Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
atak białej: brak rzutu; udany bez względu na wszystko, gawron się poddał
rzut na infekcję rany: wypada » 6 » infekcja, rana wchodzi na 2 stopieńBRUH
Zakończenie tej jatki było tylko kwestią jednego, mocnego ugryzienia i zmiażdżenia Filipowi czaszki. Ptak nie stawiał żadnego oporu, pokonany, zmęczony... i zaledwie chwilę potem, martwy, zwiotczały w szczękach Białej Burzy.
Kocica pokonała pięć gawronów, samej uchodząc z tego praktycznie bez szwanku... poza śmierdzącą, wyjątkowo bolesną raną przecinającą jej biały pysk. Jednak chyba było warto. Przyniesienie takiej ilości zdobyczy na stos będzie czymś... z pewnością imponującym.
gawron antoni | S: 4 | Zr: 6 | Sz: 3 | HP: 0/20 | W: 15
» rana 2. stopnia: urwane pół skrzydła (-3hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2hp do końca walki)
» OMDLENIE
»ŚMIERĆ gawron jakub | S: 3 (4) | Zr: 4 (6) | Sz: 2 (3) | HP: 7-2=4/25 | W: 10/15
» rana 2. stopnia: głębokie rozcięcia na klatce piersiowej; krwawią (-3hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2hp do końca walki)
» statystyki obniżone o ¼
» celność obniżona o 2
» OMDLENIE; POTEM WYKRWAWIENIE I ŚMIERĆ
gawron jan | S: 4 | Zr: 6 | Sz: 3 | HP: -2/25 | W: 9/15
» rana 2. stopnia: rozorana pierś i brzuch, głębokie, krwawiące rany
» celność obniżona o 2
»ŚMIERĆ gawron filip | S: 4 | Zr: 5 (6) | Sz: 3 | HP: 0/25 | W: 7/15
» rana 1. stopnia: złamana noga (-1 do zręczności)
» rana 1. stopnia: ugryzienie na skrzydle; krwawi (po -1hp co turę do końca walki)
» jakaśtam rana śmiertelna od ostatecznego ciosu
» celność obniżona o 2 ŚMIERĆ
gawron wojciech | S: 4 | Zr: 6 | Sz: 3 | HP: 10-16-3=XD/25 | W: 6/15
» rana 2. stopnia: głębsze ugryzienie na karku; krwawi (-3hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2hp do końca walki)
» rana 2. stopnia: głębokie ślady pazurów biegnące wzdłuż całego boku głowy, przez szyję
» celność obniżona o 2
» od następnej tury statystyki obniżone o ¼
» ŚMIERĆ
zimno | lvl: 4 | S: 17 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 67/80 | W: 20-2=18/50 | prz: 1/3
» rana 0. stopnia: zmierzwiona sierść na czubku głowy, wyrwane parę kłaczków
» rana 1. stopnia: płytkie, wąskie rozcięcie biegnące od grzbietu nosa do końca górnej wargi » infekcja » rana 2. stopnia: zainfekowane rozcięcie biegnące od grzbietu nosa do końca górnej wargi
» zr i sz obniżone z racji walki z wieloma przeciwnikami
» celność obniżona o 2
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Fuknęła coś pod nosem, kiedy wszystko było już zakończone, po czym wyminęła ptaszyska i ruszyła w zupełnie innym kierunku. Planowała oddalić się od tych nieprzyjemnych zapachów możliwie jak najbardziej, aby nie musieć konfrontować się z niczym, co przyszłoby w celu spożycia resztek. Niegdyś taka bitwa przysporzyłaby jej mnóstwa problemów, ba, wystarczył jeden kruk, aby zmusić ją do kapitulacji, podczas gdy teraz... rozkładała czarnuchy jeden po drugim i nawet nie drgała jej przy tym powieka. Oblizała zakrwawioną mordę, przesuwając badawczym spojrzeniem po pustym horyzoncie.
⠀⠀⠀Ruszyła pod wiatr, cicho i ostrożnie, niwelując tym samym wszelkie dźwięki. Węszyła, obserwowała i słuchała. Być może zdoła uszczknąć coś jeszcze od matki natury, nim będzie musiała dokonać kapitulacji.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Córka Kwiatowej Przełęczy chyba... wybiła w okolicy Łanu Rzepaku wszystko, co się dało. Najpierw dorosłego samotnika, a potem pół stada gawronów które zebrało się aby zjeść jego zwłoki. Wcześniej jeszcze ukradła kocurowi popielicę i jeszcze było jej mało? No, dobrze.
Może mogła spróbować swojego szczęścia w walce z rodziną dzików, albowiem na ten moment nie miała już więcej szczęścia i namierzenie jakichkolwiek tropów zwierzyny graniczyło z cudem. Może to przez zapach krwi który osiadł w powietrzu, może to przez te wrzaski. Nigdy się nie dowiemy.
zimno | lvl: 4 | S: 17 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 67/80 | W: 18/50 | prz: 1/3
» rana 0. stopnia: zmierzwiona sierść na czubku głowy, wyrwane parę kłaczków
» rana 2. stopnia: zainfekowane rozcięcie biegnące od grzbietu nosa do końca górnej wargi
» celność obniżona o 2 przynajmniej nie krwawi
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Bardzo możliwe, że zwierzyna zniknęła i przez jedno i przez drugie. Mimo wszystko narobiła tu sporo rabanu, a i smród niósł się na dalekie odległości wraz z wiatrem i nią samą, dlatego nawet kroczenie pod jego prąd mogło na niewiele się zdać, a jednak w dalszym ciągu to robiła i wcale nie czuła odoru przechadzającej się tanecznym krokiem po łanach rzepaku śmierci. Powietrze było czyste, świeże i przyjemnie, a przy tym pozbawione znaku piszczków, których w dalszym ciągu poszukiwała. Po co? Sama właściwie nie wiedziała, ale to nie oznaczało, że nie mogła rozglądać się za nimi podczas prowadzenia małego rekonesansu najbliższych okolic.
⠀⠀⠀Nie wiedziała gdzie zajdzie w tym tempie i idąc w tym kierunku, ale gdzieś na pewno, zwłaszcza że wychodziła coraz dalej poza obręb mapki i nie za bardzo wiedziała, co się przed nią rozciąga, nie licząc jakiegoś obcego lasu. Weszła w jego głąb po cichu i przystanęła między drzewami, nasłuchując szelestu wśród ściółki oraz koron drzew, ale nic do niej nie trafiało, przynajmniej na chwilę obecną. Wyznaczyła na nowo kierunek wiania wiatru i ruszyła w w przeciwnym, aby zapachy kierowały się wyłącznie do niej. Trzymała się przy tym blisko gęstej roślinności i pni, gdyby musiała przed czymś zmykać.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Szum rzeki nieopodal i świerszcze wciąż były jedynym, co Biała Burza słyszała, nawet wchodząc pomiędzy drzewa pobliskiego lasu. Wiatr niósł krakanie ucztujących gawronów, odbijając się echem od drzew i tak naprawdę był to jedyny dźwięk, po którym kocica mogła wywnioskować obecność czegokolwiek w okolicy. Trawa i ściółka leśna pozostawała w bez ruchu. Żadnych tropów, śladów, oznak życia.
zimno | lvl: 4 | S: 17 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 67/80 | W: 18/50 | prz: 1/3
» rana 0. stopnia: zmierzwiona sierść na czubku głowy, wyrwane parę kłaczków
» rana 2. stopnia: zainfekowane rozcięcie biegnące od grzbietu nosa do końca górnej wargi
» celność obniżona o 2
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀W pewnym momencie, kiedy okolica nadal była pusta i głucha stwierdziła, że chyba pomału przekracza pewną niewidzialną granicę. Nie znała tego lasu i nie wiedziała co jest za nim, a zdrowy rozsądek podpowiedział jej, że najwyższa pora spakować walizki i zawrócić w bezpieczniejsze rejony, toteż to właśnie zrobiła i odwróciwszy się na pięcie pomaszerowała w kierunku upolowanych uprzednio gawronów, które to, tak czy owak, na raz do obozu by nie zaniosła. Na całe szczęście po przechwyceniu dwóch spotkała na granicy Ciemną Mordkę z Barwnym Niebem, które poprosiła o pomoc w dostarczeniu upolowanej zwierzyny na stos. Kotki oczywiście nie były zbyt zachwycone widokiem oraz zapachem, jaki panował na zakrwawionym pobojowisku, gdzie obok rozdziobanego trupa samotnika leżały brudne ptaszyska, ale co posiłek to posiłek.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Ostatnio dużo chodziła, więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. Wmawiała sobie, że wypełnia obowiązki i po części tak właśnie było, wiele czasu rzeczywiście przeznaczała na polowania, patrole, stawanie się lepszą, silniejszą, lecz ostatnio zaczęła sobie uświadamiać, że ta tendencja do wybierania się na długie spacery miała jakiś związek z tym, że po śmierci Niedźwiedziego Kła potrzebowała wiele ciszy i spokoju, by poukładać sobie kilka spraw i przetworzyć swoje emocje.
Tak daleko jednak nie zaszła jeszcze nigdy. Nieznajomość terenów, na których się znajdowała, wzbudzała w niej niepokój; szła spięta, rozglądając się dookoła, futro na karku odrobinę uniesione. Kto wie, co lub kogo może tutaj spotkać. Musi zachować przynajmniej podstawową ostrożność. Pomimo tego, jakaś jej część doceniała urok tych nieznanych jej terenów — niestety nie na tyle, by była w stanie się zrelaksować.
/wieczór
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Mistrz: Wiewiórczy Skok / brak Płeć: kocur Matka: Mysi Krok[*] Ojciec: Bukowa Kora Partner: Lol nope
Jako dorosły kocur nie powalał wielkością. Był dość przeciętnego wzrostu, a jego sylwetka należała bardziej do smukłych niż mocno umięśnionych. Oczy nie doświadczyły wybarwienia, a futro pozostało czarne, długie i miękkie, choć już nie odstawało tak mocno.
Od czasów kocięcych charakter Wieczora ulegał wielu zmianom. Wpierw załamanie spowodowane śmiercią matki, a potem nie zostaniem wybranym na terminatora medyka. A gdy będąc już terminatorem zakochał się w nieodpowiednim kocie i został odrzucony, jego zdrowie psychiczne jeszcze bardziej się pogorszyło. Do umysłu kocura zaczęło wkradać się szaleństwo, przez które usiłował się okaleczyć, aż w ostateczności uciekł z klanu. Kompletna samotność i bycie zdanym tylko na siebie pozwoliły z czasem na ustabilizowanie swojego wnętrza i częściową poprawę. Syn Mysiego Kroku coraz rzadziej odczuwał rozpacz, ból i pustkę. Stał się bardziej beztroski, a nutka szaleństwa dodawała mu brawury, przez co czasem podejmował się ryzykownych działań, choć nigdy nie robił tego w formie zachowań autoagresywnych. Dzięki samotności pozbył się stresu związanego z presją, iż musi być użyteczny dla innych, co uświadomiło go, że nie czuł się najlepiej w klanie. Jednakże tęsknota za rodzeństwem i przyjaciółmi co jakiś czas prowadziła jego łapy na granicę z Klanem Rzeki.
Pietruszkowa Łapa [C], Świerkowa Łapa [Gr]
Tego dnia czarny kocur zwiedzał okolice łanu rzepaku. Bliżej pola można było napotkać dzikie kwiaty, które nie pojawiały się zbyt często na terenach klanowych. Gdy tylko spostrzegł białe kwiaty powoju, pomyślał o swojej przyjaciółce. Kiedy postanowił pogodzić się z Czereśnią, akurat urządzała swoje legowisko. Zawierało sporo ładnych rzeczy w tym kwiatów, toteż z nimi zaczęła mu się kojarzyć. Nim zauważył, co robi, przegryzł łodyżkę i ruszył dalej z rośliną w pyszczku. Skoro już zerwał kwiat, postanowił zanieść go na granicę. Może akurat jakiś znajomy kot będzie przechodził i zgodzi się w jego imieniu dać to szylkretce. Jak nie, to trudno, spróbuje innym razem.
Szedł wzdłuż pola od strony Szorstkich Skał, aż doszedł do Brzęczących Trzcin. Dużym łukiem ominął bzyczącą budowlę dwunogów i rozejrzał się uważnie, czy nie ma jakiegoś w pobliżu. Jednak zamiast ludzi spostrzegł kogoś, kogo kompletnie się nie spodziewał. Jego oczom ukazała się wspomniana wcześniej kotka. Zamrugał parę razy, aby upewnić się, że nie jest to jakieś złudzenie, ale córka Świetlikowego Zagajnika dalej powoli szła. Uniósł wysoko ogon z radości i zaczął zbliżać się wesołym krokiem.
-CZEEŚNIA! - miauknął głośno. Roślina w pyszczku uniemożliwiała mu wyraźne mówienie bez upuszczenia jej, toteż niezgrabnie zawołał przyjaciółkę. Podszedł do niej szybko i położył przed nią kwiat.
- Właśnie o tobie myślałem. To jest dla ciebie. - Wskazał pyszczkiem na powój. Niezmiernie cieszył się z przypadkowego spotkania. Tęsknił za przyjaciółką, jednakże nie chciał wracać do klanu. Nie mógł wrócić.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Zapach, nieznany i drażniący, dotarł do jej nozdrzy wcześniej, niż wzrok zdążył dostrzec zbliżającą się sylwetkę. Odruchowo wyciągnęła pazury, futro na grzbiecie unoszące się jeszcze bardziej — doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że może i nie każdy samotnik jest agresywny, ale nie mogła pozwolić sobie na zakładanie, że każdy, którego spotka, będzie dla niej miły. Lepiej być ostrożnym, niż martwym.
Tym, czego Czereśniowa Gałązka zupełnie się nie spodziewała, było usłyszenie własnego imienia padającego z ust kota oraz faktu, że... rozpoznawała go.
— Wieczór? — wykrztusiła z niedowierzaniem. Nie była pewna, jak właściwie się czuć. Oczywiście, zauważyła zniknięcie przyjaciela i nie była z tego powodu zadowolona, lecz jeśli miała być szczera, nie poświęciła temu tak wiele myśli, jak może powinna, zbyt zajęta innymi swoimi problemami. Dobrze jednak było go znów widzieć, teraz, niedługo po tym jak straciła inną ważną dla siebie osobę. — Dziękuję? — To było miłe ze strony Wieczora i Czereśnia z pewnością znajdzie dla prezentu odpowiednie miejsce w swoim legowisku, jednak jeśli miała być szczera, całkowicie zbiło ją to z tropu. — Ale... Wieczór, co ty tu robisz? Jak się tu znalazłeś? Czemu zniknąłeś z Klanu? — Dużo pytań jak na jeden raz, lecz cóż, chciała wiedzieć.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Mistrz: Wiewiórczy Skok / brak Płeć: kocur Matka: Mysi Krok[*] Ojciec: Bukowa Kora Partner: Lol nope
Jako dorosły kocur nie powalał wielkością. Był dość przeciętnego wzrostu, a jego sylwetka należała bardziej do smukłych niż mocno umięśnionych. Oczy nie doświadczyły wybarwienia, a futro pozostało czarne, długie i miękkie, choć już nie odstawało tak mocno.
Od czasów kocięcych charakter Wieczora ulegał wielu zmianom. Wpierw załamanie spowodowane śmiercią matki, a potem nie zostaniem wybranym na terminatora medyka. A gdy będąc już terminatorem zakochał się w nieodpowiednim kocie i został odrzucony, jego zdrowie psychiczne jeszcze bardziej się pogorszyło. Do umysłu kocura zaczęło wkradać się szaleństwo, przez które usiłował się okaleczyć, aż w ostateczności uciekł z klanu. Kompletna samotność i bycie zdanym tylko na siebie pozwoliły z czasem na ustabilizowanie swojego wnętrza i częściową poprawę. Syn Mysiego Kroku coraz rzadziej odczuwał rozpacz, ból i pustkę. Stał się bardziej beztroski, a nutka szaleństwa dodawała mu brawury, przez co czasem podejmował się ryzykownych działań, choć nigdy nie robił tego w formie zachowań autoagresywnych. Dzięki samotności pozbył się stresu związanego z presją, iż musi być użyteczny dla innych, co uświadomiło go, że nie czuł się najlepiej w klanie. Jednakże tęsknota za rodzeństwem i przyjaciółmi co jakiś czas prowadziła jego łapy na granicę z Klanem Rzeki.
Pietruszkowa Łapa [C], Świerkowa Łapa [Gr]
Kocur kompletnie nie przejął się zdezorientowaniem koleżanki.
- Najwyraźniej Gwiezdni obrali dla mnie drogę poza klan. - Wzruszył ramionami, jakby nie było to nic nadzwyczajnego. Usiadł tuż obok kotki i zbliżył do niej łeb, aby ją powąchać. Chciał sprawdzić, czy wszystko u niej w porządku.
- A ty co tutaj robisz? I co u ciebie słychać? Skończyłaś już trening? - Nawet jeśli Czereśnia została mianowana przed jego zniknięciem, kocur nic o tym nie wiedział. Przez ostatnie księżyce pobytu na terenach klanowych nie interesował się życiem klanu, przez co omijały go wszelakie ważne informacje. Przechylił łeb i zaczął przyglądać się szylkretce. Wydawała się nieco inna niż przy ostatnim spotkaniu, poważniejsza i może też przygnębiona. Kocur zastanawiał się, czy po prostu wydoroślała, czy jednak coś się stało. Nie zamierzał jeszcze o to pytać, chcąc chwilę ją poobserwować. Istniała możliwość, że Rzeczniaczka sama zdradzi powody swoich smutków.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Zmierzyła Wieczora podejrzliwym spojrzeniem, mrużąc zielone oczy.
— A co to ma niby znaczyć? — zapytała, może odrobinę ostrzej niż zamierzała, ale kocur wygadywał głupoty, więc zasłużył. Poza Klanem! Jeszcze czego! Gwiezdni nie obierali takiej drogi dla żadnego kota z Klanu, to zwyczajnie tak nie działało. Jeśli ktoś urodził się w Klanie, tam było jego miejsce i już, i Czereśnia była gotowa kłócić się o to z samymi Gwiezdnymi. Hmpf. — Ja? Nic. Spaceruję. — Wzruszyła barkami. Wieczór nie potrzebował słuchać o jej osobistych problemach, nie mówiąc już o tym, że stracił do tego przywilej przez gadanie głupot. — Ano skończyłam. Czereśniowa Gałązka, miło mi. — Nie mogła powstrzymać dumnego uśmieszku, błysku w oczach, bo nawet jeśli nie była w najlepszej formie, wciąż mogła być dumna z siebie i z tego, że wreszcie została wojowniczką.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Mistrz: Wiewiórczy Skok / brak Płeć: kocur Matka: Mysi Krok[*] Ojciec: Bukowa Kora Partner: Lol nope
Jako dorosły kocur nie powalał wielkością. Był dość przeciętnego wzrostu, a jego sylwetka należała bardziej do smukłych niż mocno umięśnionych. Oczy nie doświadczyły wybarwienia, a futro pozostało czarne, długie i miękkie, choć już nie odstawało tak mocno.
Od czasów kocięcych charakter Wieczora ulegał wielu zmianom. Wpierw załamanie spowodowane śmiercią matki, a potem nie zostaniem wybranym na terminatora medyka. A gdy będąc już terminatorem zakochał się w nieodpowiednim kocie i został odrzucony, jego zdrowie psychiczne jeszcze bardziej się pogorszyło. Do umysłu kocura zaczęło wkradać się szaleństwo, przez które usiłował się okaleczyć, aż w ostateczności uciekł z klanu. Kompletna samotność i bycie zdanym tylko na siebie pozwoliły z czasem na ustabilizowanie swojego wnętrza i częściową poprawę. Syn Mysiego Kroku coraz rzadziej odczuwał rozpacz, ból i pustkę. Stał się bardziej beztroski, a nutka szaleństwa dodawała mu brawury, przez co czasem podejmował się ryzykownych działań, choć nigdy nie robił tego w formie zachowań autoagresywnych. Dzięki samotności pozbył się stresu związanego z presją, iż musi być użyteczny dla innych, co uświadomiło go, że nie czuł się najlepiej w klanie. Jednakże tęsknota za rodzeństwem i przyjaciółmi co jakiś czas prowadziła jego łapy na granicę z Klanem Rzeki.
Pietruszkowa Łapa [C], Świerkowa Łapa [Gr]
Kocur puścił mimo uszu dość ostre pytanie. Nie zamierzał tego tłumaczyć, kotce albo brakowało wiary w decyzje Gwiezdnego Klanu, albo po prostu sama uparcie nie chciała wierzyć w taką możliwość.
- Czereśniowa Gałązka! Bardzo ładne! - Miauknął zachwycony. Szczerze podobało mu się nowe imię przyjaciółki, ale także chciał jej sprawić przyjemność. Wiedział, że córka Świetlikowego Zagajnika uwielbiała wszelakie komplementy oraz poświęcanie jej uwagi. - Bardzo tobie pasuje! Piękna jak kwiaty czereśni. - Pokiwał z uznaniem głową, mrucząc cicho, a następnie podniósł leżący powój, który przyniósł, i położył kotce na głowie przy uchu.
- Przydzielono ci już jakiegoś terminatora? Pewnie jest wielkim szczęściarzem, że ma tak utalentowaną mistrzynię. - Wpatrywał się uważnie w przyjaciółkę, aby nie przeoczyć niczego ważnego, a w tym jej emocji. Skoro Gwiezdni od czasów kocięcych krzyżowali ich drogi, to może poprzez nią chcą mu coś przekazać. Nie zgodzili się na związek z Rabarbarową Łapą, rozdzielając ich za pomocą Przepiórczej Łapy, bo mogli mieć plany co do jego relacji z młodą szylkretką. Czy wystarczyłoby, gdyby spróbował popatrzeć na nią nie jak na towarzyszkę zabaw, a jak na potencjalna partnerkę? Kocur nagle zbliżył pyszczek i przejechał językiem pod okiem rozmówczyni.
- Masz już może kogoś na oku? - Zapytał bezpośrednio, przekrzywiając łeb w drugą stronę.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Czyli po prostu ją zignorował. Cudownie. Wspaniale. Poczuła irytację wzbierającą w piersi — nie lubiła być ignorowaną, zwłaszcza kiedy pytanie, które zadała, było dosyć ważne. Machnęła ogonem, ale nic nie powiedziała. Skoro nie chce nic mówić, nie będzie my odpowiedzi z gardła wyrywać.
— No już mi tak nie słodź — powiedziała z wyraźnym rozbawieniem, jej usta drgające w uśmiechu. Nadal była zirytowana na Wieczora, ale... wciąż była sobą i nie mogła tak po prostu nie przyjąć komplementów. — Ano. Nazywa się Karasiowa Łapa. Jest dobrą uczennicą. — Specjalnie zignorowała kolejny komplement Wieczora, bo jakkolwiek by nie łechtał mile jej ego, zaczęła postrzegać jego słodkie słówka jako swego rodzaju... podlizywanie się? wzbudzające w niej więcej irytacji. Mimo wszystko, zamiast słuchać pochwał, wolałaby usłyszeć odpowiedź na swoje pytanie.
Za to kolejne działania kocura... wprawiły Czereśnię w osłupienie. Nie była zbyt wielką fanką nieproszonego kontaktu fizycznego, a już tym bardziej nie teraz, kiedy była zdenerwowana. Cofnęła się o krok, wpatrując w Wieczora szeroko otwartymi oczyma, zupełnie zdziwiona, a jego bezpośrednie pytanie jeszcze bardziej zbijające ją z tropu. Zmarszczyła brwi, trybiki w jej głowie obracały się tak intensywnie, że prawdopodobnie było to wyraźnie widać. Kwiat... komplementy... dziwne czułości... pytanie o to, czy jest kimś zainteresowana... Oh. Nagle wszystko wskoczyło na miejsce i Czereśnia pojęła, co też Wieczór robi i... naprawdę? Zniknął z Klanu, nie chce jej nic wyjaśnić i to jest pierwszym, za co się zabiera? Zbierająca w jej piersi irytacja zalała ją w całości, wyciągając z niej najgorsze cechy, jak morska fala wyrzucająca na brzeg kryjące się w wodzie śmieci.
— Mam — odparła zdecydowanie. — Właściwie, mam partnera. — Było to kłamstwo, lecz tego Wieczór nie musiał już wiedzieć. Oczywiście, mogła po prostu powiedzieć, że nie jest zainteresowana, lecz w tym momencie straciła wszelkie zaczątki empatii, jakie mogła w ostatnim czasie nabyć i chciała, żeby Wieczór czuł się źle, chociaż... obiektywnie rzecz biorąc, nie zrobił niczego złego. Ot, chciał poderwać ładną kotkę, tyle że miał pecha natrafić na moment, gdy ów kotka była w dziwnym momencie swojego życia, gdzie dopiero co straciła bliską osobę i jej emocje stanowiły tykającą bombę, którą ledwo ukrywała, a on przypadkowo nastąpił jej na odcisk.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Mistrz: Wiewiórczy Skok / brak Płeć: kocur Matka: Mysi Krok[*] Ojciec: Bukowa Kora Partner: Lol nope
Jako dorosły kocur nie powalał wielkością. Był dość przeciętnego wzrostu, a jego sylwetka należała bardziej do smukłych niż mocno umięśnionych. Oczy nie doświadczyły wybarwienia, a futro pozostało czarne, długie i miękkie, choć już nie odstawało tak mocno.
Od czasów kocięcych charakter Wieczora ulegał wielu zmianom. Wpierw załamanie spowodowane śmiercią matki, a potem nie zostaniem wybranym na terminatora medyka. A gdy będąc już terminatorem zakochał się w nieodpowiednim kocie i został odrzucony, jego zdrowie psychiczne jeszcze bardziej się pogorszyło. Do umysłu kocura zaczęło wkradać się szaleństwo, przez które usiłował się okaleczyć, aż w ostateczności uciekł z klanu. Kompletna samotność i bycie zdanym tylko na siebie pozwoliły z czasem na ustabilizowanie swojego wnętrza i częściową poprawę. Syn Mysiego Kroku coraz rzadziej odczuwał rozpacz, ból i pustkę. Stał się bardziej beztroski, a nutka szaleństwa dodawała mu brawury, przez co czasem podejmował się ryzykownych działań, choć nigdy nie robił tego w formie zachowań autoagresywnych. Dzięki samotności pozbył się stresu związanego z presją, iż musi być użyteczny dla innych, co uświadomiło go, że nie czuł się najlepiej w klanie. Jednakże tęsknota za rodzeństwem i przyjaciółmi co jakiś czas prowadziła jego łapy na granicę z Klanem Rzeki.
Pietruszkowa Łapa [C], Świerkowa Łapa [Gr]
- Nie słodzę! Mówię szczerze. - Zrobił oburzoną minę, ale po chwili się zaśmiał. Karasiowa Łapa Czarny kocur próbował sobie przypomnieć, czy był jakiś kociak o podobnym imieniu, kiedy jeszcze przynależał do klanu, ale niestety pamięć go zawiodła. Możliwe, że nie miał już okazji, aby poznać.
- Pewnie wyrośnie także na dobrego wojownika. - Zamruczał z uznaniem. Gdy kotka się odsunęła, na jego pyszczku zagościło zdziwienie. Już kiedyś obdarzył ją podobnym gestem, a wtedy Czereśnia nie wyraziła sprzeciwu. Nie wiedział też, że po prostu tego nie lubiła. Dalej ją obserwował, szukając jakiegoś wyjaśnienia. Marszcząc brwi wyglądała na zdenerwowaną, czym zaniepokoiła kocura. Czyżby popełnił błąd? Odpowiedź szylkretki jednak nieco rozjaśniła mu umysł. Czyżby się mylił odnośnie planów przodków? Cofnął się i pochylił głowę w przepraszającym geście.
- Przepraszam, pewnie poczułaś się niekomfortowo przez moje poczynania. Nie wiedziałem, że kogoś masz. - Po chwili jednak podniósł łeb i uśmiechnął się przyjaźnie. - Niech Gwiezdny Klan ma was w opiece. Jednak mam nadzieję, że pomimo partnera znajdziesz trochę czasu na odwiedziny. - Powiedział łagodnie. Mówił szczerze, nie chcąc stracić przyjaciółki. Nie zamierzał wracać do klanu, ale tęsknił za kontaktem z niektórymi kotami. I choć cieszył się jej szczęściem, to wolałby zachować możliwość porozmawiania. Nagle się wyprostował i spoważniał.
- Ale jeśli będzie cię źle traktował, to wyślij go do mnie. Już ja sobie z nim pogadam i wbiję do jego łepetyny, że zasługujesz na szacunek i wszystko co najlepsze! - Nastroszył futro i podrapał pazurami ziemię, aby podkreślić swoje słowa. Nie wybaczyłby nikomu, kto źle potraktowałby bliskie mu koty.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Zamrugała zdziwiona. Jakim cudem Wieczór zdołał wybić Czereśnię z tropu tyle razy w czasie tak krótkiej rozmowy, tego wojowniczka nie wiedziała, ale nie mogła powiedzieć, by była tego fanką. Nie spodziewała się takiej reakcji. Liczyła na jakąś zazdrość, ból, może chociaż zawód, a zamiast tego dostała mdłą uprzejmość. Z jakiegoś powodu zezłościło ją to jeszcze bardziej.
— Właściwie to nie wiem — odpowiedziała, a jej głos mógłby być lodowymi szpilami, które umyślnie wbijała w skórę Wieczora. — Jestem wojowniczką. Mam dużo obowiązków. Oczywiście, nie byłoby tego problemu, gdybyś siedział w Klanie jak normalny kot. — Nie miała zamiaru błagać kocura, by wrócił. Jeśli zechciał podjąć tak głupią decyzję, jego sprawa, ale niech wie, że Czereśni ani trochę się to nie podoba. Urodził się w Klanie Rzeki i tam też było jego miejsce, nieważne co sobie ubzdurał. — O to już się nie martw — prychnęła. — Sama świetnie dam sobie radę. Dobrze wiem na co zasługuję. — Wizja, w której Czereśnia daje sobą pomiatać jakiemuś kocurowi była dla niej histerycznie wręcz zabawna. Co ona, ciocia Śliwka? Jeśli jakiś delikwent próbowałby traktować ją w mniej niż odpowiedni sposób, natychmiast pokazałaby mu gdzie jego miejsce i nie potrzebowała do tego Wieczora.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal