Logo Artemidy
Pęknięta Skała
- Ech, to nie ma się czym przejmować. Nie odpowiadasz za to, że tamten terminator to dureń z pustym łbem. Szkoda tylko, że jeśli coś go zeżre, to wina spadnie na ciebie, znając życie - i uroki klanów. Dlatego Sztormowy Pazur cieszył się że swojej swobody, mniejszej ilości obowiązków i czasu, dzięki któremu mógł chodzić po granicach i poznawać takie kotki jak Wzburzona Fala.
- Pewnie. To jesteśmy umówieni - podsumował wesoło. Księżyc to dużo czasu, mogli oboje o tym zapomnieć lub stracić poczucie czasu, ale co tam, to tylko gdybanie.
- A, no to jak wszyscy. Wygląda na to, że to co mówi się o klanach i ich zwyczajach to stereotypy - podsumował. Czyli nuda, mówiąc szczerze. Równie dobrze mogliby żyć jako jeden klan z różnymi upodobaniami, lecz wtedy koty zaczęłyby się zrec o władze niczym wściekle psy. Każdy chciał stołek, każdy chciał rządzić i obnosić się ze swoją wysoką rangą, która w praktyce nie miała większego znaczenia. Sztormowy Pazur widział w tym wszystkim obowiązki, natomiast jemu zależało na rozrywce i ciekawym życiu.
- Wiesz co, będę się już zbierał do siebie. Do zobaczenia za księżyc i powodzenia z tym beztalenciem, jak mu tam. Nie przejmuj się nim, może kiedyś trafi ci się mądrzejszy kot - Sztormowy Pazur mrugnal do wojowniczki z klanu cienia i zostawił ją w towarzystwie jej własnych myśli, marzeń oraz zmartwień.

zt
[Obrazek: VOC9rAd.png]
LVL 4 15 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
7
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Był już terminatorem, no nie? Mógł na luzie wychodzić z obozu czy to się podobało jego mistrzyni, czy też nie więc skorzystał se swojego przywileju i pewnego dnia wstał, zjadł coś na szybko i jak wygalopował z obozu... Biegł poprzez wichrowe łąki i pagórki, zatrzymywał się koło pojedynczych drzew, na które z zwinnością się wspinał by wzrokiem próbować dostrzec czegoś ciekawego. Kocur nie wiedział dokąd się udaje - a w głowie miał tylko jedno: poznanie kogoś bardziej interesującego niż te moczymordy z Wichru, co nudni byli jak flaki z olejem. Zero zabawy, zero przyjemności bo od razu ktoś się doczepi i cyk jesteś nienawidzony przez połowę Klanu. Jednak śnieżnego kocurka to nie obchodziło... ba dostrzegał jedynie czubek własnego nosa a innych poznawał tylko i włącznie dla swoich egoistycznych korzyści. Łapy go świerzbiły, a w snach widział bitki z innymi... oj tak, z miłą chęcią obiłby czyiś nos, a później szczycił się wygraną. O tak, sam się nauczy walki - ta cała Racza Sadzawka nie jest mu do szczęścia potrzebna. Poznał ją już wcześniej, próbowała go nastraszyć jednak z marnym skutkiem. Szczypiąca Łapa już jako kociak był hm... nieustraszony, niezwyciężony. Jakby zdolności samozachowawcze wyparowały z niego już w życiu płodowym. Nawet teraz nie czuł obawy - parł przed siebie z krzywym uśmiechem na mordce co jakiś czas ją oblizując, oczy lśniły a jego cudne, czyste futerko iskrzyło się w promieniach słońca. Wiedział, że to jego dzień w którym naprawdę się zabawi... Na horyzoncie poczęły rysować się jakieś dziwne kształty - cztery drzewa! Słyszał o tym miejscu wcześniej, to tam spotykały się cztery Klany, Granice wszystkich czterech Klanów! Oh, Gwiezdni poprowadzili go w naprawdę dobre miejsce. Nie wiedział ile minęło od jego wyjścia z obozu, jednak teraz czuł już nieco zmęczenie. Terminator schował się w cieniu drzewa - a dopiero później ujrzał dziwną skałę do której od razu podszedł i po dwóch próbach wspięcia się na nią udało mu się - kocur ułożył na niej swój królewski tyłek i rozejrzał się powolnie, mrużąc dwukolorowe ślepia.

