebie i trochę się rozproszyłem. Nie spodziewałem się, że tu kogoś zobaczę ― wyrzucił. O czym rozmawia się z kotami z innych Klanów? Nie miał pojęcia.
givemesirensand acyclops givemexgiantsandxahydra iknowlifeandf a t earescary xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxbut iwannabelegendary
Księżyce: 51
Płeć: kocur
Matka: Grząskie Bagno
Ojciec: Psia Gwiazda
Trwałe urazy: blizna przy lewym oku, ból, męty i zaburzona głębia widzenia w lewym oku
Urazy mechaniczne: -1Zm na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 51
Płeć: kocur
Matka: Grząskie Bagno
Ojciec: Psia Gwiazda
Trwałe urazy: blizna przy lewym oku, ból, męty i zaburzona głębia widzenia w lewym oku
Urazy mechaniczne: -1Zm na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Pod względem wielkości i budowy, Mszar nie wyróżnia się w żaden sposób od przeciętnego kocięcia. Nic nie wskazuje także na to, by miało się to zmienić w przyszłości – wyrośnie prawdopodobnie na kota średniej wielkości i takiej również budowy. Całe jego ciało pokrywa krótkie, miękkie futerko, co również nie należy do cech szczególnych – jednak jego umaszczenia zaczyna się już nieco wyróżniać. Jego podstawę stanowi całkiem klasyczny dla klanu Cienia bury odcień poprzecinany dość grubymi, czarnymi tygrysimi pręgami, w sporej części przykrytych bielą. I to te właśnie białe znaczenia układają się w sposób dość rzadko spotykany. Pokrywają szczególnie oba boki kociaka, gdzie zajmują ich większą część, tworząc nieregularne łaty spod których gdzieniegdzie widać fragmentu prawdziwego umaszczenia. Biały jest także w zdecydowanej większości brzuch Moczara, a mniejsze plamy tej samej barwy można zauważyć również na jego czole, pod oczami oraz na prawym policzku, gdzie tworzy się dłuższa, jasna smuga. Poza tym, na reszcie głowy, ogonie oraz łapach można oglądać już niezakryte niczym burą sierść, potwierdzającą czyim dzieckiem jest. Dość istotnym elementem są także oczy kociaka, póki co jeszcze szaroniebieskie, dziecięce, ale całkiem niedługo zaczną wybarwiać się na złotobrązowe.
Podczas gdy całkiem spora część jego rodzeństwa domaga się uwagi rodziców oraz całego świata, Mszar woli trzymać się gdzieś z tyłu, próbując nie zwrócić na siebie zbyt dłużej uwagi. Należy do kociaków dość cichych i spokojnych, starających się zwykle unikać konfliktów, jeśli jest to tylko możliwe. Jak na syna kotów tak potężnych jak Psia Gwiazda i Grząskie Bagno, nie ma także zbyt ambitnych planów na przyszłość – myślenie o tym, że w przyszłości miałby zostać jednym z najpotężniejszych wojowników, napełnia go raczej niepokojem niż radością. Dlatego ucieka od świata w zastanawianie się nad sprawami zupełnie innymi, marzeniami odległymi i zwykle niemożliwymi do spełnienia. Często skupia się na tych wyobrażeniach na tyle mocno, że sprawia wrażenie nieobecnego, ignorującego rzeczywisty świat wokół niego. Mimo wszystko, stara się być posłusznym synem swoich rodziców, bo absolutnie nie chciałby ich zawieść i nawet, jeśli uznaje, że najlepszy nigdy nie będzie, wolałby nie stać się tym najgorszym. W kontaktach z innymi kotami, lubi przede wszystkim słuchanie opowieści – o dawnych czasach, o Gwiezdnych, dalekich miejscach, właściwie o wszystkim, co nie jest aktualnym życiem Mszara.
A jednak, miałem szczęście – ktoś znalazł się całkiem niedaleko, a ponad to, sam zaczął rozmowę. Czy wyglądałem jak ktoś, kto mógł rozproszyć uwagę kocura od kwiatów, których wypatrywał wcześniej? Brzmiało to całkiem przyjemnie, podobało mi się, szczególnie usłyszane od kogoś, kto również wyglądał całkiem ładnie. Jego futerko, niby brązowe, a jednak inne od burych barw znanych dobrze z Cienia, poza swoim interesującym kolorem, wydawało się również być bardzo miękkie. Przypatrywałem się mu przez moment, - Dzień dobry. Niestety, nie widziałem – ja zapatrzyłem się zamiast na wasze tereny. Jednak może było warto, skoro dzięki temu mogłem zobaczyć ciebie. Ale mogę pomóc ci szukać, czy gdzieś tutaj nie rosną. – Czy nie brzmiało to wszystko głupio? Nie byłem pewny, co rzeczywiście powinienem mówić w takich sytuacjach, gdy był to pierwszy napotkany kot z innego klanu. Cofnąłem się o krok w stronę Czterech Dębów, spuszczając wzrok z Rzeczniaka i starając się dostrzec, czy rzeczywiście mogły tu gdzieś rosnąć przebiśniegi. I dlatego, że jednak patrząc na niego zbyt długo, czułem się w jakiś sposób zawstydzony. - Nazywam się Szepczące Topielisko, a ty? – Pierwsza okazja do pochwalenia się nowym imieniem. We własnym klanie i tak prawie każdy słyszał je na ceremonii, a nawet jeśli kogoś ona ominęła, pewnie dowiedział się w inny sposób. Teraz naprawdę ktoś mógł się dowiedzieć, że rzeczywiście udało mi się już zostać wojownikiem – czy i on nim był?
Większość kociąt przechodząc w wiek terminatorski, przechodzi również swoją własną transformację z brzydkiego kaczątka w pięknego łąbędzia ― ich sylwetka przestaje przypominać puchatą kulkę, łapy wydłużają się a krok nabiera gracji. Cóż. Bielinka całe to zamieszanie zupełnie ominęło. Urósł, owszem. Z dużej puchatej kulki stał się wielką puchatą kulą i... to by było na tyle. Zbyt świadom swoich rozmiarów, Bielinek niezręcznie góruje nad więszością Klanu, porusza się tak, by zajmować jak najmniej miejsca i ciągle potyka się i na coś wpada, jak gdyby nigdy nie nauczył się jak panować nad własnym ciałem.
Nie wyglądałby pewnie na w połowie tak dużego, gdyby nie jego futro, długie i puszyste, oraz ciągle pozostające w stanie artystycznego nieładu, nie ważne, jak bardzo Bielinek nie stara się o nie dbać (a stara się! Biała Łapa lubi wyglądać ładnie, uroczo i pachnąco). Ma ono kolor czekoladowy, niemal całkowicie jednolity, poza dwoma paluszkami obu przenich łap i niewielką plamką ukrytą w gęstej kryzie, które jaśnieją bielą.
Gdzieś pomiędzy tym puchem można dostrzec kształtną, całkiem urodziwą mordkę i parę okrągłych, różnokolorowych oczu ― prawe żółte, lewe niebieskie. Mówi się, iż oczy są oknem duszy i cóż, w przypadku Bielinka zdecydowanie jest to prawdą; tak jak i w jego głowie, w jego spojrzeniu również ciężko doszukać się głębszej myśli.
Spokojne, ostrożne stworzenie. Bielinek spędza życie, bujając z głową w chmurach. Zachwyca się kolorem nieba, kwiatami czy motylami, a proza życia zdaje się go zupełnie omijać. Zmuszony do zajmowania się codziennymi sprawami, łatwo się rozprasza i gubi wątek. Zresztą, w swoich snach również się gubi, ciągle poruszony nowymi, co raz to wspanialszymi pomysłami. I chociaż poezji w jego głowie jest tak wiele, na zdrowy rozsądek, zdaje się, już w niej miejsca nie starczyło. Nie lubi się spieszyć i, prawdę mówiąc, nie lubi też działać. Chociaż marzy o wielkich przygodach, całkowicie wystarcza mu przeżywanie ich we własnej głowie. W jednej chwili jest w stanie dokładnie opisać plan wielkiej wyprawy na niezbadane lady, a w drugiej ― zwinąć się w kulkę i zapaść w smaczną drzemkę. Cóż może powiedzieć? Bielinek jest prawdziwym koneserem drzemek i przekąsek. Chociaż nie unika obowiązków, lubi się też najeść i odpocząć, a wszelkie plany mogą według niego poczekać do jutra.
Brak elegancji w wyglądzie stara się nadrobić elegancją w zachowaniu. Stara się być zawsze uprzejmy, mówić pięknie i elegancko, słowem ― zachowywać się jak dobrze wychowany młody kot. Bielinek jest zresztą osobnikiem raczej towarzyskim, lubiącym poznawać nowe koty i wciągać je w sieć swoich marzeń, chociaż ciężko powiedzieć też, by czuł się szczególnie nieszczęśliwy w chwilach, gdy jest skazany na własne towarzystwo.
czereśniowa gałązka [gk]
Słysząc słowa kocura, wcześniejszą niepewność na pyszczku Bielinka natychmiast zastąpił promienny uśmiech.
― To bardzo miło z twojej strony, że zechcesz mi pomóc! ― powiedział, podchodząc jeszcze bliżej. W swej radości nie patrzył szczególnie, gdzie idzie; jego łapa zahaczyła o wystający z trawy kamyk lub inny patyk. Pisnął zaskoczony, zachwiał się niebezpiecznie, ale w ostateczności ― uniknął spotkania z ziemią. Całe szczęście. Bielinek nie chciałby wyjść na całkowitą niezdarę przed kotem z innego Klanu! ― Wybacz, czasem mi się zdarza ― rzucił beztrosko, obdarzając kocura kolejnym uśmiechem. ― Wiesz, pomyślałem, że mógłbym przynieść trochę kwiatów mojej mamie. Myślę, że by się ucieszyła. Byłoby przykro, gdyby nie udało mi się ich znowu znaleźć. A ty? Przeszedłeś tylko pooglądać nasze tereny? ― Przechylił głowę, wciąż przypatrując się kocurowi z zaciekawieniem. Granice klanów nie były konceptem, o który Bielinek dbał jakoś szczególnie. Wiedział o tym, iż różne Klany miały swoje terytoria, lecz bronienie ich przed intruzami nie było coś, o czym szczególnie myślał, a gdyby zaczął, z całą pewnością uznałby ten pomysł za wysoce bezsensowny. Dlaczego ktoś miałby nie móc wejść na tereny Klanu Rzeki i się po nich rozejrzeć, jeżeli taka była jego ochota? Przecież nie było niczego złego w spacerowaniu! Swojego nowego towarzysza, gdyby ten tylko wyraził taką ochotę, również z chęcią zaprosiłby na wycieczkę krajoznawczą, chociaż przewodnik byłby pewnie z niego słaby.
― Jesteś wojownikiem! ― zawołał z podziwem. Szepczące Topielisko nie wyglądał, jakby był od niego wiele starszy, a mimo to udało mu się już ukończyć swój trening! ― Ja jestem, uh, Biała Łapa. Ale wystarczy Bielinek.
givemesirensand acyclops givemexgiantsandxahydra iknowlifeandf a t earescary xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxbut iwannabelegendary