Pierwsze co można o nim powiedzieć: buja w obłokach. Pasjonują go historie, zarówno te wymyślone przez niego, jak i opowiadane przez innych. Nie stąpa zbyt twardo po ziemi i dużo patrzy w niebo, więc często się potyka. Nie unika towarzystwa, ale potrafi stracić koncentrację w połowie rozmowy. W jego głowie zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością, a fantazją, a może po prostu widzi coś więcej niż inni? Jest ciekawski, ale bywa zapominalski, dość sympatyczny, ale nie zawsze mówi to co wypada.
Jak na kogoś, kto musiał zająć się pochówkiem martwego ciała innego kota, czarny samotnik wydawał się przedziwnie entuzjastycznie nastawiony do działania. Kora nie zamierzał go za to osądzać - zwyczajnie dotychczas obserwował zupełnie inne podejście do śmierci, a ten spokój i brak smutku był mu znacznie bliższy. Niemniej wciąż nie wiedział co nieznajomego łączyło z nieboszczykiem.
Zapatrzył się na ciągnięte przez kocura ciało, wzrokiem śledząc rany na jego ciele. Zastygła krew barwiła przede wszystkim jego gardło i chociaż Okopcona Łapa nie był znawcą, domyślał się, że to tam padł śmiertelny cios. Mimowolny dreszcz przebiegł po dymnym kręgosłupie, gdy terminator pomyślał, że wygląda to na kocią robotę.
Kot, kotu oprawcą... Kora westchnął melancholijnie i wtedy zobaczył ponaglające spojrzenie Młodego. No tak, obiecał pomóc. - Wiesz co tu zaszło? - Zapytał cicho, dołączając do kopania. Grunt miękko podawał się długim łapom.
Sylwetkę Młody ma raczej niepozorną. Odrobinę niższy od przeciętnego kota, lekko zbudowany, ale nie chorobliwie kościsty. Ma gładkie, krótkie futerko, jednolicie czarne, poza białymi znaczeniami, których jest trochę za mało, żeby tworzyły harmonijną kompozycję - krawacik jakby za krótki, bródka za wąska, paluszki niekompletne. Nadrabia wyrazistą ekspresją - zarówno tą podświadomą, gdy ruchy łap i mimika pyszczka zdradzają jego samopoczucie, jak i tą wystudiowaną, kiedy celowo moduluje głosem i gestem, aby przekonać słuchacza do swojej narracji. Bez wątpienia pomocnym narzędziem są tu jego oczy - bardzo jasne, przejrzyste, szarobłękitne, nieco jakby wypłowiałe po brzegach i z intensywniejszą barwą przy źrenicy; piękne, wyjątkowe i pełne wyrazu.
Dużo bardziej złożona osobowość, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Jest śmiały, wygadany, może nawet nieco narcystyczny, gdy z nie przyjmującą sprzeciwu pewnością przekonuje o jakichś swoich racjach. Dzięki nieprzeciętnej charyzmie nawet ktoś prawdziwie inteligentny potrzebuje chwili, aby wyczuć, że Młody tak naprawdę nie jest najostrzejszym pazurem w łapie, a jedynie opanował sztukę marketingowej retoryki. Niemniej, ma w sobie pewną naturalną błyskotliwość, kreatywność i zdolność do adaptacji. Przy obcych niekiedy aż przytłaczający, przy przyjaciołach (przyjacielu?) luzuje, pokazuje swoją swobodniejszą, dowcipną stronę. Co kryje się za tą żywą i barwną fasadą? Sam woli o tym nie myśleć.
Chaotyczny Lot, Gęsiopióry i inni.
Młody też musiał trupa trochę obejrzeć. Trzeba było być przy tym dyskretnym – nie przyglądać się mu, jakby było to coś zaskakującego czy niespodziewanego, ale przeprowadzić wzrokiem błyskawiczną sekcję zwłok. Zweryfikował, że ofiara walczyła, ale zabójczy cios został zadany całkiem schludnie. Bez przypału. W jej pazurach zostało kilka czarnych kłaków, a to doskonale, bo mogły ujść za sierść Szpadla.
Na myśl o tym, jak Stary zareaguje na tę historię, Kret nie powstrzymał malutkiego uśmieszku, na szczęście niezbyt widocznego, gdy pochylał się, kopiąc swojej kampanii promocyjnej mogiłę.
Na moment przerwał pogłębianie dołu, żeby z lekką zadyszką zaspokoić ciekawość nowego kolegi:
– No… słuchaj, ale nie przestrasz się, okej? – zmiękczył komunikat, jakby cokolwiek w tej sytuacji mogło jeszcze zszokować tego zdumiewająco opanowanego kotka – Mój wspólnik i ja zajmujemy się pozbywaniem kotów. Na zlecenie. Głównie to on robi robotę, ja mam bardziej gadane, zajmuję się szukaniem osób, które potrzebują takich usług, ustalaniem terminów, identyfikacją celów. Stawka nie jest wysoka. Trzeba tylko nam zdobywać pożywienie – zrobił krótką pauzę – Także wiesz, gdyby ktoś Ci zalazł za skórę, to dawaj znać. Możesz wspomnieć też znajomym, ale wiesz… tylko takim najbardziej zaufanym. Hehehe!
Księżyce: 100 Mistrz: Trujący Kieł, Nocny Szkwał Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo
Przewyższa wzrostem przeciętnego kota w jego wieku. Pokrywa go długa, w większości kremowa sierść. Tylko mordka, szyja, brzuch i stopy przybrały białą barwę. Białe znaczenia łap kończą się tuż nad palcami. Na przednich łapach posiada pomarańczowe, słabo zarysowane pręgi. Rzadko kiedy ma skołtunione czy zabłocone futro, a jeśli tak się stanie, kocur zaraz je wyczyści. Ze swoich wypraw w celu poznania świata wraca za to ozdobiony listkami, gałązkami, strzępkami mchu, nitkami pajęczyn i nasionami niczym trofeami. To dowód, że dobrze się bawił i pewnie odkrył kolejny urokliwy zakątek. Na świat patrzy okrągłymi oczami o szaroniebieskich, w przyszłości złotych tęczówkach. Jego uszy wieńczą niewielkie pędzelki. Poduszki łap ma różowe, a nos ceglasty. Kiedy się mocno zamyśli albo zmiesza, marszczy nos i ściąga kąciki pyska, co nadaje mu dość nieprzyjemny wyraz. Poza tym często się uśmiecha. Porusza się zwinnie, z gracją na długich łapach. Jego puszysty ogon jest nieco krótszy niż powinien być, jednak nie na tyle, żeby od razu rzucało się to w oczy.
Kozioł ma problem, bo chciałby jednocześnie być łobuzem i grzecznym kotem. Lubi poszaleć z rodzeństwem, ale potrafi też usiedzieć cicho i spokojnie podczas ceremonii, być ułożony i w ogóle... Jednak woli biegać, skakać i się wygłupiać. Roznosi go energia. Łatwo się ekscytuje, zwłaszcza jeśli chodzi o odkrywanie nowych miejsc poza obozem. Jest ciekawski. Kiedy widzi, że ktoś robi coś interesującego, też tam biegnie. Chętnie zaczepia inne koty i rozmawia z nimi, chociaż dalej nie udało mu się spamiętać wszystkich członków Klanu Rzeki. Ma dość słabą pamięć, jednak wyostrza się ona przy rzeczach, które go interesują - są to choćby ptaki i ciekawostki opowiedziane mu przez inne koty. Upiera się przy swoim zdaniu i swoim sposobie robienia jakiejś rzeczy. Nieraz tworzy jakieś dziwne teorie dzięki swojej bujnej wyobraźni. Nie jest jednak aż taki głupi jak się wydaje. Stara się być jak najlepszym terminatorem, a potem wojownikiem. Nie ma problemu z mówieniem tego, co myśli, czym jednak może niechcący urazić inne koty. Chętnie podrzuca różne rzeczy albo sprawia, żeby drugi kot "latał" podczas sparingu - kopnięcie tylnymi łapami to jego popisowy numer. Ciągle wynajduje sobie jakieś zajęcia, nawet banalne i rzadko kiedy się nudzi. Jest przekonany, że świat jest niesamowity i tylko czeka na niego, aż on to wszystko odkryje, a nawet najdrobniejszy listek ma swoje znaczenie. Często się uśmiecha i stara się być życzliwy dla innych, ale lubi się czasem z kimś poprzekomarzać tak dla zabawy. Ma duszę artysty, lubi ładne krajobrazy czy rzeczy - jak choćby jego kolekcja piórek. Nieraz można go zobaczyć jak siedzi na brzegu rzeki pogrążony w myślach, wpatrzony w jej nurt, a potem nagle biegnie coś robić. Myśli, że jest bardziej zabawny niż jest w rzeczywistości.
Kamienisty Brzeg [KC], Bobrowy Ogon [KG]
Akcja! Przygoda! Zwiedzanie! To fatalne niedopatrzenie, że nie poznał jeszcze wszystkich zakamarków przylegających do Klanu Rzeki. Tak się zajął szukaniem nie wiadomo czego na terenach, że zaniedbał eksplorację terenów niczyich. Trzeba to nadrobić! Przechadzał się koło pola właśnie w tym celu, żeby się nawąchać, napatrzeć, zmęczyć łapy, przynieść jakieś skarby do Klanu Rzeki - na przykład piórka których nie miał jeszcze w swojej kolekcji - a może też kogoś poznać. Miał już po prostu dość chodzenia w kółko po tym samym. Natrafił na skały, a jak wiadomo z góry widać lepiej, więc zaraz się na nie wspiął. Rozstawił łapy szeroko, żeby nie spaść, wyprostował się i wyciągnął szyję. Nie dostrzegł niczego godnego uwagi, to znaczy nic, czego by nie widział z poziomu gruntu, zaraz z nich zeskoczył. O, a ciekawe co jest w środku! Jeśli mieszkało tu jakieś zwierzę, jego zapach już wywietrzał. Są za to robaki. Jakieś żuki. Dżdżownica. Przyglądał się im przez chwilę. W tej jamie jest więcej miejsca niż wydaje się z zewnątrz. Całkiem fajna, mógłby nawet tu zamieszkać gdyby nie znajdowała się tak daleko od obozu Klanu Rzeki. W dziupli w której się urządził kawałki drewna spadały mu na głowę, co może mu nie przeszkadzało ze względu na to, że brudziły futro, bo i tak zazwyczaj miał na nim różne skarby których zapominał zdjąć, tylko nie lubił tego, że spadały nagle, bez jego pozwolenia!
/Sol
Stand up,everybody lookalive Say come on,come on,come on Wegonnaget it now Hands up if you`rereadyfor a fight Say come on, come on, come on Wegonnawinitnow
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
Przechadzał się po terenach niczyich, kiedy nagle do jego nosa dotarł zapach kota z Klanu Rzeki. Drgnął delikatnie uszami, rozglądając się dookoła, po czym zaczął się kierować w stronę zapachu. Zauważył kocura, biało-brązowego, który zaglądał do środka skał. O proszę.
— Dzień dobry, rzeczniaku! — przywitał się Sol. Zaświergotał wręcz wesoło, zbliżając się do kocura. Rozglądnął się dookoła i ciepło uśmiechnął się do wojownika Klanu Rzeki.
— Czego poszukujemy? — zapytał.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 100 Mistrz: Trujący Kieł, Nocny Szkwał Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo
Przewyższa wzrostem przeciętnego kota w jego wieku. Pokrywa go długa, w większości kremowa sierść. Tylko mordka, szyja, brzuch i stopy przybrały białą barwę. Białe znaczenia łap kończą się tuż nad palcami. Na przednich łapach posiada pomarańczowe, słabo zarysowane pręgi. Rzadko kiedy ma skołtunione czy zabłocone futro, a jeśli tak się stanie, kocur zaraz je wyczyści. Ze swoich wypraw w celu poznania świata wraca za to ozdobiony listkami, gałązkami, strzępkami mchu, nitkami pajęczyn i nasionami niczym trofeami. To dowód, że dobrze się bawił i pewnie odkrył kolejny urokliwy zakątek. Na świat patrzy okrągłymi oczami o szaroniebieskich, w przyszłości złotych tęczówkach. Jego uszy wieńczą niewielkie pędzelki. Poduszki łap ma różowe, a nos ceglasty. Kiedy się mocno zamyśli albo zmiesza, marszczy nos i ściąga kąciki pyska, co nadaje mu dość nieprzyjemny wyraz. Poza tym często się uśmiecha. Porusza się zwinnie, z gracją na długich łapach. Jego puszysty ogon jest nieco krótszy niż powinien być, jednak nie na tyle, żeby od razu rzucało się to w oczy.
Kozioł ma problem, bo chciałby jednocześnie być łobuzem i grzecznym kotem. Lubi poszaleć z rodzeństwem, ale potrafi też usiedzieć cicho i spokojnie podczas ceremonii, być ułożony i w ogóle... Jednak woli biegać, skakać i się wygłupiać. Roznosi go energia. Łatwo się ekscytuje, zwłaszcza jeśli chodzi o odkrywanie nowych miejsc poza obozem. Jest ciekawski. Kiedy widzi, że ktoś robi coś interesującego, też tam biegnie. Chętnie zaczepia inne koty i rozmawia z nimi, chociaż dalej nie udało mu się spamiętać wszystkich członków Klanu Rzeki. Ma dość słabą pamięć, jednak wyostrza się ona przy rzeczach, które go interesują - są to choćby ptaki i ciekawostki opowiedziane mu przez inne koty. Upiera się przy swoim zdaniu i swoim sposobie robienia jakiejś rzeczy. Nieraz tworzy jakieś dziwne teorie dzięki swojej bujnej wyobraźni. Nie jest jednak aż taki głupi jak się wydaje. Stara się być jak najlepszym terminatorem, a potem wojownikiem. Nie ma problemu z mówieniem tego, co myśli, czym jednak może niechcący urazić inne koty. Chętnie podrzuca różne rzeczy albo sprawia, żeby drugi kot "latał" podczas sparingu - kopnięcie tylnymi łapami to jego popisowy numer. Ciągle wynajduje sobie jakieś zajęcia, nawet banalne i rzadko kiedy się nudzi. Jest przekonany, że świat jest niesamowity i tylko czeka na niego, aż on to wszystko odkryje, a nawet najdrobniejszy listek ma swoje znaczenie. Często się uśmiecha i stara się być życzliwy dla innych, ale lubi się czasem z kimś poprzekomarzać tak dla zabawy. Ma duszę artysty, lubi ładne krajobrazy czy rzeczy - jak choćby jego kolekcja piórek. Nieraz można go zobaczyć jak siedzi na brzegu rzeki pogrążony w myślach, wpatrzony w jej nurt, a potem nagle biegnie coś robić. Myśli, że jest bardziej zabawny niż jest w rzeczywistości.
Kamienisty Brzeg [KC], Bobrowy Ogon [KG]
A co to ma być? Ktoś przyszedł! Intruz! Kozioł wzdrygnął się, nie spodziewając się towarzystwa w tym konkretnym momencie. Właśnie podziwiał świat przyrody wewnątrz skałek i pochłonęło go to zupełnie. Obrócił się w kierunku obcego, który nie pachniał żadnym klanem. - Dobry! O, a ty jesteś pierwszym samotnikiem jakiego widzę! - postawił uszy. Nie czuł się jakoś szczególnie z tego powodu. Początkowo nie ufał kotom spoza Rzeki, jednak Skowyt oraz Puszczyk okazali się w porządku, a ten tu egzemplarz również wyglądał przyjaźnie, więc może samotnicy nie są scale tacy źli. Ten przynajmniej mu nie właził na tereny, a to już coś. Kozioł uwielbiał poznawać nowe koty i witać je najbardziej randomowym tematem jaki mu przyszedł do głowy. Były to zazwyczaj ptaki, jednak nie tym razem. - Jestem Kozia Broda! A ty? - uśmiechnął się - Zwiedzam! Tutaj jeszcze nie postawiłem łapy, więc muszę wszystko dokładnie zbadać! Z góry, w środku, dookoła - odpowiedział na jego pytanie.
Miał dobry humor i dużo energii, więc postanowił sobie zażartować. - Znalazłem dżdżownicę! Patrz jaka super! Piękna, co? Taka... ziemista i błyszcząca! Błyszcząca jak tafla wody w słoneczny dzień. Różowa jak moje poduszki łap, tylko ciemniejsza. Do tego pręgowana jak... tygrys? - schylił się, żeby ostrożnie złapać robaka w zęby i zaprezentować go jakby to była najlepsza rzecz na świecie. Czekał na reakcję kocura z figlarnym błyskiem w oku. Zachwycaj się teraz tym przypadkowym żyjatkiem.
Stand up,everybody lookalive Say come on,come on,come on Wegonnaget it now Hands up if you`rereadyfor a fight Say come on, come on, come on Wegonnawinitnow
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
— Naprawdę? — zapytał się kocura, podnosząc wyżej jedną z brwi. Cóż, koty z Klanów zazwyczaj widziały chyba samotników i włóczęgi na patrolach, czy nie? Ah, nie wiedział. Nie interesowało go to.
— Sol, miło poznać. Rozumiem — miauknął, co do zbadania wszystkiego. Gdy tylko jednak Kozia Broda schylił się, aby wziąć dżdżownicę w zęby, pysk Sola zmarszczył się w obrzydzeniu.
— Ugh... być może... nie w pysk robale? — miauknął cicho.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 100 Mistrz: Trujący Kieł, Nocny Szkwał Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo
Przewyższa wzrostem przeciętnego kota w jego wieku. Pokrywa go długa, w większości kremowa sierść. Tylko mordka, szyja, brzuch i stopy przybrały białą barwę. Białe znaczenia łap kończą się tuż nad palcami. Na przednich łapach posiada pomarańczowe, słabo zarysowane pręgi. Rzadko kiedy ma skołtunione czy zabłocone futro, a jeśli tak się stanie, kocur zaraz je wyczyści. Ze swoich wypraw w celu poznania świata wraca za to ozdobiony listkami, gałązkami, strzępkami mchu, nitkami pajęczyn i nasionami niczym trofeami. To dowód, że dobrze się bawił i pewnie odkrył kolejny urokliwy zakątek. Na świat patrzy okrągłymi oczami o szaroniebieskich, w przyszłości złotych tęczówkach. Jego uszy wieńczą niewielkie pędzelki. Poduszki łap ma różowe, a nos ceglasty. Kiedy się mocno zamyśli albo zmiesza, marszczy nos i ściąga kąciki pyska, co nadaje mu dość nieprzyjemny wyraz. Poza tym często się uśmiecha. Porusza się zwinnie, z gracją na długich łapach. Jego puszysty ogon jest nieco krótszy niż powinien być, jednak nie na tyle, żeby od razu rzucało się to w oczy.
Kozioł ma problem, bo chciałby jednocześnie być łobuzem i grzecznym kotem. Lubi poszaleć z rodzeństwem, ale potrafi też usiedzieć cicho i spokojnie podczas ceremonii, być ułożony i w ogóle... Jednak woli biegać, skakać i się wygłupiać. Roznosi go energia. Łatwo się ekscytuje, zwłaszcza jeśli chodzi o odkrywanie nowych miejsc poza obozem. Jest ciekawski. Kiedy widzi, że ktoś robi coś interesującego, też tam biegnie. Chętnie zaczepia inne koty i rozmawia z nimi, chociaż dalej nie udało mu się spamiętać wszystkich członków Klanu Rzeki. Ma dość słabą pamięć, jednak wyostrza się ona przy rzeczach, które go interesują - są to choćby ptaki i ciekawostki opowiedziane mu przez inne koty. Upiera się przy swoim zdaniu i swoim sposobie robienia jakiejś rzeczy. Nieraz tworzy jakieś dziwne teorie dzięki swojej bujnej wyobraźni. Nie jest jednak aż taki głupi jak się wydaje. Stara się być jak najlepszym terminatorem, a potem wojownikiem. Nie ma problemu z mówieniem tego, co myśli, czym jednak może niechcący urazić inne koty. Chętnie podrzuca różne rzeczy albo sprawia, żeby drugi kot "latał" podczas sparingu - kopnięcie tylnymi łapami to jego popisowy numer. Ciągle wynajduje sobie jakieś zajęcia, nawet banalne i rzadko kiedy się nudzi. Jest przekonany, że świat jest niesamowity i tylko czeka na niego, aż on to wszystko odkryje, a nawet najdrobniejszy listek ma swoje znaczenie. Często się uśmiecha i stara się być życzliwy dla innych, ale lubi się czasem z kimś poprzekomarzać tak dla zabawy. Ma duszę artysty, lubi ładne krajobrazy czy rzeczy - jak choćby jego kolekcja piórek. Nieraz można go zobaczyć jak siedzi na brzegu rzeki pogrążony w myślach, wpatrzony w jej nurt, a potem nagle biegnie coś robić. Myśli, że jest bardziej zabawny niż jest w rzeczywistości.
Kamienisty Brzeg [KC], Bobrowy Ogon [KG]
Zachichotał ma reakcję kocura (co utrudniała mu dżdżownica w pysku). Zaraz musiał ją wypluć, żeby odpowiedzieć. Co spowodowało, że bezkręgowiec schował się prędko pod ziemią. Skubany. - Tak! Boisz się robali? - wyszczerzył ząbki - Ja nie! A ty co tu robisz? To twój rewir? Samotnicy też chyba mają jakieś swoje tereny, co? Czy tylko w klanach tak jest? A wiesz, że możesz połknąć jakieś robale we śnie? - spytał niewinnie - I nawet nie zdawać sobie z tego sprawy! Dziwne, co?
Dziwny jest ten świat, dziwni są samotnicy, ale z Solem była całkiem dobra zabawa. - Co znaczy Sol, tak przy okazji? - wojownik przybrał bardziej poważny wyraz pyska - Nie spotkałem się nigdy z tym słowem.
To jakieś zwierzę, roślina? Może rzecz dwunogów? Postawił uszy z zaciekawieniem. Zawsze chętnie przyswajał nowe informacje (i część z nich zapominał, ale nowe imię pewnie zapamięta). Sol. A może to nic nie znaczy?
Stand up,everybody lookalive Say come on,come on,come on Wegonnaget it now Hands up if you`rereadyfor a fight Say come on, come on, come on Wegonnawinitnow
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
— Nie boję się. Jedynie myślę, że wkładanie robaków do pyska jest... — głupie? infantylne...? Ugh... — ...nie jest najlepszym pomysłem — dokończył, mrużąc oczka. Pokręcił łbem na boki na pytania wojownika. Tak. Interesujący kot.
— Nie mój. I... nie chciałbym o tym myśleć, dziękuję — odparł, wzdychając. Cóż, dzisiaj będzie spał o wiele ostrożniej niż zazwyczaj. Przez jego futro przeszły ciarki.
— Sol to słońce według dwunożnych — odparł prędko na pytanie, spoglądając na Kozią Brodę.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 100 Mistrz: Trujący Kieł, Nocny Szkwał Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo
Przewyższa wzrostem przeciętnego kota w jego wieku. Pokrywa go długa, w większości kremowa sierść. Tylko mordka, szyja, brzuch i stopy przybrały białą barwę. Białe znaczenia łap kończą się tuż nad palcami. Na przednich łapach posiada pomarańczowe, słabo zarysowane pręgi. Rzadko kiedy ma skołtunione czy zabłocone futro, a jeśli tak się stanie, kocur zaraz je wyczyści. Ze swoich wypraw w celu poznania świata wraca za to ozdobiony listkami, gałązkami, strzępkami mchu, nitkami pajęczyn i nasionami niczym trofeami. To dowód, że dobrze się bawił i pewnie odkrył kolejny urokliwy zakątek. Na świat patrzy okrągłymi oczami o szaroniebieskich, w przyszłości złotych tęczówkach. Jego uszy wieńczą niewielkie pędzelki. Poduszki łap ma różowe, a nos ceglasty. Kiedy się mocno zamyśli albo zmiesza, marszczy nos i ściąga kąciki pyska, co nadaje mu dość nieprzyjemny wyraz. Poza tym często się uśmiecha. Porusza się zwinnie, z gracją na długich łapach. Jego puszysty ogon jest nieco krótszy niż powinien być, jednak nie na tyle, żeby od razu rzucało się to w oczy.
Kozioł ma problem, bo chciałby jednocześnie być łobuzem i grzecznym kotem. Lubi poszaleć z rodzeństwem, ale potrafi też usiedzieć cicho i spokojnie podczas ceremonii, być ułożony i w ogóle... Jednak woli biegać, skakać i się wygłupiać. Roznosi go energia. Łatwo się ekscytuje, zwłaszcza jeśli chodzi o odkrywanie nowych miejsc poza obozem. Jest ciekawski. Kiedy widzi, że ktoś robi coś interesującego, też tam biegnie. Chętnie zaczepia inne koty i rozmawia z nimi, chociaż dalej nie udało mu się spamiętać wszystkich członków Klanu Rzeki. Ma dość słabą pamięć, jednak wyostrza się ona przy rzeczach, które go interesują - są to choćby ptaki i ciekawostki opowiedziane mu przez inne koty. Upiera się przy swoim zdaniu i swoim sposobie robienia jakiejś rzeczy. Nieraz tworzy jakieś dziwne teorie dzięki swojej bujnej wyobraźni. Nie jest jednak aż taki głupi jak się wydaje. Stara się być jak najlepszym terminatorem, a potem wojownikiem. Nie ma problemu z mówieniem tego, co myśli, czym jednak może niechcący urazić inne koty. Chętnie podrzuca różne rzeczy albo sprawia, żeby drugi kot "latał" podczas sparingu - kopnięcie tylnymi łapami to jego popisowy numer. Ciągle wynajduje sobie jakieś zajęcia, nawet banalne i rzadko kiedy się nudzi. Jest przekonany, że świat jest niesamowity i tylko czeka na niego, aż on to wszystko odkryje, a nawet najdrobniejszy listek ma swoje znaczenie. Często się uśmiecha i stara się być życzliwy dla innych, ale lubi się czasem z kimś poprzekomarzać tak dla zabawy. Ma duszę artysty, lubi ładne krajobrazy czy rzeczy - jak choćby jego kolekcja piórek. Nieraz można go zobaczyć jak siedzi na brzegu rzeki pogrążony w myślach, wpatrzony w jej nurt, a potem nagle biegnie coś robić. Myśli, że jest bardziej zabawny niż jest w rzeczywistości.
Kamienisty Brzeg [KC], Bobrowy Ogon [KG]
Reakcja kocura spowodowała u Koziej Brody kolejne poruszenie wąsami z rozbawieniem. Zdecydował się jednak nie straszyć już dalej nowo poznanego samotnika. Przynajmniej na razie. Na ten momemt wystarczy nabijania się z niego. - Wyluzuj, żartuję. Nie słyszałem żeby ktoś aktualnie połknął jakiegoś robala... Chociaż jak się śpi to się nie wie, no ale, w każdym razie, serio? Słońce? I mówią, na przykład, "za dwa wschody sola" zamiast "za dwa wschody słońca?" Dziwnie to brzmi. Ja zazwyczaj nie biorę do pyska dżdżownic, chyba że właśnie tak dla efektu! Piękną miałeś minę, mówię ci - uśmiechnął się. Po co być odpowiedzialnym dorosłym skoro można bawić się robakami? Mimo wszystko było jednak dzielnym wojownikiem, łowcą przygód i ptaków, więc chciał zrobić na przybyszu dobre wrażenie. - Ale żebyś nie myślał, jestem też poważnym wojownikiem i mam nawet dwóch terminatorów! Z czego Jelenia Łapa się pochorowała i nie przychodzi, a Bryzowa Łapa też ostatnio jest jakiś nieobecny... Ale ich mam! Terminatorzy to u nas młodsze koty które trzeba nauczyć polowania i innych takich rzeczy, ogólnie życia w klanie - dodał dla wyjaśnienia. - Ty też masz jakieś koty które szkolisz czy nie spędzasz wiele czasu z innymi? - zainteresował się.
Stand up,everybody lookalive Say come on,come on,come on Wegonnaget it now Hands up if you`rereadyfor a fight Say come on, come on, come on Wegonnawinitnow
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
— Ugh... — położył uszy po sobie, kiedy Kozia Broda powiedział, że żartuje. O ile niebieskofutr kojarzył, to żarty mają być zabawne dla obydwóch stron. Pokręcił łbem. Nieważne. Niech tego po prostu nie robi przy nim i będzie git.
— Cóż... Dwunożni są dziwni, prawda? — mruknął tylko w odpowiedzi. No taka była prawda i się nikt nie zgodzić nie miał jak.
Teraz to Sol drgnął rozbawiony wibrysami. Prawda jest taka, że on to wszystko wiedział, ale bardzo miły był fakt, iż Kozia Broda mu to wytłumaczył. Nie chciał mu wyrwać uszu jak prawie każdy rzeczniak, jakiego spotkał. A to było przyjemną rzadkością.
— Hm, nie mam nikogo, kogo szkolę. Po prostu się szlajam — odparł, kręcąc łbem.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Robiło się coraz cieplej, a ona dalej nie zbliżyła się nawet minimalnie do swojego celu. Chciała zrobić to szybko, ale wiedziała, że zbytnio pośpiech nie był również najlepszym rozwiązaniem. Póki co powinna powoli planować.
Siedziała właśnie na jednej ze skałek pod łapami mając (hehe) zaskrońca. Był zapewne jednym z pierwszych gadów zwabionych powolnym ociepleniem klimatu. Jego błąd, jej zysk. A idealne śniadanie, chociaż preferowała by coś bardziej mięsistego.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Byli w podobnej sytuacji. Być może nawet zmierzali do tego samego celu? Tego nie śmiał wiedzieć, żadnej z tych rzeczy. Młodzika chyba nawet nie zdążył poznać nim zniknął z Gromu. Nie ważne, najpewniej gdyby nawet ją znał, nie zainteresowałby się nią... a gdyby zainteresował, było ogromne prawdopodobieństwo, że w nieprzychylny sposób.
Teraz ją zauważył, zainteresował się. Jej blizna była konkretne, nie często widywało się koty z takim pokaźnym dowodem waleczności (głupoty). Ta jego była niczym, w porównaniu z jej. - Ładnie złapany - zagadał. Nie widział jak był złapany. Czy to istotne? - Pewnie liczył na to, że nikt nie będzie się interesował łowami na niego, nim się bardziej ociepli. Na głupich wypada żerować.
Szczerze, tu nie łgał. Chociaż po jego uśmiechu, właściwie trudno powiedzieć co miał w głowie. Na pewno zbyt wiele!
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Od czasów, gdy ostatnio był widziany w tych okolicach, zdążył wyrosnąć na całkiem sporego kocura. Nie należy może do tych największych w lesie, ale znajduje się nieco powyżej przeciętnego wzrostu, a wygląd jego (w rzeczywistości dość szczupłej sylwetki) powiększa długie, grube futro pokrywające go w całości. Na większości powierzchni pozostaje ono jednolicie czarne, jedynie w niektórych miejscach ozdobione białymi znaczeniami – pierwsza taka plamka pojawia się pod nosem, skąd przechodzi na brodę, a następnie rozprzestrzenia się na szyję, pierś i brzuch, do którego połowy sięga. Również na każdej z jego stóp można znaleźć podobne łaty, gdzie tworzą krótkie skarpetki, poza tym śnieżnobiałe są także wąsy kocura. Ostatnim z wyróżniających się kolorystycznie elementów Nemo są jego oczy – o żółtej, jakby miodowej barwie.
] Na pierwszy plan charakteru Nemo wysuwa się nie on sam, a wszystko, w co wierzy, zasady i tradycje, które zostały mu przekazane przez jego opiekuna i które teraz sam chciałby rozprzestrzenić wśród innych kotów. Stara się to jednak robić zawsze w sposób spokojny i uprzejmy, jest przecież dobrze wychowanym młodzieńcem, podchodzącym przyjaźnie do każdego napotkanego osobnika. Zdecydowanie unika przy tym agresji i walk, zresztą również większość pozostałych zajęć wymagających fizycznego męczenia się nie należy do jego ulubionych. Woli za to spędzać czas na spokojnych rozmowach i odpoczynku. Oraz rozmyślaniu o wszystkich swoich marzeniach, o tym, by zdołać wszystkim przekazać swoją wiarę, by odnaleźć swoją dawną rodzinę i koty, z którymi będzie w stanie stworzyć nową. Spędzenie dużej części w jednym, dość odciętym od świata miejscu zaowocowała również jego dość niewielką wiedzą na temat wszystkiego, co dzieje się poza jego dotychczasową społecznością, a przez to i pewną naiwnością – a może po prostu wrodzoną wiarą również w to, że wszystkie koty są jednak dobre z natury.
Przez czas spędzony w okolicach terenów klanów, Nemo zdążył spotkać się już z większą liczbą cudów, niż mógł się spodziewać. Największym z nich oczywiście było dowiedzenie się faktu, że jego pierwsza rodzina, a przynajmniej ich część, wciąż żyła w tych okolicach. Niestety, dostarczało to tylko więcej pytań, co powinien zrobić – a na nie wszystkie nie mógł odpowiedzieć sam, potrzebował przynajmniej skonsultować się ze swoim towarzyszem, który przecież powinien również przebywać gdzieś niedaleko.
Gdzie się podziewał Ramzes? Nemo był przekonany, że nie stało mu się nic złego, był pewny, że Efyra broniła swoich wyznawców i nie pozwoliłaby, by spadło na niego jakieś nieszczęście. Co oznaczało prawdopodobnie, że musiał zajmować się ważnymi sprawami gdzieś nieco indziej. Może i on przez ten czas zdążył odkryć coś zmieniającego całe jego życie?
Aż w końcu, przechodząc po raz kolejny okolicznymi terenami, jego oczom ukazała się znana mu dobrze sylwetka, do której od razu zbliżył się szybkim krokiem, by przywitać się z uśmiechem na pysku i odezwać się: - Ramzesie, jesteś! Gdzie się podziewałeś przez tyle czasu?
Ramzes jest średnich rozmiarów kotem rasy Cornish Rex, o krótkiej sierści, która idealnie ukazuje jego szczupłą sylwetkę. Całe umaszczenie kota, od stóp do głów, jest białe bez nawet najmniejszej plamy innego koloru, chociaż biel przykrywa tak naprawdę rude umaszczenie z rozetami, jako pręgowaniem. Zaokrąglony pyszczek zdobi para dużych, żółtych oczu, które często spoglądają na wszystkich z sympatią.
Chociaż życie nie zawsze było łatwe dla Ramzesa, jest to kot z natury dość pogodny i wesoły. Oczywiście przejmuje się pewnymi rzeczami, kiedy jest taka potrzeba, zwłaszcza gdy chodzi o powierzone jemu i Nemo zadanie od samej Efyry, ale stara się jednak zawsze zakładać, że wszystko potoczy się dobrze, bo przecież coś w końcu musi. Docenia świat i jego nietrwałe piękno, próbując się cieszyć każdą chwilą. Jest trochę ciekawski, chociaż nie na tyle, by wpędziło go to w straszne kłopoty. Poza tym jest zdecydowanie szalenie oddany swojej wierze i kotom bliskim jego sercu.
Mroźna Mżawka
Ramzes, jak na to, że jeszcze nie udało mu się nawrócić absolutnie nikogo na ich wspaniała i jedyną słuszną religię, miał absolutnie doskonały humor. Zakładał, że to sama Efyra, zsyłała swoim pielgrzymom, tak pogodne nastawienie, dążąc do tego, aby jej wierni wyznawcy, nie zniechęcali się w swoich staraniach.
Czy jednak zajmował się ważnymi sprawami? Hm, nie powiedziałby. To znaczy, próbował się nimi zajmować, tylko no... Nie za bardzo mu wychodziło. Czasami miał wrażenie, że on sam dał się dość łatwo zrekrutować do ich grupy wyznaniowej i tym samym oczekiwał tego samego od wszystkich innych, co prowadziło jedynie do postawienia samemu sobie nieosiągnalnych standardów. Przechadzał się akurat po okolicy, mamrocząc pod nosem, formułki na temat ich Pani, dla dodania sobie otuchy, kiedy usłyszał znajomy głos. Kot uśmiechnął się szeroko.
– Nemo! Efyra niech będzie z tobą, akurat się modliłem i proszę. Oto postawiła mi ciebie na mojej drodze. Co u ciebie? Ja hm... Powiedzmy, że nawracanie innowierców nie idzie mi tak gładko, jak myślałem, że będzie szło, ale to nic. Wiesz co przyjacielu, tak sobie ostatnio myślałem, czy nie wydaje ci się, że słowo nawrócić, brzmi tak nieco... Zbyt szorstko? Chyba przydałoby nam się wymyślić coś nowego, coś... Co będzie brzmiało w uszach innych nieco milej.
Od czasów, gdy ostatnio był widziany w tych okolicach, zdążył wyrosnąć na całkiem sporego kocura. Nie należy może do tych największych w lesie, ale znajduje się nieco powyżej przeciętnego wzrostu, a wygląd jego (w rzeczywistości dość szczupłej sylwetki) powiększa długie, grube futro pokrywające go w całości. Na większości powierzchni pozostaje ono jednolicie czarne, jedynie w niektórych miejscach ozdobione białymi znaczeniami – pierwsza taka plamka pojawia się pod nosem, skąd przechodzi na brodę, a następnie rozprzestrzenia się na szyję, pierś i brzuch, do którego połowy sięga. Również na każdej z jego stóp można znaleźć podobne łaty, gdzie tworzą krótkie skarpetki, poza tym śnieżnobiałe są także wąsy kocura. Ostatnim z wyróżniających się kolorystycznie elementów Nemo są jego oczy – o żółtej, jakby miodowej barwie.
] Na pierwszy plan charakteru Nemo wysuwa się nie on sam, a wszystko, w co wierzy, zasady i tradycje, które zostały mu przekazane przez jego opiekuna i które teraz sam chciałby rozprzestrzenić wśród innych kotów. Stara się to jednak robić zawsze w sposób spokojny i uprzejmy, jest przecież dobrze wychowanym młodzieńcem, podchodzącym przyjaźnie do każdego napotkanego osobnika. Zdecydowanie unika przy tym agresji i walk, zresztą również większość pozostałych zajęć wymagających fizycznego męczenia się nie należy do jego ulubionych. Woli za to spędzać czas na spokojnych rozmowach i odpoczynku. Oraz rozmyślaniu o wszystkich swoich marzeniach, o tym, by zdołać wszystkim przekazać swoją wiarę, by odnaleźć swoją dawną rodzinę i koty, z którymi będzie w stanie stworzyć nową. Spędzenie dużej części w jednym, dość odciętym od świata miejscu zaowocowała również jego dość niewielką wiedzą na temat wszystkiego, co dzieje się poza jego dotychczasową społecznością, a przez to i pewną naiwnością – a może po prostu wrodzoną wiarą również w to, że wszystkie koty są jednak dobre z natury.
- Nie uwierzysz, co mi się przytrafiło! Efyra zesłała na mnie swoją największą łaskę – w tej dziwnej krainie natrafiłem na mojego brata, takiego z dawnych czasów, z tych samych rodziców, z którymi żyłem, nim dołączyłem do naszej wspólnoty. Dalej tu mieszka, teraz jest członkiem klanu. I moja siostra też! – Zaczął opowiadać z zachwytem, krążąc wokół Ramzesa. Czy mu uwierzy? Jak mógłby nie, przecież Nemo nigdy nie skłamałby nigdy w sprawie tak istotnej.
Zaraz jednak skupił się z powrotem na tym, co zdążył już wcześniej powiedzieć jego towarzysz. Nawet, jeśli miał wielkie wieści do przekazania i nie mógł się doczekać momentu, w którym nareszcie będzie mógł się nimi podzielić, to jednak nie powinien tak po prostu ignorować tego, co mieli do powiedzenia inni – szczególnie, że być może i w tym kryła się wielka mądrość, Ramzes miał przecież dużo czasu by się nad tym zastanowić i mógł już dojść do jakichś wniosków. - Jakie inne słowo proponujesz więc w zamian? – spytał, zatrzymując się przed nim, gotowy, żeby posłuchać.