//ktoś chętny na sparing/zwykłą sesje
<br><br><div class="SzczypekFotka"><img src="https://i.gifer.com/PnxN.gif" width="350" height="168"></div>
<div class="SzczypekTekst">Ja w jednym z moich snów, wbiłem ci w głowę <b>nóż</b>
Przekręciłem jak <i>klucz</i> i zamówiłem jedzenie
Ty, ale ja mam <b>jazdę</b>, wydzwaniam restauracje
Pytam się czy mi przygotują żurek w twojej <i>czaszce</i>
Gdy <b>spożywam</b> z kulturą obok pani gra na harfie</div><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Aclonica&family=Bahiana&family=Bebas+Neue&family=Fugaz+One&family=VT323&display=swap" rel="stylesheet"><style>.SzczypekFotka img {filter: contrast(0.75) sepia(0.75) brightness(1.25);} .SzczypekTekst {position: relative; top: -150px; color: black;font-family: 'Bahiana', cursive; font-size: 20px; margin-bottom: -100;} .SzczypekTekst b {color: #8ca9c4; font-style: normal; font-weight: normal; font-family: 'VT323', monospace; text-transform: uppercase; font-size:30px; text-shadow: 1px 1px black;} .SzczypekTekst i {color: #d1b489; font-style: normal; font-weight: normal; font-family: 'VT323', monospace; text-transform: uppercase; font-size:30px; text-shadow: -1px -1px black;} .SzczypekFotka {position: relative; height: 168px; width:350px; z-index:0;} .SzczypekFotka:after {content: ' '; position: absolute; top: -2px; bottom: -2px; left: -2px; right: -2px; z-index:-1; background: #ffffff;} .SzczypekFotka:before {content: ' '; position: absolute; top: -2px; bottom: -2px; left: -2px; right: -2px; background: #ffffff; z-index: -2; filter: blur(40px);} .SzczypekFotka:after, .SzczypekFotka:before { background: linear-gradient(150deg, #8ca9c4, rgba(0,0,0, 0), #d1b489)}</style>
LVL 1 60 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wieczna nuda oraz poczucie pustki coraz bardziej zaczynało ją pchać do wyjścia poza obóz. Wcześniej w ogóle nie brała pod uwagę wychodzenia na granice, by spotkać koty z innych klanów. No, teraz, wraz ze śmiercią praktycznie całej jej rodziny nieźle się to zmieniło. Nie zależało jej na poznawaniu innych, ale brała to pod uwagę. Teraz w sumie i tak była przyzwyczajona bardziej do samotności niźli latania za kotami, więc nie byłoby jej smutno, gdyby coś takiego się stało.
Wczesnym rankiem jak zwykle niczego nie zjadła i przebiegła przez dobrze jej znaną dziurę w bezpiecznym obozie klanu Gromu. Biegła spokojnym truchtem, a przynajmniej najcichszym, jakim potrafiła i wsłuchiwała się w odgłosy lasu. Ta chwila biegu w skupieniu dla innych mogła nie być niczym wielkim, ale jej dawało jakąś taką ulgę. No, nie musiała przynajmniej myśleć o uciążliwych rzeczach, chociaż i na to był prostszy sposób.
Wreszcie dotarła do docelowego miejsca i zwolniła tempo, pozwalając sobie na powolne podejście do wyraźnej granicy swojego klanu. Nie zamierzała z niej wychodzić, nawet jeśli miejsce przed nią w zasadzie było fragmentem ziemi niczyjej. Wyczuła bowiem dosyć wyraźny zapach innego kota. Wyciągnęła szyję, szukając jakiegoś innego śladu, niż zapachowego, a później zauważywszy białą plamę na skałce, westchnęła.
— Och, co to za mała śnieżynka się znalazła — zaśmiała się, widocznie mając jakiś lepszy pod względem żartów humor.
[Obrazek: nvZ71vI.gif]

pouring the fuel, fanning the flames
b<b>reaki</b>ng
the habit and melting the chains
embracing
the <s>fear</s>, chasing the fight
t<s>he</s>
glow of the fire will light up the night
the <s>brid</s>ges are burning, the heat's on <s>my</s> face
making
the past an unreachable place

LVL 2 10 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I tak siedział jak ten posąg i czekał za nie wiadomo czym. Może Gwiazdka z nieba mu się trafi, coś ciekawego coby jego strasznie długie i strasznie nudne dni urozmaiciło. Wibrowały my wąsiki, jęzor co kilka chwil przeciągał się po śnieżnym pyszczku. Przez dłuższy czas kocur musiał się jednak zadowolić towarzystwem samego siebie, obserwował ptaki przecinające niebo, co powolnie po nim dryfowały znikając gdzieś za horyzontem lub powoli zbierającymi się chmurami. Czyżby jego pierwsza eskapada zakończyła się niepowodzeniem. Ale jak to, tak przecież być nie może. I już niby miał odpuścić i próbować odnaleźć drogę do obozu, kiedy to zauważył plamistą sylwetkę kocicy. Aż wstał na cztery łapy, unosząc wyżej ogon, który zaczął falować w pewnej dozie ekscytacji.
- Tylko nie mała - rzucił swoim specyficznie innym głosikiem, marszcząc nosek. I cała obłoczka tajemniczej nieznajomej rozprysła się. Co to za głupie teksty - Jak już to młoda! - Dąsnął się Wichrowy panicz i zadarł nos w górę, jednocześnie wlepiając gały w malą istotkę stojącą na granicy. Przecież był już prawie jej wielkości - a miał przecież dopiero 6 księżyców. Cóż... prawdę mówiąc to Szczypiący z pewnością nie będzie jakiś bardzo wysoki. Raczej niestety przeciętny. Panicz jednym zgrabnym susem zeskoczył z dziwnej skałki z niezbyt udanym finiszem wylądował, wzdychając przy tyn ciężko po czym powolnie kroczył ku granicy z Klanem Gromu (nie wiedział, że to Klan Gromu) i przystanął w miejscu, gdzie najbardziej śmierdziało. Skrzywił nos.
- Dlaczego wasze siki tak walą? Skąd ty jesteś? - mruknął, przekrzywiając łepek. Cóż... terminator naprawdę MAŁO wiedział o świecie go otaczającym, bo niby skąd? Jako kocię bardziej był zajęty sobą, a teraz to się ujawniało, ta cała niewiedza.
<br><br><div class="SzczypekFotka"><img src="https://i.gifer.com/PnxN.gif" width="350" height="168"></div>
<div class="SzczypekTekst">Ja w jednym z moich snów, wbiłem ci w głowę <b>nóż</b>
Przekręciłem jak <i>klucz</i> i zamówiłem jedzenie
Ty, ale ja mam <b>jazdę</b>, wydzwaniam restauracje
Pytam się czy mi przygotują żurek w twojej <i>czaszce</i>
Gdy <b>spożywam</b> z kulturą obok pani gra na harfie</div><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Aclonica&family=Bahiana&family=Bebas+Neue&family=Fugaz+One&family=VT323&display=swap" rel="stylesheet"><style>.SzczypekFotka img {filter: contrast(0.75) sepia(0.75) brightness(1.25);} .SzczypekTekst {position: relative; top: -150px; color: black;font-family: 'Bahiana', cursive; font-size: 20px; margin-bottom: -100;} .SzczypekTekst b {color: #8ca9c4; font-style: normal; font-weight: normal; font-family: 'VT323', monospace; text-transform: uppercase; font-size:30px; text-shadow: 1px 1px black;} .SzczypekTekst i {color: #d1b489; font-style: normal; font-weight: normal; font-family: 'VT323', monospace; text-transform: uppercase; font-size:30px; text-shadow: -1px -1px black;} .SzczypekFotka {position: relative; height: 168px; width:350px; z-index:0;} .SzczypekFotka:after {content: ' '; position: absolute; top: -2px; bottom: -2px; left: -2px; right: -2px; z-index:-1; background: #ffffff;} .SzczypekFotka:before {content: ' '; position: absolute; top: -2px; bottom: -2px; left: -2px; right: -2px; background: #ffffff; z-index: -2; filter: blur(40px);} .SzczypekFotka:after, .SzczypekFotka:before { background: linear-gradient(150deg, #8ca9c4, rgba(0,0,0, 0), #d1b489)}</style>
LVL 1 60 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Może tak... — odetchnęła. Nie chciała się sprzeczać o jakieś drobnostki, tym bardziej że kot ten nie był z jej klanu i bez problemu mógł ją zranić. Nie znała innych kotów, ale wiedziała o okrutnych dwunożnych, więc wolała trzymać się na baczności. A przy tym... no dobra, to było śmieszne, że kocur nie chciał być nazwany małym. Ona już nie rośnie, jest raczej mniejsza, ale nie zaklinała rzeczywistości. No oczywiście, chciałaby kogoś zmiażdżyć jednym dotknięciem i szybciej biegać z dłuższymi łapami. — Ale wciąż jesteś mały — zaśmiała się z reakcją na dąsy śnieżnobiałego.
Nie miała jednak zbyt dużo czasu, by śmiać się z takich rzeczy, bo kocur już przeszedł do czegoś innego. Prychnęła. Czyżby kocur naprawdę nie wiedział, za którą granicą stała? To brzmiało jak jakiś najśmieszniejszy żart. Widocznie klan Gromu był o wiele lepszy i przynajmniej uczył terminatorów takich podstaw. Śnieżynko, mrugnij dwa razy, jeśli twój klan jest żałosny.
— Jak to możesz nie wiedzieć? — zmrużyła oczy na chwilę, a później otworzyła je, podnosząc jedną brew do góry. — Jestem ze Srebrnej Skórki i przybyłam, by dać ci karę. Przyszedłeś właśnie na granicę Gwiezdnego Klanu — odparła, a następnie szyderczo się uśmiechnęła. Chyba Gwiezdni wybaczą jej te kilka słów. Cóż, dobra zabawa była tego warta.
[Obrazek: nvZ71vI.gif]

pouring the fuel, fanning the flames
b<b>reaki</b>ng
the habit and melting the chains
embracing
the <s>fear</s>, chasing the fight
t<s>he</s>
glow of the fire will light up the night
the <s>brid</s>ges are burning, the heat's on <s>my</s> face
making
the past an unreachable place

LVL 2 10 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zmarszczył skórę na nosie. Nie będzie słuchał obelg - a w szczególności nie z ust tak widocznie słabego. Kocurek ubolewał nad tym że nie jest jeszcze duży i groźny. Bo teraz to z pewnością mógłby przestraszyć co najwyżej głupiego kociaka. A takie coś go nie usatysfakcjonowało, chciałby już umieć walczyć, jednak obawiał się, że Raczek nie będzie mentorką z jego marzeń. Kocur o wiele bardziej chciałby mieć takiego Trawiastego Źdźbło, z niego to był kawał kocura a nie jakieś samicze pitki. Phi. Ta cała przywódczyni też najlepsza nie była, a jej zastępczyni? Musiał się przed nią płaszczyć bo by jeszcze kary jakieś dostał a niezbyt mu się chce dodatkowo wymieniać zaszczanych legowisk. Może, jak będzie już starszy to Lawenda da mu kogoś lepszego. Poruszył wibrysami czując jak zdenerwowanie łaskocze go w łapki - gdyby tylko mógł wysunął by z ich ostre pazurki. On by ją już nauczył pokory. Albo tak tylko sobie myślał. Z pewną pogardą malującą się w jego dwubarwnych ślepiach przyglądał się otoczeniu. Śmierdziało - to fakt, lecz kocurek nie mógł z tego zapachu wyczytać jakichkolwiek informacji. Niedawno dopiero miał ceremonie, czego mogła Głuszec oczekiwać... Strzepnął uchem nie wiedząc co ma myśleć. Mlasnął.
- Duchy nie mają formy fizycznej - inaczej nie byłyby duchami no nie. Gdyby tak miał wyglądać ten cały Gwiezdny Klan to naprawdę nie byłby czymś specjalnym. No i niby za co ma dostać karę? Przecież Szczypiąca Łapa to ten miły i nieśmiały typ - typ kota który wpasowuje się idealnie w Wicher będąc przy tym cholernie mdły i słaby. Phi. - A ja znam doskonały sposób aby się dowiedzieć o czyjejś...cielesności - i uniósł śnieżną łapę ozdobioną w różowe poduszeczki z której błysnęły zaostrzone, śnieżnobiałe pazurki. Kocurek oblizał swoją mordkę głodne spojrzenie wlepiając w pstrokatą. Chyba zrozumiała aluzje, no nie?
<br><br><div class="SzczypekFotka"><img src="https://i.gifer.com/PnxN.gif" width="350" height="168"></div>
<div class="SzczypekTekst">Ja w jednym z moich snów, wbiłem ci w głowę <b>nóż</b>
Przekręciłem jak <i>klucz</i> i zamówiłem jedzenie
Ty, ale ja mam <b>jazdę</b>, wydzwaniam restauracje
Pytam się czy mi przygotują żurek w twojej <i>czaszce</i>
Gdy <b>spożywam</b> z kulturą obok pani gra na harfie</div><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Aclonica&family=Bahiana&family=Bebas+Neue&family=Fugaz+One&family=VT323&display=swap" rel="stylesheet"><style>.SzczypekFotka img {filter: contrast(0.75) sepia(0.75) brightness(1.25);} .SzczypekTekst {position: relative; top: -150px; color: black;font-family: 'Bahiana', cursive; font-size: 20px; margin-bottom: -100;} .SzczypekTekst b {color: #8ca9c4; font-style: normal; font-weight: normal; font-family: 'VT323', monospace; text-transform: uppercase; font-size:30px; text-shadow: 1px 1px black;} .SzczypekTekst i {color: #d1b489; font-style: normal; font-weight: normal; font-family: 'VT323', monospace; text-transform: uppercase; font-size:30px; text-shadow: -1px -1px black;} .SzczypekFotka {position: relative; height: 168px; width:350px; z-index:0;} .SzczypekFotka:after {content: ' '; position: absolute; top: -2px; bottom: -2px; left: -2px; right: -2px; z-index:-1; background: #ffffff;} .SzczypekFotka:before {content: ' '; position: absolute; top: -2px; bottom: -2px; left: -2px; right: -2px; background: #ffffff; z-index: -2; filter: blur(40px);} .SzczypekFotka:after, .SzczypekFotka:before { background: linear-gradient(150deg, #8ca9c4, rgba(0,0,0, 0), #d1b489)}</style>
LVL 1 60 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Zdziwiłbyś się — prychnęła śmiechem, robiąc przy tym z dwa małe kroki jeszcze bliżej granicy. Na kolejne znaki śnieżnego, jedynie się zaśmiała. Wow, nigdy nie miała takiego przeciwnika (w sensie w ogóle nie miała), więc było to całkiem dużym zdziwieniem. Pobłażliwie zmrużyła oczy i odetchnęła głęboko. — No nie mów, że naprawdę chcesz ze mną walczyć? — strzepnęła uchem. Nie przeszkadzało jej to jakoś bardzo, ostatecznie nie miała nic przeciwko jakiejś walce. Szczegół, że nie była w tym wprawiona i ciężko byłoby się z takiego czegoś usprawiedliwić. Jak na razie nie wychodziła spoza swojego terytorium, jedynie czekając na ruch Szczypiącej Łapy. — Bardzo ciężko będzie zlizać krew z twojego białego futerka — mrugnęła, wciąż nie zrzucając ze swojego beztroskiego tonu głosu. Jednocześnie wpatrzyła się jeszcze bardziej w białego, próbując nie przeoczyć jego żadnego ruchu.
[Obrazek: nvZ71vI.gif]

pouring the fuel, fanning the flames
b<b>reaki</b>ng
the habit and melting the chains
embracing
the <s>fear</s>, chasing the fight
t<s>he</s>
glow of the fire will light up the night
the <s>brid</s>ges are burning, the heat's on <s>my</s> face
making
the past an unreachable place

LVL 2 10 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wydostał się z obozu po treningu Roziskrzonej Łapy i przepracowanym dniu... może nie najszybciej jak mógł, ale się wydostał. Po prostu chciał porozmawiać z Jeziorną Łapą, bo znał swoją decyzję i uznał, że to czas ją spełnić. Wiedział co czuł, wiedział też, że był spisany na porażkę. Srogą porażkę, taką, która nawet może go wepchnie pod potwora. Chociaż na razie nie mógł tego zrobić, nie chciał, aby jego terminatorka szukała kolejnego Mistrza. Ale był gotów powiedzieć. Miejsce pachniało wieloma kotami, powodując zawirowania w głowie wojownika. Nie mniej jednak wdrapał się na skałę nieopodal, aby mieć stąd lepszy widok. Usiadł sztywno, wyglądając przy tym jak posąg.
Teraz mógłby po prostu uciec, nikt by go nie zauważył! Tą myśl odsunął od siebie i podniósł głowę, tym samym potrząsając delikatnie błyszczącą w księżycu kryzą. Niebieskie ślepia rozglądały się nerwowo, widocznie za kimś się rozglądając. Nie szukał Rysiej Łapy z Klanu Gromu, a swojej nieszczęśliwej wybranki serca. Cały wcześniejszy dzień i całą drogę układał sobie w myślach jak to powiedzieć. Jak wyznać jej uczucia, najdelikatniej jak tylko mógł. Nie wiedział, więc postawił na prostość słów i po części improwizację. Czuł się jak zagubiony w wielkim gąszczu kociak, ale też i czuł spokój. Bo co się może stać? Odrzuci go, a... to już wiedział, że to się stanie. Z bólem przyrównywanym do tych najgorszych z dnia na dzień sobie uświadamiał, że to nie miało sensu - dalsze okłamywanie się. Najzwyczajniej w świecie chciał się poddać.

[jezioro :pajac: ]
≡ podobno w Rzymie napadało gradu aż po kolana ≡
w Japonii wiśnie zakwitły o dwie pory roku wcześniej
a ja tęsknię a ja tęsknię a ja ciągle tęsknię
LVL 4 35 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ryś musiał jednak chwilę poczekać - był wieczór, gdy Jezioro, podekscytowana jeszcze ostatnią ceremonią wyszła na spacer. Zanim łapy zaniosły ją na tereny, gdzie pierwszy raz spotkały przyjaciela, srebrzysty księżyc oświetlił okolicę. Tak - okolice, gdzie za niedługo będzie Zgromadzenie. A ona - ona sama będzie w tym uczestniczyć. Niesamowite.
Wtedy też zauważyła znajomą postać - no tak, oni oboje mają wyczucie, jak chodzi o wspólne spotkania. Być może Rysia Łapa - o ile tak się jeszcze nazywa - również zawita na tę uroczystość? Ach, tyle nowości, tyle się dzieje! W podskokach doskoczyła do przyjaciela, radośnie wołając:
- Ryś, Ryś! Idę na Zgromadzenie! Idę na Zgromadzenie! Proszę, powiedz że ty też! Będzie super! a nawet jeśli nie, to wszystko ci opo-wiem... - jej słowa były radosne i pełne energii, jednak widząc, jak poważny i skupiony jest kolega z Wichru, lekko przygasła. Och. Pewnie nie idzie...
- Czy... coś się stało? - zapytała ostrożnie, bojąc się, że być może nie powinna być tu i teraz - że potrzebuje trochę samotności.
- Jeśli potrzebujesz po być sam, m-mogę pójść...
.............................................................● ● ●
...................................................................I think it's better when I'm overdramatic
.......................................................................I live in color, never monochromatic
.............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic
................................................................................Let's go


.........................................................................» I'm comin' for the gold
.........................................................................» All eyes on me, let's go

................................................................................Let's go
.............................................................................Welcome to the show
.......................................................................All eyes on me, let's go
...................................................................LET'S GO!
» ---- » ---- »
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Point siedział na kamieniu wyprostowany, wlepiając swój wzrok w księżyc nad nimi. Był prawie w pełni, tak ślicznie świecił. Jego pysk jednak wyglądał pusto, to samo z oczami. Niespecjalnie wyrażały jakieś uczucia, bardziej po prostu były. Z resztą - on się znowu czuł, jakby dusza opuściła jego ciało i się jedynie oglądał z góry.
Rysi Pomruk rozbudził się na nagłe wołanie jego imienia, mrugając energicznie kilka razy. Chwilę mu zajęło przyswojenie informacji do tego, gdzie jest, do czasu aż nie zobaczył Jezioro przed sobą. Chwilę się też na nią patrzył, a serce go zaczęło coraz bardziej ściskać, powodując horrendalny ból. Gdy też i wzrok wojownika znalazł się na szylkretowym, znajomym i jak pięknym futrze, serca Wichrowego kocura podskoczyło do gardła. Przełknął ślinę, zdając sobie sprawę, że gdy tylko na nią patrzy, gdy tylko ją widzi, to coraz bardziej się zakochuje, nie mogąc tego powstrzymać. To po prostu trwało, nie chciało się zatrzymać. I co miał niby zrobić? Nie mógł nic zrobić w takiej sytuacji, tylko się poddać. Chwilę do niego docierały słowa Jezioro, a na te ostatnie otworzył szerzej oczka.
- Nie, nie, spokojnie - odparł pośpiesznie i zeskoczył ze skały, aby być na tej samej wysokości co ukochana. Patrzył się w jej intensywne zielone ślepia, które teraz błyszczały jak sama Srebrna Skórka. - Po prostu się zamyśliłem... nad tym, jak poprowadzić trening mojej terminatorki - powiedział lekko, dając czas Jezioro, aby załapała, że ten nieszczęsny Wichrzak jest już wojownikiem.
- Nie idę niestety. Ale cóż, nie każdy mógł się też załapać. Za to będę pilnować obozu. Ale, czekałem na ciebie. Tak na prawdę. Znaczy, siedziałem, myśląc czy przyjdziesz, bo chciałem po prostu porozmawiać - mówił coraz ciszej, a wzrok z jej pyszczka z czasem kierował się gdzieś na bok. Zamrugał kilka razy, czekając odpowiedzi Jezioro. Serce mu biło jak młot, a krew tłoczyła się coraz szybciej i szybciej w jego żyłach. W uszach zaczęło szumić, a w serce wbijały się gwoździe, aby uprzedzić wojownika, że to nie jest dobry pomysł. Że nie powinien tego wszystkiego mówić. Ale on już postanowił.
≡ podobno w Rzymie napadało gradu aż po kolana ≡
w Japonii wiśnie zakwitły o dwie pory roku wcześniej
a ja tęsknię a ja tęsknię a ja ciągle tęsknię
LVL 4 35 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Odetchnęła z ulgą, gdy zapewnił ją, że nic złego się nie stało. Krótko potem uśmiechnęła się do niego szeroko, tyle, na ile mogła, słysząc o jego awansie.
- Terminatorkę! To cudownie, gratuluję! Jak się teraz nazywasz? Rysi... - zamyśliła się i spojrzała na skałę za nim - O, może Rysia Skała? Brzmi nieźle! Ale jestem prawie pewna że nie zgadłam. Za to ty pewnie też nie zgadniesz mojego! - powiedziała z dumą - imię, tak piękne i wyróżniające się sprawiało, że nosiła je jak odznakę. Gdy tylko mogła, przedstawiała się właśnie tym imieniem - Księżycowe Jezioro. - Jedyna podpowiedź to taka, że pasuje do tej scenerii. - powiedziała, czując na sobie światło Księżyca.
Popatrzyła na niego lekko przygaszona, mówiąc:
- Szkoda... Ale nie martw się, jeśli nie ja, to ktoś inny ci opowie, jak było! O właśnie, może spotkam kogoś jeszcze z Wichru? Czy ktoś ci bliski idzie na Zgromadzenie? - zagaiła bardziej optymistycznie, zerkając na niego.
Przekręciła główkę w bok, zaciekawiona.
- Czekałeś? Ojej. W takim razie, przepraszam, że nie przyszłam wcześniej - ale nawet nie myślałam że się spotkamy! - powiedziała dźwięcznie, z lekkim śmiechem, który odbił się od skały.
.............................................................● ● ●
...................................................................I think it's better when I'm overdramatic
.......................................................................I live in color, never monochromatic
.............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic
................................................................................Let's go


.........................................................................» I'm comin' for the gold
.........................................................................» All eyes on me, let's go

................................................................................Let's go
.............................................................................Welcome to the show
.......................................................................All eyes on me, let's go
...................................................................LET'S GO!
» ---- » ---- »
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skinął delikatnie łbem na gratulacje Jezioro. A zaraz później cicho się zaśmiał na propozycję imienia od kocicy. Cóż, nie był taki twardy jak skała czy... ogółem, jak skała, więc raczej to do niego nie pasowało. Nie mniej jednak chwilę myślał, czy wyjawiać swoje prawdziwe imię, postanawiając w końcu, że no musi, w końcu sobie obiecywali podczas ostatniej rozmowy.
- Rysi Pomruk - odparł w końcu, posyłając delikatny uśmiech w jej stronę. W ślepiach Rysiego Pomruku zabłysły skierki radości, zaraz szybko będąc zasypane przez ból. Nadal pamiętał, po co to robił, po co tu był. Po to, aby uwolnić kocicę od niego, aby nie musiała o nim myśleć, aby mogła o nim zapomnieć, jak o śmieciu, którym jest. - Oh, na pewno nie zgadnę - mruknął spokojnym tonem i spojrzał się na księżyc. Chciał już coś powiedzieć, ale w porę ugryzł się w język. Nie chciał jej już teraz odstraszyć. Dlatego też się zamknął, aby być pewnym, że niczego pochopnego nie rzuci na wiatr.
- Będzie moja Mistrzyni, Biały Puch. I moja terminatorka też, ze swoim bratem. Bliźniaki, więc raczej łatwo ją rozpoznasz - odparł. Nie chciał wspominać o swoim bracie, nawet nie zamierzał. Nie uważał go za nikogo ważnego, nie był nikim ważnym dla niego.
Uśmiechnął się delikatnie na śmiech Jezioro, po czym westchnął. Zamyślił się chwilę, patrząc się w bok.
- Też wątpiłem. Wydaję mi się, że... po prostu czekałem. Nie mniej jednak, jak już tu jesteś. Muszę ci coś powiedzieć... - mruknął poważniejszym tonem, patrząc się w jej ślepia. Było widać w nich ból i cierpienie, ale też jakąś pewność siebie. Chciał już mieć to za sobą, skończyć ze sobą i po prostu uciec. Nie chciał, aby ktokolwiek ich usłyszał, miała to być poufna rozmowa… pełna jego bólu, ale poufna. Chciał, aby tylko zielonooka kocica to słyszała, nikt więcej. - Usiądź najpierw. Proszę.
≡ podobno w Rzymie napadało gradu aż po kolana ≡
w Japonii wiśnie zakwitły o dwie pory roku wcześniej
a ja tęsknię a ja tęsknię a ja ciągle tęsknię
LVL 4 35 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Rysi Pomruk... - powiedziała cicho, z uśmiechem - Bardzo ładne, podoba mi się. - powiedziała szczerze, po czym uniosła łapkę do serca - Księżycowe Jezioro.
Przez chwilę milczała, pozwalając swojemu imieniu rozbrzmieć. Tak, w tej scenerii pasowało idealnie. Wszystko było na swoim miejscu - ona, księżyc, bawiący się światłem na jej futrze, tak, Czerwona Gwiazda wiedziała, co robiła, nazywając ją właśnie tak.
- Biały Puch i bliźniaki... na pewno nie zapomnę! - powiedziała energicznie i z uśmiechem. Chciała poznać więcej kotów, oczywiście, a jeśli ktoś przyjaźnił się z Rysim Pomrukiem oznaczało to, że z pewnością był to ktoś miły i dobry. Tak, to zdecydowanie będzie niezapomniane Zgromadzenie!
- Och? - powiedziała zaskoczona, po czym podążyła za jego prośbą. Usadowiła się wygodnie, z lekko zmartwionym wyrazem twarzy. Czy mimo jego wcześniejszych zapewnień coś się stało? A może...
W tym momencie przypomniały jej się słowa Skry.
A nie myślałaś o tym, że może on patrzy na to inaczej? Wiesz, niektórym niewiele potrzeba żeby się zakochać...
Jej serce zaczęło bić szybciej.
O nie.
.............................................................● ● ●
...................................................................I think it's better when I'm overdramatic
.......................................................................I live in color, never monochromatic
.............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic
................................................................................Let's go


.........................................................................» I'm comin' for the gold
.........................................................................» All eyes on me, let's go

................................................................................Let's go
.............................................................................Welcome to the show
.......................................................................All eyes on me, let's go
...................................................................LET'S GO!
» ---- » ---- »
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Księżycowe Jezioro.
Brzmiało ślicznie i pasowało do kocicy. Lśniła jak księżyc, oświetlając swoim uśmiechem i nastawieniem wszystko, co wokół. Sprawiając, że wszystko było jaśniejsze, lepsze. Nie mniej jednak pewien smutek zakrył jego myśli, gdy kocur sobie uświadomił, że... raczej jej już nigdy nie zobaczy. Nigdy nie będzie mógł o niej myśleć w taki sposób, a chociażby jedna, jedyna myśl spowoduje ból, który będzie za nim chodził kilka księżycy.
- Jest śliczne. Czerwona Gwiazda musi mieć gust. Miło mi ciebie poznać, Księżycowe Jezioro - uśmiechnął się słabo do kocicy, kiwając delikatnie przed nią łbem. Na jej kolejne energiczne słowa uśmiechnął się szerzej, przynajmniej postarał. Cóż, przynajmniej ona pozna magię zgromadzenia. On będzie pilnował obozu i jakoś da radę.
Był coraz bliżej tej chwili. Widział, jak Jezioro siada, a on sobie uświadamiał, że zaraz się z nią rozstanie, już na zawsze. Wziął głęboki wdech i spojrzał na księżyc nad nimi, kładąc delikatnie po sobie uszy. Padający śnieg delikatnie osiadał na jego futro, a on sam zamknął oczy.
- Dobrze. Ja... - zaczął i przełknął kolejną porcję śliny. Niestety - ale Skra miał rację. Chwilę wojownik jeszcze postał w miejscu, patrząc się na ziemię. Kita uderzała raz po raz w ziemię, delikatnie przy tym zgarniając śnieg z ziemi. Wprawdzie niewiele potrzebował, aby się zakochać.
- Coś… Ważnego... ja um... Wiem, że jestem spisany na straty, jak zawsze, ale, muszę ci to powiedzieć, bo... Jezioro... kocham cię. I- i wiem, że ty żywisz uczucia wobec kogoś innego, ale spokojnie. To jak najbardziej w porządku, przez ten czas też myślałem o tym, że muszę się po prostu przygotować na to. Ale chciałbym, abyś to wiedziała, zanim... - wypluwając taki potok słów w końcu bury point zamilkł, aby zebrać w płuca trochę powietrza. Co chciał powiedzieć? Zanim co? Zanim umrze? Zanim się poświęci dla Klanu, zanim co? Dłuższa chwila w końcu została przerwana ruchem ze strony Wichrowego wojownika, a ten otworzył pysk, aby dalej mówić. - I zanim odejdę, to... chciałbym ci powiedzieć, dużo. Bardzo, po prostu posłuchaj, okej? Nie musisz odpowiadać, nie musisz nic robić, po prostu chciałbym, abyś to... usłyszała. Jest to dla mnie… ważne. Więc, nie musisz słuchać, notować tego w głowie, po prostu tu bądź, jak będę mówił… bo chcę… Abyś usłyszała, jak wyjątkową kotką jesteś bo... jesteś pierwszym kotem, który podbił moje serce. Mimo, że trudno się do niego dostać, nawet mi. Od naszego pierwszego spotkania nie mogłem przestać o tobie myśleć, o tym, jak jesteś cudowna. Bo taka jesteś. Jesteś piękna jak najdelikatniejszy kwiat, albo jak kot zesłany, ze Srebrnej Skórki, pamiętaj o tym. N- nawet ze swoją straszną miną. Nie widziałem piękniejszej kocicy, na prawdę. Twój głos można przyrównać do... najsłodszego śpiewu ptaków. Jest również inteligentna, jesteś najbardziej inteligentnym kotem, jakiego poznałem, jesteś zabawna, rozmowna, pomocna, wyrozumiała i... urocza. Jedyna w swoim rodzaju, nie ma drugiej co ty... myślałem przez te długie księżyce tylko o tobie, sprawiałaś, że się uśmiechałem, kiedy miałem gorsze dni, twoje słowa były jak ciepłe futro, do którego mogłem się przytulić, poczuć się bezpieczny.
Nagle zamilkł, sprawdzając, czy czasami ktoś nie podsłuchuje jego słów. Przełknął znowu ślinę i położył swoje uszy po sobie. Zwrócił ślepia ku tej bogini, która siedziała przed nim. Kocurek podszedł na krok do niej, aby być… chociaż trochę bliżej. Ten ostatni raz. Patrzył się głęboko w jej piękne oczy, ten ostatni raz. Korzystał, jak tylko mógł. Mówiąc raz się delikatnie uśmiechał, raz wracał do swojej poważnej miny. Ale mimo wszystko czuł, jak cząstka jego samego właśnie odchodzi w zapomnienie i już nigdy nie wróci. Nawet się nie łudził, był po prostu... cóż. Wadliwy.
- I chciałbym ci jeszcze tyle powiedzieć, poczekaj. Jeszcze chwilkę, proszę. Może będę się powtarzał, ale... chcę powiedzieć jeszcze... To, jaka jesteś piękna, powtarzać to w nieskończoność tylko tobie, to, jak twój głos jest melodyjny i ciepły. To, jak twoje futro lśni jak powłoka na rzece, jest po prostu absolutnie piękne, to jak jesteś na pewno zdolna, jak niejeden kot z Gwiezdnego Klanu. To, jak jesteś inteligenta, bardziej niż cała Srebrna Skórka i to, jakbym wskoczył za tobą w ogień, jeśli tylko od tego by zależało twoje życie, jeśli bym tylko musiał. To, z jaką pewnością bym poświęcił dla ciebie swój marny żywot, nie zastanawiając się nad niczym. Po prostu bym zrobił wszystko, co w mojej mocy, aby ci pomóc. To, jakbym się tobie oddał, poddał, nie patrząc na błędy popełnione kiedyś w mojej przeszłości... To, jakbym chciał naprawić twój każdy dzień, zlizywać każdą łzę z lica, pomagać, przebrnąć przez wszystko co się stanie złego w twoim życiu. Mógłbym uciec dla ciebie z Wichru, mając nadzieję, że zostanę jakoś zaakceptowany w Klanie Rzeki, chociażby minimalnie. Nawet jeśli nie, to... miałbym ciebie. Bo jesteś jedyną rzeczą, która jest potrzebna mi do szczęścia. Twój widok, twój uśmiech, twoje słowa. Po prostu Ty…
W niebieskich ślepiach kocura zaczęły się zbierać łzy, błyszczące jak kryształki w świetle księżyca, zadające ból jak najostrzejsze pazury, jakby młody wojownik właśnie sobie zdawał sprawę, że to jest koniec. Koniec jego relacji z piękną kotką, koniec wszystkiego co dobre, co znał. Przełknął ślinę i położył po sobie uszy. Opuścił wzrok, aby wytrzeć wylewające się łzy z jego oczu jak z wodospadu. Pociągnął nosem i spojrzał na nią jeszcze raz. Ten ostatni. Nie był lojalny wobec Klanu, zakochał się w kotce z innego Klanu, dlaczego więc został wojownikiem? Nie rozumiał.
- ...ch- chyba nie wiem już, co powiedzieć. Chyba powiedziałem wszystko, co chciałem... Dbaj o siebie, dobrze? Proszę. Pamiętaj, że jesteś jedyna w swoim rodzaju i nie pozwalaj na to, aby ktoś tobą pomiatał, aby ktoś ciebie źle traktował... bo na to nie zasługujesz, zasługujesz na wszystko, co tylko najlepsze. Prawdopodobnie... to koniec naszej znajomości, ale chciałem, bardzo chciałem, abyś to usłyszała... kocham cię, naprawdę, mógłbym to powtarzać do końca świata. Jesteś też pierwszym kotem, któremu to mówię w takim znaczeniu... Miłej nocy... Księżycowe Jezioro z Klanu Rzeki - point podszedł do polika kocicy i wetknął w niego swój nos. Chwilę tak stał z przymkniętymi oczami, chrapliwie, niepewnie mrucząc. Nie chciał jej zostawiać, ale musiał. Wiedział, że musiał. Aby była szczęśliwa. Pyszczkiem mocniej wtulił się w jej futro, a z niebieskich ślepii leciały kolejne łzy. - Idź. Przepraszam, że tak to wyszło, bo mogło być... lepiej - w końcu się odezwał. Odsunął się delikatnie i spojrzał na wojowniczkę z bólem. Cofnął jeszcze się kilka kroków, aby dać jej miejsce. Może go zaatakuje, może po prostu odejdzie. Nie zmienia faktu, że on się czuł, jakby miał zaraz paść, a jego głowa i myśli wirowały, powodując szumy. Jakby miał zaraz zemdleć. - Idź już. Pewnie się o ciebie… martwią.
≡ podobno w Rzymie napadało gradu aż po kolana ≡
w Japonii wiśnie zakwitły o dwie pory roku wcześniej
a ja tęsknię a ja tęsknię a ja ciągle tęsknię
LVL 4 35 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zaniemówiła.
Gdy tylko usłyszała te słowa - kocham cię - zesztywniała i zaniemówiła. To były słowa które, oczywiście, zawsze pragnęła usłyszeć, ale nie od niego. Od niego nie wymagała żadnych głębszych uczuć, jedynie luźnej pogawędki, być może dyskusji o treningach, o obowiązkach... Ale nie o miłości. Nie chciała tego, nie - chciała kogoś, kogo mogła traktować swobodnie, jak przyjaciela. Miłość... to nie było coś, co czuła do tego kocura przed nią - wiedziała to, bo czuła to do kogoś innego.
Posłuchała jednak jego prośby - wysłuchała jego słów, z łzami w oczach, nie mogąc na niego spojrzeć - bała się, że gdy tylko spojrzy w jego oczy, coś w niej pęknie. I... och, jakie piękne były słowa, jakie do niej kierował! Jak cudownie było być... docenianą, wywyższaną, wręcz podstawioną na piedestale. To nie było uczucie, z którym była zaznajomiona - na jakikolwiek szacunek lub pochwałę od Mistrza musiała sobie zapracować - i to bardzo, jednak... to było dla jej dobra. Jednak te romantyczne słowa...
Nigdy nie słyszała czegoś takiego pod swoim adresem. Chociaż nie chciała, trafiały prosto w jej serce, im bardziej próbowała je od siebie odrzucić. I bolało ją to - bolało, bo mimowolnie ich przyrównywała ze sobą. I bez względu na wniosek - nie była zadowolona. Miała wrażenie, że jakikolwiek wybór w tej kwestii byłby... złym wyborem.
Przycisnęła mocno powieki, by nie wypuścić żadnej łzy. Nie chciała, żeby on je widział i jednocześnie nie chciała widzieć jego łez - to było dla niej za dużo. Sztywniała pod jego dotykiem, zupełnie zagubiona i niezdecydowana i prawdopodobnie jak on - chciała uciec. Nie chciała, żeby to się wydarzyło. Och, na litość Gwiezdnych, dlaczego tutaj przyszła? To jest... za trudne.
Cichym i łamiącym się głosem powiedziała:
- Ja... musze pomyśleć. To... trochę dla mnie za dużo. I nie wiem... co zrobić... - jej głos złamał się na końcu. Nie chciała go krzywdzić, za nic w świecie! Jednak wiedział, och, doskonale wiedział, co ona czuje do Skry i na litość, dlaczego to wszystko musiało się tak skomplikować?!
- To było piękne... d-dziękuję i-i miło mi że tak o mnie myślisz... Daj mi jednak trochę czasu, dobrze? Ja... - słowa ugrzęzły jej w gardle. Ona co? Ma wybierać między nim, kocurem który właśnie wyznał jej miłość a drugim kocurem, który pewnie nawet nie jest nią zainteresowany? Och, niech ktoś jej pomoże!
Cofnęła się o kroczek, po czym uniosła łapę, by otrzeć jego spływającą łzę.
- Nie płacz. Proszę, nie płacz. Nie chcę być powodem twojej przykrości. - zamiauczała cicho, po czym cofnęła się kolejny kroczek.
- Mam nadzieję, że spotkamy się niedługo. I... może wtedy będę lepiej znać swoje uczucia. Mam taką nadzieję. A do tego czasu... Żyj, Rysi Pomruku. Żyj, chociażby dla mnie. - powiedziała łamiącym się głosem, po czym przez łzy uśmiechnęła się do niego. Ten ostatni raz.
- Do widzenia. - szepnęła. I odeszła - jeszcze nie do Obozu. Musiała przemyśleć dużo rzeczy, a spacer będzie do tego lepszy niż Obóz pełen kotów. I jej ukochanego.

/zt ;__________;
.............................................................● ● ●
...................................................................I think it's better when I'm overdramatic
.......................................................................I live in color, never monochromatic
.............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic
................................................................................Let's go


.........................................................................» I'm comin' for the gold
.........................................................................» All eyes on me, let's go

................................................................................Let's go
.............................................................................Welcome to the show
.......................................................................All eyes on me, let's go
...................................................................LET'S GO!
» ---- » ---- »
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości