Dzień był chłodny, jednak Wierzbnicowej Łapie nie przeszkadzało to w wybraniu się na wędrówkę po terenach. Spacerowała powoli, nasłuchując szelestu ptaków w gałęzi drzew. Przy okazji rozglądała się za ziołami, węszyła, zastanawiając się czy może znajdzie coś co przyda się w lecznicy. Pora Nagich Drzew zbliżała się wielkimi krokami, a co za tym idzie- choroby z nią związane.
Dotarła do granicy, a przed jej oczami zamajaczyły cztery dęby. Nigdy jeszcze nie miała okazji wybrać się na zgromadzenie. Spojrzała w niebo. Jaki Gwiezdni mieli dla niej plan? Czy w ogóle jakiś? Czy kiedyś wreszcie jej życie w Klanie ruszy do przodu? Na te pytania nie znała odpowiedzi, ani też żadnej nie uzyskała. Wciągnęła powietrze i wskoczyła na pobliską skalę, obserwując okolice.
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Zwykle… nie zapuszczała się na granice klanowe – Cztery Dęby w szczególności – sama z siebie, jedynie w ramach patrolu. Z jakiegoś powodu nie przepadała szczególnie za tym miejscem, choć nie potrafiła wyjaśnić dlaczego. Może to obecność wszystkich czterech klanów naraz była przytłaczająca…? A może był nim fakt, że Cztery Dęby były tak w rzeczywistości jednym dębem, z czteroma, długimi gałęziami. Było to na swój sposób drażniące.
A jednak – to tutaj łapy poniosły ją dzisiejszego dnia. Było chłodno, aczkolwiek nie miała w zwyczaju narzekać na zjawiska pogodowe, zbyt pogrążona we własnym obrazie idealnej, nienarzekającej na nic wojowniczki. Poza tym futro skutecznie ją chroniło, na pewno bardziej niż koty, które zostały obdarzone krótką sierścią.
Złocisty Nektar przekroczyła granicę z terenami nienależącymi do nikogo, terenami symbolizującymi równość i pokój. Od razu spostrzegła kremowe futro, dlatego z grzeczności kiwnęła łbem, ale na tym zakończyła. Ani słowo nie opuściło jej melancholijnego bardziej niż zwykle pyszczka.
Niespodziewanie w niedalekim polu jej widzenia mignęło szylkretowe futro, a zaraz potem dostrzegła kocice, która kiwnęła jej łbem. Wierzb zastygła lekko, ale od kiwnęła jej. Sądząc po zapachu, kotka z Klanu Cienia. To zaciekawiło Wierzbownicę. To ten klan w którym podobno działy się te wszystkie chore rzeczy
Wierzb chciała wiedzieć więcej. A jak nie, to chociaż poznać nieznajomą. Mimo flegmatyczności, nadal była ciekawska. Zeskoczyła z głazu i powolnym, leniwym niemal krokiem podeszła bliżej szylkretkę. Zatrzymała się długość drzewa od niej. -Dzieńdobry, ty to chyba z Klanu Cienia? -Zagadnela, przypatrując się uważnie nowo poznanej kotce.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
O tym, że chciałbym spotkać część rodziny z Klanu Rzeki, nie powiedziałem nawet Sennej Marze. Nie do końca sam wiedziałem, co o tym sądzić. Chciał ich spotkać, ale jednocześnie czuł się z tym dość... dziwnie. Zresztą Zbutwiały Pień, czy też Skaliste Zbocze, nie ujawnił im swojego prawdziwego pochodzenia aż do końca swojego życia.
Podzieliłem się swoim pomysłem na podróż na granicę z Zimną Krwią. Jemu jedynemu ufałem i sądziłem, że może czuć to samo co ja, jeśli chodziło o nasze... pokrętne pochodzenie. Ucieszyło mnie, że zgodził się iść ze mną.
- Nie uważasz, że... moje imię będzie brzmiało tak... wiesz, dziwnie? Zimna Krew i... Eh. Mętna Woda. Nie chcę, aby byli wobec mnie uprzedzeni - miauknąłem nieco podenerwowany, trzymając się blisko boku brata. Nie lubiłem wychodzić poza terytorium Klanu Cienia - nawet, jeśli mnie to w pewien sposób ekscytowało, to początkowo czułem się dość nieporadnie.
- Trochę się stresuje.
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Chciał tego od tak dawna.
Na długo przed tym, gdy Rwąca Zawieja wyjawiła tajemnicę ich pochodzenia. Na długo przed tym, jak o płynącej w ich żyłach rzecznej krwi dowiedziało się jego rodzeństwo. Przez dług czas brakowało odwagi, nie był pewien, co mogłoby przynieść mu to spotkanie. Czy był to jakkolwiek dobry pomysł?
Na podobny krok zdecydował się długie księżyce później. Cieszył się, że mógł dzielić to doświadczenie z bratem - jakiekolwiek miałoby ono być. Zbliżali się do granic przeciągłym, powolnym krokiem.
- Myślę, że... nie będzie to miało dla nich tak wielkiego znaczenia.
Jacy będą i jak wyglądało ich życie? Co mogli myśleć o Skalistym Zboczu - o nich? Nie dawał po sobie poznać stresu i obaw, choć coraz ciężej było je ukrywać.
- Ja... ja też. - szepnął w kierunku brata.
Nie było jednak odwrotu. Znaleźli się tuż przy granicy z Klanem Rzeki, oczekując ich przybycia.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Mknący Strumyk miał wrażenie, że nieco zaniedbał swoje rodzeństwo. Ale teraz, gdy mimo tego, że miał coraz więcej treningów na głowie, miał równocześnie wrażenie, że mimo wszystko zyskał sporo czasu. Jego dzieci zaczynały samodzielne życie, treningi, więc nie musiał pilnować ich na każdym kroku, powracając w pełni do swoich obowiązków, podobnie jak jego partnerka.
Dlatego też, gdy już znajdował trochę czasu decydował się spędzać go produktywnie, na przykład z rodzeństwem, dlatego gdy znalazł dziś Mroźną Mżawkę, która akurat nic nie robiła, zaproponował jej wspólny spacer, pomieszany może trochę z patrolem, żeby nie było, że nic nie robią. Dawno nie rozmawiali w cztery oczy, nie spędzali wspólnie czasu, a więc uważał, że był to nad wyraz dobry pomysł, by wyciągnąć siostrę z obozu.
I tak się stało, że wylądowali na granicy z Czterema Dębami, co nie byłoby absolutnie niczym złym, gdyby nie to, że w oczy od razu mógł wpaść im... patrol? Wyglądali jak patrol - a przynajmniej biorąc pod uwagę, że przystanęli przy ich granicy, jakby na coś czekali. Posłał Mżawce pytające spojrzenie, a następnie ruszył w kierunku dwóch kocurów.
- Dzień dobry! Szukacie może kogoś? - zagadnął przyjaźnie.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
– W każdym razie pragnę zauważyć, że od wielu księżyców nie próbowałam cię wkręcić, że umarłam i nie mówię, że tego od ciebie wymagam, ale jednak myślę, że mógłbyś mnie za to pochwalić. A właśnie. Ważna sprawa. Powiedz mi. Czy myślisz, że chmury smakują bardziej jak ryby, czy zioła? – gadała Strumykowi, idąc przed siebie. Akurat nie robiła nic szczególnego, gdy brat postanowił wyciągnąć ją na spacer, a no cóż, Mżawka spacerów z rodzeństwem nigdy nie odmawiała.
Ich przyjemna przechadzka szybko została jednak przerwana przez stojącą przy granicy dwójkę obcych im kotów. Mżawka, co nie zdarzało się za często, szybko spoważniała i odwzajemniła spojrzenie Strumyka. Nie że spodziewała się zagrożenia, ale jednak lepiej było nie gadać o smaku chmur przy obcych kotach. Co innego jeśli pozna ich imię.
Ruszyła za Strumykiem, pozwalając bratu zadać pytanie.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
- Mam taką nadzieję - burknąłem, wypuszczając powietrze nosem. Nie chciałem, aby uznali mnie za kogoś słabszego od siebie - skąd miałem wiedzieć, jak zareagują, poznając takiego kota jak ja i orientując się, że jestem niewidomy, a do tego nazywam się w taki sposób. W Klanie Cienia wszyscy wiedzieli jak się nazywam, nie miałem ucieczki od tego miana. Nie lubiłem się tym imieniem przedstawiać przed obcymi kotami.
Szturchnąłem lekko brata w bok, kiedy też przyznał, że się stresuje. Dobrze. Byliśmy w tym chociaż razem. I nie musieliśmy zbyt długo czekać - do moich nozdrzy dotarł intensywny zapach Klanu Rzeki. Pachnieli rybą zdecydowanie bardziej, niż mogłem sobie wyobrazić. I wodą.
- Dzień dobry - odpowiedziałem, starając się przyzwyczaić do tak mocnego rybno-wodnego zapachu. Tak naprawdę pierwszy raz miałem do czynienia z kimś z Klanu Rzeki... Nie licząc ojca, który przecież stamtąd pochodził. - Szukamy kogoś spokrewnionego ze Zbutwiałym P... Skalistym Zboczem.
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Było to dziwne uczucie.
Od tak dawna wyczekiwał tego momentu. Wiele o nim myślał, wyobrażał go sobie na najróżniejsze sposoby, w pewien sposób... o nim marzył. Bał się go, choć jednocześnie tak bardzo go wyczekiwał.
Miał wiele wątpliwości, jeszcze więcej obaw. Gdy podążał obok Mętnej Wody, chwila ta nabierała realności. Nie było już odwrotu, choć skrępowanie było wiernym towarzyszem ich drogi. Przyszedł dzień, by zmierzyć się z prawdą na temat swej natury.
Wyprostował się, gdy ich oczom ukazał się widok pary Rzeczniaków.
- Jesteśmy... jego synami. - wyjaśnił - Chcielibyśmy poznać rodzinę Nocnej Gwiazdy... naszą rodzinę.
Jaką ulgą było wypowiedzenie tych słów i pierwszy raz liczyć się z ich konsekwencjami. Nawet jeśli także tutaj byli synami zdrajcy. Nie miało to dłużej żadnego znaczenia. Był tylko ten moment.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Zamruczał z rozbawieniem słysząc komentarze i rozważania siostry. Ach, jak tęsknił za tymi rozmowami o niczym istotnym w życiu, a po prostu dywagowaniu o takich rzeczach. Niestety jednak nie dane im było dokończyć rozmowy.
A słysząc kim są koty przed nim lekko otworzył szerzej oczy. Skaliste Zbocze... tudzież - Zbutwiały Pień... doczekał się kociąt w klanie Cienia. I jego synowie, a ich kuzyni, stali właśnie przed nimi.
Niepewnie przeskakiwał spojrzeniem między jednym a drugim, zastanawiając się czy Gwiezdni aż tak sobie zażartowali, że akurat wpadli na nich oni, by na koniec spojrzeć pytająco na Mżawkę.
- No to... trafiliście idealnie - odpowiedział po chwili, nadal lekko otępiały tym kogo miał przed sobą. Przyglądał się cały czas kocurom. Nie to, żeby im nie ufał, czy coś, aczkolwiek nie był pewien czego powinien się po nich spodziewać. Przyszli ich poznać, bo interesowała ich rzeczna część rodziny, czy może mieli w tym większy interes? - Jesteśmy dziećmi Nocnej Gwiazdy. Mknący Strumyk. I Mroźna Mżawka - przedstawił ich oboje, wskazując nosem na siostrę podczas wymawiania ich imienia.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
No tego Mżawka to się nie spodziewała.
– Dziećmi wujka Skały!? – wyrwało jej się możliwe też że nieco za głośno. – O... No nieźle. Nie wyglądacie aż tak jak on, nie? – To pytanie skierowała głównie do swojego brata. – W sensie. Moooooże widzę podobieństwo, ale wyglądacie mniej... Hm... Ponuro. To znaczy... Nie tak ponuro, ponuro. Po prostu gdy pierwszy raz spotkałam waszego ojca myślałam, że jest jakimś dziwnym stworem z bardzo zdziwioną miną. No ale potem wyszło że to tylko mój wujek. Pamiętam, że rozmawialiśmy wtedy, że gdyby zakochał się w kimś z innego klanu to po prostu by to zignorował, ale że wątpił aby to się w ogóle stało a tu proszę. Mówił też że... No nie ważne. – Wreszcie trochę ochłonęła. Idealnie zanim nie powiedziała jak to wujek kiedyś był za lojalnością wobec swojego klanu. – Ale tak. Mój brat ma rację. Najwyraźniej jesteśmy rodziną.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Mknący Strumyk miał rację. Trafiliśmy idealnie.
Nie sądziłem, że Gwiezdni okazali się tak łaskawi i pozwolili nam się ze sobą spotkać. Nie musieliśmy czekać na nikogo innego, ponieważ od razu pojawili się krewniacy.
Na słowa Mroźnej Mżawki spiąłem się cały. Nie wiedziałem, jak wyglądałem, nie wiedziałem też jak wyglądał ojciec czy też Zimna Krew, ale nie oznaczało to, że nie czułem się urażony tym, co mówiła nasza kuzynka. Podobnie z tym, co mówiła o tym, co kiedyś podobno powiedział Zbutwiały Pień o związku z kotem z innego klanu. Zwłaszcza, że w pewnym sensie nie kłamał. Nie powiedziałbym, aby kochał Rwącą Zawieję, miałem wrażenie, że większość czasu po prostu się unikali, czy też bardziej, nie wchodzili sobie w drogę.
- To Zimna Krew - miauknąłem, aby uniknąć chwili niezręcznej ciszy - Ja jestem... Mętna Woda - swoje imię niemalże mruknąłem, ale raczej mogliby je usłyszeć. - I również jesteśmy zaskoczeni. Nie sądziliśmy, że ojciec mógłby pochodzić z innego klanu.